Reklama

Niedziela Sandomierska

Rekolekcje w duchowości chrześcijańskiej

Rekolekcje – dłuższy czas szczerego otwarcia się przez różne ćwiczenia na bezpośrednie działanie Boga w Jego Słowie, element kanonu chrześcijańskiego życia, dla wielu katolików istotny czas duchowego sanatorium, a równocześnie rzeczywistość banalizowana, niezrozumiana i lekceważona

Podobnie jak w norwidowskich słowach: „ideał dotknął bruku…”, kwestie przeżywania rekolekcji jawią się w dwóch wymiarach. Jako schodzenie Boga w grzeszną przestrzeń człowieka dla podźwignięcia go, ale też jako sprofanowanie świętego czasu i miejsca własnym dyletanctwem, brakiem zaangażowania i zlekceważeniem czasu naszego nawiedzenia (Łk 19, 44b). Dla jednych to nadprzyrodzone przeżycie jest wyczekiwane i błogosławione, dla innych, – nie tylko dla uczniów gimnazjów i szkół średnich, ale nawet dla katechetów i kapłanów – może to być prawdziwe wyzwanie, czas ofiary, czas trudu, czas wielkich wątpliwości i próby wiary. Stąd nie dziwią duszpasterskie próby poszukiwania formy dla tego czasu duchowego rodzenia się na nowo (por. J 3, 7).

Obdarowywać, a nie grabić

Koncert zespołu hip-hopowego dla młodzieży lub występ Eleni dla starszych, wspólne śniadanie, czy też przedstawienie teatralne, oglądanie wartościowych filmów, a nawet spotkania przy kawie i ciastkach stają się kanwą dla Bożej nauki. Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki, nazywany często jednym z proroków współczesnego Kościoła już od lat 60. XX wieku łączył czas wakacyjnego wypoczynku dzieci i młodzieży, a w latach 70. także rodzin, z czasem duchowej odnowy. W rekolekcjach oazowych zwyczajność, codzienność staje się ćwiczeniem duchowym. Wówczas obieranie ziemniaków, podawanie do stołu, zmywanie naczyń, przygotowanie liturgii i dobrej zabawy na pogodnym wieczorze staje się okazją do przyjrzeniu się sobie i zadaniu pytania: Po co to wszystko robię? Ile w moim życiu jest Boga?

Na oazowych rekolekcjach jest czas na adorację Najświętszego Sakramentu oraz wspólnotowy i osobisty kontakt ze Słowem Bożym podczas Eucharystii, na spotkaniach w grupach i w tzw. Namiocie Spotkania – osobistej modlitwie tekstem Biblii. Mecze, wyprawy w góry, czy konkursy, nie mają na celu wykazania kto tu jest najlepszy, najsilniejszy, ale stają się sposobnością do usłużenia swoim talentem, swoją sprawnością i tężyzną fizyczną. Służą do zbudowania braterskiej wspólnoty, w której oczywistym jest, że „nikt nie ma z nas tego, co mamy razem”. Zatem tylko we wspólnym obdarowywaniu się, nie w egoistycznym „grabieniu” ku sobie stajemy się duchowo bogaci. Jest to prosta forma zrealizowania wskazań nauczania bł. Jana Pawła II, dotyczącego jakości chrześcijańskiego życia, by więcej być niż mieć.

Reklama

Fejs zamiast rekolekcji?

Znamienne są wypowiedzi dzieci i młodzieży, którym często wtórują nauczyciele i rodzice: – W tym tygodniu mieliśmy rekolekcje, więc nie robiliśmy nic w szkole, nie było sensu tam chodzić, wolałem posiedzieć na „fejsie”. Albo: – Tak niewiele czasu zostało do matury, dlatego najlepiej, by klasy maturalne nie brały udziału w rekolekcjach, bo nie zdążymy z powtórkami do egzaminu dojrzałości...

Czy trzeba się dziwić takim postawom? Czy może być inaczej? Owszem, może i trzeba by było inaczej. Wszystko zależy od stanu wiary człowieka. Wiele osób żyje w przekonaniu, że naciśnięcie guzika pilota, czy automatu z napojami radykalnie zmienia rzeczywistość, a nie wymaga przecież wielkiego wysiłku. Oni nie są skłonni do duchowej konfrontacji, do walki na życie i śmierć; do przekonania, że jest moc większa od mojej słabości, na którą w gruncie rzeczy przyzwoliłem i pogodziłem się z nią.

Niezgoda na siebie

Właściwe wejście w czas rekolekcji musi opierać się o uznanie własnej nędzy, grzeszności, pragnienia wzrostu ku dobremu, niezgody na siebie takim, jakim jestem dziś. Owocne przeżycie tego świętego czasu zakłada dążenie wzwyż, do doskonałości, której nie ma miary, bo jej miarą jest Bóg. Jeśli zatem nie ma w człowieku mobilizacji płynącej z ducha, to trudno się dziwić, że wielu odnosi się do rekolekcji, jak do wydarzenia nudnego i nie wnoszącego żadnych zmian w życie.

Reklama

Święty czas

Spotykamy się dziś z wielkim bogactwem form rekolekcyjnych. Te najbardziej klasyczne i łatwo dostępne każdemu: wiekopostne, czy adwentowe, są adresowane zwykle do poszczególnych wspólnot parafialnych, które żyją szczerą dynamiką ducha w swoich wspólnotach. Odbywają się w środowisku parafii, w miejscu naszego codziennego doświadczania Boga i zmagania się z naszą grzesznością. Mają one za cel przygotować wiernych do odbycia dobrej spowiedzi, do skorygowania błędnych decyzji, do duchowego przeżywania świąt, czy innych uroczystości, np. odpustu parafialnego.

Inną formę mają rekolekcje zamknięte. Decydują się na nie poszczególne jednostki lub grupy Kościoła: biskupi, prezbiterzy, klerycy, siostry zakonne, ale też ludzie świeccy, np. maturzyści, oazowicze, itp. Najczęściej wymaga to od nich odizolowania się od świata zewnętrznego, od codzienności, po to by lepiej wejść w głąb siebie, osiągnąć stan lepszego skupienia i pozwolić, by Słowo Boże mogło nas lepiej kształtować. To jakby milowe kamienie, które jednoznacznie i w sposób trwały kierunkują człowieka ku Bogu, ku dobru, ku służbie, ku wytrwaniu w zaparciu się siebie, choć świat podąża zupełnie innymi drogami.

Licząc grzechy, licząc kroki

W życiu Kościoła odnajdujemy też możliwość przeżycia „rekolekcji w drodze”. To określenie odnosi się szczególnie do pielgrzymów. Idea „rekolekcji w drodze” znana jest w Europie już od IX wieku przez „szlak muszli”, czyli wędrówkę do Grobu św. Jakuba Apostoła do Santiago de Compostella w Hiszpanii. W Polsce odnawia się kilka odnóg tego szlaku. Najbardziej znany jest odcinek z Ogrodnik przez Olsztyn, Poznań do Słubic. Inny z Korczowej przez Przemyśl, Kraków, Wrocław do Zgorzelca. Z naszych okolic można włączyć się w tę Drogę na szlaku Lublin-Sandomierz-Kraków. Pielgrzymi idą pieszo, lub jadą rowerami w małych grupach albo samotnie. Istotą tej formy pielgrzymowania jest umiejętność odczytania własnego życia w kontekście postawionego sobie dalekosiężnego celu – dalekiego Santiago. Ważna jest tu umiejętność czytania pierwszej księgi Bożego Objawienia jaką jest przyroda, kosmos. Szczególnego sensu nabiera refleksja, medytacja i modlitwa w rytm kroków piechura wobec przeciwności i niewygód. Znane w Polsce pielgrzymowanie do rozmaitych lokalnych sanktuariów lub na Jasną Górę odbywa się w tym właśnie duchu. Ma jednak bardziej wspólnotowy i świąteczny charakter.

Warto wspomnieć jeszcze o rekolekcjach przeżywanych indywidualnie, na samotności. Mogą się one odbywać w uświęconych miejscach, np. w Klasztorze Kamedułów na Bielanach w Krakowie, gdy stajemy się jakby jednym z przeżywających tam życie w ciszy zakonników. Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach jest rodzimą, diecezjalną propozycją dla ludzi dbających o stan swojego ducha. Tym bardziej dbających, im bardziej na co dzień przychodzi im doświadczać życia w wielkim zgiełku, często „żyjących na krawędzi”. Takim ćwiczeniom duchowym może służyć jakiś odosobniony, zapomniany zakątek, lub miejsce zorganizowane tak, by łatwo ogarnąć sprawy bytowe, a zostawić czas na spotkania z duchowym doradcą, stosowną lekturą i swobodny dostęp do niezakłóconej cywilizacją przyrody. Nasza diecezja ma takie miejsca w Bieszczadach: w Olchowej i w Skorodnem działają Domy Oazowe, w których jest możliwość skorzystania z miejsca, także poza ścisłym sezonem turystycznym.

Niekompatybilne z nadprzyrodzonością

W każdym wyżej wspomnianym typie rekolekcji ważne jest dobre przygotowanie. Nie chodzi tylko o to, by przygotował się kapłan głoszący nauki, choć jest to niebagatelna kwestia. Istotne jest przygotowanie siebie, jako osoby dążącej do lepszego życia, jako podmiotu tych ćwiczeń. Po Panu Bogu człowiek jest najważniejszy. A jego dualizm, jego złożoność z ciała i duszy, domaga się przygotowania w obydwu tych aspektach. Istotne jest, by nie było za zimno, by być stosownie ubranym, bo jak ostatnio zauważono: „taki mamy klimat” i taką kondycję ekonomiczną parafii, że może być w naszych świątyniach chłodno. Trzeba zadbać o żołądek, bo na parafii zwykle jest inaczej niż na korytarzu szkolnym i na przerwie – nie pójdzie się po chipsy czy pizzę. Trzeba odpocząć, dobrze się wyspać, bo powszechnie wiadomo, że Duch Święty działa najlepiej na ciała syte i wyspane. Inne ciała, niż syte i wyspane, są – używając języka ze świata komputerów – niekompatybilne z nadprzyrodzonością, czyli nie są w stanie podjąć współpracy. Oczywiście, istnieje też potężna przestrzeń ducha, którą także należy ogarnąć i przygotować. Trzeba to czynić przez prostą informację: co, gdzie, kiedy – tak, by władze duszy (rozum i wola) mogły zadziałać. To obudzenie potrzeby, stanu pozytywnego nastawienia należy poddać codziennej modlitwie. Dobrze jeśli jest to modlitwa całej wspólnoty i poszczególnych osób. Często o tę modlitwę rekolekcjoniści proszą siostry czy braci z różnych domów zakonnych, chorych i różne grupy modlitewne, w tym koła różańcowe. Nie może zatem zabraknąć osobistej modlitwy uczestnika rekolekcji. Warto już wcześniej przygotować sobie jakiś spis zagadnień, które mnie interesują, albowiem nasze życie – mimo iż zorganizowane jest we wspólnotach wiary – toczy się też indywidualną koleją. Nawet jeśli jesteśmy w podobnej grupie wiekowej, czy stanowej, to nasze zapotrzebowania duchowe mogą być zupełnie różne. Trzeba koniecznie zadbać o możliwość przedłożenia tych zagadnień osobie prowadzącej rekolekcje. Dzieje się tak czasem poprzez skrzynkę pytań, innym razem podczas osobistej rozmowy w zakrystii, czy konfesjonale. Jeśli bowiem nie przykładam lekarstwa Słowa Bożego do moich konkretnych problemów duchowych, to tak jakbym codziennie przez kilka dni mojej choroby chodził do apteki, gdzie jest wiele medykamentów i liczył na to, że od samego chodzenia wyzdrowieję. Będąc w aptece trzeba nabyć konkretny lek na konkretną chorobę. Podobnie jest ze stanem naszej duszy. Jednym wystarczy aspiryna, inni będą musieli dobrać odpowiedni antybiotyk.

A pouczeń mych nie odrzucajcie!

Jest jeszcze jeden istotny element rekolekcyjnego przeżycia. To co nazywamy skorzystaniem w naszym osobistym życiu z Bożej Mądrości: „Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą. Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie!” (Prz 8, 32-33). Owo przyjęcie nauki i strzeżenie jej zakłada, że będziemy według niej żyli. Konieczna jest do tego wola wyrażona w tzw. postanowieniu rekolekcyjnym. Jeśli popełniam błąd, np. palę papierosy, to samo przeczytanie artykułu o ich szkodliwości jeszcze niczego we mnie nie zmieni. Trzeba chcieć na to wpłynąć. Trzeba podjąć odpowiednie kroki, czyli uczynić postanowienie zmiany dotychczasowego stanu. Nie będę palił! – to często nie wystarczy. Potrzebne jest wytworzenie motywacji, a następnie mechanizmu, drogi wyjścia ze złego przyzwyczajenia. Zatem decyduję się, że od dziś nie kupuję papierosów, nie częstuję, ale też i nie korzystam, gdy częstują mnie inni. Unikam środowiska palaczy – przynajmniej czasowo – aż nabiorę odporności wobec słowa: „zapal”, które jest przeciwne mojemu postanowieniu. Dobrze jest jeśli postanowienie odwraca uwagę ode mnie, od mojego bólu, cierpienia, zwątpień, a koncentruje na Bogu, na bliźnim. Piękne są takie porekolekcyjne postanowienia uczniów znanych mi szkół czy kółek różańcowych dotyczące wsparcia misji Kościoła. Jako wspólnota podejmują się zadania, by co miesiąc zaoszczędzić i zebrać ok. stu złotych i przekazać je misjonarzom, którzy prowadzą bursy i szkoły, by w ten sposób ufundować jedno miejsce w szkole i pomoc bytową dla jakiegoś utalentowanego dziecka w Afryce. Jeśli nie pojawiają się w życiu katolika takie i tym podobne czyny po rekolekcjach, jeśli nie ma tego, co św. Paweł nazywa owocami ducha w człowieku (por. Ga 5, 22-23), to trudno łudzić się, że przeżywamy je właściwie.

Wiele osób przyjmuje zasadę, że zanim duchowo dorosnę, ktoś będzie wskazywał mi jak to robić. To bardzo intymna umiejętność, gdyż dokonuje się w przestrzeni ducha, w przestrzeni relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Nieoceniona jest tu dyskretna pomoc wnoszona przez naszych bliskich: dziadków, rodziców, nauczycieli, katechetów, a także naszych zaufanych przyjaciół, którzy dopuścili nas do tej delikatnej przestrzeni swojego ducha i osobistego doświadczenia Pana Boga.

2014-02-27 10:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Odnaleźć oazę przy parafii

2020-08-05 07:21

Niedziela sosnowiecka 32/2020, str. I

[ TEMATY ]

rekolekcje

oaza

Ruch Światło‑Życie

Archiwum uczestników oazy

Uczestnicy rekolekcji wakacyjnych

Wakacyjne wyjazdy Ruchu Światło-Życie, czyli popularne oazy, są jednym ze znaków rozpoznawczych i ważnym momentem formacji członków ruchu. Jak zorganizować je w dobie pandemii? A jeśli nie da się, to czy można całkowicie odpuścić wakacyjną pracę z dziećmi i młodzieżą?

Diecezjalny moderator ruchu, ks. Andrzej Nackowski, wraz z duszpasterzami nie zrezygnowali! Zamiast rekolekcji wyjazdowych zorganizowali je w formie codziennych zajęć dla dzieci i młodzieży przy parafiach w Olkuszu (św. Maksymiliana), Dąbrowie Górniczej (św. Maksymiliana) i Jaworznie (św. Elżbiety). Efekt? Wzmocnienie sił duchowych i fizycznych, dużo uśmiechu i Bożej radości.

CZYTAJ DALEJ

Amerykański teolog: „nasiona błędu” nosi nie Sobór, lecz błędne jego interpretacje

2020-08-07 18:34

[ TEMATY ]

Sobór Watykański II

teologia

teolog

Wikipedia

Sobór Watykański II

„Duch Święty nie może być niezgodny z samym sobą” – przypomina amerykański teolog z katolickiego Uniwersytetu Notre Dame w stanie Indiana John Cavadini, tłumacząc, dlaczego wiarę wyrażaną i wyjaśnianą przez sobory powszechne – często prowokujące w Kościele spory i konflikty – chroni Trzecia Osoba Boska. Specjalizujący się w intelektualnej historii chrześcijaństwa teolog, którego w 2009 roku do pracy w Międzynarodowej Komisji Teologicznej Kościoła powołał Benedykt XVI, zwrócił uwagę, że „wypowiedzi soboru powszechnego, które błędnie zinterpretowano, mogą być niezgodne z poprzednim nauczaniem Kościoła”.

Naukowiec zaznaczył, że dokumenty kościelne czasami wymagają doprecyzowania, ale konstatacja ta nie jest tożsama ze założeniem podzielanym przez niektórych współczesnych krytyków, że sobór powszechny może nauczać lub zawierać błędy dotyczące wiary katolickiej.

Teolog z Notre Dame w ten sposób odniósł się do zarzutów publicznie stawianych przez takie postaci jak były nuncjusz apostolski w Stanach Zjednoczonych abp Carlo Viganò, który uznał, że podczas Soboru Watykańskiego II „wrogie siły” doprowadziły do „abdykacji Kościoła katolickiego” poprzez „niesamowite oszustwo”. „Błędy okresu posoborowego zostały zawarte jak w pigułce w dokumentach soborowych” – stwierdził hierarcha, oskarżając Sobór, a nie tylko jego skutki, o powielanie jawnego błędu.

Według abp Viganò, Sobór Watykański II katalizował ogromną, ale niewidoczną schizmę w Kościele, zapoczątkowując fałszywy Kościół, funkcjonujący obok prawdziwego Kościoła. W zeszłym miesiącu grupa katolików, w tym księża, osobistości medialne i niektórzy uczeni, podpisali list chwalący zaangażowanie byłego nuncjusza w sprawę, wskazując, że należy przedyskutować kwestię, czy można pogodzić Sobór Watykański II z Tradycją. „Ciągłość Soboru Watykańskiego II z Tradycją jest hipotezą, którą należy sprawdzić i przedyskutować, a nie traktować jako niepodważalną rzeczywistość” – podkreślono w oświadczeniu.

W odpowiedzi na zarzuty abp. Viganò, Cavadini przyznaje, że przychylnie odnosi się do zaniepokojenia katolików, „dotyczącego oczywistego zamieszania w dzisiejszym Kościele, osłabienia wiary eucharystycznej, banalizacji liturgii, mającej być dziedzictwem Soboru itp.”. „Czy jednak słuszne jest obwinianie Soboru, odrzucenie go jako pełnego błędów? Czy nie oznaczałoby to, że Duch Święty pozwolił Kościołowi popaść w ogromny błąd, dopuszczając, by pięciu papieży nauczało go entuzjastycznie przez ponad 50 lat?” – pyta Cavadini.

Zaznaczył, że wydaje się rzeczą podejrzaną, iż abp Viganò nie dostrzega nawet jednej dobrej rzeczy, będącej owocem Soboru Watykańskiego II. Przyznał, że soborowe reformy doprowadziły, szczególnie w USA do zbanalizowania liturgii, wypełnienia jej hymnami bez walorów estetycznych, zawierających błędy doktrynalne, zwłaszcza dotyczące Eucharystii. Zwrócił uwagę z drugiej strony, że sam przeżył w krajach afrykańskich wiele pięknych liturgii, które były owocem Soboru Watykańskiego II.

Teolog pochwalił również powszechne wezwanie do świętości zawarte w „Lumen gentium”, dokumencie Soboru Watykańskiego II. W tej Konstytucji dogmatycznej o Kościele przypomniano, że świętość, czyli bliskość z Bogiem, jest nie tylko domeną kapłanów i zakonników, ale wszystkich ludzi. „To jest coś, co wydawało mi się tak wzniosłe, kiedy po raz pierwszy przeczytałem go w wieku 19 lat, że pragnienie, by żyć zgodnie z tą wizją jest dziś wciąż równie mocne” – podkreśla teolog. Zaznaczył, iż w aspekcie wielu ważnych wypowiedzi teologicznych lub duszpasterskich Soboru, twierdzenie, że soborowe dokumenty noszą „nasiona” błędu teologicznego nie wytrzymuje krytyki.

„Czy Sobór Watykański II jest złym ziarnem? Czy też ziarno, o które tu chodzi, jest raczej efektem wykoślawianego wyboru teologów, by rozwinąć jeden wątek nauczania soborowego kosztem innych? Nie wspominając już o pasterzach, którzy tak priorytetowo traktują prawdziwe dobro, aby chrześcijańskie nauczanie było dostępne i zrozumiałe dla współczesnych ludzi, że bagatelizują jego wyjątkowość traktując jako żenująco przestarzałe?”
– pyta i apeluje, by katolicy, a zwłaszcza przywódcy kościelni, poważnie przeczytali dokumenty Soboru Watykańskiego II i postarali się włączyć je w swoje rozumienie Kościoła.

W komentarzach dla agencji CNA amerykański teolog zauważa, że także inne sobory w historii Kościoła były błędnie interpretowane i wzbudzały kontrowersje. Po niektórych, takich jak Sobór Chalcedoński (451 r.), kontrowersje trwały nawet przez długie wieki.

Wskazał także na przykład Soboru Nicejskiego z 325 roku, gdzie w toku dyskusji o Trójcy Świętej oświadczono, że Syn jest współistotny (homoousios) Ojcu. Cavadini przypomniał, że użytemu słowu sprzeciwiali się wówczas biskupi i teologowie, którzy zrównali wypowiedź soborową z sabelianizmem – potępioną przez Kościół herezją z III wieku. Dopiero po odróżnieniu hipostaz (osób) od ousia (substancji, istoty) dwuznaczności w tej sprawie ostatecznie wyjaśniono.

„Ale - warto podkreślić - nie był to błąd w samym nauczaniu, stanowczo nie! Jednak sam akt orzekania tworzy nową sytuację, która często wymaga dalszej interpretacji” – wyjaśnia teolog i tłumaczy, że użyte w Nicei „homoousios” było w tamtym czasie „skażonym słowem”.

„Czy nasi krytycy Soboru Watykańskiego II nie krzyczeliby w proteście, że to był błąd? Oni po prostu nie pamiętają, że nawet ten najsłynniejszy z soborów był na tyle odważny, że ryzykował użycie skażonego słowa w nowym znaczeniu, z nowym zamiarem” – stwierdza teolog i akcentuje, że w sprawach wiary „sobór powszechny jest chroniony od błędu”.

„To nie znaczy, że wszystko zostało wyrażone tak dobrze, jak mogło było być, ponieważ Duch Święty nie gwarantuje tego. To oznacza po prostu, że Kościół, w swoim autorytatywnym nauczaniu jest zachowany od jawnie błędnych deklaracji” – powtórzył Cavadini.

W historii Kościoła rzymskokatolickiego było 21 synodów powszechnych, nazywanych soborami: od Soboru Nicejskiego I (325 r.) po Sobór Watykański II (1962-1965).

CZYTAJ DALEJ

Kard. Czerny: Amazonia to raj palony i pustynniejący

2020-08-08 08:18

[ TEMATY ]

Querida Amazonia

vaticannews.va

Amazonia jest miejscem zagrożonym, a jego mieszkańcy żyją bezradni „w raju, który jest palony i pustynnieje” – uważa kard. Michael Czerny, podsekretarz Sekcji Migrantów i Uchodźców w Dykasterii ds.Integralnego Rozwojowi Człowieka.

Postsynodalna adhortacja apostolska Franciszka „Querida Amazonia” stała się prawdziwym i właściwym „listem miłości dla tego zranionego raju, dla jego synów i córek, którzy tak bardzo cierpią i są narażeni na zagrożenia” – stwierdził kardynał. Dodał, że dokument ten jest głosem Kościoła, który „walczy, zachowuje i strzeże” oraz „ucieleśnia się w Amazonii”. Zwrócił uwagę, że rozpoczęte na Synodzie „wspólne wędrowanie” nadal trwa, a Dykasteria, w której pracuje, jest bezpośrednio zaangażowana w działania na rzecz wcielania w życie wytycznych synodalnych.

Zdaniem amerykańskiego purpurata kurialnego „w Amazonii jest wielu migrantów z zewnątrz, uchodźców wewnętrznych, ofiar handlu ludźmi”. Do najważniejszych tematów, dotyczących tego regionu, należy też zaliczyć tradycyjne przemieszczanie się miejscowych grup wzdłuż szlaków rzecznych i leśnych (niekiedy przerwanych), jak również opuszczanie wiosek, chaotyczną urbanizację i wykorzystywanie tych miejsc jako korytarzy migracyjnych.

„Ponad pięćdziesiąt lat byłem jezuitą, a moją misją było służenie wierze i krzewienie sprawiedliwości” – wspomniał dalej podsekretarz Dykasterii. Zaznaczył, że obecnie, gdy został kardynałem, ta jego misja jeszcze bardziej się wzmogła, aby służyć Kościołowi, jeszcze ściślej współpracując z papieżem. „Mógłbym chyba powiedzieć, że czuję się powołany do jeszcze większego otwarcia ramion, to znaczy do jeszcze szerszego angażowania się na rzecz tych, którzy są głodni i spragnieni sprawiedliwości” – oświadczył purpurat kurialny.

Jako sekretarz specjalny tamtego zgromadzenia Synodu spotykał i wysłuchiwał wtedy wielu spośród tych „spragnionych”, dodając, że były to dni pełne słuchania, modlitwy i rozeznawania, niemal dosłownie dotykania „bogactwa różnorodności w naszym Kościele”, który wychodzi „ku ludom tubylczym, przeżywa z nimi cierpienia, nadzieje i niesie ich w swym sercu”.

Kardynał wskazał, że Dokument Końcowy Synodu Biskupów jest właśnie wynikiem tego długiego procesu wzajemnego przyglądania się sobie, rozpoczętego na etapie przygotowawczym przez Panamazońską Sieć Kościelną (REPAM). Na tym etapie wysłuchano ponad 87 tys. osób. I z tego Dokumentu wypływa „Querida Amazonia”, przy czym obu tych tekstów nie można uważać za materiały oddzielne. Dokument Końcowy jest wynikiem „rozeznania dokonanego przez zgromadzenie plenarne i jest zasadniczo propozycją lub programem duszpasterskim”, podczas gdy adhortacja jako nauczanie papieskie „dostarcza wytycznych, inspiruje, oświeca i rzutuje te uwagi na cały Kościół” – wyjaśnił kard. Czerny.

Podkreślił, że jest to skarb, który ma być dowartościowany w najszerszych wymiarach, a zarazem w konkretach swych propozycji. Hierarcha przypomniał, że Dokument Końcowy zawiera prawie 200 konkretnych propozycji, których ogromną większość stanowią nowe podejścia lub odnowienie tych, które już istniały. Adhortacja posynodalna natomiast jest wezwaniem do „integralnego nawrócenia” osób ku realizacji tego, czego pragnie, szczególnie w odniesieniu do regionu panamazońskiego, papieska encyklika „Laudato si'”.

Mówi ona o „czterech marzeniach”: przede wszystkim „społecznym”, a więc włączeniu do tego procesu wszystkich ludów Amazonii, wypływającym z refleksji nad sprawiedliwością, pokojem i całością stworzenia; winno się to przejawiać w „projektach, przestrzeniach i sojuszach na rzecz obrony najbardziej bezradnych, ludów, ich życia, godności i praw”. Drugie to „marzenie kulturalne”, częściowo już urzeczywistniane w konkretnych doświadczeniach wielu zgromadzeń zakonnych, które zyskuje tu nowe bodźce w postaci działalności misyjnej „w perspektywie interkulturacji, w której bogactwo i piękno różnych kultur, ich postrzeganie świata ujawniają się i jaśnieją w duchu spotkania, dialogu i towarzyszenia”, nie tracąc przy tym z pola widzenia tożsamości Kościoła.

Kolejne marzenie – „ekologiczne” – gromadzi wszystkie sugestie encykliki i prowadzi do konieczności rozpoznawania, „jakie działania, programy i procesy formacyjne mogą być realizowane zarówno na płaszczyźnie oświatowej, duchowej lub społecznej, jak i w działaniach na rzecz obrony [środowiska]”. I wreszcie „marzenie kościelne” jest najbardziej związane „z naszą rzeczywistością Kościoła i życia religijnego”. Pójście za tym marzeniem oznacza „nadanie nowych twarzy Kościołowi, zwłaszcza oblicza amazońskiego” i tym samym „wzbogacenie Kościoła powszechnego” – podkreślił rozmówca kwartalnika.

Na zakończenie wskazał, że chodzi tu o odwagę wychodzenia na nowe szlaki, o docieranie do „najodleglejszych wspólnot, poznawanie języków indiańskich i szanowanie kultur” z jedynym i dokładnie określonym zamiarem „dotarcia do serc ludów z Dobrą Nowiną Jezusa”. I „w tych czasach wielkiej rozpaczy” należy spoglądać na kryzys w Amazonii jako na „wezwanie do nadziei chrześcijańskiej”, budując „przestrzenie spotkania i ucząc się przyjmowania nadziei, którą Pan wlewa w nasze serca w dialogu” i w ten sposób należy odpowiedzieć na „wezwanie do dalszego marzenia” – zakończył swą wypowiedź kard. Czerny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję