Reklama

Wspominali Papieża Polaka

2015-04-15 21:48

Monika Jaworska
Edycja bielsko-żywiecka 16/2015, str. 5

Monika Jaworska
Tak wyglądają pierniki papieskie sprzedawane w Skoczowie

Tegoroczny Wielki Czwartek był nie tylko szczególnym dniem ze względu na ustanowienie przez Chrystusa sakramentów kapłaństwa i Eucharystii, ale także ze względu na wspomnienie 10. rocznicy śmierci Jana Pawła II

W dniu 2 kwietnia liturgii Mszy św. w kościele św. Jana Chrzciciela w Komorowicach przewodniczył biskup senior Tadeusz Rakoczy. Na ołtarzu wystawiono relikwie św. Jana Pawła II. Co jest znamienne, to fakt, że bp Rakoczy wizytował tę parafię 10 lat wcześniej, kiedy umierał Papież. – Po Mszy św. z udzielaniem sakramentu bierzmowania wróciłem do siebie. Włączyłem telewizję, ciekaw wieści z Rzymu. Przełączyłem odbiornik na stację watykańską. W tym momencie przekazano informację, że Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca – wspominał biskup Tadeusz w Komorowicach. Warto dodać, że 43 lata temu, po Wielkanocy, od 6 do 8 kwietnia 1972 r. tę samą parafię wizytował metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła.

Także w Wielki Czwartek zachęcano w niektórych miejscowościach naszej diecezji do upamiętnienia śmierci Papieża. Prezes Stowarzyszenia Panorama Sztuki Chrześcijańskiej „Musica Sacra” w Skoczowie, Andrzej Bacza, zachęcał mieszkańców tegoż miasta – szczególnie związanego z Papieżem przez wizytę papieską na Kaplicówce 22 maja 1995 r. – do zapalenia 2 kwietnia o godz. 21.37 świeczek w oknach domów. Podkreślał przy tym, że Jan Paweł II lubił rozmawiać z młodzieżą, stając w oknie, więc w ten sposób można upamiętnić jego śmierć. Istotnie, jadąc ulicami, dało się zauważyć świeczki w niektórych oknach.

Reklama

Pan Jacek z Cieszyna zapalił znicz na cieszyńskim Rynku. – Dziesięć lat temu miejsce to pełne było mieszkańców. Przeżywaliśmy śmierć naszego Jana Pawła II. W tegoroczny Wielki Czwartek zapaliłem świeczkę; patrząc na płonący znicz pomyślałem, że warto było tu przyjść i dać świadectwo wiary i miłości. Jestem to winien temu wyjątkowemu Człowiekowi – podkreślił p. Jacek.

27 kwietnia minie 1. rocznica kanonizacji Papieża. W tym dniu o godz. 12 na skoczowskim Rynku otwarta będzie wystawa „Jan Paweł II 20 lat temu był wśród nas”. A już tydzień wcześniej, 12 kwietnia, w miejscowym kościele parafialnym odbyło się uroczyste nabożeństwo inaugurujące Rok Jana Pawła II w Skoczowie. W tym mieście można nabyć również oryginalną rzecz – papieskie pierniki. To znaczy pierniki z papieskim herbem i cytatem: „Zróbcie coś dobrego dla ludzi – JP II”, przygotowane przez miejscową cukiernię państwa Dusiów. Dochód z ich sprzedaży jest przeznaczany na cele charytatywne. Wcześniej podobne pierniki sprzedawano z okazji peregrynacji znaków ŚDM.

Tagi:
Wielki Czwartek

Trzy Paschy w dziejach zbawienia

2019-04-30 13:49

Bp Ignacy Dec

Homilia wygłoszona w katedrze świdnickiej w czasie Mszy Wieczerzy Pańskiej, Świdnica 18 kwietnia 2019 r.

Foto-Rabe/pixabay.com

Wstęp

Drodzy bracia i siostry, znakiem krzyża, który uczyniliśmy na początku Mszy Świętej, rozpoczęliśmy celebrację Triduum Paschalnego, jednego święta, które trwa trzy dni, od tego wieczoru Wielkiego Czwartku do wieczoru Niedzieli Zmartwychwstania. Na koniec dzisiejszych obrzędów Mszy świętej nie otrzymamy błogosławieństwa, którym zwykle kończy się każda Msza Święta. Otrzymamy je dopiero w noc wielkanocną, w noc z soboty na niedzielę, na zakończenie celebracji całego Triduum Paschalnego, czyli celebracji Paschy Chrystusa, Jego przejścia z życia ziemskiego poprzez śmierć i pobyt w grobie, do życia chwalebnego w zmartwychwstaniu. Te trzy święte dni stanowią serce i centrum roku liturgicznego i są jednym, wielkim, trzydniowym świętem.

Czytania biblijne Mszy Wieczerzy Pańskiej wyznaczają nam temat naszej pierwszej homilii podczas Triduum Paschalnego. Homilia nasza ma trzy punkty: Pascha Izraela, Pascha Jezusa - Ostatnia Wieczerza i Pascha chrześcijańska, nasza Pascha z Jezusem.

1. Pascha Izraela

Pierwsza Pascha była sprawowana przez Izraelitów tuż przed najważniejszym wydarzeniem w dziejach narodu wybranego, jakim było cudowne wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej do Ziemi Obiecanej, a które jest datowane na XIII wiek przed narodzeniem Chrystusa, na czas panowania faraona Ramzesa II, zwanego Wielkim (1279-1213). Izraelici uciekali w nocy po spożyciu uczty paschalnej. Faraon nie chciał ich wypuścić. Nie chciał stracić ludzi, których traktował jak niewolników i wykorzystywał do ciężkich prac budowlanych. Faraon nie wierzył w Boga Izraela. Nie wierzył w Jego moc. Przekonał się jednak, że wszystko stało się tak, jak zapowiedział Mojżesz. Dziewięć razy odrzucał prośbę Mojżesza, nie godząc się na wyjście Izraelitów ze swego kraju. Dopiero, po straceniu swego pierworodnego syna, ustąpił; dopiero cierpienie pokonało jego pychę, przygniotło do ziemi jego wyniosłość. Trwało to jednak krótko. Kiedy przeżył żałobę, pycha znów go poniosła - wysłał wojsko, by ścigało Izraelitów. W konsekwencji stracił także wojsko w wodach Morza Czerwonego. Faraona zgubiło nieposłuszeństwo Bogu, zaś Izraelitów ocaliło posłuszeństwo słowu Bożemu. Posłuchali Boga i oznaczyli swoje drzwi krwią Baranka. Spożyli Paschę i wyruszyli w drogę, w nieznane, jak niegdyś Abraham. Pozwolili prowadzić się Bożemu słowu.

Co roku, na pamiątkę ocalenia z niewoli, Izraelici sprawowali Paschę. W ten sposób, przez symboliczne obrzędy, biblijne słowa i modlitwy towarzyszące uczcie, jej uczestnicy włączali się w przeżycie wyjścia z niewoli, czynili je swoim. Pobożni Żydzi do dziś celebrują Paschę, z tą różnicą, że od czasu zburzenia świątyni w Jerozolimie, czyli od roku 70 po narodzeniu Chrystusa, już nie zabijają i nie spożywają baranka, ale karmią się słowem Jahwe, słowem Boga Izraela.

2. Pascha Jezusa

Drodzy bracia i siostry, gdy zbliżało się żydowskie święto Paschy, odprawiane na pamiątkę wyjścia narodu wybranego z niewoli egipskiej, Jezus dzień wcześniej zaprosił uczniów na pożegnalną wieczerzę. Podczas niej mówił o tym, że będzie zdradzony i wydany na śmierć. Uczniowie temu nie dowierzali. Na tej wieczerzy przemienił chleb w swoje Ciało i wino w swoją Krew i polecił je spożywać i pić. W tej celebracji Ostatniej Wieczerzy zawarł całe swoje dzieło zbawcze, dokonane nazajutrz podczas sądu, męki i śmierci na krzyżu i także swoje zwycięstwo nad śmiercią w swoim zmartwychwstaniu. Pascha Chrystusa sprawowana w Wieczerniku, pod nazwą Ostatnia Wieczerza objęła całe dzieło zbawcze Jezusa. Chrystus uczynił sam siebie barankiem paschalnym – ofiarą ze swego życia za zbawienie świata. W czasie tej wieczerzy Jezus dał uczniom nowy pokarm i nowy napój. Spożywany podczas Paschy żydowskiej baranek został zastąpiony ciałem i krwią Nowego Baranka, którym stał się sam Chrystus. Jezus umarł dokładnie w tym samym czasie w piątek w przeddzień żydowskiego szabatu, dokładnie wtedy, gdy w świątyni jerozolimskiej zabijano i spożywano baranka.

Apostoł Paweł w drugim dzisiejszym czytaniu przypomniał nam to, co wydarzyło sie podczas tej Ostatniej Wieczerzy w Wieczerniku, tego ostatniego wieczoru, gdyż nazajutrz Jezus już został osądzony i powieszony na krzyżu. Na tej Ostatniej Wieczerzy Chrystus polecił spożywać swoje Ciało i pić swoją Krew na Jego pamiątkę: "Czyńcie to na moją pamiątkę" Tak narodziła się Eucharystia, Msza Święta, również ta, którą teraz tu sprawujemy. Dziś dziękujemy Chrystusowi za ten dar.

Celebrację Ostatniej wieczerzy Pan Jezus złączył z kapłaństwem i pokorną służbą wobec bliźnich.

3. Pascha Kościoła - nasza Pascha - Eucharystia

Jezus Chrystus sprawując Ostatnią Wieczerzę, dając za pokarm zamiast baranka siebie samego, swoje Ciało o Krew jako Baranka Bożego, chciał, aby był pokarmem dla wszystkich narodów i wszystkich pokoleń, a więc dla całej ludzkości. Dlatego podczas pierwszej Mszy św. w Wieczerniku, powiedział „To czyńcie na moją pamiątkę”. Jezus zobowiązał uczniów, by obrzęd Ostatniej Wieczerzy powtarzali na Jego pamiątkę. W ten sposób uczynił Apostołów kapłanami i polecił im powtarzać to, co sam uczynił tego wieczoru w Wieczerniku, Zobowiązał ich do powtarzania i uobecniania tego obrzędu. I kapłani czynią to do dzisiaj i będą czynić aż do końca świata. Eucharystii nie może być bez kapłana. Kapłani są wielkim darem dla Kościoła, dla ludzi. Kapłaństwa nie otrzymuje się dla siebie, tylko dla drugich. Dla kapłanów jest to wielkie wyróżnienie, ale i ogromne zobowiązanie, by obrzędy święte sprawować godnie. Ludzie czasem gorszą się, gdy zauważają tę niegodność. Dla niektórych jest to nawet powód odwrócenia się od Kościoła, albo też powód do usprawiedliwiania swoich słabości. Trzeba umieć odróżniać skarb od naczynia. Skarbem jest Chrystus a naczyniem, narzędziem - kapłan. Wartość i świętość obrzędu nie zależy tyle od celebransa, od naczynia, czasem bardzo kruchego, ale od samego skarbu, który w tym naczyniu dochodzi do człowieka, a tym skarbem jest Jezus Chrystus.

Drodzy bracia i siostry, Podczas Ostatniej Wieczerzy bardzo wymownym gestem był obrzęd umycia nóg. Chrystus wstał od wieczerzy, wziął prześcieradło, wodę w miednicę i zaczął umywać uczniom nogi. Był to gest służby. Biesiadnicy się mocno zdziwili. Apostoł Piotr nawet się oburzył i zaprotestował: "Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?... Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał" (J 13, 6b,8a) . Gdy Jezus wytłumaczył mu o co chodzi, Piotr ustąpił, Jezus zaś zakończył obrzęd słowami: "Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?. Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem" (J 13, 12b-15). To polecenie jest podobne do poprzedniego: "To czyńcie na moją pamiątkę"

To wieczernikowe umycie nóg, które jest symbolem służby drugim, stało się szczególnym zobowiązaniem uczniów Chrystusa. Jest ono istotą miłości, osnową nowego przykazania, które zostało ogłoszone właśnie w Wielki Czwartek. Dlatego dziś, tego wieczoru, śpiewamy pieśni wzywające nas do przestrzegania tego najważniejszego przykazania: "Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem"; "Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego". Oto nasze zadanie rodzące się z Eucharystii. Przez celebrację Mszy św. nie tylko wchodzimy w jedność z Bogiem, ale jesteśmy z niej posyłani, by służyć drugim i tworzyć z nimi jedną rodzinę dzieci Bożych.

W ubiegłym tygodniu w ramach wizytacji kanonicznej odwiedziłem z ks. proboszczem dwoje chorych osób. Byli to małżonkowie, już w bardzo podeszłym wieku; on - lat 92, ona - 88. Zimą 1940 roku wraz ze swoimi rodzicami zostali zesłani na Sybir, w krainę głodu i mrozu. Byli tam dwa lata a potem 4 lata w Kazachstanie. Cudem wrócili do Polski. Pobrali się. Urodzili i wychowali czworo dzieci. Złożyli świadectwo, że przetrwali dzięki modlitwie i niesieniu sobie wzajemnej pomocy. Lata małżeńskie przeżyli w miłości i zgodzie. Dziś ksiądz z parafii przynosi im Komunię Świętą. Otrzymują w Niej moc - jak mówią - do wzajemnej służby. Dlaczego dzisiaj kuleje miłość w rodzinach? Może dlatego, że brak jest modlitwy, ze nie docenia się mocy Eucharystii. W naszej diecezji uczęszcza regularnie na Mszę św. niecałe 30%. mieszkańców, w niektórych parafiach - tylko ok 10%. We wschodnich diecezjach Polski - ok. 60 – 70%. A reszta? I potem mamy mieć dobrze wychowanych ludzi, dobrych ojców, szlachetnych matek, dobrych nauczycieli? Janusz Korczak poszedł na śmierć z dziećmi do komory gazowej. Nie zostawił ich. A dzisiaj różnie bywa. Dajemy dzieci komuś i czasem oni pilnują swoich spraw, a nie tych, którym powinni służyć. Przepraszam, że to mówię, ale to jest też coś, co nas boli. My się modlimy. Nie chcemy tu być stroną jednych czy drugich. Modlimy się, żeby to się rozwiązało po Bożemu, bo nauczyciele też muszą być godnie wynagradzani, bo to jest wielka służba, trudna służba i bolejemy, jak ona kuleje.

Zakończenie

Drodzy bracia i siostry, dziękujmy dzisiaj Chrystusowi za dar Eucharystii i za dar kapłaństwa oraz prośmy Chrystusa, abyśmy, mocni Jego Pokarmem, potrafili przedłużać celebrację Eucharystii w szarej, codziennej, wzajemnej służbie. Dzielmy się z innymi tym skarbem, który otrzymujemy podczas Eucharystii. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak powstały Jasnogórskie Śluby Narodu

Maria Okońska
Niedziela Ogólnopolska 19/2006, str. 10

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

W bieżącym roku obchodzimy 50. rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu. Jak one powstały i kto je napisał?
Był rok 1955. Prymas Polski Stefan Kardynał Wyszyński przebywał w Komańczy, w czwartym miejscu swego uwięzienia. Po swoim uwolnieniu mówił, że gdy go przewożono z Prudnika na południowy wschód Polski - do Komańczy, miał świadomość, że jedzie tym samym szlakiem, którym przed 300 laty jechał do Lwowa król Jan Kazimierz z Prymasem Leszczyńskim, aby tam złożyć swe Królewskie Śluby (1 kwietnia 1656 r.) i ogłosić Maryję, Matkę Chrystusa, Królową Polski. Wszystko po to, aby Polska była Królestwem Maryi.
Przypominając sobie to wielkie historyczne wydarzenie, Ksiądz Prymas postanowił, że w następnym roku - 1956, a więc w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Z tą myślą jechał do Komańczy i rozpoczął trzeci rok swego uwięzienia.
Takie same myśli nurtowały biskupów Polski i ojców paulinów na Jasnej Górze. Wiedzieli, że musi powstać nowy tekst Ślubów Narodu, uwzględniający potrzeby czasów współczesnych. Wszyscy uważali, że śluby może napisać tylko uwięziony Prymas Polski.
Przebywałam wtedy na Jasnej Górze. Miałam możność otrzymać przepustkę do Komańczy, o czym wiedzieli generał Zakonu Paulinów o. Alojzy Wrzalik i niektórzy biskupi. Wysłano więc mnie z prośbą do Księdza Prymasa o napisanie nowego tekstu Ślubów.
24 marca 1956 r. znalazłam się w Komańczy. Towarzyszyła mi członkini Instytutu Prymasowskiego Janka Michalska. Przedstawiłyśmy prośbę biskupów i ojców paulinów. W pierwszym momencie twarz Ojca rozpromieniła się radośnie. Widoczne było, że Ojciec nie tylko uradował się naszym przybyciem, ale także tą prośbą. Jednak byłyśmy zdumione, bo czas mijał, a Ojciec tych Ślubów nie pisał.
„Ojcze, dlaczego?” - pytałam codziennie. Dawał wymijające odpowiedzi. Wreszcie, a było to 15 maja, padła odpowiedź: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”.
Wtedy przyszła mi nagle olśniewająca myśl i powiedziałam: „Ojcze, przecież św. Paweł Apostoł najpiękniejsze swoje listy do wiernych pisał z więzienia!”. Ojciec popatrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby mnie pierwszy raz zobaczył, i odpowiedział: „Masz rację, najpiękniejsze jego listy pochodziły z więzienia”.
Na drugi dzień rano Ojciec wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”. Szczęście moje nie miało granic. A więc są Śluby!
22 maja Ojciec wysłał Janeczkę Michalską na Jasną Górę z tekstem Ślubów i z listem do Ojca Generała. W liście tym prosił, aby 26 sierpnia 1956 r. tekst Ślubów został odczytany z wałów jasnogórskich wobec zebranych pielgrzymów przez bp. Michała Klepacza, który zastępował uwięzionego Prymasa. Jeżeli władze komunistyczne przeszkodzą, niech tekst Ślubów przeczyta generał Paulinów o. Alojzy Wrzalik. Jeżeli i ten będzie „przeszkodzony”, niech przeczyta przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński. A jeżeli i jemu zabronią, „niech to uczyni kuchcik jasnogórski, byleby tylko Śluby były złożone”. Widać, jak bardzo zależało na tym Księdzu Prymasowi, bo przecież w Ślubach zawarł cały program religijnej i moralnej odnowy Narodu, program, który uczyniłby Polskę rzeczywistym Królestwem Maryi.
W czasie od maja do sierpnia 1956 r. tekst Ślubów był przepisywany przez siostry klauzurowe i nasz Instytut. Osoby przepisujące zostały zobowiązane do tajemnicy pod przysięgą. Rano 26 sierpnia tekst Ślubów - w tysiącach egzemplarzy - został rozdany pielgrzymom, których było ok. półtora miliona.
Zanim to jednak nastąpiło, wszyscy przeżywaliśmy narastające związane z tym napięcie. Będąc znowu na Jasnej Górze, dowiedziałam się, że Ojciec Generał będzie nieobecny w dniu złożenia Ślubów, bo - jak powiedział - „serce by mi pękło w czasie tej uroczystości bez Prymasa”. Mnie także serce by pękło. Pojechałam więc do Komańczy, do uwięzionego Ojca.
Przyjechałam do Komańczy 25 sierpnia wieczorem. Przywiozłam dokładny program uroczystości na Jasnej Górze i prośbę ojców paulinów, aby Ksiądz Prymas czynił to samo w Komańczy, z 10-minutowym wyprzedzeniem. Tak też się stało.
Bardzo przeżyłam moment składania Ślubów. Ojciec stanął przed ogromnym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej, wziął tekst Ślubów do ręki i powiedział do mnie: „Powtarzaj - «Królowo Polski - przyrzekamy!». Jesteśmy jakby symbolem ludu zebranego pod Szczytem Jasnej Góry”. Czytał dobitnie, wyraźnie, z ogromnym wzruszeniem. Ja drżącym głosem powtarzałam: „Królowo Polski, przyrzekamy!”.
Po skończonej uroczystości Ojciec był radosny i szczęśliwy jak nigdy przedtem. Dokonało się to, czego tak bardzo pragnął: Naród złożył Śluby i Prymas złożył Śluby. W zadumie Ojciec powiedział: „Stała się wielka rzecz. Jakiś ogromny, wielki, ciężki kamień przetoczył mi się z ramion na ziemię. Czuję się wolny jak ptak. Ufam, że Królowa Niebios i Polski doznała dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze!”.
Na drugi dzień, 27 sierpnia, musiałam wyjechać z Komańczy. Kończyła mi się przepustka. Przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: „Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud”. I dodał: „Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka. Miał rację Generalny Gubernator w okupowanej Polsce, Hans Frank, mówiąc: «Gdy wszystkie światła dla Polaków zgasną, zostaje jeszcze zawsze dla nich Święta z Częstochowy i Kościół». A inny Niemiec powiedział: «Polacy to najbardziej katolicki naród, bo swoją wiarę w Chrystusa zaczynają od Panienki z Nazaretu»”.
Kończę to szczególne wspomnienie do mojej ukochanej Niedzieli. O, zaprawdę, Matka Boża z Jasnej Góry to największy cud w Narodzie Polskim. Dzięki niech będą Bogu za Nią, za Wielkiego Prymasa Tysiąclecia i za Jasnogórskie Śluby Narodu, które są niejako Magna Charta dla wszystkich Polaków w zwycięskiej pracy nad sobą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada UE - Polityka klimatyczna

2019-12-13 19:00

Jadwiga Wiśniewska, Poseł do Parlamentu Europejskiego

Szczyt klimatyczny COP25 w Madrycie miał dokończyć wysiłki COP24 w Katowicach, podczas którego wypracowano zasady wdrażania Porozumienia Paryskiego, tzw. Katowicką Księgę Zasad. Pozostał do uzgodnienia mechanizm rozliczania uprawnień do emisji wynikających z projektów robionych wspólnie przez różne państwa tak, aby zgodnie z Art. 6 Porozumienia Paryskiego nie powodowało to podwójnego rozliczenia tego samego projektu.


Jadwiga Wiśniewska

W Katowicach okazało się to niemożliwe głównie ze względu na opór Brazylii, która ma najwięcej takich uprawnień. Brazylia miała zorganizować COP25, a po jej wycofaniu organizację przejęło Chile. Po wybuchu zamieszek w Santiago organizację szczytu przejęła Hiszpania, ale Chile utrzymało prezydencję. Niestety to zamieszanie odbiło się nie tylko na organizacji, ale również znacząco spowolniło tempo prac. Prawdopodobnie nie uda się uzgodnić zasad działania Art. 6. Delegaci na COP25 zwracają uwagę na zachowanie właściwych proporcji w działaniach w skali globalnej, tak by strony Konwencji Klimatycznej podejmowały działania zgodnie ze swoimi możliwościami.

Drugim głównym zagadnieniem na COP25 jest transfer pieniędzy między państwami rozwiniętymi, a państwami rozwijającymi się. Te ostatnie domagają się więcej pieniędzy od państw rozwiniętych, choć niektóre z nich (jak Arabia Saudyjska) są bogate. A poza tym polityka ta opiera się na założeniu, że państwa rozwinięte emitują więcej, niż rozwijające się. A prawda jest taka, że od kilku lat role odwróciły się.

Prawdziwym problemem okazały się jednak Chiny, które nagle zerwały negocjacje nad poprawą przejrzystości sprawozdawczości. To kluczowa sprawa by ocenić, czy strony faktycznie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Gdy wydawało się, że do uzgodnienia pozostają już tylko bardzo techniczne szczegóły, takie jak format składania sprawozdań, delegacja chińska nagle zerwała rozmowy wprowadzając powszechną konsternację. Widać jak na dłoni, że jest problem z wdrożeniem Porozumienia Paryskiego.

Tymczasem Unia Europejska na COP25 tradycyjnie gra rolę prymusa. Frans Timmermans, który oficjalnie reprezentuje UE wraz z prezydencją fińską, chwali się Zielonym Ładem (Green Deal), którego głównym założeniem jest osiągniecie neutralności klimatycznej do 2050 r. , a także zwiększenie celu redukcji emisji na 2030 r. Obawiam się, że Green Deal jest nie tylko sposobem na ratowanie klimatu, ale także na stworzenie rynków dla nowych technologii, których promotorami są głównie państwa zachodnie.

Podczas spotkania z delegacją Parlamentu Europejskiego Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej, powiedział że bardzo podoba mu się Green Deal, ale globalnie niczego on nie zmieni. Na innym spotkaniu dowiedzieliśmy się, że Japonia buduje 22 elektrownie węglowe.

W międzyczasie dobiegł końca Szczyt Rady Europejskiej poświęcony neutralności klimatycznej. Przed Szczytem Premier Mateusz Morawiecki podkreślał: „Nie możemy zgodzić się na taki model transformacji gospodarczej, aby polskie społeczeństwo na tym ucierpiało”.

Twarda postawa Premiera przyniosła efekty. Brukselski szczyt to ogromny sukces Polski. Polska uzyskała zwolnienie z zasady zastosowania polityki neutralności klimatycznej już w 2050 r. Będziemy dochodzić do niej w swoim tempie. Ten wyjątek został wpisany do konkluzji szczytu.

We wnioskach ze szczytu znalazł się również zapis o utworzeniu Funduszu Sprawiedliwej Transformacji z budżetem 100 mld euro, który ma wspomagać proces dochodzenia do neutralności klimatycznej. Znaczna część tego funduszu przypadnie Polsce na sprawiedliwą transformację. Podczas szczytu podjęto również decyzję o przeznaczeniu przez Europejski Bank Inwestycyjny dużych środków na transformację energetyczną, a we wnioskach pojawiło się także bezpośrednie odniesienie do energetyki jądrowej, co wsparła Polska. Dzięki skutecznym zabiegom Premiera Morawieckiego będziemy dochodzić do neutralności klimatycznej w sposób bezpieczny i korzystny gospodarczo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem