Reklama

Dziękuj, bo masz za co

2015-06-03 10:46

Katarzyna Woynarowska
Edycja sandomierska 23/2015, str. 4-5

Graziako

Podobno człowiek, który nie potrafi dziękować nikczemnieje wewnętrznie. Księża mówią, że jeśli nie potrafimy okazywać wdzięczności, popełniamy grzech pychy.

Narzekamy, zamiast dziękować

Ks. Ignacy twierdzi, że jednym z symptomów dzisiejszego życia jest narzekanie.

– Narzekamy na sytuację w kraju. Narzekamy na rząd, na parlament, narzekamy na gospodarkę. Nie podobają nam się układy personalne w szkole, na uczelni, czy w pracy. Dorośli narzekają na młodzież, młodzi na starszych. Skarżymy się na nasz stan zdrowia i na służbę zdrowia. – wylicza. – Cudzoziemcy mawiają, że jesteśmy narodem smutnych ludzi, do czego z pewnością przyczyniają się także środki masowego przekazu, które uwielbiają donosić nam o tragediach, bestialstwach, okrucieństwie. Niektórzy odnoszą wrażenie, że na świecie dzieje się wyłącznie zło, jakby ludzie nie byli już zdolni do czynienia dobra. Zastanówmy się nad tym chwilę – czy nie lepiej skupić się na obecności dobra wokół nas? – pyta retorycznie Kapłan.

Reklama

– Czasem, wychodząc z konfesjonału lub ze szkoły, mam głowę zatrutą tym brakiem optymizmu. A jak człowiek nie ma pogodnego widzenia świata, nie będzie umiał dziękować, okazywać wdzięczności. Więc jak, pytam, wielbić Boga, modlić się do Niego, skoro nieustannie się kwęka, stęka, narzeka, szuka cienia w pełnym słońcu? – opowiada znajomy spowiednik.

„Co masz, czego byś nie otrzymał od Boga?” – mawiają mądrzy, wierzący ludzie. Mówić Bogu „dziękuję” oznacza: Jestem szczęśliwy, że tak jest, że Ty jesteś Bogiem, a ja Twoim stworzeniem!

Kłopot z wdzięcznością

Mamy kłopot z dziękowaniem? Tak mówią psychologowie. Im bliżej siebie jesteśmy, tym trudniej. Czyli łatwiej nam dziękować Panu Bogu, niż człowiekowi stojącemu obok. Łatwiej dziękować obcemu niż bliskiemu. Najtrudniej powiedzieć własnej mamie „dziękuję” za dobry obiad. W dziękowaniu przeszkadza nam nasz grzech, mówią księża. Grzechem jest bowiem upieranie się, że „nie mam komu dziękować, sam do wszystkiego doszedłem”. Taką postawę przyjął Lucyfer, gdy kusił, że człowiek może być jak Bóg. Lucyfer powiedział Bogu „nie”, „nie będę służyć”. Ludzie, którzy odziedziczyli po Lucyferze postawę pychy, mają duże kłopoty z dziękowaniem.

– Znam wielu, którzy zrobili kariery w polityce i biznesie dzięki pomocy innych ludzi. Ale, gdy już wywindowali się na sam szczyt, szybciutko zapomnieli o przyjaciołach i sprzymierzeńcach. Porobili nowe znajomości, bardziej korzystne w nowej sytuacji. Ambicja i pycha zabiła w nich poczucie wdzięczności. Zapewne nie chcą nosić w sobie przekonania, że komuś coś zawdzięczają. Dziękowanie jest więc owocem pokory i wielkoduszności. W dziękowaniu uznajemy nasze potrzeby i hojność innych – opowiada ks. Ignacy.

Za co dziękujemy?

Za co najczęściej dziękujemy Panu Bogu? Najczęściej nasza wdzięczność przybiera na intensywności, gdy unikniemy jakiejś poważnej życiowej katastrofy. Klasyka gatunku, to wyjście cało z groźnego wypadku lub odebranie wyników badań, które wykluczają śmiertelną chorobę nas lub kogoś z najbliższych. Stajemy się szczodrzy w dziękowaniu Bogu, gdy uda nam się np. dostać kredyt w banku, chociaż mieliśmy kiepską zdolność kredytową. Gdy spotka nas tzw. życiowy fart, też nie omieszkamy podziękować. Wydaje się, że dziękujemy Panu Bogu głównie za rzeczy materialne, dające się zmierzyć, wycenić i zobaczyć.

Tymczasem, gdy zaczynam pytać ludzi o to, czy i jak dziękują, najpierw wyglądają na mocno zaskoczonych i dłuższą chwilę trwa namyślanie się. Potem odpowiadają niemal wszyscy, że głównie dziękują za życie. Za to, że mają dzieci, rodzinę, że rodzice jeszcze żyją i na szczęście wszyscy są zdrowi. I na tym się kończy. Wrzucam więc pytanie w Internet. Szybko pojawia się pierwszy wpis. „Ciekawe pytanie, nie myślałem nigdy w tych kategoriach. To Andrzej ze Staszowa. – Wiadomo, że jestem wdzięczny za życie, chociaż zdarza mi się wściekać i wtedy rzucam, że na świat się nie prosiłem. Ale poważnie, to dziękuję Bogu za cud życia. Jak to robię? Myślę, że jeśli staram się żyć twórczo i być dobrym człowiekiem, to dla Pana Boga, największa radość”.

Zuza 99 jest bardziej szczegółowa i podaje całą listę: „Za życie -za zdrowie -za świat -za rodzinę -za przyjaciół -za wiarę -za szczęście -za szkołę -za nauczycieli -za rodziców -za dom -za wolność -za miłość -za radość -za dobroć innych dla nas -za Polskę -za rodzeństwo -za naukę -za przyjemności -za szacunek innych wobec nas -za... wszystko:)”.

„Za wszystko warto dziękować. A najbardziej za to, że dał nam życie takie, z którego jesteśmy zadowoleni (że czasami mamy pod górkę to nic, to się potem wyrównuje, bo mamy też dobre chwile;)). Za takich rodziców, jakich nam dał. Za to, że przebacza nam bez względu na to, że czasami robimy źle. Za to, że jesteśmy kochani i możemy kochać, za wolność, zdrowie, szczęście... Na razie tylko tyle mam w głowie, ale wiem, że jest o wiele więcej rzeczy, za które warto, a nawet trzeba, dziękować Bogu;)” – pisze Korcia.

„Dziękujmy za Kościół, który jest także naszą matką, matką zatroskaną o nasz los. Dziękujmy za nasze powołanie, które wypełniamy. Niech ono nam się podoba, niech nas cieszy i napawa wdzięcznością” – napisał Jan66, sądząc z teologicznie nienagannej treści, zapewne osoba duchowna.

Zacznij od Pana Boga

A potem zacieśniaj krąg. Tak wiele zawdzięczamy przecież ludziom spotkanym po drodze. Nieznajomym i tym bliskim, najbliższym, ukochanym. Staszek mówi, że dopiero gdy jego ojciec umarł zdał sobie sprawę, że nigdy za nic mu nie podziękował. „Nie zdążyłem” brzmi trochę niemądrze, skoro znali się ponad 30 lat. Dziś syna męczy myśl, że nie podziękował tacie za dziecięce wyprawy z wędką nad rzekę. Za to, że nauczył go naprawy auta, robienia idealnie gładkiej gipsówki na ścianie. I tego, że węgorza trzeba najpierw wrzucić w piasek. Takich spraw były dziesiątki.

– Miłość zmienia perspektywę. Trzeba jednak nauczyć się czułości. Nie czułostkowości, czyli czegoś miałkiego i powierzchownego, ale czułości w sensie szczerego okazywania uczuć. – puentuje Staszek.

Dziękowania trzeba się uczyć?

– Uczono mnie, żeby w życiu na nikim nie polegać, tylko na sobie. Żeby nie prosić, bo potem trzeba się zrewanżować. Każda przysługa rodzi wdzięczność, a tej nigdy nie można wymierzyć. Wdzięczność może nas obciążyć bardziej, niż przysługa, której doznaliśmy. Proszenie o coś, liczenie na czyjąś pomoc, przypomina branie pożyczki z banku. Zawsze naliczone zostaną odsetki, tak mawiała moja babcia. Myślę, że było to wychowanie w stylu XIX-wiecznym, które w Polsce dość długo obowiązywało. W ten sposób wychowuje się ludzi twardych, przygotowanych do trudów życia, niezłomnych. Wydaje mi się, że moi wychowawcy, czyli rodzice i dziadkowie, mieli jak najlepsze intencje. Sami przeszli przez wojnę, wygnanie, powojenną biedę, więc chceli mnie przygotować na najgorsze. Dziś jestem po 50., pochowałam męża, wykształciłam i wypuściłam w świat dzieci i z całą pewnością mogę powiedzieć, że wdzięczność jest w życiu tym, czym zapalenie zapałki w ciemnej piwnicy. Bez tego traci się orientację, zastyga i nie rozwija. Zapada się człowiek w rodzaju duchowego i uczuciowego marazmu, jak w bagno. Strasznie się w życiu męczyłam z tym przeświadczeniem, że muszę dać radę sama. Za dużo czasu zajęło mi dojście do przekonania, że Bóg stworzył nas do radości, szczęścia i piękna. Nauczył mnie tego najmłodszy syn... Źle powiedziałam – mój Maciek był narzędziem, wykonawcą. Powiedział mi, że idzie się modlić. Na – jak to nazwał – modlitwę uwielbienia. Akurat, pomyślałam, pewna, że kłamie, bo wtedy mieliśmy trudny czas we wzajemnych relacjach. Po jakiś 2 godzinach poszłam go sprawdzić. Do kościoła. No, i wpadłam, jak przysłowiowa śliwka w kompot. Nigdy nie uczestniczyłam w tego rodzaju modlitwie, choć uważam się za gorliwą w wierze. To było cudowne nieustanne wielbienie, dziękczynienie, wychwalanie. Ile w tym było autentycznej radości i szczęścia. Widziałam podskakujących ludzi w moim wieku i wcale nie wyglądali śmiesznie. Wyglądali na ludzi spełnionych, mieli jasne twarze, a jakaś pani z pięknym uśmiecham zapytała mnie o imię... Zaczęłam czytać na temat wdzięczności i przeczytałam u ks. Józefa Augustyna, że człowiek, który nie dziękuje, wewnętrznie nikczemnieje, że nie potrafią dziękować ci, którzy nie czerpią radości z życia. Bo dziękczynienie jest akceptacją życia, uwielbieniem Boga. Od tej pory staram się dziękować najpierw Bogu, i czynię to codziennie. A potem dziękuję moim bliskim za sam fakt, że są obok mnie.

– Niewdzięczność jest grzechem, powiedział kiedyś mój spowiednik. – opowiada Maciej – Grzechem niewiary, pychy i głupoty. Tylko dureń wierzy, że wszystko zawdzięcza wyłącznie sobie. Swojej pracowitości, talentom, sprytowi i nawykowi oszczędzania. Każdy z nas zna przynajmniej jednego takiego „mędrca”. Pytanie czy powinniśmy się uczyć dziękować, wydaje się mi się ważne z kilku powodów. Wiele ostatnio rozmawiamy ze znajomymi na tematy religijne i wydaje mi się, że większość z nas prosi o coś Boga, albo Go za coś przeprasza. Za rachunkiem sumienia zaraz idzie lista próśb, ewentualnie zażaleń. O dziękowaniu zapominamy. Jakby nam się wszystkie te codzienne i niecodzienne dobra po prostu należały. A ponoć powinniśmy pięć razy dziękować, a jeden raz prosić. Za co ja dziękuję? Za poranek, nawet jak pada deszcz. Za to, że mam się z kim posprzeczać przy śniadaniu. Za dzieciaki, nawet jak naburmuszone. Za to, że mam pracę, i za ludzi w pracy. I tak krok po kroku. Spróbujcie, daje to zupełnie inne spojrzenia na otoczenie. Napełnia człowieka wewnętrznym światłem. Przecież Bóg jest naszym Stwórcą, naszym Panem i Ojcem. Moim zdaniem zbyt rzadko zdajemy sobie z tego sprawę.

Prawdziwe dziękczynienie jest przecież bezinteresowne.

Tagi:
wdzięczność

Reklama

Wdzięczny temat codzienności

2019-05-28 13:30

Beata Kociołek
Niedziela Ogólnopolska 22/2019, str. 54-55

Kiedy myślę o praktykowaniu wdzięczności, często towarzyszy mi wymowne pytanie: a cóż to jest wdzięczność? Ta parafraza znanej nam dobrze wypowiedzi Piłata wydaje się być nieprzypadkowa

©Wayhome Studio - stock.adobe.com

Żyjemy w świecie oczywistych oczywistości, rozbuchanej zadaniowości, nieustającej konkurencji, biznesowych deal’ów i układania strategii na różne okoliczności „tej pięknej przyrody” – jak przeżyć życie w klasie standard i nie być gorszym od sąsiada. Bez wrażliwości serca na otrzymane dary... umywamy ręce. Nie moja sprawa, nie moja odpowiedzialność, to on, nie ja. Pędzimy dalej i dalej, gdzie wydaje się czekać szczęście, skrojone nożyczkami na naszą miarę. Tyle tylko, że życiowe olimpiady nie zawsze kończą się sukcesem. Takie jest życie. A nawet jeśli stajemy na podium, bywa, że wygrana nie smakuje tak słodko jak tego oczekiwaliśmy.

Jednym z kluczy do rozwiązania problemu jest wdzięczność, która pozwala ucieszyć się z mojego tu i teraz. Zobaczyć wdzięk zwyczajnego życia, które oczywiście ma swoje blaski „na pudle”, ale ma również piękną, choć może niełatwą codzienną szarość. To w niej i dzięki niej mogę zobaczyć i docenić, że kwitną drzewa, a lazur nieba zaprasza do spaceru, że jakiś młodzian ustąpił starszej pani miejsce w tramwaju i znowu wraca nadzieja, że młodzi udźwigną przyszłość, że mąż wrócił z pracy i możemy usiąść na sakramentalną herbatę we dwoje, być razem, porozmawiać, czekać na powrót dzieci, które już wyrosły, ale przecież wracają. A może szczęściem jest właśnie umiejętność dostrzeżenia, poczucia i podziękowania za to, że jestem kim jestem i co mam. Wdzięczność jest właśnie taką otwartością serca.

„w każdym położeniu dziękujcie” (1 Tes 5, 18)
„I bądźcie wdzięczni” (Kol 3, 15)

Św. Paweł wysoko stawia poprzeczkę, a jego świadectwo może być dla nas drogowskazem i zarazem potwierdzeniem, że wdzięczność nie jest pobożnym życzeniem, a rzeczywistością. Wdzięczność jest bez wątpienia postawą życiową. Pozwala na co dzień dostrzec dobro, jakiego doświadcza każdy z nas. Wdzięczność chroni przed chorobliwą zazdrością, niosącą frustrację, ponieważ „nie mam tego, czego chcę”. Przeciwstawia się postawie roszczeniowej, która wpędza nas w ciemny zaułek egocentryzmu, szepczącego „bo mi się należy”. Wdzięczność urealnia nasze spiskowe myślenie, rodzące w głowie fałszywe wymagania wobec innych, którzy „są mi, powinni to czy tamto, bo ja mam prawo”. Ale także wobec nas samych, kiedy żyjemy w zapętleniu powinności, a jeśli upadamy, to oznacza, że jesteśmy do bani, bo w dzisiejszych czasach trzeba być najlepszym, nie tylko dość dobrym. Uwaga! Houston, Houston mamy problem! Stąd już tylko krok do niewdzięczności, która karmi się naszą pychą.

Ustawiając kompas na wdzięczność, możemy zyskać więcej niż się spodziewamy. W gratisie czeka radość, spokój, pogoda ducha, zadowolenie, mniej stresu i skupienia na drobiazgach, większa sprawność w zarządzaniu czasem, a nawet lepsze zdrowie. Słowem: wolność, która rodzi upragnioną przez człowieka miłość. Zmiana perspektywy sprzyja zmianie dotychczasowych nawyków – mniej narzekania, a więcej dziękowania za to, kim jestem, co mam, co dostaję od Boga, od innych ludzi, a czasami też za to, jakim są dla mnie wyzwaniem. Wdzięczność jest kluczowa w życiu człowieka i może stać się moją postawą, jeśli uznam jej wartość i będę ją systematycznie praktykować.

„na co dzień to właśnie wdzięczność czyni nas szczęśliwymi, nie odwrotnie”

Wystarczy chwila, aby przekonać się, że nie jestem samowystarczalny, nikt z nas nie jest. Takie myślenie „Zosi Samosi” jest iluzją, prowadzi donikąd. A przecież człowiek chce być szczęśliwy.

Wdzięczność uczy, że jestem szczodrze obdarowany. Mimo iż świat nie jest idealny, i ja też taki nie jestem, jeżeli tylko umiem zobaczyć, jak bardzo jestem obdarowany dobrem, zmienia się moja perspektywa. Dostrzegam, że to nie szczęście czyni mnie wdzięcznym, ale wdzięczność sprawia, że czuję się szczęśliwy. Czynię dobro, rozdaję je i widzę w tym sens mojego życia. Jestem uważny na siebie, na innych. Bardziej jestem. Świadomie podejmuję decyzje. Bez pretensji do wszystkich i o wszystko. Bardziej chcę niż muszę. Niczego nie zawłaszczam. Nie muszę pędzić bez czucia tu i teraz, czy działać „na popcorn”, wybuchając w sposób niekontrolowany, jeśli tylko zwiększy się temperatura życia.

„wdzięczność to odnajdywanie Boga we wszystkim” (św. Ignacy Loyola)

Praktykowanie wdzięczności na co dzień może być trudne. Sprawę komplikują nawyki narzekania, biadolenia i ogólnego niezadowolenia z tego, co jest. Dlatego tym bardziej potrzeba działań wzmacniających w nas wdzięczność. Zachętą niech będzie dla nas ciekawość, jak może zmienić się moje życie. Parafrazując konkluzję Alfreda Einsteina „szaleństwem jest zachowywać się w ten sam sposób i oczekiwać innego rezultatu”.

Jak zacząć? Zwyczajnie, dziękuję za to, co otrzymuję. Tylko tyle i aż tyle. Za kogo/co dziękować? Za wszystko i wszystkich. Za życie, za rodzinę, za małżeństwo, za żonę, za męża, za dzieci, za rodziców, za przyjaciół, za dom i dach nad głową, za spotkanie na przystanku, za słońce i za jego brak (gdy jest susza), za komplement, za seans w kinie, za piosenkę, którą właśnie słyszę w radiu i bardzo ją lubię, za dobrą kawę w kawiarni i za to, że sprzed nosa odjechał mi autobus i mogę przespacerować się do domu. Na początku dobrze jest rano i/lub wieczorem zatrzymać się na chwilę i znaleźć jedną rzecz, za którą mogę i chcę podziękować. W praktykowaniu wdzięczności nie chodzi o ilość, choć z czasem zalewa nas wodospad wdzięczności. Ważna jest prawda, szczerość, otwartość, uważność, a przede wszystkim wolna wola. Siła potrzebna jest do otwierania słoików! Pewnie na początku łatwiej będzie pomyśleć, niż wyrazić wdzięczność. To normalne. Praktyka czyni mistrzem! Miłe słowo, uśmiech, pomoc, prezent i co tam jeszcze w duszy gra. Komu dziękować? Bogu, sobie, innym ludziom, naszym bliskim, przyjaciołom, znajomym, ale także tym zupełnie nieznanym ludziom.

W praktyce wdzięczności nie chodzi o wielkie sprawy, choć i takie są naszym udziałem. Ważne są małe rzeczy, bo one tworzą naszą codzienność. Nawet jeśli coś nie wyszło, to dzięki wdzięczności mogę spojrzeć na zaistniałą sytuację nie jak na grób mojej sprawczości, ale szansę dla mojej kreatywności. Chcę zobaczyć, gdzie jestem, poczuć moje tu i teraz, aby podziękować Bogu za świetną robotę, za Jego miłość, za Jego obecność, bliskość i wyrozumiałość dla mnie. Fantastycznie jest zobaczyć i poczuć, jak bardzo moje życie jest ważne, jak moja praca służy innym. Praktykując wdzięczność, zmieniam świat na lepsze, zaczynając od siebie.

Czym zatem jest dla mnie wdzięczność? Moją świadomą odpowiedzią na bycie obdarowanym. Dlatego każdego dnia mogę uczyć się wdzięczności w trzech krokach:

1. Szukam dobra w moim życiu/dniu.

2. Zapisuję, za co jestem wdzięczny. Muszę wiedzieć, co ma dla mnie wartość i dlaczego.

3. Wyrażam moją wdzięczność sobie i innym, pamiętając, że wdzięczność jest darem, a nie wyrównywaniem na zasadzie wzajemności (jak ty mnie, tak ja tobie).

Życie z wdzięcznością jest wyzwaniem. Możesz zacząć od zaraz.

* * *

Beata Kociołek – prawnik, doradca życia rodzinnego, coach, wraz z mężem prowadzi spotkania z narzeczonymi i małżeństwami. Prywatnie żona i mama trzech synów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy

2019-10-22 15:55

BP KEP / Warszawa (KAI)

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, poprosił papieża Franciszka o ustanowienie św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy. Dziś, podczas kongresu „Europa Christi”, inicjatywę wsparł kard. Stanisław Dziwisz.

Arturo Mari, Adam Bujak/Biały Kruk

Publikujemy komunikat Biura Prasowego Konferencji Episkopatu Polski:

Przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki, w imieniu Konferencji Episkopatu Polski, zwrócił się do Ojca Świętego Franciszka z prośbą o ustanowienie św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy. Prośbę tę 22 października 2019 r., podczas kongresu „Europa Christi”, wsparł kard. Stanisław Dziwisz.

W 2020 roku mija 100. rocznica urodzin św. Jana Pawła II i 15. rocznica Jego odejścia do Domu Ojca. W związku z tymi ważnymi dla Kościoła w Polsce i Kościoła Powszechnego rocznicami, abp Stanisław Gądecki podkreślił: „Pontyfikat papieża z Polski wypełniony był przełomowymi decyzjami i doniosłymi wydarzeniami, które zmieniły oblicze papiestwa i wpłynęły na bieg historii Europy i świata”. Przewodniczący Episkopatu skierował prośbę do Ojca Świętego Franciszka o ogłoszenie św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy.

„Bogactwo pontyfikatu św. Jana Pawła II – przez licznych historyków i teologów określanym Janem Pawłem II Wielkim – wypływało z bogactwa jego osobowości – poety, filozofa, teologa i mistyka, realizując się w wielu wymiarach, od duszpasterstwa i nauczania, poprzez kierowanie Kościołem powszechnym, aż po osobiste świadectwo świętości życia” – napisał w liście do Ojca Świętego Franciszka abp Gądecki. Zwrócił też uwagę na to, że wielkim osiągnięciem pontyfikatu św. Jana Pawła II był Jego udział w przywróceniu Europie jedności, po ponad pięćdziesięcioletnim podziale, którego symbolem była żelazna kurtyna. Przewodniczący Episkopatu zaznaczył: „Po jednoczącym i kulturotwórczym przepowiadaniu Ewangelii przez świętych Cyryla i Metodego oraz świętego Wojciecha, ponad tysiąc lat później, owoce ich działalności – nie tylko w wymiarze społecznym, ale i religijnym – znalazły swego obrońcę i kontynuatora w osobie papieża Polaka”.

Kard. Stanisław Dziwisz w czasie wystąpienia na kongresie „Europa Christi” wsparł prośbę abp Stanisława Gądeckiego skierowaną do Ojca Świętego Franciszka. Podkreślił, że papież Polak powinien zostać uznany za doktora Kościoła i współpatrona naszego europejskiego domu. Powiedział: „Trzeba stwierdzić, iż papież Wojtyła to nie tylko wielki współczesny doktor Kościoła, ale i wybitny patron dla Europy, który ma ogromnie wiele do powiedzenia wszystkim, zarówno wierzącym, jak i niewierzącym”.

Przeczytaj także: Kard. Dziwisz: Święty Jan Paweł II Wielki patronem Europy i doktorem Kościoła
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pan Bóg dodaje sił

2019-10-23 19:38

Agata Pieszko

Życie to sztuka wyboru. Niejednokrotnie nasze decyzje wiążą się z wielką odpowiedzialnością. Wtedy stajemy w obliczu wyzwania. Zastanawiamy się, co będzie lepsze, co bardziej wymagające, a co słuszne. O podejmowaniu wyborów i owocach ważnych decyzji opowiadają Anna i Leszek Gerste ze wspólnoty Equipes Notre-Dame.

Agata Pieszko

Początki

Oboje studiowali na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, jednak przez 4 lata się nie spotkali. Oboje trafili także do Duszpasterstwa Akademickiego „Stygmatyk”, ale i tam było im nie po drodze. Poznali się na kajakach, a potem, jak mówi Leszek, przyszedł czas „najbardziej drętwej randki stulecia” z regulowaniem płatności za wyjazd w tle. – Byłem bardzo zestresowany, bo tak bardzo mi zależało. Po czasie zauważyłem jednak, że Ania grawituje ku mnie i tak jest też w drugą stronę. Na zakończenie wakacji pojechaliśmy z duszpasterstwem do Białego Dunajca. Wybraliśmy się we dwoje w góry i na Czerwonych Wierchach stwierdziliśmy, że cały świat mógłby się skończyć, a my moglibyśmy tam trwać. Byliśmy wtedy zupełnie sami – wspomina Leszek. Ani świat, ani Czerwone Wierchy nie przestały istnieć, za to Anna i Leszek trwają razem w małżeństwie już od 11 lat, w tym 8 we wspólnocie.

Czas decyzji

Anna i Leszek przyjęli 25 maja 2019 r. posługę odpowiedzialnych za Region III wspólnoty END. Teraz czuwają nad członkami ruchu z całego południa Polski od Łańcuta do Polkowic oraz nad ekipami ze Słowacji i Czech. Stało się to w Sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin podczas dorocznej pielgrzymki ruchu END do Wambierzyc. Jak sami mówią, przed przyjęciem odpowiedzialności mieli przygotowany szereg argumentów, dzięki którym mogliby odmówić. Poczuli jednak, że odmowa będzie nieuczciwa wobec wspólnoty i Pana Boga. Nowym zadaniem Anny i Leszka jest pomoc parom poszczególnych sektorów ruchu duchowości małżeńskiej w wymianie doświadczeń między sobą. – Nie jesteśmy na froncie, tylko bardziej w sztabie. Organizujemy rekolekcje, sesje formacyjne dla małżeństw, które już pełnią posługi. Służymy, pomagając innym służyć. Jesteśmy po to, żeby między sektorami była łączność i relacja – tłumaczą. Anna pracuje w administracji. Zajmuje się budżetowaniem, controllingiem, rozliczeniami i projektami unijnymi, natomiast Leszek jest pracownikiem infolinii bankowej, a zatem doskonale zorganizowana Anna oraz umiejący wysłuchać i doradzić Leszek to kandydaci idealni do pełnienia tej posługi. Małżeństwo stwierdza jednak, że to nie wystarcza, ponieważ podejmując ją, muszą stawiać czoła zadaniom, o których wcześniej nie mieli pojęcia. Spotkania z biskupem, kapłanami, wystąpienia publiczne… Anna podzieliła się tym, że lubi mieć wszystko pod kontrolą i nieraz ciężko jej zawierzyć coś Panu Bogu, ale razem z mężem zrobiła tak podczas pierwszych głoszonych rekolekcji. Okazało się, że były one wspaniałym doświadczeniem zarówno dla nich, jak i dla uczestników. To pokazało Annie i Leszkowi, że „Pan Bóg nie powołuje zdolnych, a uzdalnia powołanych”.

Dlaczego warto być we wspólnocie?

Anna i Leszek zgodnie podkreślają wartość wspólnoty: – Jedną zapałkę łatwo złamać, a wiele już nie. Żyjemy w świecie, który ma różne wartości, a wspólnota to miejsce, w którym możemy się umacniać, dzielić swoimi przeżyciami, owocować. Przygotowując się do kolejnego spotkania, stajemy w prawdzie, czy jesteśmy blisko Pana Boga, czy jesteśmy blisko siebie. We wspólnocie dzielimy się tym, czy udało nam się pomodlić, przeczytać Słowo Boże i jak mamy kolejny raz powiedzieć, że coś nam nie wyszło, tym bardziej dokładamy starań, żeby to się udało.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem