Reklama

Konające serce z Lanciano

2014-06-16 13:56

Z o. Zbigniewem Deryłą OFMConv rozmawia Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 25/2014, str. 18-19

JANUSZ ROSIKOŃ
Relikwiarz cudu eucharystycznego, zawierający fragment ludzkiego mięśnia sercowego oraz pięć zakrzepłych grudek krwi

O ile ateista może mieć poznawcze wątpliwości co do realnego istnienia – hic et nunc – Jezusa Chrystusa w Najświętszej Eucharystii, o tyle – jeśli kieruje się pragnieniem poszukiwania prawdy – po prostu nie może przejść obojętnie wobec faktu istnienia cudów eucharystycznych. Jeden z nich – cud w Lanciano – jest w stanie rzucić na kolana najzatwardzialszych niedowiarków. Dlaczego? O cudzie wiecznej Miłości Jezusa Chrystusa do człowieka, który objawił się ponad XII wieków temu w małym, włoskim miasteczku, mówi o. Zbigniew Deryło OFMConv.

BERNADETA GRABOWSKA: – w jakich okolicznościach doszło do cudu w Lanciano?

O. ZBIGNIEW DERYŁO OFMConv: – Cud w Lanciano jest pierwszym, odnotowanym w historii Kościoła cudem eucharystycznym. Wydarzył na początku VIII w., czyli ponad 1250 lat temu, w małym kościołku po wezwaniem świętego Legoncjana. Wówczas do Lanciano z Konstantynopola przybyła grupa mnichów bazyliańskich, w obawie przed prześladowaniem religijnym, które wyrażało się m.in w zakazie czczenia świętych ikon. Prześladowani wierzący uciekali w różne strony świata. Wśród mnichów, którzy przybyli wówczas do Lanciano był kapłan, bazylianin, o którym dziś powszechnie mówi się, że zwątpił w rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii. W sanktuarium św. Franciszka w Lanciano wiszą tablice kamienne z 1636 roku, które podają, że mnich ten przeżywał głęboki kryzys swojej wiary. Jak czytamy: mnich „modlił się, aby Pan usunął tę ranę niewiary z jego serca”. Pod wątpliwość tych wniosków można podać fakt, że informacja o stanie ducha mnicha próbuje się wysnuć prawie dziesięć wieków po jego śmierci. Osobiście nie podzielam tego zdania. Mnich najprawdopodobniej przeżył tzw. „noc duchową, wewnętrzną”, jakiej doświadczało wielu wybitych postaci – świętych i doktorów kościoła, takich jak św. Teresa, św. Faustyna, św. Franciszek czy św. Matka Teresa z Kaluty.
Dodatkowo przybywając do Lanciano, spotkał się z silnym nurtem, głoszącym, że Jezus Chrystusa nie ma realnie w Eucharystii, ale tylko symbolicznie. To bez wątpienia był dla Niego cios, który w jego duszy mógł wysnuć szereg pytań i wątpliwości: „Czy Pan Jezus jest obecny w Najświętszym Sakramencie cały czas, czy tylko przez chwilę?”
Jego pytania jednak nie świadczyły o tym, że zwątpił, lub przestał wierzyć, ale że na miarę swojej ludzkiej natury próbował zrozumieć to co go samego przekracza, jednocześnie trzymając się ściśle tej Tajemnicy, nie odstępując od niej. „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.” (Hbr 11, 1)
Doświadczenie tzw. „nocy duchowych” ma miejsce zawsze wtedy kiedy Bóg chce dać Kościołowi jakiś wielki dar. Osoba, która została wybrana przez Niego musi przejść gruntowane oczyszczenie, wyzbyć się wszystkich ziemskich przypadłości, po to, aby stać się bardziej podobną Bogu. Proszę zauważyć jeszcze jedną rzecz. Mnich nie mógł wątpić. Jeżeli byłoby inaczej, to dziś wystarczyłoby tylko wątpić, a wokół będziemy mieli masę cudów...

– W jakich okolicznościach doszło zatem do cudu eucharystycznego w Lanciano?

– Cud wydarzył się podczas sprawowania Najświętszej Ofiary, w małym, włoskim miasteczku Lanciano położonym na południe od Pescary. Mnich, po konsekracji, kiedy wymienił słowa „Bierzcie i jedzcie, to jest moje Ciało… Bierzcie i pijcie, to jest moja Krew” – zobaczył, że hostia zamienia się w ciało, a wino w kielichu krew. Proszę sobie spróbować wyobrazić co on w tamtej chwili mógł czuć i myśleć, tak po ludzku. Dłuższy czas milczał i stał w bezruchu. Potem serce jego zaczęło napełniać się radością Boża, która niejako kazała mu oznajmić o tym cudzie innym. Po jakimś czasie zawołał: „Patrzcie, oto prawdziwe Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, które uczynił widzialne dla mnie w tym celu, abym nie był już niedowiarkiem lecz wierzącym, wejdźcie i zobaczcie, jaki cud się dokonał”. Na podstawie tych słów można wnioskować, że ten człowiek zrozumiał, iż jest to odpowiedź zarówno dla niego, jak i dla innych. Pan Jezus przyszedł przypomnieć, że codziennie na ołtarzach świata, podczas każdej Mszy Świętej, ofiarowuje siebie za nas, dokładnie tak jak 2000 lat temu na Golgocie. Codziennie umiera z miłości do Ciebie i do mnie...

– Co działo się dalej z cudem? Jak zareagowali współbracia mnicha?

– Kilka dni po cudownym wydarzeniu, mnisi zauważyli, że cudowne ciała Pańskie się kurczy. W trosce o cud przybili Ciało Pańskie wokół 12 gwoździkami do specjalnego, kosztownego materiału z myślą, żeby je zachować w kształcie hostii dla przyszłych pokoleń. Do dzisiaj dzięki ich rozsądnemu działaniu cudowne Ciało z Lanciano ma okrągły kształt hostii.
Najświętsza Krew Chrystusa podzieliła się natomiast w pięciu osobnych grudkach. Każda z nich jest nieco inna pod względem wielkości i kształtu. Skrzepnięta krew ma kolor ziemisty, jest bardzo twarda. Jej łączna waga to 15,85 gramów. Ciało Pańskie przybrało kolor lekko brunatny, kiedy oświetli się ją od strony tylnej nabiera różowego odcienia.

– Czy zachowały się jakiekolwiek dokumenty historyczne z tamtego okresu, świadczące o cudzie?

– Niestety nie, wszystkie poginęły, z różnych powodów. W Lanciano dwa razy doszło do trzęsienia ziemi, na przestrzeni wieków miały miejsce również częste pożary i grabieże. Ostatnich łupów na klasztor i sanktuarium w Lanciano dokonała armia napoleońska, która zrabowała pozostałe dokumenty o cudzie...
Cud eucharystyczny został uznany oficjalnie przez Kościół 17 lutego 1574 roku decyzją biskupa Lanciano, Rodrigueza Gaspere. Poddał on wtedy zakrzepłą krew badaniom, które dowiodły, że pięć jej fragmentów waży tyle samo, co jeden.

– Czy cud z Lanciano został poddany badaniom?

– W 1970 r. i w 1971 r. pod kierunkiem prof. dr. Odoardo Linoli ordynatora Szpitala Riuniti w Arezzo, eksperta w dziedzinie anatomii histopatologii, chemii i diagnostyki laboratoryjnej Uniwersytetu z Arezzo oraz prof. dr. Ruggero Bertelli z Instytutu Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu ze Sieny pobrano próbki z Ciała i Krwi i poddanno je licznym badaniom. Badania były bardzo dokładne, trwały dwa lata. 4 marca 1971 w Sanktuarium św. Franciszka w Lanciano podano do opinii publicznej, że „cudowne ciało z Lanciano jest cząstką ludzkiego ciała. Cudowna krew jest ludzką krwią.”
Z przeprowadzonych badań wynikało, że ciało składa się z tkanki mięśnia sercowego miocardon, Ciało i krew mają tą samą grupę krwi AB. W cudownej krwi odkryto żywe białka, takie jakie spotyka się w żywej krwi ludzkiej. Stwierdzono też obecność substancji mineralnych takich jak chlorki, fosfor, magnez, potas, sód i wapń. Cudowna krew i ciało przetrwały w bardzo dobrym stanie dwanaście wieków, co z punktu widzenia naukowego, racjonalnego jest po prostu niemożliwe. Pomimo niesprzyjających czynników biologicznych, atmosferycznych” nie znaleziono w nich (na nich) śladów konserwantów, czy balsamowania.
Następna istotna rzecz. Udowodniono, że cudowne Ciało z Lanciano jest to jak gdyby przekrój mięśnia serca – z góry na dół – wycięty sam środek serca. Dzisiaj, przy tak zaawansowanej technice byłoby nam trudno to wykonać, wyciąć taki fragment serca, a co dopiero dwanaście wieków temu...
Cudowne ciało z Lanciano to konające serce. Dlaczego się skurczyło? Otóż serce kiedy umiera kurczy się. To serce ludzkie przekrojone wzdłuż, które chciało się zamknąć. Prof. Linoli w swoim raporcie pisze, że „fragment Ciała jest przekrojem serca i jest to absolutnie widoczne, że mamy do czynienia z prawą i lewą komorą”. Mnisi przybili je gwoździkami, a ono zachowało się jednak zgodnie z naturą, zamykając się niejako odwrotnie, na boki. Wydaje się, że środek jest dziurawy, jednak gdy się dobrze Mu przyjrzy, to można zobaczyć cieniutką błonkę, która łączy całość. To serce, które – kurczy się i zamyka. To serce umierające z miłości dla nas...
Po licznych i dokładnych badaniach naukowych stwierdzono, że grupa krwi z Lanciano jest taka sama jak na świętym Całunie Turuńskim. Prof. Linoli podaje, „jest to ta sama grupa krwi co Człowieka ze Świętego Całunu z Turynu i to jest szczególne, ponieważ na zachodzie, jest raczej charakterystyczna dla człowieka urodzonego i żyjącego w Środkowym Wschodzie”.
W 1981 roku, aby potwierdzić autentyczność cudu i dotychczas przeprowadzone badania poddano ponownie Go licznym i skrupulatnym ekspertyzom naukowym. W 1991 roku ONZ wysłało nawet swoją komisję lekarską, by przebadała cud z Lanciano. Stwierdzono jednoznacznie, że wszystkie dotychczasowe wnioski naukowe są prawdziwe.

– Jak dziś przechowywany jest cud z Lanciano?

– Cudowne ciało i krew Pana naszego Pana Jezusa Chrystusa, czyli cud z Lanciano od 1713 roku jest przechowywane w specjalnym, pięknym relikwiarzu. w kościele św. Franciszka w Lanciano. Relikwiarz składa się z dwóch części. Cudowna krew znajduje się w dolnej części, tj. kielichu z kryształu górskiego. Na ściankach tego kielicha wygrawerowane są drzewa oliwkowe. Jest to nawiązanie do ogrodu Getsemani i bolesnej Męki Chrystusa. Grudki krwi wyglądają jak góra, na której Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel przelał swoją krew za nas. Po bokach widzimy dwóch Aniołów Cherubinów. Jest to nawiązane do Arki Przymierza, która była pilnowana przez dwóch wyrzeźbionych aniołów. Tutaj nie ma jednak rzeczy, bo aniołowie adorują samego Pana, w swoich dłoniach trzymając wstęgę z napisem: Tantum ergo sacramentum veneremur cernui. U góry nad kielichem istnieje małe przejście między Hostią konsekrowaną, a Krwią. Jest tam wygrawerowana drabina, gwoździe, młotek, obcęgi, kogut, a pod nimi napis: „Oto wielka tajemnica wiary, odsłonięta kiedyś kapłanowi – ofiarowuje Dominik Coli – 1713 r. Ta symbolika mówi sama za siebie. Wszystkie te narzędzia służyły do Męki Pańskiej.
Chrystus jest prawdziwie obecny, realny w Najświętszym Sakramencie. To ten sam Pan, który modlił się w Getsemani, który przeżył Mękę i cierpiał na Krzyżu. Eucharystyczny cud w Lanciano wskazuje na żywą obecność Jezusa w Eucharystii. Wzywa nas do wiary, do otwarcia się na przyjęcie daru nieskończonej miłości Zbawiciela ofiarowanej nam w Eucharystii.

– Czy mógłby podzielić się Ojciec swoim doświadczeniem pobytu w Lanciano?

– W Lanciano dane mi było być prawie pięć lat. To wielka łaska, dar, ale i zobowiązanie. Moja posługa w Lanciano wyrażała się w spowiadaniu, ale i opowiadaniu o cudzie eucharystycznym przybyłym do sanktuarium pielgrzymom.
W ciągu tych pięciu lat byłem świadkiem wielu niesamowitych sytuacji, rozmów z ludźmi. Nie rzadko sami podchodzili i prosili o chwilę rozmowy. Pan Bóg działa niesamowicie w tamtym cudownym miejscu. Przyjeżdżają tu ludzie prości, ale i wykształceni. Duchowni i świeccy. Wierzących i ci, którzy tej wiary poszukują.
Pamiętam jak kiedyś podszedł do mnie pewien Pan i powiedział: „Proszę Ojca chciałabym z Ojcem porozmawiać”. Nie było wówczas ludzi, spokojnie mogliśmy usiąść przy Relikwiarzu. W pewnym momencie mężczyzna zaczął mówić: Proszę Ojca, to, że ja żyję to jest cud Jezusa Eucharystycznego. Bardzo cenię sobie to sanktuarium św. Franciszka. Byłem narkomanem, złodziejem, opętanym przez złego ducha. Pogubiłem się kompletnie. To co mnie uratowało, to jest cud eucharystyczny z Lanciano. Kiedy Go po raz pierwszy zobaczyłem zrozumiałem, że Pan Jezus za każdym razem daje się nam całego siebie w Eucharystii. Zapragnąłem żyć inaczej. Miłość Chrystusa podniosła mnie z moich upadków, zacząłem żyć na nowo. Dziś jestem chodzącym cudem... Jestem Panu Bogu niezmiernie za to wdzięczny.
Po chwili dodał, Ojcze, gdyby ludzie wiedzieli jak bardzo szatan boi się świątyń, w których jest wieczysta adoracja. On nie chce, żeby ludzi byli świadomi, że jest tam ukryty żywy i realny Pan, który kocha i czeka na każdego człowieka. Kościół w Lanciano jest szczególnie znienawidzony przez złego ducha, bo to on pobudza wiarę i potrząsa świadomością ludzi.
Takich niesamowitych historii, jest naprawdę bardzo wiele... Każdy kto nawiedza sanktuarium przynosi w sercu swoje intencje, zanosi je Panu Jezusowi, a On przemienia nasze życie.
Przypomina mi również spotkanie z pewnym małżeństwem z USA. Pamiętam, że pomimo, iż byli już w sędziwym wieku, ich oczy były pełne szczęścia i nadziei. Swoją radością mogliby obdzielić wielu ludzi. Na pewno to, co zwróciło moją uwagę, to to, że oddali głęboki pokłon przed Relikwiarzem. Po krótkiej rozmowie z Nimi dowiedziałem się, że mężczyzna był kiedyś diakonem baptystą. Trzy lata temu ponownie przyjął chrzest katolicki. Zrezygnował z wszystkich funkcji w Kościele baptystów. Proszę sobie wyobrazić, że kiedyś z wielką zaciętością w sercu zwalczał prawdę o rzeczywistej obecności Jezusa w Eucharystii. Kpił z wiary katolików, szukając wszelkich argumentów, które mogłyby podważały tajemnicę naszej wiary. Napisał nawet doktorat na ten temat. W pewnym momencie coś jednak pękło w nim, odczuł olbrzymi smutek i żal z powodu zła, które wyrządził przeciw Panu Jezusowi, ukrytemu w Najświętszym Sakramencie. Odczuł wielką miłość do Eucharystii. Pan Bóg upomniał się o niego bardzo mocno i pozwolił mu do siebie wrócić. Dzisiaj to małżeństwo każdego dnia jest na Mszy Świętej, która stała się najważniejszym ogniwem dnia.

– Jaki stosunek do Laciano miał święty Jan Paweł II?

– Proszę sobie wyobrazić, że ostatnio przeczytałem w wydanych notatkach osobistych Jana Pawła II, ze Ojciec Święty w 1964 roku zaplanował sobie pielgrzymkę do San Giovani Rotondo, do św. Michała z Góry Gargano i do Lanciano. Znamienne jest to, że przy Lanciano postawił wykrzyknik. To mnie bardzo uderzyło.
Św. Jan Paweł II w 1973 r odwiedzając sanktuarium Cudu Eucharystycznego w Lanciano, którego stróżami są Bracia Mniejsi Konwentualni, poświęcił około 3 godzin na modlitwę, adorację oraz znalazł czas na serdeczną rozmowę z o. Luigi. Bardzo często słyszałem od o. Luigiego „wiesz Zibi, co mnie najbardziej urzekło z tego spotkania, to to że kardynał Karol Wojtyła nie tylko tak wiele czasu i uwagi poświęcił Cudowi Eucharystycznemu, On podszedł do mnie i chciał ze mną się spotkać, przyjął moje zaproszenie na kawę, był bardzo życzliwy, miał czas dla mnie zwykłego zakonnika, wiele pytał na temat Cudu oraz na temat naszego życia w sanktuarium. Prosił o modlitwę za siebie oraz za Polskę.
Tak sobie myślę, że Jego postawa pomogła mi zrozumieć, że każdy kto we właściwy sposób spotyka się z Eucharystycznym Jezusem ten naprawdę umie spotkać się z drugim człowiekiem”.
Jan Paweł II pozostawił po sobie bardzo wymowny zapis w księdze pamiątkowej: „Spraw, abyśmy w Ciebie bardziej wierzyli, Tobie ufali i Ciebie kochali”...

– Czy nauka pomaga czy przeszkadza w budowaniu naszej wiary?

– W cuda należy wierzyć, ale nie wolno tylko na nich budować swojej wiary. Odwołam się do słów proboszcza św. Bernadety z Lourdes, który powiedział, że człowiek wierzący nie potrzebuje cudów. Człowiek niewierzący, sceptyczny, z kolei chociażby na jego oczach działy się największe cuda, nie przekonają go. W Dzienniczku św. Faustyny Kowalskiej Pan Jezus mówił często, że wybieramy się w dalekie miejsca, uczestniczymy w licznych pielgrzymkach, aby znaleźć tam Chrystusa. Tymczasem Jezus jest obecny i żywy w każdym kościele. Czeka tam codziennie na chwile spędzone z człowiekiem.
W Ewangelii św. Mateusza czytamy, że Pan Jezus mówi, że pereł nie rzuca się pomiędzy wieprze. Niestety zapomnieliśmy, ale to o nas jest mowa. Kiedy jesteśmy zamknięci, kiedy kurczowo trzymamy się swoich wizji na temat pewnych faktów, to nic nie pomoże. Tak jak Pan Jezus powiedział nawet gdyby ktoś z umarłych powstał do nich, nie uwierzą.
Profesor Odorado Linoli w swoim końcowym raporcie napisał: „Prawdą jest, że naukowe wyniki po prostu potwierdzają fakt, że człowiek, skoro jest człowiekiem, jest powołany, aby przeczytać, zrozumieć fakty oraz ich znaczenie w swoim życiu. W ten sposób fakt staje się znakiem. Cud Eucharystyczny z Lanciano jest znakiem Bożym. (…) Cud nie daje wiary, lecz pozostaje darmowym darem Bożym, który zaprasza człowieka. Nawet jeśli cud nie daje wiary, to na pewno jest jak lampa, która oświetla horyzonty. Jednakże od człowieka zależy, czy pozwoli sobie zbliżyć się ku wieczności, czy pozostanie w swoim małym i ciemnym świecie”.

– „To wielka tajemnica naszej wiary”, która przekracza nasz rozum. Czy dziś człowiekowi jest łatwiej uwierzyć w cuda, w Boską interwencję w ludzkie sprawy?

– Chciałbym podzielić się z Państwem pewnym świadectwem. Zanim trafiłem do Lanciano, do chwili wypadku posługiwałem w Tanzanii, w miejscowości Mwanga. W uroczystość Bożego Ciała, wedle tamtejszego zwyczaju, sprawowałem Najświętszą Ofiarę, nie w kościele, a na środku wioski. Po Mszy Św. odbyła się tradycyjna procesja z Panem Jezusem głównymi uliczkami miasteczka. Kiedy szliśmy przez Mwangę, spostrzegłem, że przechodzimy obok domu pewnej gorliwej chrześcijanki, której nie było na procesji. Kobieta walczyła z nieuleczalną chorobą. Pan Jezus podpowiedział mi, żeby ją odwiedzić. Wszedłem do Niej z monstrancją, z dziewczynkami sypiącymi kwiatki i ministrantami. Zobaczyłem Ją – była umierająca, leżała w półmroku, wychudzona i wynędzniała. Kiedy mnie zobaczyła, Jej oczy rozbłysły. Resztkami sił wykrzyknęła: Mój Boże, Ojciec przyniósł mi mojego Pana. Mój Pan przyszedł do mnie. Jestem taka szczęsliwa. Kobieta usiłowała się podnieść, ale nie była w stanie. Leżała na posadzce i powtarzała nieustanne: Mój Pan przyszedł do mnie. Moja miłość jest tutaj. Postawiłem przy Niej Monstrancję. Objęła Ją swoimi szczupłymi rękoma. Po policzkach płynęły jej łzy. Na jej wychudzonej i zniszczonej twarzy jaśniały oczy, w których ukryta była prawdziwa radość. Pobłogosławiłem Ją i wyszedłem.
Ruszyliśmy procesją dalej. W pewnym momencie zauważyłem rozpędzony samochód, który jechał prosto na nas. Panowie, którzy nieśli baldachim nad Panem Jezusem uciekli, zostałem sam z Monstrancją na środku drogi. Po boku jezdni wykopane były rowy, którymi miała spływać woda. Nie miałem nawet gdzie uciekać. W duchu powiedziałem Panu Jezusowi, że nie chcę uciekać z Nim po tym brudnym błocie i jeżeli taka jest Jego wola, abym z Nim zginął, to zginę. Będzie to dla mnie zaszczyt i wielka łaska.
Podniosłem wyżej Monstrancję i szedłem przed siebie. Tymczasem samochód - jechała całą parą na mnie. W pewnym momencie zaczął jednak gwałtownie hamować. Droga była bardzo wąska – ok. 2 metry szeroka i rowy dookoła. Hamując z piskiem skręcił uderzając mnie lusterkiem bocznym. Przeskoczył za rów i pojechał dalej.
Po chwili przybiegł do mnie przyjaciel, który szedł z nami procesji. Zapytał jak się czuje. Odpowiedziałem, żeby szybko biegł na policję i powiedział, że ją proszę ich by nie bili tego sprawcy. Zazwyczaj odbywa się to w ten sposób, że obicia są tak dotkliwe, że aż śmiertelne.
Ruszyliśmy dalej z procesją.
Po Mszy Świętej na plebanię przyszedł szef policji z dwom policjantami i zapytał: „Ojcze co mamy z nim zrobić? Czy możemy go zbić?” Poprosiłem ich, żeby tego nie robili, tylko przetrzymali go kilka dni i wypuścili na wolność. Warunkiem łagodnego potraktowania miało być to, że mężczyzna miał stawić się na niedzielnej Mszy Świętej w naszym kościele. Policjanci zareagowali śmiechem. Ojcze on na pewno nie przyjdzie, odpowiedzieli. Jeżeli nie przyjdzie, powiedziałem, to powiedzcie, że możecie Wy sami wymierzyć mu karę.
Tydzień potem młody człowiek pojawił się na niedzielnej Mszy Świętej. Po niej zaplanowane było modlitwa uwielbienia i adoracja Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Wszystko trwało dość długo, bo około czterech godzin. Po zakończonych modlitwach poprosiłem go, aby do mnie przyszedł. Mężczyzna wyszedł na środek, uklęknął i powiedział „Panie Jezu wybacz mi”. Potem zwrócił się w moją stronę i poprosił o wybaczenie. Przytuliłem go po ojcowsku, powiedziałem, że mu wybaczam. Ludzie zaczęli bić brawo. Mahomet, bo tak miał na imię, powiedział, że w tym dniu kiedy jechał na mnie samochodem bardzo chciał mnie zabić. Zaplanował sobie w tym dniu, aby zabić księdza katolickiego. Kiedy jednak jechał rozpędzony samochodem, nagle zwrócił uwagę na „coś” (nie wiedział co to jest) co trzymałem w górze, nad sobą. Blask oślepił go tak mocno, że nie był w stanie patrzeć w górę. Dodatkowo coś zaczęło pchać jego nogę na hamulec, pomimo, że tego nie chciał. Potem kazało odbić mu kierownicę w lewo. Zapytałem: Mahomet, czy Ty wiesz kto to był? Tak, odpowiedział. To był Jezus.

– Jak przeżyć uroczystość Bożego Ciała, aby na nowo uświadomić sobie, że to nie tylko barwny korowód: orkiestry, sztandarów, dziewczynek sypiących kwiaty, ale to procesja, w której idzie z nami sam Chrystus, pozostały z nami w Najświętszym Sakramencie.

– Moi drodzy, kiedy idziemy w procesji Bożego Ciała starajmy się uświadomić sobie, że z nami jest realnie obecny Pan Jezus. On jest Eucharystią. Nie traćmy czasu na zajmowanie się tym co widzimy w okół nas, nie błąkajmy w naszych myślach, nie myślmy o tym czy o tamtym, starajmy się włączyć we wspólną modlitwę. Zajmujmy się Panem Jezusem, który idzie z nami, nas kocha i nam błogosławi. Slijmy Mu z serca nasze pocałunki wdzięczności.
Dziękujmy za dar kapłanów. Prośmy o wzrost w wierze, w miłości i w wdzięczności za dar kapłaństwa. To dzięki kapłaństwu Pan Jezus jest z nami, mieszka wśród nas.
Zacznijmy coraz bardziej doceniać dar codziennej Mszy Świętej. Nie ograniczajmy naszego spotkania z Bogiem tylko do niedzielnej Mszy Świętej albo co gorsze tylko do procesji Bożego Ciała.

Tagi:
cuda Eucharystia

Między Eucharystią a katechezą

2019-11-30 18:46

ks. Mariusz Frukacz / Maciej Orman

Eucharystia – tajemnica wyznawana na katechezie” – to temat ogólnopolskiego sympozjum katechetycznego, które w sobotę 30 listopada w Wojewódzkim Ośrodku Metodycznym, w Wyższym Seminarium Duchownym i w Wyższym Instytucie Teologicznym w Częstochowie.

Maciej Orman

Pierwsza sesja sympozjum odbyła się w Wojewódzkim Ośrodku Metodycznym. – Rozpoczynamy ucztę intelektualną w miejscu, gdzie formują się nauczyciele po to, aby formować młodych ludzi – powiedział na rozpoczęcie dr Artur Dąbrowski, wizytator katechetyczny częstochowskiej kurii, prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej.

Zobacz zdjęcia: Sympozjum „Eucharystia – tajemnica wyznawana na katechezie”

Witając uczestników sympozjum ks. dr hab. Roman Ceglarek, wikariusz biskupi ds. przekazu wiary, nauczania i wychowania katolickiego w archidiecezji częstochowskiej porównał katechetów do „wyselekcjonowanych, szlachetnych ziaren najwyższej jakości”. Ks. dr hab. Paweł Maciaszek prezes częstochowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Teologicznego zaznaczył, że nowy rok liturgiczny rozpoczyna 3-letni program duszpasterski Kościoła w Polsce pod hasłem: „Eucharystia daje życie”. – Wygłoszone referaty i przeprowadzone katechezy z pewnością zaowocują także osobistym zaangażowaniem we właściwe przeżywanie misterium Eucharystii – powiedział.

Zobacz zdjęcia: Druga część Sympozjum „Eucharystia – tajemnica wyznawana na katechezie”

Następnie ks. prof. dr. hab. Czesława Krakowiaka z KUL mówiąc o „kulcie Eucharystii w nauczaniu Benedykta XVI” wskazał na „zagubienie poczucia sacrum i niezdolność człowieka do adoracji Boga, co skutkuje osłabieniem kultu eucharystycznego”.

„Eucharystia jest rzeczywiście sakramentem miłości. Chrystus ofiaruje siebie, aby podnieść człowieka i go zbawić. To jest miłość w swej najbardziej radykalnej formie” - mówił prelegent za Benedyktem XVI, cytując fragment adhortacji „Sacramentum caritatis”.

Temat sakramentu Eucharystii w nauczaniu katechetycznym omówił ks. dr hab. Roman Buchta z Uniwersytetu Śląskiego. – Zadaniem katechetów jest kształtowanie postaw eucharystycznych: współofiarowania, miłości, jedności, dziękczynienia, uwielbienia i owocnego słuchania słowa Bożego. Ma to prowadzić do pełnego, świadomego i czynnego udziału we Mszy św. – powiedział prelegent, powołując się na instrukcję „Eucharisticum Mysterium”.

– Osiągnięcie tych celów wydaje się możliwe, jeżeli katecheza odejdzie jedynie od tonu informacyjnego, a w większym stopniu uwzględni całość nauki i doświadczenia adresata katechezy – dodał ks. Buchta.

Prelegent podkreślił, że „inspiratorką katechezy, zwłaszcza sakramentalnej, pozostaje wspólnota, która sprawuje liturgię, czyli parafia”.

Pierwszą sesję zakończył wykład s. dr hab. Anny Emmanueli Klich OSU z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie: „Zbawcza obecność Chrystusa w Eucharystii”. – Eucharystia jest darem dla ludzi słabych i upadających, zaproszonych do życia paschalnego tj. do przechodzenia od niewoli grzechu do nowego życia w wolności dzieci Bożych – powiedziała s. Klich.

Prelegentka zwróciła również uwagę na słowa konsekracji. – Jak sugerują niektórzy egzegeci, trzeba by je przetłumaczyć następująco: „To jest Ciało moje za was wydające się. To jest Krew moja za was przelewająca się”. Już sama forma gramatyczna podkreśla, że w czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus akcentował rzeczywistość, która łączy sprawowaną Eucharystię z Jego ofiarą dokonującą się na krzyżu – wyjaśniła s. Klich.

Druga sesja sympozjum rozpoczęła się Mszą św. w kościele seminaryjnym pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana, której przewodniczył abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

„Wszyscy idźcie za biskupem, jak Jezus Chrystus za Ojcem. Niechaj nikt w sprawach dotyczących Kościoła nie robi niczego bez biskupa. Uważajcie za ważną tylko taką Eucharystię, która sprawowana jest pod przewodnictwem biskupa lub tego komu on zleci. Gdzie pojawi się biskup, tam niech będzie wspólnota tak, jak gdzie jest Chrystus Jezus, tam i Kościół powszechny. Co on zatwierdzi, to i dla Boga będzie miłe. W ten sposób wszystko co czynicie, będzie pewne i ważne” - te słowa św. Ignacego Antiocheńskiego przypomniał na początku Mszy św. ks. dr hab. Roman Ceglarek.

W homilii abp Depo przypomniał za św. Pawłem, że „do wiary dochodzi się poprzez przepowiadanie”. – Przedmiotem wiary i przepowiadania jest Osoba i dzieło Jezusa Chrystusa, wcielonego Syna Bożego, narodzonego z Maryi Dziewicy, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. To On ukazuje nam miłosierną miłość Ojca – mówił abp Depo i dodał: „Każdy człowiek dobrej woli wierząc w Zbawiciela Jezusa staje się własnością Boga, który jest ostatecznym gwarantem ludzkiej wolności i ludzkiego zaufania względem Niego”.

– Bóg nie chce mieć nas niewolników. Ten kto głosi powinien umieć powiedzieć z odwagą, że sam został wezwany i posłany. Przepowiadanie oznacza istnienie misji ewangelicznej – kontynuował metropolita częstochowski.

Arcybiskup za św. Pawłem VI przypomniał, że „jeśli świat dzisiaj szuka nauczycieli to dlatego, że są świadkami”. – Bo są różni nauczyciele, a jeśli różni to również fałszywi, którzy nie uczestniczą w misji. Tylko samych siebie głoszą i zwodzą innych – dodał arcybiskup.

– Potrzebujemy wciąż adwentowej czujności i nie wolno nam schodzić pod żadnym pozorem z ewangelicznego posterunku nauczycieli i świadków wiary – kontynuował arcybiskup i zacytował słowa poety ks. Janusza Pasierba: „Raz tylko przestań czuwać, a przywalą cię zwały ziemi. Raz tylko przestań kochać, a pustka zalegnie w Twoim sercu od krańca do krańca. Raz tylko przestań wołać w niebo, a zagłuszony będzie w tobie wszelki głos”.

– Żyjemy w czasach, które można nazwać nie tylko wojną kulturową, ale wprost cywilizacyjną. A ona postawiła sobie za cel wyeliminowanie wszelkich znaków wiary chrześcijańskiej z przestrzeni publicznej – mówił abp Depo i wskazał m.in. na protesty klimatyczne, które „mówią o życiu, ale nie chronią życia nienarodzonych”.

– A cóż dopiero powiedzieć o bezdusznej i bezmyślnej sprawie wypisywania się z lekcji religii dzieci, nie tylko młodzieży. A rodzice są zaskoczeni. A przecież pozbawiając się wtedy drogi prawdy i celu życia już nie odczytują, że w Polsce codziennie odbiera sobie życie 16 osób, a w tym 12 stanowią ludzie młodzi. Tego się nie doczytujemy? - mówił abp Depo.

– A co powiedzieć o sprawie odrzucania planu stwórczego Boga poprzez wolność zamiany płci. A Kościół wtedy staje się celem medialnego ataku, czy to w sprawach tzw. przemocy w rodzinie, przemocy wobec kobiet, aby podważyć podstawową wartość, którą jest rodzina. A czym jest występek pedofilii, który niestety, z bólem to przyjmujemy, stał się jedną z przyczyn nie tylko spadku powołań, a cóż dopiero powiedzieć o zaufaniu do Kościoła – kontynuował abp Depo

Na zakończenie metropolita częstochowski zacytował słowa kard. Roberta Saraha: 
„Musimy tworzyć wysepki prawdy. Każda chrześcijańska rodzina, każda szkoła, każda parafia, ma stać się wysepką, z której wygnane jest wszelkie kłamstwo. Miejscami, gdzie odrzucimy wszelki kompromis z ideologią świata, relatywizmem i zwiedzeniem. Prawda jest naszą mocą, bo Chrystus jest Prawdą i z Niego jest moc!”

Po Mszy św. odbyła się adoracja Najświętszego Sakramentu, którą przygotowali: ks. Michał Pabiańczyk, ks. Mateusz Ociepka i Schola liturgiczna „Domine Jesu”.

Następnie w Wyższym Instytucie Teologicznym odbyły się: katechezy otwarte: „Najświętszy Sakrament” (ks. Mariusz Bednarek, ks. dr hab. Roman Ceglarek), „Cuda eucharystyczne” (ks. Damian Magiera, ks. Tomasz Mucha, ks. Paweł Wróbel) oraz warsztaty muzyczne: „Pieśni i piosenki religijne w przygotowaniu dzieci do sakramentu Eucharystii” (Marta Madejska i Agnieszka Fiuk z zespołu 
77FM Formacja z Mocą) i Warsztaty metodyczne: „Katecheza przed I Komunią świętą dzieci niepełnosprawnych” (ks. dr Krzysztof Sosna z Uniwersytetu Śląskiego).

W części wykładowej ks. dr Michał Borda (Instytut Teologiczny Księży Misjonarzy w Krakowie) mówił o znaczeniu katechez hagiograficznych, które „zwracają uwagę na trzy aspekty: miłość, codzienność, ubóstwo”. – Każda z takich katechez proponuje drogę do świętości poprzez miłość, codzienność i ubóstwo. Na tej drodze fundamentalne jest życie sakramentalne. W żywotach świętych trzeba szukać inspiracji do życia sakramentalnego – mówił ks. Borda

Następnie ks. dr hab. Paweł Maciaszek (Akademia Ignatianum w Krakowie) mówiąc o „Eucharystii w refleksji teologicznej Kościoła” podkreślił m.in., że „Eucharystia stanowi drogę do zbawienia dla chrześcijan. Eucharystia to krzyżowa ofiara Chrystusa za zbawienie człowieka. Ona jest dziękczynieniem, jak uczy Klemens Aleksandryjski, które jest pragnieniem zjednoczenia z Bogiem.”

Natomiast ks. dr Mariusz Sztaba (Wyższy Instytut Teologiczny w Częstochowie) wskazał na „edukacyjny potencjał Eucharystii”. – Jezus nami się opiekuje, nas wychowuje i kształci. Jezus nas edukuje poprzez stół słowa i stół ofiary – mówił ks. Sztaba i zaznaczył, że Benedykt XVI wskazał na eucharystyczną formę chrześcijańskiej egzystencji.

– Mistyka tego sakramentu ma charakter społeczny – kontynuował prelegent i dodał: „Eucharystia wychowuje i kształci do odpowiedzialności za życie społeczne”.

Ks. dr Mariusz Sztaba zacytował słowa Benedykta XVI z adhortacji „Sacramentum caritatis”: „Kult oddawany Bogu, w istocie nie jest nigdy aktem czysto prywatnym, bez wpływu na nasze społeczne więzi: wymaga on publicznego świadectwa naszej wiary. Dotyczy to oczywiście wszystkich ochrzczonych, ale szczególnie dotyczy tych, którzy z racji pozycji społecznej czy politycznej, jaką zajmują, muszą podejmować decyzje dotyczące wartości fundamentalnych, takich jak szacunek i obrona ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci, jak rodzina oparta na małżeństwie mężczyzny i kobiety, wychowywanie dzieci oraz promocja dobra wspólnego we wszystkich jego formach . Te wartości nie podlegają negocjacjom. Dlatego katoliccy politycy oraz ustawodawcy, świadomi swej poważnej odpowiedzialności społecznej, winni się czuć szczególnie przynaglani przez swe sumienie uformowane w prawy sposób, by przedstawiać oraz wspierać prawa inspirowane przez wartości zakorzenione w ludzkiej naturze. To wszystko ma obiektywny związek z Eucharystią” – napisał Benedykt XVI.

Sympozjum zorganizowały: Referat Katechetyczny Kurii Metropolitalnej w Częstochowie i częstochowski oddział Polskiego Towarzystwa Teologicznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święty Mikołaj - „patron daru człowieka dla człowieka”

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 49/2004

6 grudnia cały Kościół wspomina św. Mikołaja - biskupa. Dla większości z nas był to pierwszy święty, z którym zawarliśmy bliższą znajomość. Od wczesnego dzieciństwa darzyliśmy go wielką sympatią, bo przecież przynosił nam prezenty. Tak naprawdę zupełnie go wtedy jeszcze nie znaliśmy. A czy dziś wiemy, kim był Święty Mikołaj? Być może trochę usprawiedliwia nas fakt, że zachowało się niewiele pewnych informacji na jego temat.

pl.wikipedia.org

Wyproszony u Boga

Około roku 270 w Licji, w miejscowości Patras, żyło zamożne chrześcijańskie małżeństwo, które bardzo cierpiało z powodu braku potomka. Oboje małżonkowie prosili w modlitwach Boga o tę łaskę i zostali wysłuchani. Święty Mikołaj okazał się wielkim dobroczyńcą ludzi i człowiekiem głębokiej wiary, gorliwie wypełniającym powinności wobec Boga.
Rodzice osierocili Mikołaja, gdy był jeszcze młodzieńcem. Zmarli podczas zarazy, zostawiając synowi pokaźny majątek. Mikołaj mógł więc do końca swoich dni wieść dostatnie, beztroskie życie. Wrażliwy na ludzką biedę, chciał dzielić się bogactwem z osobami cierpiącymi niedostatek. Za swoją hojność nie oczekiwał podziękowań, nie pragnął rozgłosu. Przeciwnie, starał się, aby jego miłosierne uczynki pozostawały otoczone tajemnicą. Często po kryjomu podrzucał biednym rodzinom podarki i cieszył się, patrząc na radość obdarowywanych ludzi.
Mikołaj chciał jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Doszedł do wniosku, że najlepiej służyć Mu będzie za klasztornym murem. Po pielgrzymce do Ziemi Świętej dołączył do zakonników w Patras. Wkrótce wewnętrzny głos nakazał mu wrócić między ludzi. Opuścił klasztor i swe rodzinne strony, by trafić do dużego miasta licyjskiego - Myry.

Biskup Myry

Był to czas, gdy chrześcijanie w Myrze przeżywali żałobę po stracie biskupa. Niełatwo było wybrać godnego następcę. Pewnej nocy jednemu z obradujących dostojników kościelnych Bóg polecił we śnie obrać na wakujący urząd człowieka, który jako pierwszy przyjdzie rano do kościoła. Człowiekiem tym okazał się nieznany nikomu Mikołaj. Niektórzy bardzo się zdziwili, ale uszanowano wolę Bożą. Sam Mikołaj, gdy mu o wszystkim powiedziano, wzbraniał się przed objęciem wysokiej funkcji, nie czuł się na siłach przyjąć biskupich obowiązków. Po długich namowach wyraził jednak zgodę uznając, że dzieje się to z Bożego wyroku.
Biskupią posługę pełnił Mikołaj ofiarnie i z całkowitym oddaniem. Niósł Słowo Boże nie tylko członkom wspólnoty chrześcijańskiej. Starał się krzewić Je wśród pogan.
Tę owocną pracę przerwały na pewien czas edykty cesarza rzymskiego Dioklecjana wymierzone przeciw chrześcijanom. Wyznawców Jezusa uczyniono obywatelami drugiej kategorii i zabroniono im sprawowania obrzędów religijnych. Rozpoczęły się prześladowania chrześcijan. Po latach spędzonych w lochu Mikołaj wyszedł na wolność.
Biskup Mikołaj dożył sędziwego wieku. W chwili śmierci miał ponad 70 lat (większość ludzi umierała wtedy przed 30. rokiem życia). Nie wiemy dokładnie, kiedy zmarł: zgon nastąpił między 345 a 352 r. Tradycja dokładnie przechowała tylko dzień i miesiąc tego zdarzenia - szósty grudnia. Podobno w chwili śmierci Świętego ukazały się anioły i rozbrzmiały chóry anielskie.
Mikołaj został uroczyście pochowany w Myrze.

Z Myry do Bari

Wiele lat później miasto uległo zagładzie, gdy w 1087 r. opanowali je Turcy. Relikwie Świętego zdołano jednak w porę wywieźć do włoskiego miasta Bari, które jest dzisiaj światowym ośrodkiem kultu św. Mikołaja. Do tego portowego miasta w południowo-wschodniej części Włoch przybywają tysiące turystów i pielgrzymów. Dla wielu największym przeżyciem jest modlitwa przy relikwiach św. Mikołaja.

Międzynarodowy patron

Biskup z Myry jest patronem Grecji i Rusi. Pod jego opiekę oddały się Moskwa i Nowogród, ale także Antwerpia i Berlin. Za swego patrona wybrali go: bednarze, cukiernicy, kupcy, młynarze, piekarze, piwowarzy, a także notariusze i sędziowie. Jako biskup miasta portowego, stał się też patronem marynarzy, rybaków i flisaków. Wzywano św. Mikołaja na pomoc w czasie burz na morzu, jak również w czasie chorób i do obrony przed złodziejami. Opieki u niego szukali jeńcy i więźniowie, a szczególnie ofiary niesprawiedliwych wyroków sądowych. Uznawano go wreszcie za patrona dzieci, studentów, panien, pielgrzymów i podróżnych. Zaliczany był do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli.

Święty zawsze aktualny

Od epoki, w której żył św. Mikołaj, dzieli nas siedemnaście stuleci. To wystarczająco długi czas, by wiele wydarzeń z życia Świętego uległo zapomnieniu. Dziś wiedza o nim jest mieszaniną faktów historycznych i legend. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nawet w fantastycznie brzmiących opowieściach o św. Mikołaju tkwi ziarno prawdy.
Święty Mikołaj nieustannie przekazuje nam jedną, zawsze aktualną ideę. Przypomina o potrzebie ofiarności wobec bliźniego. Pięknie ujął to papież Jan Paweł II mówiąc, że św. Mikołaj jest „patronem daru człowieka dla człowieka”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielona Góra: Rekolekcje podopiecznych Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”

2019-12-09 09:10

Ks. Adrian Put

W dniach 6-8 grudnia w Zielonej Górze odbyły się rekolekcje dla podopiecznych fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” z naszej diecezji. Rekolekcje prowadził ks. Łukasz Nycz z Warszawy odpowiadający w fundacji za formację stypendystów. W zajęciach uczestniczył także ks. Łukasz Malec, który w naszej diecezji jest koordynatorem fundacji.

Ks. Adrian Put
Stypendyści podczas jednej z nauk

Tematem weekendowych rekolekcji były podstawowe prawdy kerygmatyczne przekazane w bardzo przystępny i twórczy sposób. Jednym z elementów rekolekcji był także wyjazd na Adwentowy Wieczór Młodych do Rokitna. Tam ks. Nycz był jednym z prowadzących rozważania dla młodzieży naszej diecezji.

Rekolekcje stypendystów zakończyły się w niedzielę Mszą św. w kościele pw. św. Stanisława Kostki, którą odprawił i słowo wygłosił także ks. Nycz. – Maryja Niepokalana pokazuje nam właściwy kierunek naszego życia. Bo nie jesteśmy przeznaczeni tylko do tych spraw codziennych. Maryja pokazuje nam właściwy kierunek naszych dążeń i trudów - mówił gość z Warszawy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem