Reklama

W jedności z biskupem Rzymu

2014-03-06 11:05


Edycja zamojsko-lubaczowska 10/2014, str. 4-5

L'Osservatore Romano

Podczas tego spotkania Papież Franciszek powiedział, że „Kościół w Polsce ma ogromny potencjał wiary, modlitwy i miłosierdzia”. Podsumowania wizyty „Ad limina Apostolorum” dokonał ordynariusz diecezji zamojsko-lubaczowskiej bp Marian Rojek

MAŁGORZATA GODZISZ: – „Ad limina Apostolorum”. Co tak naprawdę oznacza to określenie i jak odczytywać je w związku z wizytą, która miała ostatnio miejsce?

BP MARIAN ROJEK: – Istotą takiego spotkania jest po prostu potwierdzenie związku każdego Kościoła lokalnego z Kościołem w Rzymie, z następcą św. Piotra. Ta wspólnota i jedność każdego z biskupów, reprezentujących poszczególne Kościoły lokalne z biskupem Rzymu, odzwierciedla się w obowiązku, określonym przez prawo kanoniczne, by co jakiś czas przybyć do Rzymu oraz nawiedzić te „progi Apostołów” w formie modlitwy. Dokonuje się to w czterech Bazylikach Większych, czyli w Bazylice Matki Bożej Większej, w Bazylice św. Jana na Lateranie, bo to jest „matka wszystkich kościołów”, następnie w Bazylice św. Piotra i w Bazylice św. Pawła za Murami. Obok tego wizyta „Ad limina Apostolorum” jest związana ze spotkaniami w poszczególnych papieskich kongregacjach i komisjach, gdzie są przedstawiane sprawozdania, bezpośrednie rozmowy z kardynałami, którzy przewodniczą tym dykasteriom i jest również niezwykle istotna osobista rozmowa z Ojcem Świętym. Trzy charakterystyczne wymiary: nawiedzenie rzymskich bazylik, czyli właśnie grobów św. Piotra, św. Pawła, potem rozmowy w kongregacjach i spotkanie z Papieżem Franciszkiem. Te obszary dotykają istoty wizyty „Ad limina Apostolorum”, czyli „do progów apostolskich”.

– Czas bogaty w różne spotkania podczas wizyt w kongregacjach, z osobami, które chciały się podzielić tym, co obserwują w polskim Kościele. Jakie to były spotkania?

– Liczba biskupów z Polski jest dosyć znaczna. Dlatego też byliśmy podzieleni na grupy, a w nich mniej więcej po 30 osób. Spotykaliśmy się w poszczególnych kongregacjach, komisjach, słowem – w papieskich dykasteriach. Trzeba było odwiedzić 6 kongregacji: ds. duchowieństwa, ds. biskupów, ds. nauki wiary, ds. kultu Bożego, ds. życia zakonnego i ds. wychowania katolickiego. Obok tego były jeszcze dodatkowe komisje. Mnie przypadło w udziale także, w licznej grupie biskupów, nawiedzenie Kongregacji ds. świętych. Było też 15 papieskich komisji, do których zostaliśmy przydzieleni, żeby do nich zajrzeć, przedstawić aktualny stan tych spraw, które są reprezentowane w danej dykasterii i posłuchać pewnych wskazań, zachęt, rad, sugestii, jakie przewodniczący tych urzędów przekazywali polskim biskupom. Te spotkania przede wszystkim były nastawione bardzo mocno na czas, do którego się przygotowujemy – kanonizacji bł. Jana Pawła II. Widać, że jego duch jest obecny, całe jego duchowe bogactwo i spuścizna ciągle były przywoływane jako radość, świadectwo, ale także jako pewne zobowiązanie do dalszej realizacji w poszczególnych Kościołach lokalnych. (...) Biskupi mieli możliwość zapytania o konkretne przypadki z własnej diecezji, jak je rozwiązać i jakie podejmować działania w sytuacjach kłopotliwych. Były podawane konkretne wskazania i przypominane zasady działania.

– Spotkanie wypełniała też modlitwa. Ta wspólnotowa i indywidualna. Był czas, żeby udać się do grobu bł. Jana Pawła II. Jak Ksiądz Biskup wspomina czas łaski?

– Przemawiającym znakiem podczas wizyty „Ad limina Apostolorum”, były celebry eucharystyczne całego kolegium biskupów polskich. Msze św. odprawialiśmy w 4 wspomnianych bazylikach. 2 lutego mogliśmy uczestniczyć we Mszy św. z racji dnia życia konsekrowanego w Bazylice św. Piotra, odprawianej przez Papieża Franciszka. Potem była taka sposobność, by w środę przed południem uczestniczyć w audiencji generalnej. Pogoda w Rzymie w tym czasie była fatalna, lało okropnie. Wszystko działo się na zewnątrz przed Bazyliką św. Piotra, więc każdy z nas wrócił dość mocno zmoczony, chociaż staraliśmy się chować pod parasolami. W czwartek skorzystałem z dodatkowej możliwości wspólnej modlitwy, bo w każdy czwartek rano o godz. 7.00 jest Msza św. w Bazylice św. Piotra przy grobie Jana Pawła II. A obok tego, (...) starałem się wolne chwile wykorzystać na nawiedzanie świątyń. Mieszkałem niezbyt daleko od Watykanu. Byłem co najmniej 3-4 razy w samej Bazylice św. Piotra, by spokojnie wymodlić się właśnie u Jana Pawła II. Potem w innych miejscach Bazyliki św. Piotra. Ostatnie sobotnie popołudnie wykorzystałem na to, żeby jeszcze zajrzeć do Bazyliki Matki Bożej Większej, do św. Jana na Lateranie i do tzw. Scala Santa, świętych schodów, by także modlić się i w tej modlitwie polecać całą naszą diecezję, wszystkich chorych, cierpiących, młodszych, starszych, kapłanów, siostry zakonne, wszelkie sprawy trudne, zawiłe, bolesne, ale też i radosne, niosące nadzieję. Ofiarowałem to wszystko, co przywiozłem ze sobą w mym sercu, w myśli, pragnieniu. Był to czas nasycony modlitwą zarówno wspólnotową z całym Episkopatem, jak i tą prywatną. Byłem nawet na Uniwersytecie Gregoriańskim i tam zaglądałem do kaplicy, przypominając ją sobie z dawnych studenckich czasów i tam też się modliłem dziękując Panu Bogu za wszystkie łaski i dary, których udzielił mi i teraz poprzez moją posługę udziela naszej diecezji zamojsko-lubaczowskiej.

– Była to podróż sentymentalna do miejsc i ludzi, których się odwiedziło po latach…

– Oczywiście, że wymiar sentymentalny też się tu pojawił. Chociażby to zaglądnięcie do poszczególnych bazylik, kościołów, także spacer do tych charakterystycznych rzymskich miejsc, bo zaszedłem do Fontanny di Trevi, na Schody Hiszpańskie. Potem poszedłem do Koloseum, na Piazza Navona, do Largo Argentina, tam gdzie nieopodal jest kościół polski św. Stanisława. Te charakterystyczne, znane mi miejsca po prostu na nowo odżyły w tym sentymentalnym spojrzeniu, przypomnieniu specyficznej atmosfery miasta Rzymu i klimatu oraz ducha poszczególnych bazylik.

– Kulminacyjnym punktem tej wizyty było spotkanie z Ojcem Świętym Franciszkiem. Jaki to był czas?

– To jest bogactwo łaski, bo tych możliwości bezpośredniego spotkania Ojca Świętego Franciszka, akurat w tym przypadku było więcej. Tak bezpośrednio, bardzo blisko przy konfesji św. Piotra 2 lutego, potem na audiencji środowej, kiedy na koniec podprowadzono nas – biskupów, do tak zwanego „baciamano”, czyli możliwości ucałowania pierścienia rybackiego następcy św. Piotra, aktualnego Papieża Franciszka. Wtedy to nadarzała się okoliczność zamienienia dwóch – trzech słów, osobistego przedstawienia się i przywołania naszej zamojsko-lubaczowskiej diecezji. W czwartek mieliśmy możliwość, w ramach naszej grupy biskupów z Polski, spotkania indywidualnego, każdy biskup przedstawiał swoją diecezję. Potem siedzieliśmy razem w jednym kręgu z Papieżem Franciszkiem, bardzo blisko siebie. Ojciec Święty pytał także i mnie bezpośrednio o diecezję. Przede wszystkim interesowało go zaangażowanie kapłanów, seminarium, przygotowanie kleryków do posługiwania życia kapłańskiego. Pytał o charakterystykę ogólną diecezji. Każdy z biskupów diecezjalnych to przedstawiał. Zarówno w tym spotkaniu bardziej kameralnym w czwartek, jak i na ogólnym piątkowym, wszystkich biskupów polskich, kiedy miałem możliwość bezpośredniego rozmawiania z Ojcem Świętym, widziało się to zainteresowanie Piotra współczesnych czasów naszym lokalnym Kościołem. Za każdym razem zapewniałem go o tym, że diecezja zamojsko-lubaczowska pamięta o Ojcu Świętym, modli się za Niego. Proszę nie zapominać i wiedzieć o tym, że ten dar modlitwy od nas jest Ojcu Świętemu ofiarowany. Bardzo serdecznie za to dziękował i prosił, żeby nie ustawać w modlitwie za Niego, za Jego posługiwanie i za Kościół. O tym zapewniałem. Z taką misją wróciłem, żeby przypomnieć i zachęcić wszystkich naszych wiernych do tej wytrwałej, stałej modlitwy za Ojca Świętego. W wizycie „Ad limina Apostolorum” jako biskup uczestniczyłem po raz pierwszy, zobaczyłem ów ogrom papieskich zadań, tej odpowiedzialności. Bardziej sobie to wszystko uzmysłowiłem. My jesteśmy skoncentrowani na naszym Kościele lokalnym, ale tych wspólnot w Kościele powszechnym jest taka wielka liczba i to wszystko spada, jeżeli chodzi o odpowiedzialność, wagę, ciężar i zatroskanie, na barki Papieża Franciszka.

– Wielu z pewnością ciekawi, jakie emocje towarzyszą takiemu bezpośredniemu spotkaniu z Ojcem Świętym. Rośnie ciśnienie, pojawia się strach, czy jednak spokój i radość z tego, że obcuje się z taką wspaniałą osobą, jaką jest Papież Franciszek?

– (...) Ojciec Święty nie stwarza żadnych barier, uśmiecha się, czasem sam o coś zagadnie, zapyta i to od razu człowieka rozbraja z tego napięcia. Czasem po prostu on prowadzi rozmowę, pyta, dopowiada, daje sygnał, znak swoim uśmiechem, spojrzeniem, gestem, wsłuchaniem się, tym pokojem wewnętrznym, którym emanuje. Chociażby jego podkreślenie odpowiedzialności biskupa, że powinien się modlić przede wszystkim za swoją diecezję. Niech znajdzie godzinę dziennie, nawet jak nie ma tego czasu, bo tak wiele jest obowiązków; na modlitwę jednak biskup powinien ten czas znaleźć. Rozmawiając w różnych sytuacjach z ludźmi, widać jakby ten fenomen Papieża Franciszka, przez to szczerość i otwartość, taki zwyczajny tok myślenia i rozumowania – to wszystko niezwykle przyciąga. On jest jakby tym światłem, którego ludzie pragną i potrzebują, bo po prostu go rozumieją. Mówi od serca i to dociera do każdego człowieka. To było widoczne również w naszych rozmowach. Człowiek się nie mógł napatrzeć, a równocześnie widział ów ciężar odpowiedzialności na barkach Ojca Świętego, powiązany jednak z takim typowo wziętym – myślę, że od św. Franciszka z Asyżu – spokojem zaufania i zawierzenia Bożej Opatrzności.

– Jakie zadania Kościołowi w Polsce wyznaczył Papież Franciszek?

– Wskazując na to, iż Kościół w Polsce ma duży potencjał wiary, modlitwy i miłosierdzia Papież Franciszek zarysował charakterystyczne obszary zadań, podkreślając pośród nich, m.in.: troskę o rodziny, zwłaszcza towarzyszenie duszpasterskie rodzinom rozbitym, katechezę, gdyż ona powinna kształtować osobistą relację z Bogiem, zabieganie o dobrą formację ludzką i duchową seminarzystów, a także troskę o powołania zakonne oraz o ludzi ubogich. Te zadania pozostają ciągle w tchnieniu mądrości Ducha Świętego, cały czas obecnego w Kościele i winny być odczytywane w proroczym spojrzeniu Soboru Watykańskiego II. Ojciec Święty zwraca też uwagę na sprawę jedności w Kościele, tej misji wzajemnego wspierania się, gdy chodzi o podejmowane dzieło wzrastania w świętości. Wskazywał na pewne trudności w obecnym świecie, oraz zachęcał, żeby po prostu jakoś umieć ponad tym wszystkim przechodzić do Bożych spraw. A przecież wiemy, iż obszarami, które zawsze, ale wyjątkowo współcześnie wymagają większej troski Kościoła, są: rodzina, życie powołanych do kapłaństwa i wspólnot zakonnych, oraz osoby odepchnięte od bogato zastawionego stołu tego świata w wymiarze ekonomicznym, edukacyjnym, prawa do wolności czy sprawiedliwości.

– Papież Franciszek w słowie skierowanym do polskich biskupów zwrócił też uwagę na rodzinę. „Trzeba postawić sobie pytanie, w jaki sposób pomóc rodzinom żyć i docenić zarówno chwile radości jak i chwile bólu i słabości”. Jakie rozwiązanie podpowiada Ojciec Święty?

– Pierwszą sprawą będzie towarzyszenie rodzinie poprzez modlitwę. To jest ważne zaplecze duchowe, wsparcie, by nie była sama. Potem umiejętność trwania bardzo blisko przy rodzinie, wyczulenie na różnego rodzaju kłopoty, sytuacje, trudności, jakie przeżywają polskie rodziny. W różnych miejscach, diecezjach wygląda to nieco odmiennie. Na pewno, gdy chodzi o specyfikę naszej diecezji, związaną chociażby z brakiem pracy i ekonomicznym naciskiem na szukanie pracy przez ojca, matkę, daleko poza rodzinnym domem. Potem podział tej rodziny, rozdarcie, wyjazdy, lęk o przyszłość, troska o zabezpieczenie bytu materialnego oraz godziwych warunków życia, wykształcenia, a także samotność, nieporadność, brak ludzkiej empatii, obojętność na ludzki los. To wszystko w jakiś bolesny sposób się tutaj pojawia i Papież zachęca, by nie zostawiać tych rodzin samych, żeby przy nich być. Także gdy chodzi o rodziny, które mają pewne kłopoty. By nie tracić nadziei, ufności i żeby poprzez swoje słowo, bliskość, czynną życzliwość dać im jakiś względnie stabilny punkt oparcia. Przede wszystkim znamienny jest ten wymiar zwrócenia uwagi na sprawy materialne. Podkreślam, że dzisiaj wiele rodzin, a szczególnie wielodzietnych, które w naszej diecezji nie należą do wyjątkowej rzadkości, cierpi w jakiś sposób trudności związane z jej utrzymaniem, a więc trzeba także mieć wyczulenie na to, poprzez pomoc społeczną, charytatywną, sąsiedzką, parafialną, gdy chodzi o ten zakres bardzo istotny dla codziennej egzystencji polskiej rodziny.

Tagi:
biskup

Reklama

Kolumbia: biskup w stroju bezdomnego na kongresie diecezjalnym

2019-10-15 19:11

pb (KAI/avvenire.it) / Armenia

Ordynariusz kolumbijskiej diecezji Armenia przyszedł na diecezjalny kongres duszpasterstwa społecznego przebrany za bezdomnego. Nierozpoznany przez nikogo, obserwował zachowania uczestników obrad. Swój psychologiczny eksperyment podsumował słowem: „obojętność”.

youtube.com
Biksup podczas przygotowań do roli bezdomnego

Psycholog i komunikator społeczny, 52-letni bp Carlos Arturo Quintero Gómez założył zużyte ubrania, poddał się maskującemu wygląd makijażowi i poszedł na kongres, odbywający się na uniwersytecie Quindío. Żebrał, prosił o pomoc, a nawet upadł, aby przekonać się, jak zareagują zebrani na obecność „intruza”.

- Zrobiłem to, aby zobaczyć reakcje ludzi w spotkaniu z osobą ubogą, bezdomną, w brudnym i śmierdzącym ubraniu, która wchodzi do kościoła czy na diecezjalny kongres. Był to sposób na poznanie postaw chrześcijan - wyjaśnił hierarcha cel swego eksperymentu.

Opowiedział też, co odczuwał w czasie, gdy udawał bezdomnego. - Zacząłem wchodzić w skórę takiej osoby. Odczułem ból i rozdarcie serca na myśl o niedostatku i o ubóstwie. Gdy tylko wszedłem do auli, zacząłem doświadczać obojętności. Wszedłem tam tak, jakbym był u siebie w domu. Nikt mnie nie przyjął, gdy przechodziłem przez recepcję, nikt mnie nie przywitał i nikt nie zapytał, kim jestem. Potem usiadłem w strategicznym miejscu, aby móc analizować zachowania ludzi - stwierdził bp Quintero Gómez.

Przyznał, że nikt go źle nie potraktował, ale to, czego doświadczył, najlepiej oddaje słowo „obojętność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Podsekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości: nie będzie nigdy naszej zgody na deprawację

2019-10-17 18:06

lk / Warszawa (KAI)

Są zagrożenia związane z rozprzestrzeniającą się ideologią LGBT, czyli mniejszością, która próbuje narzucić swoje poglądy i sposób życia większości. Mogę zapewnić w imieniu całego zespołu ministerstwa sprawiedliwości, że z naszej strony nie ma i nigdy nie będzie zgody na deprawację, instytucjonalizację związków partnerskich czy adopcję dzieci przez związki homoseksualne – powiedział w czwartek Marcin Romanowski, podsekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości podczas konferencji „Małżeństwo jako optymalna forma profilaktyki problemów społecznych”, zorganizowanej przez Fundację Mamy i Taty w Domu Handlowym "Mysia 3" Warszawie.

Brian Jackson/fotolia.com

Przemawiający w zastępstwie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przedstawiciel resortu podkreślił, że rodzina zapewnia człowiekowi bezpieczeństwo i miłość oraz trwanie wspólnoty, jest siłą pokoleń współczesnych, ale też mądrością pokoleń, które minęły i nadzieją pokoleń, które nadejdą w przyszłości.

Jak stwierdził, w tym obszarze każde pokolenie ma swoje wyzwania, a jedno ze współczesnych wyzwań dotyczy „antykultury rozwodu” a „fałszywie rozumiany indywidualizm i liberalizm wpływa na funkcjonowanie rodziny”.

- Z drugiej strony są też zagrożenia związane z rozprzestrzeniającą się ideologią LGBT, a więc mniejszością, która próbuje narzucić swoje poglądy i sposób życia większości, promując de facto deprawację i antywartości, z którymi musimy się zmagać i im się przeciwstawiać – dodał wiceminister Romanowski.

- Mogę zapewnić w imieniu całego zespołu ministerstwa sprawiedliwości, że z naszej strony niewątpliwie nie będzie i nie ma na to zgody. Od nas będziecie mieli państwo zawsze wsparcie w tych staraniach, aby dbać o rodzinę, o regulacje dotyczące rodziny. Liczymy też na wasze wsparcie, abyśmy wspólnie mogli wspierać rodzinę jako najważniejszą komórkę społeczną i jako siłę pedagogiczną. Na pewno nie będzie nigdy naszej zgody na tę deprawację, którą się proponuje przez funkcjonowanie „Latarników”. Myślę, że nie trzeba tu specjalnie rozwijać tego, że na instytucjonalizację związków partnerskich czy adopcję dzieci przez związki homoseksualne nigdy nie będzie zgody. To jest po prostu kwestia wartości – wyjaśnił.

To, co proponuje ideologia LGBT, to propozycja „nowego człowieka” – mówił dalej przedstawiciel resortu sprawiedliwości. - Nie ma naszej zgody na tego typu zmiany. Wartości, na których nasza tradycja, kultura i społeczeństwo było budowane – tradycja grecka i rzymska oraz chrześcijańskie wartości godności człowieka – to jest system aksjologiczny, który chcemy bronić i o który chcemy się troszczyć – powiedział Marcin Romanowski.

Marek Grabowski, prezes Fundacji Mammy i Taty zaznaczył, że ministerstwo sprawiedliwości jest jednym z głównych ośrodków, który rozumie, jak ważne jest nie tylko zapobieganie temu, co już się wydarzyło w rodzinie, ale też jak ważna jest profilaktyka sytuacji w rodzinie oraz wspieranie rodzin i małżeństw w kryzysie.

Jego zdaniem, do tej pory zapobieganie problemom społecznym w rodzinach niemal nie funkcjonowało w polskiej rzeczywistości, tymczasem właśnie działania profilaktyczne przekładają się nie tylko na dobrobyt ekonomiczny całych rodzin, ale i na osobiste szczęście jednostek, nieprzeliczalne na żadną walutę.

- Zwykło się mówić, że wiara i rodzina to prywatna sprawa, natomiast my staramy się dążyć do tego, aby wyciągnąć pomocną dłoń do tych, którzy mają problem, bo z kryzysem zmaga się każde małżeństwo – mówił o działalności Fundacji Mamy i Taty Marek Grabowski. Dodał, że wprawdzie dzięki programom społecznym poprawiła się w ostatnich latach sytuacja ekonomiczna polskich rodzin, jednak w wielu rodzinach małżonkowie nie radzą sobie z narastającą presją psychiczną związaną z tempem życia i problemami zawodowymi.

Prof. dr hab. Ewa Nowicka-Rusek, antropolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego opowiedziała o różnych modelach rodziny i małżeństwach w kulturach na świecie. Jak stwierdziła, nie istnieje kultura bez jakiejś formy względnie stabilnego lub bardzo stabilnego związku mężczyzny i kobiety. Nie ma też społeczeństw, które nie znałyby takiej wspólnoty społecznej jak rodzina

Człowiek jest zarówno istotą biologiczną, jak i kulturową. To oznacza, że nie byłoby mu łatwo dojść do wieku dojrzałego bez całego systemu opieki, który zaczyna się z chwilą jego przyjścia na świat. Każda kultura ludzka to kultura, w której jednemu człowiekowi jest potrzebny drugi człowiek. Dziecko nie jest w stanie samo się wychować i dojść do momentu usamodzielnienia.

Badaczka kultur rdzennych ludności na obrzeżach Europy i Azji zaznaczyła, że formy opieki realizowanej przez rodzinę może być w różnych społeczeństwach odmienne, ale nie ma takiej kultury, w której by opieka nad dzieckiem małym i dorastającym nie istniała.

Psycholog dr Szymon Grzelak poruszył zagadnienie trwałości małżeństwa w świetle opracowanego przez siebie modelu profilaktyki zintegrowanej. Jego celem jest zapobieganie problemom w relacjach małżeńskich (i szerzej wewnątrzrodzinnych) poprzez analizę wzajemnych zależności między tymi problemami i znalezienie rozwiązań sytuacji kryzysowych.

Grzelak wymienił cztery aspekty współczesnej polskiej racji stanu. Jest to ochrona dzieci przed demoralizacją, duża dzietność, zapobieganie masowej emigracji młodych ludzi oraz trwałość i jakość małżeństw i rodzin.

Jego zdaniem, co wynika także z badań przeprowadzonych przez jego współpracowników, wśród dorastających Polaków jest dużo optymizmu w kwestii planów na przyszłość. Aż 78 proc. 13-latków chce mieć w wieku 30 lat żonę lub męża oraz założyć rodzinę.

Jak podnieść jakość i trwałość małżeństw w przyszłości? Zdaniem psychologa, decyduje o tym tzw. siedem dźwigni stanowiących strategię skutecznej profilaktyki. Trzeba m.in. kierować uwagę na to, co dobre, a o problemach i profilaktyce myśleć w sposób zintegrowany. W budowaniu właściwych relacji nie można pomijać wartości i marzeń odpowiednio samych małżonków i np. młodych ludzi, którzy kiedyś nimi będą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Belgia: Kelly jest zdrowa, ale chce eutanazji, czuje się brzydka

2019-10-18 18:16

Krzysztof Bronk/vaticannews / Leuven (KAI)

W Belgii na oczach mediów rozgrywa się kolejny dramat cywilizacji śmierci. Od siedmiu miesięcy o eutanazję ubiega się tam cierpiąca na depresję 23-letnia Kelly z uniwersyteckiego miasta Leuven. Jej historia przypomina przypadek 17-letniej Noe Pothoven z sąsiedniej Holandii, która w maju tego roku skorzystała z prawa do eutanazji.

Vatican News

Dolegliwości młodej Holenderki wiązały się doświadczeniem gwałtu. Flamandka Kelly jest ładna, ma rodzinę i narzeczonego. Cierpi na paraliżującą nieśmiałość. Kiedy patrzę w lustro widzę potwora – opowiada dziennikarzom. I jak wielu młodych w jej wieku twierdzi, że po prostu się sobie nie podoba.

O możliwości, które oferuje eutanazyjne prawo w Belgii poinformował ją psycholog. Na eutanazję czeka już siedem miesięcy, bo aby śmiertelny zabieg został wykonany, potrzebna jest pozytywna opinia dwóch psychiatrów i jednego lekarza ogólnego. Jej rodzice i rodzeństwo, w tym siostra bliźniaczka, dowiedzieli się o całej sprawie dopiero kilka dni temu.

Przypadek Kelly budzi w Belgii zrozumiałe kontrowersje. Z powodów psychicznych jest wykonywanych w tym kraju 2,4 procent wszystkich eutanazji. Statystycznie co trzecia osoba, która wnioskuje o wspomagane samobójstwo ze względu na cierpienie psychiczne, otrzymuje aprobatę psychiatrów.

Przypadek Kelly budzi kontrowersję, bo przedostał się do mediów. W pełnym świetle ukazuje on zwyrodnienie państwa, które zamiast podać cierpiącym pomocą dłoń, oferuje im pomoc w samobójstwie. Przypomnijmy, że kiedy pół roku temu w Holandii uśmiercono 17-letnią Noę, Papież Franciszek zareagował na jej zgon tymi słowami: „Eutanazja i wspomagane samobójstwo są porażką wszystkich. Odpowiedź, do której jesteśmy wezwani to nieporzucanie nigdy tych, którzy cierpią; nie poddanie się, ale objęcie troską i miłością, by przywrócić nadzieję”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem