Reklama

Ossala

Nasz rodak był Prezydentem

2014-10-01 14:37

Rafał Staszewski
Edycja sandomierska 40/2014, str. 7

Rafał Staszewski

W budynku Szkoły Podstawowej odsłonięto tablicę upamiętniającą Kazimierza Sabbata, przedostatniego prezydenta RP na uchodźstwie. Polityk był w latach 1924-25 uczniem placówki.

Początki

Sabbatowie są rodzinnie mocno związani z ziemią staszowską. Na cmentarzu parafialnym w Niekrasowie pochowani są dziadkowie Prezydenta, a także jego rodzice i dwie siostry. Spoczywa tu także cioteczny brat Kazimierza Sabbata minister Adam Bień – jeden z najwybitniejszych działaczy ruchu ludowego.

Ojciec przyszłego Prezydenta – Ignacy Sabbat – był organistą. Przed I wojną światową grał na organach w Bielinach Kapitulnych pod Świętym Krzyżem, gdzie przyszedł na świat jego syn Kazimierz.

Reklama

W parafialnych aktach zachował się akt chrztu. Można z niego wyczytać, że ceremonia odbyła się 5 grudnia 1913 r. Sabbatowie nie zagrzali długo miejsca w Bielinach. Prawdopodobnie tuż po śmierci matki, Franciszka wraz z dziećmi zamieszkała u ojca w Trzciance pod Osiekiem, by służyć mu opieką. Kazimierz został posłany do szkoły powszechnej w pobliskim Tursku Wielkim, a potem w Ossali. Po jej ukończeniu rozpoczął naukę w mieleckim Gimnazjum im. Stanisława Konarskiego. Tam w 1926 r. został członkiem I Drużyny Harcerzy im. Tadeusza Kościuszki, co mocno zaważyło na całym jego życiu, w którym harcerstwo zawsze odgrywać miało znaczącą rolę.

Po maturze przyszły Prezydent odbył zasadniczą służbę wojskową w Szkole Podchorążych Rezerwy w Kielcach, a w 1935 r. rozpoczął studia na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Studiował także przez rok w Szkole Nauk Politycznych w Warszawie. W czasie studiów był najpierw członkiem, a potem kierownikiem Kręgu Starszoharcerskiego. Razem z instruktorami harcerskimi z pozostałych warszawskich uczelni powołał do życia w 1938 r. Zrzeszenie Akademickich Kręgów Starszoharcerskich „Kuźnica” i stanął na jego czele. W tym czasie nawiązał też współpracę ze znanym działaczem harcerskim Aleksandrem Kamińskim „Kamykiem” – późniejszym twórcą „Szarych Szeregów”. Studia ukończył w roku 1939. Prawdopodobnie zaraz potem otworzył w Staszowie biuro pisania podań do władz.

Wojenne losy

Po wybuchu II wojny przyszły szef emigracyjnych władz RP otrzymał przydział mobilizacyjny do Ośrodka w Czortkowie. Po 17 września, razem z innymi żołnierzami zdecydował się przejść na Węgry, gdzie został internowany.

W węgierskim Somloszollos zorganizowany został polski obóz harcerski. Kazimierzowi Sabbatowi, dzięki jego skautowskim doświadczeniom, powierzono w nim funkcję zastępcy naczelnika.

Po opuszczeniu obozu Sabbat, tuż przed Bożym Narodzeniem 1939 r. przepłynął pożyczoną łodzią graniczną rzekę Drawę i dotarł w wigilię do polskiego konsulatu w Zagrzebiu. Z Jugosławii przedostał się do Francji, gdzie wstąpił w szeregi polskich sił zbrojnych. Początkowo służył w marynarce wojennej, a następnie został skierowany do Brygady Zmotoryzowanej gen. Stanisława Maczka, z którą odbył kampanię roku 1940. Ranny w czasie walk trafił na koniec do Wielkiej Brytanii.

Na emigracji

W Londynie niemal od razu rzucił się w wir pracy. Został odkomenderowany do Ministerstwa Oświaty, gdzie prowadzić miał sprawy młodzieży. W jego gestii leżała jednak przede wszystkim opieka nad tysiącami dzieci wyprowadzonych z armią Andersa z terenu ZSRR.

Po wojnie Kazimierz Sabbat zdecydował się pozostać na emigracji. Jak wielu innych szukać musiał źródła dochodu, które zapewniłoby mu podstawy utrzymania. W 1948 r. założył własne przedsiębiorstwo. Rok później poślubił Annę Sulikówną, córkę gen. Nikodema Sulika. Mieli czwórkę dzieci. Do 1967 r. Sabbat aktywnie zajmował się działalnością harcerską. Odsunął ją na drugi plan, gdy objął funkcje prezesa Egzekutywy Zjednoczenia Narodowego. Był to w zasadzie rząd polski, powołany przez Tymczasową Radę Jedności Narodowej, skupiającą tych emigracyjnych polityków, którzy sprzeciwiali się dalszemu sprawowaniu urzędu Prezydenta RP przez Augusta Zaleskiego.

Pamiętają Rodaka

W 1976 r. powierzono mu funkcję premiera, którą sprawował przez kolejnych 10 lat. 8 kwietnia 1986 r. Kazimierz Sabbat został następcą Edwarda Raczyńskiego na stanowisku Prezydenta RP na Uchodźstwie. Głową emigracyjnych władz pozostał aż do śmierci. Zmarł nagle 19 lipca 1989 r.

Biografię Kazimierza Sabbata przybyliżył podczas uroczystości w Ossali ks. Stanisław Bastrzyk, proboszcz parafii w Niekrasowie, który poświęcił również tablicę upamiętniającą wybitnego polityka. Jej odsłonięcia dokonała przybyła z Londynu córka prezydenta Jolanta Sabbatówna.

Tagi:
tablica pamiątkowa

Aleja Dębów Pamięci Kapelanów Katyńskich

2019-05-28 13:40

Stanisław Gęsiorski
Edycja przemyska 22/2019, str. 1, 8

Ks. Andrzej Bienia

W Kalwarii Pacławskiej 12 maja została poświęcona Aleja Dębów Pamięci Kapelanów Katyńskich i odsłonięta tablica pamiątkowa. Uroczystość rozpoczęła się Mszą św. w Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej Kalwaryjskiej w intencji pomordowanych w 1940 r. kapelanów katyńskich Wojska Polskiego oraz w intencji funkcjonariuszy i pracowników Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. W homilii metropolita przemyski Adam Szal podkreślił, że upamiętnieni kapelani naśladowali drogę, jaką pokazał im Chrystus: – Odczytując swoje powołanie, towarzyszyli żołnierzom w chwilach bardzo radosnych, ale też w chwilach bardzo trudnych. Po ludzku sądząc, marnowali swoje życie, nawet nie mają własnych grobów.

Na zakończenie Mszy św. miało miejsce wręczenie medali wyróżnionym osobom i instytucjom: Medal 100-lecia Odzyskania Niepodległości otrzymali: abp Adam Szal, abp Eugeniusz Popowicz, o. Marian Gołąb OFMConv, ks. płk Zbigniew Kępa, o. Krzysztof Hura OFMConv. Medal Stulecia Ustanowienia Biskupstwa Polowego: płk SG Robert Rogoz, płk SG Robert Kielar, ppłk SG Wiesław Czajkowski, mjr SG Jacek Rzepa, kpt. SG Bartłomiej Galanty. Medal w Służbie Bogu i Ojczyźnie: Ojcowie Franciszkanie z Kalwarii Pacławskiej, Leśnicy z Podkarpacia, Stowarzyszenie Parafiada im. św. Józefa Kalasancjusza, IPN Oddział w Rzeszowie, Jan Niwa, Marian Szpunar.

Po Eucharystii uczestnicy uroczystości udali się na miejsce poświęcenia tablicy pamiątkowej i Alei Dębów Pamięci Kapelanów Katyńskich przy kaplicy „Ukrzyżowania”, w asyście Orkiestry Reprezentacyjnej Straży Granicznej z Nowego Sącza. Tam głos zabrali przedstawiciele rządu oraz samorządu, na czele z marszałkiem Sejmu RP Markiem Kuchcińskim, który podkreślił, że uroczystość mająca miejsce w Kalwarii Pacławskiej ma znaczenie symboliczne m.in. z uwagi na klasztor oraz sanktuarium, a także na fakt, że aleja jest częścią drogi krzyżowej: – Te znaki i symbole bardzo mocno wskazują nieprzemijalność wielu znaczeń i naszego dziedzictwa. Odeszli księża, którzy do końca byli z żołnierzami Armii Polskiej, nieśli im pociechę, modlili się razem z nimi, odprawiali Msze święte, spowiadali i razem z nimi zostali straceni śmiercią męczeńską. Musimy o tym pamiętać – powiedział Marszałek Kuchciński.

Następnie kapłani różnych obrządków odmówili modlitwy w intencji ofiar zbrodni w Katyniu i innych miejscach kaźni. Poświęcenia tablicy oraz Alei Dębów dokonali metropolita przemyski abp Adam Szal oraz metropolita przemysko-warszawski Kościoła greckokatolickiego w Polsce abp Eugeniusz Popowicz.

Po obrzędzie poświęcenia tablicy oraz alei delegacje złożyły kwiaty przy tablicy oraz po jednym zniczu przy każdym z dębów opatrzonych tabliczką z nazwiskami kapelanów wojskowych zamordowanych w Katyniu i innych miejscach kaźni w roku 1940.

Po zakończonej uroczystości w Alei Dębów Pamięci Kapelanów Katyńskich zgromadzeni przeszli ponownie do Sanktuarium, gdzie na placu przed świątynią odbył się koncert Orkiestry Reprezentacyjnej Straży Granicznej z Nowego Sącza,

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje dziecko nie chce chodzić do kościoła

2019-07-10 09:40


Niedziela Ogólnopolska 28/2019, str. 10-13

„Nasze dziecko odwróciło się od Pana Boga i od Kościoła”.
Nikt nie zdoła policzyć, w ilu domach z ust rodziców, babć i dziadków da się usłyszeć tę bolesną skargę. Wychowywali swe latorośle, jak umieli, przynieśli do chrztu, przygotowali do I Komunii św., do bierzmowania – i oto nagle słyszą:
„Wypisuję się z Kościoła”, „Jestem niewierzący”, „Jestem dorosły, to moja sprawa, nie wtrącajcie się”.
Do tych deklaracji mogą jeszcze dochodzić agresja wobec Kościoła (czytaj: duchowieństwa), przystępowanie do sekt, życie bez sakramentalnego małżeństwa, związki homoseksualne...

©Cheryl Casey – stock.adobe.com

Joanna Krawczyńska, matka dorosłego syna

Problem się pojawił, gdy syn wyjechał na studia do dużego ośrodka akademickiego. Miałam nadzieję, że ten czas będzie dla niego etapem autentycznego rozwoju, także w wierze. że zaangażuje się w duszpasterstwo akademickie. Polecaliśmy mu z mężem wspólnotę, w której w czasach studenckich się poznaliśmy. W naszej rodzinie był to częsty temat wspomnień z okresu młodości – czasu pieszych pielgrzymek, ŚDM z papieżem Janem Pawłem II. Spodziewaliśmy się, że nasz syn znajdzie dla siebie wspólnotę, a tam... może przyszłą towarzyszkę życia. Tymczasem on nie odnalazł się w duszpasterstwie akademickim z różnych powodów. Próbował też sił w kościelnym wolontariacie, ale bez skutku. Gdy przyjeżdżał do domu, próbowałam go wypytywać, zachęcać, ale dostrzegłam, że te tematy zupełnie go nie interesują. Zaczęłam podejrzewać, że gdy zostaje na miejscu studiów na weekend, to w niedziele nie chodzi do kościoła. Aż któregoś dnia oświadczył, że nie pójdzie z nami w niedzielę na Mszę św., bo „on w Kościele nic dla siebie nie odnajduje i nie ma potrzeby tam chodzić”. Nie mogłam się z tym pogodzić, wciąż pytałam, co się stało – nasz syn, ministrant, lektor, absolwent szkoły katolickiej, odrzuca dziś Kościół. Gdzie popełniliśmy błąd? Może łatwiej by było, gdyby podał jakieś konkretne zarzuty, które można byłoby odeprzeć, podyskutować, wytłumaczyć...

Zaproponowałam, aby porozmawiał z zaprzyjaźnionym z księdzem, wiedziałam, że ma do niego zaufanie. Rozmawiali nawet niejeden raz. Początkowo udało się księdzu nakłonić naszego syna do odbycia spowiedzi. Ale po pewnym czasie wszystko wróciło.

Najpierw problem dusiłam w sobie, nie chciałam o tym mówić głośno. Nie było to trudne, gdyż syn rzadko przyjeżdżał. Zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia. Choć nie jest to mój grzech bezpośredni, czułam, że muszę go wyznać na spowiedzi. Spowiednik poradził mi, by synowi przypominać, że się za niego modlimy. Często się zdarza, gdy młodzi ludzie wyjeżdżają na studia, wydaje im się, że cały świat do nich należy. Po studiach, gdy pojawiają się problemy z pracą, z mieszkaniem, wracają i zaczynają szukać pomocy u Pana Boga. Ksiądz radził, by problem po prostu przeczekać i przemodlić.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czemu nie uwierzyć w siebie?

2019-07-15 21:42

Anna Majowicz

O przyczajonych tygrysach, dwóch stronach medalu i mocnej relacji z Bogiem – Sylwia Jaśkowiec poruszyła serca uczestników 26. Salwatoriańskiego Forum Młodych w Dobroszycach.

Anna Majowicz
Sylwia Jaśkowiec

- Od szkolnych lat uprawiam sport, a moją wiodącą dyscypliną są biegi narciarskie. W 2010 roku pojechałam na swoje pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie do Vancouver. One otworzyły mi drzwi do świata sportu. Miałam potencjał, ludzie mówili o dużym talencie, uzyskiwałam dobre wyniki sportowe. I nagle w moim życiu wydarzyło się coś niesamowitego. Po powrocie z sezonu zimowego do akademika w Katowicach, gdzie studiowałam na Akademii Wychowania Fizycznego, przydzielono mi pokój z dziewczynami, które na co dzień formowały się we Wspólnocie Przymierza Rodzin ,,Mamre”. Dziewczyny namówiły mnie na wyjazd na Mszę św. o uzdrowienie do Częstochowy. I tu muszę wspomnieć, że po powrocie z igrzysk miałam dobry moment sportowy, ale psychicznie czułam, że coś się kończyło, bo dążyłam do tego, aby zakończyć współpracę z trenerem, z którym bardzo dużo osiągnęłam. Wiedziałam, że nasza dalsza współpraca nie podniesie mojego sportowego poziomu, że mnie nie rozwinie. Człowiek miał w sobie ogromne sportowe ambicje, a przede wszystkim marzył nie tylko o igrzyskach, ale i o medalu mistrzostw świata i medalu olimpijskim. Te moje marzenia powodowały, że muszę iść dalej, wziąć sprawy w swoje ręce. Na tej Mszy św. stało się coś niesamowitego - pierwszy raz w życiu doświadczyłam żywego Pana Boga. Ten żywy Bóg powiedział mi ostre słowa.

Mała retrospekcja z dzieciństwa. W mojej rodzinie nie działo się dobrze. Nie doświadczyłam ojcowskiej miłości, tata nadużywał alkoholu. Moje serce było podziurawione, poranione, a braki miłości odcisnęły na mnie piętno. Byłam pogubiona, wrażliwa i nie potrafiłam poradzić sobie z emocjami. Dzisiaj mówimy o tym, czemu nie uwierzyć w siebie? Ja tej pewności siebie, wysokiej samooceny i poczucia własnej wartości nie zdobyłam w domu. Ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Bóg dał mi sport jako narzędzie, w którym rozpoczęłam budowanie swojej samooceny.

Mój sportowy potencjał objawił się we wczesnych latach szkoły podstawowej. Chwała Bogu za człowieka, którego postawił na mej drodze – wuefistę Stanisława Gubałę. To był człowiek ogromnej pasji, ogromnego serca, a przede wszystkim ogromnej miłości. Od pierwszych zawodów do kolejnych okazało się, że jestem dobrą biegaczką i potrafię dobrze grać w zespołach drużynowych. Moje serce podbiły biegi narciarskie. Ten sport faktycznie dawał mi poczucie spełnienia, ale przede wszystkim motywował mnie do tego, że jest to moja szansa w życiu na bycie kimś, żeby uwierzyć w siebie, swoje możliwości i na wydobycie z siebie tego, co we mnie najlepsze. Wymagało to ode mnie ciężkiej pracy, wytrwałości, niezłomności, częstych upadków, ale i powstawania z tych upadków. Sport stał się dla mnie najważniejszą rzeczą w życiu. Niestety, przez emocjonalne braki w miłości rzuciłam się całkowicie w wir pracy. To był mój mechanizm obronny. To było kosztem wielu wyrzeczeń, ale i też niestety kosztem niezdrowej ambicji sportowej. Doszłam do poziomu, gdzie zaczęłam gardzić słabszymi ode mnie. Wygrywałam z rówieśnikami z dużą przewagą, co powodowało, że rosła we mnie wartość samej siebie. Wiedziałam, że dochodzę do tego własną pracą, własną siłą, własnym psychicznym zaangażowaniem, upartością i niezłomnością. Jak możecie zauważyć nie było w tym wszystkim Boga, bo byłam ja. Moje budowanie wartości opierało się tylko i wyłącznie na tym, że to jest efekt mojej ciężkiej pracy. To było coś, co później Pan Bóg w sposób sobie właściwy wyciągnął, uświadomił mi, że moje serce było przepełnione pychą i egoizmem.

Kiedy dochodzi się do szczytu sportu wyczynowego, kiedy startuje się w mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich, to ma się świadomość, że jest się obserwowanym, ale i ty cały czas obserwujesz to, jak wygląda konkurencja, jaki poziom prezentuje, jak się odżywia, itd. Cały czas byliśmy jak takie przyczajone tygrysy, obserwujące się nawzajem. To prowadziło do skrajności. Bo w sporcie niestety występuje doping, anoreksja, bulimia – tylko dlatego, by być doskonałym w tym co się robi. To ciemne strony sportu, ale tak to już jest w życiu, że są dwie strony medalu. Wybór należy do nas. Ja niestety, w tym pierwszym okresie dążenia do perfekcji wycięłam z życia Pana Boga.

Punktem zwrotnym w moim życiu był wyjazd do Częstochowy. Pojechałam na Mszę św. i moje serce zostało zalane Bożą miłością. Usłyszałam, że może nie było ze mną ziemskiego ojca, ale Pan Bóg był cały czas obecny w moim życiu, że Jego obecność była nieustanna i On się cały czas o mnie troszczył. Usłyszałam od Boga, że wszyscy mogą o mnie zapomnieć, ale nie On, bo oddał za mnie życie na krzyżu.

Przyjęłam do swojego życia Pana i Zbawiciela i to jest cudowne. To był najważniejszy wybór w moim życiu. Wybór, który obrócił moje życie do góry nogami!

Posłuchaj całego wystąpienia:

https://drive.google.com/file/d/1Q333Es_IerOrY9adtMYx4V-A89ww6hMN/view?usp=sharing

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem