Reklama

Wiara

Poza światem i w świecie

Mimo że mieszkają za klauzurą, często mają większy kontakt ze światem zewnętrznym niż niejeden z tego świata. Ich życiem jest modlitwa, a ona jest bardzo potrzebna właśnie tym ze świata

Czterdzieści kilometrów za Warszawą, na skraju niewielkiej wsi Radonie w surowych budynkach z czerwonej cegły mieszka trzynaście mniszek: dwanaście po ślubach, trzynasta – postulantka. Dominikanki klauzurowe stanowią żeńską gałąź Zakonu Kaznodziejskiego założonego przed ośmiuset laty przez Hiszpana – Dominika Guzmána. Pełna nazwa posługujących tu sióstr brzmi: Mniszki Zakonu Kaznodziejskiego Klasztor Matki Bożej Różańcowej w Radoniach. Charyzmatem sióstr dominikanek, jak wyjaśnia s. Bernadeta, przełożona tamtejszego klasztoru, jest przede wszystkim uwielbianie Pana Boga swoim życiem. – Drugi nurt to pokuta i modlitwa wstawiennicza – za naszych braci w zakonie i za tych, którzy potrzebują duchowego wsparcia.

W „świecie”, jak siostry nazywają rzeczywistość poza klasztorem, niektóre pokończyły studia. Są wśród nich m.in.: matematyczka, polonistka, socjolog, teolog, pedagog, inżynier elektronik, dyplomowana pielęgniarka. Inteligentne, serdeczne, wrażliwe, z ogromnym poczuciem humoru. Bo – jak mówi jedna z nich – bez poczucia humoru za klauzurą ciężko by było.

Na co dzień siostry wykonują w klasztorze proste prace: gotują, szyją, piorą, prasują. Uprawiają ogród i mają sad na własne potrzeby. Trochę zarabiają szyciem habitów i alb. – Ale praca zarobkowa stanowi niewielki procent naszego utrzymania – podkreśla s. Bernadeta. – Przede wszystkim żyjemy z ofiar naszych dobrodziejów, podobnie zresztą jak inne klasztory klauzurowe.

Reklama

Pan niósł na rękach

S. Bernadeta studiowała na Akademii Rolniczej w Poznaniu i chodziła do dominikanów na spotkania grupy Odnowy w Duchu Świętym. Prowadził ją wówczas o. Tomasz Alexiewicz. Nigdy jednak nie myślała, że zostanie zakonnicą. Nawet nie wiedziała o istnieniu dominikanek klauzurowych. Powoli jednak Pan Bóg przybliżał ją do siebie. Wstąpiła do zakonu w 1987 r. – Było to wyraźne prowadzenie przez Pana Jezusa i odnalezienie największej miłości mojego życia – mówi s. Bernadeta.

S. Jacka w tym roku będzie obchodzić 25-lecie swojej obecności w klasztorze. Również pochodzi z Poznania i była związana z duszpasterstwem akademickim dominikanów. Z wykształcenia jest matematyczką. Dynamiczna, uśmiechnięta. Marzyła o wielkiej rodzinie. I ma. Choć nieco inną niż wyobrażaną. Do zakonu nie przyprowadziło jej żadne „olśnienie”. Z jednej strony czuła się bardzo szczęśliwa, bo po studiach uczyła w swoim ulubionym liceum, które niegdyś kończyła. Z drugiej zaś – czuła jakiś narastający niepokój. Aż pewnego razu podczas rozmowy z o. Tomaszem Alexiewiczem usłyszała: „Ty chyba Panu Bogu nie powiedziałaś jeszcze: tak!”. Pomyślała wtedy: o co chodzi? Ale któregoś dnia powiedziałam: „Panie Jezu, cokolwiek ode mnie chcesz, to ja spełnię. Chcę iść za Tobą tam, gdzie mnie poprowadzisz” – opowiada s. Jacka. – I uspokoiłam się. Pan mnie niósł na swoich rękach i tu doprowadził.

S. Michaela z Przeźmierowa też kończyła szkołę w Poznaniu. Jako licealistka daleka była od Kościoła. Związana z subkulturą punkową. Chodziła w glanach, z kolorowym irokezem. Uczestniczka koncertów w Żarach, Jarocinie. Gdy kończyła liceum, dzięki zachętom koleżanki, zaczęła przychodzić do kościoła. Najpierw stała w kruchcie. Później trafiła do duszpasterstwa dominikańskiego. – To, co mnie niezwykle cieszyło, to radość, jaka tam panowała. Wiedziałam, że zawsze wieczorem możemy się spotkać. Że mogę na tych ludzi liczyć. Mieliśmy herbatę, ciasta, kanapki. Wykład tematyczny. I tak powoli moja wiara rozwijała się przez miłość, wspólnotę. Zawsze zresztą chciałam coś dla ludzi robić. Aż pewnego dnia znalazłam ulotkę z fotografią dominikanek pracujących przy budowie klasztoru w Radoniach. Wchodziły na piętro po drabinie. I mnie się to bardzo spodobało. Kiedy przyjechałam tu pierwszy raz, to mnie coś tak chwyciło za serce... Urzekło mnie to miejsce. Atmosfera wśród sióstr. Przyjęły mnie bardzo serdecznie i... pewnego dnia wydukałam przełożonej drżącym głosem, że myślę o dołączeniu do nich. I tak jestem tu już piętnasty rok.

By szukać Boga i Jego miłości

Przeżywają piękne chwile podczas spotkania z Bogiem. Ale i czasem słabości, niekiedy załamania. Żyją w klauzurze. Nierozumiejący ich decyzji świeccy czasem pukają się w głowę, dziwiąc się, że przebywają niezmiennie w tym samym klasztorze od chwili wstąpienia aż do śmierci i wykonują przez kilka czy kilkanaście lat te same prace. W ustalonym rytmie dnia, nieco tylko zmienionym w czasie świąt. Monotonia – niczym tykanie zegara... Ale to tylko wrażenie. – Klauzura to taki sposób powołania, który zaprasza do całkowitego oddania się w ręce Pana Boga. Ze świadomością, że ja oddaję Panu Bogu wszystkie moje talenty i chcę tutaj żyć tylko dla Niego. I to nie jest żadna smutna rezygnacja, idę za głosem, który usłyszałam od Pana Jezusa – mówi s. Bernadeta.

Dziękuję Panu Bogu, że mi zaufał

Klasztor w Radoniach jest zamknięty i jednocześnie otwarty. Zamknięte za klauzurą siostry mimo to mają na co dzień kontakt z ludźmi. Na furtę przychodzą ci, którzy potrzebują pomocy. Jest ich stała grupa. Na miejscu jedzą obiad albo dostają suchy prowiant. Są też ludzie, którzy przyjeżdżają na indywidualne rekolekcje i dni skupienia. Albo też umawiają się z którąś z sióstr, aby porozmawiać o swoich problemach. Przede wszystkim jednak mniszki dostają mnóstwo listów – pocztą tradycyjną i e-mailową. Najczęściej z prośbą o modlitwy. – Naszym powołaniem jest trwanie blisko Boga, wielbienie Go, słuchanie Jego Słowa, mając w sercu wołanie św. Dominika: „Panie, co będzie z grzesznikami?!”. Dzielimy Jego troskę o zbawienie ludzi, o odnalezienie tych, którzy pogubili się w swojej wierze, którzy są pogrążeni w cierpieniu, w ciemności – mówi s. Bernadeta.

Listy czy e-maile są różne – krótkie i długie. Niektórzy piszą dwa, trzy zdania, a inni na wielu stronach opisują całe swoje życie. Czasami też przyjeżdżają do sióstr na rozmowy. – Przecież nie chodzi o to, by się zamknąć i odciąć od świata. Ale jak już zostawiać go, to tylko po to, by żyć dla Pana Boga – wyjaśnia s. Jacka. – W Nim też odnajduje się wszystkie sprawy świata i one są obecne w naszych spotkaniach z Panem Bogiem. Oczywiście, klauzura niczego nie zagwarantuje. To nie jest tak, że człowiek wejdzie za klauzurę i już się spotka z Panem Bogiem.

– Spotkania z Panem Bogiem bywają zaskakujące. Myślałam, że będąc bardzo aktywną osobą na zewnątrz, za klauzurą długo nie pożyję... A to już piętnaście lat – podkreśla s. Michaela. – Wyobrażałam sobie, że pewnie poznam tu kogoś nowego, nie przypuszczałam jednak, że tutaj nawiążę tyle relacji. Wiele osób opowiada nam swoje historie, jest z nami w bliskim kontakcie. Kiedy idę na adorację do kaplicy, to dziękuję Bogu, że tu jestem, że mi zaufał. Klasztory klauzurowe, jak ewangeliczne „miasta położone na górze”, są dla świata znakiem innej rzeczywistości – Królestwa Bożego. Wskazują na Tego, który stworzył ten świat, umiłował do końca każdego z nas i dla którego warto poświęcić wszystko. Pragniemy, aby nasze życie wyrażało tę prawdę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Tysiące czapek do Afganistanu

2019-12-04 17:01

[ TEMATY ]

pomoc

zakonnica

Afganistan

Archiwum Fundacji „Redemptoris Missio”

Wydziergała już tysiące czapek, które powędrowały do Afgańskich dzieci. Siostra Cecylia Śmiech, Urszulanka Unii Rzymskiej. Siostra pochodzi z Tyńca. W w zakonie spędziła 63 lata z tego ponad 20 lat w placówce w Poznaniu.

Poza codziennymi obowiązkami klasztornymi, modlitwą i kontemplacją, znalazła Siostra czas na wypełnianie specyficznej misji – dzierganiu wełnianych czapek przeznaczonych dla potrzebujących dzieci w Afganistanie. Ma ich już na swoim koncie ponad 3 tysiące! Siostra Cecylia jest inicjatorką pierwszego, poznańskiego klubu Włóczkersów. Klubowicze wykonali łącznie ponad 70 tys. czapek. Jak to wszystko się zaczęło? Siostra wspomina, że impuls wyszedł 10 lat temu od przełożonej zakonu. Siostra przełożona przeczytała apel polskich żołnierzy stacjonujących w Afganistanie, w którym wspominali o wielkiej biedzie dzieci i ich potrzebach. Przełożona przyszła do mnie z propozycją, że skoro potrafię robić na drutach, to może zrobimy coś dla tych dzieci.

Posłuchaj rozmowy z s. Cecylią

- Zrobiłam pierwszych 120 sztuk. Powędrowały do Afganistanu dzięki Fundacji Redemptoris Missio. To był pierwszy transport. Okazało się, że czapki się przydały, więc zdecydowałam robić je dalej. Poinformowano o tym wydarzeniu w mediach i nagle pojawiło się sporo pań, które uznały że mogą też w taki sposób pomagać. Swoją postawą, zainspirowała siostra Cecylia do działania wiele osób.

Archiwum Fundacji „Redemptoris Missio”

Zawiązał się wspomniany Klub Włóczkersów. Dziś trudno zliczyć ile kobiet dzierga czapki dla afgańskich dzieci. Podobne Kluby zaczęły powstawać w całej Polsce. W bibliotekach, domach kultury i prywatnych mieszkaniach. Jeden z nich powstał na oddziale kobiecym... w areszcie śledczym. „Robienie na drutach jest formą terapii, wycisza” - mówi siostra, ale przede wszystkim to wielka radość, że możemy w taki sposób pomóc. Największa radość jest wtedy, kiedy otrzymujemy zdjęcia dzieci w naszych czapkach. To jest nagroda i impuls do dalszego dziergania”. „Pierwszy raz wzięłam druty do ręki, jako dziecko. Miałam wtedy osiem lat. Cała moja wioska robiła na drutach. Z tego się żyło” - wspomina urszulanka.

Za swoją działalność i współpracę z Fundacją Redemptoris Missio, zdobyła siostra Cecylia Śmiech tytuł „Poznanianki Roku 2019”. W drugiej edycji plebiscytu zorganizowanego przez Miasto Poznań, otrzymała prawie pół tysiąca głosów. Wspomina, że zaskoczyło ją to wyróżnienie i podkreśla, że należy się ono całemu „łańcuchowi dobrych ludzi”. Dziękuję zwłaszcza darczyńcom, którzy przesyłają nam włóczkę z całej Polski, dzięki czemu możemy sztrykować coraz szybciej i coraz lepiej”.

Siostra dzierga też drobne „bibeloty”, które rozprowadzane są podczas koncertów charytatywnych, a pozyskane z nich środki, poprzez Fundację, przekazywane są dalej potrzebującym. Misją zakonu jest ewangelizacja przez wychowywanie i nauczanie, przede wszystkim dzieci i młodzieży. Obecnie, w Polsce, siostry prowadzą: przedszkola, szkoły, a także zajęcia na wyższych uczelniach. Zajmują się katechizacją, prowadzą internaty szkolne, akademiki dla studentek i świetlicę środowiskową. Podejmują również działalność misyjną w różnych krajach Ameryki Środkowej, Afryki i Europy Wschodniej.

CZYTAJ DALEJ

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"?

Niedziela łowicka 6/2003

[ TEMATY ]

ksiądz

kapłan

Piotr Drzewiecki

Ostatnio jedna z kobiet zapytała mnie jakby z pewnym wyrzutem: "Proszę księdza, zauważam z niepokojem, że ostatnimi laty coraz modniejsze w ustach duchownych, kleryków, sióstr duchownych jest pozdrowienie: «Szczęść Boże» zamiast «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Nawet ksiądz, który przyszedł do mnie po kolędzie, pozdrowił nas słowami «Szczęść Boże». To nie jest przywitanie chwalące Boga. Kiedyś w taki sposób pozdrawiano osoby pracujące: «Szczęść Boże w pracy» i wówczas padała odpowiedź: «Bóg zapłać». Dzisiaj kiedy słyszę «Szczęść Boże», od razu ciśnie mi się na usta pytanie: do czego, skoro nikt nie pracuje w tej chwili? Nie wiem, co o tym myśleć. Według mnie to nie jest w pełni chrześcijańskie pozdrowienie".
No cóż, wydaje się, że powyższa interpretacja pozdrowień chrześcijańskich jest uzasadniona. Ale chyba może za bardzo widać tutaj przyzwyczajenie do tego, co jest tradycją wyniesioną z dziecinnych lat z domu rodzinnego. Pamiętajmy jednak o jednym: to, co jest krótsze, a mam tu na myśli zwrot "Szczęść Boże", niekoniecznie musi być gorsze.
Owszem, pozdrowienie "Szczęść Boże" jest krótsze i z tego powodu częściej stosowane. Ale ono ma swoją głęboką treść, która nie tylko odnosi się do ciężkiej, fizycznej pracy. To w naszej tradycji związano to pozdrowienie z pracą. A przecież życzenie szczęścia jest związane z tak wieloma okolicznościami. Bo jest to ludzkie życzenie skierowane do Boga, stanowiące odpowiedź na całe bogactwo życia człowieka. I jest tu wyznanie wiary w Boga i Jego Opatrzność; wyznanie wiary, że to, co jest ludzkim życzeniem, spełnić może tylko Bóg. To szczęście ma pochodzić od Niego. Mamy tu więc skierowanie uwagi na Boga i naszą od Niego zależność. Zależność, w którą wpisana jest Boża życzliwość dla człowieka. Tak oto odsłania się nam głębia tego skromnego pozdrowienia "Szczęść Boże". Czyż to mało?
Poza tym życzyć szczęścia od Boga, to znaczy życzyć Bożego błogosławieństwa. A jak jest ono cenne, świadczy opisana w Księdze Rodzaju nocna walka patriarchy Jakuba z aniołem, której celem jest m.in. uzyskanie błogosławieństwa w imię Boga: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz" (por. Rdz 32, 25-32). I tu znów odsłania się znaczenie naszego pozdrowienia "Szczęść Boże". Jest to prośba o udzielenie przez Boga błogosławieństwa, czyli prośba o uszczęśliwienie człowieka, a więc ogarnięcie go Bożą łaską. Z tym łączy się życzenie osiągnięcia szczęścia wiecznego, którego wszelkie szczęście doczesne jest zapowiedzią i obrazem.
Nie chciałbym jednak być źle zrozumiany. To, że piszę tak wiele o pozdrowieniu "Szczęść Boże", nie znaczy automatycznie, iż chcę przez to podważać pierwszeństwo pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Moją intencją jest jedynie odkrycie głębokiej wartości wypowiedzenia słów "Szczęść Boże" przy spotkaniu dwóch osób.
A na koniec pragnę przytoczyć - niejako w formie argumentu na poparcie moich rozważań - słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które wypowiedział 10 czerwca 1997 r. w czasie wizyty w Krośnie: "Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże» i «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

CZYTAJ DALEJ

Specjalny paulinobus-mobilna wystawa o dziejach Zakonu dotarł na Jasną Górę

2020-01-25 19:37

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Paulini

BPJG

Ponad 15 metrowy biały autobus ozdobiony paulińskim herbem stanął na dziedzińcu Jasnej Góry. To mobilna wystawa tzw. Palosz-Bus opowiadająca o dziejach a zwłaszcza początkach Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika a także o jego założycielu bł. Euzebiuszu. W tym roku mija 750 lat od jego śmierci i paulini obchodzą rok jubileuszowy. Niezwykła ekspozycja przyjechała z Węgier, bo to tam jest kolebka zakonu. Paulinobus pozostanie w Sanktuarium tylko do jutra.

Na wystawie zobaczymy m.in. kamień z pierwszego paulińskiego klasztoru św. Krzyża założonego na Węgrzech przez bł. Euzebiusza, obraz Matki Bożej z Jasnej Góry i z Márianosztra, zakonny kodeks z XV w., historyczną mapę Węgier, książki paulińskich pisarzy czy zakonny habit.

Ekspozycji towarzyszy tytuł „Pięknie jest żyć po paulińsku”. - Wskazuje on na radość i piękno życia paulińskiego. I nie przypadkowo cała wystawa została pomyślana tak, by motywem opowiadającym o naszym życiu było osiem błogosławieństw, czyli Ewangelia w Ewangelii, szczęście i radość bycia dla Boga samego - powiedział otwierając wystawę przeor Jasnej Góry, o. Marian Waligóra.

Przełożony generalny Zakonu Paulinów o. Arnold Chrapkowski zauważył, że „dzisiejszy dzień jest szczególnym wydarzeniem, bo do Polski kolejny raz przybywa cząstka ziemi węgierskiej, ojczystej ziemi paulińskiej”. - Tak jak w 1382r. paulini przybyli tutaj z klasztoru Márianosztra, po to, aby rozciągnąć opiekę nad Cudownym Wizerunkiem Jasnogórskiej Maryi, tak dzisiaj przybywa cząstka węgierskiej ziemi, po to, aby przypomnieć o naszych korzeniach, a więc o tych wszystkich wydarzeniach, które doprowadziły do zawiązania pierwszej wspólnoty pod kierunkiem pierwszego prowincjała, dziś błogosławionego Euzebiusza, kanonika Ostrzyhomskiego - powiedział o. Generał. Dodał, że ukazanie na wystawie początków istnienia Zakonu, ma „nam uświadomić to, że pomimo różnych dziejowych burz, bardzo trudnych czasów: najazdu tureckiego, rozbiorów, zniewolenia komunistycznego, pomimo wielu prześladowań i cierpień, paulini potrafili zachować swoją pierwotną duchowość”. - Dziś ta mała cząstka z węgierskiej ziemi rozrasta się, bo paulini posługują w 17. krajach świat i w ponad 70. domach – zauważył o. Chrapkowski.

Ekspozycję składającą się z ośmiu odrębnych części łączą zdania ośmiu ewangelicznych błogosławieństw. Tematy związane z każdym z nich nie układają się zgodnie z chronologią wydarzeń w zakonie, leczy ukazują poszczególne aspekty jego dziejów. Np. błogosławieństwo, które dotyczy błogosławionych czystego serca przypomina o Matce Bożej, jako najczystszej z Niewiast, Tej, która tu na Jasnej Górze jest miejscem spotkania z Bogiem i zawierzenia się Jemu. Obrazują to obrazy Maryi, Tej z Jasnej Góry i z Márianosztra skąd paulini przybyli do Częstochowy.

Przy słowach: „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” znajduje się zachęta do podjęcia modlitwy w obronie życia, zapoczątkowanej przez paulinów Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

Interaktywna wystawa dostępna jest w języku węgierskim, ale na powierzchniach wystawienniczych nie znajdziemy większych tekstów. Osoby nie znające węgierskiego dzięki kodom QR, przez telefon, lub w razie braku połączenia z internetem, sięgając do informatora mogą je poznać po angielsku i po polsku.

Odwiedzający nakładając specjalne słuchawki mogą usłyszeć np. pieśni w języku węgierskim, także te przygotowane specjalnie na prezentację. Np. zespół Misztrál wykonuje utwór, którego tekst składa się wyłącznie z nazw miejscowości, w których niegdyś, na terenie historycznych Węgier, znajdowały się klasztory paulińskie.

Odwiedzający mogą również wirtualnie przekartkować najbardziej kunsztownie ozdobiony węgierski kodeks z XV w. Można zobaczyć też różne ujęcia postaci bł. Euzebiusza z Ostrzyhomia, jak również siedząc wygodnie w fotelu obejrzeć fotografie prezentujące obrazki z życia paulinów przed 1950 i po 1989 roku oraz krótkie filmy - rozmowy z najstarszymi paulinami.

Objazdowa wystawa przedstawia kolejne elementy życia węgierskich paulinów jako wspólne, dostępne każdemu, dziedzictwo. Pragnie zainteresować nie tylko katolików, nie tylko ludzi wierzących, ale wszystkich, których interesuje węgierska przeszłość, minione dzieje. Elementem tego celu pragnącego połączyć wszystkich odwiedzających jest ustanowiony w autobusie punkt pojednania, który wzywa wszystkich do pogodzenia się ze sobą samym, z Bogiem i z bliźnimi.

Paulini maja nadzieję, że ta mobilna wystawa przyczyni się do lepszego poznania jedynego założonego na Węgrzech zakonu męskiego, jak też naszego wspólnego dziedzictwa kulturalnego.

O. Antal Puskás przeor klasztoru w Budapeszcie, który jest przewodnikiem po wystawie, przypomniał, że „obecny rok na Węgrzech związany jest z trzema ważnymi wydarzeniami: Międzynarodowym Kongresem Eucharystycznym, rokiem bł. Euzebiusza w 750-lecie jego śmierci oraz z wydarzeniami w Trianon, które mają rangę państwowych i przypominają Węgrom o wewnętrznej jedności narodu”. - My, jako paulini, chcemy przez przykład bł. Euzebiusza i przypominając jego osobę, być sługami tej jedności, która też wyraża się w jedności wokół stołu Eucharystii – powiedział o. Puskás.

Podkreślił, że ponieważ wiele takich objazdowych wystaw już pojawiło się to i paulini pomyśleli o specjalnym autobusie.

Mobilna wystawa pozostanie na Jasnej Górze do niedzielnego wieczora. Potem pojedzie do innych paulińskich klasztorów: w Świdnicy, Wrocławiu, Wieruszowie, Toruniu. Na Jasną Górę powróci 2 lutego a potem uda się na Słowację i do Chorwacji. Na Węgrzech autobus objedzie 40 miejsc, nie tylko, tych, gdzie żyją paulini, ale trafi też tam, gdzie nie są jeszcze znani.

It/Jasna Góra

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję