Reklama

Świat

Zdumieni Panem Bogiem

O zachwycie Chinami i sensie bycia misjonarką z s. Weroniką Marią Klebbą ze Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego rozmawia Katarzyna Kroczewska

KATARZYNA KROCZEWSKA: – Które z doświadczeń w misyjnym życiu Siostry jest wyjątkowe, szczególne?

S. WERONIKA MARIA KLEBBA SSpS: – Od niemal 25 lat mam szczęście należeć do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego. Pośród wielu interesujących doświadczeń, które wciąż wzbogacają moje życie i wiarę, jest roczny pobyt w Chinach. Pojechałam do Chin, by w niewielkiej szkole The Beijing Center for Chinese Studies, funkcjonującej na terenie jednego z dużych uniwersytetów stolicy, uczyć się języka chińskiego i innych przedmiotów, pozwalających choć trochę poznać ten – tak odmienny od naszego – kraj z jego historią, kulturą, religiami, z codziennością i świętowaniem. Roczny program, w którym uczestniczyłam jak każdy inny student, obejmował – prócz codziennych lekcji języka chińskiego nauczanych niemal od początku po chińsku oraz innych przedmiotów wykładanych po angielsku – sześć tygodni wspólnego podróżowania w ramach tzw. wypraw akademickich. Noszę w sobie obrazy twarzy Chińczyków grupy Han, którzy stanowią ok. 93 proc. populacji Państwa Środka, ale też osób należących do grup mniejszości etnicznych. Razem ze studentami i opiekunami odwiedzaliśmy wioski ludów Yi, Bai, Dai, Hani, Naxi, Hui, podziwiając ich piękne stroje ludowe, dźwięczne śpiewy i tańce, kosztując ich potraw, ale też dzieląc bardzo proste, ubogie warunki życia. Zwiedzaliśmy świątynie buddyjskie i meczety, a także spotykaliśmy figury, coś analogicznego do naszych kapliczek, postawione „bóstwom opiekuńczym” danej miejscowości. Nie zapomnę widoku kilku starszych kobiet ludu Bai, które przyszły modlić się i składać ofiary bóstwu ich wioski. Nie znałam na tyle języka chińskiego, by bardziej szczegółowo dopytać o znaczenie ich gestów czy porozmawiać z nimi o wierze. Gdzieś w myślach i sercu odżywały słowa św. Pawła: „Czcicie to, czego nie znacie…”. Jakże chciałabym móc dłużej z nimi pobyć, poznać język na tyle, by móc podzielić z nimi i z wieloma innymi radość z bycia ukochaną córką Boga!

– Czy dzielenie się wiarą w Jezusa w Chinach napotyka jakieś trudności?

– Ucząc się wśród innych studentów, mieszkając pół roku w akademiku i pół roku w mieszkaniu chińskiej rodziny, nie mogłam otwarcie mówić, że jestem siostrą zakonną. Po pierwsze – większości Chińczyków, których spotykałam, niewiele by to powiedziało, gdyż środowisko katolickie jest im całkiem obce. Po drugie – po dziś dzień w Państwie Środka wszystkie Kościoły i religie obowiązuje zasada trzech autonomii, wśród których jest też zasada samoewangelizacji. Jeśli jakiś obcokrajowiec chciałby prowadzić działalność ewangelizacyjną w Chinach, wszystko winno być oficjalnie zgłoszone, co skutkowałoby najpewniej ciągłą kontrolą ze strony władz.

– Misja to spotkanie z innym. Czy coś Siostrę zadziwiło w sferze chińskiej kultury, obyczajów?

– Jechałam do Chin z wielkim zaciekawieniem, zafascynowana tym wszystkim, co słyszałam i widziałam – zarówno u sióstr z Chin, z którymi przez kilka lat mieszkałam w naszej wspólnocie w Sulejówku, jak i tym, co wyczytałam z różnych źródeł, o co dopytywałam inne osoby, które były dłużej w Chinach. Dziękuję też Panu Bogu za otwartość i szacunek wobec inności, które wlał w moje serce, za wolność od osądzania zwyczajów i różnych inności jako złe czy dobre, gorsze czy lepsze od naszych.
Jedno ze zdziwień, jakie przeżyłam, łączy się ze słowem „dziękuję”. Po jednej z lekcji, jaką miałam ze studentką towarzyszącą mi w nauce, powiedziałam jej, jak zwykle to robiłam: „dziękuję”, w naturalny i oczywisty dla mnie sposób wyrażając wdzięczność. Podobnie też było po kolacji, na którą mnie zaprosiła. Jakież było moje zdumienie, gdy usłyszałam, że nie powinnam w takich sytuacjach mówić do niej „dziękuję”, ponieważ jeśli jesteśmy znajomymi, bliskimi sobie osobami, to oczywiste jest, że wyświadczamy sobie pewne przysługi. Tak powinno być i nie należy za to dziękować. Później niejednokrotnie pytałam różne osoby z Chin o ich doświadczenie słowa „dziękuję”, o ich pojmowanie. Zależy mi na tym, by lepiej ich rozumieć.

– A co zadziwiło Siostrę w samych Chinach?

– Chiny nie są krajem katolickim. Jakkolwiek było dla mnie oczywiste, że katolicy w Chinach stanowią ok. 1 proc., dopiero będąc tam, przekonałam się, z czym się to wiąże, jakie ma to implikacje. Po kilku dniach pobytu w Pekinie pojechaliśmy na akademicką wyprawę „Jedwabnym Szlakiem” – od Urumqi, Dunhuang, Hami przez Lanzhou, Xi’an i z powrotem do Pekinu. Przejeżdżaliśmy przez tereny pustynne, ale byliśmy też we wspomnianych miastach. Odwiedzaliśmy wielobarwnie zdobione świątynie buddyjskie oraz piękne meczety. Przez te dwa tygodnie nie zobaczyłam żadnego kościoła katolickiego.
Osoby, z którymi mieszkałam, miały swoje, odmienne od moich, a ukształtowane w cywilizacji konfucjańsko-buddyjskiej, punkty odniesienia, wartości i zwyczaje. W Chinach istnieje mnóstwo przysłów i powiedzeń, uczących „mądrości życia” według tradycji konfucjańskiej. Za większością z nich stoją długie opowiadania ilustrujące konkretną sentencję. Jest to olbrzymie bogactwo, które – jeśli się je wytrwale poznaje – pozwala nieco bardziej zrozumieć mentalność Chińczyków, ich preferencje i wybory.

– Co dla Siostry osobiście oznacza bycie misjonarką?

– To pytanie, które towarzyszy mi przynajmniej od 25 lat. Wciąż znajduję nowe odcienie i wymiary odpowiedzi na nie. Rzeczywistość bycia misjonarką jest dla mnie rzeczywistością bardzo dynamiczną. Zakłada, że najpierw ja sama nigdy nie ustanę w poszukiwaniu znaczenia tej rzeczywistości dla mnie tu i teraz, w aktualnym kontekście. Bycie misjonarką oznacza najpierw głęboką i radosną wdzięczność za dar wiary katolickiej. Wdzięczność wobec Trójjedynego Boga, który tak bardzo ukochał mnie i każdego człowieka, że dał swojego Syna – za mnie, dla mnie, abym wiedziała, jak można pięknie być człowiekiem. I posyła nieustannie swego Ducha, by mnie prowadził, dawał światło, pozwalał poznać to, co jest Bogu miłe, do czego On teraz mnie zaprasza.
Wdzięczność za całe obdarowanie Słowem, sakramentami, wspólnotą, które otrzymuję w Kościele. Dalej, wdzięczność wobec rodziców, rodziców chrzestnych, parafii, w której rosłam i w której „miałam swoje miejsce”; wdzięczność wobec sióstr i braci trzech zgromadzeń, założonych przez św. Arnolda Janssena, którzy dzielą się ze mną przeżywaniem Boga w życiu, ze wszystkimi jego elementami. Wdzięczność wobec wielu, wielu ludzi, których spotykam na dłużej lub krócej w swoim życiu i którzy – każdy we właściwy sobie sposób – coś mi mówili o Bogu i człowieku, coś mi mówili o skarbie wiary – także wtedy, gdy bezpośrednio nie dotykamy tego tematu.

– Papież Franciszek rozpoczyna najnowszą adhortację słowami: „Radość Ewangelii napełnia serce i całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem”.

– Nie ustaję w zdumieniu i zachwycie m.in. nad słowami św. Pawła z Listu do Efezjan: „Bóg z miłości przeznaczył nas dla siebie” (por. 1, 4-5). Te słowa umieściłyśmy, wraz z siostrami, na obrazku z naszych ślubów wieczystych. Bardzo chciałabym, by inni też mogli żyć szczęściem płynącym z tego przekonania, że należymy do Boga. I że On kocha naprawdę, że jest; że nie potrzebujemy żyć jak sieroty ani ofiary losu, bo mamy Ojca, kogoś silnego, nieskończenie dobrego i patrzącego na nas z wielką życzliwością. Drugim zdaniem, jakie umieściłyśmy na obrazkach ze ślubów wieczystych wiele lat temu, był zmieniony nieco fragment piosenki: „Powiem ludziom, że ich kochasz…”. Im dłużej żyję wiarą w bezwarunkową Bożą miłość, tym żywsze jest pragnienie, by to szczęście stało się udziałem wszystkich.

2014-05-13 13:04

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

RŚA: Kościół angażuje się w budowanie pokoju i zwalczanie koronawirusa

2020-07-30 20:37

[ TEMATY ]

Kościół

koronawirus

Republika Środkowoafrykańska

Vatican News

Wzywamy wszystkich wierzących i ludzi dobrej woli do zaangażowania się na rzecz budowy i rozwoju wolności społecznej, ekonomicznej, politycznej i religijnej w naszym kraju – piszą biskupi Republiki Środkowoafrykańskiej w komunikacie po zakończeniu kolejnej sesji plenarnej episkopatu.

Hierarchowie ze smutkiem przypominają o przedłużającym się braku stabilizacji politycznej w kraju, gdzie wciąż notuje się wiele napięć pomiędzy wspólnotami chrześcijańskimi i muzułmańskimi oraz wiele aktów przemocy ze strony uzbrojonych grup rebelianckich. Jednocześnie przyznali, że doskonale zdają sobie sprawę z faktu, iż rozwiązanie konfliktu zbrojnego nie leży tylko po stronie wojskowej.

Dlatego wyrazili swoje zaniepokojenie co do pokojowego przeprowadzenia zbliżających się wyborów. „Przedłużające się napięcie, zbyt wiele broni w rękach ludzi, uzbrojone i często zwalczające się grupy rebelianckie, mogą wywierać wpływ na wyniki wyborów” – zaznaczyli biskupi. Do tego dochodzą jeszcze nieprawidłowości w ich przygotowywaniu.

Hierarchowie z Republiki Środkowoafrykańskiej zaznaczyli, że misją Kościoła jest towarzyszenie pokojowemu i prawidłowemu procesowi przygotowania i przeprowadzenia wyborów dlatego wezwali wszystkie zainteresowane strony do odpowiedzialności, potępiając jakąkolwiek formę przemocy.

Biskupi odnieśli się także do pandemii koronawirusa podkreślając, że tylko wzajemna współpraca i solidarność może pomóc w jego przezwyciężeniu. „Domagamy się także większej przejrzystości w rozdzielaniu funduszy, które są przeznaczane na zwalczanie wirusa i ubolewamy z powodu braku odpowiednich struktur w naszym kraju, które służyłyby osobom zarażonym”.

CZYTAJ DALEJ

Człowiek uzależniony

Uzależnienie to choroba umysłu, ciała i ducha. Największym problemem uzależnionego nie są wódka, hazard czy narkotyki, lecz brak zgody na własne życie.

Mało było w historii naszego kraju okresów tak sprzyjających rozwojowi jak ten, w którym żyjemy. Przyzwyczailiśmy się do niepodległości. Prawo decydowania o sobie na arenie międzynarodowej jawi nam się dziś jako oczywistość. Wraz z odzyskiwaniem podmiotowości przez naszą ojczyznę wdarła się jednak w nasze granice z siłą tsunami antykultura konsumpcji i użycia.

Potwór

Kredyty, zakupomania, seksualizacja wtargnęły na początku lat 90. ubiegłego wieku w nasze tu i teraz i utworzyły krainę „tysiąca jezior”. W każdym z nich czyha na nas nieco inny, ale w swej istocie podobny potwór z Loch Ness. Sam w sobie oryginalny i egzotyczny, w dotyku miły i bardzo dużo obiecujący. Złota rybka przy nim ze swoimi trzema życzeniami to uboga krewna. Potwór, który wkroczył do owych jezior i milionów serc, zamienił nasze życie w użycie, a nasze być w ciągłą potrzebę mieć. Dlaczego mu się to udało?

Niewolnicy

„Wszystko Ci dam, tylko padnij i złóż mi pokłon”. Czym było owo „wszystko” wówczas, na Pustyni Judzkiej? I co mógł zaproponować Szatan samemu Bogu? To jasne, że ta pokusa musiała być odparta. Co innego dziś, gdy gama dóbr i możliwości jest tak szeroka, a ścieżka użycia, proponowana przez ojca kłamstwa, tak obiecująca. Ten, który zna nasze słabości i na nie liczy, umie tak ruszyć strunami naszego ego, byśmy uznali, że nie kiedyś, po śmierci, ale dziś należy nam się spełnienie życzeń „wszystkiego najlepszego”. Mamy mentalność rozpieszczonego dziecka: „Chcę mieć wszystko natychmiast i od razu, dużo i na bogato”. Ta postawa biorcy, konsumenta żyjącego ponad stan, wiecznie nie dość dojrzałego człowieka to bardzo czule i z pietyzmem hodowana roślina, która jak chwast oplata nasze serca.

Świat żeruje dziś na naszych uzależnieniach, i to nie tylko tych starych jak historia Noego, czyli pijaństwa czy cudzołóstwa. To fakt, że seksoholizm jest dziś wielkim problemem, na pewno większym niż kiedykolwiek wcześniej. Statystyki rozwodów, konsumpcja pornografii, przemoc na tle seksualnym wyraźnie tego dowodzą. Pijemy także bardzo dużo. Sprzedaż alkoholu obecnie to blisko dziesięciokrotność tego, co kupowano w Polsce 100 lat temu. Pijemy bez opamiętania. Alkohol stał się towarem traktowanym na równi z innymi produktami spożywczymi. Można go kupić wszędzie, choćby na stacjach benzynowych, o każdej porze dnia i nocy, nawet bladym sierpniowym świtem. Kosztuje niewiele i jest wszędzie. Dla uzależnionych alkohol jest narkotykiem. Mimo to jest w pełni legalny, a nawet oficjalnie reklamowany. Jest zawsze w pierwszej trójce głównych sprawców zgonów. To dlatego podpisuję się pod apelami o abstynencję, i to nie tylko w sierpniu. Abstynencja alkoholowa to doskonały sposób na poprawę zdrowia i szansa na rozwój w wielu dziedzinach życia, zwłaszcza dla najmłodszych abstynentów. Obecnie uzależnienia to jednak nie tylko alkohol.

Kingsajz dla każdego

Jednym z najbardziej powszechnych, toksycznych i darmowych uzależnień jest pornografia. Strzał dopaminy, który towarzyszy oglądaniu pornografii, jest prawie tak duży jak przy spożyciu amfetaminy. O ile spożycie białego proszku daje nam ten zastrzyk na kilka, kilkanaście minut, to tkwienie w pornografii utrzymuje podwyższony stan hormonu przyjemności przez cały czas korzystania z tego bodźca. Powodem jest błędne odczytanie przez mózg stymulacji jako nadziei na prokreację i podtrzymanie gatunku. Ta euforia uzależnia. Masturbacja i pornografia stały się dziś towarem codziennego użytku dla tysięcy młodych ludzi. Łatwość dostępu i darmowość potęgują to uzależnienie, przez co czynią z młodych ludzi niewolników własnych żądz.

Pornografia nie ma nic wspólnego z prawdą o intymnej relacji między dwojgiem kochających się ludzi. Ma za to wiele wspólnego z przemocą, łatwością, gigantomanią, użyciem. Aktorzy i aktorki są jak Ken i Barbie z koszmarnego snu. Wszystko tu jest idealne i wyolbrzymione, i na pstryknięcie palca, czyli kliknięcie. Prasa młodzieżowa, film, przemysł muzyczny wtórują macherom od przemysłu porno w podsycaniu apetytów na użycie, bo to się opłaca. Antykoncepcja i aborcja kosztują, ale dają iluzję bezkarnego posmakowania wszystkiego. Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał świat rządzony przez tych, którzy od 7. roku życia byli narażeni na kontakt z pornografią. Dziś nie trzeba umieć pisać, żeby dostać się w takie zakamarki internetu, gdzie każda perwersja ma swoje katalogi klipów wideo, często za darmo i w full HD.

Mieć, jeść, kupować...

Kolejną plagą dzisiejszej filozofii użycia jest uzależnienie od zakupów, hazardu i kredytów. W Warszawie, w Stowarzyszeniu Integracji Społecznej Klub Poznańska 38, wystartował pierwszy mityng wspólnoty 12-krokowej Anonimowi Zadłużeni (spotkania we wtorki o godz. 18). Niewątpliwie żyjemy ponad stan. Kupujemy setki zbędnych rzeczy, otaczamy się nimi. Popadamy w gadżetomanię i w system wymiany na nowszy model. To moda, która wciąga i uzależnia. Coraz częściej rozmowy między kolegami w szkole, w pracy, na wakacjach przestają dotyczyć tego, kim jesteśmy, co robimy, co czytamy, a zmieniają się w targowisko próżności, w pokaz gadżetowej mody: smartwatche, telefony, airPodsy i co tam jeszcze. Bombardowanie promocjami, zdrapkami, okazjami też robi swoje. Nawet karty z systemem lojalnościowym mogą sprawić, że kupujemy więcej i głupiej, niezgodnie z potrzebami. Wchodzisz po masło i mleko, a wychodzisz z marketu z koszykiem pełnym wszystkiego. Niewątpliwie także hazard z różnymi swymi odmianami, jak zakłady bukmacherskie czy wirtualne kasyna w telefonach, jest coraz większym problemem.

Wszystko może nas uzależnić – nawet tak pozytywna i trwała wartość jak praca. Pracoholizm sprawia, że czując się społecznie użyteczni, tracimy kontakt z rodziną, sobą samym i przestajemy się dziwić 18-godzinnym dniem i 7-dniowym tygodniem pracy. Jedzenie i lęk przed jedzeniem, bulimia, obżarstwo, anoreksja – to kolejne sposoby na nałogowe poprawianie swojego samopoczucia. Nie chcę czuć tego, co czuję. Muszę dostarczyć sobie swojego narkotyku znieczulającego, a czy to będą praca ponad siły, dwadzieścia pączków czy amfetamina, to już mało ważne. Ksiądz Marek Dziewiecki w swojej właśnie wchodzącej na rynek książce Człowiek uzależniony podaje trafną definicję tego zjawiska. Wyjaśnia, że człowiek uzależniony to ktoś ślepo zakochany w swoim śmiertelnym wrogu. Owo zakochanie sprawia, że jesteśmy w stanie poświęcić wszystko i wszystkich, nawet siebie, by móc wpaść w ramiona kochanek. I nie ma znaczenia, że dawno przestały nas one głaskać i tulić, a zaczynają dusić i niszczyć. Zniewolony umysł i zraniony duch tego nie zauważają.

Ból

Czy człowiek uzależniony jest w sytuacji beznadziejnej? Program Ocaleni, który od 2 lat prowadzę w Telewizji Polskiej (wtorek, TVP1, godz. 22.30), pokazuje, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że z każdym, nawet najbardziej podstępnym uzależnieniem możemy wygrać. Jaka jest do tego droga? Po pierwsze, muszę sam uznać, że potrzebuję pomocy. Zwykle, by tak się stało, potrzebny jest ból. Czasami ból ponad siły, ale ból własny, odczuwany przez chorego, a nie ból czy błagania jego bliskich. Człowiek ślepo zakochany w śmiertelnym wrogu zmierza ku zatraceniu, nie bacząc na miłość i cierpienia bliskich. Jeśli przestaniemy brać na siebie konsekwencje jego nałogu, prędzej czy później dopadną go one i ciężko mu będzie oszukiwać samego siebie, że „ogarnia” i daje radę. To dlatego pierwszy z dwunastu kroków anonimowych alkoholików i innych wspólnot pracujących na tym programie mówi o bezsilności. Tylko wtedy, gdy ją uznam, w moim życiu możliwy jest szczęśliwy ciąg dalszy. Możliwy, ale niepewny, gdyż wychodzenie z uzależnienia to długotrwały proces naprawiania swojej teraźniejszości i zadośćuczynienia za przeszłość.

Nadzieja

Jest nadzieja dla każdego. Niezmiernie jednak ważne jest uznanie tego, że twoim problemem nie są narkotyk, alkohol, hazard czy seks, lecz jest nim fakt, że nie godzisz się na siebie i swoje życie. Że uciekasz przed życiem w użycie, że wolisz iluzję niż codzienne konfrontowanie się z trudem życia i gamą niechcianych uczuć. Jeśli jednak zgodzisz się na ten oczywisty fakt, że potrzebujesz pomocy, i wskrzesisz w sobie wiarę, choćby tak niewielką jak ziarenko gorczycy, to wtedy Ten, który przyszedł na świat, by nas ocalić, ocali i Ciebie. Nie wyręczy Cię w niczym, co jest w Twojej mocy, ale da Ci wsparcie tam, gdzie nie masz mocy. Gdy będziesz wybierać miejsce, do którego zapukasz po pomoc, oprócz kratek konfesjonału, miej w sobie pewność, że osoba uzależniona choruje równie mocno ciałem, umysłem, jak i duszą. Tak jak z próchnicą górnej szóstki nie idę na Jasną Górę, lecz do dentysty, podobnie w obliczu uzależnienia mam szukać specjalistów, grup wsparcia, klubów abstynenta. Ostatecznie Tym, do kogo odwołują się owi specjaliści, a których skuteczność działań jest weryfikowana tysiącami ocalonych, jest miłujący Bóg. Ten, który wymyślił ciebie z miłości i do miłości, do wolności, a nie do zniewoleń i upokorzeń.

CZYTAJ DALEJ

Ukazało się kpmpendium o rodzinnym pogrzebie dziecka martwo urodzonego

2020-08-04 07:19

[ TEMATY ]

episkopat

stock.adobe.com

Staraniem Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin (KODR) KEP ukazało się „Kompendium pastoralne o rodzinnym pogrzebie dziecka martwo urodzonego i towarzyszeniu w żałobie osieroconej rodzinie”. Znajdziemy tu wskazówki jak rozmawiać z rodzicami, jak pomóc im przeżyć żałobę po stracie dziecka oraz teksty modlitw, pieśni, teksty liturgiczne związane z pogrzebem – mówi ks. Przemysław Drąg, Dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin KEP.

Adresatami kompendium są przede wszystkim kapłani, rodziny doświadczające śmierci dziecka na skutek niepowodzenia położniczego oraz osoby zaangażowane w strukturach Duszpasterstwa Rodzin.

„W wielu naszych rodzinach i parafiach doświadczamy co roku wielkiego bólu związanego z utratą dziecka będącego jeszcze pod sercem matki” – mówi ks. Przemysław Drąg, Dyrektor KODR. „Dramat ten dotyka nie tylko rodziców, ale także najbliższą rodzinę. Czujemy się często bardzo nieporadni w relacji do matki, która utraciła swoje dziecko. Nie wiemy co mówić, nie wiemy do kogo skierować zbolałych rodziców w sprawach formalnych. Nie możemy przejść obojętnie wobec tak wielkiego bólu i poczucia straty. Mamy obowiązek zatroszczyć się o wszystkich, których dotyka ta tragedia” – podkreśla ks. Drąg.

Dokument określa także warunki kościelnego pogrzebu i sposobów jego celebracji, a także chrześcijańskiego przeżywania w rodzinach i wspólnocie parafialnej żałoby po niezawinionej przez rodziców śmierci w okresie prenatalnym nieochrzczonego dziecka.

Oprócz wskazań duszpasterskich dla kapłanów i rodzin, kompendium zawiera także informator pastoralno-liturgiczny, w którym zamieszczono dokumentację niezbędną do wyprawienia pogrzebu dziecku martwo urodzonemu wraz ze szczegółowym omówieniem organizacji pochówku w przypadku, gdy płeć dziecka została ustalona oraz gdy pozostaje niezidentyfikowana.

W informatorze zawarto teksty liturgiczne (rytuał) składające się na trzy możliwe formy sprawowania kościelnego pogrzebu dziecka nieochrzczonego, formularz mszalny, prefacje mszalne o zmarłych, czytania biblijne, psalmy responsoryjne, aklamacje przed Ewangelią, propozycje modlitwy wiernych i pieśni podczas Mszy pogrzebowej, a także propozycje nabożeństw z udziałem rodziców w żałobie, w tym również na Dzień Dziecka Utraconego.

Kompendium wieńczą dwa dokumenty, Międzynarodowej Komisji Teologicznej i Rady Naukowej Konferencji Episkopatu Polski, traktujące o zbawieniu dzieci zmarłych bez chrztu. Książkę opatrzył wstępem bp Wiesław Śmigiel, przewodniczący Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski. Publikacja została wydana nakładem Wydawnictwa Św. Stanisława BM.

Opracowanie zostało przygotowane przez Krajowy Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin KEP oraz Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka w Krakowie.

Wydawnictwo dostępne jest w Polskim Stowarzyszeniu Obrońców Życia Człowieka oraz Diecezjalnych Wydziałach Duszpasterstwa Rodzin. W razie niemożności nabycia kompendium w wyżej wymienionych miejscach pozycję będzie można nabyć również w Krajowym Ośrodku Duszpasterstwa Rodzin KEP.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję