Msza święta odbyła się w kościele pw. św. Jadwigi Śląskiej we Wrocławiu - Leśnicy, a ciało z trumną zostało złożone w wyznaczonym miejscu przy kościele. – Właśnie słyszeliśmy Ewangelię o miłosiernym Ojcu, miłosiernym Bogu, o dwóch braciach. Tę Ewangelię czyta dziś cały Kościół na swojej wielkopostnej drodze nawrócenia w kierunku Krzyża i Zmartwychwstania – powiedział biskup na początku homilii, jak podkreślił, fragment ten nie jest specjalnie przeznaczony na liturgię pogrzebową, ale w chwili pożegnania nabiera szczególnego znaczenia.
Kaznodzieja wskazał, że sercem tej przypowieści jest obraz Boga, który przyjmuje człowieka, gdy ten powraca do Niego. – Ta wielka przypowieść Pana Jezusa ma w swoim sercu postać Ojca, Boga, który przyjmuje każdego z nas, gdy do Niego wracamy. Ojciec podnosi, stawia na nogi i pomaga rozpocząć na nowo.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Biskup Maciej przypomniał także słowa kończące ewangeliczną przypowieść. – Na końcu tej Ewangelii słyszeliśmy, że miłosierny Ojciec tłumaczy swojemu drugiemu synowi tajemnicę życia i śmierci. Mówi tak: “Twój brat był umarły, a ożył” - mówił hierarcha, dodając: - Młodszy brat szukał życia. Pragnął go w sposób odważny i zdecydowany. Powiedział do ojca: daj mi moją część własności. Ale to upragnione życie się skończyło, gdy skończyły się jego pieniądze. Zbudował zamek na piasku, który szybko się rozpadł.
Reklama
Kaznodzieja zwrócił uwagę, że moment duchowej śmierci człowieka zaczyna się wtedy, gdy zrywa on więź z Bogiem. – Kiedy ten młodszy syn umarł? Nie wtedy, gdy wszystko wydał. On zaczął umierać wtedy, gdy powiedział do ojca: “daj mi”. To znaczy: ja i ty nie mamy już ze sobą nic wspólnego - nauczał biskup, zaznaczając, że początek życia pojawia się wtedy, gdy człowiek wraca do wspólnoty z Bogiem.
Biskup Małyga podkreślił, że w perspektywie wiary także śmierć chrześcijanina jest przejściem do domu Ojca. – Chcemy czytać tę Ewangelię wobec naszego brata, księdza Jana, z nadzieją, że to doświadczenie jest już jego. Że był umarły, a ożył. W tym sensie, że śmierć była jego Paschą – przejściem do Ojca. Do tego domu, gdzie nie ma już cierpienia ani choroby - wskazał biskup, dodając: - Dla nas to słowo ma inny wymiar. My jesteśmy w drodze. Może pomiędzy jakimś “daj mi” a powrotem. Na pewno wszyscy jesteśmy w poszukiwaniu życia.
Kaznodzieja przypomniał również postać starszego brata z przypowieści. – Czy starszy syn spotka się z młodszym? Czy da się zaprosić do ojca na ucztę ze swoim bratem? historia tego starszego brata to też jakaś historia duchowej śmierci. Żył żalem i zazdrością, którą ukrywał pod maską pracowitości i trzymania się zasad - głosił hierarcha, dodając: – Kiedy dziś żegnamy naszego brata, księdza Jana, chcemy pomyśleć także o tym, czy będziemy umieli być dla siebie braćmi. Może mamy w sobie takiego starszego brata, który nie chce wejść do domu i zostaje w goryczy”..
Reklama
Po Eucharystii głos zabrali, siostra zmarłego kapłana oraz księża. W poruszającym wspomnieniu siostra podkreśliła jego wrażliwość, wiarę i ogromną miłość do ludzi. – Każdy z obecnych nosi w swoim sercu swój własny obraz Janka. Każdy ma inną historię i relację z nim – mama, rodzeństwo, przyjaciele i parafianie. Wspominała go, jako człowieka wielu talentów i wielkiego serca. – Ukochany syn, cudowny brat, wspaniały szwagier, najlepszy wujek. Człowiek ogromnej wiedzy, perfekcjonista we wszystkim, co robił. Człowiek wielu talentów i umiejętności - mówiła siostra, dodając: – Był zakochany w pięknie natury. Był też – jak żartowaliśmy – trochę szalonym grzybiarzem.
Przywołany został również moment dnia jego prymicji: – 31 maja 1998 roku, podczas swojej Mszy prymicyjnej w rodzinnej parafii, gdy zobaczył pięknie przygotowany kościół i tłum ludzi, powiedział: “Ja tego wszystkiego nie potrzebuję. Wolałbym sprawować pierwszą Mszę gdzieś w małej kapliczce w polu albo w lesie.” A po chwili dodał: “Oj ty głupi Jaśku – przecież to wszystko nie dla ciebie, ale dla Jezusa, który cię powołał”.
Na zakończenie siosta zwróciła się bezpośrednio do zmarłego kapłana: – W naszej pamięci zostaniesz na zawsze – Janku, Jaśku, synu, bracie, wujku. Bardzo za tobą tęsknimy. 3 marca dla nas świat się zatrzymał i nic już nie będzie takie jak było.
Reklama
W imieniu księży z dekanatu wołowskiego przemówił ks. Czesław Krochmal, proboszcz parafii św. Michała Archanioła w Wińsku. W przemówieniu ks. Jan został ukazany, jako duszpasterz będący blisko ludzi. – Nigdy nie krzyczałeś, nie podnosiłeś głosu. Zawsze wysłuchałeś, a potem długo rozmawialiście – i jakoś wszystko się dobrze skończyło”. Podkreślona została także jego umiejętność budowania relacji. – Najpiękniejszy wysiłek kapłana to spotkanie z ludźmi. Rozmowa. I to ksiądz Jan miał. Ludzie czuli się przy nim bezpiecznie. Dziękujemy ci za piękne słowo, za umiejętność wysłuchania, za otwartą plebanię, do której każdy mógł przyjść. Dziękujemy za trzynaście lat posługi i za ślady, które pozostawiłeś w sercach ludzi.
W imieniu duchowieństwa z rocznika święceń, przemówił ks. Piotr Janusz, proboszcz parafii św. Ojca Pio we Wrocławiu - Partynicach, który podziękował zmarłemu kapłanowi za lata kapłańskiej służby.– Żegnamy kapłana, współbrata i przyjaciela, z którym dzieliliśmy drogę powołania. Dziękujemy Bogu za twoje życie i kapłaństwo.– Jeszcze miesiąc temu rozmawialiśmy przez telefon o chorobie i doświadczeniach życia. Pamiętam, że było w tobie wiele spokoju i głębokiej wiary. Miałem poczucie, że jesteś przygotowany na spotkanie z Panem.
Na zakończenie głos zabrał ks. Rafał Cyfka, proboszcz parafii św. Jadwigi Śląskiej we Wrocławiu - Leśnicy, który podkreślił, że ks. Jan Sienkiewicz jest w bardzo dobrej pamięci wiernych z Leśnicy. - Gdy chodziłem po kolędzie, ks. Jan był najczęściej wspominanym kapłanem który posługiwał w tej parafii. Jako człowiek pełen miłości, oddania dla tych, których spotykał w naszej wspólnocie. Jako ten, który potrafił się dzielić nie tylko dobrym słowem i pociechą, ale także i pomocą materialną. I mimo iż odszedł z tej parafii na probostwo trzynaście lat temu, jego osoba ciągle tutaj w tej wspólnocie jest żywa. Wracając za każdym razem, spotykając Leśniczan na ulicy czy przy kościele, pytał się o ich bliskich, o osoby, które znał. Stał mi się bliski dzięki wspomnieniu parafii.
