Cyfrowa przepaść – mit, który obrócił się przeciwko nam
Jeszcze niedawno powtarzano, że dostęp do technologii wyrówna szanse edukacyjne. W imię walki z „wykluczeniem cyfrowym” szkoły zalano ekranami, platformami i aplikacjami. Dziś widzimy jednak, że ta diagnoza była błędna. Nie brak technologii, lecz jej nadmiar stał się źródłem nowej nierówności. Młodzież zanurzona w świecie krótkich komunikatów, obrazów i bodźców traci zdolność skupienia, czytania dłuższych tekstów, a przede wszystkim – myślenia.
Paradoks jest uderzający: im więcej młodzi korzystają z urządzeń cyfrowych, tym słabsze osiągają wyniki w nauce. Tymczasem prawdziwe elity („old money")– świadome zagrożeń – coraz częściej wracają do edukacji klasycznej, opartej na książce, rozmowie i wysiłku intelektualnym. Kiedy Mark Bauerlein kilkanaście lat temu opublikował pierwsze analizy dotyczące „najgłupszego pokolenia”, jego głos uznano za przesadzony. Wierzono wtedy, że młodzi – wychowani w świecie technologii – będą sprawniejsi, szybsi, bardziej kompetentni.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Dziś, gdy ukazuje się jego kolejna książka „Dorasta najgłupsze pokolenie. Od ogłupiałej młodzieży do niebezpiecznych dorosłych”*, trudno już mówić o przesadzie. To raczej spóźniona diagnoza świata, który sam uwierzył we własne złudzenia.
Reklama
Bauerlein pokazuje, że nie chodzi tylko o spadek poziomu wiedzy. Problem jest głębszy: to utrata zdolności skupienia, zanikanie nawyku czytania, zanik pamięci kulturowej. Pokolenie, które nie zna swojej przeszłości, nie jest w stanie zrozumieć teraźniejszości.
Cyfrowa przepaść – od obietnicy do katastrofy
Jeszcze niedawno przestrzegano przed „cyfrową przepaścią” – zakładano, że brak dostępu do technologii pogłębi nierówności. Tymczasem rzeczywistość okazała się odwrotna. To nadmiar technologii, a nie jej brak, stał się źródłem problemu. Młodzież spędzająca godziny przed ekranem traci zdolność koncentracji, czytania i logicznego myślenia. Co więcej – jak pokazują badania przywoływane przez Bauerleina – im więcej czasu przed ekranem, tym gorsze wyniki w nauce.
Najbardziej uderzający jest jednak paradoks elit. Ci sami, którzy tworzą cyfrowy świat, chronią przed nim własne dzieci. Szkoły dla najbogatszych wracają do książki, rozmowy i ciszy. W szkołach publicznych – w imię równości – wprowadza się kolejne narzędzia cyfrowe.
Najgłupsze pokolenie czy pokolenie pozbawione dziedzictwa?
Reklama
Sformułowanie „najgłupsze pokolenie” brzmi brutalnie, ale nie odnosi się do zdolności młodych ludzi. Dotyczy raczej systemu, który ich ukształtował. Bauerlein trafnie zauważa, że młodzi nie są już zakorzenieni w kulturze. Nie znają historii, nie czytają klasyki, nie mają odniesienia do trwałych wartości. W tej sytuacji rodzi się pustka – a pustka zawsze domaga się wypełnienia.To też proponuje B. Nowacka swoją mało udaną reformą „Kompas jutra". Współczesna odpowiedź bywa niepokojąca: ideologia. Uproszczone wizje świata, narracje o despotycznej względności wszystkiego, przekonanie o konieczności radykalnej przebudowy rzeczywistości i odrzucenia idei narodu. Pokolenie pozbawione wiedzy historycznej łatwo ulega przekonaniu, że wszystko zaczyna się od niego.
Europejski Obszar Edukacji – droga ku ujednoliceniu
Na tym tle szczególnie niepokojąco wygląda rozwój Europejskiego Obszaru Edukacji. Idea współpracy edukacyjnej może być cenna, ale jej realizacja coraz częściej prowadzi do standaryzacji i ideologizacji treści nauczania. Zamiast wzmacniać narodowe dziedzictwo kulturowe, promuje się model edukacji „uniwersalnej”, w którym historia, literatura i tradycja tracą na znaczeniu.
Polska szkoła – jeśli ma pozostać wierna swojej misji – nie może zrezygnować z kształcenia opartego na kanonie. Bez tego młody człowiek staje się podatny na każdą modę intelektualną i polityczną.
Jednym z przykładów ideologizacji edukacji jest również tzw. edukacja włączająca. W teorii ma ona zapewnić równość i dostępność. W praktyce – jak wskazują nauczyciele i pedagodzy – często prowadzi do chaosu i obniżenia poziomu nauczania. Szkoła nie jest przygotowana do jednoczesnego realizowania wysokich standardów edukacyjnych i pełnienia funkcji specjalistycznej opieki. Brakuje kadr, narzędzi i realnego wsparcia. W efekcie cierpią zarówno uczniowie wymagający szczególnej pomocy, jak i ci, którzy chcą się rozwijać. Hasło „wszyscy równi” pozostaje deklaracją, która nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości.
Ocenianie bez ocen, wychowanie bez wartości
Reklama
Równie problematyczne są inne współczesne tendencje. Ocenianie kształtujące – choć brzmi atrakcyjnie – często prowadzi do rozmycia kryteriów i zaniku odpowiedzialności za własną pracę. Uczeń nie otrzymuje jasnej informacji o poziomie swoich umiejętności, a szkoła rezygnuje z funkcji wymagającej. W efekcie zamiast motywacji pojawia się bierność.
Powrót do klasycznej szkoły
Diagnoza Bauerleina prowadzi do jednego wniosku: bez powrotu do klasycznego modelu edukacji kryzys będzie się pogłębiał.
Szkoła musi na nowo stać się miejscem spotkania z literaturą, historią i językiem jako nośnikiem kultury. Potrzebna jest jasna struktura wiedzy, chronologia epok, wymagania i autorytet nauczyciela. Technologia może być narzędziem, ale nie może być fundamentem edukacji. Fundamentem musi pozostać człowiek – zdolny do myślenia, refleksji i odpowiedzialności.
Najgłupsze pokolenie
Być może określenie „najgłupsze pokolenie” jest zbyt ostre. Ale jeśli je odrzucimy, pozostanie pytanie jeszcze trudniejsze: kto odpowiada za ten stan rzeczy? Nie młodzi ludzie. Oni zostali wychowani w świecie, który sami stworzyliśmy. Jeśli nie przywrócimy edukacji jej właściwego sensu – przekazywania prawdy, dobra i piękna – kolejne pokolenia będą coraz bardziej zagubione. A wtedy pytanie Bauerleina przestanie być prowokacją. Stanie się opisem rzeczywistości.
