2 Sm 24,2.9-17
Opowiadanie z końca 2 Księgi Samuela należy do epilogu (rozdz. 21-24), który domyka historię Dawida w świetle przymierza. Całe opowiadanie zaczyna się od wzmianki o gniewie Pana na Izraela. Grzech króla splata się tu z losem wspólnoty. Władza w Biblii niesie odpowiedzialność, nie przywilej. Król nakazuje spis Izraela i Judy. W świecie starożytnym spis służył wojsku i daninom. W Izraelu dotykał jeszcze głębiej, bo lud pozostawał własnością Pana. Tora łączy spis z motywem okupu za życie i ostrzega przed plagą (Wj 30,11-16). W tej perspektywie liczby odsłaniają pragnienie oparcia się na sile policzonej i przewidywalnej. Paralelny opis w 1 Księdze Kronik nazywa sprawcę pokusy „szatanem” (satan), przeciwnikiem, i odsłania warstwę duchowej walki.
Reklama
Słowo Boga przychodzi przez proroka Gada. Dawid słyszy o trzech karach i wybiera krótki czas zarazy. Wybór odsłania zaufanie do miłosierdzia Pana bardziej niż do łaski ludzi. Plaga dotyka ludu, a Dawid widzi anioła rażącego Jerozolimę. Wypowiada zdanie pasterza: winę bierze na siebie, lud nazywa „owcami”. Ambroży z Mediolanu widzi rdzeń grzechu w pragnieniu poznania liczby, którą należało zostawić samemu Bogu. Podkreśla drogę powrotu: wyznanie winy, uniżenie i ofiarę przebłagalną; dawny ołtarz staje się w jego lekturze szkołą pokuty. Aphrahat, mędrzec perski, przywołuje Dawida jako wzór troskliwego pasterza, który oddaje siebie za owce i nie chroni własnego imienia. Dalszy ciąg rozdziału kończy się ofiarą i ustaniem zarazy. Tekst prowadzi ku uzdrowieniu przez pokorę i przez wybór ręki Pana.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Mk 6,1-6
Nazaret w Ewangelii Marka staje się miejscem szczególnego napięcia. Jezus wraca do „swojej ojczyzny” i naucza w synagodze w szabat. Słuchacze słyszą mądrość i wspominają czyny mocy, a równocześnie sprowadzają Go do tego, co znane: zawodu i rodu. Wypowiadają pytanie o źródło tego, co mówi i czyni. To pytanie o autorytet (exousia), o to, skąd płynie dar. Pada określenie „cieśla” (tekton), czyli rzemieślnik, budowniczy. Pada też nietypowe w tej kulturze nazwanie Go „synem Maryi”. Ich wiedza o rodzinie staje się przeszkodą. Ewangelista używa słowa oznaczającego zgorszenie i potknięcie (skandalizontai). Tajemnica wcielenia dotyka ich w szorstkiej prostocie codzienności.
Augustyn zauważa, że u Mateusza Jezus bywa nazywany „synem cieśli”, a tu „cieślą”. Oba ujęcia oddają to samo spojrzenie mieszkańców. Widzą w Nim rzemieślnika, bo znają Jego dom. Beda Czcigodny podkreśla ślepotę Nazarejczyków, którzy gardzą Tym, którego słowa i dzieła mogły im objawić jako Chrystusa, a powodem staje się pokrewieństwo. To stara choroba serca: zazdrość o bliskiego, pamiętanie jego dziecięcej słabości, odmowa uznania działania Boga tuż obok. Beda wyjaśnia też wątek „braci” i „sióstr”. Pismo nazywa tak krewnych, jak Abraham i Lot, choć nie byli braćmi rodzonymi. To język Biblii, który chroni sens, a nie plotkę.
Teofilakt widzi w powrocie Jezusa do Nazaretu odebranie mieszkańcom wymówki. Jezus przywołuje przysłowie o proroku lekceważonym w swojej ziemi, wśród krewnych i w domu. Tekst wpisuje Go w los proroków Izraela, często odrzucanych przez swoich. Najostrzejsze zdanie brzmi o tym, że nie mógł tam uczynić wielu znaków. Teofilakt tłumaczy, że moc Jezusa nie słabnie. On powstrzymuje znaki wobec niewiary i nie pogłębia winy tych, którzy patrzą, a nie przyjmują. Uzdrowienia nielicznych pokazują, że współczucie pozostaje. Jezus kładzie ręce na chorych. Beda objaśnia zdziwienie Jezusa jako jawne ukazanie, że niewiara Nazaretu zasługuje na zdumienie; Jezus zna serca. Ten sam Beda widzi tu także zwrot historii zbawienia: pogarda „u swoich” sąsiaduje z obfitością łaski pośród narodów. Na końcu Jezus wychodzi poza granice rodzinnej znajomości i idzie nauczać po okolicznych wsiach. Słowo nie zatrzymuje się na murze przyzwyczajenia.
