Reklama

„KTÓŻ JAK BÓG…”

Kościół – moja miłość

Niedziela Ogólnopolska 17/2014, str. 3

[ TEMATY ]

Kościół

Katarzyna Artymiak

Drodzy Czytelnicy „Niedzieli”,

w wielkiej historycznej chwili kanonizacji bł. Jana Pawła II pragnę podzielić się z Wami głęboką miłością do Kościoła – moją oraz „Niedzieli”, której jestem redaktorem naczelnym. Od czasów założyciela tygodnika – bp. Teodora Kubiny, pierwszego biskupa częstochowskiego, poprzez kolejnych pasterzy Kościoła diecezjalnego, „Niedziela” – również ja jako kapłan – zawsze była zapatrzona w Ojca Świętego, począwszy od Piusa XII, poprzez św. Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła I, św. Jana Pawła II, papieża Benedykta XVI po obecnie kierującego Kościołem papieża Franciszka. Pontyfikat każdego z papieży przedstawiał wielką wartość i moc apostolską, moc, która wyraża się zawsze poprzez władzę prymatu. Każdy z papieży odcisnął też na życiu Kościoła jakąś niezwykłą pieczęć osobistą, która była znakiem jego żywotnej obecności w Kościele. Z wielką miłością przyjmowałem zawsze nauczanie Zastępcy Chrystusa na ziemi i dzisiaj jestem przekonany, że pochodzi ono od samego Chrystusa, który Piotra ustanowił Skałą dla Kościoła.

Muszę jednak przyznać, że szczególnie mocno związani czuliśmy się wraz z „Niedzielą” z Janem Pawłem II. Ten pontyfikat to niewątpliwie pontyfikat jednego z największych papieży. Dla nas to pontyfikat szczególny, wszak św. Jan Paweł II to polski papież, który na tron Piotrowy wniósł słowiańskie dziedzictwo. Zapewne przyczyniło się to również do tego, że pontyfikat Jana Pawła II był tak owocny i wielki.

Byliśmy blisko Ojca Świętego, przyglądaliśmy się też jego zakorzenieniu: kiedy był biskupem pomocniczym w Krakowie, a potem biskupem krakowskim, kardynałem, który u boku kard. Stefana Wyszyńskiego rozwijał swój pasterski charyzmat, nieoceniony w czasach komunistycznych. Dzięki takiemu charyzmatowi, w jakimś sensie wspólnemu kardynałom: Hlondowi, Wyszyńskiemu i wielkim polskim biskupom tamtego czasu, moc Kościoła w Polsce była imponująca, a naród mógł stawiać czoło komunistycznemu zniewoleniu. Rysem charakterystycznym tej pasterskiej posługi były głęboka wiara i wyjątkowe nabożeństwo do Matki Bożej Królowej Polski na Jasnej Górze. Pięknie zbiegały się tu nici polskiej kultury chrześcijańskiej, która w Maryi widziała zawsze szczególną pomoc i obronę. Trzeba być wdzięcznym Panu Bogu, że mogliśmy być świadkami wielkich wydarzeń, potwierdzających moc wiary i wielkie zawierzenie Maryi naszych pasterzy i narodu.

Reklama

Przystąpiłem do pracy w „Niedzieli” z doświadczeniem rzetelnego czytelnika prasy katolickiej dostępnej w czasach mojej młodości kleryckiej i kapłańskiej. Pisma katolickie były wtedy bardziej skromne i cenzurowane, ale staraliśmy się wszyscy docierać do ich głębszych treści, zawierających się między wierszami. Istotne było także to, co wybrzmiewało w nauczaniu kard. Wyszyńskiego, zwłaszcza podczas uroczystości na Jasnej Górze. To były wielkie światła, przekazywane także w jego tzw. kazaniach świętokrzyskich – wygłaszanych w warszawskim kościele Świętego Krzyża. Charyzmatycznym biskupem tamtego czasu był również biskup częstochowski Stefan Bareła, ale i wielu innych hierarchów, m.in. abp Bronisław Dąbrowski. Ci pasterze uczyli nas wierności Bogu i Kościołowi. Dziękuję Panu Bogu również za to, że przeprowadził mnie przez doświadczenie duszpasterstwa akademickiego lat 60., 70. i 80., które było doskonałą szkołą służby Kościołowi i Ojczyźnie. Podejmowaliśmy wtedy m.in. obronę historycznego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, a gdy zakończył się Sobór Watykański II, pragnęliśmy gorąco wprowadzać go w życie. Organizowaliśmy m.in. rozmaite kursy teologiczne i analiz soborowych, na których księża – wobec tego, że nie było normalnego przepływu treści soborowych przez media – uczyli się Vaticanum II i tożsamości Kościoła, już pod rządami papieża Pawła VI. Pamiętam niezwykłą żarliwość polskich biskupów, którym bardzo zależało na przekazaniu skarbu wiary w duchu Soboru Watykańskiego II.

W klimacie takiej usilnej pracy Kościoła, pracy w warunkach wzmożonego działania służb panującego w kraju systemu, zaistniała polska „Solidarność” i został wybrany Jan Paweł II. I ten klimat zaczął towarzyszyć „Niedzieli”, reaktywowanej w 1981 r. po 28 latach milczenia, której zostałem redaktorem naczelnym. „Niedziela” bardzo szybko podjęła zadanie przekazywania Polakom wiadomości z Watykanu, na które tak bardzo czekano. Przede wszystkim pierwszy jej numer ukazuje Ojca Świętego w klinice Gemelli, po zamachu na jego życie 13 maja 1981 r. Nawiązaliśmy bezpośrednie kontakty z takimi mężami Kościoła, jak m.in. późniejszy kard. Stanisław Nagy, który był blisko Jana Pawła II, mieliśmy kontakt z ówczesnym księdzem kapelanem papieskim, dziś kardynałem, Stanisławem Dziwiszem. I już bez wytchnienia staraliśmy się stać na posterunku przy Janie Pawle II. Papież bardzo nas cenił, udzielał serdecznego błogosławieństwa, byliśmy też przyjmowani w Watykanie.

Lata 90. ubiegłego stulecia przyniosły możliwość w rozwoju „Niedzieli”. Przy ogromnym zapale biskupów i księży zaczęły wychodzić diecezjalne edycje naszego tygodnika. Ten klimat dobrej współpracy przetrwał zasadniczo do dnia dzisiejszego, poszerzony o nowe możliwości techniczne. A rozczytanie społeczeństwa w prasie katolickiej nie było łatwe, nie było wszak nawyku jej czytania. Sądzę, że przyniosło to duży pożytek zarówno poszczególnym wiernym, jak i całemu Kościołowi.

Reklama

I przyszły czasy Internetu, czytania elektronicznego. Trochę inny jest współczesny człowiek, także duchowny, a zwłaszcza człowiek młody. Czytelnictwo realizuje się dziś w dużej mierze w Internecie, czytelnika interesują teksty krótkie, często sensacyjne i dotyczące tego, co się dzieje dziś. Dlatego czytelnictwo „papierowe” wszystkich czasopism nieco spadło, także czytelnictwo „Niedzieli”. Wydaje się jednak, że miejsce tygodnika katolickiego w każdej rodzinie jest bardzo ważne. Rodzina może przecież zaglądać do niego w ciągu całego tygodnia – każdy jej członek, zarówno dorosły, jak i młody, zawsze znajdzie tam coś ważnego dla siebie, coś, co pogłębi jego wiedzę i wiarę.

Dlatego po moim długim już – 33-letnim okresie prowadzenia „Niedzieli”, a także z okazji wielkiego wydarzenia, jakim jest dla nas wszystkich kanonizacja Jana Pawła II – osoby tak bardzo znaczącej, chciałbym podziękować naszym Czytelnikom za wierność. Szczególne miejsce zajmują wśród nich księża proboszczowie oraz wszyscy, którzy bezpośrednio włączają się w apostolat słowa drukowanego. To bardzo ważny apostolat. Najlepiej widać go na przykładzie pracy przy słowie drukowanym św. Maksymiliana Marii Kolbego. Jeżeli w parafii nie ma czytelnictwa prasy katolickiej, to wspólnota parafialna zamiera. Nie ma bowiem możliwości większego oddziaływania Kościoła na życie rodziny, strzeżenia jej wierności Bogu i człowiekowi. Małe parafialne wydawnictwa nigdy poważnego ogólnopolskiego tygodnika nie zastąpią. W zespole redakcyjnym „Niedzieli” są znakomici teologowie, bibliści, filozofowie, społecznicy i wychowawcy, którzy kompetentnie pomagają w rozwiązywaniu różnych problemów. I nie chodzi tu o zabłyśnięcie jakimś dobrym zdjęciem czy rysunkiem, ale o ważną treść, która buduje tożsamość człowieka, tożsamość chrześcijanina.

Oczywiście, każde pismo ma swoją charakterystykę i odpowiada na nieco inne potrzeby czytelnika, i „Niedziela” ma więc swój charakter, ma też swoich wiernych czytelników. I o to chodzi, trzeba pozostać sobą. My nie tyle dotykamy spraw religijnych z punktu widzenia socjologii, ile staramy się wchodzić w głąb, analizować problemy w perspektywie szerszej. Pozostaję zatem wdzięczny wszystkim, którzy starają się obiektywnie patrzeć na to, co dzieje się w ramach naszego pisma. Docierają do mnie bowiem nieraz przeróżne uwagi, które poddajemy wspólnej redakcyjnej analizie, dochodząc do wniosku, że powinniśmy zostać pismem wiernym Kościołowi i być sobą, choć niektórzy chętnie wmieszaliby nas w jakieś opcje polityczno-spocjologiczne. Owszem, jak w każdym domu trzeba niekiedy użyczyć komuś miejsca, pozwolić się wypowiedzieć, bo czasem w ważnych dla Ojczyzny sprawach ludzie nie mają siły medialnego przebicia – ale to nie znaczy, że uprawiamy politykę czy opowiadamy się za tą czy inną partią. Po prostu stosujemy zasadę pomocniczości. Użyczając naszych łamów, pozwalamy mówić innym z naszego mikrofonu. Pamiętamy czas stanu wojennego, kiedy Jan Paweł II informował nas: „Mówię do was i za was”. Dzisiaj mamy nieraz podobną sytuację, że trzeba komuś pomóc powiedzieć o czymś ważnym, o czym powinni dowiedzieć się ludzie. „Niedziela” stara się więc także służyć ludziom, których uważa za prawdomównych, prawych, uczciwych, kochających Boga i Ojczyznę.

Drodzy Kapłani, jestem Wam bardzo wdzięczny za pomoc. Bez Waszego wsparcia praktycznie tygodnika nie można byłoby wydawać. „Ruch” pobiera dużą marżę, a przy tym nie wykazuje troski, żeby pismo katolickie było sprzedane. Nie jest łatwo utrzymać się na rynku wydawniczym w sytuacji, gdy nie ma reklam – te idą głównie do pism liberalnych i traktowanych specjalnie. Parafia jest więc ze wszech miar najlepszym miejscem do rozprowadzania katolickiej prasy. Podziwiam tu pomysłowość i zaangażowanie wielu duszpasterzy, którzy rozumieją wagę tej sprawy i na różne sposoby zachęcają wiernych do czytania „Niedzieli”. Ważne jest też, kiedy potencjalny czytelnik dowie się od księdza, co ciekawego można w katolickiej gazecie przeczytać, jakie ważne tematy omawiane są inaczej niż to się czyni w mediach świeckich. Jest więc kapłan najczęściej tym pierwszym czytelnikiem najnowszego numeru „Niedzieli”. Jeśli jest zrozumienie roli pisma katolickiego w parafii, to inaczej też wygląda jej kolportaż. Czasem warto wyłożyć kwotę opłaty za jeden czy dwa dodatkowe egzemplarze „Niedzieli”, aby mógł z niej skorzystać ktoś, kogo nie stać na jej zakup, albo przekazać ludziom numery niesprzedane, a nawet te już przeczytane. W taki sposób pracował wspominany przeze mnie wielokrotnie śp. ks. Marian Wiewiórowski, proboszcz z Gomulina (archidiecezja łódzka), i mówił, że nigdy na tym nie stracił – wierni najczęściej uzupełniali kwotę do uregulowania, a w jego 2-tysięcznej parafii rozchodziło się ok. 400 egz. „Niedzieli” tygodniowo. Dzięki gorliwości księdza można więc coś zrobić, a on sam, wiedząc, że parafianie czytają „Niedzielę”, ma pewność, że można na nich liczyć, bo oni kochają Kościół. Takie świadectwo dała zresztą parafia w Gomulinie po śmierci swego wspaniałego duszpasterza.

Katolicką prasą można budzić w Kościele laikat, w tym rodzinę. Katolicką prasą można uczyć ludzi myśleć po chrześcijańsku, a tym samym umacniać rodziny, pogłębiać miłość do drugiego człowieka, lepiej rozumieć sprawy wiary i Kościoła. „Niedziela” naprawdę mogłaby stać się przyczynkiem do zmiany na lepsze wielu trudnych sytuacji w naszym kraju.

Zastanawiacie się czasem, Drodzy Bracia Kapłani, co zrobić ze swoją parafią, co zaproponować wiernym, żeby to możliwe było do realizacji i niezbyt kosztowne. Niech w rodzinach ludzie zaczną czytać katolicką prasę, niech zaczną dyskutować na tematy w niej poruszane, a zaczną też rozmawiać o Bogu i uwzględniać Go w swoim życiu. Chrześcijaństwo jest barwne i piękne. Zauważmy, jakie rzesze przychodzą w niedzielę na Plac św. Piotra, żeby posłuchać papieża Franciszka. A on – z jakim humorem, ale i mądrością zwraca się do wiernych, którzy tak go za to kochają. Trzeba tylko chcieć to widzieć – a ułatwi nam to „Niedziela”. Jest to pismo, które ma przyczynić się do pięknego rozwoju naszego człowieczeństwa, do dobrego wychowania dzieci i młodzieży. Tyle rzeczy mamy do zaoferowania... Żeby tylko zauważano tę naszą dobrą wolę i pracę, która jest pracą ze wszech miar służebną – wikariuszowską właśnie (T. Kubina).

Przeżywamy teraz podniosłą uroczystość kanonizacji naszego rodaka – błogosławionego papieża Jana Pawła II. To najpiękniejsze narodowe chwile, jakich Pan Bóg pozwala nam doświadczać. Jan Paweł II powiedział wprawdzie, że czuje się cały ogarnięty przez Boga, ale dzisiaj to ogarnięcie jest jeszcze mocniejsze i większe i nazywa się świętością.

2014-04-22 14:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

RŚA: Kościół angażuje się w budowanie pokoju i zwalczanie koronawirusa

2020-07-30 20:37

[ TEMATY ]

Kościół

koronawirus

Republika Środkowoafrykańska

Vatican News

Wzywamy wszystkich wierzących i ludzi dobrej woli do zaangażowania się na rzecz budowy i rozwoju wolności społecznej, ekonomicznej, politycznej i religijnej w naszym kraju – piszą biskupi Republiki Środkowoafrykańskiej w komunikacie po zakończeniu kolejnej sesji plenarnej episkopatu.

Hierarchowie ze smutkiem przypominają o przedłużającym się braku stabilizacji politycznej w kraju, gdzie wciąż notuje się wiele napięć pomiędzy wspólnotami chrześcijańskimi i muzułmańskimi oraz wiele aktów przemocy ze strony uzbrojonych grup rebelianckich. Jednocześnie przyznali, że doskonale zdają sobie sprawę z faktu, iż rozwiązanie konfliktu zbrojnego nie leży tylko po stronie wojskowej.

Dlatego wyrazili swoje zaniepokojenie co do pokojowego przeprowadzenia zbliżających się wyborów. „Przedłużające się napięcie, zbyt wiele broni w rękach ludzi, uzbrojone i często zwalczające się grupy rebelianckie, mogą wywierać wpływ na wyniki wyborów” – zaznaczyli biskupi. Do tego dochodzą jeszcze nieprawidłowości w ich przygotowywaniu.

Hierarchowie z Republiki Środkowoafrykańskiej zaznaczyli, że misją Kościoła jest towarzyszenie pokojowemu i prawidłowemu procesowi przygotowania i przeprowadzenia wyborów dlatego wezwali wszystkie zainteresowane strony do odpowiedzialności, potępiając jakąkolwiek formę przemocy.

Biskupi odnieśli się także do pandemii koronawirusa podkreślając, że tylko wzajemna współpraca i solidarność może pomóc w jego przezwyciężeniu. „Domagamy się także większej przejrzystości w rozdzielaniu funduszy, które są przeznaczane na zwalczanie wirusa i ubolewamy z powodu braku odpowiednich struktur w naszym kraju, które służyłyby osobom zarażonym”.

CZYTAJ DALEJ

Francja: nocna straż młodych katolików przed kościołami

2020-07-29 17:32

[ TEMATY ]

Francja

prześladowania

facebook.com/ProtageTonEglise

We Francji coraz częściej dochodzi do ataków na kościoły i aktów profanacji. Dwóch młodych francuskich katolików, Gauthier i Guillaume, postanowiło działać. Razem z przyjaciółmi zaczęli czuwać nocą przed świątyniami, aby odstraszyć potencjalnych agresorów. Z czasem przyłączali się do nich inni. Tak powstał ruch Protège ton église (Chroń swój kościół), do którego należą dziś setki młodych katolików. Organizacja działa już w Paryżu, Nantes, Nicei i wielu innych francuskich miastach.

„Obserwatorzy” to zazwyczaj ludzie młodzi. Najstarsi z nich mają około trzydziestu lat. Większość studiuje, ale są i tacy, którzy pracują lub prowadzą własne firmy. „W naszej działalności chodzi przede wszystkim o pokazanie, że nie jesteśmy obojętni i że Francja jest w stanie chronić swoje dziedzictwo i korzenie” – powiedział Gauthier.

Trzon organizacji stanowią katolicy, ale zdarzają się wśród nich także wyznawcy innych religii. „Zależy nam jedynie żeby byli to ludzie zrównoważeni, dojrzali, których nie poniosą emocje i nie dojdzie np. do bijatyki z wandalami” – wyjaśnia Gauthier. Organizują się przez internet. Po akcji wrzucają na media społecznościowe zdjęcia z nocnych czuwań. Starają się jednak nie pokazywać twarzy. Chcą w ten sposób uniknąć agresywnych komentarzy w sieci lub konfrontacji z niedoszłymi wandalami.

Organizacja Chroń swój kościół dzieli się informacjami z paryskim l'Observatoire de la christianophobie (Obserwatorium chrystianofobii), które skrupulatnie dokumentuje działania antychrześcijańskie we Francji. „Nie ochronią fizycznie ponad 40 tys. kościołów w naszym kraju. Ich działania są symboliczne, pomagają budzić sumienia i uświadamiać ludziom zagrożenia” – powiedział Guillaume de Thieulloy, założyciel Obserwatorium.

Ich misja pokazuje także, że Francja nie jest tak zlaicyzowanym krajem, jakby się wydawało. Chrześcijaństwo jest wciąż żywe i to głównie dzięki ludziom młodym. Widać to nie tylko podczas nocnych czuwań, ale także choćby w demonstracjach pro-life czy wsparciu dla prześladowanych chrześcijan.

Protège ton église przyjmuje wciąż nowych członków, a tych, którzy nie mogą uczestniczyć w czuwaniach prosi, aby przyłączyli się do nich poprzez modlitwę. „Módlcie się za nas, ale także za tych, którzy dopuszczają się profanacji, o ich nawrócenie, bo jest tak jak powiedział Jezus: oni «nie wiedzą co czynią»” – powiedział Gauthier.

Organizacja ma swojego patrona. Jest nim błogosławiony Noël Pinot, który został aresztowany podczas tajnej Mszy w czasie rewolucji francuskiej. Idąc na szafot miał jeszcze na sobie szaty liturgiczne. Świadkowie zeznali, że wchodząc po schodach na zgilotynowanie, recytował słowa wypowiadane przez kapłana na początku Mszy (przed reformą liturgiczną): „introibo ad altare Dei” („przystępuję do ołtarza Bożego”).

CZYTAJ DALEJ

WHO promuje aborcję farmakologiczną jako nieinwazyjną metodę leczenia

2020-08-03 11:00

[ TEMATY ]

aborcja

Trwająca pandemia została wykorzystana przez Światową Organizację Zdrowia jako pretekst do promowania aborcji farmakologicznej.

WHO opublikowała poszerzoną wersję wydanego w marcu przewodnika, w którym zaleca państwom utrzymanie „kluczowych usług", pomimo ograniczeń nakładanych w związku z koronawirusem. Wśród tych „usług", w rozdziale dotyczącym „praw reprodukcyjnych i seksualnych" wymieniona została „bezpieczna aborcja". WHO otwarcie zachęca kobiety planujące dokonanie aborcji do samodzielnego przeprowadzenia jej w domu z użyciem środków poronnych, wpisanych zresztą przez Organizację na listę „kluczowych leków". Nie wspomina przy tym o zagrożeniach dla zdrowia i życia związanych z tą praktyką. WHO zaleca także, by władze państw rozważyły zniesienie części ograniczeń, które utrudniają nie tylko dostęp do aborcji, ale także sprowadzanie środków medycznych wywołujących poronienie.

W rozdziale poświęconym opiece prenatalnej oraz zdrowiu matki i dziecka, WHO promuje tzw. „bezpieczną aborcję” w pełnym zakresie przewidzianym przez prawo, zasłaniając się argumentem, że pandemia nie może być pretekstem do uniemożliwienia kobietom korzystania z ich „praw”. Już samo to stwierdzenie stoi w sprzeczności z obowiązującym prawem międzynarodowym, które nie uznaje istnienia „prawa do aborcji”, a wręcz przeciwnie – chroni życie, także w fazie prenatalnej. Jak podkreśla dr Antonella Lavelanet, przedstawiciel WHO ds. zdrowia okołoporodowego, a jednocześnie ds. walki z „niebezpieczną” aborcją, sprzęt oraz obsługa medyczna potrzebne do przeprowadzenia aborcji nie różnią się od tych, wymaganych przy innych zabiegach ginekologicznych, dlatego też kobiety, jej zdaniem, powinny mieć zapewniony dostęp do nich pomimo pandemii. Zaznacza też, że brak dostępu do generalnego znieczulenia, antybiotyków i innych tego typu środków nie może być przeciwwskazaniem do zabójstwa prenatalnego. Ponadto wskazuje, że w przypadku braku wykwalifikowanego do dokonania aborcji personelu, można rozważyć zlecanie wykonywania aborcji innym pracownikom służby zdrowia.

Jednakże, mając na uwadze wprowadzone w związku z COVID – 19 obostrzenia, dr Antonella Lavelanet stwierdza równocześnie, że dla wygody pacjentek dobrym rozwiązaniem miałoby być wdrażanie telemedycyny, celem wypisywania e-recept na środki, konieczne do przeprowadzenia aborcji farmakologicznej w warunkach domowych. Wyrazem tego stanowiska WHO jest wzmianka w przewodniku o potrzebie minimalizowania wizyt w placówkach na rzecz teleporad oraz, gdy to możliwe, samobadania i samodzielnego wykonywania pewnych czynności medycznych, w tym promowanej przez WHO aborcji farmakologicznej. Ponadto WHO rekomenduje, by państwa dostosowały prognozowane regulacje w zakresie produktów medycznych i ich dostaw, wobec przewidywanego wzrostu zapotrzebowania na środki niezbędne do przeprowadzenia aborcji farmakologicznej.

WHO promuje aborcję farmakologiczną jako nieinwazyjną metodę leczenia i zaleca rozważenie stosowania jej w ramach „bezpiecznej aborcji” do 12 tygodnia, a w niektórych przypadkach nawet do 24 tygodnia ciąży. Organizacja upatruje zagrożenia dla życia matek i dzieci w niechcianych, „dodatkowych” ciążach, które będą miały miejsce w związku z ograniczeniami w zakresie wykonywania aborcji w czasie pandemii. Nie wspomina o realnych negatywnych skutkach, jakie niesie za sobą aborcja farmakologiczna.

Światowa Organizacja Zdrowia oraz inne instytucje popierające aborcję, przedstawiają metodę farmakologiczną jako, rzekomo, znacznie łatwiejszą i mniej dolegliwą alternatywę zabójstwa prenatalnego. Ta dezinformacja prowadzi do tego, że kobiety rozważające poddanie się aborcji farmakologicznej nie są konfrontowane z rzetelnymi faktami na temat jej możliwych skutków. Co za tym idzie, kobieta może doznać dotkliwej traumy, chociażby z tego względu na to, że nie ma pod ręką opieki medycznej w razie wystąpienia nieprzewidzianych objawów, a z wszelkimi konsekwencjami poronienia musi poradzić sobie sama. Jak wskazują statystyki, niemal 1/4 zgłoszonych przypadków aborcji farmakologicznej, które wywołały objawy zagrażające zdrowiu kobiety, zakończyła się hospitalizacją, w związku z ciężkimi infekcjami lub koniecznością przetoczenia krwi. Były wśród nich również przypadki śmiertelne.

Niektóre państwa europejskie, jak Wielka Brytania i Francja, wdrożyły już zalecenia WHO odnośnie umożliwienia kobietom dokonywania aborcji w czasie pandemii. Organizacje proaborcyjne usilnie dążą do tego, aby aborcja, również w innych krajach, została uznana za usługę niezbędną, gdyż, ich zdaniem, w większości państw nie jest ona traktowana priorytetowo i z tego względu zawieszono jej wykonywanie w związku z zagrożeniem epidemiologicznym. Według organizacji proaborcyjnych, aborcja farmakologiczna jest rozwiązaniem służącym poprawie sytuacji zdrowotnej w państwach na szeroką skalę, w tym doraźnie, w dobie COVID – 19.

„Twierdzenia o pozytywnym wpływie aborcji na zdrowie kobiet nie znajdują uzasadnienia w faktach. Jak już wykazaliśmy w kompleksowej analizie, legalizacja aborcji wcale nie przyczynia się do spadku śmiertelności kobiet, a w niektórych państwach zachodzi wręcz odwrotna korelacja. Aborcja farmakologiczna, poza tym, że stanowi śmiertelne zagrożenie dla poczętego dziecka, jest również niebezpieczna dla przeprowadzających ją kobiet. Powoduje liczne skutki uboczne, a jej następstwa często wymagają hospitalizacji. Wszelkie działania ze strony organizacji międzynarodowych zmierzające do popularyzacji aborcji na globalną skalę są z gruntu sprzeczne z obowiązującym prawem międzynarodowym i wartościami, na których zostało ono zbudowane. System ochrony praw człowieka powstał właśnie po to, by chronić ludzi i ich prawa do życia, także tych najmłodszych i najbardziej bezbronnych przed przemocą i nadużyciami” – podkreśla Karolina Pawłowska, Dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję