Reklama

Widziane z Brukseli

Widziane z Brukseli

Pokój w Europie

Obchodzimy kolejną rocznicę zakończenia II wojny światowej. Na początku maja 1945 r. odpowiedzialne za zbrodnie wojenne państwo niemieckie bezwarunkowo skapitulowało. Pięć lat później powstała Wspólnota Europejska, będąca prototypem dzisiejszej Unii Europejskiej. Jej głównym celem były wzajemna współpraca i utrzymanie pokoju w Europie. W 2012 r. wysiłki UE docenił komitet w Helsinkach, przyznając jej Pokojową Nagrodę Nobla. Nagroda ta wzbudziła wiele kontrowersji, gdyż pomimo że przez tyle lat nie doszło do wybuchu kolejnego konfliktu zbrojnego w Europie, cały czas na naszym kontynencie nie ma gwarancji pokoju. Posłowie w Parlamencie Europejskim zwracali uwagę na istniejącą między krajami południa i północy Europy wrogość, przywołując poważne napięcia między Grecją a Niemcami. Skutkowały one dużymi manifestacjami ulicznymi w Grecji i deprecjonowaniem kanclerz Angeli Merkel. Zachodni komentatorzy zwracali uwagę, że Norwegia, gdzie zapadła decyzja o Pokojowej Nagrodzie Nobla dla UE, sama nie należy do wspólnoty i dwukrotnie w referendach, w 1972 i 1994 r., odrzuciła członkostwo w niej. Unia Europejska tworzy obecnie własne siły zbrojne w ramach Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony. Europejskie formacje wojskowe mają być alternatywą dla Paktu Północnoatlantyckiego. Oficjalnie mają one wzmacniać NATO, lecz faktycznie mogą doprowadzić do konfrontacji. W obliczu zdestabilizowanej sytuacji na Ukrainie i agresywnej postawy Rosji nie można brać pod uwagę zaangażowania się europejskich sił zbrojnych w ten konflikt. Również NATO nie przewiduje interwencji zbrojnej na Ukrainie. Unia stosuje sankcje wobec Rosji, ale nie ma wśród jej członków jednomyślności, gdyż niektóre państwa, tak jak Niemcy, mają w Rosji osobne interesy gospodarcze. Po przyznaniu Unii Europejskiej Pokojowej Nagrody Nobla przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy powiedział: „Tajną bronią UE jest to, że kraje mają tak powiązane interesy, iż wojna między nimi staje się właściwie niemożliwa”. Czy jednak Rosja nie jest zdeterminowana, by te interesy rozluźnić i przeciąć? A jeśli tak, to jest już więcej niż pierwszy krok do zburzenia pokoju w Europie.

* * *

Mirosław Piotrowski
Poseł do Parlamentu Europejskiego, profesor WSKSiM i KUL, kierownik Katedry Historii Najnowszej KUL, założyciel i kierownik Europejskiego Instytutu Studiów i Analiz

2014-05-06 15:06

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biskup stróżem Tajemnic miłości Boga i godności człowieka

Niedziela przemyska 41/2017, str. 4

[ TEMATY ]

wspomnienia

bp Kazimierz Ryczan

bp Ryczan

Bożena Sztajner/Niedziela

Bp Kazimierz Ryczan. Rekolekcje Bożogrobców na Jasnej Górze, 2015 r.

Bp Kazimierz Ryczan. Rekolekcje Bożogrobców na Jasnej Górze, 2015 r.

W katedrze kieleckiej 19 września odbyły się uroczystości pogrzebowe śp. biskupa seniora kieleckiego Kazimierza Ryczana, syna ziemi przemyskiej. Mszy św. przewodniczył abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski, homilię wygłosił arcybiskup senior Józef Michalik. Bp Kazimierz Ryczan został pochowany w krypcie biskupów kieleckich. W tym numerze „Niedzieli Przemyskiej” zamieszczamy tekst homilii abp. Józefa Michalika

Życie człowieka jest wędrówką poprzez różne sytuacje i wydarzenia, wśród których nieustannie czegoś się uczymy i jednocześnie zdajemy nasz ludzki egzamin. Św. Paweł przypomniał nam, że „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie” (Rz 14,7), a chrześcijanin dopowie z wiarą, że żyjemy dla Pana… i umieramy dla Pana, bo w życiu i śmierci należymy do Pana.

Życie człowieka wierzącego to radość i nadzieja poruszania się w obecności Bożej; stąd, z tego niezwykłego źródła każdy człowiek ma szansę czerpać mądrość i moc, odwagę i optymizm w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Jakże inaczej wyglądałyby relacje ludzkie i życie narodów, gdybyśmy tak naprawdę, realnie aż do końca żyli w obecności Bożej i pamiętali, że „Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga… i każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu” (Rz 14,10).

Przyjął zaproszenie Chrystusa

Wiem, że mówienie o odpowiedzialności sumienia i o tym, że będziemy musieli zdać sprawę Bogu z myśli i czynów, z pragnień i dokonań naszego życia, nie należy do tematów popularnych. Ale czy można pominąć rzeczywistość śmierci, gdy otaczamy trumnę kogoś bliskiego, komu dziś ofiarujemy nasz czas, nasz trud obecności i naszą modlitwę?

Dobrze, że tu dziś jesteśmy, bo Pan Jezus chce nam, żyjącym, powiedzieć coś szczególnie ważnego. Jak słyszeliśmy przed chwilą, chce odkryć pewną tajemnicę „zakrytą przed mądrymi i roztropnymi, a objawi ją prostaczkom”, ludziom prostego serca (por. Mt. 11,25). Tą tajemnicą jest wiedza o Bogu, którego nie zna nikt tylko Boży Syn. On chce nam powiedzieć, że Bóg jest Ojcem, owszem, osądza nas i czyny nasze, ale z wyrozumiałością Ojca. Jakże ufnie brzmi Chrystusowa zachęta: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię… uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie…” (tamże). To zaproszenie Chrystusa dociera do wszystkich, ale w szczególny sposób przyjmuje je kapłan, traktując je jako osobiste zadanie. Fascynacja Ojcostwem Boga i nieustanne szukanie z Nim kontaktu, to chyba największa radość kapłańskiego życia. Odczuć bliskość tej Miłości i dzielić się nią z ludźmi, to wprowadzać nowy porządek w świecie oparty o trwały fundament nadprzyrodzoności wpisanej w doczesność.

Śp. bp Kazimierz Ryczan wiedział, że zostać uczniem Chrystusa, oznacza przyjąć zaproszenie do przynależenia do rodziny Bożej, do życia zgodnego z Jego sposobem życia, bo „Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest mi bratem, siostrą i matką” (Mt 12,50). Przez całe życie budował Boży dom, a drzwi tego domu; domu jego serca były szeroko otwarte dla kapłanów i wszystkich ludzi, braci i sióstr, którym służył swoją dyspozycyjnością, posługą słowa i posługą sakramentów. Budować wspólnotę było przecież hasłem jego pasterskiego posługiwania: „In vinculo communionis”.

Ziemia patriotów

Ks. prof. Kazimierz Ryczan przyszedł do posługi biskupa kieleckiego z żywego środowiska nauki i kultury chrześcijańskiej, jakim jest w Polsce od stu lat KUL. Święcenia biskupie przyjął w katedrze kieleckiej i umocniony modlitwą i opieką tutejszej Pani Łaskawej podjął dziedzictwo posługi swoich wielkich poprzedników: biskupa Stanisława Szymeckiego i biskupa męczennika Czesława Kaczmarka, który stał się na wieki przestrogą i demaskatorem zafałszowania ateistycznej ideologii komunizmu, a każda ideologia nie wie, że prawda o niewinności i męczeństwie człowieka przebije się przez największe zakłamania, manipulacje i przemoc propagandy.

Ziemia kielecka to zresztą „pars maior et melior Polski” i chrześcijaństwa w Ojczyźnie naszej. Tu przecież leży prastara Wiślica z uśmiechniętą Łokietkową figurą Matki i Królowej Maryi, to przecież ziemia Jana Długosza, błogosławionych biskupów Wincentego Kadłubka i  Jerzego Matulewicza, ziemia Tadeusza Kościuszki, Sienkiewicza i Żeromskiego. To przecież środowisko kieleckie wydało wybitnych naukowców, z których wielu ciągle twórczo ubogaca rodzimą kulturę, a spośród zmarłych wymienię wybitnego sprzed wojny jeszcze prekursora naukowej i owocnej duszpastersko homiletyki ks. Zygmunta Pilcha – twórcy „Przeglądu Homiletycznego”.

Ks. Prof. Kazimierz Ryczan przyszedł do Kielc z KUL-u, gdzie pracował naukowo, pełniąc też z oddaniem funkcje służebne, jako dyrektor konwiktu księży studentów oraz dziekan Wydziału Teologicznego, ale wyrastał w środowisku przemyskim, które od dawna żyło atmosferą umiłowania Kościoła i Ojczyzny, ożywianą w trudnych czasach przez św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara i przez wychowawczą pracę rektora Seminarium bł. ks. Jana Balickiego czy też niezłomnego budowniczego kościołów abp. Ignacego Tokarczuka.

Naukowiec

Kazimierz Ryczan urodził się w Żurawicy k. Przemyśla (10 lutego 1939 r.), jako drugi z trzech synów Stanisława i Joanny. Jego śp. matka wyznała kiedyś: „Od jego poczęcia wiedziałam, że Bóg chce go mieć dla siebie”, bo lekarz uważał, z racji na poważną chorobę, że Kazimierz nie powinien się urodzić. Tak się złożyło, że w tej pobożnej, żurawickiej rodzinie Pan Bóg upatrzył sobie i powołał do kapłaństwa także jego drugiego brata, Józefa.

Życiorys Kazimierza jest prosty, charakterystyczny dla jego czasu: matura i wstąpienie do Seminarium Duchownego w Przemyślu, potem 2-letnia przerwa na służbę wojskową (jednostka artyleryjska w Morągu); 16 kwietnia 1963 r. święcenia kapłańskie w katedrze przemyskiej z rąk bp. Franciszka Bardy, wikariaty w dwóch parafiach, studia na KUL (teologia pastoralna). Następnie przez pięć lat jest duszpasterzem akademickim w Rzeszowie i profesorem w WSD w Przemyślu, a potem znów wraca na KUL jako asystent w Instytucie Pastoralnym i równocześnie kontynuuje pracę naukową (doktorat, stypendia naukowe w Instytucie Katolickim w Paryżu i w Belgii, w Leuven), uwieńczoną habilitacją. Nominacja na biskupa nie przerwie pracy profesorskiej. Wykaz jego publikacji jest imponujący. Widać też, że wiele czasu, sił i serca poświęcał młodym adeptom nauki. Dla studentów i szukających naukowej rady i pomocy miał zawsze czas.

Duch odwagi

Imponujący jest też kielecki dorobek kaznodziejski biskupa Kazimierza. Także jako biskupi czekaliśmy na jego mądre, przemyślane i pełne treści słowo. Przewodniczył naszym rekolekcjom, chociaż wiązało się to z niemałym trudem. Przewodniczył ogólnopolskim pielgrzymkom ludzi Świata Pracy, jako ich duszpasterz. Przez wiele lat był też przewodniczącym Rady Episkopatu ds. Społecznych, członkiem Rady Stałej oraz innych gremiów. We współpracy ten mocny człowiek odznaczał się wielkim taktem, kulturą bycia i gotowością do pomocy. W trudnym okresie zdecydowanie bronił Radia Maryja i Telewizji Trwam, doceniając potrzebę wolnego głosu o pełnej niezależności i ortodoksji katolickiej. Często przychodziliśmy do niego po słowo mądre, treściwe i uczciwie, zgodne z prawdą. Niejednokrotnie cała Polska wsłuchiwała się w to słowo bp. Kazimierza Ryczana i była mu wdzięczna za ducha odwagi.

A przecież „wygaszanie Polski” to nie tylko wspomnienie okresu powojennego. Przecież i w ostatnich 30 latach niejednokrotnie słuchaliśmy z ust niektórych współczesnych „luminarzy”, że trzeba wygasić polskość jako przywiązanie do tradycji, że trzeba zerwać z chrześcijańską kulturą narodu. Ze zgrozą czytaliśmy w pewnych, zdawałoby się uczciwych pismach, że „Polska to nienormalność”, że „polskość to polskie piekło”, które zresztą sami autorzy gorliwie rozpętywali. Bólem napełniały nas manipulacje i walki z krzyżem, a także kłamstwa i antyklerykalna propaganda, za wszelką cenę próbująca usunąć obecność Boga i Bożego prawa z życia społecznego w Europie i w Ojczyźnie naszej. Potrzebny był wtedy i potrzebny jest zawsze – ludziom i narodom – proroczy głos św. Jana Pawła II i sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, potrzebny i cenny był głos społecznika i pasterza bp. Kazimierza Ryczana.

W spuściźnie homiletycznej biskupa Kazimierza uderzyły mnie jednak szczególnie kazania na pogrzebach księży i ich rodziców, których jest bardzo dużo, bo tworzenie „więzów wspólnoty” (vincula communionis) biskup Kazimierz zaczynał od swoich księży. To była prawdziwa potrzeba jego serca. I nie zawiódł się na swoich kapłanach. Przekonałem się o tym i budowałem widokiem ponad setki księży kieleckich, którzy stanęli przy swoim biskupie w dniu pogrzebu jego matki w Żurawicy, a także w dniu jego Złotego Jubileuszu kapłaństwa w rodzinnej parafii.

Pod opiekę Pani Łaskawej

Tradycja i mądrość ludzkości kazała szczególnie cenne skarby chronić przed wrogiem – najbezpieczniej zakopywano je w ziemi. Ciało człowieka, które było mieszkaniem duszy, więcej, mieszkaniem Ducha Świętego, także składamy do ziemi. Ono nie przepadnie, oczekuje zmartwychwstania. Ciało biskupa Kazimierza, który żył i umarł dla Pana, przynieśliśmy do katedry, „jego kościoła” pod opiekę Pani Łaskawej, którą tak czcił, tak chętnie odwiedzał i głosił Jej chwałę. Niech mu wyprasza łaskawość miłosierdzia Zbawiciela, niech w nim rozpozna miłość swego Syna, do którego upodabniał się całym życiem, a przecież i Pan Jezus chciał go do siebie upodobnić przez krzyż choroby i cierpienia, zwłaszcza ostatnich lat i dni.

Razem ze śp. biskupem Kazimierzem módlmy się do Matki Najświętszej:
Gdy kres dni przede mną stanie,
Przez Twą Matkę dojść mi Panie,
Do zwycięstwa palmy daj.

Matko Syna zrodzonego,
Co dla dobra cierpiał mego,
Ze mną się podzielić chciej.

W ogniu Panno niech nie płonę,
Ty mnie w swoją weź obronę,
Gdy nadejdzie sądu gniew.

Krzyż Chrystusa niech mnie broni,
Niech mnie Jego śmierć osłoni,
I otworzy łaski zdrój.

Kiedy umrze moje ciało,
Obleczona wieczną chwałą,
Dusza niech osiągnie raj. Amen.

CZYTAJ DALEJ

KGP: kierowcy nie muszą mieć przy sobie prawa jazdy; obowiązek jego posiadania mają obcokrajowcy

2020-12-04 07:15

[ TEMATY ]

prawo jazdy

Adobe Stock

Od soboty polscy kierowcy nie będą mieli obowiązku posiadania przy sobie prawa jazdy podczas kontroli. Policjant sprawdzi, czy kierowca posiada uprawnienia za pośrednictwem informatycznego systemu centralnej ewidencji kierowców - poinformował komisarz Robert Opas z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. Dodał, że obowiązek posiadania prawa jazdy nadal dotyczyć będzie obcokrajowców.

Jak przekazał komisarz Robert Opas, od soboty wchodzą życie przepisy, które znoszą obowiązek posiadania prawa jazdy. "Policjant podczas kontroli sprawdzi, czy kierowca posiada uprawnienia za pośrednictwem informatycznego systemu centralnej ewidencji kierowców" - powiedział policjant.

Wskazał, że zmiany w przepisach przyniosą przede wszystkim oszczędność czasu i uproszczą procedurę kontroli drogowej. "Prawo jazdy będzie można zostawić w domu i plastikowego dokumentu nie trzeba będzie okazywać funkcjonariuszowi dokonującymi kontroli" - podkreślił.

Zaznaczył, że osoby, które będą próbowały wprowadzić w błąd policjantów podając fałszywe dane lub nie będą chciały ich podać, mogą się spodziewać konsekwencji prawnych. "Takie zachowanie może dać podstawę do zatrzymania przez policjantów i doprowadzenia do najbliższej jednostki policji, w celu ustalenia danych osobowych" - poinformował dodając, że w takiej sytuacji zatrzymanie osoby następuje na podstawie kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.

"Należy więc pamiętać, że chociaż nie musisz mieć przy sobie dokumentu tożsamości, to masz prawny obowiązek przekazać prawdziwe dane, takie jak imię i nazwisko czy adres zamieszkania" - dodał.

Przekazał również, że z braku posiadania prawa jazdy będą mogli skorzystać jedynie osoby posiadające krajowe prawo jazdy. "Obcokrajowcy wjeżdżający na teren Polski muszą pamiętać, że ich nadal obowiązuje obowiązek posiadania zarówno właściwego prawa jazdy, jak i dowodu rejestracyjnego i potwierdzenia aktualnego ubezpieczenia OC" - tłumaczył.

Zachęcił także wszystkich kierowców do sprawdzenia swoich danych w systemie informatycznym na stronie rządowej https://www.gov.pl/web/gov/sprawdz-uprawnienia-kierowcy. Na stronie powinny znaleźć się takie informacje, jak dane z prawa jazdy lub pozwolenia na kierowanie tramwajem, data ważności dokumentu, czy status dokumentu, np. czy dokument jest zatrzymany.

Jak wcześniej informował resort cyfryzacji, razem ze zmianą przepisów od soboty w aplikacji mObywatel pojawi się mPrawo Jazdy, które zastąpi dokument uprawniający do kierowania pojazdem mechanicznym.

Aplikacja mPojazd jest odzwierciedleniem danych z dowodu rejestracyjnego, polisy OC i karty pojazdu. Z tego rozwiązania - jak wskazał resort - "mogą korzystać właściciele i współwłaściciele pojazdów, więc wszyscy ci, którzy są zarejestrowani w Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEP) jako posiadacze samochodów, motorów, skuterów, itd.".

Dodano, że usługa pokazuje informacje o obowiązkowym ubezpieczeniu OC pojazdu – w tym nazwę ubezpieczenia, serię i numer polisy, okres ubezpieczenia oraz jego wariant. Ponadto - jak czytamy – aplikacja na 30 dni przed terminem wygaśnięcia OC lub przed końcem ważności badania wyświetli komunikat z przypomnieniem. W mPojeździe - jak dodano - są także dane takie jak: marka i model, rok produkcji, numer rejestracyjny, numer VIN, termin badania technicznego. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Kard. Cantalamessa: w pandemii trzeba ponownie mówić o śmierci

2020-12-04 14:22

[ TEMATY ]

Cantalamessa

flickr.com

Jak napisał Grzegorz Wielki, Bóg czasami uczy nas słowami, a niekiedy poucza nas również faktami. Dziś takim wydarzeniem, przez które przemawia do nas Bóg jest pandemia koronawirusa. Przypomniała ona całej ludzkości, że wszyscy jesteśmy śmiertelni – mówił do Franciszka i członków Kurii Rzymskiej kard. Raniero Cantalamessa.

Medytacji o śmierci kaznodzieja domu papieskiego poświęcił pierwsze z trzech rozważań adwentowych. Ze względów sanitarnych, wygłosił je wyjątkowo w Auli Pawła VI. Włoski kapucyn przypomniał, że refleksja nad śmiercią odegrała istotną rolę w pierwszej ewangelizacji. Jego zdaniem dziś znów może pomóc w ponownej ewangelizacji świata.

Kard. Cantalamessa zauważył, że o śmierci można mówić na dwa sposoby: kerygmatyczny, głosząc zwycięstwo Chrystusa, albo mądrościowy, w którym refleksja nad śmiercią skłania nas do dobrego życia. Dziś papieski kaznodzieja skupił się na tym sapiencjalnym podejściu, które jest obecne we wszystkich kulturach, i należy też do tradycji chrześcijańskiej. Wyrazem tego jest zarówno modlitwa Psalmu 90: „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca”, jak i zawołanie trapistów: „memento mori – pamiętaj o śmierci”.

Kard. Cantalamessa zauważył, że nieuniknioność śmierci jest oczywista dla wszystkich, do tego stopnia, że Martin Heidegger definiował człowieka właśnie jako bycie ku śmierci. Tym niemniej człowiek może swoim postępowaniem zagłuszyć w sobie ten nieunikniony koniec swego życia.

„Groziło nam, że na fali postępu technicznego i zdobyczy naukowych, mogliśmy się upodobnić do człowieka z przypowieści, który powiedział sobie: «Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!» (Łk 12, 19). Aktualny kataklizm przypomniał nam, jak niewiele może człowiek planować i decydować o swej przyszłości, jeśli nie ma w nim wiary. (...) Jak wiele wojen, jak wiele okrucieństw dałoby się uniknąć na ziemi, gdyby ludzie gwałtowni i ci, którzy uciskają narody pomyśleli, że również oni już niebawem będą musieli umrzeć – powiedział kard. Cantalamessa. – Patrzenie na życie z punktu widzenia własnej śmierci, w sposób nadzwyczajny pomaga nam żyć dobrze. Zasmucają cię problemy i trudności? Wybiegnij ku przyszłości, popatrz na to z właściwej perspektywy, z twojego łoża śmierci. Jak byś wtedy chciał się zachować? Jakie znaczenie przywiązywałbyś do tych rzeczy? Wiedziesz z kimś w konflikt? Spójrz na to z twojego łoża śmierci. Co być chciał wtedy zrobić: zwyciężyć czy upokorzyć się? Postawić na swoim czy przebaczyć? (...) Siostra śmierć jest naprawdę naszą starszą siostrą i dobrym pedagogiem. Uczy nas tak wiele, jeśli tylko umiemy pilnie jej wysłuchać. Kościół nie lęka się posłać nas do jej szkoły”.

Kard. Cantalamessa zauważył, że refleksja o śmierci jest jedyną bronią, którą można się dziś posłużyć, by wyrwać z odrętwienia nasze nasycone społeczeństwo. Dlatego, jest on przekonany, że ponownie może ona odegrać ważną rolę w ewangelizacji i że Bóg chce od swych proroków, by głosili dziś przemijalność tego świata, bo „On kocha swoje dzieci i nie chce, by jak owce byli gnani do Szeolu, by pasła ich śmierć (por. Ps 49, 15)”.

Kaznodzieja Domu Papieskiego zastrzegł, że nie chodzi tu o przywrócenie lęku przed śmiercią, bo Jezus przyszedł nas tego lęku wyzwolić.

„Trzeba jednak zaznać tego lęku, aby zostać z niego wyzwolonym. Jezus przyszedł nauczyć lęku przed śmiercią wieczną tych, którzy znali jedynie lęk przed śmiercią doczesną. Śmierć wieczna! Śmierć druga, jak ją nazywa Apokalipsa. Tylko ona zasługuje na miano śmierci, bo nie jest przejściem, paschą, lecz straszliwym końcem. Właśnie po to by wyzwolić ludzi od tej tragedii, musimy ponownie w naszych kazaniach mówić chrześcijanom o śmierci – powiedział kard. Cantalamessa. – Nikt nie poznał tak dobrze nowego, chrześcijańskiego oblicza śmierci chrześcijańskiej jak Franciszek z Asyżu. (...) A jednak w jego Pieśni słonecznej obok czułych słów o śmierci, pojawiają się również te najstraszliwsze: (...) «Biada tym, którzy umierają w grzechu ciężkim»”.

CZYTAJ DALEJ
NIE PRZEGAP
#NiezbednikAdwentowy

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję