Reklama

Z kard. Augustem Hlondem służymy Polonii

2014-05-07 15:35

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 19/2014, str. 2-3

Ks. Robert Gołębiowski

Z ks. Ryszardem Głowackim SChr, o założycielu zgromadzenia, rozmawia ks. Robert Gołębiowski

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – Księża chrystusowcy wypełniają wiernie charyzmat zgromadzenia ofiarowany przez sługę Bożego kard. A. Hlonda. Wskażmy może na najważniejsze rysy tej misji oraz osobowości kandydata na ołtarze.

KS. RYSZARD GŁOWACKI SCHR: – Zacznę od ważnej refleksji. Wiele lat pełniłem misję duszpasterza emigracyjnego, od kilku miesięcy z racji wyboru na głównego przełożonego miałem także okazję odwiedzić już niektóre nasze placówki rozsiane na różnych kontynentach. Z pełną świadomością mogę stwierdzić, że słowa kard. A. Hlonda: „Na wychodźstwie polskie dusze giną” były aktualne wówczas i do tej pory nie straciły na wartości. Rozrost polskiej emigracji, jej aktualne problemy potwierdzają te słowa, a kard. Hlonda stawiają w roli proroka doskonale przewidującego z wielkim wyprzedzeniem zagrożenia dla naszej Polonii. Jednocześnie analiza współczesnych zagrożeń, dotykających naszych rodaków na obczyźnie, wskazuje na ogromną potrzebę pracy duszpasterskiej w tych środowiskach duchowych synów kard. A. Hlonda, a moich współbraci. Z jednej strony widać z tego obrazu, że nie zabraknie nam na długo pracy, a z drugiej strony trzeba się modlić, by nie zabrakło nam rąk do tej pracy. Dlatego tak ważną kwestią dla duchowości zgromadzenia byłaby beatyfikacja naszego założyciela, o co zabiegamy od lat. Jesteśmy na etapie „Positio”, w którym bardzo dokładnie ukazano święte życie kardynała i heroiczność jego cnót. Już niedługo odwiedzę w Rzymie Kongregację Spraw Kanonizacyjnych, by kontynuować prace w procesie beatyfikacyjnym. Jednocześnie tą drogą pragnę podziękować metropolicie szczecińsko-kamieńskiemu abp. Andrzejowi Dziędze za wielką troskę wkładaną w modlitwę i wszelkie poczynania, jak chociażby sympozja naukowe, które mają doprowadzić do beatyfikacji sługi Bożego kard. A. Hlonda.

– W tym kontekście zauważmy również pokorną postać o. Ignacego Posadzego, którego 30-lecie śmierci obchodziliśmy w styczniu.

– W związku z tym jubileuszem wydaliśmy książkę w formie audiobooku: „Drogą Pielgrzymów”, którą o. Ignacy napisał po swojej podróży niemal misyjnej po Brazylii, dokąd został wysłany przez kard. Hlonda w celu zakładania zgromadzenia. Opisuje w niej swoje wrażenia z odwiedzin miejsc, do których na przełomie XIX i XX wieku docierali Polacy w poszukiwaniu pracy i stabilizacji życiowej. Czytałem tę książkę wiele lat temu, gdyż należy do kanonu naszych lektur, ale teraz słuchałem jej z radością na nowo i z tą myślą, że ta misja, jaką ma nasze zgromadzenie w Kościele, potwierdza się po raz kolejny. Gdy patrzymy na postać o. Ignacego to należy przede wszystkim wśród wielu cech jego charakteru docenić jego odwagę. Był księdzem diecezjalnym, sprawdzał się jako duszpasterz i katecheta, był bardzo zaangażowany również w życie literackie przez wiele publikacji, jednak, gdy przychodzi prośba kard. A. Hlonda: „Będziesz zakładał nowe zgromadzenie zakonne, będziesz jego pierwszym nowicjuszem i przełożonym”, mówi bardzo odważnie tak! W tej pozytywnej odpowiedzi wyłania się także jego ogromna postawa prokościelna, która może być przykładem dla naszych współczesnych czasów. O. Ignacy doskonale rozumiał Kościół, posłuszeństwo i rolę biskupa, który profetycznie przewidział, jak ważne będzie duszpasterstwo wśród Polonii na rożnych kontynentach. Nasze zgromadzenie wraz z siostrami misjonarkami Chrystusa Króla podjęło decyzję o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego o. Ignacego Posadzego, by w ten sposób poprosić o potwierdzenie przez Kościół heroiczności jego cnót.

–Księża chrystusowcy pracują na wszystkich kontynentach. Jednak szczególny akcent tej posługi wiąże się niewątpliwie z liczną emigracją zarobkową Polaków do Europy Zachodniej i na Wyspy Brytyjskie. Jakie są tam obecnie priorytety pracy kapłańskiej?

– W naszej strukturze istniejących prowincji nie zmieniło się nic, ale rzeczywiście, mocny akcent od dłuższego czasu kładziemy na środowiska, gdzie diametralnie przybyło naszych rodaków. Są to kierunki dotyczące Wielkiej Brytanii oraz Irlandii i Irlandii Północnej. W październiku ub.r. ks. Stanisław Hajkowski SChr został mianowany rektorem Polskiej Misji Katolickiej w Irlandii z siedzibą w Dublinie. Dodajmy do tego stałe, duże skupiska Polonii w Niemczech i Holandii. Podczas ostatniej Kapituły Generalnej poświęciliśmy większość czasu kwestii nowej ewangelizacji. Musimy wypracowywać nowe drogi w docieraniu z przekazem ewangelicznym do Polaków. Posłużę się jednym przykładem, który ilustruje potrzebę odkrywania nowych dróg duszpasterskich. Mówimy o ogromnej rzeszy rodaków w Anglii, jednak nasi księża tam pracujący, mówią o tym, że tylko 10% z tych, którzy tam przybyli, korzysta z polskiego duszpasterstwa! Należy zrobić wszystko, by uwrażliwić na sprawy Pana Boga jeszcze większą liczbę emigrantów z Polski. Dzisiaj pojawiło się nowe zjawisko w naszych ośrodkach polonijnych: przygotowujemy dzieci do I Komunii św. – Komunia była w Polsce, małżeństwa od strony formalnej przygotowane były w parafiach polonijnych – sakrament był zawierany w Polsce. Pracując w Brunszwiku, miałem np. w jednym roku ok. 30 par pragnących zawrzeć ślub katolicki, ale tylko dwie pary czyniły to na miejscu. Podobna sytuacja jest pod względem sakramentu chrztu. Stawia to przed nami nowe wyzwania, ale myślę, że warto docenić wysiłek pracy wszystkich kapłanów na emigracji, którzy wiele dobrego robią także dla duszpasterstwa w Polsce.

– Księża chrystusowcy związali swoją powojenną posługę z Pomorzem Zachodnim. Stąd pochodzi wiele powołań. Jaka jest obecna kondycja duchowa seminarium?

– Obecnie w seminarium jest 33 alumnów. Natomiast w nowicjacie swoje powołanie rozpoznaje 8 nowicjuszy, a kandydatów do nowicjatu jest w tej chwili trzech. Oczywiście, porównując lata poprzednie, liczby te są niewystarczające. Nie możemy mówić o kryzysie, ale jak już mówiliśmy potrzeby duszpasterstwa polonijnego zwiększyły się co najmniej dwukrotnie, dlatego zależy nam na większej liczbie kapłanów. Radością jest chociażby fakt, że mamy seminarzystów, oczywiście, z polskich rodzin, ale także z Niemiec, Brazylii i ze Wschodu a dokładnie z Ukrainy i Białorusi. Ewenementem jest pewnie to, że obecny rektor seminarium jest rodowitym Białorusinem, prefekt wychował się i chodził do szkoły w Niemczech, a ojciec duchowny był długoletnim duszpasterzem w prowincji angielskiej.

– Ksiądz Generał pochodzi ze Stargardu Szczecińskiego. Jak wygląda w perspektywie duszpasterstwo księży chrystusowców w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej?

– Jeśli Pan Bóg będzie błogosławił pracy Towarzystwa Chrystusowego w powołania, to nie przewiduję, aby w najbliższym czasie ze względu na potrzeby Polonii należało zmniejszyć wymiar personalny naszej pracy na ziemi szczecińskiej. Należy również pamiętać, że nasze zgromadzenie nie wysyła żadnego księdza od razu po święceniach za granicę. Jeżeli dany ksiądz ma być polskim duszpasterzem w jakimkolwiek zakątku świata, to on musi najpierw to polskie duszpasterstwo poznać. Archidiecezja szczecińsko-kamieńska i kilka innych miejsc w Polsce, w których znajdują się nasze placówki, to swego rodzaju poligon doświadczalny dla młodych kapłanów. Nie pragniemy więc redukować obecnego stanu naszego posiadania, bowiem ma to ogromne znaczenie dla całokształtu posługi zgromadzenia. Na emigrację wyjechało bardzo dużo osób z naszego regionu. Kieruję więc apel do młodych, a także do rodzin o nowe powołania z ziemi szczecińskiej, gdyż, idąc za cytowanym już wezwaniem kard. A. Hlonda o ginięciu polskich dusz na obczyźnie, potrzebne są wrażliwe nowe kapłańskie serca, które będą służyć rodakom.

Tagi:
zgromadzenie

Złowione przez Boga

2019-05-11 18:47

Niedziela TV

O rozeznawaniu i realizowaniu powołania z okazji Światowego Dnia Modlitw o Powołania opowiadają siostry józefitki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Lech Dokowicz podczas spotkania „Polska pod Krzyżem”: Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!

2019-09-14 14:43

ks. an / Włocławek (KAI)

"Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!” – zaapelował dziś Lech Dokowicz, jeden z organizatorów odbywającego się we Włocławku spotkania ewangelizacyjnego „Polska pod Krzyżem”. Wygłosił on konferencję pt. „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa w współczesnym świecie”.

Archiwum Lecha Dokowicza
Żyjemy w czasach, w których większość ludzi rodzi się dla piekła, a nie dla nieba – mówi Lech Dokowicz

Dokowicz przytoczył świadectwo swojego życia wspominając, że przez 20 lat pędził los emigranta. „Przebywałem w Stanach Zjednoczonych w środowisku filmowców. Poddany byłem inicjacji satanistycznej, zły duch dawał mi obietnice, co mogę zyskać, jeśli opowiem się za nim. Ale moja matka modliła się 17 lat o moje nawrócenie i w jeden dzień przeżyłem nawrócenie, przyjęła mnie wspólnota Kościoła katolickiego, poczułem moc modlitwy, bo modlili się za mnie nieznani ludzie” – rozpoczął swoją konferencję Dokowicz.

Wskazywał, że nie ma ważniejszego pytania niż to, gdzie trafimy po śmierci: do życia wiecznego czy do wiecznego potępienia. Opowiadając o pracy nad poszczególnymi filmami, mówił o wezwaniu, jakie Bóg stawia wobec człowieka. „Nakręciłem pierwszy film o prześladowaniu chrześcijan w krajach muzułmańskich. Jaką łaską jest, że każdego dnia możemy pójść do kościoła, każdego dnia możemy poprosić kapłana o spowiedź, każdego dnia karmić się Ciałem Pańskim. Wielu z nas tego nie docenia, bo ta ziemia utkana jest krzyżami, kapliczkami, świątyniami” – mówił współorganizator wydarzenia.

Lech Dokowicz nawiązał też do kryzysu, jaki przeżywa Kościół w związku z czynami pedofilskimi, jakich dopuścili się niektórzy duchowni. „Trzeba to wypalić, ale trzeba też zrozumieć, ze zły duch chce oddzielić ludzi od kapłanów, to jest wojna przeciw kapłanom, bo jak ludzie odwrócą się od kapłanów, to nie ma sakramentów. Dlatego musimy otoczyć modlitwą kapłanów, stanąć przy nich. To jest zadanie dla nas świeckich” – apelował Dokowicz.

Organizator "Polski pod Krzyżem" mówił też o ochronie życia. „Pojechaliśmy do Holandii i chcieliśmy rozmawiać z lekarzami, którzy zabijają ludzi starszych. Naszym celem był tzw. ojciec chrzestny eutanazji. Pracował na oddziale noworodków, jak rodziło się chore dziecko, sam podejmował decyzję o jego życiu lub śmierci. Okazało się, że w domu tego człowieka odbywały się satanistyczne rytuały, cały dom pełen był satanistycznych obrazów. On do końca nie zrozumiał, kim jesteśmy, wypowiedział zdania, dzięki którym wielu zrozumiało czym jest eutanazja. To jest ciemność, to jest coś, co sprawia, że w momencie odchodzenia ze świata, gdy człowiek mógłby odjąć decyzję o powrocie do Boga, nie daje się na to szansy” – wyjaśniał prelegent.

Jako receptę na walkę ze złem Dokowicz podał modlitwę. „Dlaczego się nie modlisz, dlaczego modlitwa nie jest na pierwszym miejscu?” - pytał prelegent wskazując, że obrońcy życia w Ameryce całą dobę modlą się. "Po 10 latach pracy przed klinikami w USA, w stanie Nowy Jork zamknięto połowę klinik aborcyjnych i uratowano życie wieczne wielu osób - wskazywał.

„Co mówi nam Pan Bóg? Nasze działania muszą wypływać z doświadczenia modlitwy, z kolan, musimy pełnić Jego wolę, a nie realizować swoją” – mówił Dokowicz. „Wielu myśli o grzechach przeciwko życiu. Zabijanie nienarodzonych jest w oczach Boga tak potworne, że woła o pomstę do nieba, a to znaczy, że nie będzie pokoju w żadnym narodzie, dopóki będą trwały takie czyny. Jeśli znajdą się ludzie, którzy zniosą te przepisy o aborcji, Bóg pobłogosławi tak, że będziemy płakać ze szczęścia. Ustanawiający prawa aborcyjne mają krew na rękach i stoją nad przepaścią piekła” – podkreślił prelegent.

„Po 1989 r. wielu Polaków porzuciło życie duchowe, przestali modlić się z dziećmi przy ich łóżeczkach, wybrali materializm. Jeżeli dzieci nie są tak wychowywane, nie ma przekazu wiary w domach, żeby ochronić ich przed pokusami, to dzieje się to, co widzimy. Ludzie zaczęli traktować grzech jako zabawę, przyjemność, nic groźnego. Potrzeba więc nawrócenia. Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!” – apelował Dokowicz. Zachęcał do zawierzenia się Maryi i stanięcia pod krzyżem. „Będziemy patrzeć w stronę krzyża Pana przez pryzmat życia, by zanieść to, co trudne, ale też i prosić, żeby móc zmartwychwstać”.

Organizator spotkania podziękował Panu Bogu za to, że po „wielkiej pokucie” i „różańcu do granic”, pomimo trudności doszło do spotkania we Włocławku. Za decyzję wsparcia i organizacji wydarzenia podziękował też biskupowi włocławskiemu Wiesławowi Meringowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wieluń: „Świat Ajnów z Hokkaido. Od Bronisława Piłsudskiego do Shigeru Kayano”

2019-09-18 17:26

Zofia Białas

15 września w Muzeum Ziemi Wieluńskiej otwarto wystawę czasową poświęconą Ajnom, ludowi autochtonicznemu zamieszkującemu do końca XIX wieku teren południowego Sachalinu w Rosji, japońską wyspę Hokkaido, wyspy Kurylskie i południową część Kamczatki, dziś tylko Hokkaido. Według badań z 1993 roku było ich na Hokkaido zaledwie 28830 osób. Jak jest dziś? Od 6 czerwca 2008 roku Ajnowie są uznawani w Japonii za lud tubylczy mający swój język, religię i kulturę.

Muzeum Ziemi Wieluńskiej

Wystawa „Świat Ajnów z Hokkaido. Od Bronisława Piłsudskiego do Shigeru Kayano” przygotowana przez Muzeum Miejskie w Żorach przedstawiająca życie codzienne i kulturę Ajnów na przełomie XIX i XX wieku, właściwie w okresie ostatnich 150 lat, przybliżająca postać polskiego etnografa badającego i fotografującego Ajnów, Bronisława Piłsudskiego, zesłańca i starszego brata Józefa Piłsudskiego, zakończyła obchodzone przez Muzeum Ziemi Wieluńskiej Europejskie Dni Dziedzictwa. Będzie eksponowana do 24 listopada br.

Bronisław Piłsudski, jak mówił prelegent dr Lucjan Buchalik, spędził wśród Ajnów na Sachalinie 15 lat zesłania, miał też ajnoską żonę i dwoje dzieci. Badał przede wszystkim język Ajnów oraz język sąsiedniego ludu Gilaków. Dla obydwu tych języków sporządził materiały do słowników. Zapisał też wiele bajek i pieśni ludowych… Dziś językiem ajnoskim z powodu wypierania go przez język japoński biegle posługuje się ok. 15 osób, wyłącznie starszych, być może kilkaset zna go mniej lub bardziej. Językowi ajnoskiemu grozi wymarcie. Dlatego tak ważne są materiały zarejestrowane przez Bronisława Piłsudskiego, człowieka, który ocalił Ajnów od zapomnienia.

Kultura Ajnów przetrwała dzięki potomkom Ajnów, którzy po 1945 roku wyemigrowali z Sachalinu (pozostała tu niewielka część populacji) lub zostali przesiedleni do Japonii i zasymilowali się z Japończykami na sposób Indian północnoamerykańskich, powracając jednak z czasem do odtwarzania niektórych obrzędów, zwyczajów związanych z myślistwem, zbieractwem, kultem niedźwiedzia (animizm). Wśród nich są obecni również potomkowie Bronisława Piłsudskiego i jego ajnoskiej żony…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem