Reklama

Wiara

Z Janem Pawłem II na spotkanie z Jezusem Miłosiernym

Tegoroczne przygotowania do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego wypełnione były oczekiwaniem na kanonizację bł. Jana Pawła II, osadzoną w sercu liturgicznego życia Kościoła – w czasie radości paschalnej. O tym, jak najlepiej przeżyć kanonizację Papieża Polaka rozmawiamy z bp. Janem Zającem, kustoszem sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach

AGNIESZKA KONIK-KORN: – Księże Biskupie, czy przygotowania do kanonizacji Papieża nie przysłoniły nam czasem Wielkanocy i Święta Bożego Miłosierdzia?

BP JAN ZAJĄC: – Kulminacją okresu Wielkiego Postu jest Pascha, Wielkanoc. Pamiętajmy, że to świętowanie trwa siedem dni, a jego dopełnieniem jest właśnie Święto Bożego Miłosierdzia. Święto to jednak nie jest ukoronowaniem ani celem przeżywania Wielkiego Postu, ale wynika z Tajemnicy Zmartwychwstania, jest jej dopełnieniem i pewnym otwarciem, początkiem drogi do świętości. Ojciec Święty przez całe swoje życie prowadził nas, zwłaszcza swoich rodaków, do tej Tajemnicy. Dlatego tym, co jest najistotniejsze w kanonizacji Ojca Świętego właśnie w Święto Miłosierdzia Bożego, jest nasze osobiste postanowienie pójścia drogą, którą on osiągnął niebo.

– Ojciec Święty nawet po śmierci wskazuje ludziom wagę Święta Miłosierdzia...

– Święto Miłosierdzia Bożego Jan Paweł II niejako przekazał całemu światu w roku 2000, podczas kanonizacji św. Siostry Faustyny. Wyjątkowe wydarzenie ogłoszenia świętym bł. Jana Pawła II odbywać się będzie w blasku Miłosierdzia Bożego, bo świętość Ojca Świętego jest jego owocem. Całe nasze przygotowanie do przeżywania kanonizacji jest jednak związane z przeżywaniem Świąt Wielkiej Nocy. I nie wolno o tym zapomnieć.
Do kanonizacji bł. Jana Pawła II przygotowywaliśmy się od wielu lat, szczególnie tu, w Łagiewnikach. Zaczęło się już w momencie odejścia Ojca Świętego do Domu Ojca w wigilię Święta Miłosierdzia. Kładziemy więc duży nacisk na przygotowanie do kanonizacji tego Apostoła Miłosierdzia i pragniemy, by jego owocem było jeszcze większe nasze zaufanie Panu Jezusowi, byśmy właśnie na wzór Jana Pawła II stawali się świadkami i apostołami Bożego Miłosierdzia.

– Przez dziewięć lat oczekiwaliśmy na spełnienie się wołania: „Subito santo!”. Tyle też czasu trwało przygotowanie do kanonizacji. Jakie przybierało ono formy?

– Przez ten czas w Łagiewnikach i parafiach archidiecezji krakowskiej spotykaliśmy się z Ojcem Świętym na modlitwie, przeżywając tzw. Wieczory Jana Pawła II w pierwsze soboty miesiąca. Przyjmowaliśmy w tym czasie dziedzictwo, jakie nam zostawił. Te wieczory były nie tylko czasem modlitwy i refleksji, ale dzięki tym spotkaniom ich uczestnicy zapalali się do stawania się jeszcze bardziej apostołami Miłosierdzia. Ogień Miłosierdzia nieśliśmy symbolicznie do domów po każdym spotkaniu. Był to ogień zapalony przez Jana Pawła II od lampki wiecznej w Watykanie w 2003 r. i przywieziony do Łagiewnik. Do dziś płonie on w kaplicy Wieczystej Adoracji w Łagiewnikach. Ten ogień rozchodził się po parafiach i rodzinach, po wspólnotach zakonnych i świeckich. Przygotowanie do kanonizacji miało również miejsce w czasie peregrynacji obrazu Pana Jezusa Miłosiernego oraz relikwii św. Siostry Faustyny i bł. Jana Pawła II. Nastąpiło wówczas swoiste duchowe „przeoranie” archidiecezji. Orędzie Miłosierdzia dotarło w ten sposób do serc wszystkich uczestników tych wydarzeń, podczas których człowiek mógł zwrócić się do Chrystusa ze słowami „Jezu, ufam Tobie!”. Mógł również odpowiedzieć na wezwanie do stawania się bardziej miłosiernym wobec innych.

– Minął prawie rok od zakończenia peregrynacji obrazu Pana Jezusa Miłosiernego oraz relikwii św. Siostry Faustyny i bł. Jana Pawła II po archidiecezji krakowskiej. Czy może już Ksiądz Biskup mówić o jakichś konkretnych owocach tego wydarzenia?

– W pierwszym roku peregrynacji wzrosła liczba powołań, wzrósł kult Miłosierdzia Bożego, powstało wiele nowych dzieł miłosierdzia. Nastąpiło też otwarcie się na pomoc charytatywną. Od czasu peregrynacji w większości parafii minimum raz w miesiącu odprawiane jest nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. Jednak nie można ograniczać się wyłącznie do zewnętrznych znaków. Myślę, że zasadnicze owoce peregrynacji kryją się w sercu człowieka, a ujawniają się przede wszystkim w ludzkiej postawie. Świętość, którą zdobywamy, jest najlepszym owocem peregrynacji, owocem spotkania z Miłosierdziem Bożym. Ale to dzieje się między człowiekiem a Panem Bogiem, do tego nikt z zewnątrz nie ma dostępu.

– Łagiewniki zajmowały bardzo ważne miejsce w sercu Ojca Świętego...

– Ojciec Święty, jeszcze jako student przychodził do Łagiewnik i tu się modlił do Miłosierdzia Bożego, choć wówczas kult Obrazu, który czcimy obecnie, jeszcze był zabroniony. Opatrzność sprawiła jednak, że już Ojciec Święty Paweł VI zniósł ten zakaz. Dzięki działaniom podejmowanym przez Jana Pawła II ogień Miłosierdzia rozniósł się na cały świat. Beatyfikacja i kanonizacja św. Faustyny oraz zawierzenie świata Bożemu Miłosierdziu w bazylice w Łagiewnikach, których dokonał Jan Paweł II, stały się słupami milowymi w procesie niesienia Miłosierdzia światu.

– Jak z perspektywy kustosza sanktuarium Bożego Miłosierdzia postrzega Ksiądz Biskup Łagiewniki?

– Jest to przede wszystkim miejsce, w którym trwa spotkanie człowieka z Bogiem w sakramencie pokuty i Eucharystii. Każdego dnia od rana do nocy jest tu możliwość spowiedzi, codziennie odprawiane są Msze św. Posługa kapłanów w sanktuarium – w konfesjonale i przy ołtarzu – jest na miarę potrzeb ludzi z całego świata. Rocznie przyjeżdża tu ok. 1,5 miliona pielgrzymów.
Przy sanktuarium od wielu lat działa Poradnia Miłosierdzia, wciąż powstają nowe dzieła, które są wynikiem modlitwy, otwierającej serca ludzkie na potrzeby drugiego człowieka. Nic nie dzieje się jednak bez działania Ducha Świętego, bez Jego natchnienia. W głoszeniu Ewangelii i orędzia Miłosierdzia Pan Bóg posługuje się ludźmi, wykorzystującymi także to, co współczesne, by skuteczniej dotrzeć do człowieka. Najbardziej rozpowszechnione środki, jak choćby Koronka do Miłosierdzia Bożego czy obraz Pana Jezusa Miłosiernego, prowadzą do sedna nabożeństwa, czyli do spotkania z Bogiem przebaczającym, podnoszącym godność ludzką i ubogacającym człowieka, by dzielił się tymi darami z innymi. Trzeba się jednak bronić, by tych środków nie traktować w sposób magiczny. Obraz czy różaniec same w sobie są obojętne. To Bóg daje moc, że poprzez te proste narzędzia możemy się z Nim spotkać. By doświadczyć tego spotkania, nie trzeba szukać samych przeżyć i emocji, lecz iść w głąb. Nasze nawrócenie nie może się kończyć wyłącznie na przeżyciach. Największe cuda dokonują się w sercach ludzi i są o wiele większe niż wszystkie zewnętrzności. Trzeba w tym wszystkim szczerze zawierzyć się Panu Jezusowi.

– Zaufanie Panu Bogu nie jest jednak wcale takie proste. Wymaga postawy dziecięctwa, na którą nie zawsze nas stać...

– Zaufanie jest trudne, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że nie jest wyłącznie naszym wysiłkiem. To także dar Boży, który w pewnym sensie zależy od człowieka – będzie na tyle skuteczny i owocny, na ile człowiek będzie w stanie się na niego otworzyć. Zaufać możemy tylko wtedy, gdy staniemy w prawdzie wobec Boga i samego siebie, z całą swoją słabością, niemocą, grzechem. Jeśli wyznamy to przed Panem, wejdziemy w ogień Jego przebaczenia. Wejdziemy także w Jego miłość. I wtedy właśnie, ze względu na Pana Boga, zaczniemy kochać Go w drugim człowieku. Jezus Miłosierny przebacza i oczekuje, by także Jego pragnienia spełniły się w życiu ludzi. To wiara, nadzieja i miłość w codziennej służbie. Wzorem tej drogi do świętości jest bł. Jan Paweł II, który najpierw klękał przed Panem Bogiem, by potem klękać przed człowiekiem, służąc mu. Również teraz kanonizacja bł. Jana Pawła II niesie ważne przesłanie, że wszyscy jesteśmy wezwani do tego, by pójść drogą, którą bł. Jan Paweł II osiągnął niebo. To zadanie sam Ojciec Święty podkreślał słowami: „Nie lękajcie się być świętymi!”. Mamy roznosić ogień Miłosierdzia. Modlitwa, czyny miłosierdzia – to wszystko jest drogą do świętości. Wchodząc w pełnię Bożego Miłosierdzia, człowiek otrzymuje nie tylko przebaczenie, ale i zadanie bycia miłosiernym. Ogień Miłosierdzia oczyszcza, hartuje i zapala serce człowieka do tego, by się nim dzielić. A to czynne miłosierdzie uwidacznia się w konkretnych dziełach.

– Jak więc najlepiej przygotować się do przeżywania Paschy i wynikającego z niej Święta Miłosierdzia? Czy kanonizacja Papieża może nam w tym pomóc, nie przesłaniając najistotniejszych spraw?

– Idąc za głosem serca, możemy dojść do istotnego przeżycia kanonizacji bł. Jana Pawła II, z którym uczuciowo tak bardzo jesteśmy związani. Stanie się to pod warunkiem przyjęcia nauczania naszego Papieża o nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego, a szczególnie o przeżyciu Święta Miłosierdzia. W tym dniu, według obietnic przekazanych przez Pana Jezusa św. Faustynie, „otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski” („Dzienniczek”, nr 699). Pan Jezus wprost nalega, aby nikt nie zmarnował tej szansy. Domaga się jednak opartego na zaufaniu posłuszeństwa. Konieczne jest wypełnienie warunków: pełna ufność pokładana w Bogu, stan łaski uświęcającej po dobrej spowiedzi św., przyjęcie Pana Jezusa do swojego serca przez dar Komunii św. Owocem tej postawy jest całkowite odwrócenie się od grzechów, a także wypełnianie czynów miłosierdzia wobec każdego człowieka. Błogosławiony Papież uczy wprost: „...wnikając w tajemnicę miłości Boga. Wpatrując się w Niego, jednocząc się z Jego ojcowskim Sercem, stajemy się zdolni patrzeć na braci nowymi oczyma, w postawie bezinteresowności i solidarności, hojności i przebaczenia. Tym wszystkim jest właśnie miłosierdzie!”.
Jan Paweł II wybrał taką drogę do świętości. Doznaje teraz chwały nieba, do którego wszedł w blasku Bożego Miłosierdzia. Potwierdzeniem tego faktu jest również kanonizacja Jana Pawła II w Święto Miłosierdzia Bożego. Aby radość z kanonizacji była pełna, przeżyjmy ten dzień również w blasku Miłosierdzia Bożego, idąc za nauczaniem Papieża Miłosierdzia, wypełniając wszystkie warunki potrzebne, aby być ogarniętym „całym morzem łask Miłości Miłosiernej”, ponieważ tak uczył nas Ojciec Święty. Tylko „w miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście”.

– Zatem kanonizacja Ojca Świętego ma nam niejako odświeżyć spojrzenie na to, co od wieków trwa w Kościele?...

– Kanonizacja Papieża rzuca nam nowe światło na dary i bogactwo, które wskazuje nam Kościół poprzez posługę Jana Pawła II. Papieskie wołanie o wyobraźnię miłosierdzia pokazuje, że nie chodzi tylko o to, by dawać jałmużnę, ale by utożsamiać się z ludźmi, którym pomagamy, tak jak św. Brat Albert. On dzielił życie z ludźmi, którym poświęcił się do końca. Do takiego życia trzeba dorastać. Aby to się dokonywało, musimy sami być blisko Ognia, blisko Pana Jezusa. Chrystus przyjmuje nasze wołanie „Jezu, ufam Tobie!”, ale także pragnie zaufać nam, że będziemy wierni zobowiązaniom i wypełnimy zadania, jakie nam powierzył. Dlatego kanonizacja Jana Pawła II będzie wydarzeniem właściwie przeżytym, jeśli wraz z Janem Pawłem II dojdziemy do spotkania z Jezusem Miłosiernym.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Migliore: racje państw Europy Środkowo-Wschodniej

2020-01-16 19:05

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Polska

Polska

Europa

Vatican News/ANSA

Szczyt Grupy Wyszehradzkiej i Austrii

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej chcą jedynie poczuć się równoprawnymi członkami klubu europejskiego, bez konieczności ponownego poddania się kulturowej uniformizacji – uważa abp Celestino Migliore, czołowy watykański dyplomata. W ubiegłą sobotę Papież mianował go nowym nuncjuszem we Francji. Wcześniej był przedstawicielem Stolicy Apostolskiej w Rosji i Uzbekistanie, Polsce i ONZ.

Informacyjny blog włoskich sercanów SettimanaNews opublikował jego obszerny artykuł pod tytułem „Racje suwerenistów ze Wschodu”. Stanowi on zapis wystąpienia abp Migliore podczas spotkania w włoskimi sercanami w sierpniu ubiegłego roku. Pierwsza jego część jest poświęcona sytuacji w naszej części Europy, a druga w Rosji.

Abp Migiliore zauważa, że dziś bardzo modne jest dzielenie, czy raczej dyskryminowanie rządów, a także samych narodów, określając je mianem proeuropejskich albo suwerenistycznych. Przy czym oczywiście suwerenizmowi nadaje się znaczenie pejoratywne.

Nowy nuncjusz we Francji przypomina, że suwerenizm nie jest postawą, która dotyczy jedynie krajów takich jak Polska czy Węgry. Przejawia się on również w Brexicie, w postawie partii rządzących w Austrii i Włoszech, a także wśród coraz silniejszych ruchów i partii we Francji, Niemczech, Holandii i Danii. Choć jego przyczyny są złożone i choć nie brak w nim wypaczeń, to jednak w suwerenizmie krajów Europy Środkowo-Wschodniej przejawiają się słuszne aspiracje do własnego modelu demokracji.

Abp Migliore, który w latach 1989-92 pracował w nuncjaturze w Warszawie, przypomina o rozgoryczeniu Jana Pawła II, kiedy mówiono wówczas o wejściu Polski do Europy.
Dla Papieża Polaka takie stwierdzenia były upokarzające, był on bowiem świadomy, że jego ojczyzna od wieków jest w Europie i kształtuje jej dziedzictwo.

Abp Migliore zauważa, że do rozwoju suwerenizmu przyczynia się również postawa tak zwanych europejskich elit, forsowany przez nich na siłę model rozwoju. Papieski dyplomata powołuje się tu na analizy Dominiqua Woltona, który już w 1993 r. twierdził, że twórcze intuicje ojców założycieli Unii Europejskiej, zostały szybko przejęte przez rozrastający się aparat europejskich biurokratów, który stracił kontakt z obywatelami.

CZYTAJ DALEJ

Magia w reklamie – niewinna zabawa czy niebezpieczna formuła?

2020-01-18 15:57

[ TEMATY ]

reklama

magia

seanmcgrath / Foter.com / CC BY

- Narcyzm jest słowem-kluczem do rozpoznania rzeczywistego sensu wielu reklam. W internetowych kampaniach reklamowych lansuje się dobrą zabawę, a nawet zabawę bez przerwy, czyli czysty hedonizm, jak i zaspokajanie własnych rozbudzonych potrzeb i samouwielbienie – pisze dla KAI dr Klaudia Cymanow-Sosin, z-ca dyrektora Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, specjalista w media relations, komunikacji wizerunkowej i public relations.

Badanie reklam, najbardziej niechcianych komunikatów w mediach, bywa fascynujące. Szczególnie interesującej jest w nich to, co ukryte pod powierzchnią kolorowego obrazka i mniej lub bardziej zgrabnego sloganu. O co tak naprawdę chodzi w komunikacji perswazyjnej? Przecież wiadomo, że nie tylko o produkt.

Reklama zmienia nas w homo magicus

Nie ma wątpliwości, że reklama wywiera na każdego z nas wpływ – czy tego chcemy, czy nie. I nie chodzi o jej oddziaływanie na decyzje zakupowe, ale dalekosiężne skutki. Zmiany, jakie komunikacja perswazyjna poczyniła w ludzkiej mentalności i całej kulturze są niezaprzeczalne. Konsumizm, to tylko widzialny czubek góry lodowej. Zresztą z tego, że lepiej być, niż mieć zdajemy sobie sprawę. Byliśmy o tym niejednokrotnie przestrzegani, by przypomnieć Jana Pawła II, który pisał: „Pragnienie, aby lepiej żyć nie jest czymś złym, ale błędem jest styl życia, który wyżej stawia dążenie do tego, by mieć, aniżeli być, i chce więcej mieć nie po to, aby bardziej być, lecz by doznać w życiu jak najwięcej przyjemności" (Jan Paweł II, Redemptor hominis). Moda na postkonsumpcjonizm – często ten deklaratywny – trwa.

Ci, do których reklama „należy”, to współcześni ideolodzy, którzy – tak jak dawniej pisarze i poeci – pod pozorem atrakcyjnej historii mogą za pomocą „ukłucia podskórnego” wywoływać zaplanowane i oczekiwane reakcje. Obcując z reklamą na co dzień warto zadać sobie pytania: Jak i po co naprawdę tworzona jest reklama? Co powoduje, że jej ulegamy? Czy perswazja dotyczy jedynie produktu, czy też i innych aspektów naszego życia?

We współczesnej reklamie lansowana jest przede wszystkim idea zwyciężania i samowystarczalności, narcyzmu i tzw. selfizmu. To nie może dziwić. Nieco trudniej dostrzec, że z wielkim impetem wkracza do naszej codzienności za pośrednictwem mediów idea… magiczności? Oto kilka przykładów.

W internetowych kampaniach reklamowych lansuje się dobrą zabawę, a nawet zabawę bez przerwy, czyli czysty hedonizm. Po drugie, zaspokajanie własnych rozbudzonych potrzeb i samouwielbienie. Narcyzm jest słowem-kluczem do rozpoznania rzeczywistego sensu wielu reklam. Moda na dążenie do sukcesu i bycia najlepszym, zdobywanie laurów, to klasyczne objawy narcyzmu, który nie tylko jest nieobojętny moralnie, ale także jest po prostu chorobą. Magiczność, która od kilku co najmniej lat zadomowiła się w reklamie, nie jest już tak łatwa do uchwycenia.

Aby uświadomić sobie skalę i siłę oddziaływania tego zjawiska warto posłużyć się liczbami. Tylko jedna reklama, która przypominała, że zbliżają się święta, zanotowała ponad 4,5 miliona odtworzeń na swoim kanale.

I wcale nie jest wyjątkiem. Dodajmy - reklama oparta na motywie świąt Bożego Narodzenia, które na wskroś ani z białą, ani tym bardziej czarną magią nie powinny się nam kojarzyć. Wydaje się, że istnieje realne niebezpieczeństwo trywializacji symboliki religijnej istotnej dla wyznawców.

W mediach zapanowała moda na tzw. narracje storytellingowe, a więc takie opowiadanie zdarzeń, które w naturalny sposób poruszają w nas emocje, wywołują choćby wzruszenie. Kiedy zatem mamy w rzeczywistości do czynienia z reklamą sklepu internetowego, to w storytellingu będzie wykorzystywany np. motyw talizmanu. To właśnie amulet zawieszany na piersi dziecka, powoduje, że życie staje się lepsze.

Reklama pozornie tylko posługuje np. argumentacją logiczną. W rzeczywistości oddziałuje na nasze emocje. Siła ich oddziaływania na zmysły za pomocą obrazów, dźwięków i słów jest bezsprzeczna. Psychologowie zgodnie twierdzą, iż bez emocji właściwie nie jesteśmy w stanie podjąć decyzji.

Oddziaływanie emocjonalne ma też związek z wartościami, które są dla nas istotne. Do takich z pewnością należy sfera wartości wyższych, czyli metafizyka. Jeszcze w epoce pozytywizmu August Comte zapowiadał, że ludzie będą decydować w oparciu o dowody naukowe, a religia i magia zostaną wyrugowane lub co najmniej zredukowane. Idea ta nie ziściła się jednak do dziś. Magia, czyli wierzenia i czynności oparte na przekonaniu o działaniu sił nadprzyrodzonych wkraczają – co ciekawe – nawet do tych reklam, które istotowo powinny wiązać się z kulturą judeochrześcijańską, do której należmy. Dlaczego?

Dzisiejsze reklamy tworzy się w oparciu o algorytmy. Nie oryginalne pomysł copywrittera, ale właśnie statystyki decydują o wyborze głównego motywu. Magia jest wprowadzana tam, gdzie jest miejsce przynależne religii, bo jest traktowana jako łatwe wytłumaczenie różnych zjawisk przyrody, żywiołów i przez to odniesienie do duchowości (świata idei i wartości).

Jakie są dwa główne powody? Pierwszy, zupełnie niegroźny – sfera magii łączy się ze światem niezwykłości, bo celem twórców reklam jest wytworzenie specyficznego nastroju. Drugi, bardziej złożony – wykorzystywanie i tym samym popularyzacja irracjonalnych sposobów tłumaczeniem zjawisk, stają się niebezpieczne. Wykorzystanie magii powoduje, że reklamowana marka i niesakralny przecież przedmiotu nabiera – pod wpływem takiej właśnie magicznej narracji – cech przedmiotu niezwykłego, wręcz mieszczącego się w sferze tabu.

W „magicznych” reklamach mieszają się motywy religijne oraz świat mocy pozaziemskich – najczęściej w postaci różnych wersji wróżek i magów. Motyw magii jest np. ważnym elementem spotu, opartego na sloganie „Podziel się tym, co masz cennego”, w którym historia miłości do drugiego człowieka jest pokazana przez pryzmat obdarowywania siebie talizmanem, który przecież jest przedmiotem ze sfery magii.

Magiczność z impetem wkracza do mediów pod pozorem magii dla rozrywki. Magiczne są zabawki, posiłki, stroje. Pełne magii są gry komputerowe. Ale wiemy przecież, że nie ma magii dla rozrywki. Kontakt z magią, to zapraszanie złych sił nie tylko wprost, ale także za pomocą znaków, symboli czy gestów. Czy można zniewolić się oglądając reklamy?! Z pewnością nie. Ale fascynacja magią, moda na nią, jest zaproszeniem do schodzenia ze ścieżki światła na bezdroża ciemności. To właśnie od niewinnych flirtów z magią zaczynają się zniewolenia, jak twierdzą egzorcyści. Media zalane są magicznymi obrazkami. Powoli oswajamy się z nimi, przyzwyczajamy i nie kwestionujemy sensu ich lansowania w mediach. Remedium jest świadomość, w tym także świadomość medialna.

Jesteśmy „zanurzeni” w medialnej rzeczywistości i stoi przed nami nowe zadanie. Nauczyć się z nimi obcować i oceniać to, czym media nas karmią. Jest to nie tylko wyzwanie, ale właściwie wymóg naszych czasów. Od kiedy znaczną część dnia spędzamy w Sieci i tam przeniosła się nasza podstawowa aktywność ważne, by po podłączeniu się do internetu, nie odczepić się od prawdziwego świata. Media tworzone są przez ludzi i dla ludzi. Media nie są ani dobre ani złe. Bo dobro i zło nie są przynależne do sfery materii. Media to tylko i aż narzędzia, którymi człowiek posługuje się w sposób mądry lub nieodpowiedzialny. Oby nasz rozsądek uchronił nas od magicznych wpływów. Życie jest piękne i kolorowe także bez białej i czarnej magii.

Klaudia Cymanow-Sosin
Dr Klaudia Cymanow-Sosin, zastępca Dyrektora Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, specjalista w media relations, komunikacji wizerunkowej i public relations. Wydawca, współautorka programów telewizyjnych i radiowych, doradca ds. mediów, autorka książek, (m.in. „Metafory we współczesnej reklamie”), publikacji naukowych i publicystycznych, wiceprzewodnicząca rady programowej Radia Kraków, członek Komisji Medioznawczej PAU. KONTAKT: klaudia.cymanow_sosin@upjp2.edu.pl

CZYTAJ DALEJ

Patriarcha Teofil: zagrożenie dla status quo Jerozolimy

2020-01-19 16:30

[ TEMATY ]

Jerozolima

Ks. Julian Nastałek

Makieta świątyni jerozolimskiej w czasach Jezusa, Muzeum Izraela w Jerozolimie

Przedstawiciele Kościoła anglikańskiego spotkali się w Jordanii z prawosławnym patriarchą Jerozolimy. Teofil III przyznał, że istnieje niebezpieczeństwo dla status quo tego miasta ze strony radykalnych grup osadników, którzy zagrażają obecności dziedzictwa chrześcijańskiego. Podziękował anglikanom za wsparcie i solidarność.

„Stoimy przed bezprecedensowym zagrożeniem ze strony radykałów, którzy aktywnie dążą do osłabienia wielokulturowego, wieloetnicznego i wielowyznaniowego krajobrazu Jerozolimy” – powiedział Teofil III, mówiąc o osadnikach żydowskich, którzy wykupują nieruchomości we wschodniej Jerozolimie. „Sytuacja może doprowadzić do zakłóceń w dostępie pielgrzymów i lokalnych chrześcijan do bazyliki Grobu Bożego” – dodał.

Zauważył, że w stawieniu czoła trudnościom bardzo pomocna jest jedność Kościołów i wspólnot chrześcijańskich Ziemi Świętej oraz wsparcie przywódców religijnych z całego świata. „Atak na jedną z naszych wspólnot jest atakiem na nas wszystkich” – powiedział patriarcha. Zapewnił, że wspólnota anglikańska i Kościół prawosławny cieszą się wielowiekowym związkiem, który jest ważny dla obu stron. „Przez pokolenia byliśmy dla siebie nawzajem wyjątkowym wsparciem” – powiedział.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję