Reklama

Księża pod lupą

2015-06-02 12:39

Ks. Henryk Jagodziński
Niedziela Ogólnopolska 23/2015, str. 14-15

Bożena Sztajner/Niedziela

Polska to potęga, jeśli chodzi o liczbę duchownych pracujących za granicą. Co czwarty ksiądz w Europie jest naszym rodakiem!

Gerhard Lohfink, autor książki pt. „Przeciw banalizacji Jezusa”, przypomina, że według oceny naukowców, w dziejach naszej planety wyginęło jak dotąd ok. 500 mln różnych gatunków zwierząt. Liczba ta stanowi podobno ok. 99,9 proc. wszystkich istot, które kiedykolwiek żyły na Ziemi. Co do liczb, oczywiście, można się spierać, jednakże wszyscy biolodzy zakładają, że tworzenie się i wymieranie gatunków jest zasadniczym warunkiem ewolucji. Nieustanne mutacje, nieprzerwany rozwój i zanik – wszystko to, zdaniem naukowców, jest po prostu częścią życia. Wśród najbardziej znanych wymarłych gatunków w Europie można wspomnieć takie jak: mamut, tygrys szablozębny, tur, nosorożec włochaty, lew jaskiniowy, niedźwiedź jaskiniowy. Lohfink stawia pytanie: czy nieżonaty mężczyzna, ksiądz, również jest takim ginącym gatunkiem?

Kuźnie powołań

Opierając się na danych statystycznych Kościoła katolickiego, można dojść do wniosku, że od zakończenia Soboru Watykańskiego II, tzn. bezpośrednio po roku 1965, nastąpił znaczny spadek powołań kapłańskich w skali całego Kościoła, czego dowodzi zmniejszenie się liczby święceń. Także tuż po soborze nastąpiła znaczna liczba porzuceń powołania kapłańskiego, co trwało przynajmniej do roku 1978, kiedy to Jan Paweł II zaostrzył wymagania odnośnie do udzielania dyspens od obowiązków wynikających ze święceń kapłańskich. Co prawda odejścia od kapłaństwa nadal się zdarzały, ale z powodu trudności w otrzymywaniu dyspens nie znajdowały one odzwierciedlenia w oficjalnych statystykach, gdyż odchodzący księża niezmiennie byli rejestrowani jako kapłani.

Jak wynika z dwóch oficjalnych statystyk Stolicy Apostolskiej, w roku 1969 Kościół liczył 413 tys. kapłanów, łącznie z kapłanami zakonnymi, natomiast w roku 1976 było już jedynie 343 tys. księży. Był to spadek ogólnej liczby kapłanów o 17 proc. w ciągu zaledwie 7 lat (1969-76). Przyznać jednak należy, że w ostatnich latach udało się zahamować tę negatywną tendencję. W roku 2013 na wszystkich kontynentach posługę kapłańską pełniło 415 tys. księży. To aż o 900 więcej niż w roku 2012 i o 2 proc. więcej niż w roku 2005. Tylko w Europie obserwuje się spadek liczby duchownych – w latach 2005-13 ich liczba zmniejszyła się o 6 proc. Na Starym Kontynencie obserwuje się też coraz mniej powołań – w ciągu 8 lat odnotowano ich zmniejszenie aż o 13,2 proc. Największy wzrost liczby księży w latach 2005-13 zanotowano natomiast w Afryce (24 proc.) i Azji (20 proc.). Na czoło wysuwają się szczególnie kraje Afryki Środkowo-Zachodniej.

Reklama

Jak powszechnie wiadomo, Polska to potęga, jeśli chodzi o liczbę duchownych pracujących za granicą. Co czwarty ksiądz w Europie jest naszym rodakiem! Chociaż mamy powody do radości, że tendencja spadkowa, jeśli chodzi o powołania, została zahamowana, stosunek liczby katolików do populacji mieszkańców Ziemi – wraz z uwzględnieniem liczby księży w ogóle, i tych przypadających na statystycznego mieszkańca globu, i statystycznego katolika – nie wykazuje tendencji wzrostowej.

Kryzys tożsamości

Problem powołań kapłańskich to nie tylko kwestia braku wystarczającej liczby kapłanów, ale również problem ich tożsamości. Chociaż nauczanie Kościoła w tej materii jest jasne, w praktyce obserwujemy z jednej strony dziwny proces zeświecczenia duchownych, a z drugiej – proces klerykalizacji świeckich, którzy aktywniej angażują się w działalność parafialną. Czy aby z przemianami ilościowymi nie zachodzą przemiany jakościowe albo też czy nie mamy przypadkiem do czynienia z mutacjami w samym gatunku? Jednakże pytanie o kapłaństwo jest tak naprawdę pytaniem o rolę i misję Kościoła we współczesnym świecie, a mówiąc dokładniej – o jego znaczenie dla dzisiejszego człowieka. Z tym automatycznie związane jest pytanie o miejsce, jakie ma zajmować kapłan we współczesnym Kościele i świecie, oraz o rolę, jaką ma w nim odgrywać.

Od czasów zwołania Soboru Watykańskiego II nie ustają reformy w Kościele i dyskusje o nich, w które zaangażowani są nawet ludzie niezwiązani z chrześcijaństwem. Te dyskusje wzmogły się w kontekście decyzji papieża Benedykta XVI o abdykacji i wyboru Ojca Świętego Franciszka oraz zapowiadanej przez niego reformy Kurii Rzymskiej.

Emocje podnosi także zbliżający się synod biskupów, który będzie poświęcony rodzinie. Wśród dominujących opinii zasadniczo możemy wyróżnić dwa przeciwstawne obozy. Jedni uważają, że reformy powinny być bardziej radykalne, a zaistniały kryzys jest skutkiem ich powolnego tempa. Im szybsze przemiany, tym osiągnie się wyższy stopień rozwoju. Kościół nie powinien narzucać swojej wizji światu, ale powinien z tym światem dialogować, otwierać się na wszystkich i wszędzie doszukiwać się ziaren prawdy, zwracając uwagę na to, co łączy, a nie na to, co dzieli. Obóz przeciwny uważa natomiast, że Kościół nie powinien starać się przypodobać współczesnemu światu, ale powinien z mocą i bez kompromisów głosić ewangeliczne orędzie, nawet za cenę odrzucenia ze strony tego świata; próbować świat zmienić, a nie przystosowywać się do niego.

Rzecz bardzo ciekawa, że wśród zwolenników jak najszerszego otwarcia się Kościoła na świat i postulatorów jak największych reform, zwłaszcza w naszym kraju, przeważają ludzie – i środowiska – bardzo luźno związani z Kościołem albo niemający z nim nic wspólnego. Samozwańczym reformatorom wcale nie chodzi o wzmocnienie Kościoła i jego oddziaływania na świat, a wręcz przeciwnie – o wyeliminowanie jego wpływów na rzeczywistość. Po takich reformach Kościół miałby odgrywać rolę pewnego rodzaju organizacji charytatywnej – zajmującej się tymi, którymi państwo zająć się nie chce, nie potrafi albo nie ma na to pieniędzy – lub też jednego z przedsiębiorstw przemysłu rozrywkowego, dostosowującego swój przekaz do oczekiwań publiczności, zapewniającego tanią rozrywkę tym, którzy nie mogą sobie pozwolić na więcej.

Single i celibat

Jednym z problemów podnoszonych przy okazji dyskusji związanych z małą liczbą powołań kapłańskich jest kwestia kapłańskiego celibatu. Już w 1977 r. kard. Joseph Ratzinger zauważył: „Jak młody człowiek ma się zdecydować na eschatologiczną przygodę celibatu, skoro sam Kościół wydaje się nie wiedzieć, czy on sam jej chce?” (J. Ratzinger, „Zum Zölibat der katholischen Priester”, „Stimmen der Zeit” 102 [1977], s. 782).

O mentalności w podejściu do tej kwestii może świadczyć jeden z programów red. Moniki Olejnik, która w dniu rozpoczęcia ostatniego konklawe zaprosiła Kamila Sipowicza. Przybył on do studia jako „historyk filozofii chrześcijańskiej”, jednak w polskiej przestrzeni medialnej jest bardziej znany ze swojego związku partnerskiego z piosenkarką Korą Jackowską. W tym programie p. Sipowicz stwierdził, że największym problemem nie tylko samych księży, ale też całego współczesnego Kościoła jest celibat. Gdyby tylko znieść celibat, to wszystko uległoby poprawie, zarówno pod względem jakości, jak i liczby wiernych, których by nie pomieściły świątynie Pańskie. Rzecz ciekawa, że najwięcej do powiedzenia na temat celibatu mają nie sami księża, ale ludzie niemający z Kościołem zbyt wiele wspólnego, i to oni przede wszystkim domagają się zmian w tej kwestii. Przy okazji bardzo często ci sami ludzie zachwalają, jak to fajnie jest być singlem, ale bezżenność z motywów religijnych to już, według nich, czysta patologia.

Gdy zastanowimy się głębiej nad dyskusjami dotyczącymi otwarcia się czy zamknięcia Kościoła na reformy, zauważamy, że tak naprawdę dotyczą one dyskusji o roli kapłanów w Kościele i ich relacji między sobą, między wiernymi a instytucją Kościoła. Chociaż medialnie kwestie dotyczące reformy Kurii Rzymskiej, kolegialności, celibatu, kapłaństwa kobiet sprawiają wrażenie podstawowych spraw dla przyszłości Kościoła, w istocie tak nie jest. Postawmy sobie tylko jedno pytanie: kto oddałby życie za „kolegialność” czy za „zniesienie celibatu” albo za wprowadzenie „kapłaństwa kobiet”? Jest to raczej pytanie retoryczne i nie wymaga zbyt obszernego komentarza, bo odpowiedź jest oczywista. Zatem – następne pytanie: z jakiego powodu, poczynając od św. Szczepana, a na ofiarach Państwa Islamskiego kończąc, umierali chrześcijańscy męczennicy? To także jest pytanie retoryczne i odpowiedź na nie jest również prosta: umierali ze względu na Chrystusa.

Przyczyna braku powołań

Biolodzy twierdzą, że gatunki wymierają zwykle wtedy, gdy tracą potrzebną przestrzeń życiową, np. w wyniku silnych i nagłych zmian środowiska, tak jak to było w przypadku dinozaurów. Powołania kapłańskie mogą pojawić się wtedy, gdy będą istniały żywotne wspólnoty chrześcijańskie, które łączy osoba Jezusa Chrystusa i które żyją w radości Ewangelii. Nie chodzi tutaj o wspólnoty, w których coś się dzieje w sensie imprez i wydarzeń, ale o wspólnoty, które łączy Eucharystia, w których istnieje nawrócenie, wzajemne pojednanie, naśladowanie i wiara w Ewangelię. Tak naprawdę nie brakuje powołań, Pan Bóg powołuje zawsze i wszędzie – brakuje natomiast wspólnot z żywą wiarą, w których ceniona będzie posługa kapłańska, w których nie będzie ona ciągle dyskutowana i podawana w wątpliwość, w których ksiądz ma wielu braci i wiele sióstr (por. G. Lohfink, „Przeciw banalizacji...”, dz. cyt., s. 208).

Niewystarczająca liczba powołań kapłańskich ma prostą przyczynę. Jest nią malejąca „wiara w Eucharystię, że sam Jezus Chrystus jest w niej obecny, że urzeczywistnia się Ofiarę złożoną przez Niego na krzyżu” – jak to zauważył bp Klaus Küng, ordynariusz diecezji St. Pölten w Dolnej Austrii, w trakcie konferencji zorganizowanej przez Kolegium Teologiczno-Filozoficzne w St. Pölten. Bp Küng przyznał, że wielu wiernych dziwi się, iż katoliccy duchowni są do Austrii sprowadzani z innych krajów, zwłaszcza z Polski, Indii i z Afryki. Choć mówi się, że brak powołań jest skutkiem celibatu, prawdziwą przyczyną tego kryzysu jest zanik wiary. Życie prowadzone dziś przez wielu ludzi utrudnia głoszenie im Chrystusa. Pan zawsze powołuje robotników do pracy w swojej winnicy. Choćby Kościół przypominał „dziczejący ogród”, Bóg zawsze powołuje ludzi, by o niego dbali.

Z konferencji pt. „Ksiądz – ginący gatunek?”, wygłoszonej przez ks. Henryka Jagodzińskiego z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej podczas Dnia Skupienia w Papieskim Instytucie Polskim w Rzymie 22 kwietnia 2014 r.

* * *

Ks.prał. Henryk M. Jagodziński
Kapłan diecezji kieleckiej, doktor prawa kanonicznego. Pracuje w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej. Jest autorem kilku książek i wielu artykułów z dziedziny prawa kanonicznego, duchowości i historii Kościoła.

Tagi:
ksiądz kapłan kapłan kapłaństwo

Reklama

Kard. Ouellet: święcenia tzw. viri probati to decyzja wymagająca oddzielnego Synodu

2019-10-21 15:54

azr (KAI/Mediaset) / Watykan

Decyzja dotycząca ewentualnego wyświęcania na kapłanów tzw. viri probati to decyzja, która wymagałaby zwołania odrębnego zgromadzenia Synodu Biskupów Kościoła powszechnego - uważa kard. Marc Ouellet, prefekt Kongregacji ds. Biskupów.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH

Kanadyjski purpurat odniósł się do kwestii ewentualnego święcenia tzw. viri probati na antenie włoskiego programu informacyjnego "Stanze Vaticane". "Jeśli Kościół chce podążać w tym kierunku, należałoby zwołać zgromadzenie zwyczajne Synodu Biskupów dla Kościoła powszechnego, ponieważ nie jest to jedynie problem Amazonii, ale też Afryki, Australii, Oceanii, a także Europy" - stwierdził kard. Ouellet.

Podkreślił też, że nie jest to rozwiązanie sprzyjające misyjności Kościoła, lecz pesymistyczne, które należy gruntownie przemyśleć. "Dziś Kościół łaciński jest najbardziej misyjny właśnie poprzez siłę swego celibatu" - powiedział.

Kard. Ouellet krytycznie odniósł się też do przekonania, jakoby zniesienie celibatu mogło się przyczynić do rozwiązania problemu pedofilii. "Do olbrzymiej większości przypadków nadużyć dochodzi bowiem w rodzinach" - przypomniał.

Kard. Ouellet przypomniał, że rodzina jest powołaniem samym w sobie i że większość znanych mu żonatych kapłanów w Kościołach wschodnich zmaga się z trudnościami rodzinnymi. Podkreślił też, że decyzja co do święcenia tzw. viri probati musi być poprzedzona pogłębioną refleksją na temat możliwych alternatyw.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: zmarł prof. Jacek Łuczak, twórca polskiej opieki paliatywnej

2019-10-22 21:41

ms / Poznań (KAI)

W Poznaniu 22 października zmarł prof. Jacek Łuczak, profesor nauk medycznych, założyciel i długoletni prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej. Miał 84 lata.

poznan.pl

Prof. Łuczak był twórcą hospicjum Palium w Poznaniu i pierwszej poradni walki z bólem w Polsce.

„Był człowiekiem niezwykłej ofiarności, zawsze blisko chorego. Prawdziwy lekarz, dla którego hospicjum było domem, a człowiek chory, cierpiący miał uprzywilejowane miejsce w jego sercu” – mówi o zmarłym abp Stanisław Gądecki. Metropolita poznański wielokrotnie odwiedzał prowadzone przez prof. Łuczaka hospicjum.

„Profesor zawsze zwracał uwagę na relacje, które powinny nawiązać się pomiędzy chorym a lekarzami i pielęgniarkami oraz kapelanami hospicjum. Podkreślał nieustannie konieczność szacunku wobec człowieka, zwłaszcza umierającego” – zauważa przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Profesor Jacek Łuczak urodził się w 1934 r. w Poznaniu, ukończył studia na Wydziale Lekarskim poznańskiej Akademii Medycznej. Jest autorem ponad 400 prac naukowych, był specjalistą i konsultantem krajowym w dziedzinie medycyny paliatywnej.

W 2019 r. prof. Jacek Łuczak został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem