Reklama

Najważniejsza była Zambia

2014-05-13 13:04

Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 20/2014, str. 26-27

Kard. Adam Kozłowiecki SJ spędził na misjach w Zambii 61 lat. Przez 14 lat był biskupem i arcybiskupem Lusaki, po czym, na własną prośbę, zrezygnował z urzędu, aby umożliwić nominację miejscowego księdza. Miał ogromną wiedzę o krajach afrykańskich, znał dziewięć języków, był ceniony w Watykanie, ale najchętniej pracował jako najzwyklejszy wikary. Świadczy o tym także jego korespondencja z innym misjonarzem: ks. prał. Wacławem Kuflewskim, który pracował w Zambii w latach 1972-80, a następnie utworzył i prowadził Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Miałam okazję przeczytać te listy.

Droga do zakonu

Gdyby Kardynał żył, 1 kwietnia br. skończyłby 103 lata. Czasem żartował z tej primaaprilisowej daty urodzin, był zresztą znany ze skłonności do żartów na każdy temat, nawet na temat swoich pobytów w obozach Auschwitz i Dachau, które nazywał „pięcioletnimi wakacjami, które zafundował mu Adolf Hitler”.

Urodził się w rodzinie, której historia wywodziła się z czasów bitwy pod Wiedniem, gdzie w wojskach Jana III Sobieskiego walczył protoplasta rodu Kozłowieckich. Dzieciństwo Adama i jego braci: Czesława i Jerzego upływało bądź w rodzinnym majątku w Hucie Komorowskiej, bądź w willi w Zakopanem pod okiem babki i irlandzkiej guwernantki. W 1921 r. bracia trafili do szkoły dla chłopców, uważanej za najlepszą w II RP, a prowadzonej przez ojców jezuitów w Chyrowie. Kilka lat później, jako czternastolatek zwierzył się ojcu, że chciałby wstąpić do jezuitów. Nie znalazł aprobaty, ojciec w środku roku szkolnego przeniósł synów do gimnazjum w Poznaniu. Adam wytrwał w zamiarach i wstąpił do jezuitów po zdaniu matury i osiągnięciu pełnoletności.

Reklama

W podzięce za przetrwanie

W 1937 r. przyjął święcenia kapłańskie. Tuż po wybuchu wojny z pierwszym transportem więźniów trafił do Auschwitz. Następnie przewieziono go do Dachau, gdzie więziono ponad 1,7 tys. polskich księży. Tam przebywał do końca kwietnia 1945 r. Jak zauważył jeden ze współwięźniów: „W najcięższych chwilach zachowywał pogodę ducha, bo w wierze i modlitwie czerpał męstwo nadprzyrodzone”.

Po wyzwoleniu obozu i krótkim pobycie w Pullach, znalazł się w Rzymie, gdzie podjął dwie kluczowe decyzje: złożył ostatnie śluby zakonne i zgłosił się na wyjazd na misje do Afryki. Bo – jak pisał do swojego ojca duchownego – uważał „że byłoby to skandalem, gdyby żaden z uwolnionych nie podjął się tej pracy, byłoby to wielką niewdzięcznością wobec Boga za łaskę przetrwania piekła obozów”. W ten sposób 14 kwietnia 1946 r. znalazł się w Rodezji Północnej, wtedy kolonii brytyjskiej, obecnej Zambii. Podjął pracę w Kasisi, gdzie kierował budową kościoła, domu sióstr służebniczek i szkół. W 1955 r. został mianowany biskupem Lusaki, cztery lata później Jan XXIII podniósł go do godności arcybiskupa. Jako metropolita odegrał dużą rolę w okresie uzyskiwania przez ten kraj pełnej suwerenności. Kiedy struktury Kościoła w niepodległej Zambii umocniły się, w 1969 r. zrezygnował ze stolicy arcybiskupiej w Lusace.

Moja Afryka, moje Chingombe

Pracował kolejno w stacjach misyjnych: Chingombe, Mumbwa, Chikuni, Lusaka, Mulungushi i pod koniec życia w Mpunde. O pierwszej placówce, którą sam wybrał, gdyż była zagrożona likwidacją, pisze: „Nawet w samej Zambii Chingombe jest uważane za «świat deskami zabity», bo tak dostęp, jak i wyjazd stąd są dosyć trudne, nawet na pocztę w Kabwe i do sklepów mamy 220 km i to okropnej drogi”. A w kolejnym liście do ks. Kuflewskiego w 1972 r. relacjonuje: „Mieliśmy w ciągu tegorocznej pory deszczowej bardzo dużo roboty. O. Smyda naharował się nieraz za trzy woły. Trzeba było zająć się transportem przez nasze okropne górzyska, stale naprawiać drogę, doglądać kukurydzy w polu, kapusty w ogrodzie. Szerzą się tutaj różne choróbska i dużo ludzi tego roku poumierało”. Z troską prosi: „Najgorsze, że pokazała się śpiączka – na razie jeden wypadek, ale proszę się bardzo modlić, by się to nie rozszerzyło, bo jedna zarażona tym mucha tse-tse może dużo ludzi tej okropnej choroby nabawić”.

Kilka lat później proboszczem tej misji zostaje ks. Marceli Prawica, który chcąc oszczędzić ks. Kozłowieckiego, powierza mu obowiązki na miejscu. Ten jednak czasem urywa się „z łańcucha”. „We wrześniu wybrałem się na obchód najdalszych wiosek. Bogu dziękuję, że w 71. roku życia jeszcze mnie na taką wędrówkę stać, w ciągu 10 dni zrobiłem 160 km” – pisze do ks. Kuflewskiego. Ale w buszu bywa niebezpiecznie: „Raz zrobiłem wielkie głupstwo, bo odłączyłem się od moich tragarzy (łóżko polowe i pościel, kuchnia, walizka mszalna, lekarstwa i różne drobiazgi dla ludzi), poszedłem naprzód, no i zabłądziłem. Całą noc i dzień spędziłem z hienami w suchym jak pieprz buszu. Dzięki Bogu jednak, na drugi dzień odnalazłem ścieżkę. Moi tragarze i cała ludność z wiosek rozpoczęła już poszukiwania. Tragarze odmówili jedzenia, a nawet palenia, jak długo mnie, albo przynajmniej moich kości nie znajdą”.

Kukurydza, fasola i mucha tse-tse

Kiedy kard. Kozłowiecki komentuje problemy kontynentu afrykańskiego, widać świetną orientację w sytuacji międzynarodowej. Najczęściej jednak kreśli obrazy tego, co jest jego nieustanną troską: ewangelizacja wiernych, ich zdrowie i wyżywienie. „Ks. Prawica wielu ludziom zaorał pola, stara się, by tyle wyprodukowali, aby i dla starych, kalek i chorych można było na miejscu zakupić – czytamy w liście z 1983 r. – Na Misji zbierał już ryż, potem to samo pole zaorał, zasiał fasolę, posadził jarzyny i pełno nowych bananów”. W innym miejscu wyjaśnia, że ks. Prawica orze nie tylko pola misji, ale i okolicznych gospodarzy, „bo z powodu muchy tse-tse nie ma tu bydła, nie ma siły pociągowej do pługów”.

Radość, że udało się zorganizować „budowę biura parafialnego i sali na zebrania, bo mamy już Radę Parafialną, Akcję Katolicką, Stowarzyszenie św. Anny dla kobiet, «Stella» dla dziewcząt, Stowarzyszenie św. Wincentego à Paulo i kółko ministrantów” przeplata się z troską: „Ludzie cierpią głód, bo już drugi rok z rzędu mieliśmy złą porę deszczową. Ceny mąki kukurydzianej podskoczyły o 45 proc., więc biedni są w kłopocie. Kukurydza zebrana z naszych pól uratowała na jakiś czas sytuację”. Kiedy plony są obfitsze, ks. Kozłowiecki uczestniczy w „proszonych obiadach”. Klasyczne menu to „kukurydzianka z kurą, co – jak pisze – trzeba było po tutejszemu palcami jeść, do czego się jakoś nie mogę przyzwyczaić, mimo że jestem tutaj już 37 lat i jestem obywatelem zambijskim, wolę jeść nieprzyzwoicie, łyżką, widelcem i nożem, a Czarni wiedzą, że źle byłem wychowany, więc mi tego za złe nie biorą”.

Jak Was kiedyś kardynałem zrobią

Kilka lat później, już z nowej placówki informuje: „Mam kłopot z oczami, samochodu prowadzić nie mogę. Raz tylko albo dwa w miesiącu, jak kierowca jest wolny, zawożą mnie do którejś z tych stacyj, by ludzi wyspowiadać, Mszę św. odprawić, a jak trzeba, to i ochrzcić czy wybierzmować. Poza tym obsługuję, jak mogę, miejscową Misję w Mpunde. Ma ona bardzo wiele problemów”, podkreślając, że: „wielką pociechą było nam to, że nasi «zacofani» Afrykanie stanowczo odrzucili próby zalegalizowania «małżeństw homoseksualnych» popieranych nawet przez jednego z ambasadorów”.

W listach stale usprawiedliwia się z opóźnień w korespondencji. „Wybaczcie moje milczenie, przepraszam za nie, ale się nie poprawię, bo po prostu nie potrafię”, a następnie żartuje: „Nie macie pojęcia, co mi to kardynalstwo narobiło, jak Was kiedyś nagle kardynałem zrobią, to zrozumiecie”.

Coraz częściej Kardynał ma problemy zdrowotne. W 2003 r. nadmienia: „Mój kryzys w znacznej mierze przechodzi, ale jeszcze nie czuję się pewnym siebie. Zresztą w moim – 93. roku życia wiele kawałków w człowieku jest już mocno zużytych, byłem parę razy w garażu, żeby mi wymienili, ale mi nie dali”.

Bardziej niż sobą przejmuje się sytuacją murzyńskich dzieci: „Szkoła zbudowana przez Misję została ponad 20 lat temu objęta przez rząd, ale w tym roku nagle oddana naszym Siostrom, jako szkoła średnia dla dziewcząt. Chłopcom kazano szukać sobie miejsca gdzie indziej, większość przyjęto do szkoły w Kabwe ponad 40 km stąd, co ogromnie powiększyło koszty. Rodzin na to nie stać, zaczęły się pukania do mnie. Czy można sobie powiedzieć – mnie to nie obchodzi? Ludzie tu są biedni, dzieci bardzo biedne, bez opłaty nie są przyjmowane do szkoły ani do kliniki w razie choroby lub rany”. Pomagał nieustannie, wykorzystywał swoje międzynarodowe kontakty, czasem jednak czuł się bezradny. „Zaczęła się nasza zima bez śniegu, temperatura spada choćby tylko do minus 5, pamiętam dni, gdy było 0 st. C, ale bardzo się to odczuwa z powodu wysokości ponad 1100 m nad poziomem morza. Ja noszę dwa swetry, a dzieciaki codziennie lecą kilka kilometrów do szkoły w cienkich koszulinach i porteczkach, bez czegoś do zjedzenia, ufają tylko, że coś dostaną wieczorem, gdy wrócą ze szkoły”.

W zambijskiej ziemi na zawsze

W 2005 r. uczestniczył jeszcze w pogrzebie Jana Pawła II, którego znał od czasu Soboru Watykańskiego II. W ostatnim roku życia, w którym obchodził jubileusz 70-lecia kapłaństwa, do honorów i odznaczeń brytyjskich, francuskich, polskich i zambijskich, które już posiadał, dołączyły jeszcze dwa: doktorat honoris causa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 28 września 2007 r. w Lusace i spoczął w zambijskiej ziemi, którą tak bardzo ukochał.

W miejscu jego urodzenia – Hucie Komorowskiej w woj. podkarpackim – działa Fundacja im. Księdza Kardynała Adama Kozłowieckiego „Serce bez granic”, która poprzez liczne inicjatywy troszczy się o pamięć o tym wybitnym Polaku. Jej sukcesem jest utworzenie Muzeum Kardynała Adama Kozłowieckiego SJ, gdzie gromadzone są pamiątki związane z Misjonarzem Afryki, a także wydanie pomnikowego albumu „Serce bez granic”.

Tagi:
Kościół powołanie

Głos Kościoła w Polsce w konflikcie o LGBT+

2019-08-13 18:12

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

- Osoby przynależące do środowisk tzw. mniejszości seksualnych są naszymi braćmi i siostrami, za których Chrystus oddał swoje życie i które również chce doprowadzić do zbawienia – napisał 8 sierpnia abp Stanisław Gądecki w oświadczeniu. Dodał, że „szacunek dla konkretnych osób nie może jednak prowadzić do akceptacji ideologii, która stawia sobie za cel przeprowadzenie rewolucji w zakresie społecznych obyczajów i międzyosobowych relacji”.

pixabay.com

Takie – w największym skrócie – jest nauczanie Kościoła odnośnie do osób z mniejszości LGBT+ (gejów, lesbijek, osób biseksualnych i transseksualnych). Ludzi obarczonych tymi skłonnościami Kościół akceptuje i przeciwstawia się wszelkiej ich dyskryminacji, grzech potępia, a społeczeństwo ostrzega przed niebezpieczeństwem rewolucji obyczajowo-kulturowej. Kościół w Polsce w tym co mówi na ten temat reprezentuje nauczanie Kościoła powszechnego.

Tymczasem wokół stanowiska Kościoła wobec mniejszości LGBT+ panuje u nas ogromne zamieszanie. Środowiska LGBT+ wraz z polityczną lewicą zarzucają Kościołowi popieranie aktów przemocy, dyskryminowanie osób o orientacji homoseksualnej i wykluczanie ich. Uważają, że to Kościół ponosi moralną odpowiedzialność za wszelkie zło, jakie spotyka osoby tej orientacji.

Eskalacja konfliktu

Obecny rok jest czasem promocji programów środowisk LGBT+, w nieznanej dotąd skali. Zanim jednak na ulice polskich miast wyszły tzw. Marsze Równości, w lutym ogłoszono powstanie Partii Wiosna na czele z Robertem Biedroniem, b. prezydentem Słupska, znanym działaczem LGBT+. Jej program – jak sama głosi – jest: socjaldemokratyczny, socjalliberalny, antyklerykalny, feministyczny i proekologiczny. A w odróżnieniu od dawnych ugrupować polskiej lewicy, do czołowych jej postulatów należy legalizacja małżeństw osób tej samej płci i wprowadzenie instytucji rejestrowanego związku partnerskiego. Z kolei w sferze edukacji Wiosna proponuje wprowadzenie „nowoczesnej edukacji seksualnej”, uwzględniającej pojmowanie płciowości zgodnie z kanonami LGBT+ oraz obowiązkowej edukacji przeciwko przemocy w szkołach. Partia Biedronia stawia sobie za cel integrację całej lewicy w Polsce wokół nowego „paliwa programowego” jakim jest walka o prawa społeczności LGBT+. Podobnie jak w zachodniej Europie, myśl lewicowa w Polsce nie będzie się już koncertować wokół idei sprawiedliwości społecznej, bo o tym dawno już zapomniano, ale wokół programu rewolucji społeczno-kulturowej środowisk LGBT+. Kolejnym elementem tegorocznej kampanii było podpisanie 1 marca przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego deklaracji: ”Warszawska polityka miejska na rzecz społeczności LGBT+”. Deklaracja ma charakter uroczystego, politycznego zobowiązania prezydenta wobec warszawskiej społeczności LGBT+. Stanowi obietnicę realizacji (w trakcie kadencji 2018-2023) wielu konkretnych działań. Przewiduje m. in. specjalny pakiet praw mających chronić mniejszości seksualne przed dyskryminacją w sferach: Bezpieczeństwa, Edukacji, Kultury i Sportu, Pracy i Administracji.

Największe wątpliwości środowisk katolickich wywołał postulat wprowadzenia obowiązkowej edukacji seksualnej w szkołach, wedle standardów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Zgodnie ze standardami WHO, szkolni seksedukatorzy powinni przekazywać dzieciom w wieku poniżej 4 lat m. in. takie treści jak „radość i przyjemność z dotykania własnego ciała” czy wiedzę o „masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa”. Z kolei dzieci w wieku od 4 do 6 lat mają zgłębiać tematykę „związków osób tej samej płci”, a w wieku od 6 do 9 lat mają być nauczane o antykoncepcji oraz poznawać „seks w mediach” (włącznie z Internetem). Na etapie od 9 do 12 lat przedmiotem nauczania ma być m. in.: „przyjemność, masturbacja, orgazm” oraz „miłość wobec osób tej samej płci” czy także przekonywanie ich o „różnicach między tożsamością płciową i płcią biologiczną”. A już w wieku 12 do 15 lat - tym dzieciom, które odkryły swą odmienność seksualną - proponowany ma być «coming out», czyli publiczne ogłoszenie tego faktu. Cel edukacji ma być osiągnięty wraz z ukończeniem 15 roku, kiedy młody człowiek powinien już osiągnąć pełną „otwartość na różnego rodzaju związki seksualne i style życia”. Tak zarysowany program edukacji seksualnej pozostaje w diametralnej sprzeczności z „integralną wizją ludzkiej seksualności” zawartą w obowiązującej w Polsce podstawie programowej, wprowadzonej rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 14 lutego 2017.

Deklaracja sprzeczna z antropologią chrześcijańską

Warszawska Karta LGBT+ wywołała protesty rodziców, psychologów i prawników. 8 marca br. wypowiedzieli się na jej temat biskupi warszawscy: kard. Kazimierz Nycz i bp Romuald Kamiński. W swym oświadczeniu mówią o zawartej w niej „ideologii LGBT”. Wyjaśniają, że „chrześcijańska antropologia nie może zaakceptować wielu obecnych w ideologii LGBT aspektów, działań i postulatów, w tym związanych z promocją zawartej tam wizji ludzkiej płciowości, rodziny i jej roli w społeczeństwie, małżeństwa oraz tzw. „praw reprodukcyjnych”. A odnośnie do edukacji seksualnej w szkołach, przypominają stanowisko papieża Franciszka, który opowiada się za jej istnieniem, ale pod warunkiem przyznania „pierwszoplanowej roli” rodzicom. Duży niepokój biskupów wzbudziły zawarte w Karcie standardy edukacji seksualnej wedle Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Biskupi konkludują, że Karta LGBT+ jest sprzeczna „z konstytucyjnym prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz z obowiązującym prawem oświatowym”.

Kolejną instytucją katolicką, która poddała warszawską Deklarację krytyce, było prowadzone przez ks. Adama Żaka SJ Centrum Ochrony Dziecka. W stanowisku z 12 marca br. COD czytamy, że błędem jest obejmowanie szczególną ochroną prawną jednej grupy społecznej, gdyż „wyróżniając jedną grupę, nawet w celach jej ochrony , zwiększa się ryzyko dyskryminacji innych grup”. A odnośnie do programów edukacji seksualnej COD oświadcza, że „nikt nie ma prawa narzucić standardów edukacji bez uprzedniej zgody rodziców” oraz, że władza publiczna powinna w tym zakresie trzymać się zasady pomocniczości. 13 marca w sprawie Deklaracji zabrała głos Konferencja Episkopatu Polski, przypominając, że zgodnie z Konstytucją RP „każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed demoralizacją” . Biskupi zaznaczyli że „u podstawy ich stanowiska nie stoi brak szacunku dla godności osób homoseksualnych, ale troska o dobro wspólne całego społeczeństwa, a zwłaszcza o poszanowanie praw rodziców i dzieci”. Dalej jasno wykazują, że idee głoszone przez środowiska LGBT stanowią „zakwestionowanie chrześcijańskiej wizji człowieka”, gdyż „zgodnie z obrazem biblijnym, Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, jako mężczyznę i kobietę”, a różnica płci, chciana przez Boga, stanowi podstawę małżeństwa i zbudowanej na nim rodziny, będącej podstawową komórką społeczeństwa”. Zdaniem biskupów „proponowane alternatywne wizje człowieka nie liczą się z prawdą o ludzkiej naturze, a odwołują się jedynie do wymyślonych ideologicznych wyobrażeń. Nie tylko są całkowicie obce europejskiej cywilizacji, ale – gdyby miały stać się podstawą normy społecznej – byłyby zagrożeniem dla przyszłości naszego kontynentu”.

Episkopat skrytykował także proponowane w Deklaracji zapisy nt. edukacji seksualnej oraz inne, nakazujące uwzględnianie „orientacji psychoseksualnej” czy „styl życia”, przy podejmowaniu decyzji personalnych w administracji miejskiej jak również „preferencyjnego traktowania przez lokalne społeczności pracodawców zrzeszonych w oraz próby wykluczenia z grona kontrahentów wszystkich przedsiębiorców podejrzewanych o brak tolerancji.

Biskupi wyrazili obawę, że „ewentualne wprowadzenie przytoczonych postulatów może spowodować istotną zmianę w funkcjonowaniu demokracji w naszym kraju, powodując nie tylko ograniczenie praw dzieci i rodziców, ale także prawa wszystkich obywateli”.

Wobec Marszów Równości

Poczynając od kwietnia br. w kolejnych polskich miastach organizowane są Marsze Równości (w sumie 23). W tym roku po raz pierwszy towarzyszyły im akty profanacji symboli chrześcijańskich. W Gdańsku parodiowano procesję z Najśw. Sakramentem: w formie monstrancji ozdobionej wstęgami niesiono rysunek waginy. W Warszawie przed marszem odprawiono „mszę”, której przewodniczył znany działacz LGBT Szymon Niemiec, będący duchownym jednego z tzw. wolnych kościołów protestanckich, a koncelebrował mężczyzna w durszlaku na głowie z Kościoła Potwora Spaghetti. Niezależnie od marszów, w Płocku i Warszawie środowiska LGBT+ rozpowszechnały wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z doklejoną tęczową aureolą. Akty te spotkały się ze sprzeciwem społeczności katolickiej. W niektórych diecezjach i sanktuariach sprawowano nabożeństwa ekspiacyjne. „Niestety i w naszych czasach niemal codziennie dochodzi do profanacji znaków religijnych, w tym Wizerunku Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Samo dochodzenie konsekwencji prawnych jest niewystarczające. Jako katolicy musimy podejmować kroki do umocnienia naszej wiary” – napisał abp Wacław Depo w słowie pasterskim odczytanym 19 maja w kościołach archidiecezji częstochowskiej. Metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga zaapelował o modlitwę wynagradzającą, w postaci różańca po nabożeństwach majowych 12 i 13 maja w rocznicę objawień fatimskich.

W niektórych miastach, kiedy paradowały Marsze Równości, kościelne ruchy i stowarzyszenia spotykały się na wspólnej modlitwie. Np. w Kielcach 13 lipca, kiedy ulicami miasta podążała Parada Równości, środowiska katolickie spotkały się na placu przy katedrze, na wspólnej modlitwie różańcowej, pod hasłem: „Różaniec na szaniec”. W pokojowej modlitwie, trwającej przez kilka godzin, uczestniczyło ponad 300 osób z Akcji Katolickiej, Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, Neokatechumenatu, Jerycha Różańcowego, Róż Żywego Różańca, Apostolatu Maryjnego i Koła Przyjaciół Radia Maryja. Podobnie, kiedy zbliżał się Marsz Równości w Białymstoku (zaplanowany na 20 lipca), tamtejsze środowiska katolickie wpadły na analogiczny pomysł. Abp Tadeusz Wojda 7 lipca wydał odezwę, w której podkreślił, że marsz LGBT+ „jest to inicjatywa obca naszej podlaskiej ziemi, która jest mocno zakorzeniona w Bogu i zatroskana o dobro własnego społeczeństwa, a zwłaszcza dzieci”. Opisał antyreligijne incydenty jakie miały miejsce w innych miastach, dodając, że „wobec takiej postawy mówimy stanowcze nie i powtarzamy za kard. Stefanem Wyszyńskim ”. „Ewangelia uczy nas szacunku i miłości do każdego człowieka i to staramy się czynić, ale nie godzimy się na szydzenie z naszej wiary i deprawację najmłodszych” – pokreślił i poprosił wiernych o modlitwę „w intencji obrony chrześcijańskiej wizji człowieka i rodziny. Marszałek województwa podlaskiego zorganizował piknik rodzinny równolegle z Marszem Równości, a patronat nad min objęli metropolita białostocki wraz z prawosławnym arcybiskupem Jakubem. W ramach pikniku odbywały się m. in. zabawy dla dzieci, koncerty, pokazy sprzętu wojskowego jak i zabytkowych aut.

Piknik poprzedził o przemarsz środowisk katolickich, który wyruszył sprzed kościoła św. Rocha. Ok. 400 osób, w tym rodziny z małymi dziećmi, idąc modliło się, niesiono transparenty: “Rodzina Bogiem silna”, “Stop marksizmowi kulturowemu” oraz “Mama i tata największym skarbem świata”. Następnie w katedrze trwała adoracja, a przed świątynią modlitwy i intencji wynagrodzenia Panu Bogu i Maryi za grzech homoseksualizmu. Uczestniczyło od 1000 do 3000 osób, w tym marszałek województwa podlaskiego oraz samorządowcy. Odmawiano różaniec przeplatany cytatami ze świętych (Tomasza z Akwinu, Piotra Damianiego, Katarzyny ze Sieny), w których krytyce poddany został „grzech sodomski”. W trakcie wydarzeń, organizowanych pod egidą Kościoła, nie miały miejsca żadne akty agresji czy inne niepokojące incydenty. Nawet przeciwnie – jak relacjonuje Stanisław Sadowski z Krucjaty Młodych - uczestnicy spotkania modlitewnego znosili prowokacje osób z zewnątrz, prawdopodobnie zabłąkanych lub spóźnionych uczestników Parady Równości, którzy ostentacyjnie wyrażali pogardę i nienawiść dla modlących się. Jak wiemy, miały też miejsce akty agresji i przemocy ze strony przeciwników Marszu Równości, głównie tzw. kiboli i przedstawicieli organizacji narodowych. Największa, ponad 1000-osobowa kontrmanifestacja zgromadziła się pod pomnikiem Bohaterów Ziemi Białostockiej. Olbrzymim echem odbiły się sceny, w których osobnicy z różańcami i chrześcijańskimi symbolami przejawiali agresję wobec uczestników Marszu Równości. Spod transparentów: „Bóg – honor – ojczyzna”, padały wulgarne czy nawołujące do przemocy określenia. W Marsz Równości rzucano petardy, kamienie, kostkę brukową, butelki, jajka. W tym momencie należy zaznaczyć, że środowiska, które stosowały przemoc w Białymstoku nie mają wiele wspólnego z Kościołem, który odnosi się do nich z olbrzymia rezerwą. A posługiwanie się przez nie symboliką religijną ma wszelkie znamiona nieuprawnionej instrumentalizacji.

Czyny przeciwne nauczaniu Chrystusa

O postawie Kościoła świadczy stanowisko abp. Wojdy, który zdecydowanie potępił przemoc, jaka miała miejsce. „Nie do pogodzenia z postawą chrześcijanina, naśladowcy Chrystusa, były akty przemocy i pogardy. Te, w żadnym przypadku, nie mogą być usprawiedliwiane i akceptowane. Są to czyny przeciwne nauczaniu Chrystusa” – napisał w oświadczeniu wydanym 22 lipca.

Z kolei rzecznik KEP, ks. Paweł Rytel-Andrianik, oświadczył, że „przemoc i pogarda w żadnym przypadku nie mogą być usprawiedliwiane i akceptowane” oraz, że „trzeba wyrazić jednoznaczną dezaprobatę wobec aktów agresji, takich jak te, które miały miejsce w Białymstoku”.

Nowa ideologia?

Apogeum konfliktu spowodowały słowa abp. Marka Jędraszewskiego z 1 sierpnia, który podczas mszy z okazji 75. Rocznicy Powstania Warszawskiego, w nawiązaniu do wiersza poety powiedział m. in.: „Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa”. Wyjaśniając sens swej wypowiedzi, w kilka dni później tłumaczył, że ideologia LGBT "jest to bardzo określony system myślenia i antywartości. Podkreślił, że używając stwierdzenia „tęczowa zaraza” miał na myśli tę ideologię, a nie ludzi z nią związanych. – Kościół ludzi nie potępia. Potępia zło. Także to, które przyjmuje kształt konkretnej ideologii – zauważył. Dodał, że grzech jest złem, które czyni człowiek, a miłosierny Jezus pochyla się nad grzesznikiem, wskazując mu drogę nawrócenia.

Porównanie przez abp. Marka Jędraszewskiego programu społeczno-kulturowej rewolucji postulowanej przez środowiska LGBT do ideologii XX – stulecia wywołało falę protestów. W sobotę 3 sierpnia około 30 osób manifestowało pod rezydencją metropolity krakowskiego z transparentami m. in: „Nie jesteśmy zarazą”. Podczas manifestacji środowisk LGBT, 7 sierpnia pod nuncjaturą w Warszawie słowa metropolity krakowskiego określane były jako „faszystowskie”, domagano się jego dymisji jak i całego polskiego Episkopatu. Generalnie w ramach Kościoła, i to nie tylko w Polsce, abp Jędraszewski uzyskał olbrzymie poparcie i z zewsząd kierowano doń wyrazy solidarności. Krakowscy pielgrzymi, którzy 6 sierpnia wyruszyli w 39. Pieszej Pielgrzymce na Jasną Gorę wyrazili solidarność z e swym biskupem. - Księże arcybiskupie, jesteśmy z tobą, będziemy polecać ciebie i twoje intencje na naszym pielgrzymim szlaku – powiedział ks. Jan Przybocki, koordynator pielgrzymki na początku Mszy św. rozpoczynającej wędrówkę. Na jego słowa wierni odpowiedzieli brawami. 10 sierpnia pod siedzibą metropolity na Franciszkańskiej 3 zgromadziło się ok. 3 tys. osób z całej Polski. Przeczytano odezwę, w której napisano m. in.: „Po atakach na arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, zdecydowaliśmy się wyjść na ulicę, by przypomnieć, że my katolicy, jesteśmy polskimi obywatelami. Że chroni nas prawo. Z tego miejsca, pamiętającego spotkania Polaków ze świętym Janem Pawłem II oraz jego następcami: papieżami Benedyktem XVI i Franciszkiem, wzywamy polskich biskupów i polskie władze do stanowczego przeciwstawienia się antychrześcijańskiej rewolucji, ideologii LGBT zmierzającej de facto do neomarksistowskiej dyktatury. Nie możemy na to pozwolić. Non possumus!”

Przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki w oświadczeniu z 8 sierpnia wyraził opinię, że „fala krytyki, która dotknęła metropolitę krakowskiego, arcybiskupa i profesora, a także reakcje pracodawców wobec osób wyrażających swoją dezaprobatę wobec ideologii LGBT+, świadczą o zakorzenionym w pewnych środowiskach totalitaryzmie światopoglądowym, polegającym na usuwaniu poza sferę obszaru wolności ludzi myślących inaczej”. Do polskich samorządów zaapelował z tej okazji „o niepodejmowanie decyzji, które – pod pozorem przeciwdziałania dyskryminacji – skrywałyby ideologię zaprzeczającą naturalnej różnicy płci i komplementarności mężczyzn i kobiet”. Zaapelował również do parlamentarzystów, aby „oparli się dalekosiężnym planom środowisk LGBT+ polegającym na zmianie polskiego prawa na rzecz wprowadzenia tzw. małżeństw homoseksualnych oraz możliwości adopcji przez nie dzieci”. Przypomniał, że szacunek dla osób homoseksualnych nie może prowadzić do akceptacji ideologii, która stawia sobie za cel przeprowadzenie rewolucji w zakresie społecznych obyczajów i międzyosobowych relacji”. Wśród licznych głosów poparcia na uwagę zasługują wyrazy solidarności, płynące zza granicy a wyrażone przez przewodniczących Konferencji Biskupich Czech, Słowacji i Węgier. „Jako prymas Czech, przewodniczący Konferencji Biskupów Czeskich, arcybiskup Pragi i kardynał Kościoła rzymskokatolickiego przyłączam się do deklaracji przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski i wzywam do podobnego kroku przedstawicieli episkopatów Słowacji i Węgier – napisał kard. Dominik Duka OP 11 sierpnia. Dzień później przewodniczący episkopatu Słowacji abp Stanislav Zvolenský w liście do metropolity poznańskiego przypomniał, że jeszcze przed trzydziestu laty kraje Europy Środkowej i Wschodniej znajdowały się w niewoli ideologii komunistycznej. „Jesteśmy zatem wrażliwi na wszelkie próby uciszenia opinii na pewne tematy tylko dlatego, że są one uważane za politycznie niepoprawne z powodów ideologicznych” – podkreślił i dodał, że dziś, bardziej niż kiedykolwiek „ważne jest, by rozmawiać o człowieku w perspektywie integralnej a także rozwijać antropologię chrześcijańską”. Z kolei 13 sierpnia zabrał głos przewodniczący episkopatu węgierskiego bp András Veres. Wyraził solidarność z przewodniczącym polskiego Episkopatu, informując, że „obserwujemy ze zdumieniem ostatnie niesłuszne ataki, ponieważ wyraziliście jedynie nauczanie Kościoła Katolickiego w obliczu zjawiska naszych czasów”. Jednocześnie dodał, że „szokujące jest to, że ci, którzy domagają się akceptacji swoich przekonań, jednocześnie odmawiają prawa do wypowiadania się Wam i tym, którzy mają odmienne zdanie w danej sprawie”.

Inny nurt w Kościele

Po wypowiedzi abp. Jędraszewskiego z 1 sierpnia dał o sobie znać również inny nurt obecny w ramach polskiego katolicyzmu. W czasie manifestacji pod nuncjaturą w Warszawie, zorganizowanej przez środowiska LGBT + oraz lewicowych polityków, przemawiał także Ignacy Dudkiewicz z warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, redaktor naczelny magazynu „Kontakt”, który stwierdził, że osoby LGBT po słowach abp. Jędraszewskiego poczuły się dyskryminowane i że dla arcybiskupa "czas odejść". Analogiczne stanowisko zajął również „Tygodnik Powszechny”, który w artykule Piotra Sikory zamieścił opinię, że „przesłanie kazania, które 1 sierpnia wygłosił abp Marek Jędraszewski, jest przeciwne nauce Jezusa”. Krytycznie do słów metropolity krakowskiego odniósł się również ks. prof. Alfred Wierzbicki z KUL, pisząc na łamach „Więzi”, że "Zamiast wojny kulturowej z LGBT+ Kościół powinien iść mało spektakularną drogą poszukiwania zagubionej owcy i zagubionej monety". Do pisania listów protestacyjnych do arcybiskupa krakowskiego zachęcał również dominikanin o. Paweł Gużyński, za co zresztą został ukarany pokutą przez swego prowincjała o. Pawła Kozackiego OP.

Widać, że środowiska określające się same jako tzw. katolicyzm otwarty, a od dziesięcioleci deklarujące ideową bliskość do szeroko pojętej lewicy, mają dziś olbrzymi kłopot. O ile bowiem kilkadziesiąt lat temu będąc katolikiem można było w uczciwy sposób deklarować „lewicowość” w rozumieniu poparcia dla społecznej wrażliwości tego nurtu, wyrażanej w hasłach sprawiedliwości społecznej, to powstaje pytanie czy ten sojusz może być dziś kontynuowany. Ideowe oblicze lewicy uległo radykalnej zmianie. W miejsce haseł sprawiedliwości społecznej czy walki o wyzwolenie proletariatu, wysuwa ona program reformy istniejącej struktury społecznej drogą legalizacji małżeństw homoseksualnych i związków partnerskich. Postuluje też dalekosiężną rewolucję w zakresie społecznych obyczajów i międzyosobowych relacji, jakże daleką od europejskich wartości, czerpiących swe źródła z judaizmu i chrześcijaństwa. Przydałaby się niewątpliwie pogłębiona dyskusja na ten temat w ramach tzw. katolicyzmu otwartego, gdyż szkoda byłoby, aby tak zasłużone dla kształtowania ducha dialogu i promocji Soboru Watykańskiego II środowiska, znalazły się w konflikcie z hierarchią Kościoła i jego nauczaniem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Julián Barrio Barrio: trzeba odzyskać chrześcijańską wizję człowieka

2019-08-20 17:29

Ks. Mariusz Frukacz

– W dzisiejszej Europie musimy odzyskać chrześcijańską wizję człowieka i powrócić do pojęcia prawa naturalnego, do właściwego pojęcia człowieka – podkreślił w rozmowie z „Niedzielą” arcybiskup Santiago de Compostela abp Julián Barrio Barrio, który 20 sierpnia odwiedził sanktuarium na Jasnej Górze.

Marian Sztajner/Niedziela

Abp Barrio Barrio odniósł się do zmagań Kościoła w Hiszpanii, kiedy rządy premiera José Luisa Zapatero uderzyły w rodzinę, małżeństwo. Zaczęła się też promocja ideologii gender, ideologii LGBT. – Jesteśmy w Europie świadkami bardzo silnego procesu sekularyzacji. Mimo wszystko jako Kościół staraliśmy się i musimy wciąż na te procesy odpowiadać w sposób bardzo zaangażowany, przypominając wartości ewangeliczne. Nie możemy jedynie iść wobec tych problemów w sposób konfrontacyjny, ale pokazywać cały świat wartości chrześcijańskich w sposób pozytywny. Oczywiście, jako chrześcijanie musimy być obecni z tymi wartościami w naszym życiu, ale także w naszej kulturze – powiedział abp Barrio Barrio.

Z ubolewaniem zauważył również, że dzisiejsi politycy w Europie zapomnieli o „Akcie Europejskim” św. Jana Pawła II z 1982 r. – Nie mogę zrozumieć tego, że politycy w dzisiejszej Europie nie powracają do przemówienia Jana Pawła II z 1982 r. w Santiago de Compostela, które nazywane jest „Aktem Europejskim”. To przecież było przemówienie prorockie. Wciąż musimy budować Europę Ducha, o której mówił Jan Paweł II. Nie chodzi o budowanie nowej Europy, ale trzeba na nowo odkryć te wartości, które ją ukształtowały – zaznaczył arcybiskup.

Jego zdaniem: „ruch pielgrzymkowy, powstające nowe szlaki tzw. Camino to tak naprawdę rzeczywistość stałego szukania, także sensu życia”. – Człowiek musi wejść niejako w siebie, by odnaleźć ten sens. Człowiek musi odkryć obecność Boga w swoim życiu. Niestety, w naszych czasach również wizja człowieka, antropologia chrześcijańska jest niejako umniejszana. Człowiek musi odnaleźć samego siebie. Trzeba powrócić do pojęcia prawa naturalnego, do właściwego pojęcia człowieka. Musimy odzyskać katolicką wizję człowieka – powiedział abp Barrio Barrio.

Na zakończenie wskazał na znaczenie nadziei w życiu dzisiejszej Europy

– Główne przesłanie dla dzisiejszej Europy to przesłanie nadziei. W tym tkwi także rola mediów katolickich. Dawać nadzieję – podkreślił arcybiskup Santiago de Compostela.

Abp Barrio Barrio przewodniczył Mszy św. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. Na początku Eucharystii zaapelował o pójście drogą maryjną, na której Maryja prowadzi nas do Syna.

Po Mszy św. arcybiskup spotkał się m.in. z o. Marianem Waligórą, przeorem Jasnej Góry, i zwiedził sanktuarium. Abp Julián Barrio Barrio przybył do Polski na zaproszenie organizatorów wystawy „Śladami Jezusa”.

Abp Julián Barrio Barrio jest arcybiskupem Santiago de Compostela od 5 stycznia 1996 r. Urodził się w roku 1946 r. Święcenia kapłańskie otrzymał 4 lipca 1971 r. Sakrę biskupią przyjął w roku 1992 r. z rąk ówczesnego arcybiskupa Santiago – Antonio María Rouco Vareli.

Wywiad z abp. Juliánem Barrio Barrio opublikowany zostanie w „Niedzieli” z datą 8 września 2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Jeż do chorych: jesteśmy sobie nawzajem potrzebni, bo nikt z nas nie jest samowystarczalny

2019-08-21 13:11

eb / Pasierbiec (KAI)

„Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni, bo nikt z nas nie jest samowystarczalny” - mówił biskup tarnowski Andrzej Jeż w Pasierbcu. W sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia trwa odpust. Dziś modlili się tam chorzy, starsi i niepełnosprawni.

Dominik Różański

„Nikt z nas nie wie kiedy i w jakich okolicznościach będzie potrzebował szczególnej pomocy innych. Zdrowie, sprawność fizyczną można niekiedy stracić w jednej chwili, a wszystkim nam wraz z upływem lat będzie ubywać sił. I wtedy człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę, jak dobrze jest, gdy ma się przy sobie kogoś, kto jest gotowy pomóc, usłużyć, wesprzeć, porozmawiać” - mówił biskup w homilii.

Zwracając się do chorych i cierpiących kaznodzieja podkreślił, że mogą oni służyć Kościołowi i Ojczyźnie modlitwą oraz ofiarowanym cierpieniem. „Jeden Bóg wie, ile rzeczywiście dzięki ofiarowanej modlitwie i cierpieniu dokonuje się dobra na świecie. Każdy człowiek, w każdym położeniu życiowym i o każdej porze życia jest potrzebny i może zdziałać wiele dobrego” - podkreślił.

Biskup tarnowski Andrzej Jeż mówił też, że modlitwa wsparta cierpieniem, jak modlitwa Chrystusa na krzyżu, ma szczególną moc. „Siła tej modlitwy jest potrzebna tym bardziej, im bardziej rośnie w siłę zło; im bardziej trudne i niespokojne stają się czasy…Właśnie cierpienie niewinnych pozwala ocalić tych, którzy zmierzają ku potępieniu. Zaś Pan Bóg może wykorzystać cierpienie niewinnych aby zniszczyć zło. Siła zła ugina się właśnie pod tym, co czyste i niewinne” - podkreślił bp Jeż.

Odpust w sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Pasierbcu potrwa do niedzieli. W piątek do kościoła zostaną wprowadzone relikwie misjonarzy męczenników bł. o. Zbigniewa Strzałkowskiego i bł. o. Michała Tomaszka.

W sobotę Mszy św. o północy przewodniczyć będzie bp Leszek Leszkiewicz, a Eucharystii w niedzielę o godzinie 11.00 bp Mirosław Gucwa z Republiki Środkowoafrykańskiej.

Pasierbiec to wioska leżąca blisko Limanowej. Znajduje się tam sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia z cudownym obrazem koronowanym w 1993 r.

Wierni odwiedzający Pasierbiec modlą się na dróżkach maryjnych rozsianych po pasierbieckim wzgórzu. Zatrzymują się przy Grocie Ocalenia, która upamiętnia ocalenie przed śmiercią żołnierza Jana Matrasa.

W Pasierbcu znajduje się także wyjątkowa Droga Krzyżowa. Przy poszczególnych stacjach są dwumetrowe rzeźby przedstawiające św. Jana Pawła II, bł. ks. Jerzego Popiełuszkę, ks. Franciszka Blachnickiego, Prymasa Stefana Wyszyńskiego, tarnowskich misjonarzy męczenników ks. Jan Czubę i o. Zbigniewa Strzałkowskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem