Dobiegają końca odwiedziny duszpasterskie, potocznie zwane kolędą. Kiedy kapłan przychodzi do domu, jest nie tylko gościem, ale przede wszystkim pasterzem, który niesie błogosławieństwo, modlitwę i zainteresowanie życiem duchowym rodziny. Nie wszystkie drzwi otwierają się przed nadchodzącym kapłanem, ale są też przykłady, kiedy kolęda pozostaje jedyną przestrzenią kontaktu z żywym Kościołem.
Umawiać czy czekać
Dzisiaj jest wiele form i zwyczajów, które wyznaczają lokalne parafie. Są duszpasterstwa, w których odwiedziny są umawiane, w innych praktykowane są wizyty ministrantów, którzy za-powiadają wcześniej księdza. Nie brakuje również kapłanów, którzy ruszają od drzwi do drzwi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Sam przebieg spotkania niewiele odbiega od schematu, do którego jesteśmy przyzwy-czajeni. Kapłan wita nas w drzwiach, a domownicy zapraszają do środka. Wewnątrz czeka na księdza tradycyjny zestaw kolędowy: krzyż, świeczniki, kropidło z wodą święconą, a nierzadko leżące obok Pismo Święte. Warto pamiętać, że brak wody święconej nie jest żadnym przewinie-niem, bo kolędujący kapłani są przygotowani na taką okoliczność.
Ministranci
Reklama
Niemal nieodłącznym widokiem podczas kolędy są ministranci. Zdaje się, że w wielu miejscach coraz rzadziej można usłyszeć zaintonowane przez nich kolędy, jednak nie jest to z góry założona praktyka. – U nas kolęda zaczyna się poranną Mszą św., potem mamy godzinę na śniadanie i ruszamy w teren. Zawsze dzień przed wizytą kapłana odwiedzamy mieszkania i zapisujemy, kto wyraża chęć przyjęcia księdza. Potem ta lista trafia do parafii i w następnym dniu wiemy już, kto nas przyjmie – wyjaśnia Rafał Dziuba, lektor z parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Częstochowie. Ministrant przyznaje, że "w tym roku tradycja śpiewania kolęd niemal wymarła”. – Jeśli ktoś poprosi, to zaśpiewamy, ale obecnie odgrywamy rolę bardziej informacyjną – tłumaczy.
Gość
Ksiądz Jan Stankowski z parafii św. Kaspra del Bufalo w Częstochowie rozpoczyna kolędę w godzinach popołudniowych, tak, żeby pracujący zawodowo mieli szansę na kontakt z pasterzem. Kapłan nie planuje wizyt i puka do każdych drzwi, a wchodząc do środka, zawsze pamięta, że jest gościem w czyimś domu. – Jesteśmy jednymi z nielicznych uprzywilejowanych ludzi, których domownicy wpuszczają w swoje progi. Otwierając drzwi, przyjmują nas do swojego środowiska, swojego życia – podkreśla ks. Jan. Sam zawsze stara się dobrze wykorzystać tę możliwość, zdając sobie sprawę, że ludzie obdarzają go zaufaniem. – Dla niektórych ludzi jest to jedyny obraz Kościoła lokalnego, jak również powszechnego. Dla tych, którzy regularnie praktykują w naszej parafii, znają mnie i coś o nas wiedzą, wszystko jest oczywiste, ale część ludzi po prostu nie zna Kościoła i czerpie informacje o nim tylko z mainstreamowych mediów – podkreśla kapłan.
– Jest też grupa parafian, którzy praktykują wiarę w innych parafiach czy na Jasnej Górze i po prostu rzadko zaglądają do własnego kościoła. Dlatego obrazem parafii jest ksiądz, który ich raz w roku odwiedza stając się obrazem całego Kościoła. A ślad, który zostawimy w tym domu, będzie towarzyszył im przez cały rok – zauważa ks. Stankowski.
Relacje
Reklama
Dla Łukasza, lektora z parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Zawierciu, ważnym aspektem wizyty kolędowej jest możliwość spotkania z księdzem: – Oczywiście, najważniejsze jest błogosławieństwo dla domu i jego domowników, ale dla mnie jako katolika istotne jest, abyśmy mogli razem usiąść na chwilę i swobodnie porozmawiać. Jestem przekonany, że błogosławieństwo będzie działać przez cały rok, a potem przez następne lata, kiedy ta wizyta kolędowa będzie kontynuowana – zaznacza ministrant. Charakter kolędy nie pozwala na dłuższe rozmowy z odwiedzającym nas kapłanem. Często też nie ma możliwości, żeby poruszyć wszystkie nurtujące nas sprawy, a wielu nie wyobraża sobie spotkania z księdzem przy kancelaryjnym biurku, kojarząc to z traumą. – To jest smutna sprawa, że ludzie dzisiaj nie chcą przychodzić do księży. Tym bardziej, mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że kapłani w naszej diecezji, a na pewno w naszej parafii, są na te rozmowy bardzo otwarci i w każdej chwili można z takiej rozmowy skorzystać. Umówić się, przyjść wypić kawę, zjeść dobre ciasto i porozmawiać o ważnych czy mniej wymagających sprawach. Księża naprawdę są pomocni i radują się na takie rozmowy, i w tym błogosławieństwie poprowadzą – podkreśla lektor.
Doświadczenia
Państwo Urszula i Ryszard Jałowieccy mocno zapamiętali spowodowaną przez pandemię przerwę w wizytach kolędowych, gdy nie było możliwości przyjęcia księdza. Jako seniorzy troszczą się dzisiaj o swoje zdrowie. Wizyta kapłana w domu jest dla nich okazją do zapoznania się z księdzem posługującym w parafii, bo jak przyznaje pan Ryszard, „praktykują swoją wiarę na Jasnej Górze”. – Dzisiaj mieszkamy w bloku i jest nam łatwiej, a księdza po kolędzie przyjmu-jemy zawsze.
Państwo Jachurowie księdza przyjmują w komplecie. Kolęda ma dla rodziny szczególny wymiar przez osobiste doświadczenia, które aktualnie przeżywają. Kolędującego kapłana przyjmują tak samo, jak robili to ich rodzice traktując ją jako duchowe spotkanie, na które zaw-sze w tym okresie czekają. Najmłodszy z domowników, Hubert, podczas kolędy jest oszczędny w komentarzach, ale mama Maria zapewnia, że syn bardzo lubi, kiedy przychodzi ksiądz. Pan Łukasz – głowa rodziny wspiera dziś małżonkę w powrocie do zdrowia i oboje z nadzieją patrzą w przyszłość. Wspominając swoje wizyty kolędowe w rodzinnych domach, pamiętają, kiedy to księża przeglądali zeszyty od religii i odpytywali z modlitw.
– Dla mnie kolęda, którą przeżywałem jako dziecko, w porównaniu z tym, czego obecnie doświadczam, różni się tylko moim osobisty podejściem do niej. Wzrastając, coraz lepiej poznawałem Kościół i księży. Kiedy zostałem już ministrantem, a stało się to właśnie za sprawą przyj-mowanej w domu kolędy, utwierdzało mnie to, że warto przebywać z księżmi i poznawać ich również jako ludzi – nie tylko osoby duchowne. To wówczas dostrzegłem, że oni naprawdę chcą być blisko nas, a my jako ludzie świeccy powinniśmy im w tym towarzyszyć. W zrozumieniu tego, pomogła mi właśnie wizyta kolędowa - zwierza się na zakończenie lektor Łukasz z zawierciańskiej bazyliki.
Wniosek pozostaje prosty. Nie bójmy się księży, otwierajmy nasze drzwi bez uprzedzeń i pozostawmy szczelinę na budowanie wzajemnych relacji, jeśli ich brakuje. A rozmawiać nie tylko można, ale nawet trzeba.
