Reklama

A na prowincji mówią...

Zamach na własne życzenie

Niedziela Ogólnopolska 4/2015, str. 19

[ TEMATY ]

Francja

zamach

paulbaker / photo on flickr

Może kogoś to zbulwersuje, ale jestem zdania, że redakcja francuskiego pisma satyrycznego „Charlie Hebdo”, na którą islamscy fanatycy dokonali zamachu terrorystycznego, zgotowała sobie ten los niejako na własne życzenie. Satyrycy, publikując karykatury, na których, jak gdzieś przeczytałem, „nie oszczędzali nikogo” (i tym się niejako chlubili), niejednokrotnie przekraczali granice kultury, tolerancji i dobrego smaku. Mówiąc wprost, nie tylko prowokowali, ale wręcz obrażali bez pardonu religie, instytucje i osoby. Nie miało to nic wspólnego z wolnością słowa, tak jak chamstwo nie ma nic wspólnego z kulturą.

Kilka dni po zamachu zorganizowano we Francji marsze przeciw terroryzmowi i demonstracje, których uczestnicy solidaryzowali się z ofiarami zamachu. Do Paryża zjechała cała polityczna świta. Podobno na znak tego, że wszyscy chcieli być „Charliem”.

Reklama

Szkoda, że takich marszów i demonstracji europejscy i światowi politycy nie organizują w geście protestu, gdy masowo mordowani są – w krajach islamskich i gdzie indziej – chrześcijanie. Oni nikogo nie obrażają. Ich jedyną „winą” jest to, że nawet wobec zagrożenia życia nie wyrzekają się Chrystusa.

2015-01-20 11:55

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Grajewski: inspiratorem zamachu na Jana Pawła II był komunistyczny reżim w Moskwie

2020-05-13 09:56

[ TEMATY ]

wywiad

zamach

św. Jan Paweł II

aistoria.rai.it

Inspiratorem zamachu na Jana Pawła II był komunistyczny reżim w Moskwie – twierdzi Andrzej Grajewski. Historyk zauważa, że polskie śledztwo dostarcza wielu nieznanych dotąd informacji, potwierdzających, że organizatorami zamachu były bułgarskie komunistyczne służby specjalne. Przypominamy wywiad z dr. Grajewskim na ten temat.

KAI: IPN już kilka lat temu zakończył umorzeniem śledztwo w sprawie zamachu na Jana Pawła II. Czego nowego dowiedzieliśmy się z tego postępowania na podstawie ujawnionego, liczącego 230 stron uzasadnienia?

Andrzej Grajewski: To uzasadnienie trzeba rozpatrywać w dwóch kategoriach. Przede wszystkim jest to dokument prawny, zbierający zebraną do tej pory wiedzę i przynoszący nowe ustalenia prawne. Konkluzja jest jednoznaczna: zamach nie był wynikiem działania pojedynczych osób, ale „związku przestępczego o charakterze zbrojnym, w którym kluczową role odgrywali funkcjonariusze bułgarskich komunistycznych służb specjalnych”. To jest na gruncie prawnym konstatacja zupełnie nowa, bo do tej pory mówiło się albo wyłącznie o sprawcy bezpośrednim, czyli Mehmecie Alim Agcy, albo ewentualnie jeszcze o jego pomocniku Omerze Bagcim, skazanym za dostarczenie mu pistoletu. Bułgarzy i pozostali Turcy zostali zwolnieni z braku wystarczających dowodów winy. Natomiast działania prokuratora Michała Skwary doprowadziły do zasadniczo innej konkluzji. Są to ustalenia nowe i ważne.

Natomiast w perspektywie faktograficznej dokument zebrał i uporządkował wszystkie relacje, które pojawiały się w wyniku kolejnych włoskich śledztw, oraz dodał kilka istotnych szczegółów. Prowadzenie takiego śledztwa po tylu latach, przy tak intensywnych działaniach dezinformacyjnych oraz wyraźnej niechęci zarówno Wschodu, jak i Zachodu do odkrycia wszystkich szczegółów tej zbrodni – było niezwykle trudne. Można powiedzieć, że to było szukanie igieł w stogu siana i kilka ważnych igieł panu prokuratorowi Skwarze udało się odnaleźć.

Po pierwsze, odnajduje pseudonim operacyjny Siergieja Antonowa oraz jego numer rejestracyjny. To jest niezwykle istotne, bo do tej pory Antonow był przedstawiany jako poczciwy urzędnik bułgarskiego biura turystycznego, który zupełnie przez przypadek i najprawdopodobniej na skutek intrygi CIA, która nauczyła Agcę tak zwanego bułgarskiego śladu, niewinnie spędził kilkanaście miesięcy we włoskim więzieniu oraz przeżył głęboki stres, siedząc na ławie oskarżonych. Teraz widzimy, że Antonow był współpracownikiem bułgarskich służb specjalnych, a przez powiązania ze swoim wujkiem miał dostęp do kręgu bardzo wysokich funkcjonariuszy bułgarskich służb specjalnych, więc mógł być traktowany jako człowiek ich zaufania. Bułgarskie służby też czyściły archiwa przed upadkiem systemu i dane rejestracyjne Antonowa pojawiają się wyłącznie raz, w korespondencji wewnętrznej z 1991 roku, przez czyjeś zaniedbanie. Tym większa zasługa pana prokuratora Skwary.

Po drugie, dokument jeszcze raz porządkuje i weryfikuje kwestie związane z zeznaniami Agcy dotyczącymi planu ucieczki, który przedstawili Bułgarzy, i bardzo wyraźnie pokazuje, że jego wyjaśnienia znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Przypomnę, że podczas zamachu Antonow czekał na via dei Conciliazione, niedaleko ambasady kanadyjskiej przy Stolicy Apostolskiej, w samochodzie, którego markę i kolor Turek prawidłowo opisuje. Miał on zostać natychmiast zawieziony do ambasady bułgarskiej, gdzie czekał TIR, aby tego samego dnia wywieźć zabójcę z Włoch. Okazuje się, że TIR rzeczywiście przyjechał 9 maja 1981 roku, a więc w dniu, w którym Agca wraca do Rzymu, i wyjechał 13, po zamachu. W 1981 roku TIR, rzekomo rutynowo przywożący alkohol do ambasady, przyjechał tylko raz – właśnie wtedy. Także zupełnie wyjątkowo Bułgarzy odmówili wówczas odprawy w urzędzie celnym. Normalnie samochód jechał z ładunkiem do urzędu i po odprawie był plombowany. Wtedy Bułgarzy zażądali odprawy u siebie. Według dokumentów, do których dotarł prokurator Skwara, włoscy celnicy dziwią się, że w ten sposób, w pośpiechu odprawili jakieś książki i rzeczy osobiste. Nic nie uzasadniało ani pośpiechu, ani nadzwyczajnej procedury. Jak sądzę, chodziło o to, by po odprawie można było schronić dwóch tureckich zamachowców – Agcę i Orala Celika – i wywieźć ich po podrobieniu pieczęci, co nie było trudne.

Co więcej, ta wersja jest potwierdzona przez polskich świadków, oficerów wojskowych służb specjalnych, II Zarządu Sztabu Generalnego, w tym Czesława Wawrzyniaka, późniejszego admirała, w tym czasie attaché wojskowego. Ambasada polska stoi tuż obok bułgarskiej, i oczywiście panowie z obu się doskonale znali. Obaj oficerowie zaobserwowali, że 13 maja 1981 u Bułgarów działo się coś nadzwyczajnego. Co więcej, dwóch z nich zniknęło – właśnie Todor Ajwazow i Żelio Wasiliew, którzy razem z Antonowem kontaktowali się z Agcą i mieli przygotować jego ucieczkę. Jeden z tych peerelowskich oficerów przypomniał sobie, że attaché bułgarski zwrócił się nagle do niego z prośbą o udostępnienie mu talonów na tańsze paliwo, które włoski MSZ dawał korpusowi dyplomatycznemu. Talonami dysponował Ajwazow... Widać, w jakim popłochu musiał opuszczać placówkę, skoro nie przekazał ich kolegom. Prokurator Skwara bardzo skutecznie zbija też alibi całej trójki Bułgarów dotyczące tego, co robili w czasie zamachu. To wszystko daje podstawę do stwierdzenia, że ta część wyjaśnień Alego Agcy była prawdziwa i że Bułgarzy od 1980 roku przygotowywali zamach.

KAI: Uderzająca jest szalona niedbałość w tworzeniu tego alibi. Oni wyraźnie improwizują, jakby w ogóle nie byli na to przygotowani: plączą się w zeznaniach, zmieniają je, nagle coś sobie przypominają po wielu miesiącach.

- Oni po prostu zakładali, że zamach się musi udać. Notabene, jestem głęboko przekonany, że gdyby Agca uciekł, to już by dawno nie żył. Po wywiezieniu zostałby zabity.

KAI: Mamy więc zamach, który – jak stwierdził prokurator – był efektem zorganizowanego działania komunistycznych służb specjalnych. Co można by dodać do tej skrótowej charakterystyki?

- Zamach miał konstrukcję wielopoziomową. Od samego początku przyjęto taką strukturę przygotowań, aby maksymalnie rozmyć odpowiedzialność i zatrzeć wszelkie powiązania pomiędzy ośrodkiem inspirującym zbrodnię a jego bezpośrednimi wykonawcami.

Inspiratorem zbrodni w moim najgłębszym przekonaniu był komunistyczny reżim w Moskwie: kierownictwo sowieckiej partii, a więc Leonid Breżniew i jego otoczenie, ale bardziej Jurij Andropow. To jest krąg pierwszy, polityczny. Miał on szereg istotnych motywów skłaniających go do zabicia Papieża, przy czym sprawy w Polsce były w tej kwestii drugorzędne. Postaram się to udowodnić w moim obszernym wstępie do przygotowywanego wydania tego uzasadnienia.

Drugi krąg to sowieckie służby specjalne, które to polityczne zadanie zamordowania Papieża wykonywały: wywiad KGB albo wywiad wojskowy GRU – tego z całą pewnością nie wiemy. Udział Władimira Kuziczkina, wysokiego funkcjonariusza Zarządu I KGB, czyli wywiadu, w tej historii świadczy jednak, że zajmował się tym właśnie KGB, którym kierował w tym czasie Jurij Andropow. Kiedy odbywa się proces Antonowa, Andropow jest już sekretarzem generalnym, a więc udowodnienie bułgarskiego tropu, a co za tym idzie – sowieckiej inspiracji, oznaczałoby stwierdzenie, że przywódca supermocarstwa jest zbrodniarzem, który chciał zabić papieża. Taka konstatacja odznaczałaby gwałtowne zaostrzenie stosunków między obu blokami i dlatego nikomu – ani na Wschodzie, ani na Zachodzie – nie zależało na ujawnienia tego.

Dlatego wszystkie włoskie sądy inspiratorami zamachu się nie zajmowały, o czym z rozbrajającą szczerością mówili włoscy sędziowie, podkreślając, że kwestia mocodawców była poza ich zasięgiem. Kiedy Agca zaczyna mówić o spotkaniach w Teheranie z Kuziczkinem, sędzia śledczy Martella urywa to, nie chce tego wątku kontynuować. Podobnie jednoznaczna jest reakcja sędziego prowadzącego proces, który na słowa Agcy, że spośród dyplomatów sowieckich akredytowanych w Sofii może rozpoznać tego, który się z nim kontaktował, powiedział, że to nie ma to nic do rzeczy.

KAI: Malenkowa?

- Tak go nazywał Agca - jak on się naprawdę nazywał, nie wiemy.

KAI: Pewnie to było nazwisko operacyjne. Uderzające jest, że sędzia Martella, który wydaje się człowiekiem bardzo kompetentnym, gdy tylko zeznania Agcy wykraczają poza historię zmowy Turków i Bułgarów, nagle traci swoją dociekliwość i ucina wszystkie dalej idące wątki.

- To prawda, ale właśnie dokument sporządzony przez prokuratora Skwarę bardzo obszernie opisuje różnego rodzaju szantaże, którym sędzia Martella był poddawany, o czym zaczął mówić bardzo późno. Szantaż dotyczył zresztą także jego rodziny. Szantażyści posługiwali się nawet drugimi imionami dzieci, które nigdy nie były używane, co oznacza, że mieli dostęp do oficjalnych dokumentów. Zresztą o tym samym mówił Agca, że kiedy został sam na sam z rzekomym bułgarskim prawnikiem Markowem, on mu wyliczył całą jego rodzinę, która zginie, jeśli nie zmieni zeznań.

Krąg trzeci to Bułgarzy jako podwykonawcy. Krąg czwarty – turecki świat przestępczy działający na pograniczu bułgarsko-tureckim, przede wszystkim w Warnie, i zajmujący się handlem narkotykami i papierosami. Czołową rolę odgrywał w tym kręgu Bekir Celenk, łączący turecką mafię z bułgarskimi służbami specjalnymi. Przypomnę, że to on miał być głównym płatnikiem i on organizował pierwsze, najważniejsze spotkania w sprawie zamachu. Kiedy wyjaśnienia Agcy doprowadziły do tego, że za Celenkiem został wysłany list gończy, schronił się właśnie w Bułgarii, która przez wiele miesięcy nie chciała go wydać. Kiedy wreszcie wydano go Turcji i podjęto decyzję o jego ekstradycji do Włoch, Celenk tak się tym przejął, że tuż przed ekstradycją zmarł... Ten kluczowy świadek nigdy nie był więc przesłuchany. Ważny jest także Abuzer Ugurlu, ojciec chrzestny mafii, działającej na pograniczu turecko-bułgarskim.

Ten czwarty krąg ma mocne powiązania z różnymi radykalnymi organizacjami tureckich – zarówno prawicowymi, jak Szare Wilki, jak i lewicowymi. W tych czasach prawicowy i lewicowy terroryzm siał spustoszenie w Turcji i destabilizował ten kraj. Tam właśnie ludzie mafii znajdują bezpośrednich wykonawców, czyli Alego Agcę i Orala Celika. Być może do tego kręgu należą także także Omer Ay oraz Sedat Sirri Kadem.

Wreszcie jest krąg piąty, bezpośredni uczestnicy zamachu, także rozbici na dwie grupy: bezpośredni wykonawcy, przede wszystkim Agca i Celik, oraz zaplecze, czyli grupa ludzi, która im pomagała poruszać się blisko rok po Europie, przygotowała całą infrastrukturę zamachu, zapewniając między innymi finansowanie. Wydaje się, że czołową postacią dla tego zaplecza organizacyjno-finansowego jest Musa Serdar Celebi, jeden z przywódców środowiska Szarych Wilków w RFN.

W związku z Celikiem pojawia się pytanie, dlaczego Francuzi, którzy w 1984 roku aresztowali go za przestępstwa narkotykowe, przez wiele lat twierdzili, że to nie on. Postawienie Celika przed sądem w czasie procesu Antonowa zmieniłoby bieg tego procesu, gdyby Celik, który organizuje całą „infrastrukturę” zamachu, rozpoznał Antonowa. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych Francuzi przyznali, że rzekomy Kurd, siedzący od lat w więzieniu, to jednak Celik, i dopuścili do jego konfrontacji z Agcą, który bez problemu go zresztą rozpoznał po tylu latach. Celik się początkowo do niczego nie przyznał, twierdząc, że to nie on, ale w końcu przyznał, że był na placu św. Piotra, ale jako turysta, chociaż jest jego zdjęcie, uciekającego tuż po zamachu.

KAI: Czy mamy jakiekolwiek ślady świadczące o tym, że peerelowskie służby miały jakikolwiek związek z tą operacją?

- Prokurator Skwara i inne osoby z IPN przesłuchały blisko stu funkcjonariuszy peerelowskich służb specjalnych, zarówno cywilnych, jak i wojskowych, przede wszystkim dla zweryfikowania informacji o tak zwanym polskim śladzie. Jeden z oficerów wywiadu wojskowego oświadczył – był w tej sprawie głośny artykuł we „Wprost” – że wiosną 1981 roku polskie służby miały otrzymać informację wyprzedzającą, jakoby środowisko Szarych Wilków wytypowało kogoś do zabicia Papieża. Tenże oficer został przesłuchany i powtórzył tę informację. Jednak prokurator Skwara nie znalazł żadnego jej potwierdzenia, nikt jej nigdy nie zarejestrował ani nie widział – poza tym jednym oficerem.

KAI: To w takim razie dlaczego ten oficer tak twierdzi?

- Zapewne była to kolejna dezinformacja, po to aby odwrócić uwagę prokuratorów IPN od najważniejszych śladów, to znaczy bułgarskiego, sowieckiego i enerdowskiego. Wiadomość pojawiła się, kiedy IPN wszczął śledztwo, i kosztowała wiele miesięcy działań mało wartościowych z punktu widzenia ustalenia prawdy.

KAI: Byłby to więc jednak udział polskich służb – nie w samym zamachu, ale w dezinformacji na jego temat.

- Takich działań było więcej. Jestem przekonany, że szereg książek, które się ukazało w Polsce na ten temat, było świadomymi lub nieświadomymi działaniami dezinformacyjnymi. Takie działania były i – co więcej – są prowadzone. Mamy tu do czynienia z całą gamą zachowań. Są autentyczni poszukiwacze wątpliwości, uczciwi dziennikarze, którzy rzucają się na każdą przynętę i piszą w dobrej wierze. Nie brakuje też użytecznych idiotów, którym się podrzuca rzekomo sensacyjne materiały, nieprawdziwe lub dobrze spreparowane.

Drugi, obok działań dotyczących samego zamachu, obszerny korpus faktów, jaki opisuje dokument, to działania dezinformacyjne, prowadzone zarówno przez bułgarskie, jak i przede wszystkim enerdowskie służby specjalne, ale również przy jakimś udziale służb peerelowskich, które wymieniały się dokumentami i które w stopniu, którego dzisiaj jeszcze nie znamy, na pewno uczestniczyły w obiegu materiałów stanowiących podstawę działań dezinformacyjnych, które Stasi nazwała Operation Papst – Operacja Papież.

KAI: Dość przygnębiająca jest skuteczność dezinformacji, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że zamach odbył się na oczach setek milionów, jeśli nie miliardów ludzi. W powszechnej wiadomości istnieje tylko to, czego się absolutnie nie dało ukryć: sam Agca oraz ci Bułgarzy i ewentualnie jeszcze Turcy, o których on powiedział. Dlaczego ta dezinformacja okazała się tak skuteczna?

- Dlatego że była dla wielu po prostu wygodna – dla Wschodu, ale też na jakimś etapie dla Zachodu. To pokazuje też oczywiście siłę obecności agentury komunistycznej w mediach zachodniej Europy, która przecież nigdy w pełni nie została ujawniona.

Jak to było możliwe, że dopiero IPN wprowadził do obiegu naukowego wyjaśnienia Agcy? Wcześniej były one wydane w nakładzie kilkuset egzemplarzy w niszowym wydawnictwie włoskim na początku lat dziewięćdziesiątych, co nie miało zupełnie żadnego znaczenia. One w obiegu naukowym w ogóle nie funkcjonują.

KAI: Zdumiewające – wydawałoby się: taka sensacja, a nikogo nie obchodzi.

- Skoro nikt nie pokazywał tej drugiej strony, to skąd świat miał o niej wiedzieć? A na naszą jedną, skromną pozycję ukazało się kilkanaście podtrzymujących starą tezę, że to tureccy fanatycy uknuli cały ten spisek...

Jestem głęboko przekonany, że to co wiemy, to wierzchołek góry lodowej. Jak ona jest rozległa, jaki ma kształt, jaką konsystencję – tego nie wiemy. Wiemy, co powiedział w pewnym momencie Agca, i co udało się zweryfikować. Trzeba dodać, że on sam też niewiele wiedział.

KAI: Wiedział tyle, ile musiał.

- W gruncie rzeczy wciąż niewiele wiemy o tym jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń dwudziestego wieku. Niewątpliwie śmierć Papieża zmieniłaby bieg historii – Polski, ale i świata, i to zmieniałaby zdecydowanie na niekorzyść. Śmierć Papieża zmieniłaby radykalnie pozycję komunizmu na świecie i uniemożliwiłaby w moim przekonaniu pokojowe wyjście z niego, co oznacza, że stawka, jaka stała w zamachu na Papieża, była nieporównywalna z niczym innym, i dlatego wokół tego wydarzenia rozsnuto taką sieć dezinformacji kłamstw, półprawd, że musiałoby się stać coś zupełnie niezwykłego, żeby to wszystko można było kiedyś zebrać razem i przeanalizować. Jestem pełen podziwu dla pracy jednego prokuratora, który znalazł kilka ważnych faktów i pokazał nowy kontur wydarzeń, które miały doprowadzić do śmierci Papieża.

rozmawiał Tomasz Wiścicki

CZYTAJ DALEJ

PILNE: Marszałek Sejmu zarządziła datę wyborów prezydenckich

2020-06-03 11:37

[ TEMATY ]

wybory

wybory 2020

PAP/Radek Pietruszka

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek zarządziła wybory prezydenckie na niedzielę 28 czerwca. Oznacza to, że ewentualna druga tura wyborów odbędzie się 12 lipca.

Marszałek Sejmu powiedziała na środowej konferencji prasowej, że zarządziła wybory na podstawie odpowiednich przepisów Konstytucji RP, Kodeksu wyborczego oraz ustawy z "2 czerwca 2020 roku o szczególnych zasadach organizacji wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r., z możliwością głosowania korespondencyjnego".

"Zarządzam wybory prezydenta RP, datę wyborów zarządzam na niedzielę dnia 28 czerwca 2020, dni w których upływają terminy czynności wyborczych określa kalendarz wyborczy, stanowiący załącznik do niniejszego postanowienia" - poinformowała.

Oznacza to, że ewentualna druga tura wyborów odbędzie się po dwóch tygodniach, 12 lipca 2020 roku. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Poseł Uściński: Nie popełniajmy błędów Platformy Obywatelskiej

2020-06-04 07:12

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Artur Stelamsiak

Konserwatyści chcą ratować Prawo i Sprawiedliwość przed tym, by nie popełniała błędów zachodniej chadecji. Polską racją stanu jest pielęgnowanie konserwatywnych wartości - mówi poseł PiS Piotr Uściński, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Ochrony Życia i Rodziny.

Artur Stelmasiak: - Jaka jest pozycja konserwatystów w PiS? Chodzi mi o takie osoby, dla których np. kwestie ochrony życia są ważne?

Piotr Uściński, poseł PiS: - Zdecydowana większość polityków Prawa i Sprawiedliwości jest konserwatystami. Choć jesteśmy wielonurtową partią, to jednak co do zasadniczych konserwatywnych wartości prawie wszyscy się zgadzamy. Przecież nikt z PiS nie odważył się zagłosować za odrzuceniem projektu Zatrzymaj Aborcję.

- Pan zawsze głosuje także za życiem, ale inni czasami miewają z tym problemy.

- Mamy bowiem inną konserwatywną wrażliwość. Ale nawet te najtrudniejsze głosowania świadczą o tym, że w PiS jest ok. 50 posłów, na których można zawsze liczyć.

- A jak głosowaliście za natychmiastowym procedowaniem projektu Zatrzymaj Aborcję?

- Choć nie był to nasz wniosek to obok 11 posłów Konfederacji poparło go 52 posłów z klubu PiS. Jednak pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego, czy apelem do prezes TK podpisywało się ok. 100 posłów z PiS. Osób, które chcą bronić życia i konserwatywnych wartości jest wystarczająco wielu, by nasze postulaty były zauważane w partii.

- Pytam o to, bo docierają do mnie takie głosy, że konserwatyści i osoby o poglądach pro-life nie mogą w partii zrobić kariery. Czy jesteście tłamszeni i spychani na margines w PiS?

- Konserwatywne postulaty są w partii dostrzegane, choć niestety nie wszystkie realizujemy. To odkładanie w czasie nie może trwać w nieskończoność i uważam, że teraz jest czas, by powrócić do wartości i spraw, które są ważne dla naszego konserwatywnego elektoratu.

- Ostatnio mówi się wiele o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej. Czy to jest jeden z waszych postulatów?

- Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki PiS rządzi to gender nie będzie wprowadzone w Polsce. Obecnie może Konwencja Stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości może być inaczej. Kiedyś powiedziałem, że ten dokument ma jeden dobry zapis.

- Jaki?

- Jest tam punkt mówiący o tym, że Konwencję Stambulską można wypowiedzieć. Uważam, że ta niebezpieczna konwencja powinna być zastąpiona jakimś innym pozytywnym dokumentem międzynarodowym jak np. Konwencja o Prawach Rodziny. Taki sygnał z Polski mógłby pomóc także innym państwom wycofać się z Konwencji Stambulskiej.

- Sprawa Konwencji Stambulskiej jest bardzo ważna dla konserwatywnego elektoratu. Gdy była procedowana nawet politycy PO mieli wobec niej wiele zastrzeżeń. A jakie ma plany PiS wobec ochrony życia? Prezes PiS mówił przecież, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Projekt leży już drugą kadencje w Sejmie i nic.

- Cały czas czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

- .... Bardzo długo czekamy, bo już drugą kadencję. Pan był w grupie, która domagała się od Prezes TK zajęcia się tą sprawą. Niestety też nieskutecznie.

- Dlatego tuż po wyborach złożyliśmy nowy wniosek i czekamy. Jeżeli sprawa w Trybunale Konstytucyjnym znów będzie się przedłużać, to należy to zrobić ustawą sejmową i zająć się procedowaniem Zatrzymaj Aborcje.

- Wiem, że Pan Poseł nie jest odosobniony w swoich poglądach, bo wiem, że w PiS jest wielu polityków, dla których takie sprawy są ważne. Czy konserwatyści w PiS chcą się jakoś upodmiotowić? W jaki sposób chcecie przywrócić konserwatywną agendę w partii?

- Prawdą jest, że konserwatystów w PiS jest bardzo dużo. I teraz jest czas byśmy zaczęli upominać się o wartości, z którymi szliśmy do wyborów... Ja mam przecież dzieci, które kiedyś zapytają mnie: Tato przez dwie kadencje byłeś w Sejmie i nie udało ci się zrealizować tego, na czym tak bardzo ci zależy? Co ty w tym sejmie przez 8 lat robiłeś?

- Takie najprostsze pytania są najtrudniejsze. To jak tata/poseł Uściński zamierza działać?

- I dlatego chciałbym uczynić wszystko, by uniknąć wstydu przed swoimi dziećmi, a także przed Polakami. Razem z kolegami i koleżankami musimy zadbać o to, by konserwatyzm w PiS był bardziej obecny i wyrazisty. Dostrzegam zagrożenie politycznej niejakości i braku wyrazistości, a to odpycha ludzi o konserwatywnych poglądach.

- Rozumiem, że jesteście zniecierpliwieni. Czy w jakiś sposób zaczniecie skuteczniej działać?

- Rzeczywiście cierpliwość się kończy i chcemy działać, by postulaty konserwatywne były wreszcie wprowadzane w życie. Oczywiście zostały zrealizowane programy jak 500+, dzięki któremu rodzi się więcej dzieci. Pewnie jakaś cześć z nich zginęłaby w podziemiu aborcyjnym. Nie jest więc tak, że nic rząd PiS nie zrobił, ale to ciągle zbyt mało.

- Te postulaty są podnoszone prawie tylko dzięki mediom katolickim i konserwatywnym. Media publiczne i prorządowe nie zajmują się praktycznie tym tematem. Tam też nie widać tych posłów, którzy chcą bronić życia nienarodzonych. Z czego to wynika?

- Bardzo byśmy chcieli, by ten konserwatywny dyskurs ws. ochrony życia się w końcu pojawił. Temat jest ważny dla milionów Polaków i powinien pojawiać się w debacie publicznej, w serialach i różnych programach. Aby ten przekaz był skuteczny powinien trafić do tzw. popkultury, a takich działań zupełnie nie widzę. Temat pro-life powinien być wpisany w misję mediów publicznych, bo przecież chodzi o życie najmniejszych Polaków.

- A druga strona nie próżnuje.

- Silne media liberalne i lewicowe cały czas robią swoje. Promują aborcję i pod tym kątem pracują nad nastrojami społecznymi, które mogą wychylić się w lewą stronę. Ten proces jest szkodliwy dla Polski i powinniśmy pracować nad tym, by ten kurs odwrócić.

- A dlaczego Pana Posła nie ma w TVP?

- Dobre pytanie, ale chyba nie do mnie....(śmiech). Jeszcze raz powtórzę, że konserwatyści powinni mieć głos w mediach publicznych. Przecież my reprezentujemy wyborców PiS, którzy zagłosowali na nas dlatego, że popieraliśmy obronę życia. Teraz powinniśmy mieć możliwość tej obrony nie tylko w mediach katolickich, ale także w publicznych.

- Nie boi się Pan, że zaszkodzi w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie, bo przecież prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że agenda konserwatywnej polityki może być podnoszona. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się, że podpisze ustawę zwiększającą ochronę życia, gdy ona tylko trafi na jego biurko. Dlatego ja zachęcam elektorat konserwatywny i swoich wyborców do głosowania na obecnego prezydenta. On jest jedynym liczącym się kandydatem, który będzie wspierał nasze postulaty konserwatywne. Andrzej Duda jest bowiem gwarantem tego, że nasze postulaty prolife i prorodzinne będą mogły być realizowane.

- Jesteśmy cały czas na wojnie kulturowej. Wojnie, w której cywilizacja życia walczy z cywilizacją śmierci. Oczywiście PiS zrobił wiele dobrych kroków, ale jest wielki niedosyt. Czy cywilizacja życia potrzebuje bardziej zdeterminowanych rycerzy na tej wojnie?

- Jako polityk rozumiem, że jesteśmy partią, która musi pozyskiwać elektorat i otwierać się na nowe grupy wyborców o różnej wrażliwości. Ale nie możemy osierocać elektoratu, dzięki któremu zdobyliśmy większość. Nie możemy zapominać o naszym trzonie, czyli elektoracie bardziej konserwatywnym. W zeszłej kadencji były poważne programy prorodzinne, naprawa finansów państwa i gospodarki, a teraz jest czas na sprawy podstawowe, których oczekuje od nas bardzo duża część naszych wyborców.

- Ale walka o cywilizację życia nie jest ważna tylko dla PiS, ale także dla Polski. Trwanie przy prawdziwych wartościach, to trwanie przy naszych korzeniach.

- W interesie naszym jest konserwatyzm, ochrona rodziny i życia. Polskość w różnych trudnych chwilach przetrwała dzięki rodzinie, przywiązaniu do Kościoła i wartości katolickich. Z tymi wartościami jako naród jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na zewnętrzne zagrożenia. Te wartości są kapitałem społecznym, który powinniśmy pielęgnować.

- Jeżeli nie postawimy sobie tych wartości za cel i nie określimy ich jako polską rację stanu, to popłyniemy tak jak Zachód Europy w lewą stronę. Czy Piotr Uściński zgodzi się z taką diagnozą?

- Jestem daleki od twierdzeń, że Polska może uzyskać tylko wtedy sukces, gdy będzie wspierała Berlin. Polacy są zbyt dumnym narodem, by być kogoś wasalem i płynąć w głównym nurcie. My mamy swoją tożsamość, którą powinniśmy pielęgnować. Nie tylko powinniśmy zachować nasze wartości w Polsce, ale być także drogowskazem dla innych państw i wnosić nasze cenne wartości do Europy. Ten główny nurt genderowy prowadzi świat na manowce, a polską racją stanu jest przeciwstawienie się tej ideologii.

- Jednym słowem Pan Poseł jest obrońcą PiS. Dlaczego droga zachodniej chadecji jest taka zła?

- Nie możemy pójść drogą zachodniej chadecji, bo to byłoby przede wszystkim niedobre dla Polski. Przecież zachodni tzw. "konserwatyści" cały czas realizują lewicowe postulaty. A po to powstał PiS i ja jestem po to w PiS-ie, by służyć Polsce i Polakom. Powinniśmy uczyć się na błędach zachodnich partii politycznych i nie popełniać ich błędów.

- Jeżeli PiS nie wróci do pryncypiów takich jak ochrona życia i ochrona rodziny, to wcześniej, czy później wejdzie na drogę partii Angeli Merkel. Takie kroki uczyniła już wiele lat temu Platforma Obywatelska. Czy PiS pójdzie po jej śladach?

- Niestety niektórym się wydaje, że jest to jedyna możliwa droga i nie ma alternatywy. Wskazują, że polskie społeczeństwo pójdzie drogą zachodnią, a klasa polityczna będzie za tymi nastrojami podążać. Jednak na tym polega racja stanu i prawdziwa polityka, by się takim trendom przeciwstawiać. Jeżeli wiemy, że ta droga jest dla Polski i Polaków zła, to róbmy wszystko, co możliwe, by ich z tej drogi zawrócić. Polską racją stanu nie jest upodobnianie się do Zachodu, a Polacy nie po to głosowali na PiS, by politycy tej partii popełniali wiele błędów swoich zachodnich kolegów. Platforma Obywatelska nie miała tyle siły by się temu trendowi przeciwstawić, a ja wierzę w to, że Prawo i Sprawiedliwość taką siłę w sobie ma.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję