Reklama

To w drugim człowieku jest Chrystus

2015-03-26 11:43


Edycja łódzka 13/2015, str. 4-5

Łukasz Głowacki
O. Tomasz Nowak,OP

Z o. Tomaszem Nowakiem OP – przeorem łódzkiego konwentu dominikanów o tym, kto i dlaczego ma prawo działać w Kościele i czemu, pamiętając słowa Chrystusa: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”, tak szybko dostrzegamy ułomności naszych bliźnich – rozmawia Anna Skopińska

ANNA SKOPIŃSKA: – Niedawno usłyszałam wypowiedź aktywnego działacza jednej z łódzkich wspólnot. I to, co mnie w niej uderzyło, to stwierdzenie: – Aby móc ugościć młodych, którzy przyjadą na Światowe Dni Młodzieży w 2016 r., trzeba spełniać określone kryteria...

O. TOMASZ NOWAK OP: – Coraz częściej spotykam się z taką postawą. To taki radykalizujący się trend, który narasta. Tak jakby Pan Jezus przychodził tylko do sprawiedliwych....

– I my nimi jesteśmy...

– Tak. I dopiero jak nimi będziemy, to się do czegoś w ogóle nadamy. A jeśli nie jesteśmy sprawiedliwi – jesteśmy grzesznikami, gdzieś się pogubiliśmy, to nic nam nie wolno. To zupełnie nieewangeliczne.

– Nieewangeliczne? Przecież idziemy do przodu, mamy większą świadomość, można nawet powiedzieć – większą tolerancję. Skąd więc taka postawa?

– To oparte jest na lęku osoby, która przedstawia takie poglądy. Tu nie ma żadnych argumentów logicznych, a już na pewno ewangelicznych. Przypatruję się takiej postawie już od kilku lat. Podsycane jest to nie tylko politycznie, ale też społecznie i kościelnie. Zamiast szukać jedności, zaczynamy się dzielić i budować mury.

– Ale przecież szukamy tej jedności choćby przez wiele inicjatyw łączących chrześcijan, ale też wychodzących poza naszą religię.

– Chwała Bogu, że są takie inicjatywy. Ale jednocześnie gdzieś bronimy się przed jednością. Nie wiem, czy wynika to z tego, że wszystko ma dziś tak szybkie tempo? Następuje szybki rozwój, szybka zmiana w mentalności, a tym samym człowiek – nie nadążając za tym – potrzebuje gdzieś się zabezpieczyć. Sam jestem ciekaw. Mnie to bardzo niepokoi. Bo powoduje, że zupełnie „odjeżdżamy” od Ewangelii. Stajemy się coraz bardziej faryzejscy, czyli: porządni, sprawiedliwi, czyści, koszerni i nie wiem, jak jeszcze to nazwać. A wszystko, co inne, ekskomunikujemy. Tymczasem Pan Jezus zostawia faryzeuszów, saduceuszów z ich myśleniem i idzie po swojemu – dlatego odbierają Go jak wroga. Tu jest podobnie: nie można po prostu cieszyć się z sukcesu drugiego człowieka. Nie można, bo on nie jest „stąd”. Tymczasem Ewangelia mówi: nikt nie patrzy, czy jesteś faryzeuszem, czy koszernym, czy jesteś katolikiem, czy nie, żyjesz w pełnej rodzinie czy jesteś samotnym rodzicem – masz serce, kochasz, chcesz czynić dobrze – to pozwoli ci spotkać Jezusa.

– Takie „oto człowiek”...

– Jaka jest sytuacja? Przyjeżdża młodzież i chce być przyjęta, ugoszczona. I mam prawo podać kubek wody drugiemu człowiekowi czy nie mam prawa? Dlatego, że nie jestem superwierzący...

– To odpycha ludzi od Kościoła...

– Na tym ten paradoks polega – zasługuję na pokazywanie Kościoła, dopiero jak jestem super. Czyli Maria Magdalena, Zacheusz, Samarytanka, celnik Mateusz do tego grona się nie nadają.

– Jak to powinno być według Ewangelii?

– Każdy, kto jest życzliwy, kto chce wziąć, pomóc, służyć – ma do tego prawo. Chcesz przyjąć młodzież chrześcijańską, która przyjeżdża – przyjmuj! Powiem więcej: nawet jeśli jesteś ateistą – przyjmij, bracie, bo masz serce. To jest znak, że szanujesz mnie i moich braci w wierze. Mamy to na każdym kroku w Ewangelii: jak to do grzesznika idziesz w gościnę? gdyby wiedział, kto jest ta, która się go dotyka? Jezus jest nieustannie wśród celników, grzeszników, nieczystych. A ci ludzie, którzy przyjeżdżają – to są grzesznicy czy to jest Jezus? Grzesznicy, którzy muszą przyjść do świętych? I przez to, że przyjdą, to się uświęcą? Z całym szacunkiem dla takiego postulatu – podobaj się Bogu, jak najbardziej możesz, ale nie na zasadzie, że dopiero, jak będziesz superdoskonały, to będziesz mógł pomóc.

– To zupełna utopia...

– Dokładnie. Wtedy my, zakonnicy, musielibyśmy w większości pozdejmować habity. Bo czy zakon jest dla świętych, czy dla grzeszników, którzy chcą się nawracać?!

– Te wszystkie podziały w większości tworzymy my, wierni. Duszpasterze może bardziej biernie – przez brak reakcji, milczenie...

– Może też dlatego, że my, duchowni, trochę sami nie wiemy, jak to ma być. To trochę naturalne, człowiek się nawraca, więc komuś, kto tak się troszczy o nawrócenie, o dobre życie, kibicujemy. Teza o czystości i doskonałości brzmi dobrze, gdybyśmy wszyscy byli aniołami. Tylko, że to jest nieprawda. Założenie jest nieprawdziwe. Kościół nie jest tylko dla tych czystych. Wtedy wszyscy inni by się nie nadawali. To myślenie pogańskie, które co jakiś czas wraca. Pragnienie bycia czystym. A jak już jestem tym „czystym”, to się tym chełpię: dziękuje Ci, Panie, że nie jestem jak ten celnik. Ale Jezus mówi: z tobą się w ogóle nie spotkałem, z tobą czystym, który modlisz się, pościsz, dajesz dziesięcinę i wszystko masz po prostu cacy.

– To w którym miejscu jest ten człowiek?

– Taki człowiek jest w połowie drogi. Nie mam ochoty kogoś takiego potępiać...

– Nikt go nie potępia, tylko patrzymy na to, co mówi...

– Nie zgadzam się jednak na to, by on potępiał innych. To pycha! Bo kim ty jesteś? To jest dokładnie to pytanie: kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień. I jakbyśmy pozwolili wziąć się Panu Bogu pod lupę, to szybko byśmy zobaczyli, że nie jesteśmy aniołami ani ideałami.

– A jacy ludzie przychodzą do dominikanów?

– Różni – święci, grzeszni. Niedawne rekolekcje, które głosił o. Adam Szustak OP, zgromadziły 3-4 razy więcej osób niż zwykle, ale do Komunii przystąpiła tylko niewielka część; pokazały, że przyszli ci, którzy nigdzie nie chodzą. I za to błogosławimy Boga. Jednocześnie widzimy, że gdy ktoś dłużej do nas przychodzi, to ma coraz bliżej do Pana Boga. Rozwija się, więcej widzi. Tak dzieje się w każdym miejscu, gdzie okazuje się drugiemu człowiekowi serce, nie tylko u dominikanów.

– To kolejny znak, tak? Że nie tylko Ewangelia, ale też Kościół nie odrzuca nikogo.

– Sobór Watykański II, którego ciągle musimy się uczyć, bardzo jasno mówi o kręgach przynależności do Kościoła. I nikogo nie wyklucza. Ktoś sam się może wykluczyć. Kościół pokazuje też drogę służby.

– To ta Jezusowa droga, z której zbaczamy?

– Ta, która wskazuje: nie mamy być na transparencie do pokazywania, ale mamy być u stop, by służyć drugiemu człowiekowi. Tak jak mówił Jan Paweł II: nie Kościół ma być drogą dla człowieka, ale człowiek drogą dla Kościoła. To jest odwrócenie tego dążenia do budowy twierdzy. Teraz mamy kolejnych papieży – Benedykta XVI i Franciszka, którzy też idą tą samą drogą. I mówią: jeśli masz wartość w oczach Bożych, to nic ci nie zagraża. Stara tradycja chrześcijańska nakazuje, by jak przyjdzie gość umyć mu nogi. Jeśli jesteś gotów to zrobić, to znaczy że nadajesz się, by go przyjąć. To jest to, co mówi Jezus: jeżeli wchodzicie do domu powiedzcie „pokój wam”, jeśli was przyjmą, zostańcie tam, a jeśli nie – pójdźcie dalej. To jest właściwa miara.

– Miara, do której chyba ciągle powinniśmy powracać albo uczyć się jej. Trzeba być bardzo pokornym, by ją przyjąć?

– Trzeba być jedno z Chrystusem. Jeśli chcę przyjąć mego brata, traktując go jako wyższego od siebie, to się do tego nadaję. Kto jest tu sędzią? Chyba, że chodzi o pokazanie się. Ale wtedy to, co zrobił Jezus Zmartwychwstały, jest absurdalne. Ponieważ On, jak zmartwychwstał, powinien się pokazać. A On tylko uczniom się objawia. Jeśli zastosujemy taką logikę, to nie ma Jezusa tam, gdzie chcemy się pokazać, bo On już poszedł innym umywać nogi.

– Żeby być w Kościele, działać, trzeba przechodzić koniecznie przez jakieś formacje?

– Tak, ale niekoniecznie w naszym rozumieniu. Ciekawe, czy według naszych kategorii Mojżesz mógłby być prorokiem, chociaż był jąkałą, Piotr papieżem, choć zdradził, a Paweł jako zabójca apostołem? Tu nikt się do niczego nie nadaje, ale Bóg widzi inaczej.

– My postrzegamy ściśle po ludzku...

– Możemy tak patrzeć, ale to nie ma nic wspólnego z Jezusem. Jezus przychodzi do Marty i Marii. Kto kogo obdarowuje? One Jego? „Troszczysz się i niepokoisz o wiele...”. Możesz się troszczyć i niepokoić o wiele rzeczy, ale jak młodzi przyjadą, to nic od nich nie weźmiesz, niczego się nie nauczysz. Będziesz tak zaaferowany pokazywaniem siebie, że nie pozwolisz się obdarować. I to byłoby najgorsze. Oni tu przyjeżdżają, by nas obdarować. To jest dla nas szczęście, bo możemy od nich czegoś się nauczyć, wziąć.

– Co w takim razie mamy zmienić w myśleniu, naszej postawie?

– Pan Jezus uczy, że mamy być otwarci jeden na drugiego. Każdy od każdego może się uczyć. Czego? Jak mamy już tu, na ziemi, być do Jezusa podobni. To jest ciekawe. Służąc sobie nawzajem, mamy szansę zobaczyć, jaki był Jezus. Jak On żył. Co wybierał. Gdzie chodził. Może warto odwrócić to nasze myślenie. Owszem możemy im służyć, ale tylko wtedy, gdy uznamy, że to my ich potrzebujemy. Że to oni są dla nas Chrystusem.

Tagi:
chrześcijaństwo

Reklama

Zamordowani przez islamistów w Bagdadzie coraz bliżej beatyfikacji

2019-11-01 18:17

Łukasz Sośniak SJ /vaticannews / Bagdad (KAI)

Zakończył się diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego 48 Sług Bożych, zamordowanych przez islamskich terrorystów podczas Mszy w katedrze w Bagdadzie. Atak miał miejsce dziewięć lat temu, w przeddzień uroczystości Wszystkich Świętych. Watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych bada sprawę pod kątem uznania ich męczeństwa.

BP KEP

Jeżeli dojdzie do beatyfikacji, wśród wyniesionych do chwały ołtarzy znajdzie się dwóch kapłanów oraz 46 osób świeckich: całe rodziny, matki i ojcowie, 11-letnia dziewczynka, 3-letni Adam, trzymiesięczny noworodek i nienarodzone dziecko, które zostało zamordowane razem z matką. Atak rozpoczał się około godziny 17, zaraz po odczytaniu Ewangelii. Pięciu uzbrojonych islamistów z Iraku, Syrii i Egiptu wtargnęło do syrokatolickiej katedry w Bagdadzie pod wezwaniem Wszystkich Świętych i wzięło ponad 150 zakładników, w tym kapłanów, diakonów, członków chóru i wiernych. W trakcie oblężenia kościoła terroryści strzelali w żyrandole, krzyże i obrazy. Terroryści domagali się uwolnienia członków Al-Kaidy. Zanim na miejsce przybyły irackie siły bezpieczeństwa wraz z żołnierzami z USA, minęły cztery godziny. Napastnicy kazali uczestnikom nabożeństwa położyć się na ziemi i rzucali pomiędzy nich granaty, w wyniku czego zginęły dziesiątki osób. Próba odbicia zakładników przez siły irackie i amerykańskie również zakończyła się masakrą. Łącznie zabito dwóch księży i 46 osób świeckich, ponad 70 osób zostało rannych.

Jako pierwsi zginęli dwaj młodzi księża. Ks. Waseem siedział w konfesjonale na tyłach kościoła, w pobliżu wejścia, więc gdy wkroczyli terroryści, próbował z nimi rozmawiać, ale został zabity z zimną krwią. Z kolei ks. Thaer odprawiał Mszę. Gdy zobaczył co się dzieje, wyszedł z prezbiterium, aby porozmawiać z napastnikami. Zapytał jednego z nich: „Czego chcesz? Porozmawiaj ze mną i zostaw wiernych”. Niestety także został natychmiast zastrzelony. Według zebranych świadectw, umierajac powiedział: „W twoje ręce oddaję ducha mego”. W tym czasie niektórym diakonom udało się ukryć w zakrystii biskupa Raffaela Quataimiego, a także około pięćdziesięciu wiernych. Atak ten do dziś jest uważany za najkrwawszą masakrę chrześcijan w Iraku od czasu upadku Saddama Husajna.

Szczególnie poruszający jest fakt możliwej beatyfikacji najmłodszych ofiar masakry, w tym nienarodzonego dziecka. „Wśród zabitych znalazł się trzyletni Adam. Należy do tych, którzy zginęli jako ostatni. Ciągle mówił do napastników: „przestańcie, wystarczy”. Terroryści, aby uciszyć jego krzyk i płacz, zamordowali go w ramionach jego matki, która przeżyła masakrę” – powiedział postulator procesu, ks. Luis Escalante. „Uroczystość Wszystkich Świętych nabrała dla tych męczenników dosłownego znaczenia. Wszyscy oni weszli w życie wieczne w wigilię tego święta” – dodał.

„Badanie wątku męczeństwa jest w tym przypadku bardzo trudne, ponieważ – jak wspomniał ks. Escalante – sprawa jest jak układanie puzzli, nie ma zbyt wielu informacji na temat niektórych ofiar, gdyż po ataku dwie trzecie społeczności syrokatolickiej opuściło Irak”.

Ks. Escalante wiąże duże nadzieje z przybyciem Papieża Franciszka do Iraku. Liczy na to, że Ojciec Święty uzna męczeństwo 48 zamordowanych. Ma również nadzieję, że wizyta Papieża rozbudzi wiarę tamtejszych wiernych. „Chrześcijanie, którzy decydują się pozostać, stanowią niewielką mniejszość, która wciąż się kurczy. Oni potrzebują pomocy. Muszą czuć, że nie są sami, a uznanie tego męczeństwa pomogłoby” – powiedział Escalante.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: „Pragnę udać się do Argentyny, ale w 2020 będzie to trochę trudne”

2019-11-13 21:38

kg (KAI/Télam) / Buenos Aires/Watykan

Papież Franciszek potwierdził pragnienie odwiedzin Argentyny, ale w rozmowie z argentyńską agencją prasową Télam dodał, że ze względu na podjęte już zobowiązania na rok 2020 będzie to „trochę trudne”. Zaznaczył, że na przyszły rok zaplanował już inne podróże.

Grzegorz Gałązka

Ojciec Święty przypomniał, że zamierzał udać się do swej ojczyzny w listopadzie 2017, odwiedzając także Chile i Peru, ale proces wyborczy w jego kraju uniemożliwił spełnienie tych planów. Wyjaśnił, że postanowił „odłożyć Argentynę i Urugwaj na później”.

W czerwcu br. przewodniczący Argentyńskiej Konferencji Biskupiej bp Óscar Ojea w rozmowie także z Télam oznajmił, że papież „myśli już o tym, kiedy przybyć do kraju” i dodał, że wizyta taka mogłaby się odbyć „pod koniec 2020 roku lub w 2021”.

Franciszek przelatywał dotychczas dwukrotnie nad Argentyną: w lipcu 2015, gdy leciał do Ekwadoru, rozpoczynając swą drugą podróż do Ameryki Łacińskiej (objęła ona jeszcze Boliwię i Paragwaj) oraz w styczniu 2018, w drodze do Chile.

W rozmowie z agencją Ojciec Święty potwierdził zainteresowanie udania się w przyszłym roku do Iraku i Sudanu Południowego w ramach wspólnej podróży ekumenicznej wraz z anglikańskim arcybiskupem Canterbury Justinem Welbym. Co do tego drugiego kraju, to – jak zauważył – będzie to możliwe, „o ile pozwolą na to warunki polityczne”.

Jorge Mario Bergoglio był arcybiskupem Buenos Aires w latach 1998-2013, po czym opuścił Argentynę na początku marca 2013, udając się do Rzymu na konklawe, na którym został wybrany na papieża i od tamtego czasu już nie odwiedził swej ojczyzny. Budzi to duże niezadowolenie i krytykę wśród jego rodaków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Konferencja: Creatio Continua. Ekologia integralna i wyzwania antropocenu

2019-11-14 11:23

Naukowcy szacują, że do roku 2050 może zginąć nawet milion gatunków. Człowiek jest sprawcą i zarazem uczestnikiem VI masowego wymierania żywych organizmów na Ziemi. Czy katastrofa klimatyczna wyznaczy kres epoki człowieka?

Wraz z postępującą degradacją planety, człowiek zaczyna rozumieć, że na nim spoczywa odpowiedzialność za bioróżnorodność, za stan atmosfery, za klimat jednym słowem – za życie na Ziemi.

Encyklika „Laudato si” papieża Franciszka przestrzega przed tym procesem samozagłady, podtrzymując wezwanie do „nawrócenia ekologicznego”, które św. Jan Paweł II sformułował w encyklice „Centesimus annus” i w późniejszych katechezach. Wskazuje też drogi wyjścia.

Jeśli chcemy wygrać z kryzysem klimatycznym, musimy na nowo zrozumieć, co to naprawdę znaczy „czynić sobie ziemi poddaną”. Wiemy już, że panowanie człowieka nie jest absolutne, ale służebne — jest to rzeczywisty odblask jedynego i nieskończonego panowania Boga. Nie jest to misja absolutnego i niepodważalnego władcy, lecz sługi Królestwa Bożego (za Jan Paweł II). Stawiamy tezę, że odkrycie na nowo teologii stworzenia, ekologicznej duchowości i ekologicznej etyki – może wygenerować impuls niezbędny do skutecznej ochrony atmosfery, klimatu, bioróżnorodności – świata życia, który zamieszkuje człowiek.

Konferencja odbywa się w ramach projektu „Ekologia integralna encykliki Laudato si’ w działaniu wspólnot Caritas i społeczności lokalnych”, realizowanego przez Caritas Polska. Projekt został dofinansowany ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za treść materiałów konferencyjnych odpowiada wyłącznie Caritas Polska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem