Reklama

Dinozaur wśród rzeczników

2015-06-02 12:39

Z ks. prof. Józefem Klochem rozmawia Diana Golec
Niedziela Ogólnopolska 23/2015, str. 28-29

Adam Guz/REPORTER/East News
Nauczyłem się nie tylko języka mediów, ale i stylu pracy mediów – mówi ks. Józef Kloch

Z ks. prof. Józefem Klochem – dotychczasowym rzecznikiem Konferencji Episkopatu Polski – rozmawia Diana Golec

DIANA GOLEC: – Dlaczego po tylu latach bycia wizytówką polskiego Episkopatu rezygnuje Ksiądz z funkcji jego rzecznika?

KS. PROF. JÓZEF KLOCH: – Nawet nie miałem z czego rezygnować, bo dokładnie 9 marca br. upłynęła mi kadencja. W liście do sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu, bp. Artura Mizińskiego, napisałem, że po dwunastu latach mojej pracy warto wybrać kogoś innego, o co bardzo proszę. Nieco wcześniej uświadomiłem sobie, że to jest tak długi czas, jak od pierwszej klasy szkoły podstawowej do matury – to naprawdę sporo. A poza tym jestem już dinozaurem wśród rzeczników, a świadczy o tym np. taka sytuacja. Otóż po audycji w pewnym radiu zapytał mnie redaktor: „A w zasadzie to kto był rzecznikiem przed księdzem, bo ja już nie pamiętam?”. Pomyślałem, że to naprawdę najwyższy czas, żeby ktoś inny objął tę funkcję.

– Ksiądz ma ogromne doświadczenie w pracy z dziennikarzami. Stacje radiowe i telewizyjne to niemal codzienność. Czy jest coś, co nadal zaskakuje Księdza w tej, powiedzmy, współpracy?

– Nie zaskakuje mnie nic. Natomiast przez ostatnie kilka lat starałem się po każdym wywiadzie czy wypowiedzi porozmawiać z dziennikarzami. Po co? By byli świadomi, że ja faktycznie chcę nawiązać z nimi kontakt. Sądzę, że oni odnosili się z wielkim zrozumieniem do poruszanych problemów. Nauczyłem się nie tylko języka mediów, ale i stylu pracy mediów. Znam wewnętrzne mechanizmy, które nimi kierują. Trzeba wiedzieć, że nie wszystko albo nawet niewiele zależy od kogoś, kto przychodzi do mnie po wypowiedź. Ta jest poddawana potem długiej „obróbce” i kończy się wolą wydawcy w postaci konkretnego newsa. Dlatego daleki jestem od odsądzania dziennikarzy od czci i wiary, bo wiem, jak mielą te młyny.

– Ale wobec nurtu krytyki medialnej nie zawsze było łatwo obronić autentyczną twarz Episkopatu...

– Padło tu ważne stwierdzenie: autentyczność. Tak, to jest istotne! Żeby oceniać, trzeba naprawdę dogłębnie znać realia pracy Episkopatu. Jeśli coś się widzi tylko pobieżnie lub dziennikarz podkreśli tylko wybrane fragmenty informacji, to potem tę samą wiadomość mamy w kilku wersjach. I tak zwykle było – ta sama wieść została kompletnie inaczej przekazana przez media prawicowe, lewicujące i lewicowe. Ale wiele razy udało się dosyć dobrze naświetlić naprawdę trudne sprawy.

– W pracy z mediami szczególnym Księdza konikiem są tzw. społecznościówki i różne nowinki technologiczne, np. elektroniczny system głosowania biskupów zastosował Ksiądz podczas egzaminowania swoich studentów.

– To prawda. Nowe technologie towarzyszą mi od czasu, kiedy zajmuję się zastosowaniami informatyki i Internetem. Bardzo pomagają mi w pracy rzecznika – zwłaszcza Twitter. Na 140 znaków i foto rzecznik ma zawsze czas (śmiech).

– Zwłaszcza podczas wyborów przewodniczącego Episkopatu...

– Tak, to rzeczywiście był swego rodzaju hit. Po dziesięciu latach pracy abp. Józefa Michalika było szalenie ciekawe, kto zostanie jego następcą. Ustaliłem wcześniej z moim ówczesnym przełożonym, czyli bp. Wojciechem Polakiem, że będę relacjonował przebieg głosowania za pomocą Twittera.

– I w ten sposób podkręcał atmosferę w mediach.

– Bezpośredniość Twittera, w ogóle mediów społecznościowych, stwarza wrażenie, że każdej obserwującej mnie osobie podaję informację indywidualnie, a że wśród nich jest wielu dziennikarzy, to rzeczywiście mieli oni informacje z pierwszej ręki. To był mój największy eksperyment i najciekawsze doświadczenie medialne. Powtórzyłem je przy wyborach sekretarza generalnego.

– To też pokazało oblicze Kościoła współczesnego i idącego z duchem czasu.

– Oczywiście, podobnym wydarzeniem było ogłoszenie nowego prymasa Polski. Ponieważ miałem okazję wiedzieć o zmianie kilka dni wcześniej, ułożyłem konkretny plan informowania o tym fakcie oraz wizyt w różnych studiach. Tu pomogła też dobra wola abp. Polaka, który najpierw w Gnieźnie uczestniczył w uroczystym ogłoszeniu nowego Prymasa, gdzie odbyło się pierwsze spotkanie z dziennikarzami, a wieczorem był już w studiu u redaktora Krzysztofa Ziemca. Następnego dnia był w Polskim Radiu. Największe stacje publiczne zostały więc obsłużone natychmiast.

– Zetknęłam się z opinią, że trudno będzie zastąpić Księdza na stanowisku rzecznika. Kapłan, dziennikarz, dyplomata... Co szczególnie przygotowało Księdza do bycia rzecznikiem Episkopatu?

– To, że pracowałem w radiu, pisałem do „Gościa Niedzielnego”, pracowałem dla KAI oraz byłem współtwórcą portalu Opoka. To było moje praktyczne przygotowanie. Dzięki temu rozumiałem media i mechanizmy, jakie nimi rządzą. Nie dziwiło mnie zatem, że z całej mojej wypowiedzi wycinano zaledwie kilka sekund. Oczywiście, cały czas się uczę i jeśli na początku pracy kładłem nacisk na merytoryczność moich wypowiedzi, tak z czasem, nie rezygnując z poziomu merytorycznego, zacząłem się uczyć mówienia coraz prostszego. Wyrażania dosłownie w trzech zdaniach tego, co mam powiedzieć. Dlatego tak przypadł mi do gustu Twitter! – bo w 140 znakach trzeba coś ciekawego i obrazowego powiedzieć. Mój język był więc coraz bliższy współczesnemu człowiekowi. Nie było w nim żargonu teologicznego. Krótkie zdania – tak mówią dziennikarze i dzięki temu są zrozumiali.

– Czego zatem życzyłby Ksiądz swojemu następcy?

– Dobrego kontaktu z mediami. Ale też wiele cierpliwości, otwartości. Nade wszystko jednak dobrej współpracy tutaj, w Sekretariacie Episkopatu. Ja się cieszyłem tą dobrą współpracą. Ale chcę też dodać, że bardzo dużo słuchałem tego, co radzą inni. Sam zadawałem wiele pytań, więc to, co mówiłem potem mediom, było wypadkową rad zarówno moich przełożonych, specjalistów od public relations, prawników, jak i nawet samych dziennikarzy. Muszę jednak powiedzieć, że najbardziej lubiłem wystąpienia na żywo. To była swego rodzaju szermierka słowna, nikt nie mógł mi nic wyciąć i chociaż to kosztowało bardzo dużo energii i nerwów – bo to były tylko pozory, że mówię spokojnie – to właśnie takie spotkania dawały mi zawsze najwięcej satysfakcji.

– O tych szermierkach słownych mówi Ksiądz z takim błyskiem w oku, że zastanawiam się, czy nie będzie Księdzu brakowało tej adrenaliny w pracy wykładowcy. Na dobre przenosi się Ksiądz na uczelnię?

– Pozostaję w kręgu mediów. Nade wszystko jako wykładowca, który analizuje na bieżąco to, co media mówią o Kościele. Jeśli obecny rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego zatrudnił mnie kiedyś, to znaczy, że pokładał we mnie jakieś nadzieje. Mam nadzieję, że go nie zawiodłem. Napisałem habilitację, nie będąc zwolnionym z żadnych obowiązków. Poza tym naprawdę ciekawe jest prowadzenie ćwiczeń z moimi studentami na zajęciach z biura prasowego czy z rzecznictwa i odnoszenie się do aktualnych wydarzeń. Fenomenalne jest to, że oni wpadają na pomysły, które – jak się później okazuje – podpowiadają profesjonalne firmy PR-owe. Studenci są szalenie kreatywni, myślą bardzo interesującymi kategoriami. Wystarczy dobrze sformułować pytanie czy dobrze postawić problem. Proszę sobie wyobrazić, że wymyślili m.in. takie rozwiązanie w odniesieniu do pogrzebu gen. Jaruzelskiego, jakie rzeczywiście było zastosowane.

– Czyli dotąd pracował Ksiądz z ukształtowanymi dziennikarzami, a teraz będzie miał wpływ na ich kształtowanie?

– Dokładnie! Będę miał wpływ na kształtowanie dziennikarzy, specjalistów od PR-u, znawców mediów społecznościowych czy też znawców zagadnień kościelnych, bo i taki przedmiot wykładam. Zresztą bardzo lubię pracę ze studentami, zawsze mnie ciekawiło uczenie, prowadzenie wykładów, pisanie artykułów naukowych.

– Ale lubi też Ksiądz nordic walking, muzykę, podróże... Kim jest rzecznik Episkopatu, kiedy z garnituru przebiera się w luźniejszy strój?

– Moje pasje to muzyka, chodzenie z kijkami, literatura piękna i nade wszystko koncerty. Muzyka to dziedzina sztuki, którą najbardziej lubię.

– No właśnie, co zrobi Ksiądz z wolnym czasem, którego przecież będzie teraz dużo więcej do dyspozycji?

– Zaangażuję się w pracę naukową i duszpasterską. Już mam kilka zaproszeń na rekolekcje, zarówno dla księży, sióstr zakonnych, jak i w parafiach. Myślę, że mam tu coś do powiedzenia. Zwłaszcza do księży i sióstr zakonnych. Od czasów seminaryjnych jestem bardzo mocno związany z ideą Miłosierdzia Bożego, z s. Faustyną. Wręcz jak gdyby specjalnie dla mnie, jako kaznodziei, Papież ogłosił Rok Miłosierdzia.

Tagi:
wywiad

Metoda piętro wyżej

2019-10-22 13:00

Rozmawia Andrzej Tarwid
Edycja warszawska 43/2019, str. 6-7

Z ks. Damianem Wyżkiewiczem CM, katechetą wyróżnionym w konkursie Nauczyciel Roku 2019, rozmawia Andrzej Tarwid

Archiwum xDW

ANDRZEJ TARWID: – Otrzymał Ksiądz jedno z dwóch wyróżnień przyznawanych w konkursie „Nauczyciel Roku 2019”. Jest to pierwsza w historii taka nagroda dla kapłana i osoby uczącej religii w szkole. Był Ksiądz zaskoczony?

KS. DAMIAN WYŻKIEWICZ CM: – Przyznam, że kiedy zgłosiłem swoją kandydaturę, to nie myślałem, że cokolwiek z tego wyniknie. Kiedy więc dowiedziałem się o wyróżnieniu, to bardzo się ucieszyłem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak prymas Wyszyński papieża wybierał

2019-10-16 12:28

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 26-27

14 października 1978 r. do Kaplicy Sykstyńskiej wchodzi 111 kardynałów z 49 krajów. Nikt z nich nie przeczuwa, że za 2 dni zmienią bieg historii

Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego
Bachledówka k. Zakopanego, lipiec 1973 r

Śmierć Jana Pawła I, po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie, jest ogromnym szokiem także dla kardynałów. Zastanawiają się, co przez to doświadczenie chciał im powiedzieć Duch Święty. Nie mają czasu na dogłębne analizy, bo termin nowego, drugiego już konklawe w 1978 r. zbliża się wielkimi krokami.

Do Kolegium Kardynalskiego dociera informacja o manifeście wybitnych ojców soborowych, którzy domagają się charyzmatycznego pasterza. Kardynałowie mają świadomość, że nowy papież powinien być człowiekiem o silnej, wyrazistej osobowości, który byłby zdolny zahamować kryzys w Kościele. Kryzys, który – jak zauważył założyciel Wspólnoty św. Idziego prof. Andrea Riccardi – wynika nie z zewnętrznych sił bądź czynników, jak w czasach rewolucji francuskiej czy polityki państw ateistycznych, ale pochodzi z wnętrza Kościoła.

Nie do końca spełniają te wymagania i oczekiwania dwaj główni faworyci mediów, jak również większości elektorów: arcybiskup Genui kard. Giuseppe Siri, który z trudem przyjmuje zmiany posoborowe inicjowane przez Pawła VI, oraz arcybiskup Florencji kard. Giovanni Benelli, zdolny zachować ciągłość linii tego papieża.

Wojtyła powodem konfliktu z Sowietami?

Niektórzy z wpływowych kardynałów niewłoskich stawiają na kandydatów spoza Włoch. Arcybiskup Sao Paolo kard. Paulo Evaristo Arns oświadcza wprost, że najlepszym pretendentem byłby kard. Karol Wojtyła. O metropolicie krakowskim dużo się mówi przed konklawe w kręgach Kurii Rzymskiej. Cieszy się on tam opinią wspaniałego człowieka, zdolnego pasterza, ale nikt poważnie nie bierze pod uwagę jego kandydatury. Dlaczego? Bo – jak wspomina w niedawnym wywiadzie dla PAP znakomity watykanista Luigi Accattoli – ich zdaniem, „wybór papieża z kraju komunistycznego byłby wielkim zagrożeniem, gdyż mógłby doprowadzić do konfliktu z sowieckim systemem”.

Daleki od takiego myślenia jest arcybiskup Wiednia kard. Franz König, który jeszcze przed konklawe daje niedwuznacznie do zrozumienia, że sytuacja w Kościele dojrzała do tego, by papieżem mógł zostać nie-Włoch. Kardynał dobrze się orientuje w realiach socjalistycznych, bo jako pierwszy purpurat z Zachodu w charakterze nieformalnego przedstawiciela papieża odwiedza kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Zna abp. Wojtyłę z jego wizyt w Wiedniu i ze swoich rewizyt w Krakowie. Ceni jego intelekt, walory moralne i talenty duszpasterskie. W rozmowach z członkami Kolegium Kardynalskiego sonduje możliwość wyboru nie-Włocha i w tym kontekście wymienia nazwisko Wojtyły, lobbując, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, za jego kandydaturą.

Dlaczego Prymas odmówił

Kardynał König rozmawia także na ten temat z kard. Wyszyńskim. Wedle znanej anegdoty, słowa arcybiskupa Wiednia o godnym następcy św. Piotra z Polski Prymas odnosi do siebie, choć jedzie na konklawe z absolutnym przekonaniem, że papieżem powinien zostać Włoch. Znane są jego wypowiedzi sprzed konklawe na ten temat, zapisuje także to przekonanie w „Pro memoria”.

Kiedy dwaj główni faworyci włoscy blokują się nawzajem, bo żaden z nich nie może uzyskać wymaganej większości głosów, w przerwie między głosowaniami zgłasza się do Prymasa grupa elektorów z pytaniem, czy przyjąłby wybór. Kardynał Wyszyński zdecydowanie odmawia i po raz kolejny wyraża przekonanie, że papieżem powinien zostać Italczyk. Tłumaczy się ponadto zaawansowanym wiekiem, brakiem wszechstronnego przygotowania oraz koniecznością obrony Kościoła na Wschodzie, co określa jako swoje życiowe zadanie. „Do mnie należy nawet paść na granicy polsko-sowieckiej, gdyby Bóg tego ode mnie zażądał” – czytamy w „Pro memoria”. Mówi jednak kardynałom: „Gdyby wybór padł na kard. Wojtyłę, uważam, że miałby obowiązek wybór przyjąć, gdyż jego zadania w Polsce są inne”. Kiedy Prymas się orientuje, że szanse metropolity krakowskiego rosną, staje się gorącym rzecznikiem jego kandydatury.

To Jej dzieło!

Drugiego dnia konklawe, wobec niemożności uzyskania przewagi jednego z włoskich kandydatów, kard. König podczas posiłków wymienia nazwisko kard. Wojtyły, czym daje do zrozumienia, że będzie na niego głosował.

Nazajutrz, 16 października, po obiedzie, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając języka piłkarskiego, głównym rozgrywającym. W „Pro memoria” zapisuje: „Po obiedzie długa moja rozmowa z kard. Królem, a później z kard. Königiem. Nic więcej! Później z kardynałami niemieckimi. Nic więcej!”. Co to oznacza – wiadomo. Wymienieni należą do grona wpływowych purpuratów, których kard. Wojtyła ma po swojej stronie. Można się domyślić, że dyskutują o tym, jak zmobilizować do postawienia na metropolitę krakowskiego elektorów niezdecydowanych. Czas poobiedniego wypoczynku jest dla nich bardzo pracowity. „Czuło się ożywienie na korytarzach” – notuje kard. Wyszyński.

„Grupa Prymasa” okazuje się skuteczna, bo ósme głosowanie jest formalnością. Kardynał Wyszyński przesuwa się do metropolity krakowskiego, który siedzi za nim w drugim rzędzie, i prosi go o przyjęcie wyboru. „Gdyby Księdza Kardynała wybrano, proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II. Dla włoskiej opinii publicznej byłoby to obrócenie na dobro tego kapitału duchowego, który zebrał Jan Paweł I” – czytamy w „Pro memoria”.

Podczas homagium obaj płaczą. Prymas wspomina po powrocie do Polski w jednym z kazań: „(...) usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

Później Prymas wypowie prorocze słowa, które Papież zapisze w swoim testamencie, a po latach powtórzy w Gorzowie Wielkopolskim: „Masz teraz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”.

Opatrznościowy udział

Choć Prymas i Papież są przekonani, że wynik konklawe to „sprawa” Madonny Jasnogórskiej, to jednak Jan Paweł II docenia rolę czynnika ludzkiego. Świadczy o tym jego niepublikowany dotąd odręczny list do kard. Wyszyńskiego z 3 listopada 1978 r., w którym dziękuje Księdzu Prymasowi za „tak opatrznościowy udział w ostatnim konklawe”. Czytamy w nim m.in.: „Nie muszę już więcej pisać, Wasza Eminencja sam wie, o co chodzi, o czym myślę. To są drogi Boże, które tym bardziej nam się uświadamiają, im bardziej objawia się ich zobowiązujące znaczenie. Ksiądz Prymas wie, że miał bezpośredni udział w objawieniu się tego właśnie zobowiązującego znaczenia na tle całego przebiegu konklawe, a w szczególności w dniu 16 października, w uroczystość św. Jadwigi”. Prymas i Papież rozumieli się „w pół słowa”. Ale i my po przeczytaniu tego fragmentu nie mamy wątpliwości, że Jan Paweł II dziękuje kard. Wyszyńskiemu za to, że w sposób zasadniczy przyczynił się do jego wyboru na papieża.

Po konklawe Prymas „na gorąco” wyraża przypuszczenie, że wybór papieża z Polski może „przyhamować akcję ateistyczną, płynącą z ZSRR, gdy Moskwa zorientuje się, że w centralnej Europie wyrosła niespodziewanie nowa siła”. I dodaje za starcem Symeonem: „Teraz puszczasz w pokoju swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów” (por. Łk 2, 29-31).

Zanim to się stanie, Prymas przeżyje chwile wielkiej chwały, kiedy podczas homagium 22 października 1978 r. Papież w bezprecedensowym geście podniesie go z klęczek i ucałuje jego ręce, i kilka miesięcy później, kiedy w czerwcu 1979 r. będzie gospodarzem pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: zmarł prof. Jacek Łuczak, twórca polskiej opieki paliatywnej

2019-10-22 21:41

ms / Poznań (KAI)

W Poznaniu 22 października zmarł prof. Jacek Łuczak, profesor nauk medycznych, założyciel i długoletni prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej. Miał 84 lata.

poznan.pl

Prof. Łuczak był twórcą hospicjum Palium w Poznaniu i pierwszej poradni walki z bólem w Polsce.

„Był człowiekiem niezwykłej ofiarności, zawsze blisko chorego. Prawdziwy lekarz, dla którego hospicjum było domem, a człowiek chory, cierpiący miał uprzywilejowane miejsce w jego sercu” – mówi o zmarłym abp Stanisław Gądecki. Metropolita poznański wielokrotnie odwiedzał prowadzone przez prof. Łuczaka hospicjum.

„Profesor zawsze zwracał uwagę na relacje, które powinny nawiązać się pomiędzy chorym a lekarzami i pielęgniarkami oraz kapelanami hospicjum. Podkreślał nieustannie konieczność szacunku wobec człowieka, zwłaszcza umierającego” – zauważa przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Profesor Jacek Łuczak urodził się w 1934 r. w Poznaniu, ukończył studia na Wydziale Lekarskim poznańskiej Akademii Medycznej. Jest autorem ponad 400 prac naukowych, był specjalistą i konsultantem krajowym w dziedzinie medycyny paliatywnej.

W 2019 r. prof. Jacek Łuczak został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem