Reklama

Kraina marzeń i wojny

2014-09-02 14:46

Z dr. Janem Burym rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 36/2014, str. 36-37

Dominik Różański
Dr Jan Bury

O sytuacji na Bliskim Wschodzie, instrumentalizowaniu religii i budzeniu demonów z dr. Janem Burym rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Bliski Wschód znów w ogniu – znów wielki niepokój i bombardowania w Iraku. Dlaczego tym razem?

DR JAN BURY: – Pierwotnym i głównym źródłem tych powtarzających się tam niepokojów jest chaos, który zapanował w krajach arabskich w wyniku niezbyt celnego interwencjonizmu zachodniego, rozpoczętego w październiku 2001 r. w ramach tzw. globalnej wojny z terroryzmem.

– To była uzasadniona odpowiedź na terrorystyczny atak na nowojorskie wieże WTC, w którym zginęło ponad 2 tys. osób.

– Stany Zjednoczone – moim zdaniem – w niezbyt przemyślany sposób uderzyły na Afganistan w 2001 r. i zaraz potem – w 2003 na Irak na podstawie nieprawdziwych przesłanek – bez wiarygodnych dowodów winy Usamy Ibn Ladina czy Saddama Husajna. Konsekwencją tej interwencji jest iracka wojna domowa między grupami religijnymi wewnątrz islamu. W następnych latach USA prowadziły pośrednie operacje, w których mimowolnymi ofiarami padali obywatele innych państw arabskich i muzułmańskich, np. przez uderzenia dronów w Pakistanie, Jemenie, Somalii oraz przez wielką operację eliminacji przywódcy Libii w 2011 r. z udziałem sił NATO.

– Jak dotąd nie udało się jeszcze pokonać reżimu Al-Asada w Syrii, w której wciąż toczy się wewnętrzna wojna.

– W tej wojnie USA bardzo mocno materialnie wspierają tzw. liberalną opozycję, która w istocie nigdy tam nie istniała. Efekt jest taki, że naprawdę to wsparcie powędrowało w ręce radykalnych, ekstremistycznych grup, z których z czasem wyłoniło się Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie (ISIS). Jest to grupa muzułmańskich bojówkarzy, która w lecie tego roku ogłosiła swój byt państwowy na terytorium Syrii i Iraku, a ma ambicje rozprzestrzenić się również na Liban.

– Islamskie Państwo okazało się na tyle groźne i agresywne, że znów zaszła konieczność amerykańskiej interwencji w sprawy Iraku?

– Zapowiadana interwencja zbrojna jest konsekwencją interwencji z 2003 r., w efekcie której w Iraku rozpoczęła się wojna domowa między grupami religijnymi wewnątrz islamu.

– Co było bezpośrednim impulsem tej rozpoczętej 10 lat temu wojny wewnątrz islamu?

– Tak naprawdę nikt tego dokładnie nie wie. W czasach Saddama Husajna Irakiem rządziła sunnicka mniejszość, która kontrolowała szyitów, nie dopuszczając ich do władzy. Gdy Husajna zabrakło, szyici odważyli się sięgnąć po władzę, a dla Amerykanów było oczywiste, że muszą się na nich oprzeć. W efekcie sunnici poczuli się zagrożeni, a szyici zbyt pewni siebie. Wybuch wojny domowej „uratował” amerykańską okupację Iraku.

– Obecność amerykańska stabilizuje więc sytuację?

– Nie do końca, bo sytuacja jest przecież coraz mniej stabilna. A ponadto, napadając w 2001 r. na Afganistan i w 2003 na Irak, Stany Zjednoczone niejako niechcący wzmocniły Iran, który teraz jest ich głównym adwersarzem w tym regionie. Amerykanie swoimi rękoma wyeliminowali dwóch rywali Iranu, dwa państwa buforowe, które miały zabezpieczać przed ekspansją polityczną i gospodarczą Iranu w regionie Bliskiego Wschodu. To właśnie dzięki amerykańskiej polityce Iran jest dziś niekwestionowanym mocarstwem regionalnym, moim zdaniem, demonizowanym przez Zachód.

– Mający nuklearne aspiracje Iran naprawdę nikomu i niczemu nie zagraża?

– Irański przywódca duchowo-polityczny Ali Chamenei stwierdził, że użycie broni nuklearnej jest sprzeczne z zasadami islamu. Tymczasem Amerykanie już w 2007 r. uruchamiają tzw. politykę Redirection. Chodzi o to, żeby blokować rosnącą potęgę Iranu. Nieuniknionym efektem ubocznym – a może w jakimś stopniu także narzędziem – tej polityki było nieustanne podsycanie waśni między sunnitami i szyitami. Wydaje się, że każdy konflikt na łonie islamu jest na rękę Amerykanom.

– Dlaczego?

– Dlatego, że pozwala na ograniczenie roli i wpływów Iranu (w którym szyizm jest religią państwową). W ramach polityki Redirection starano się ograniczyć wpływy Iranu w Syrii, gdzie również rządzą szyici; w 2011 r. ruszyła wielka kampania podsycania konfliktu w Syrii. Pojawiła się tam „importowana” opozycja (miejscowej nigdy tam nie było, gdyż siedziała w więzieniach), czyli kontrolowani przez Zachód uciekinierzy z Syrii. Rozpoczęła się bardzo brutalna walka, pojawili się terroryści plądrujący obiekty rządowe i miasta. Odpowiedź armii syryjskiej była równie bezwzględna.

– Czy pojawienie się „religijnych” terrorystów jest efektem ubocznym intencjonalnego wzbudzania niepokoju politycznego?

– Tak uważam. Tak zresztą było i w Iraku, gdzie przed 2003 r. nikt nie widział terrorystów. W prasie syryjskiej podano, że w ciągu ostatnich 3 lat złapano tam ok. 250 zachodnich najemników, co świadczy o tym, że ta wojna jest inspirowana i kontrolowana z zewnątrz. Zamiast umiarkowanej opozycji tworzą się tam ultraradykalne bojówki muzułmańskie, szkolone przez służby specjalne krajów ościennych albo bezpośrednio przez komandosów zachodnich z państw NATO (głównie w Turcji i w Jordanii). Bojówki te jednak dość kiepsko radziły sobie z armią Al-Asada, rozpoczęły więc marsz ku Irakowi.

– A po efektach sądząc, są dość liczne i potężne?

– Wprost niewyobrażalne jest to, że 10 czerwca 2014 r. zajmują Mosul, drugie co do wielkości miasto Iraku (ok. 2-milionowe)! Mosul był broniony przez 30 tys. irackich żołnierzy i policjantów, natomiast słabo uzbrojonych bojówkarzy – poruszających się pikapami Toyoty – było prawdopodobnie zaledwie ok. 800, a i tak bez problemu udało im się zająć miasto.

– Jakim cudem?

– Chyba takim, że za Islamskim Państwem szła wielka propagandowa fala, która sprawiała, że żołnierze iraccy po prostu uciekali. Jest to o tyle prawdopodobne, że demoralizacja irackiego wojska i policji jest dziś ogromna. A może – są i takie podejrzenia – żołnierze dostali (nie wiadomo od kogo) rozkaz szybkiego wycofania się. To jest jedna z większych zagadek współczesnej wojskowości.

– Co ciekawe, twórcy Państwa Islamskiego w Iraku i Lewancie nie popierają Al-Kaidy. Dlaczego?

– Trzeba tu wyjaśnić mit związany z globalną wojną z terroryzmem. Amerykanie toczyli globalną wojnę z Al-Kaidą od 2001 r. aż do 2011, kiedy to doszło do zaskakującego sojuszu: Al-Kaida pomogła Ameryce usunąć płk. Kaddafiego w Libii. Bojówkarze z Libijskiej Muzułmańskiej Grupy Zbrojnej (LIFG) przenieśli się potem do Syrii. Teraz „kalif” Państwa Islamskiego, Abu Bakr al-Baghdadi, wypowiedział posłuszeństwo Al-Kaidzie, mimo że kiedyś do niej należał…

– Pojawił się zatem nowy charyzmatyczny przywódca?

– Nikt nie wie, kim naprawdę jest. Są różne podejrzenia… Prasa izraelska doniosła np., że pan al-Baghdadi przez prawie rok był szkolony przez izraelskie służby specjalne.

– Czy można by powiedzieć, że to agent „pod przykrywką”?

– Tak. Bo, moim zdaniem, w XXI wieku prawdziwych terrorystów nie ma; są tylko agenci rządów państw albo najemnicy. Mimo to nie sądzę, aby ten kalifat był dziś do końca kontrolowany. Prawdopodobne jest także to, że nawet jeśli al-Baghdadi był przez kogoś inspirowany i wspierany, to już mógł zerwać te więzy. Poczuł się swobodnie, bezkarnie. Bojówkarze masowo spływają do Iraku i Syrii, prowadzą wielką kampanię propagandową w Internecie.

– A nawet posuwają się do takich drastycznych środków, jak pokazywanie egzekucji na „niewiernym” chrześcijaninie, dziennikarzu amerykańskim, której dokonuje osobnik mówiący z brytyjskim akcentem… Radykalni islamiści przybywają dziś z Zachodu?

– Jest to całkiem prawdopodobne, choć nie przeceniałbym tego jako zjawiska religijnego. O wiele bardziej prawdopodobne jest to, że ruchy terrorystyczne na Bliskim Wschodzie są jednak przez kogoś ciągle finansowane i będą walczyć tak długo, jak długo będą skądś otrzymywać środki finansowe. Tragedią jest jednak to, że w wyniku tej islamsko-politycznej agresji ofiarą padają wyznawcy innych religii, przede wszystkim chrześcijanie, którzy muszą uciekać z Bliskiego Wschodu. Być może Zachód wykorzysta eskalację przemocy w Iraku do kolejnej interwencji zbrojnej w regionie.

– Przy okazji każdego zaognienia się sytuacji na Bliskim Wschodzie mówi się więcej o ekspansji islamu, jakiej doświadczają niektóre kraje zachodnie. Naprawdę nie ma się czego bać?

– Wątpię w ekspansję islamu politycznego w kierunku Zachodu. Oczywiście, w świecie zachodnim jest coraz więcej islamskich neofitów, bardzo radykalnych, ale nie są to jeszcze miliony, a co najwyżej tysiące. Zjawisko jest spowodowane swoistą degrengoladą świata zachodniego, a islam jest traktowany jako sprzeciw wobec tego świata bez zasad. Jednak, moim zdaniem, muzułmanie nie są w stanie zagrozić obecnie światu zachodniemu, chyba że zaczną wystawiać swoich kandydatów w wyborach i uda im się umieścić jakąś znaczącą grupę w parlamentach krajów europejskich. Ale sądzę, że do tego jest jeszcze bardzo daleko.

– Ale tymczasem walka z muzułmańskim terroryzmem właśnie ponosi klęskę...

– To prawda. W ciągu ostatnich kilku lat globalna walka z terroryzmem przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego. Niemal cały świat arabski pogrąża się w coraz większym chaosie, a wiele krajów tego regionu to dziś państwa upadłe, których władza centralna nie jest w stanie kontrolować sytuacji na całym ich terytorium.

– Islamski terroryzm rozkwita, ponieważ stworzono mu znakomite warunki?

– Można powiedzieć, że obcy interwencjonizm w krajach arabskich nie tonuje, lecz podsyca, rozpala wszelkie religijne rozbieżności, wykorzystuje je w swoim celu, instrumentalizuje.

– I w końcu wszystko wymyka się spod kontroli?

– Z taką sytuacją mamy właśnie do czynienia. Pojawia się dziś pytanie i realna obawa, czy kalifat Abu Bakra al-Baghdadiego, czyli Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie, jest w stanie na długo zdestabilizować ten region, który w średniowieczu był jednym wielkim imperium muzułmańskim.

– Może kalif al-Baghdadi marzy o dawnej świetności tego regionu?

– To byłaby historia z krainy baśni „1000 i jednej nocy”. Moim zdaniem, to „państwo” będzie tak długo tolerowane przez Zachód, jak długo będzie blokować wpływy irańskie, a doraźnie Amerykanie oczywiście wspierają władze w Bagdadzie…

– W tym dziwnie wojennym roku mamy także kolejną krwawą odsłonę permanentnej wojny izraelsko-palestyńskiej. Premier Izraela mówi, że iracko-syryjscy dżihadyści to tacy sami terroryści, jak palestyński Hamas. Zgadza się Pan z tą opinią?

– Uważam tę opinię za niesprawiedliwą. Palestyńczycy czują się szykanowani przez Izrael, a Hamas jawi się jako organizacja, która staje w ich obronie. Zamieszkiwana przez Palestyńczyków Strefa Gazy została otoczona kordonem wojska izraelskiego, który odciął ją od reszty świata. W odpowiedzi Hamas lub inne palestyńskie bojówki wystrzeliwują swoje prymitywne rakiety (doraźnie budowane np. z rur wodociągowych), które spadają w Izraelu, nie czyniąc zbyt wielkich szkód.

– To dzięki rozpościerającej się nad tym państwem tzw. żelaznej kopule…

– Naukowiec izraelski dr Moti Shefer twierdzi, że system antyrakietowy „żelazna kopuła” to mit. W celu statystyczno-propagandowym zestrzeliwuje fikcyjne rakiety, ponieważ tych palestyńskich „domowej roboty” jest naprawdę niewiele. Koszty takiej obrony okazują się zbyt duże. Amerykański kongres zatwierdził ostatnio 400 mln dol. dofinansowania dla rozwoju „żelaznej kopuły”, a Izrael planuje chyba jednak bardziej zdecydowaną wojnę lądową. To świadczy o wątpliwej skuteczności tarczy antyrakietowej.

* * *

Dr Jan Bury
arabista, ekspert ds. Bliskiego Wschodu, UKSW

Tagi:
polityka Ukraina Rosja

Ukraina: Ministerstwo Kultury potwierdziło likwidację Patriarchatu Kijowskiego

2019-07-31 17:42

kg (KAI/RISU) / Kijów

Ministerstwo Kultury Ukrainy, monitorujące z ramienia rządu sprawy religijne w tym kraju, potwierdziło, że Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego (UKP PK) już nie istnieje. Powołano się przy tym na oświadczenie Świętego Synodu Prawosławnego Kościoła Ukrainy (PKU), który na swym posiedzeniu 27 lipca br. podjął decyzję „o ustaniu działalności organizacji religijnej «Patriarchat Kijowski Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego» przez włączenie [go] do organizacji religijnej «Metropolia Kijowska Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego (Prawosławnego Kościoła Ukrainy)»”.

Jorge Lascar/Foter.com/CC-BY

Urząd podkreślił, że odpowiedni zapis w tej sprawie wniesiono do Jednolitego Państwowego Rejestru Osób Prawnych, Osób Fizycznych-Przedsiębiorców i Formacji Obywatelskich.

Nawiązując do wspomnianego przystąpienia UKP PK do PKU, Ministerstwo zaznaczyło, że wszystkie funkcje organów statutowych byłego już Patriarchatu przeszły do kompetencji odpowiednich organów kierowniczych PKU. Otrzymały one wszelkie pełnomocnictwa i podstawy prawne do podejmowania stosownych decyzji dotyczących przyszłości tych organizacji religijnych, które pozostawały dotychczas w ramach byłego już UKP PK.

„Wszelkie próby zablokowania procesu rejestracji przez państwo organizacji religijnych, które wchodziły wcześniej w skład stowarzyszenia religijnego pod tą nazwą [tzn. UKP PK] a po Lokalnym Soborze Zjednoczeniowym [15 grudnia 2018] postanowiły wejść w skład PKU, mogą być traktowane jako próby mieszania się w działalność osób pełniących obowiązki służbowe, co jest zakazane i pociąga za sobą odpowiedzialność karną” – ostrzegło Ministerstwo Kultury.

Na początku lipca do Okręgowego Sądu Administracyjnego Miasta Kijowa wpłynął pozew do resortu kultury w sprawie unieważnienia likwidacji Patriarchatu Kijowskiego. Wcześniej, 20 czerwca sobór tego, formalnie nieistniejącego już Kościoła, zwołany przez jego zwierzchnika, a zarazem tzw. honorowego patriarchę PKU Filareta odwołał decyzję o rozwiązaniu Patriarchatu i odrzucił tomos (dekret) o autokefalii PKU [z 6 stycznia br.]. Po tym postanowieniu Prawosławny Kościół Ukrainy pozbawiał Filareta prawa kierowania eparchią (diecezją) kijowską tego Kościoła.

Tymczasem ponad 90-letni „honorowy patriarcha” PKU poprosił prezydenta kraju Wołodymyra Zełeńskiego, aby wstrzymał on rozpoczęty 29 lipca przez Ministerstwo proces likwidacji UKP PK i pozbawienia go osobowości prawnej. Według Filareta, ani kierownictwo PKU, ani powołana przezeń komisja likwidacyjna nie mają żadnego zastosowania do Patriarchatu Kijowskiego i jest to „bezprawie”. Autor listu stwierdził również, że tomos został „narzucony podstępnie prawosławnym Ukraińcom a jego tekstu nikt nie znał prze soborem zjednoczeniowym, poza metropolitą Epifaniuszem [głową PKU] i prezydentem Petro Poroszenką”. Filaret wysunął też kilka innych zarzutów pod adresem zarówno Poroszenki, jak i Epifaniusza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: pieszo, na rowerach i biegiem - trwa drugi szczyt pielgrzymkowy

2019-08-25 08:58

it / Częstochowa (KAI)

Na Jasnej Górze rozpoczął się drugi szczyt pielgrzymkowy. Na uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej przybywają kolejne tysiące pieszych, rowerowych i innych pątników. To głównie grupy parafialne i dekanalne z metropolii łódzkiej, katowickiej i częstochowskiej, ale są też diecezjalne kompanie. Wczoraj weszło ponad 20 grup, a dziś przyjdzie następnych ponad trzydzieści.

Krzysztof Świertok

W 94. pielgrzymce łódzkiej, wśród ok.2 tys. pątników, jak zwykle przyszli: papieski jałmużnik kard. Konrad Krajewski i abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki.

Abp Ryś podkreślał, że pielgrzymka jest „przecudownym doświadczeniem Kościoła”. - Jak odkryliście to przecudowne doświadczenie Kościoła, gdzie wszyscy podążają za Chrystusem, nawracają się, znają się po imieniu, poznają nowych ludzi, którzy od razu są ich dobrymi znajomymi, a jak trzeba to wszyscy idą na grilla, to uczyńcie Kościół taki w waszych parafiach, wspólnotach i mówicie - chodźcie i zobaczcie - zachęcał pielgrzymów metropolita łódzki.

Pątnik witał każdą z grup pieszych pielgrzymek z metropolii łódzkiej. W sumie z terenu jego archidiecezji weszło ok. 6 tys. osób.

- To jest specyfika pielgrzymki z arch. łódzkiej, że jest wiele wspólnot, które idą w tym samym czasie, z różnych miejsc, idą i razem i osobno, więc biskup się musi przenosić z miejsca na miejsce - wyjaśnia arcybiskup. Podkreśla, że zaczął pielgrzymować ze Zgierzem, „to było 20-tego, potem wyszedłem z Łodzią 21-go, potem szedłem z Łaskiem, następnie z Aleksandrowem i z Pabianicami, Kaszewicami i czekam na pozostałe grupy”.

Jak zaznacza „to bardzo piękne doświadczenie, bo w tych mniejszych grupach ludzie poczuwają się do bliższej wspólnoty, jakoś łatwiej czytają swoją tożsamość”. - Dobrze jest z nimi być. Na każdym etapie ludzie podchodzili, spowiadali się, rozmawiali, stawiali rozmaite pytania – podkreślał pasterz.

Dodawał, że Jasna Góra jest dla niego ważnym miejscem w życiu. - Pewnie sam mógłbym przyjechać w różnym czasie, ale dla mnie jest ogromnie ważne przejść z ludźmi z mojej archidiecezji, także po to, żeby skrócić pewien dystans, żeby zobaczyli, że biskup nie jest kimś na koturnach i niedostępnym, tylko idzie z nimi i sutannę ma tak samo mokrą, jak oni kurtki czy koszule. Bardzo dobre doświadczenie - podsumował arcybiskup.

Pielgrzymi podkreślają, że przybywają na imieniny Matki. - Matka chce swoje dzieci zawsze mieć wszystkie przy sobie, Maryja nas jednoczy - powiedziała pani Bożena, która siódmy raz przyszła z Wolbromia.

Karol, 10-letni pielgrzym podkreślał, że choć ciężko się szło, „bo to sto kilometrów a nogi bolą jak zwykle, to jak się tu wchodzi to jest się szczęśliwym i dumnym, że się doszło”.

Ania przedstawicielka młodzieży podkreślała, że pielgrzymka to „zawsze wspaniały czas kiedy można się modlić z innymi ludźmi i wzmacniać się w wierze”.

Niektórzy pokonali sto kilometrów, inni tysiąc. Z paulińskiego klasztoru w Rumunii i z miejsca ostatniej wizyty papieża Franciszka w Csíksomlyó przybiegło 10 osób.

Pomysłodawcą pielgrzymki jest Marian Płaszczyk, mieszkaniec Knurowa, członek Rycerstwa Jasnogórskiej Bogarodzicy, który corocznie organizuje pielgrzymki biegowe z miasteczka Knurów w woj. śląskim na Jasną Górę. Od trzech lat do pielgrzymek krajowych postanowiono dołączyć pielgrzymowanie zagraniczne, związane z tradycją i historią Zakonu Paulinów, odwiedzając klasztory paulińskie w Europie.

- Biegaliśmy od paulińskiego klasztoru do następnego. To było spotkanie z jedną Matką, ale o wielu obliczach, bo każde miejsce, gdzie zatrzymywaliśmy się było związane z Maryją - powiedział pomysłodawca wyprawy.

- Mam 57 lat, biegam dość długo, ale pielgrzymka to coś wspaniałego – wyznała pani Dorota z Bytomia. Dodała, że „ to wspaniałe przeżycia, bo człowiek sam siebie zwycięża, było trudno, deszcz, słońce i goniące nas psy. Rumunia dała nam popalić”.

W 2017 r. biegacze pokonali trasę z Jasnej Góry do Marianosztra na Węgrzech, skąd Zakon Paulinów przybył do Polski i na Jasną Górę. W 2018 r. wyruszyli z Jasnej Góry do Šaština, gdzie znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Siedmiobolesnej, Patronki Słowacji, od niedawna klasztor odzyskany przez paulinów. W tym roku postanowiono zmodyfikować trasę pielgrzymki, i biec na Jasną Górę.

Przybywające teraz pielgrzymki są bardzo „malownicze”. Mają przeróżne pielgrzymkowe emblematy, parafialne proporce, sztandary, idą w nich druhny i druhowie z Ochotniczych Straży Pożarnych, przedstawicielki Kół Gospodyń Wiejskich, orkiestry dęte.

Sporo pielgrzymek, które docierają teraz, na odpust 26 sierpnia, w drogę powrotną uda się również pieszo.

Tak jest np. w pielgrzymce z Przedborza. - Wędrujemy dwa i pół dnia na Jasną Górę, by pokłonić się Matce Bożej, po uroczystościach w Częstochowie wracamy również pieszo do naszej Pani Serdecznej, do naszego kościoła, by ten trud pielgrzymi ofiarować również w intencji naszej Ojczyzny - opowiada ks. Stanisław Obratyński i dodaje: „wędrujemy od Matki Bożej Serdecznej do Matki Bożej Jasnogórskiej, by ta radość naszej grupy mogła się wypełnić”. Dziś dotrze jedna z największych - piesza pielgrzymka tarnowska – w której podąża ponad 8 tys. osób, przyjadą także pielgrzymi na rolkach z Warszawy.

W sumie na poniedziałkowy odpust wejdzie ok. 90 pielgrzymek, a w nich ponad 30 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kaszak: Cóż złego zrobiła Wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli

2019-08-25 22:24

jc / Częstochowa (KAI)

"Niestety, z bólem i trwogą musimy stwierdzić, że Maryja, Matka Boga Najwyższego i nasza ukochana Matka, na naszej polskiej ziemi jest obrażana, i to poprzez profanację cudownego, od wieków świętego dla wielu Polaków Jej wizerunku ‒ obrazu Matki Bożej Częstochowskiej" – mówił biskup sosnowiecki Grzegorz Kaszak w homilii wygłoszonej na Jasnej Górze w przeddzień uroczystości NMP Częstochowskiej.

M. Sztajner/Niedziela

Odnosząc się do niedawnych wydarzeń biskup podkreślał, że "jesteśmy świadkami podejmowania dalszych akcji przeciwko najukochańszej osobie, jaką Jezus miał na ziemi. Są to działania wyjątkowo haniebne i groźne, niosące ze sobą bardzo konkretne konsekwencje ‒ karę Bożą".

Zobacz zdjęcia: Procesja z Obrazem Matki Bożej z Archikatedry Częstochowskiej na Jasną Górę

- W trosce o szacunek dla naszej Królowej i o dobrobyt naszej ukochanej Ojczyzny nie możemy milczeć, tylko na rożne sposoby musimy wyrażać swój sprzeciw przeciwko tym skandalicznym zachowaniom oraz podejmować czyny pokutne, by zadośćuczynić Panu Bogu za bluźnierstwa wobec Maryi i Jego osoby - podkreślał.

"Pytamy autorów i uczestników ataków na Przenajświętszą Panią: Cóż złego zrobiła Wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli. Maryja jest Matką Boga i naszą ukochaną Matką, którą bardzo szanujemy. Tymi haniebnymi czynami obrażacie także nasze uczucia religijne. Dlatego nie ma i nigdy nie będzie naszego przyzwolenia na takie niedopuszczalne zachowanie" - pytał bp Kaszak.

Nawiązując do orędzia Matki Bożej z Fatimy, wzywał do praktykowania wynagradzającego nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca. Podkreślał, że w zaistniałej sytuacji katolikom nie wolno milczeć – muszą stanowczo przeciwstawiać się moralnie złym działaniom oraz brać w obronę tych, którzy w trosce o dobro Polski głoszą prawdę o zagrożeniach ideologii LGBT.

W tym kontekście przypomniał osobę abp. Marka Jędraszewskiego. Zachęcał też rodziców do podpisywania deklaracji sprzeciwiającej się wychowywaniu dzieci zgodnie z ideologią LGBT.

"Jasnogórska Pani, wspieraj nas, abyśmy byli w stanie naszymi modlitwami i ofiarami wynagrodzić Bogu bluźnierstwa, jakich doznaje On od ludzi. Pomóż nam uśmierzyć sprawiedliwy gniew Boży, do którego sami zmuszamy Stwórcę grzechem i nieposłuszeństwem, bo kiedy zapłonie jego ogień, nikt i nic się nie ostoi" – zakończył homilię bp Kaszak.

25 sierpnia w południe na Jasną Górę przybyło ponad tysiąc pielgrzymów z Zagłębia Dąbrowskiego. To druga część diecezjalnej pielgrzymki – 13 sierpnia do Częstochowy weszło prawie 1500 osób z regionu olkuskiego. Obu pielgrzymkom towarzyszył na trasie biskup Grzegorz Kaszak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem