Reklama

Wiadomości

Bp W. Juszczak: wojna na Ukrainie jest faktem

Wojna na Ukrainie trwa już ponad pół roku, jest faktem – tak wypowiedź prezydenta Ukrainy o tym, że właśnie ma miejsce inwazja rosyjskiego wojska na Ukrainę, skomentował w rozmowie z KAI greckokatolicki biskup Włodzimierz Juszczak. Jego zdaniem Putin nie zatrzyma się tylko na Ukrainie, ale wojna może objąć kolejne kraje Europy czy nawet świata. "Patrzymy z niepokojem, co będzie dalej" – powiedział biskup wrocławsko-gdański Kościoła bizantyńsko-ukraińskiego.

[ TEMATY ]

Ukraina

wojna

Artur Stelmasiak

Wyraził ubolewanie, że Europa „widzi to i nic nie robi”. "Putin kłamie, a Europa mu wierzy albo udaje, że wierzy, ale nic nie robi" – stwierdził władyka. Według niego obecna sytuacja jest podobna do tej sprzed I czy II wojny światowej i może się niestety powtórzyć.

Na pytanie o to, jak polscy katolicy mogą pomóc Ukrainie, odpowiedział, że modlitwą w jej intencji. "Katolicy czy w ogóle chrześcijanie mogą modlić się za wstawiennictwem Matki Bożej o pokój, o światło rozumu dla rządzących w podejmowaniu decyzji" – dodał bp Juszczak.

Reklama

Przypomniał, że Polska za pośrednictwem MSZ i struktur Kościoła już wcześniej pomagała Ukraińcom na Majdanie, wysyłając transporty humanitarne. "Sytuacja na Ukrainie zmienia się z minuty na minutę, trzeba ją obserwować i w odpowiedzi na nią pomagać na miarę naszych możliwości. Możemy się modlić, ale możemy też wpływać na władze, aby oddziaływały na politykę międzynarodową. Sytuacja we wschodniej Ukrainie, w Ługańsku, jest bowiem bardzo ciężka" – podkreślił rozmówca KAI.

Zaznaczył, że przez Caritas i parafie polscy katolicy już teraz pomagają Ukrainie. "Nie będziemy przecież wysyłać broni, ale z pewnością będzie potrzeba pomocy w odbudowie zniszczeń wojennych" – dodał greckokatolicki hierarcha.

28 sierpnia przewodniczył on w Legnicy greckokatolickim uroczystościom ku czci Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny (Wniebowzięcia NMP) w Legnicy. "Modliliśmy się o to, żeby był pokój" – zapewnił w rozmowie z KAI. W maryjnym odpuście wzięło udział ok. kilkuset greko-katolików z regionu.

Reklama

Sytuacja na Ukrainie jest coraz poważniejsza. NATO poinformowało dziś, że na Ukrainie działa ponad 1 tys. rosyjskich żołnierzy, m.in. w okolicy Nowoazowska. Premier Arsenij Jaceniuk powiedział, że Władimir Putin "rozpoczął wojnę w Europie". W związku z agresją Ukraina domaga się pilnego zwołania Rady Bezpieczeństwa ONZ, zaapelowała również do krajów Zachodu o zamrożenie znajdujących się tam rosyjskich aktywów do czasu wyprowadzenia przez Rosję swych wojsk i sprzętu wojskowego z Ukrainy.

Prezydent Petro Poroszenko odwołał swoją wizytę w Turcji i w trybie pilnym zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Z posiadanych przez nią informacji wynika, że wojska Federacji Rosyjskiej przejęły kontrolę nad Nowoazowskiem i szeregiem innych miejscowości na południu obwodu donieckiego.

Również Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie zapowiedziała pilne, nadzwyczajne zebranie w tej sprawie.

2014-08-28 17:44

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ukraina: katolicy kijowscy odzyskali w końcu kościół św. Mikołaja

2020-09-18 20:32

[ TEMATY ]

Kościół

Ukraina

św. Mikołaj

Kijów

Wikipedia

Kościół św. Mikołaja w Kijowie

Kościół św. Mikołaja w Kijowie

Rada Ministrów Ukrainy zatwierdziła 16 września plan budowy w Kijowie do końca 2023 Domu Muzyki. Trafi tam Narodowy Dom Muzyki Organowej i Kameralnej Ukrainy, mieszczący się obecnie w dawnym kościele katolickim św. Mikołaja, co oznacza, że wróci on do swych pierwotnych właścicieli – katolików stolicy Ukrainy. Do tego czasu gmach będzie użytkowany wspólnie przez wiernych i melomanów.

Ministerstwo Kultury i Polityki Informacyjnej ma do końca 2023 roku zbudować w Kijowie Dmach Muzyki i przenieść do niego wspomniany Narodowy Dom Muzyki Organowej i Kameralnej Ukrainy.

Władze poleciły również resortowi kultury przekazanie w stałe bezpłatne użytkowanie "Gminie Religijnej Parafia św. Mikołaja diecezji kijowsko-żytomierskiej Kościoła rzymskokatolickiego w mieście Kijowie" budynku kościoła św. Mikołaja na ul. Wełykiej Wasilkiwśkiej 75. Rząd postanowił ponadto, że do chwili przeniesienia się na nowe miejsce Domu Muzyki dotychczasowy użytkownik będzie korzystał z dawnej świątyni razem z parafianami.

Katolicy stołeczni od dawna starali się o odzyskanie kościoła, apelując jednocześnie o jego pilne odnowienie. Rok temu protestowali oni przeciwko odbyciu w pomieszczeniu świątyni pokazu mody. Zgodę na przeprowadzenie go wydało Ministerstwo Kultury.

Wzniesiony na przełomie XIX i XX wieku w stylu neogotyckim kościół św. Mikołaja jest jednym z arcydzieł sławnego w tamtym czasie miejscowego architekta Władysława Horodeckiego i należy do najpiękniejszych budowli Kijowa.

Do połowy XIX stulecia w mieście istniała tylko jedna świątynia katolicka – kościół św. Aleksandra, który, choć duży jak na tamte czasy, mógł pomieścić najwyżej nieco ponad tysiąc osób. Tymczasem liczba wiernych przekraczała wówczas 35 tys. (w połowie byli to Polacy), co stanowiło prawie 14 proc. mieszkańców miasta. Nieustannie zabiegali oni o zezwolenie na budowę nowego obiektu i w końcu dopięli swego, a prywatni przedsiębiorcy i wierni przeznaczyli na ten cel ogromną, jak na tamten okres, sumę pół miliona rubli.

Ogłoszono konkurs, który wygrał 24-letni student Instytutu Inżynierów Cywilnych Stanisław Wołowski. Władze miasta uznały jednak, że projektant jest za młody i nie ukończył jeszcze studiów, toteż kierownictwo i nadzór nad budową powierzono wspomnianemu W. Horodeckiemu, cieszącemu się wówczas sławą jednego z najlepszych architektów w mieście, podczas gdy wystrojem wnętrza zajął się włoski mistrz Elio Sala, który już wcześniej współpracował z Horodeckim.

21 sierpnia 1899 wmurowano uroczyście kamień węgielny pod przyszły kościół, rozpoczynając w ten sposób budowę, która trwała ponad 10 lat. Wynikało to częściowo z warunków przyrodniczych: ziemia w tym miejscu znajdowała się w pobliżu rzeczki Łybiď i była mocno podmokła, budowniczowie musieli więc wzmacniać fundamenty palami betonowymi (był to wynalazek kijowskiego inżyniera Antona Strausa). Ale budowę przerwała również na pewien czas tragiczna śmierć 1 września 1904 r. 18-letniego robotnika Juchyma Kewlicza. Wszczęto śledztwo przeciw Horodeckiemu, ale okazało się, że poszkodowany zginął wskutek własnej nieostrożności.

Ostatecznie 19 grudnia 1909 ówczesny biskup pomocniczy łucki, żytomierski i kamienieckopodolski Antoni Karaś w obecności tysięcy wiernych konsekrował nową świątynię. Jej pierwszym proboszczem został pochodzący z Niemirowa na Podolu ks. Józef-Jan Żmigrodzki. Doczekał on czasów sowieckich i w 1930 został skazany na 7 lat obozu pracy, ale zmarł już przed końcem wyroku, w 1935 na Wyspach Sołowieckich.

W 1938 bolszewicy zamknęli kościół a parafia przestała istnieć. Budynek ograbiono z cennych rzeczy a w środku urządzono magazyn. Podczas walk o Kijów jesienią 1943 wskutek ostrzału artyleryjskiego uszkodzono mury i część wystroju wnętrza. Gmach odbudowano po wojnie, niszcząc jednak "przy okazji" cenne witraże i malowidła, a do odnowionych pomieszczeń przeniesiono Państwowe Archiwum Obwodu Kijowskiego. Na wieżach (wysokości 55 m) umieszczono urządzenia do zagłuszania zachodnich rozgłośni radiowych.

Postanowieniem Rady Ministrów ówczesnej Ukraińskiej Republiki Sowieckiej z 13 grudnia 1979 dawną świątynię zamieniono na Republikański Dom Muzyki Organowej i Kameralnej. Na miejscu głównego ołtarza stanęły organy sprowadzone z Czechosłowacji.

Pierwszą Mszę św. w byłym kościele odprawiono dopiero w styczniu 1992, a 25 czerwca 2001, podczas swego pobytu w Kijowie, odwiedził to miejsce Jan Paweł II. Obecnie współgospodarzami budynku są wspomniany Domu Muzyki i parafia katolicka a Msze i nabożeństwa są tam odprawiane po ukraińsku, polsku, hiszpańsku i po łacinie.

CZYTAJ DALEJ

Ojciec Pio, dziecko z Pietrelciny

– Francesco! Francesco! – głos Marii Giuseppy odbijał się od niskich kamiennych domków przy ul. Vico Storto Valle w Pietrelcinie. Ale chłopca nigdzie nie było widać, mały urwis znów gdzieś przepadł. Może jest w kościele albo na pastwisku w Piana Romana? A tu kabaczki stygną i ciecierzyca na stole. W całym domu pachnie peperonatą. – Francesco!

Włoskie małżeństwo – rodzice Ojca Pio

Maria Giuseppa De Nunzio i Grazio Forgione pobrali się 8 czerwca 1881 r. w Pietrelcinie. W powietrzu czuć już było zapach letniej suszy i upałów. Wieczory wydłużały się. Panna młoda pochodziła z rodziny zamożnej, pan młody – z dużo skromniejszej. Miłość, która im się zdarzyła, zniwelowała tę różnicę. Żadne z nich nie potrafiło ani czytać, ani pisać. Oboje szanowali religijne obyczaje. Giuseppa pościła w środy, piątki i soboty. Małżonkowie lubili się kłócić. Grazio często podnosił głos na dzieci, a Giuseppa stawała w ich obronie. Sprzeczki wywoływały też „nadprogramowe”, zdaniem męża, wydatki żony. Nie byli zamożni. Uprawiali trochę drzew oliwnych i owocowych. Mieli małą winnicę, która rodziła winogrona, a w pobliżu domu rosło drzewo figowe. Dom rodziny Forgione słynął z gościnności, Giuseppa nikogo nie wypuściła bez kolacji. Grazio ciężko pracował. Gdy po latach syn Francesco zapragnął być księdzem, ojciec, by sprostać wydatkom na edukację, wyjechał za chlebem do Ameryki. Kapłaństwo syna napawało go dumą. Wiele lat później, już w San Giovanni Rotondo, Grazio chciał ucałować rękę syna. Ojciec Pio jednak od razu ją cofnął, mówiąc, że nigdy w życiu się na to nie zgodzi, że to dzieci całują ręce rodziców, a nie rodzice – syna. „Ale ja nie chcę całować ręki syna, tylko rękę kapłana” – odpowiedział Grazio Forgione, rolnik z Pietrelciny.

Małżonkowie doczekali się dziewięciorga dzieci.

Narodziny Świętego

Maj 1887 r. był szczególnie gorący. Pracy w polu było tak dużo, że Giuseppa, mimo zaawansowanej ciąży, pomagała mężowi. Pewnego dnia nagle przerwała pracę i oznajmiła, że nadszedł czas porodu. Ciężkim krokiem ruszyła w stronę domu. Grazio miał dołączyć, gdy tylko zrobi coś pilnego. Ale nie zdążył! Francesco, późniejszy Ojciec Pio, urodził się w środę 25 maja o godz. 17.00 przy ul. Vico Storto Valle 27. Imię nadano mu ku czci św. Franciszka di Paola, kalabryjskiego świętego, szczególnie czczonego na południu Włoch. Był czwartym dzieckiem małżonków. Akuszerka – Grazia Formichelli mówiła, że „mały będzie wielkim i szczęśliwym człowiekiem, bo urodził się owinięty w biały welon”. Ochrzczono go następnego dnia rano w kościółku Matki Bożej Anielskiej.

Płacz i potwory

Mały Francesco płakał całymi dniami i nocami, doprowadzając rodzinę i sąsiadów do szaleństwa. Którejś nocy krewki Grazio nie wytrzymał i z furią rzucił owinięte w pieluszki dziecko na łóżko. Krzyczał przy tym, że to „mały diabeł mu się urodził, a nie chrześcijanin!”. Maluch przetoczył się przez łóżko i spadł. Giuseppa załamywała ręce, sądząc, że mąż zabił syna. Jednak chłopcu nic się nie stało. Co ciekawe: od tej pory przestał płakać. Wiele lat później Ojciec Pio wyjaśniał, że od początku, od najwcześniejszego dzieciństwa, atakowały go złe duchy. „Kiedy mama gasiła światło, pojawiało się wokół mnie mnóstwo potworów i wtedy płakałem” – mówił.

Wybrany, ale zwyczajny

Francesco rósł i zaskakiwał swoich rodziców. W wieku pięciu lat ofiarował się św. Franciszkowi z Asyżu. Wkrótce potem, podczas jednego ze swych wybuchów miłości, ofiarował siebie całego Jezusowi. Chłopiec zobaczył Jezusa, który przywołał go ręką. Francesco podszedł i poczuł, jak ręka Jezusa spoczywa na jego głowie. To był gest uznania i przyjęcia ofiarowania. W późniejszych rozmowach tłumaczył, że nikomu o tym nie mówił, bo wydawało mu się to zupełnie naturalne, że inni ludzie też widzą Jezusa i Maryję. „A ty nie widzisz Matki Bożej?” – spytał kiedyś o. Agostina.

Wszyscy biografowie Ojca Pio są zgodni, że wybranie go na ucznia Jezusa miało miejsce w bardzo wczesnym dzieciństwie i wtedy też zaczęło się przygotowywanie do szczególnej misji w Kościele. Mimo nadzwyczajnych darów Francesco pozostawał zwyczajnym chłopcem. Był radykalny w obronie wiary, ale jednocześnie niezwykle pokorny i uczynny. Zwykle trzymał się trochę z boku, jednak miał wielu kolegów, z którymi wspinał się na drzewa i spał w szałasie. Był ciekawy świata i płatał figle. Kiedyś wuj wysłał go do sklepu po cygaro i pudełko zapałek. W drodze powrotnej Francesco zapalił i zaciągnął się. „Ziemia zakołysała się, a żołądek zmienił miejsce. Od tamtej pory mur wyrósł między mną a paleniem” – opowiadał, śmiejąc się, po latach.

Szatan boi się Różańca

Francesco lubił samotność. Jego rówieśnicy z Pietrelciny wspominali po latach, że codziennie rano i wieczorem szedł do kościoła, żeby odwiedzić Jezusa i Matkę Bożą. Gdy kościół był zamknięty, siadał na kamieniu. Zakrystian Michele, którego nazywano Peruto, zgodził się nawet na zamykanie Francesca w kościele. Ustalili godziny, w jakich miał go wpuszczać, i była to ich tajemnica, nic nikomu nie mówili. Francesco modlił się bez przerwy. Wciąż widziano go z koronką różańca, zarówno gdy pasł owce na pastwisku, jak i w drodze na lekcje. Od początku dostrzegał, że ataki złych duchów ustępują przed modlitwą różańcową. Doświadczany przez demony, wypracowywał metody walki oparte na Różańcu. „Podaj mi broń – mówił wiele lat później do współbrata – jest w kieszeni habitu. – Ale tu jest tylko różaniec – padła odpowiedź. – Tak, to jest moja broń, będę strzelał do szatana”.

Trudny syn

W domu sypiał na ziemi, na kamieniu zamiast na poduszce. Mama często ukradkiem ocierała łzy, gdy przygotowywała mu wygodne łóżko, a on i tak wybierał klepisko. Ale był nieprzejednany. Gdy zaczął się biczować łańcuchem, wyjaśnił zdumionej i przerażonej matce, że „musi to robić tak długo, aż jego plecy spłyną krwią, bo tak biczowano Jezusa”. Giuseppa nie była wykształcona, ale w głębi matczynego serca, mimo przerażenia i nierozumienia działań syna – rozważała to, co działo się w ich domu, i milkła, przedkładając obowiązki wobec Boga nad bóle matczyne. Oddalała się ze łzami w oczach i nasłuchiwała miarowych uderzeń łańcucha dochodzących z małej izdebki syna.

Gdy w 1959 r. zapytano Ojca Pio o jego mamę, najpierw zamilkł, a potem powiedział, że „jej wielkość wypływała całkowicie i wyłącznie ze wspaniałości jej duszy”.

Chory żołądek lubi peperonatę!

Któregoś lata w czasie żniw Francesco znów zachorował. Lekarz – Giacinto Antonio po raz kolejny ostrzegł rodzinę, że ta choroba może być śmiertelna. Najpierw pojawiła się gorączka, potem straszny ból jelit. Przez 40 dni chłopiec nie przyjmował żadnych pokarmów oprócz odrobiny mleka. Ale trwały żniwa, brakowało rąk do pracy. Mama nie mogła siedzieć przy łóżku chłopca, zostawiała go więc pod opieką starszego brata Michele. Któregoś dnia przygotowała na obiad peperonatę. Zapach rozchodził się po całym domu, gdy w wielkim rondlu dusiły się warzywa. Wychodząc w pole, Giuseppa zabrała sporą część potrawy dla pracujących, a resztę zostawiła domownikom. Francesco błagał brata, aby przyniósł mu choć odrobinę. Gdy Michele wyszedł z domu, Francesco wyskoczył z łóżka i dojadł resztę ostrej potrawy, która „paliła w żołądku i we wszystkich wnętrznościach” – jak opowiadał po latach. Zabójczą porcję Francesco popił butelką mleka. Po trwającej miesiąc diecie musiała to być dla żołądka spora niespodzianka! Po tym epizodzie chłopiec od razu wyzdrowiał, wprawiając wszystkich w osłupienie. Tak się działo przez resztę jego życia: często zapadał na zdrowiu, lekarstwa nie pomagały i zazwyczaj choroba nagle ustępowała.

Teologia z kuchni

Przez 15 lat Francesco mieszkał w Pietrelcinie. Potem przyjeżdżał tam jako kleryk i kapłan. Atmosfera rodzinnego domu, prostota życia rodziców, zmagania z codziennością i ciężka praca pozostawiły w nim trwałe ślady. Nie był łatwym dzieckiem, ale rodzicom, mimo braku wykształcenia, nie brakło odwagi i mądrości w wychowywaniu go. Na swój sposób towarzyszyli mu we wszystkim. Nawet wybór zgromadzenia omawiany był na szczeblu tej licznej rodziny. A on, Francesco, późniejszy Ojciec Pio, niezwykle obdarowany Święty Kościoła, podglądał ich prace, modlitwy, sprzeczki i troskę. Czerpał z tych obrazów dzieciństwa w dojrzałym życiu. „Dlaczego zło jest na świecie? – pytał kiedyś retorycznie. – Słuchaj dobrze: Jest mama, która haftuje. Jej dziecko siedzące poniżej na małym stołeczku przygląda się jej pracy, ale widzi haft z odwrotnej strony. Widzi węzełki haftu i poplątane nitki. Mówi: «Mamo, dlaczego taka niewyraźna jest twoja praca?». Wówczas mama zniża płótno i pokazuje właściwą stronę haftu. Każdy kolor jest na swoim miejscu, a różne nitki są ułożone w harmonijną całość. Otóż to! My widzimy lewą stronę haftu. Siedzimy na niskim stołku”.

Artykuł powstał na podstawie książek: G. F. Majka OFMCap, „Życie Ojca Pio”; L. Peroni, „Ojciec Pio. Pełna biografia w 40. rocznicę śmierci”; E. Augustyn, „Pietrelcina”.

* * *

Ogólnopolskie spotkanie grup modlitwy św. Ojca Pio

Apostołowie Jezusa Ukrzyżowanego serdecznie zapraszają wszystkich Czcicieli i Sympatyków św. Ojca Pio na Spotkanie Modlitewne w sanktuarium św. Ojca Pio na Świętej Górce Przeprośnej. W liturgiczne wspomnienie św. Ojca Pio – 23 września (wtorek) o godz. 16.30 zostanie odprawiona Droga Krzyżowa, a o godz. 18.00 – Msza św., której będzie przewodniczył bp Stanisław Jamrozek.

27 września (sobota) o godz. 15.00, w ramach Ogólnopolskiego Spotkania Grup Modlitwy św. Ojca Pio, modlitwy rozpoczną się Koronką do Bożego Miłosierdzia i przywitaniem przybyłych grup. Mszy św. o godz. 18.00 będzie przewodniczył arcybiskup senior Stanisław Nowak.

Apelem Jasnogórskim w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze o godz. 21.00 rozpocznie się nocne czuwanie Grup Modlitwy, trwające do godz. 5.00.

W święto świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała – 29 września o godz. 18.00 Mszy św. na Górce Przeprośnej będzie przewodniczył o. Eugeniusz Maria Lorek, założyciel „Dzieła w służbie Bożego Miłosierdzia” w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Dożynki w folwarku

2020-09-23 23:08

[ TEMATY ]

dożynki

Joanna Ruchniewicz-Wywigacz

Niedziela 20 września br., to kolejna okazja do zasmakowania w regionalnych, naturalnych smakach, w wytworach z plonów tego roku.

W Zamkowym Folwarku w Żarach podczas Targu Śniadaniowego można było kupić: sery i inne wyroby z mleka koziego, chleb na zakwasie, pasty, pasztety i inne smakołyki z dyni, wina z lubuskich winiarni Saganum i Jakubów, wyroby masarskie od lokalnego wytwórcy. Nie zabrakło miodów, ciast, ręcznie robionych krówek, owoców i warzyw z własnej uprawy, piwa rzemieślniczego, olejów z dyni, lnu, rzepaku, wyrobów z dodatkiem lawendy i domowych przetworów z owoców i warzyw.

Zobacz zdjęcia: Dożynki w folwarku
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję