Reklama

Opromieniona Bożą łaską

2015-09-03 11:16

Monika Jaworska
Edycja bielsko-żywiecka 36/2015, str. 7

Monika Jaworska
Małgorzata Sikora prezentuje autorski tomik wierszy

Kilka lat temu groziła jej utrata wzroku. Dziś widzi i Bogu dziękuje za ten dar. Maluje, pisze wiersze, a swoją twórczość prezentuje w różnych miejscach naszej diecezji. Małgorzata Sikora, szczęśliwa żona i matka, mieszka w Jaworzu, w parafii Opatrzności Bożej

Mogłam stracić wzrok, takie były prognozy. Miałam powikłania po grypie, w wyniku których groziła mi całkowita utrata wzroku. Wówczas z głębi serca zwróciłam się do Pana Boga. Zaczęłam modlić się „Tajemnicą szczęścia” św. Brygidy. Odmawiałam te 15 modlitw z nadzieją. Jest w nich zawarta obietnica zachowania przez Boga wszystkich pięciu zmysłów. Wtedy również po raz pierwszy pojechałam do ojców franciszkanów do Kęt na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie. Modliłam się o łaskę zdrowia i wówczas zobaczyłam, że Pan Bóg jest żywy i obecny, że uzdrawia dzisiaj jak przed dwoma tysiącami lat – wspomina Małgorzata Sikora.

– To nie było natychmiastowe uzdrowienie, choć wierzę, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Moje uzdrowienie polegało na odczuwalnym Bożym prowadzeniu do właściwych lekarzy oraz na mniejszych uzdrowieniach. Przykładowo, gdy w wyniku chemioterapii miałam ograniczoną ruchomość ręki, po modlitwie w Kętach ruchomość wróciła. Pamiętam, że przy końcu leczenia pojawił się problem pogarszających się wyników mojej wątroby, ale i wątroba uległa zaskakującej regeneracji. Wraz z uzdrowieniem fizycznym dokonywało się to wewnętrzne, o wiele cenniejsze, dla którego nie żałuję ani jednego dnia mojej choroby – dodaje Małgorzata.

W 2010 r. zaczęła uczęszczać do Pracowni Sztuk Pięknych prowadzonej przed dr. hab. Krzysztofa Dadaka. Zaczęła malować obrazy, którymi – jak sama twierdzi – pragnie zainspirować odbiorcę ku głębszym egzystencjalnym przemyśleniom. Swoje prace co jakiś czas prezentuje w różnych miejscach diecezji. Pokazywała obrazy m.in. w Międzyrzeczu Górnym, Bestwinie, w Klubie Nauczyciela w Bielsku-Białej (wspólnie z koleżanką Karoliną), w Bibliotece Pedagogicznej w Bielsku-Białej, gdzie poprowadziła spotkanie autorskie z młodzieżą gimnazjalną, czy u św. Brata Alberta. W te wakacje wystawa gościła w Muzeum św. Jana Sarkandra w Skoczowie.

Reklama

– Obrazy, które maluję, wypływają z przeżyć, które się dokonały. Myślę, że także z mojej przemiany, bo równocześnie z uzdrowieniem fizycznym rozpoczęła się przemiana moja i całej mojej rodziny. To jest taka twórczość dla Niego i dla ludzi. Kiedy życie nabiera nowych, piękniejszych barw, gdy dostrzeże się, Kto za tym stoi, nie można się tym nie dzielić. Mówię: Panie, Ty mnie prowadź. Wiesz, że ja nie umiem malować, ale Ty umiesz – podkreśla artystka. Każdy obraz jest omodlony. – Za każdym razem, gdy staję przed sztalugami, proszę Boga o to, żeby mnie prowadził. Oddaję Mu swoje ręce, by mógł przez obrazy przemawiać do ludzi – podkreśla Małgorzata Sikora.

Oprócz tego, że maluje obrazy, pisze również wiersze. Artystka wydała swój pierwszy tomik poezji „Promień Twojej łaski”, ilustrowany jej obrazami. – Skąd taki tytuł? Pragnę, aby żaden promień Bożej łaski nie umknął mym zmysłom. Przeczytałam słowa św. Teresy od Dzieciątka Jezus: „O Jezu mój umiłowany! (…) lubisz zapalać promień Twej łaski pośród najbardziej posępnej burzy!”. Kto z nas nie znajduje się pośrodku burzy? Ale ta burza może być początkiem czegoś wielkiego. Ja też przeżywam trudne chwile, ale wiem, że nigdy nie jestem sama i niczego nie muszę robić o własnych siłach. On nieustannie nade mną pracuje. Wiem, że mogę wpuścić promień Bożej łaski i doświadczać Jego działania. I tak od 2009 r., kiedy w chorobie skierowałam do Boga prośbę o pomoc, poczułam moc kochającego Ojca. Zobaczyłam, że to, co świat promuje jako wolność, okazuje się zniewoleniem, a wolność duchową daje Chrystus – wspomina artystka. – Teraz każdy dzień staram się zacząć ze słowem Bożym i słucham Pana Boga, bo On zawsze ma coś do powiedzenia. Słucham i piszę, a Pan splata słowa w wiersze. Nie ma takiego dnia, kiedy Pan Bóg by do mnie i moich bliskich nie przemawiał, a promień Jego łaski od rana by nam nie towarzyszył. To jest piękne doświadczenie. Tego każdemu życzę, żeby wpuścił promień Bożej łaski do swojego serca – powiedziała Małgorzata Sikora.

Tagi:
poezja wiersz poetka

Pisanie to przywilej, pozostanę mu wierna

2018-02-28 11:18

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 9/2018, str. I

Miało być o kobiecie, która nadzwyczajnie łączy w sobie cechy z pozoru sprzeczne – wrażliwość liryczną, mądrą i oszlifowaną niczym bursztyn z jej ulubionego Bałtyku oraz siłę, której uosobieniem jest noszony przez nią policyjny mundur – „respekt i szacunek” – jak napisała w jednym z tekstów. Anka poetka, Anka policjantka wytrąciła mi broń z ręki, odwieszając do szafy oficerski mundur. Zostaje tylko przy poezji i dla poezji. Tylko, czy aż…?

Archiwum prywatne Anny Zielińskiej-Brudek
Anna Zielińska-Brudek

Wydarzeniem artystycznym, literackim była w styczniu br. promocja czwartego tomu wierszy Anny Zielińskiej-Brudek „Ugina się dzień”. Sala Kieleckiego Centrum Kultury wypełniona po brzegi; przyszli ci, którzy cenią jej twórczość, przyjaciele, pisarze, poeci, a może i ci, którym jako oficer drogówki wręczała mandaty, okraszane wierszem, bo i tak bywało. Przyjechał Romuald Lipko, twórca Budki Suflera, który skomponował muzykę do jej „Kolędy od policjantów”. Tomik oryginalnie wydany przez Wydawnictwo Jedność w Kielcach, opatrzony ilustracjami jej siostry Ewy Zielińskiej (jak wszystkie publikacje Anny Zielińskiej-Brudek), z posłowiem Jana Zdzisława Brudnickiego, dla czytelnika szybko staje się bliski i ważny. Precyzja dokładnie wyważonego słowa (warsztat), subtelność i czystość zamykanych w wersach obrazów (wrażliwość), iskra indywidualności balansująca między formą a treścią (talent), przynaglają do lektury, zachęcają – jeszcze i jeszcze.

„Są tu wiersze, które można nazwać widokówkami, czy poetyckim obrazem martwej natury (…). Podejmuje podmiotowa narratorka refleksje takie, jak w tym dialogu z życiem, co porywa nas w nieznane i do tańca, jak w wierszach ze szczyptą metafizyki, gdzie Bóg śni doskonałość, a człowiek poznanie, jak w utworach autopoetyckich, w których wiersz jest instytucją pociechy, terapii, ujawnienia ukrytych tajemnic i mroczności przemienianych w jasność” – skomentował w posłowiu Jan Z. Brudnicki.

Dla niej samej ważny w tym tomiku jest wiersz „Z uśmiechem Boga”, w którym „Utkwione w górze oczy/Dedala i syna Ikara/bolały od zachwytu”. – Ale wiesz, najważniejszy jest chyba tytuł tomu: „Ugina się dzień”, wciąż mi się on ugina, umyka, ucieka, nie nadążam. Poezja wymaga ciszy, samokontroli, pracy i skupienia. Pisanie jest męczącą podróżą, jest zazdrosnym kochankiem. Zaborczym. Dlatego odchodzę z policji. Spróbuję po raz kolejny dokonać wyboru i żyć nieco inaczej. Wybieram pisanie – mówi. Już teraz w najbliższych miesiącach ma zaplanowanych wiele spotkań promocyjnych. Pisze także hymn na stulecie szkoły w Bodzentynie, planuje wydanie zbioru opowiadań.

Czy te wiersze są moje?

– Mam życie bardzo ciekawe, wydaje mi się, że tak długo żyję, już tyle za mną, i to wciąż nurtujące pytanie, czy te wiersze są naprawdę moje? czy wyczerpią się pokłady wrażliwości? – zastanawia się poetka.

Czyż nie miał racji T.S. Eliot, mówiąc, że największym wrogiem piszącego są słowa, które rozpaczliwie bronią się przed kropką? – Dlatego nie wierzę w natchnienie, tylko w pracę nad słowem. Z drugiej strony zastanawiam się, czy ktoś potrzebuje ode mnie tylu słów? Czy warto ściąć sosnę, aby powstała moja książka? Spotkania autorskie, słowa wdzięczności, wzruszenie czytelników zdają się potwierdzać, mówić „tak”. Ale, ale – coś o pochwałach. „Jedynym sposobem na to, żeby uniknąć demoralizującego skutku bycia chwalonym jest kontynuowanie pracy” – Albert Einstein.

Pisać zaczęła wcześnie, gdzieś w czasach licealnych. Były i dłuższe przystanki, bo w jej życiu działo się niemało. Postawienie na samodzielność i odejście z domu w wieku 18 lat uważa za jedną z ważniejszych decyzji. Był to zdrowy dobry dom, z pięciorgiem rodzeństwa, ona – średniaczka, przewodziła i podejmowała decyzję. Ale trzeba było umieć zerwać pępowinę. W jej życiu był etap szkoły pielęgniarskiej, filologii polskiej w Bydgoszczy (którą dosłownie wymusiła wizytą u ministra, walcząc z obłudą procedur i przepisów), etap „siłaczki” w maleńkiej szkole wiejskiej na Podlasiu, wreszcie służba w policji, służba, która zmieniła jej świadomość, wyzwoliła upór i czujność. Nie wypłukała wrażliwości.

Na długo jednak zarzuciła pisanie. Splot nieszczęśliwych zdarzeń wywrócił jej życie do góry nogami. Stanisław Nyczaj, recenzent jej pierwszego tomiku, zacytował Diogenesa: „Żeby żyć, trzeba mieć rozum, albo trzymać w pogotowiu stryczek”. Ten instynkt samozachowawczy odnajdujemy w wierszu „Może być Ania”, którym rozpoczęła spotkanie promocyjne trzeciego tomiku.

„Taka malutka/w buciorach szarpanych/ z wątpliwościami/opuściła oślą ławkę/i człapie po ulicach miasta/w oczekiwaniu na egzaminy/te częste podróże po rozum do głowy/to bruzdy na sercu/z niepotrzebnych i potrzebnych namiętności/to odwrócone plecy od ludzkiej głupoty/i ciepłe spojrzenie/za odchodzącą młodością/”. Policjantka mówiąca wiersz z pamięci w kolorowej sukience i w za dużych butach z barwnymi sznurówkami, wzbudziła aplauz publiczności.

Służba jest dla mnie

– Jako dziennikarz „Tygodnika Nadwiślańskiego”, pisząc w czasach milicji o przestępstwach, nie ukrywałam niechęci do stalowego munduru, wątpiłam w wiarygodność sondaży i statystyk mówiących, że zaufanie do służb wzrasta, a przestępczość maleje – wyznaje. Gdy ukazał się jej artykuł o włóczędze, którego mundurowi okładali pałkami, komendantowi Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych puściły nerwy i groził sądem. W czasach nowej, odrodzonej policji nadal na łamach gazety obnażała widoczną i odczuwalną niechęć funkcjonariuszy do zwyczajnych ludzi. – Rozmowa z komendantem policji w Tarnobrzegu, podinsp. Stanisławem Wolskim była w pewnym sensie obrachunkiem z tymi faktami i nie sądziłam, że może ona zdecydować o mojej dalszej karierze zawodowej. Zaproponowanie mi przez niego objęcia stanowiska rzecznika prasowego w KWP w Tarnobrzegu w czasie, kiedy zjednałam sobie rzesze czytelników, wprawiło w osłupienie i zakłopotanie brać dziennikarską. – Zdawałam sobie sprawę, że przyjęcie tej propozycji będzie się wiązać w z uległością, ograniczeniami, rezygnacją z pisania niewygodnych dla policji tekstów – wspomina.

Pierwszy dzień w służbie, 16 maja 1991 roku. Zaspana, nieobecna i przytłoczona stosem akt i dokumentów przesiedziała cały dzień z rudowłosą policjantką, na krześle dostawionym do jej biurka. Nikt od niej niczego nie chciał… Powoli poznawała pracę, obcy jej wojskowy dryl. Bywało, że po służbie wypłakiwała się na ramieniu męża. Sceny z wypadku na drodze koło Tarnobrzega wracają do dziś. Czworo młodych ludzi leżących przy rozbitej hondzie i matka klęcząca z różańcem obok zwłok córki. – Nie wiem, dlaczego podeszła do mnie, świadka cierpienia i wtuliła się w moje ramiona. Obie byłyśmy mokre od łez...

Po przeniesieniu do Kielc pracowała w zespole prasowym komendanta wojewódzkiego policji, potem jako oficer drogówki. O pułapkach fascynacji szybkością i motoryzacją rozmawiała na tysiącach zwykłych i okolicznościowych spotkań, m.in. w kościołach, zakładach pracy, szkołach, w miastach i środowiskach wiejskich. – Być blisko człowieka, nie zawieść jego zaufania, przypominać mu, że przesłaniem naszej służby nie są kary, czy mandaty, lecz ochrona największej wartości, jaką jest życie ludzkie – taki cel przyświecał poetce w mundurze.

Każdy zasługuje na dedykację

W „Ugina się dzień” jeden z wierszy poświęciła bp. Marianowi Florczykowi. W „Ogrodnikowi winnicy” pisze: „Ugina się każdy dzień/pod krzyżem, niewiedzą,/nauczaniem z góry,/litanią niezadanych pytań,/zbieraniem snów o niebie i drodze do zbawienia (…)”.

– Nie waham się nazwać Księdza Biskupa przywódcą duchowym kieleckiej społeczności. Ma charyzmę, życiową mądrość, potrafi jednoczyć i mobilizować różne grupy społeczne, w tym także policję. Dwie zwrotki dedykowanego mu wiersza napisały mi się praktycznie same – wyznaje poetka. Nigdy nie wyrzuca notatek, poprawianych i wciąż cyzelowanych wersów, woli kontakt z czującym papierem niż z komputerem, gdy „jednym kliknięciem można zresetować pracę i przyjaciół”.

Ważna postacią w jej życiu prywatnym i zawodowym okazał się ks. infułat Józef Wójcik z Suchedniowa. Wiele miejsca w publikacjach poświęcili wspólnie omawianiu „siedmiu głównych grzechów w policji”, tj. braku solidarności, zazdrości, chwiejnej postawy, walki o wpływy przełożonych, przeceniania swoich możliwości, przenoszenia kłopotów zawodowych do domu, traktowania kościoła nie jako miejsca modlitwy, lecz własnej prezentacji i celebry.

Ta znajomość zaowocowała przyjaźnią z legendą kapłańską Gór Świętokrzyskich, wywiadem do „Duszpasterstwa policyjnego”, lekcją naturalnego odchodzenia, gdy Kapelan zachorował, jego zgody na śmierć. Anna z mężem Mirosławem towarzyszyli kapłanowi w tych ostatnich latach. Z kolei tomik „Gorzkie owoce” poświęciła pamięci Taty, który był człowiekiem z prostym kręgosłupem moralnym, twardo i godnie stąpającym po ziemi. Ból po jego stracie był tak ogromny, że zrodził się z niego cały cykl wierszy. – Rodzina jest bardzo ważna, uporządkowane w niej relacje, miłość, czułość, wierność, wartości chrześcijańskie – na to stawiam w życiu, to przecież ostoja narodu, ostoja nas, Polaków – mówi poetka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: ponad 12 tys. skautów było molestowanych seksualnie

2019-04-25 17:05

pb (KAI/repubblica.it) / Nowy Jork

Od 1944 do 2016 r. w Stanach Zjednoczonych ofiarą molestowania seksualnego padło 12 254 skautów. Sprawcami byli ich opiekunowie w ramach działalności organizacji harcerskiej Boy Scouts of America.

pixabay.com

Dane te ujawniła prof. Janet Warren z Uniwersytetu Wirginii, która przez pięć lat miała dostęp do danych z akt dotyczących opiekujących się skautami wolontariuszy, których usunięto z powodu nadużyć seksualnych, jakich się dopuścili.

Po 109 latach działalności Boy Scouts of America, skupiający 2,4 mln chłopców, są zagrożeni likwidacją z powodu konieczności wypłaty milionowych odszkodowań ofiarom.

Część przypadków wykorzystywania seksualnego wypłynęła na światło dzienne w 2012 r., jednak dotychczas nie była znana ani skala zjawiska, ani liczba ofiar.

Również adwokat Jeff Anderson, obrońca części ofiar, opublikował nazwiska 180 wolontariuszy skautingu oskarżonych o pedofilię w stanie Nowy Jork i zaapelował do nieujawnionych jeszcze ofiar o składanie doniesień do prokuratury.

Ze swej strony władze Boy Scouts of America wydały oświadczenie, w którym zawarły słowa przeprosin wobec ofiar i zapewniły, że „nic nie może być ważniejsze od bezpieczeństwa i ochrony dzieci”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Twarze Zielonej Góry

2019-04-26 11:49

Krystyna Dolczewska

Czy spacer ze śpiącym w wózku dzieckiem może zainspirować do napisania książki ? Tak, jeżeli tym spacerującym jest historyk, zielonogórzanin i miłośnik tego miasta.

Krystyna Dolczewska
dr Grzegorz Biszczanik i prowadząca spotkanie dr Izabela Korniluk

Właśnie dr nauk humanistycznych Grzegorz Biszczanik spacerując po mieście z córeczką, zaczął się uważnie przypatrywać mijanym kamienicom i kościołom. Zobaczył, że są na nich różne twarze - świętych, kobiece, maszkarony i te symboliczne np. nasze słoneczko. Przecież widział je od dzieciństwa, ale tu trzeba podkreślić słowo „uważnie”. Zaczął więc patrzeć ina-czej i notować sobie adresy mijanych obiektów, bo zakiełkowała w nim myśl o napisaniu książki. Postanowił ją zrealizować. Zaprosił do współpracy profesjonalnego fotografa Włady-sława Czulaka, pracownika Gazety Wyborczej. Otrzymaliśmy w rezultacie książkę „ Niezna-ne twarze Zielonej Góry”, którą zaprezentował nam w Muzeum Ziemi Lubuskie 17 kwietnia br. Nieznane, bo niezauważane przez nas.

Odpowiadając na pytania prowadzącej spotkanie p. Izabeli Korniluk opowiedział, ile przygód i trudności mieli autorzy książki - piszący i fotograf - jak musieli wchodzić na stry-chy i inne zakątki kamienic, jak często nie byli wpuszczani, musieli mieć pozwolenia albo fizycznie wejście było niemożliwe. Były też trudności z dokumentacją, z wyszukiwaniem planów obiektów, bo w Grünbergu w miarę rozbudowy zmieniano numerację kamienic. Cza-sami planów nie było. Wielkie ukłony autorów dla wielu osób m.in. Ks. Proboszcza parafii Najświętszego Zbawiciela Mirosława Maciejewskiego za udostępnienie archiwum zielono-górskich kościołów parafialnych i p. Izabeli Korniluk za udostępnienie zasobów MZL.

Autorzy byli często zaskoczeni, tym co znaleźli np. schronem przeciwlotniczym w kamienicy lub przebudowaną na mieszkanie bramą wjazdową.

Publiczność dopisała. Tak samo było podczas wystawy o kościele pw. N. Zbawiciela i o Zastalu. Jak zawsze, gdy chodzi o nasze miasto.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem