Reklama

Świat

Najważniejsza była Zambia

Kard. Adam Kozłowiecki SJ spędził na misjach w Zambii 61 lat. Przez 14 lat był biskupem i arcybiskupem Lusaki, po czym, na własną prośbę, zrezygnował z urzędu, aby umożliwić nominację miejscowego księdza. Miał ogromną wiedzę o krajach afrykańskich, znał dziewięć języków, był ceniony w Watykanie, ale najchętniej pracował jako najzwyklejszy wikary. Świadczy o tym także jego korespondencja z innym misjonarzem: ks. prał. Wacławem Kuflewskim, który pracował w Zambii w latach 1972-80, a następnie utworzył i prowadził Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Miałam okazję przeczytać te listy.

Droga do zakonu

Gdyby Kardynał żył, 1 kwietnia br. skończyłby 103 lata. Czasem żartował z tej primaaprilisowej daty urodzin, był zresztą znany ze skłonności do żartów na każdy temat, nawet na temat swoich pobytów w obozach Auschwitz i Dachau, które nazywał „pięcioletnimi wakacjami, które zafundował mu Adolf Hitler”.

Reklama

Urodził się w rodzinie, której historia wywodziła się z czasów bitwy pod Wiedniem, gdzie w wojskach Jana III Sobieskiego walczył protoplasta rodu Kozłowieckich. Dzieciństwo Adama i jego braci: Czesława i Jerzego upływało bądź w rodzinnym majątku w Hucie Komorowskiej, bądź w willi w Zakopanem pod okiem babki i irlandzkiej guwernantki. W 1921 r. bracia trafili do szkoły dla chłopców, uważanej za najlepszą w II RP, a prowadzonej przez ojców jezuitów w Chyrowie. Kilka lat później, jako czternastolatek zwierzył się ojcu, że chciałby wstąpić do jezuitów. Nie znalazł aprobaty, ojciec w środku roku szkolnego przeniósł synów do gimnazjum w Poznaniu. Adam wytrwał w zamiarach i wstąpił do jezuitów po zdaniu matury i osiągnięciu pełnoletności.

W podzięce za przetrwanie

W 1937 r. przyjął święcenia kapłańskie. Tuż po wybuchu wojny z pierwszym transportem więźniów trafił do Auschwitz. Następnie przewieziono go do Dachau, gdzie więziono ponad 1,7 tys. polskich księży. Tam przebywał do końca kwietnia 1945 r. Jak zauważył jeden ze współwięźniów: „W najcięższych chwilach zachowywał pogodę ducha, bo w wierze i modlitwie czerpał męstwo nadprzyrodzone”.

Po wyzwoleniu obozu i krótkim pobycie w Pullach, znalazł się w Rzymie, gdzie podjął dwie kluczowe decyzje: złożył ostatnie śluby zakonne i zgłosił się na wyjazd na misje do Afryki. Bo – jak pisał do swojego ojca duchownego – uważał „że byłoby to skandalem, gdyby żaden z uwolnionych nie podjął się tej pracy, byłoby to wielką niewdzięcznością wobec Boga za łaskę przetrwania piekła obozów”. W ten sposób 14 kwietnia 1946 r. znalazł się w Rodezji Północnej, wtedy kolonii brytyjskiej, obecnej Zambii. Podjął pracę w Kasisi, gdzie kierował budową kościoła, domu sióstr służebniczek i szkół. W 1955 r. został mianowany biskupem Lusaki, cztery lata później Jan XXIII podniósł go do godności arcybiskupa. Jako metropolita odegrał dużą rolę w okresie uzyskiwania przez ten kraj pełnej suwerenności. Kiedy struktury Kościoła w niepodległej Zambii umocniły się, w 1969 r. zrezygnował ze stolicy arcybiskupiej w Lusace.

Moja Afryka, moje Chingombe

Reklama

Pracował kolejno w stacjach misyjnych: Chingombe, Mumbwa, Chikuni, Lusaka, Mulungushi i pod koniec życia w Mpunde. O pierwszej placówce, którą sam wybrał, gdyż była zagrożona likwidacją, pisze: „Nawet w samej Zambii Chingombe jest uważane za «świat deskami zabity», bo tak dostęp, jak i wyjazd stąd są dosyć trudne, nawet na pocztę w Kabwe i do sklepów mamy 220 km i to okropnej drogi”. A w kolejnym liście do ks. Kuflewskiego w 1972 r. relacjonuje: „Mieliśmy w ciągu tegorocznej pory deszczowej bardzo dużo roboty. O. Smyda naharował się nieraz za trzy woły. Trzeba było zająć się transportem przez nasze okropne górzyska, stale naprawiać drogę, doglądać kukurydzy w polu, kapusty w ogrodzie. Szerzą się tutaj różne choróbska i dużo ludzi tego roku poumierało”. Z troską prosi: „Najgorsze, że pokazała się śpiączka – na razie jeden wypadek, ale proszę się bardzo modlić, by się to nie rozszerzyło, bo jedna zarażona tym mucha tse-tse może dużo ludzi tej okropnej choroby nabawić”.

Kilka lat później proboszczem tej misji zostaje ks. Marceli Prawica, który chcąc oszczędzić ks. Kozłowieckiego, powierza mu obowiązki na miejscu. Ten jednak czasem urywa się „z łańcucha”. „We wrześniu wybrałem się na obchód najdalszych wiosek. Bogu dziękuję, że w 71. roku życia jeszcze mnie na taką wędrówkę stać, w ciągu 10 dni zrobiłem 160 km” – pisze do ks. Kuflewskiego. Ale w buszu bywa niebezpiecznie: „Raz zrobiłem wielkie głupstwo, bo odłączyłem się od moich tragarzy (łóżko polowe i pościel, kuchnia, walizka mszalna, lekarstwa i różne drobiazgi dla ludzi), poszedłem naprzód, no i zabłądziłem. Całą noc i dzień spędziłem z hienami w suchym jak pieprz buszu. Dzięki Bogu jednak, na drugi dzień odnalazłem ścieżkę. Moi tragarze i cała ludność z wiosek rozpoczęła już poszukiwania. Tragarze odmówili jedzenia, a nawet palenia, jak długo mnie, albo przynajmniej moich kości nie znajdą”.

Kukurydza, fasola i mucha tse-tse

Kiedy kard. Kozłowiecki komentuje problemy kontynentu afrykańskiego, widać świetną orientację w sytuacji międzynarodowej. Najczęściej jednak kreśli obrazy tego, co jest jego nieustanną troską: ewangelizacja wiernych, ich zdrowie i wyżywienie. „Ks. Prawica wielu ludziom zaorał pola, stara się, by tyle wyprodukowali, aby i dla starych, kalek i chorych można było na miejscu zakupić – czytamy w liście z 1983 r. – Na Misji zbierał już ryż, potem to samo pole zaorał, zasiał fasolę, posadził jarzyny i pełno nowych bananów”. W innym miejscu wyjaśnia, że ks. Prawica orze nie tylko pola misji, ale i okolicznych gospodarzy, „bo z powodu muchy tse-tse nie ma tu bydła, nie ma siły pociągowej do pługów”.

Radość, że udało się zorganizować „budowę biura parafialnego i sali na zebrania, bo mamy już Radę Parafialną, Akcję Katolicką, Stowarzyszenie św. Anny dla kobiet, «Stella» dla dziewcząt, Stowarzyszenie św. Wincentego à Paulo i kółko ministrantów” przeplata się z troską: „Ludzie cierpią głód, bo już drugi rok z rzędu mieliśmy złą porę deszczową. Ceny mąki kukurydzianej podskoczyły o 45 proc., więc biedni są w kłopocie. Kukurydza zebrana z naszych pól uratowała na jakiś czas sytuację”. Kiedy plony są obfitsze, ks. Kozłowiecki uczestniczy w „proszonych obiadach”. Klasyczne menu to „kukurydzianka z kurą, co – jak pisze – trzeba było po tutejszemu palcami jeść, do czego się jakoś nie mogę przyzwyczaić, mimo że jestem tutaj już 37 lat i jestem obywatelem zambijskim, wolę jeść nieprzyzwoicie, łyżką, widelcem i nożem, a Czarni wiedzą, że źle byłem wychowany, więc mi tego za złe nie biorą”.

Jak Was kiedyś kardynałem zrobią

Kilka lat później, już z nowej placówki informuje: „Mam kłopot z oczami, samochodu prowadzić nie mogę. Raz tylko albo dwa w miesiącu, jak kierowca jest wolny, zawożą mnie do którejś z tych stacyj, by ludzi wyspowiadać, Mszę św. odprawić, a jak trzeba, to i ochrzcić czy wybierzmować. Poza tym obsługuję, jak mogę, miejscową Misję w Mpunde. Ma ona bardzo wiele problemów”, podkreślając, że: „wielką pociechą było nam to, że nasi «zacofani» Afrykanie stanowczo odrzucili próby zalegalizowania «małżeństw homoseksualnych» popieranych nawet przez jednego z ambasadorów”.

W listach stale usprawiedliwia się z opóźnień w korespondencji. „Wybaczcie moje milczenie, przepraszam za nie, ale się nie poprawię, bo po prostu nie potrafię”, a następnie żartuje: „Nie macie pojęcia, co mi to kardynalstwo narobiło, jak Was kiedyś nagle kardynałem zrobią, to zrozumiecie”.

Coraz częściej Kardynał ma problemy zdrowotne. W 2003 r. nadmienia: „Mój kryzys w znacznej mierze przechodzi, ale jeszcze nie czuję się pewnym siebie. Zresztą w moim – 93. roku życia wiele kawałków w człowieku jest już mocno zużytych, byłem parę razy w garażu, żeby mi wymienili, ale mi nie dali”.

Bardziej niż sobą przejmuje się sytuacją murzyńskich dzieci: „Szkoła zbudowana przez Misję została ponad 20 lat temu objęta przez rząd, ale w tym roku nagle oddana naszym Siostrom, jako szkoła średnia dla dziewcząt. Chłopcom kazano szukać sobie miejsca gdzie indziej, większość przyjęto do szkoły w Kabwe ponad 40 km stąd, co ogromnie powiększyło koszty. Rodzin na to nie stać, zaczęły się pukania do mnie. Czy można sobie powiedzieć – mnie to nie obchodzi? Ludzie tu są biedni, dzieci bardzo biedne, bez opłaty nie są przyjmowane do szkoły ani do kliniki w razie choroby lub rany”. Pomagał nieustannie, wykorzystywał swoje międzynarodowe kontakty, czasem jednak czuł się bezradny. „Zaczęła się nasza zima bez śniegu, temperatura spada choćby tylko do minus 5, pamiętam dni, gdy było 0 st. C, ale bardzo się to odczuwa z powodu wysokości ponad 1100 m nad poziomem morza. Ja noszę dwa swetry, a dzieciaki codziennie lecą kilka kilometrów do szkoły w cienkich koszulinach i porteczkach, bez czegoś do zjedzenia, ufają tylko, że coś dostaną wieczorem, gdy wrócą ze szkoły”.

W zambijskiej ziemi na zawsze

W 2005 r. uczestniczył jeszcze w pogrzebie Jana Pawła II, którego znał od czasu Soboru Watykańskiego II. W ostatnim roku życia, w którym obchodził jubileusz 70-lecia kapłaństwa, do honorów i odznaczeń brytyjskich, francuskich, polskich i zambijskich, które już posiadał, dołączyły jeszcze dwa: doktorat honoris causa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 28 września 2007 r. w Lusace i spoczął w zambijskiej ziemi, którą tak bardzo ukochał.

W miejscu jego urodzenia – Hucie Komorowskiej w woj. podkarpackim – działa Fundacja im. Księdza Kardynała Adama Kozłowieckiego „Serce bez granic”, która poprzez liczne inicjatywy troszczy się o pamięć o tym wybitnym Polaku. Jej sukcesem jest utworzenie Muzeum Kardynała Adama Kozłowieckiego SJ, gdzie gromadzone są pamiątki związane z Misjonarzem Afryki, a także wydanie pomnikowego albumu „Serce bez granic”.

2014-05-13 13:04

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ukraina: katolicy kijowscy odzyskali w końcu kościół św. Mikołaja

2020-09-18 20:32

[ TEMATY ]

Kościół

Ukraina

św. Mikołaj

Kijów

Wikipedia

Kościół św. Mikołaja w Kijowie

Kościół św. Mikołaja w Kijowie

Rada Ministrów Ukrainy zatwierdziła 16 września plan budowy w Kijowie do końca 2023 Domu Muzyki. Trafi tam Narodowy Dom Muzyki Organowej i Kameralnej Ukrainy, mieszczący się obecnie w dawnym kościele katolickim św. Mikołaja, co oznacza, że wróci on do swych pierwotnych właścicieli – katolików stolicy Ukrainy. Do tego czasu gmach będzie użytkowany wspólnie przez wiernych i melomanów.

Ministerstwo Kultury i Polityki Informacyjnej ma do końca 2023 roku zbudować w Kijowie Dmach Muzyki i przenieść do niego wspomniany Narodowy Dom Muzyki Organowej i Kameralnej Ukrainy.

Władze poleciły również resortowi kultury przekazanie w stałe bezpłatne użytkowanie "Gminie Religijnej Parafia św. Mikołaja diecezji kijowsko-żytomierskiej Kościoła rzymskokatolickiego w mieście Kijowie" budynku kościoła św. Mikołaja na ul. Wełykiej Wasilkiwśkiej 75. Rząd postanowił ponadto, że do chwili przeniesienia się na nowe miejsce Domu Muzyki dotychczasowy użytkownik będzie korzystał z dawnej świątyni razem z parafianami.

Katolicy stołeczni od dawna starali się o odzyskanie kościoła, apelując jednocześnie o jego pilne odnowienie. Rok temu protestowali oni przeciwko odbyciu w pomieszczeniu świątyni pokazu mody. Zgodę na przeprowadzenie go wydało Ministerstwo Kultury.

Wzniesiony na przełomie XIX i XX wieku w stylu neogotyckim kościół św. Mikołaja jest jednym z arcydzieł sławnego w tamtym czasie miejscowego architekta Władysława Horodeckiego i należy do najpiękniejszych budowli Kijowa.

Do połowy XIX stulecia w mieście istniała tylko jedna świątynia katolicka – kościół św. Aleksandra, który, choć duży jak na tamte czasy, mógł pomieścić najwyżej nieco ponad tysiąc osób. Tymczasem liczba wiernych przekraczała wówczas 35 tys. (w połowie byli to Polacy), co stanowiło prawie 14 proc. mieszkańców miasta. Nieustannie zabiegali oni o zezwolenie na budowę nowego obiektu i w końcu dopięli swego, a prywatni przedsiębiorcy i wierni przeznaczyli na ten cel ogromną, jak na tamten okres, sumę pół miliona rubli.

Ogłoszono konkurs, który wygrał 24-letni student Instytutu Inżynierów Cywilnych Stanisław Wołowski. Władze miasta uznały jednak, że projektant jest za młody i nie ukończył jeszcze studiów, toteż kierownictwo i nadzór nad budową powierzono wspomnianemu W. Horodeckiemu, cieszącemu się wówczas sławą jednego z najlepszych architektów w mieście, podczas gdy wystrojem wnętrza zajął się włoski mistrz Elio Sala, który już wcześniej współpracował z Horodeckim.

21 sierpnia 1899 wmurowano uroczyście kamień węgielny pod przyszły kościół, rozpoczynając w ten sposób budowę, która trwała ponad 10 lat. Wynikało to częściowo z warunków przyrodniczych: ziemia w tym miejscu znajdowała się w pobliżu rzeczki Łybiď i była mocno podmokła, budowniczowie musieli więc wzmacniać fundamenty palami betonowymi (był to wynalazek kijowskiego inżyniera Antona Strausa). Ale budowę przerwała również na pewien czas tragiczna śmierć 1 września 1904 r. 18-letniego robotnika Juchyma Kewlicza. Wszczęto śledztwo przeciw Horodeckiemu, ale okazało się, że poszkodowany zginął wskutek własnej nieostrożności.

Ostatecznie 19 grudnia 1909 ówczesny biskup pomocniczy łucki, żytomierski i kamienieckopodolski Antoni Karaś w obecności tysięcy wiernych konsekrował nową świątynię. Jej pierwszym proboszczem został pochodzący z Niemirowa na Podolu ks. Józef-Jan Żmigrodzki. Doczekał on czasów sowieckich i w 1930 został skazany na 7 lat obozu pracy, ale zmarł już przed końcem wyroku, w 1935 na Wyspach Sołowieckich.

W 1938 bolszewicy zamknęli kościół a parafia przestała istnieć. Budynek ograbiono z cennych rzeczy a w środku urządzono magazyn. Podczas walk o Kijów jesienią 1943 wskutek ostrzału artyleryjskiego uszkodzono mury i część wystroju wnętrza. Gmach odbudowano po wojnie, niszcząc jednak "przy okazji" cenne witraże i malowidła, a do odnowionych pomieszczeń przeniesiono Państwowe Archiwum Obwodu Kijowskiego. Na wieżach (wysokości 55 m) umieszczono urządzenia do zagłuszania zachodnich rozgłośni radiowych.

Postanowieniem Rady Ministrów ówczesnej Ukraińskiej Republiki Sowieckiej z 13 grudnia 1979 dawną świątynię zamieniono na Republikański Dom Muzyki Organowej i Kameralnej. Na miejscu głównego ołtarza stanęły organy sprowadzone z Czechosłowacji.

Pierwszą Mszę św. w byłym kościele odprawiono dopiero w styczniu 1992, a 25 czerwca 2001, podczas swego pobytu w Kijowie, odwiedził to miejsce Jan Paweł II. Obecnie współgospodarzami budynku są wspomniany Domu Muzyki i parafia katolicka a Msze i nabożeństwa są tam odprawiane po ukraińsku, polsku, hiszpańsku i po łacinie.

CZYTAJ DALEJ

Prezydent Duda po spotkaniu z papieżem: rozmawialiśmy o pokoju

2020-09-25 12:33

[ TEMATY ]

papież Franciszek

Andrzej Duda

EWTN POLSKA

Wizyta prezydenta z żoną w Watykanie

Wizyta prezydenta z żoną w Watykanie

Zaangażowanie każdego człowieka na rzecz pokoju było jednym z tematów rozmowy prezydenta Polski, Andrzeja Dudy z Papieżem Franciszkiem.

  • Wczesnym popołudniem Duda wziął udział w Mszy św. przy grobie św. Jana Pawła II w bazylice św. Piotra.

Prezydent Polski poinformował o tym na komunikatorze Twitter:

Jego Świątobliwość Papież Franciszek podkreśla, że pragnienie pokoju leży głęboko w ludzkich sercach. Rozmawialiśmy o tym, jak każdy człowiek, w ramach swoich możliwości, może starać się postępować tak, by zawsze i wszędzie dążyć do pokoju. Ta myśl przyświeca też moim decyzjom.

Prezydent wręczył papieżowi Franciszkowi upominek w postaci kopii obrazu Matki Boskiej Łaskawej, patronki Warszawy - przekazały źródła w Kancelarii Prezydenta.

Andrzej Duda jest pierwszym prezydentem, którego papież przyjął na audiencji, odkąd w marcu również w Watykanie wprowadzono restrykcje sanitarne i tzw. lockdown w związku z pandemią koronawirusa.

Po rozmowie z papieżem prezydent spotkał się z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolinem, któremu towarzyszył sekretarz ds. relacji z państwami abp Paul Gallagher. Oficjalny komunikat Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej podkreślił, że „serdeczne rozmowy odbywały się w kontekście stulecia urodzin św. Jana Pawła II i 40. rocznicy powstania samorządnego, niezależnego związku zawodowego «Solidarność». Poruszono niektóre tematy będące przedmiotem wspólnego zainteresowania, związane z misją Kościoła, wśród nich promocję rodziny i wychowanie młodzieży. Na koniec omówiono pewne kwestie międzynarodowe, takie jak obecny kryzys zdrowia publicznego, sytuacja w regionie i bezpieczeństwo”.

PAP

Wizyta prezydenta z żoną w Watykanie

Wizyta prezydenta z żoną w Watykanie

VATICAN NEWS

Prezydent z wizytą w Watykanie

Prezydent z wizytą w Watykanie

Wczesnym popołudniem Duda wziął udział w Mszy św. przy grobie św. Jana Pawła II w bazylice św. Piotra. Oprawił ją abp Jan Romeo Pawłowski, kierujący sekcją III Sekretariatu Stanu, zajmującą się personelem dyplomatycznym.

W homilii hierarcha zwrócił się do prezydenta, nawiązując do jego wyboru na drugą kadencję. – Niech to będzie dla Pana, dla rodziny, dla Polaków czas błogosławiony, czas dumnej, wolnej i rozwiniętej Polski – życzył arcybiskup.

Zacytował słowa Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszyńskiego: „Powszechnie mówi się, że czas to pieniądz. Ja wam powiem: czas to miłość”. Zaapelował „właśnie o tę miłość, o wzajemne zrozumienie, o wspólne decydowanie o przyszłości zamiast podstawiania nogi, o dialog zamiast wrzasku, o jedność zamiast podziałów, o Polskę piękną od Tatr do Bałtyku i o mądrych Polaków”.

KPRP

Pod koniec Mszy abp Pawłowski złożył prezydentowi życzenia bezpiecznego powrotu do Polski i potrzebnych łask Bożych. Andrzej Duda z małżonką złożyli biało-czerwony wieniec przy grobie św. Jana Pawła II.

Podczas wizyty w Watykanie parze prezydenckiej towarzyszył ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Janusz Kotański.

Przed odlotem do Polski Andrzej Duda odwiedzi jeszcze Wspólnotę św. Idziego (Sant’Egidio) w bazylice św. Bartłomieja na Wyspie Tyberyjskiej.

CZYTAJ DALEJ

Podpisano porozumienie w sprawie zasad i tempa transformacji górnictwa

2020-09-25 15:38

[ TEMATY ]

górnicy

górnictwo

Karol Porwich /Niedziela

Powołany przez działające na Śląsku związki zawodowe Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy i delegacja rządowa podpisały porozumienie ws. zasad i tempa transformacji górnictwa - poinformowali przedstawiciele stron. Ostatnia kopalnia węgla kamiennego w Polsce ma zakończyć działalność w 2049 r.

  • Negocjacje porozumienia trwały z przerwami od minionego wtorku. Podczas kilku tur rozmów porozumiano się co do zasad transformacji, jednak jeszcze minionej nocy sporny pozostawał jej harmonogram, czyli czas działania poszczególnych kopalń
  • Podpisanie porozumienia kończy prowadzony w kilkunastu kopalniach podziemny protest, związkowcy odwołali też zaplanowaną na piątek manifestację w Rudzie Śląskiej

Zgodnie z ustaleniami, obecnie pracujący górnicy mają mieć zagwarantowaną pracę do emerytury, a jeśli nie będzie to możliwe – zostaną objęci osłonami socjalnymi. Rząd powoła pełnomocnika ds. społeczno-gospodarczej transformacji terenów pogórniczych. Treść porozumienia ma być teraz notyfikowana w Komisji Europejskiej.

Negocjacje trwały z przerwami od minionego wtorku. Podpisanie porozumienia kończy prowadzony w kilkunastu kopalniach podziemny protest, związkowcy odwołali też zaplanowaną na piątek manifestację w Rudzie Śląskiej.

Przewodniczący delegacji rządowej, wiceminister aktywów państwowych, pełnomocnik rządu ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwa, Artur Soboń ocenił w rozmowie z dziennikarzami, że porozumienie określa model "uczciwej, sprawiedliwej drogi do transformacji polskiego górnictwa i polskiej energetyki". „Jak mówił premier Mateusz Morawiecki – Polska idzie własną drogą, uwzględniając własną specyfikę, ale nie zawracamy kijem Wisły, idziemy zgodnie z polityką, którą mamy dzisiaj w Unii Europejskiej, bierzemy te realia pod uwagę” – oświadczył Soboń.

Szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz ocenił porozumienie pozytywnie, choć zaznaczył, że de facto oznacza ono zgodę na likwidację - w perspektywie wieloletniej - polskiego górnictwa. "Podpisaliśmy likwidację (...), jakkolwiek by to nie brzmiało, dobrą dla ludzi, ale jednak likwidację jednej z najważniejszych branż w historii Rzeczypospolitej" - oświadczył Kolorz.

Jak przekonywał, podczas negocjacji udało się osiągnąć maksymalne warunki bezpieczeństwa dla pracowników kopalń i wykorzystać możliwości funkcjonowania kopalń. Zgodnie z porozumieniem, ostatnia kopalnia przestanie wydobywać węgiel w 2049 r. Do tego czasu górnictwo ma być subsydiowane przez państwo.

Jak mówił Kolorz, dla związkowców najważniejszym elementem porozumienia były gwarancje zatrudnienia. „Nikt, który jest zatrudniony na kopalniach produkujących węgiel energetyczny, nie straci pracy. To był dla nas najważniejszy element tego porozumienia i to z podniesionym czołem możemy wszystkim ludziom przynieść” - powiedział szef śląsko-dąbrowskiej „S”.

Wiceminister Soboń dodał, że to strona rządowa zaproponowała, aby zapis gwarantujący kontynuację do emerytury zatrudnienia pracownikom pracującym pod ziemią i przy mechanicznej przeróbce węgla, znalazł się w porozumieniu. „W sytuacji, w której to nie będzie możliwe, będą przygotowane ustawowe osłony socjalne, ale jesteśmy zdeterminowani, aby wszyscy pracownicy pod ziemią mogli dopracować do okresu emerytury” – zadeklarował wiceminister.

Wiceminister dodał, że jest to „wstępnie policzone” i zasygnalizowane w treści porozumienia, a będzie szczegółowo opisane w umowie społecznej „co do konkretnego pracownika”, tak aby - jak mówił - pokazać, w jaki sposób ci pracownicy będą alokowani w ramach Polskiej Grupy Górniczej i innych spółek „To jest operacja, która nie tylko jest możliwa, ale dziś w dużym stopniu przeanalizowana” – dodał Soboń.

Załącznikiem do ramowego porozumienia, którego treści dotąd oficjalnie nie opublikowano, jest harmonogram wygaszania poszczególnych kopalń. Kolorz powiedział, że jako pierwsza ma być zlikwidowana rudzka kopalnia Pokój, w której kończy się złoże węgla. Według nieoficjalnych informacji w przyszłym roku działalność miałaby też zakończyć katowicka kopalnia Wujek, która ma być wcześniej połączona z kopalnią Murcki-Staszic.

W 2023 r. miałaby skończyć wydobycie rudzka kopalnia Bielszowice, zaś inna część obecnej kopalni Ruda - Halemba - miałaby działać jeszcze do 2034 roku. W 2028 r. wygaszona byłaby kopalnia Bolesław Śmiały w Łaziskach Górnych, a rok później gliwicka kopalnia Sośnica. W 2035 roku zakończyłaby działalność kopalnia Piast w Bieruniu, a dwa lata później kopalnia Ziemowit w Lędzinach. Kopalnia Murcki-Staszic w Katowicach byłaby wygaszona w roku 2039, a kopalnia Bobrek w Bytomiu rok później. W 2041 przestałaby wydobywać węgiel kopalnia Mysłowice-Wesoła, w 2043 r. kopalnia Rydułtowy, a w 2046 r. kopalnia Marcel w Radlinie. W 2049 wygaszone mają zostać - jako ostatnie w Polsce - dwie kopalnie rybnickie: Chwałowice i Jankowice.

Kolorz zaznaczył, że podczas rozmów udało się też uzgodnić kwestie związane z polityką energetyczną państwa. „Dokument ten, w związku z dzisiejszym porozumieniem, nie jest dokumentem zamkniętym. On będzie zawierał wszystkie elementy uzgodnień, dalszych prac, już w zespołach roboczych” – wyjaśnił. Na tej podstawie zostanie podpisana szersza umowa społeczna - pomiędzy stroną rządową, społeczną i samorządowcami. Będzie musiała ją notyfikować Komisja Europejska.

Soboń wyraził przekonanie, że KE do końca br. zaakceptuje wypracowane w Polsce porozumienie, które – w jego opinii – pozwala na spokojną i sprawiedliwą transformację polskiego górnictwa i energetyki. Prace nad umową społeczną na rzecz polskiej transformacji mają zakończyć się do połowy grudnia. „Jeśli będziemy działali razem, jeżeli będziemy wspólnie występowali przed KE, nie widzę żadnego powodu, dla którego nie mielibyśmy notyfikować w tym zakresie pomocy publicznej dla Polski” - powiedział wiceminister.

Soboń zapowiedział też powołanie przez rząd pełnomocnika ds. społeczno-gospodarczej transformacji terenów pogórniczych. „Chcemy w szczególny sposób skierować tam wszystkie środki, tak aby te obszary mogły się rozwijać już po górnictwie - po tym, z czego utrzymywały się nie tylko rodziny samych pracowników kopalni, ale także w dużym stopniu lokalna gospodarka" - mówił Soboń.

Szef śląsko-dąbrowskiej „S” podziękował górnikom, którzy w ostatnich dniach protestowali pod ziemią. Skrytykował natomiast parlamentarzystów z woj. śląskiego, którzy jego zdaniem – z nielicznymi wyjątkami – nie interesowali się toczącymi się w Katowicach rozmowami. Soboń odpowiadał, że parlamentarzyści byli proszeni o to, by rozmowy toczyły się wyłącznie pomiędzy stroną rządową i społeczną.

Prezes PGG Tomasz Rogala ocenił po rozmowach, że porozumienie było bardzo trudne, zwłaszcza dla strony społecznej, ale zarazem konieczne. „Jest ono niezbędne, żeby ustabilizować sektor górniczy (…) w okresie zmian” - powiedział i dodał, że dokument stwarza warunki przeprowadzania zmian, a zarazem zabezpiecza pracowników i ich miejsca pracy.

Negocjacje porozumienia trwały z przerwami od minionego wtorku. Podczas kilku tur rozmów porozumiano się co do zasad transformacji, jednak jeszcze minionej nocy sporny pozostawał jej harmonogram, czyli czas działania poszczególnych kopalń. Już wcześniej informowano, że strony zgodziły się, iż transformacja górnictwa ma być rozłożona na wiele lat, a górnicy dołowi mają mieć gwarancję pracy w kopalniach do emerytury.(PAP)

autorzy: Krzysztof Konopka, Marek Błoński

kon/ mab/ je/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję