Refleksja: Jeremiasz zapowiada Króla, który będzie „Panem naszą sprawiedliwością”. Ten Król wchodzi w dom Józefa przez tajemniczą ciążę Maryi. Sprawiedliwy Józef musi przejść drogę od lęku do posłuszeństwa – od planu „po cichu odejść” do zgody, by wziąć na siebie historię, której nie rozumie.
Modlitwa:Jezu, Potomku Dawida i Synu Boży, dziękuję, że chcesz rodzić się w moim życiu takim, jakie jest. Ulecz mój lęk przed Twoimi niespodziankami. Daj mi serce Józefa – posłuszne w ciszy, wierne także wtedy, gdy nie wszystko rozumiem.
Krok do Betlejem: Nazwij wobec Boga jedną sytuację, w której dziś szczególnie się boisz. Wypowiedz nad nią: „Nie bój się” – i oddaj ją Jezusowi w jednym konkretnym akcie zaufania.
Jeremiasz mówi w czasie, gdy królowie z rodu Dawida sromotnie zawodzą. Pasterze rozpraszają owce. W ten mrok Bóg wkłada obietnicę: „Wzbudzę Dawidowi Odrośl sprawiedliwą”. Hebrajskie semah – odrośl, młody pęd – przypomina obrazy Izajasza. Drzewo wydaje się obumarłe, a jednak z pnia wyrasta coś nowego.
Reklama
Ten Król „będzie panował jako król i będzie postępował roztropnie, będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość na ziemi”. Sprawiedliwość w Biblii to nie zimna surowość. To wierność przymierzu, troska o słabych, porządkowanie relacji. Pod jego panowaniem Juda będzie zbawiony, Izrael bezpieczny. Jeremiasz patrzy dalej niż na reformę polityczną. Zapowiada Mesjasza, w którym Boża sprawiedliwość stanie się bliska sercu człowieka.
Imię Mesjasza jest teologią w pigułce. „Pan naszą sprawiedliwością” (JHWH sidqenu). Gdy Bóg daje komuś swoje imię, objawia głęboką jedność z nim. W Chrystusie to spełnia się dosłownie. On nie tylko uczy sprawiedliwości. On staje się „naszą sprawiedliwością” – jak powie później św. Paweł (1 Kor 1,30). Ojcowie Kościoła lubili obraz wszczepienia. Jesteśmy bowiem jak dziczka zaszczepiona w żywe drzewo. Sok sprawiedliwości płynie z pnia, którym jest Chrystus.
Druga część proroctwa zapowiada „nowy exodus”. Lud już nie będzie wspominał wyjścia z Egiptu, lecz powrót z północy, z ziemi niewoli. Bóg nie żyje przeszłymi sukcesami. Znów wyprowadzi swój lud z rozproszenia. Dla nas to zapowiedź paschy Chrystusa. Zapowiedź wyjścia z niewoli grzechu, które przewyższa wszystkie wcześniejsze wyzwolenia.
Adwent czyta Jeremiasza jak lustro pragnień. Tęsknimy za władzą, która nie nigdy kłamie, nie manipuluje, nie buduje na lęku, nie napuszcza jednych na drugich. Bóg odpowiada: Taki Król już jest. Jego berło to krzyż, Jego tron to serce, które bierze na siebie niesprawiedliwość świata. Gdy pozwalamy Mu być „naszą sprawiedliwością”, rośnie w nas pokój, który nie zależy od sondaży ani nastrojów, ale od wierności Boga.
Mateusz opowiada tajemnicę Wcielenia od strony Józefa. „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak” – to jak nagłówek aktu prawnego, ale dotyczy największej tajemnicy. Maryja jest już poślubiona Józefowi. W tamtej kulturze oznaczało to ważne, prawne małżeństwo, choć jeszcze bez wspólnego zamieszkania. Właśnie wtedy „okazało się, że jest brzemienna z Ducha Świętego”.
Józef nazwany jest „człowiekiem sprawiedliwym”. To ważne słowo. Oznacza kogoś, kto żyje w przyjaźni z Prawem Boga, ale też wrażliwie. Nie chce wystawić Maryi na zniesławienie. Nie rozumie tajemnicy, a jednak szuka drogi, która ocali ją, na ile to możliwe. Tradycja widzi tu różne linie interpretacji. Jedni mówią, że podejrzewał zdradę, ale z miłości chciał ją oszczędzić. Inni, że przeczuwając Bożą tajemnicę, czuł się po prostu niegodny i chciał się dyskretnie usunąć. W obu wizjach widać serce pokorne, nieagresywne.
Bóg wchodzi w ten ludzki dramat przez sen. Anioł zwraca się do Józefa: „synu Dawida”. To przypomnienie! Nosisz imię króla, przez ciebie wypełni się obietnica dana Dawidowi. „Nie bój się wziąć do siebie Maryi”. Lęk jest pierwszą przeszkodą łaski. Józef słyszy, że to, co w Niej się poczęło, jest z Ducha Świętego. Jego zadaniem będzie włączyć to Dziecko w ród Dawida przez przyjęcie i nadanie imienia.
Imię „Jezus” (Jeszua) znaczy: „Pan zbawia”. Anioł dopowiada: „On zbawi swój lud z jego grzechów”. To ważne doprecyzowanie. Nie: z Rzymian, nie: z kłopotów politycznych, ale z grzechów. Z najgłębszego zniewolenia, które niszczy relacje z Bogiem, drugim i sobą. Jeremiaszowa obietnica „Pan naszą sprawiedliwością” staje się ciałem.
Reklama
Mateusz dodaje swą ulubioną formułę: „Stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie przez proroka”. Cytuje Iz 7,14 według Septuaginty: „Oto Dziewica (Parthenos) pocznie i porodzi Syna”. Dla Achaza był to znak polityczny. W perspektywie pełni sensu chodzi o Maryję i Jezusa. Imię „Emmanuel” – „Bóg z nami” – nie jest tylko poetyckim tytułem. Opisuje całą misję Syna. Bóg, który nie jest już tylko „nad”, ale „z” i „pośród”. W żłobie, w warsztacie, na drodze, na krzyżu, w Eucharystii.
Józef budzi się i „czyni tak, jak mu polecił anioł”. Nie mówi ani jednego słowa w Ewangeliach. Jego językiem jest posłuszeństwo. Bierze Maryję do siebie, przyjmuje Dziecko, daje Mu imię. Staje przy tajemnicy, której do końca nie rozumie, ale której ufa. Już Ojcowie Kościoła starożytnego mówili o nim jako o „stróżu tajemnicy Wcielenia”.
Adwentowe światło tej perykopy jest bardzo ciche, ale mocne. Bóg spełnia obietnice dane Dawidowi nie przez spektakularne gesty, lecz przez „tak” Maryi i posłuszeństwo Józefa. Przychodzi jako „Bóg-z-nami” w historii zwykłej rodziny, z jej lękami i pytaniami.
Słowa anioła do Józefa można dziś usłyszeć bardzo osobiście: „Nie bój się wziąć do siebie Maryi… nie bój się wziąć do siebie Jezusa”. Nie bój się wpuścić Ewangelii do miejsca, które wydaje ci się zbyt skomplikowane. Ten, który ma na imię „Pan zbawia”, nie wchodzi po to, by zabrać ci życie, ale by je uratować od środka. Właśnie tak działa sprawiedliwy Potomek Dawida, o którym mówi Jeremiasz. Staje się Emmanuelem w naszych domach, planach, ranach. I uczy nas z Józefem jednego: posłuszeństwa, które rodzi pokój.
Drodzy Bracia i Siostry!
W Rzymie na Awentynie znajduje się opactwo benedyktyńskie św. Anzelma. Jako siedziba Instytutu Studiów Wyższych oraz opactwa prymasa benedyktynów skonfederowanych, stanowi ono miejsce, które łączy w sobie modlitwę, naukę i zarządzanie, czyli te trzy płaszczyzny aktywności, które cechują życie Świętego, któremu opactwo jest dedykowane: Anzelmowi z Aosty, którego 900. rocznica śmierci przypada w tym roku. Liczne inicjatywy, podjęte zwłaszcza przez diecezję Aosty z okazji tej rocznicy, ukazały zainteresowanie, które nadal budzi ten średniowieczny myśliciel. Jest on znany również jako Anzelm z Bec i Anzelm z Canterbury, ponieważ związany był w tymi miastami. Kim jest ta osobistość, z którą trzy miejsca, oddalone od siebie i znajdujące się w trzech różnych krajach - we Włoszech, we Francji i w Anglii - czują się szczególnie związane? To mnich o intensywnym życiu duchowym, znakomity wychowawca młodzieży, teolog o niezwykłych zdolnościach spekulatywnych, mądry zarządca i niezłomny obrońca „libertas Ecclesiae” - wolności Kościoła. Anzelm jest jedną z wybitnych osobowości średniowiecza, potrafił połączyć wszystkie te przymioty dzięki głębokiemu doświadczeniu mistycznemu, które zawsze kierowało jego myślą i działalnością.
Św. Anzelm urodził się w 1033 r. (lub na początku 1034 r.) w Aoście jako pierworodny syn znamienitej rodziny. Jego ojciec był człowiekiem szorstkim, oddającym się rozkoszom życia i trwoniącym swój majątek; matka zaś to kobieta szlachetnych obyczajów i głębokiej pobożności (por. Eadmero, „Vita s. Anselmi”, PL 159, col. 49). To matka zajęła się wczesną humanistyczną i religijną formacją syna, którego następnie powierzyła benedyktynom z przeoratu w Aoście. Anzelm, który jako dziecko - jak opowiada jego biograf - wyobrażał sobie, że dobry Bóg zamieszkuje wysokie, ośnieżone szczyty Alp, miał pewnej nocy sen, że wysłano go do tego wspaniałego królestwa samego Boga, który długo i serdecznie z nim rozmawiał, po czym poczęstował go „śnieżnobiałym chlebem” (tamże, col. 51). Sen ten pozostawił w nim przekonanie, że został powołany do wypełnienia szczytnej misji. Gdy miał piętnaście lat, poprosił o przyjęcie do Zakonu Benedyktynów, ojciec jednak całą swoją władzą sprzeciwił się temu i nie ustąpił nawet wtedy, gdy ciężko chory syn, czując, że koniec jest bliski, błagał o zakonny habit jako ostatnią pociechę. Anzelm powrócił do zdrowia, a potem, po przedwczesnej śmierci matki, przeżywał czas moralnego zagubienia: zaniedbał naukę i porwany ziemską namiętnością, stał się głuchy na napomnienia Boga. Porzucił dom i zaczął włóczęgę po Francji w poszukiwaniu nowych przeżyć. Trzy lata później, gdy dotarł do Normandii, udał się do opactwa Benedyktynów w Bec, przyciągnięty sławą Lanfranka z Pawii, przeora klasztoru. Było to dla niego spotkanie opatrznościowe i decydujące o dalszym jego życiu. Anzelm z zapałem podjął studia pod kierunkiem Lanfranka i w krótkim czasie stał się nie tylko ulubionym uczniem, ale również powiernikiem mistrza. Zapłonęło w nim na nowo jego powołanie zakonne i - po starannym rozważeniu - w wieku 27 lat wstąpił do zakonu i przyjął święcenia kapłańskie. Asceza i studium otworzyły przed nim nowe horyzonty, pozwalając mu odkryć na nowo, i to w znacznie większym stopniu, tę zażyłość z Bogiem, jaką miał jeszcze jako dziecko.
Gdy w 1063 r. Lanfrank został opatem w Caen, Anzelm, po trzech zaledwie latach życia monastycznego, mianowany został przeorem klasztoru w Bec i mistrzem klauzurowej szkoły, wykazując się zdolnościami wychowawczymi. Nie lubił metod autorytarnych, porównywał młodych ludzi do małych roślin, które rosną lepiej, kiedy nie są zamknięte w pomieszczeniach, i pozostawiał im „zdrową” swobodę. Był bardzo wymagający wobec samego siebie i wobec innych, gdy chodziło o przestrzeganie wymogów życia monastycznego, lecz zamiast narzucać dyscyplinę, stosował perswazję. Po śmierci opata Erluina, założyciela opactwa w Bec, w lutym 1079 r. Anzelm wybrany został jednogłośnie na jego następcę. Tymczasem wielu mnichów wezwano do Canterbury, by zanieść braciom zza kanału La Manche odnowę, jaka dokonywała się na kontynencie. To dzieło spotkało się z dobrym przyjęciem do tego stopnia, że Lanfrank z Pawii, opat Caen, został nowym arcybiskupem Canterbury i poprosił Anzelma o pozostanie z nim na jakiś czas, aby uczyć mnichów i pomóc mu w trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się jego wspólnota kościelna po najeździe Normanów. Pobyt Anzelma okazał się bardzo owocny, zaskarbił on sobie sympatię i szacunek tak, iż po śmierci Lanfranka wybrano go na jego następcę na stolicy arcybiskupiej w Canterbury. Sakrę biskupią przyjął uroczyście w grudniu 1093 r.
Anzelm przystąpił od razu energicznie do walki o wolność Kościoła, odważnie domagając się niezależności władzy duchowej od władzy doczesnej. Bronił Kościoła przed bezprawną ingerencją władz politycznych, przede wszystkim królów Wilhelma Rudego i Henryka I, zachętę i poparcie znajdując u papieża, któremu okazywał zawsze śmiałe i serdeczne oddanie. Wierność tę przypłacił w 1103 r. nawet goryczą wygnania ze swej stolicy w Canterbury. Dopiero w 1106 r., gdy król Henryk I
wyrzekł się roszczeń udzielania kościelnej inwestytury oraz ściągania podatków kościelnych i konfiskaty mienia Kościoła, Anzelm mógł powrócić do Anglii, radośnie witany przez duchowieństwo i lud. Tak szczęśliwie zakończyła się walka, jaką stoczył orężem wytrwałości, dumy i dobroci. Ten Święty Arcybiskup, który budził wokół siebie podziw, gdziekolwiek się udał, ostatnie lata swego życia poświęcił przede wszystkim moralnej formacji duchowieństwa i intelektualnym badaniom zagadnień teologicznych. Zmarł 21 kwietnia 1109 r., słuchając słów Ewangelii czytanej tego dnia podczas Mszy św.:
„Wyście wytrwali przy Mnie w moich przeciwnościach. Dlatego i Ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec: abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole” (Łk 22, 28-30). W ten sposób spełnił się sen o tej tajemniczej uczcie, który w dzieciństwie miał na samym początku swej drogi duchowej. Jezus, który zaprosił go, by siadł przy Jego stole, przyjął św. Anzelma po śmierci do wiecznego królestwa Ojca.
„Błagam Cię, Boże, obym mógł Cię poznać, obym Cię kochał, bym mógł się Tobą radować. A jeżeli nie mogę w całej pełni w tym życiu, niech przynajmniej stale postępuję naprzód, aż nadejdzie to w pełni” („Proslogion”, rozdz. 14). Modlitwa ta pozwala zrozumieć mistyczną duszę tego wielkiego Świętego okresu średniowiecza, twórcy teologii scholastycznej, któremu tradycja chrześcijańska przyznała tytuł „Doctor Magnificus”, ponieważ żywił gorące pragnienie zgłębiania tajemnic Bożych, z pełną świadomością jednak, że droga poszukiwania Boga nigdy się nie kończy, przynajmniej na tej ziemi. Jasność i logiczny rygoryzm jego myśli zawsze miały na celu „wzniesienie duszy do kontemplacji Boga” (tamże, „Proemium”). Stwierdził on wyraźnie, że ten, kto chce uprawiać teologię, nie może liczyć jedynie na swą inteligencję, ale musi pielęgnować jednocześnie głębokie przeżywanie wiary. Działalność teologa, według św. Anzelma, rozwija się więc w trzech etapach: wiara - bezinteresowny dar od Boga, który należy przyjąć z pokorą; doświadczenie - które polega na wcieleniu słowa Bożego we własnym codziennym życiu; wreszcie prawdziwe poznanie - które nigdy nie jest owocem ascetycznego rozumowania, lecz kontemplatywną intuicją. Jak najbardziej aktualne pozostają także dziś w tej materii, dla zdrowych badań teologicznych i dla każdego, kto chciałby zgłębić prawdę wiary, jego słynne słowa: „Nie próbuję, Panie, przeniknąć Twojej głębi, gdyż w żadnym razie nie przyrównuję do niej mego intelektu; pragnę jednak, przynajmniej do pewnego stopnia, zrozumieć Twoją prawdę, w którą wierzy i którą kocha moje serce. Nie staram się bowiem zrozumieć, abym uwierzył, ale wierzę, bym zrozumiał” (tamże, 1).
Drodzy Bracia i Siostry, miłość do prawdy i nieustanne pragnienie Boga, które naznaczyły całe życie św. Anzelma, niech będą dla każdego chrześcijanina bodźcem do niezmordowanego poszukiwania coraz głębszej jedności z Chrystusem - Drogą, Prawdą i Życiem. Oprócz tego gorliwość, pełen odwagi zapał, który wyróżniał jego pasterską działalność i który przysporzył mu czasem niezrozumienia, goryczy, a nawet wygnania, niech będzie zachętą dla pasterzy, osób konsekrowanych i wszystkich wiernych, by kochać Kościół Chrystusowy, modlić się, pracować i cierpieć dla niego, nie porzucając go nigdy ani nie zdradzając. Niechaj wyjedna nam tę łaskę Dziewica Matka Boża, do której św. Anzelm żywił czułe i synowskie nabożeństwo. „Maryjo, Ciebie serce moje chce miłować - pisze św. Anzelm - Ciebie język mój pragnie żarliwie sławić”.
Kraków po raz kolejny stało się areną bezmyślnego wandalizmu. Ostatni weekend przyniósł falę zniszczeń, która dotknęła wiele historycznych obiektów, w tym miejsca szczególne dla wiernych i miłośników sztuki sakralnej.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.