Reklama

Niedziela Legnicka

Jeśli nie antykoncepcja, to co?

Niedziela legnicka 14/2014, str. 4-5

[ TEMATY ]

antykoncepcja

Ks. Waldemar Wesołowski

Nie ma antykoncepcji katolickiej. Są tylko naturalne metody planowania rodziny, uwzględniające integralną wizję człowieka, jako istoty cielesno-duchowej – powiedział o. Wacław Chomik OFM podczas konferencji naukowej poświęconej prawdzie o antykoncepcji, która odbyła się w Legnicy w parafii pw. św. Judy Tadeusza 22 marca.

„Humanae vitae” – przesłanie o godności życia

W swoim wystąpieniu wykładowca Papieskiego Uniwersytetu Antonianum w Rzymie przybliżył zebranym najważniejsze treści encykliki Pawła VI „Humanae vitae” mówiącej o moralnych zasadach przekazywania życia. Prelegent zaznaczył, że dla właściwego zrozumienia zła, jakie niesie ze sobą antykoncepcja, konieczne jest najpierw uwzględnienie integralnej wizji człowieka, zrozumienie tego, kim jest człowiek oraz czym jest miłość małżeńska. Katolicka nauka oparta jest na wizji człowieka, który jest „imago Dei”, obrazem Boga. – Człowiek nie jest plasteliną, którą można ugniatać i formować z niej, co się chce – podkreślił o. Wacław Chomik. – Człowieka nie można sprowadzać jedynie do wymiaru cielesnego i seksualnego. Człowiek to również dusza nieśmiertelna, to istota rozumna, kochająca, powołana do świętości i życia wiecznego – przypomniał. – Miłość małżeńska wypływa z prawdy o człowieku i z zamysłu Boga, który stworzył człowieka, jako mężczyznę i kobietę. Bóg chce, aby oboje byli jedno – podkreślił. Zwrócił też uwagę na cechy miłości małżeńskiej. Jest ona ludzka, czyli ogarniająca całego człowieka, pełna, czyli niestawiająca warunków, wierna i wyłączna oraz płodna. – Uwzględniając te prawdy, możemy zrozumieć, że antykoncepcja niszczy miłość małżeńską, burzy wewnętrzny ład człowieka, wpływa negatywnie na prokreację, burzy porządek natury człowieka – zaznaczył. Antykoncepcja jest uderzeniem w prokreację, dlatego jest zła sama w sobie. Mówca podkreślił jednak, że zgodnie z nauką Kościoła zawartą m.in. w „Humanae vitae” dla utrzymania i pogłębienia miłości małżeńskiej moralnie uzasadnione jest korzystanie z naturalnych okresów płodności, czyli korzystanie z naturalnych metod planowania rodziny.

Dlaczego antykoncepcja jest zła?

Tę kwestię podjęła w swoim wystąpieniu prof. Urszula Dudziak. Jej wykład zatytułowany był: „Rozpoznanie czy eliminowanie płodności. Następstwa podjętej decyzji”. Profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego zwróciła uwagę na to, że antykoncepcja jest czasowym ubezpłodnieniem człowieka, czasowym uszkodzeniem fizjologicznych mechanizmów warunkujących płodność. – Płodność człowieka nie jest chorobą, by ją eliminować czy z nią walczyć, dlatego środków antykoncepcyjnych nie można nazywać lekami – zauważyła prof. Dudziak. Zaznaczyła, że środki antykoncepcyjne dzielą się na: mechaniczne, chemiczne, hormonalne, a kolejną kategorią jest tzw. stosunek przerywany. – Należy jednak pamiętać, że tylko niektóre pigułki są rzeczywiście antykoncepcyjne, czyli przeciwdziałające poczęciu. Część z nich jest środkami wczesnoporonnymi, o czym wiele osób nie wie lub nie pamięta. Do tej kategorii należy również spirala wewnątrzmaciczna – podkreśliła. Kolejno omówiła skutki stosowania środków antykoncepcyjnych. Wśród nich wyróżniła: somatyczne, psychologiczne i duchowe. Długotrwałe stosowanie tzw. pigułek może przyczyniać się do wielu poważnych chorób, m.in. zatorów, wylewów, nowotworów, nadciśnienia, trwałej niepłodności. Wszystkie skutki uboczne są dobrze opisane w ulotkach dołączonych do tych preparatów. – Należy czytać ulotki, ostrzeżenia, a nie ślepo ufać lekarzowi. Posiadając taką wiedzę, muszę sobie zadać pytanie: czy mam prawo narażać zdrowie i życie własne lub osoby kochanej? – kontynuowała. Wśród skutków psychologicznych prof. Dudziak wymieniła: hedonizm, instrumentalne traktowanie człowieka, uzależnienie od seksu, poczucie niesprawiedliwości i krzywdy, oziębłość, skłonność do zdrady. – Omawiane skutki najlepiej obrazują takie wypowiedzi kobiet: czuję się używana, a nie kochana. Oraz: chcę ciebie, a nie twojej płodności – podkreśliła. Gość z KUL-u zakończyła swoje wystąpienie słowami: – Antykoncepcja jest przejawem niedojrzałości. Dlatego trzeba wychowywać do miłości.

Reklama

Jeśli nie antykoncepcja, to co?

Ostatnią prelegentką była Dominika Warmuz, diecezjalna doradczyni życia rodzinnego, która omówiła naturalne metody rozpoznawania płodności. Podkreśliła przy tym, że są to metody naukowe, poparte wieloletnimi badaniami. – Ich skuteczność jest bardzo wysoka, sięga nawet 98%, oczywiście, przy założeniu, że osoby stosujące te metody zostały przeszkolone, są dobrze zmotywowane i akceptują współpracę obojga partnerów – mówiła prelegentka. Zaznaczyła też, że w korzystaniu z metod naturalnych pomagają najnowsze zdobycze techniki, m.in. programy i aplikacje komputerowe oraz inne zaawansowane urządzenia elektroniczne, stąd wysoka skuteczność tych metod. – Są to metody skuteczne, bezpieczne, naturalne, ponadto tanie, pogłębiające więź małżeńską, nieingerujące w organizm ludzki – podkreśliła.

Konferencja zatytułowana: „Poznaj prawdę o antykoncepcji. Antykoncepcja czy naturalne planowanie rodziny” to kolejna sesja naukowa z cyklu: „Poznaj prawdę o...” zorganizowana przez: Duszpasterstwo Rodzin Diecezji Legnickiej, Stowarzyszenie „Civitas Christiana” oraz senator Dorotę Czudowską. Konferencja poprzedzona została Mszą św. pod przewodnictwem biskupa legnickiego Stefana Cichego w intencji wszystkich rodzin oraz osób, które angażują się w pracę na rzecz rodzin, szczególnie w intencji doradców życia rodzinnego pracujących w diecezji legnickiej.

Celem takich otwartych debat naukowych jest informowanie społeczeństwa o ważnych kwestiach dotyczących życia społecznego, rodzinnego oraz o dylematach moralnych, które w związku z tym się pojawiają. Była już mowa o in vitro i naprotechnologii oraz o ideologii gender. Tym razem podjęty został palący problem antykoncepcji i zgodnych z nauką Kościoła metodach naturalnego planowania rodziny.

2014-04-03 12:21

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Życie dla wszystkich

Niedziela warszawska 22/2020, str. I

[ TEMATY ]

wywiad

antykoncepcja

życie poczęte

Magdalena Wojtak

Grażyna Rybak

O przemilczanych skutkach antykoncepcji, Służbie Zdrowia w czasie koronawirusa i ochronie dzieci nienarodzonych z doktor Grażyną Rybak rozmawia Magdalena Wojtak.

Magdalena Wojtak: Jaka panuje atmosfera w środowisku medycznym w związku z koronawirusem?

Dr Grażyna Rybak: Epidemia pokazała, co jest istotą lekarskiego powołania. Troska o zdrowie i życie mobilizują Służbę Zdrowia do wspólnego działania: lekarze, pielęgniarki poświęcają swoje zdrowie i chronią swoje rodziny, niosąc pomoc chorym. Wzruszają mnie postawy młodych lekarzy, którzy zdecydowali się nawet na kilkutygodniową rozłąkę z najbliższymi po to, żeby ich nie narażać na zakażenie. Nie spotkałam się w swoim otoczeniu z osobami, które unikałyby pracy w tym trudnym czasie.

Była jednak na Mazowszu grupa lekarzy i pielęgniarek, którzy mimo polecenia wojewody, nie stawili się do pracy w wyznaczonych szpitalach.

Wezwania zostały wysłane do wielu osób, bez analizy ich sytuacji. Jest oczywiste, że niektórzy nie mieli warunków do podjęcia pracy, bo sami byli chorzy, na zwolnieniu lub mieli dziecko pod opieką itp. Nie widzę w tym złej woli, ale takie są realia życia.

Jak wygląda teraz Pani praca?

Przekształciła się w telemedycynę. Kontaktuję się głównie zdalnie z pacjentami i cieszy mnie, że mogę im pomóc poprzez telefoniczną rozmowę oraz interpretację przesłanych badań i zdjęć. Oczywiście, nic nie zastąpi zbadania dziecka i spotkania z jego prawnym opiekunem – tak jak obecnie przy kwalifikowaniu do szczepienia – ale dzisiaj, gdy posiadamy sprzęt umożliwiający zdalny kontakt z pacjentem, można rozpoznać i leczyć wiele schorzeń.

Widzi Pani w telemedycynie przyszłość?

Ogromną. I to nie tylko w pediatrii. Rodzice wysyłają mi nagrania zachowań dziecka, wyglądu gardła czy zmian skórnych. Obecnie nie mam możliwości osłuchania pacjenta, ale na rynku jest już sprzęt, umożliwiający lekarzowi zdalnie, po podłączeniu do komputera posłuchania bicia serca i pracy płuc.

„Zanim zastosujesz antykoncepcję, porozmawiajmy” to książka, której jest pani współautorką. Jak antykoncepcja wpływa na myślenie o aborcji w razie niepowodzenia działania środków zapobiegających ciąży?

Aborcja zaczyna się od antykoncepcji i myślenia przeciwko poczęciu. Wśród lekarzy z jednej strony widać nastawienie na ratowanie życia, a z drugiej obserwujemy, jak lekką ręką wypisują środki antykoncepcyjne i kierują na aborcję, gdy występuje wada genetyczna dziecka lub jej prawdopodobieństwo.

Jakie konsekwencje zdrowotne wywołuje antykoncepcja u kobiet i dzieci?

U kobiet może powodować zakrzepicę, zatorowość płucną, a nawet zgon, niepłodność, otyłość, udary czy nowotwory sutka i szyjki macicy. Wpływa także na obniżenie libido i skłonność do depresji, co może być przyczyną rozpadu małżeństwa. Dzieci matek, które stosowały antykoncepcję, mają częściej za niską masą urodzeniową oraz zaburzenia autystyczne, a także wady narządów płciowych. Matkom tych dzieci trudno wrócić do wagi sprzed ciąży. Kobiety stosujące antykoncepcję mogą też mieć np. trudności w wyborze partnera na całe życie.

Książkę więc napisało samo życie?

Tak. Razem z farmaceutką Aleksandrą Dziubak wpadłyśmy na pomysł tego popularno-naukowego poradnika, który najpierw miał być ulotką dla kobiet przychodzących do apteki lub ginekologa po pigułkę EllaOne, tzw. dzień po. Głównym jego celem jest przedstawienie medycznych argumentów pokazujących, jak szkodliwe są środki antykoncepcyjne i jakie mają konsekwencje zdrowotne dla kobiety, relacji małżeńskiej, a także dzieci. Przekazywane na kartach książki informacje są poparte 75 publikacjami naukowymi.

Co znajdziemy w tym poradniku?

Rozpoczyna się od dialogu farmaceuty z klientką. Zawiera także list dziewczyny, która ucierpiała podczas stosowania tabletek antykoncepcyjnych oraz przykładową rozmowę ginekologa z kobietą oczekującą recepty na pigułki. Publikacja wskazuje, jakich argumentów medycznych powinien użyć lekarz podczas odmowy wypisania recepty na środki antykoncepcyjne. Uczy, jak zatroszczyć się o płodność i kontrolę urodzin. Znajdziemy tutaj również opis objawów występujących nie tylko u kobiet sięgających po antykoncepcję, ale także u dzieci matek, które stosowały te środki.

Czy można mówić tym samym językiem o antykoncepcji do młodzieży i lekarzy?

Książka napisana jest zrozumiałym językiem dla młodzieży, narzeczonych i małżonków, w formie dialogów lekarza i farmaceuty. Poza opisem powikłań antykoncepcji książka wskazuje także na korzystną dla zdrowia umiejętność rozpoznawania naturalnej płodności i zachęca do życia zgodnie z jej rytmem, aby osiągnąć szczęście w miłości.

Środowiska Medyczne: Świętej Rodziny i Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich wystosowały listy do parlamentarzystów w związku z projektem ustawy „Zatrzymaj aborcję”. Stulecie urodzin Jana Pawła II szczególnie zobowiązuje do całkowitej ochrony życia nienarodzonych?

Ojciec Święty podczas pierwszej pielgrzymki do naszego kraju w Nowym Targu mówił, że modli się o to, „aby rodzina polska dawała życie i była wierna świętemu prawu życia”. Stulecie urodzin Jana Pawła II jest znakomitą okazją, aby wreszcie przyjąć znajdujący się prawie od 3 lat w Sejmie projekt „Zatrzymaj aborcję”, który sprawi, że nienarodzone, chore dzieci nie będą zabijane.

Jest sporo osób popierających obecne prawo, nazwane kompromisem aborcyjnym.

Obecnie obowiązująca ustawa z 1993 r. jest sprzeczna. Z jednej strony podkreśla, że życie ludzkie jest wartością i jest chronione przez Konstytucję, a z drugiej strony dopuszcza trzy wyjątki, które w świetle prawa pozwalają na zabicie nienarodzonych dzieci. Napisaliśmy wspomniane listy, aby upomnieć się o to, by prawo równo traktowało zarówno zdrowe dzieci, jak i te, które mają wady genetyczne i chroniło ich życie.

CZYTAJ DALEJ

PRENUMERATA TYGODNIKA KATOLICKIEGO „NIEDZIELA”

Bożena Sztajner/Niedziela

JAK ZAMÓWIĆ PRENUMERATĘ „NIEDZIELI”

PRENUMERATA KRAJOWA
494,00 zł roczna
247,00 zł półroczna
123,50 zł kwartalna

Cena prenumeraty zawiera koszt wysyłki 1 egzemplarza.

Numer konta dla prenumeraty krajowej (złotówkowe):
86 1020 1664 0000 3102 0019 7418

PRENUMERATA ZAGRANICZNA (kwartalna)
237,90 zł pocztą zwykłą do krajów Europy
285,87 zł pocztą lotniczą do krajów Europy
285,87 zł pocztą lotniczą do krajów Ameryki

Przy zamawianiu prenumeraty zagranicznej półrocznej należy kwotę za prenumeratę kwartalną pomnożyć przez 2, a zagranicznej rocznej – przez 4.
Numer konta dla prenumeraty zagranicznej (dla wpłat złotówkowych):
kod BIC (SWIFT) BPKOPLPW PL 86 1020 1664 0000 3102 0019 7418

Zamów

TELEFONICZNIE:
tel. (34) 324-36-45,
centrala: tel. (34) 369-43-00
lub (34) 365-19-17

LISTOWNIE:
Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”
ul. 3 Maja 12,
42-200 Częstochowa

E-MAILEM:
kolportaz.niedziela@niedziela.pl

Wpłaty należy kierować na konto:
PKO BP I/O Częstochowa 86 1020 1664 0000 3102 0019 7418
lub przekazem pocztowym pod adresem Redakcji:
Tygodnik Katolicki „Niedziela”
ul. 3 Maja 12,
42-200 Częstochowa.
W tytule przelewu należy wpisać rodzaj prenumeraty i edycję diecezjalną, którą chcą Państwo zamówić.

CZYTAJ DALEJ

105 lat temu do Warszawy wkroczyły wojska Cesarstwa Niemieckiego

2020-08-05 07:29

[ TEMATY ]

historia

105 lat temu, 5 sierpnia 1915 r., do Warszawy wkroczyły wojska Cesarstwa Niemieckiego. Dzień ten oznaczał koniec rosyjskiego panowania, a jednocześnie początek nowej okupacji. Mieszkańcy miasta z niepewnością spoglądali w przyszłość.

O poranku 5 sierpnia 1915 r. mieszkańców Warszawy zbudził huk, którego miasto nie słyszało w swojej dotychczasowej historii. Wojska rosyjskie w odstępie kilkudziesięciu minut wysadziły wszystkie warszawskie mosty na Wiśle. Pierwszy zniszczony został oddany do użytku dwa lata wcześniej Most im. Cesarza Mikołaja II, nazywany przez warszawian „trzecim mostem” lub „mostem Poniatowskiego” (w 1913 przypadała setna rocznica śmierci księcia Józefa). Godzinę później, tuż po siódmej rano, eksplodowały ładunki wybuchowe na Moście Aleksandryjskim (Kierbedzia). Na koniec wybuchł most kolejowy przy Cytadeli – jedyne tego typu połączenie zachodniej i wschodniej części miasta.

W tym czasie niemal całość sił rosyjskich była już na Pradze. Świadkowie wydarzeń z 5 sierpnia wspominają, że eksplozje obudziły garstkę rosyjskich oficerów, którzy ostatnią noc w Warszawie spędzali w luksusowych hotelach. Prawdopodobnie wpadli w ręce Niemców. Ich obecność była już tylko obiektem żartów warszawskiej ulicy, która zapomniała, że dokładnie rok wcześniej Rosjanie wyruszający na front żegnani byli kwiatami i postrzegano ich jako „naszych”, którzy idą walczyć z niemieckim barbarzyństwem.

Po raz pierwszy od kapitulacji wojsk powstańczych w 1831 r. Warszawa była wolna. Już w nocy z 4 na 5 sierpnia władzę w lewobrzeżnej stolicy przejął Komitet Obywatelski Warszawy pod przewodnictwem księcia Zdzisława Lubomirskiego. Ulice patrolowała Straż Obywatelska. Po głównych arteriach jawnie defilowali członkowie tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej. W kontekście brutalności tej wojny może zaskakiwać oburzenie, z jakim „Tygodnik Ilustrowany” informował, że ostatni rosyjski prezydent miasta Aleksander Müller pozostawił Lubomirskiemu środki na zaledwie dwa miesiące funkcjonowania stolicy. Prawdopodobnie dzięki wpływom Lubomirskiego Rosjanie zrezygnowali z zastosowania taktyki spalonej ziemi w pełnej skali. Wbrew planom nie zniszczyli gazowni, elektrowni ani centrali telefonicznych. Ich łupem padało jednak wyposażenie fabryk i ich robotnicy, których tysiące przymusowo ewakuowano na wschód.

Niewielkie straty przyniosły cztery niespokojne dni, które nastąpiły po 5 sierpnia. Rosjanie opuścili tylko lewobrzeżną Warszawę i z Pragi prowadzili ostrzał drugiego brzegu. Pociski wybuchały m.in. na Krakowskim Przedmieściu i placu Zamkowym. Miasto atakowały również rosyjskie samoloty. Mieszkańcy znali już niebezpieczeństwo ataku z powietrza. W minionych miesiącach niemieckie samoloty i sterowce bombardowały strategiczne punkty miasta, m.in. dworce kolejowe oraz Cytadelę.

Wszystkie wspomniane znienawidzone nazwy rosyjskie, nadawane na cześć monarchów mieniących się w swojej tytulaturze „królami Polski”, niemal natychmiast odeszły w niepamięć. W kolejnych miesiącach i latach podobny los miał spotkać inne symbole rosyjskiego panowania – nazwy ulic, pomniki, szyldy, niemal wszystkie prawosławne świątynie i bizantyńską architekturę. Z miasta zniknęły też tysiące jego mieszkańców – wojskowych, urzędników, nauczycieli, profesorów ewakuowanych uczelni i duchownych prawosławnych. „Popłoch między Rosjanami umykającymi na Pragę był tak wielki, że furgony, na których uciekali, nie mogły pomieścić wszystkich zbiegów. Obok dygnitarzy sądowych, częstokroć bez czapek na głowach, sadowili się ich woźni, sołdaci bez broni, żony czynowników z dziećmi. Nierzadko na tych furgonach spostrzegano trzodę chlewną, stosy bochenków razowego chleba, sprzęty domowe, malowidła świętych dźwigane przez popów. Wszystko to przedstawiało groteskowy obraz strwożonej, tchórzliwej gromady, szukającej ratunku w ucieczce przed groźnym, żądnym zemsty i łupów wrogiem” – opisywał publicysta i historyk Aleksander Kraushar w krótkim dziele „Warszawa podczas okupacji niemieckiej 1915–1918. Notatki naocznego świadka”.

Początek okupacji wcale nie przypominał dumnego zajęcia przez zwarte i niepokonane siły armii słynącej z dyscypliny. Około południa przy rogatkach Warszawy pojawiły się pierwsze patrole niemieckie. „Miało się przed sobą gromady niezgrabnych, zgłodniałych, brudnych, w zabłoconych butach i szarawarach żołdaków, którym z oddalenia przypatrywały się liczne rzesze mieszkańców, niepewne losu, jaki miał spotkać zajętą bez walki stolicę” – pisał Kraushar. Niemcy dostrzegając fatalny stan higieny rosyjskich żołnierzy, spodziewali się, że mieszkańcy do spraw czystości przykładają równie niewielką wagę. W pierwszych dniach na murach Warszawy pojawiły się nawet skierowane do niemieckich żołnierzy informacje, w których ostrzegano przed takimi zagrożeniami jak choroby weneryczne. Jak pisał Kraushar, po kilku dniach niemieccy oficerowie „odłożyli szpicruty” i nieco przyjaźniej patrzyli na zajęte miasto i jego mieszkańców. Doceniali także warszawskie restauracje, kawiarnie i domy publiczne.

W ciągu kolejnych trzech lat Niemcy nie wzbudzili zbyt wielkiej sympatii. Dominowały nieufność i dystans. Jednak w przeciwieństwie do wielu zakątków Królestwa Polskiego nie posuwali się do represji wobec ludności cywilnej lub grabieży własności prywatnej. Jednak do ostatnich dni okupacji prowadzili rabunkową politykę gospodarczą.

Warszawa pod rosyjskim panowaniem była miastem bogacącym się i coraz bardziej dostatnim. Pierwsze miesiące wojny wzbogaciły wielu robiących interesy na dostawach dla armii rosyjskiej. Tuż po wkroczeniu wojsk niemieckich przed sklepami pojawiły się kolejki, szalała inflacja i spekulacja cenami podstawowych produktów. Na ulicach przebywało również wielu żebraków, często byłych robotników pozbawionych zatrudnienia. Spadł także ruch uliczny. Nowi okupanci rekwirowali wozy, konie i nieliczne samochody. Ku zadowoleniu mieszkańców rozpoczęli też zacieranie śladów rosyjskiego panowania. Ich łupem padł pozłacany, miedziany dach Soboru św. Aleksandra na placu Saskim. Do jesieni 1917 r. zburzono rosyjskie pomniki – m.in. Iwana Paskiewicza, który stał przed Pałacem Namiestnikowskim, i wyjątkowo znienawidzony pomnik oficerów-lojalistów poległych w Noc Listopadową na placu Jana Henryka Dąbrowskiego (wówczas plac Zielony). Niemcy uważali, że likwidacja carskich monumentów zapewni im sympatię Polaków. Złom z pomników i cerkwi zasilał zaś ich przemysł wojenny.

W 1915 r. w Niemczech ukazała się książka politologa Friedricha Naumanna „Mitteleuropa”. Jej myślą przewodnią było stworzenie wielkiej strefy państw Europy Środkowej uzależnionych gospodarczo i militarnie od zwycięskich państw centralnych. Polska, Ukraina i kraje bałtyckie miały się cieszyć niezależnością kulturową i administracyjną. Koncepcja Naumanna szybko zyskała przychylność niemieckich kręgów politycznych. Szybko zdali sobie sprawę, że przepędzenie Rosjan nie przysporzy im sympatii Polaków i konieczne są kolejne kroki mające przygotować grunt pod powołanie uzależnionego od Berlina i Wiednia państewka polskiego.

Już 15 listopada 1915 r. w obecności niemieckiego gubernatora gen. Hansa von Beselera zainaugurowano rok akademicki na odrodzonym Uniwersytecie Warszawskim. W tym samym roku miejsce Warszawskiego Instytutu Politechnicznego Cesarza Mikołaja II zajęła Politechnika Warszawska. 3 maja 1916 r., w 125. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja, ulicami stolicy przeszła gigantyczna manifestacja patriotyczna. Była to pierwsza legalna uroczystość tego rodzaju od upadku Powstania Listopadowego. W sierpniu tego samego roku pod murami Cytadeli odsłonięto kamień i krzyż upamiętniające Romualda Traugutta i pozostałych członków Rządu Narodowego. W teatrach wystawiano dramaty zakazane pod panowaniem rosyjskim. Wielką popularnością cieszyła się m.in. „Noc listopadowa” Stanisława Wyspiańskiego. Każdy spektakl poprzedzało odśpiewanie „Boże, coś Polskę”. W kinach pojawiały się sensacyjne romanse, takie jak „Ochrana warszawska i jej tajemnice”. Warszawianie wykorzystywali te gesty okupantów, ale wciąż patrzyli na nich z ogromną nieufnością. O tej postawie decydowała nie tylko „tradycyjna” niechęć wobec Niemców, ale również przeświadczenie, że ewentualny pokój może oznaczać powrót Rosjan i zemstę na zwolennikach współpracy z Niemcami. Dopiero pod koniec 1917 r. zagrożenie to przestało być realne.

Zaufania nie wzbudzały też pełne obłudy przemówienia niemieckich polityków. W sierpniu 1915 r. kanclerz Rzeszy Theobald von Bethmann Hollweg w przemówieniu przed Reichstagiem powiedział, że okupacja Warszawy zwiastuje początek nowej ery współpracy polsko-niemieckiej. Podkreślał również swój szacunek wobec polskiej walki z rusyfikacją. Tymczasem warszawianie i pozostali mieszkańcy ziem polskich okupowanych przez Niemców mieli w świeżej pamięci zniszczenie Kalisza oraz prześladowania polskich uczniów w zaborze niemieckim.

Nieco lepiej w kontaktach z polskimi elitami radził sobie generał-gubernator warszawski von Beseler. Udało mu się wynegocjować powstanie Tymczasowej Rady Stanu i Rady Regencyjnej w składach reprezentujących stosunkowo duży autorytet społeczny. Wbrew naciskom niemieckiego dowództwa, głównie niechętnych mu Paula von Hindenburga i Ericha Ludendorffa, nie widział jednak większych szans na powołanie polskiej armii, która mogłaby odegrać w tej wojnie jakąkolwiek rolę. W liście do kanclerza Rzeszy stwierdził, że Polacy mogą być jedynie siłą policyjną odciążającą wojsko niemieckie.

Symbolem polsko-niemieckiej nieufności była zorganizowana przez Beselera uroczystość ogłoszenia Aktu 5 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie. Niemcy musieli wykonać ogromy wysiłek, aby polska prasa poddana cenzurze pisała o „wskrzeszeniu Polski” z entuzjazmem, a sama koncepcja odbudowy państwa pod skrzydłami Niemiec cieszyła się choćby ograniczonym poparciem polskich elit. Aleksander Kraushar wyraził opinię przytłaczającej większości obserwatorów tej uroczystości – Beseler był postrzegany tylko jako nieco „lepsza wersja” rosyjskich urzędników, którzy wykorzystywali sale Zamku Królewskiego od prawie stu lat. „Ukryta w kącie sali niemiecka orkiestra wojskowa odegrała +Boże, coś Polskę+ i „Jeszcze Polska nie zginęła”. Ogarnęło nas wszystkich dziwne uczucie. Byliśmy świadkami aktu o doniosłym znaczeniu pierwszego kroku w stronę wolności. Przywracano nam część naszej ojcowizny […] jednakże pod czujną strażą, która mogła przemienić się w najgroźniejsze jarzmo, jakie nam nałożono. Cała ta scena, historyczna sala, tłum polskich notabli, aroganckie postaci teutońskich najeźdźców, ukochane pieśni narodowe grane przez niemieckich maruderów – czyż nie był to jakiś koszmar senny” – opisywał jeden z uczestników uroczystości.

Co ciekawe, także w Niemczech Akt 5 listopada, mimo że w krótkiej perspektywie nie niósł istotnych konsekwencji politycznych, wywołał ogromną krytykę i zmasowany atak konserwatywnych polityków na Beselera. Powtarzano, że Niemcy powinni walczyć wyłącznie we własnym interesie, a nie oddawać zdobyte ziemie Polakom. Beseler zdawał sobie sprawę, że jego polityka ustępstw przysparza mu wrogów i nie daje gwarancji powodzenia. „Mój Boże, jak ci ludzie są podejrzliwi! Ale trudno się temu dziwić po stuletniej niewoli” – zapisał, tłumacząc swoje stosunki z polskimi politykami. W prywatnych rozmowach z Polakami dodawał: „Wszyscy jesteście poetami”. Wyrażał w ten sposób swój dystans wobec polskiego romantyzmu i rzekomego braku umiejętności skutecznego zarządzania państwem.

Zimą 1916 r. Niemcy zdobyli się na kolejny symboliczny gest. 1 grudnia do Warszawy wkroczyły Legiony Polskie. Miały to być potwierdzenie realizacji zamiaru powołania armii polskiej i kolejna manifestacja mająca zjednać mieszkańców miasta i całego Królestwa Polskiego do idei współpracy z Niemcami. Mimo że Legioniści byli pierwszą od 85 lat polską formacją wojskową defilującą na ulicach Warszawy, to nie wzbudzili spodziewanego entuzjazmu. Dominowały obojętność lub ostrożne zaciekawienie. „Coś chwytało za gardło i oczy przesłaniało chmurą. Czyli to przeszłość zmartwychwstaje i błyska, aby znów zgasnąć, czyli to zwiastuny wolności, ci nasi spod innego znaku, niegdyś tak potępieni” – zapisała Maria Lubomirska, żona prezydenta stolicy ks. Zdzisława Lubomirskiego.

W roku 1917 uwagę mieszkańców przyciągały kryzys przysięgowy i strajk studentów uczelni warszawskich, którzy domagali się zapewnienia przez władze pełnej autonomii Uniwersytetu i Politechniki. Dla niemal wszystkich głównym celem było jednak przetrwanie. Warunki życia w mieście pogarszały się z każdym miesiącem przybliżającym koniec wojny.

Pokój brzeski z lutego 1918 r., który oddawał część ziem wschodnich Królestwa Polskiego Ukrainie, ostatecznie skompromitował ideę odbudowy państwa w oparciu o porozumienie z Niemcami. Polacy nie zaprzepaścili jednak kolejnych kilku miesięcy i kontynuowali budowę instytucji państwowych . Gdy w listopadzie 1918 r. kończyła się trwająca trzy lata okupacja niemiecka, w Warszawie funkcjonowały polskie szkolnictwo, organizacje polityczne, rząd, sądy, zaczątki administracji państwowej, samorządowej i armii. Postawa zupełnie załamanego Beselera, a także niemal wszystkich zrewoltowanych niemieckich żołnierzy i oficerów, którzy pragnęli tylko powrotu do domów, zadecydowały o niemal bezkrwawym końcu niemieckiego panowania w stolicy. Niewiele ponad dwie dekady później część mieszkańców miasta spodziewała się, że nowa okupacja niemiecka będzie co najwyżej nieco surowsza od tej, której symbolem był generał- gubernator Beseler. Z perspektywy doświadczeń lat I wojny światowej niemiecki terror lat 1939–1944 był jednak niewyobrażalny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję