Reklama

Zawsze pod znakiem Maryi

2015-09-03 11:16

Abp Józef Michalik
Edycja przemyska 36/2015, str. 1, 4-5

Paweł Bugira
Od początku w tradycji Kościoła obecna jest prawda o cudownym zaśnięciu Maryi

We wtorek 8 września obchodzić będziemy święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. To dobra okazja do przemyślenia naszej maryjności. Na prośbę pątników zamieszczamy obszerne fragmenty homilii Metropolity Przemyskiego wygłoszonej w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Kalwarii Pacławskiej

Przychodzimy dzisiaj oddać hołd Bogu w Jego zbawczych zamiarach, bo w nich mieści się każdy z nas. Słyszeliśmy przed chwilą niezwykłą historię Arki Pana, która mieściła Boże przykazania, była symbolem obecności Bożej między Izraelitami. To bardzo czytelny obraz tego, że prawdziwą Arką Pana, którą tamta Dawidowa Arka zapowiada, jest Maryja. (...) W Maryi realizuje się niezniszczalność Bożych planów. Bóg chce zbawić człowieka i mimo buntu pierwszych rodziców, mimo naszych codziennych upadków i grzechów, wskazuje nam drogę, daje nam pomoc Jezusa Chrystusa, którego otrzymaliśmy dzięki Maryi. Dlatego pobożność do Maryi jest podstawą wiary Kościoła katolickiego i naszego Narodu.

Dzisiaj czcimy Matkę Najświętszą u kresu Jej ziemskiego życia, które się nie kończy, ale zacznie się w nowy sposób przez Jej zabranie do nieba z ciałem i duszą. Nas czeka jeszcze po śmierci sąd ostateczny i zmartwychwstanie. Maryja już z ciałem i duszą, w pełnej osobie, uwielbia Boga. Jest zjednoczona z Tym, którego była Arką Przymierza. Przeniosła Boga z nieskończonej wiekuistości do rzeczywistości ziemskiej i teraz uwielbia Go w niebie.

Od początku w tradycji Kościoła obecna jest prawda o wniebowzięciu, o zabraniu Matki Bożej do nieba, o Jej cudownym zaśnięciu. Św. German z Konstantynopola pisze, że „było niemożliwym, aby to mieszkanie Boga, ta żywa świątynia Jednorodzonego (Syna Bożego) stała się łupem śmierci w grobie” (PG 98, 348). Bóg, w oparciu o zasługę męki Chrystusa, uczynił Maryję niepokalaną, uprzedził Ją w odkupieniu i uczynił Jej drogę do Boga otwartą tak, że poprzez śmierć, natychmiast przeszła do wieczności, żyjąc całe życie w zjednoczeniu z Bogiem.

Reklama

Trzeba też pamiętać, że w niebie Maryja nieustannie wzrasta w miłości Boga. Święci rozwijają się w wieczności. (...) To jest czas rozwoju dodatkowego, niezwykłego, aż w nieskończoność. Ten rozwój jest możliwy dla tych, którzy się na ziemi nauczyli rozwijać przed Bogiem, a człowiek te lekcje bierze przez miłość.

(...) błogosławieni ci, którzy słuchają Słowa Bożego i zachowują je. Oto istota wiary w Jezusa. Oto istota wiary chrześcijańskiej. To tędy idzie główny podział między ludźmi prawdziwie wierzącymi, a tymi nie w pełni wierzącymi. Nawet w naszym Kościele, nawet wśród ochrzczonych, nawet wśród przystępujących do spowiedzi i Komunii św. (...) To jest droga naszego życia, że jesteśmy prawdziwie błogosławieni przez Jezusa, że On nas uznaje za godnych słuchaczy, godnych nadziei i zbawienia – kiedy staramy się słuchać, czyli wiedzieć wiele, znać naszą wiarę, ale także, kiedy staramy się żyć według tego, cośmy poznali. Błogosławieni, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je.

(...) Postawmy sobie pytanie, czy rzeczywiście znamy naszą wiarę. Według statystyk 71% Polaków (a ochrzczonych jest przecież ponad 90%) uznaje, że in vitro to metoda godziwa, że to jest coś szlachetnego. Co to znaczy? To znaczy, że nie znamy zasad moralnych, płynących z naszej wiary, że wolimy słuchać fałszywych proroków. Kościół jest wierny Arce Przymierza, w której są zamknięte przykazania Boże, jest wierny Matce Najświętszej, która nosi i daje nam Pana Jezusa. On nie opuści człowieka w jego trudnościach i z grzechu go dźwignie, ale trzeba starać się iść w życiu według Bożych przykazań. Poczęcie człowieka, zgodnie z planem Bożym, ma się odbywać według natury, czyli ma być aktem miłości dwojga ludzi, mężczyzny i kobiety. Boży plan trzeba realizować według Bożych praw i nie zakłamywać swoich słabości, ale je leczyć. Na metodę in vitro nie może się zgodzić żaden uczciwy człowiek, dlatego że ona przekracza prawo naturalne i przekreśla prawo Boże. Ponadto trzeba wiedzieć, że aby według tej metody mogło się począć jedno życie, trzeba zabić wiele innych tuż obok poczętych. W samej Polsce przechowuje się w płynnym azocie dziesiątki tysięcy tych poczętych ludzi. A potem się ich niszczy albo sprzedaje. Chrystus i Kościół broni człowieka najsłabszego, broni go i ochrania przez miłość ojca i matki. Domaga się niekiedy ofiary od małżonków, którzy nie otrzymali daru rodzicielstwa, ale przecież mają serce, które mogą otworzyć na innych. Ilu jest starszych ludzi potrzebujących serca i miłości, ile jest sierot, ile jest dzieci potrzebujących miłości rodzicielskiej. To dla nich są zarezerwowane serca tych małżonków.

Czy znamy słowo Boże i czy zachowujemy je w życiu codziennym, w naszych programach życiowych, w naszych decyzjach, w wychowaniu naszych dzieci? Tu chodzi o etykę chrześcijańską, o styl, który trzeba w naszym życiu zachować i który trzeba przekazać następnym pokoleniom.

Wspominamy dzisiaj w liturgii św. Maksymiliana Kolbego. To człowiek niezwykłej ofiarności, poświęcenia, którego się uczył w swoim rodzinnym domu, w skromnej polskiej rodzinie. To człowiek, który zdobył się na szaleństwo Bożej gorliwości. Misje, publicystyka, „Rycerz Niepokalanej”, Niepokalanów, Rycerstwo Niepokalanej – wszystko dla Niepokalanej, wszystko dla Maryi, wszystko dla człowieka. Kiedy wybuchła wojna ponad 1200 Żydów ukrywał przez pewien czas w Niepokalanowie. To jest właśnie Rycerz Niepokalanej, to jest sługa Maryi. A gdzie On się tego nauczył? Od swojej matki i ojca, w swojej rodzinie.

Dzisiaj wspominamy też rocznicę Cudu nad Wisłą. Tam przecież decydowały się losy naszej Ojczyzny. Lenin stwierdził wtedy, w 1920 r., że pod Warszawą znajduje się centrum całego współczesnego systemu imperialistycznego. Lenin wiedział, że Polska jest przedmurzem zachodniej Europy, że zdobyć Warszawę to zrobić krok po rewolucji październikowej na Zachód. Europę uratował przed tą nawałą Cud nad Wisłą. A skąd się polscy żołnierze i obrońcy nauczyli miłości do Ojczyzny? Dlaczego to zwycięstwo było możliwe? Dlatego, że cały naród stanął przeciwko najeźdźcy, choć był jeszcze bardzo osłabiony, bo przecież minęły dopiero dwa lata od odzyskania wolności i już trzeba było stawić czoła nieprzyjacielowi. Naród wydobył z siebie siły ofiarnej miłości do Ojczyzny, a jednocześnie walczył wiarą, walczył w oparciu o pomoc Bożą. Matka Najświętsza, jak mówią świadkowie, nie odmówiła tej pomocy. Myślę, że takich świadectw zrywu narodowego jest w naszej historii niemało. Wystarczy wspomnieć „Solidarność” – to także było wielkie świadectwo wobec całego świata. Cały naród zrozumiał kłamstwo ideologii bezbożnej i postanowił je odrzucić, a Bóg przyszedł z pomocą, otworzył też umysły prześladowców, że nie rozlewali krwi, że zrozumieli, że dalej tak nie można, że trzeba przystąpić do rozmów i dokonać przemian, bez wymuszania ich karabinem.

Dlaczego to mówimy? Trzeba to dzisiaj powiedzieć, bo chcemy dziękować Bogu i Matce Najświętszej za opiekę nad naszym narodem. Jesteśmy tu po to, żeby powiedzieć, że i dalej ufamy, że Bóg uczciwych ludzi nie opuści, ale trzeba, żebyśmy starali się być uczciwi w naszym myśleniu, w naszej wierze, którą stosujmy w życiu.

W 1976 r., podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych, a więc krótko przed wyborem na Stolicę Piotrową, kard. Karol Wojtyła wygłosił przemówienie do Polonii: „Stoimy dziś wobec największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a antykościołem, Ewangelią i jej zaprzeczeniem. Ta konfrontacja została wpisana w plany Boskiej opatrzności. Jest to czas próby, w którą musi wejść cały Kościół, a polski Kościół w szczególności. Jest to nie tylko próba naszego narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską ze wszystkimi jej konsekwencjami, ludzką godnością, prawami osoby, prawami społeczeństw i narodów” (GW 8.05.2015). Bardzo mądre dalekosiężne i ważne słowa. Papież Jan Paweł II przez cały pontyfikat był wierny tym zaleceniom, próbował przypominać o potrzebie odrodzenia wiary i wierności Bogu. Dzisiaj w naszym państwie ustanawia się prawa wbrew naturze, a jeśli ktoś chce żyć według Bożego prawa, to jest wyśmiewany. Znalazłem parę dni temu w jednej z gazet świadectwo dawnego działacza „Solidarności”, znanego profesora Ryszarda Bugaja. Oto jego słowa: „Nie jestem człowiekiem Kościoła. Zawsze sądziłem, że każdy Kościół powinien przestrzegać prawa. Dziś jednak, czytając «Gazetę Wyborczą», nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że jest tam prowadzona zmasowana kampania propagandowa wymierzona w Kościół” (wSieci, 29.06.2015). Zdarza się, że i człowiek niewierzący wskazuje, gdzie jest źródło walki z Kościołem, gdzie jest antykościół. Takich centrów antykościoła jest wiele, w których się ośmiesza i systematycznie atakuje Chrystusa, wyśmiewa się to, co mówił Papież, co mówią księża. Dzisiaj niektórzy próbują fałszywie odnawiać czy reformować Kościół. Czynią to nawet niektórzy duchowni. Jesteśmy tego świadkami. Dlatego potrzebna jest tym większa nasza wierność Bogu i Maryi w naszych rodzinach i codziennym myśleniu.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że największym zagrożeniem naszego narodu nie jest fakt rozbrojenia, a to, że nie posiadamy armii, nie mamy środków, żeby zabezpieczyć bezpieczeństwo zewnętrzne, o czym ze wstydem piszą dzisiaj uczciwi ludzie. Największym zagrożeniem jest rozbrojenie wewnętrzne narodu, wyśmiewanie patriotyzmu, co robi „Gazeta Wyborcza”, liczne pisma liberalne, stacje TV, a nawet niektóre pseudokatolickie gazety. Musimy wiedzieć, gdzie jest nasza busola, drogowskaz prawdy. Ksiądz Prymas Wyszyński tuż przed swoją śmiercią, w Lublinie wygłosił przemówienie, w którym powiedział: „Jak ongiś narzekano na szlachtę polską, że nierządem stoi i doprowadziła do upadku Polski, tak dzisiaj można powiedzieć: ktokolwiek przyczynia się do tego nierządu, chrześcijanie czy komuniści, liberałowie czy ktokolwiek inny, każdy będzie odpowiedzialny za losy Ojczyzny, która jest bodaj bardziej zagrożona dziś niż w roku 1939. Wtedy mieliśmy wrogów od zewnątrz, a dziś mamy ich samych w sobie na skutek nieuczciwości, nieobowiązkowości, łatwizny życiowej, protekcjonalizmu…”. Te słowa były wypowiedziane 21 października 1976 r. A czy się coś zmieniło, czy rzeczywiście ci, co powinni dbać o Polskę, o Ojczyznę, rozwijać patriotyzm, pielęgnować historię Polski, nie wykreślają, nie wyrzucają historii Polski ze szkół czy uczą ofiarnej miłości Ojczyzny? Ojciec i matka dzisiaj muszą znaleźć czas, żeby w naszej Ojczyźnie stać się nauczycielami historii, ale muszą ją najpierw poznać. Wielkim dziś zagrożeniem są podziały, pycha, to, że Polska jest od wielu lat partyjna, a nie narodowa, że liczy się interes partii, tej czy innej, a nie ma priorytetowej troski o człowieka, o zwykłego obywatela. Partie i politycy muszą zatroszczyć się o ludzi prostych, biednych, bezrobotnych czy chorych, a także o wspólne dobro narodu...

Jest taki piękny przykład bł. Piotra Frassatiego. Włoski inteligent, młody chłopak, syn ojca liberała, założyciela bardzo liberalnej antyklerykalnej gazety. On jednak całym sercem pokochał Kościół i widział jego wielką wartość. Niósł Ewangelię miłości do innych. Kiedy wśród młodzieży zakładał stowarzyszenia, propagował prasę katolicką, a nie gazetę swojego ojca. Tak się zachowuje chrześcijanin. Nie popieram tego, kto mi obiecuje to czy tamto, nawet kuzyna, ojca czy matki, jeśli widzę, że jest na niewłaściwej drodze. Trzeba się modlić za nich, próbować ich przybliżyć do prawdy i angażować się w popieranie dobra.

Są siły w narodzie, nie można o tym zapomnieć. Trzeba tylko, żebyśmy odważnie zaczęli patrzeć w przyszłość i budować odpowiedzialność za naszą Ojczyznę. Wtedy zdołamy uporządkować teraźniejszość. Pamiętajmy, że człowiek głoszący Ewangelię zawsze będzie budził lęk, będą mu się sprzeciwiać, włóczyć po sądach, bo broni etyki, moralności, bo się przeciwstawia nowym tendencjom gender, bo domaga się uczciwości w życiu społecznym, w pracy na co dzień... Ale to właśnie przed takimi ludźmi drżą manipulatorzy, tacy ludzie będą mieli autorytet, szacunek na ziemi i nadzieję zbawienia w wieczności.

Chcę zacytować bardzo znanego i długoletniego korespondenta francuskich gazet w Polsce, Bernarda Margueritte. Ten pisarz, dziennikarz i myśliciel ostatnio opublikował wspomnienia ze swojej pracy w Polsce: „Znam Zachód i wiem, że mimo wszystko najgłębsze wartości są o wiele bardziej żywe w Polsce, a szczególnie w młodzieży polskiej niż w zachodniej części Europy. Twierdzę, że wszystko, co ważne na tym świecie w ostatnim pięćdziesięcioleciu, a więc ideały «Solidarności», nauka Jana Pawła II wywodziło się z tej polskiej ziemi, z Polski, a więc jak Polacy mogą nie być dumni z siebie? Dziś ważne i konkretne zadanie wobec Europy zachodniej, polegające m.in. na jej nowej ewangelizacji, rodzi się przed Polakami. Polacy nie powinni debatować nad tym, co może im dać Unia Europejska, ale zastanowić się, co każdy Polak może dać Europie” (PK 5.07.2015). Nie damy im bogactw, bo zostaliśmy ich pozbawieni, ale trzeba Europę ratować przed nią samą, świat trzeba ratować przed nim samym, nie naszymi mocami, ale mocą Bożą, którą wypraszajmy naszą modlitwą, naszą wiernością Ewangelii zawsze pod znakiem Maryi.

Tagi:
Maryja

Reklama

Matka Zwycięzcy

2019-04-10 10:24

O. Jan Pach OSPPE
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 16-17

Maryja, Matka Jezusa, nie tylko poczęła z Ducha Świętego, wyrażając swą zgodę na Bożą propozycję, zrodziła i wychowała Jezusa, ale w pełni uczestniczyła również w Jego zbawczej misji. Boża Rodzicielka, jak każda matka, interesowała się dziełem Syna nie tylko przez słuchanie wieści o Jego dokonaniach, ale też przez towarzyszenie Mu w słuchaniu słowa Bożego i pełnienie Jego woli

GK

Pozorna skąpość informacji Ewangelistów o obecności Maryi na ścieżkach ewangelizacyjnych Jezusa, zwłaszcza na etapie Jego pojmania, procesu politycznego w Jerozolimie oraz na drodze krzyżowej, nie może przysłonić nam testamentu z Kalwarii, który jest pieczęcią Jej codziennego wędrowania z Synem po drodze krzyża.

Niewiasta wypróbowana cierpieniem

Matka Jezusa dojrzewała do misji towarzyszenia Synowi na drodze cierpienia od samego początku podjęcia współpracy z Bogiem. On oczyszczał Ją jak złoto w tyglu, by na Kalwarii mogła stanąć jako Matka mocna w wierze i zdolna dać rodzącemu się Kościołowi pewność, że Bóg zwycięża w słabości. Droga krzyżowa Maryi rozpoczęła się w miesiącach Jej odwiedzin Elżbiety, gdyż przeczuwała Ona bunt swego męża Józefa i zawierzyła go Bogu, żeby i on potrafił uwierzyć. Stacją próby Jej wiary było Betlejem, gdzie świadoma, że niesie w swym łonie Boga, a nie ma dla Niego miejsca, musiała rozpocząć swoje wstępowanie na górę próby wiary, jak Abraham na górę Moria. Starzec Symeon zapowiedział Maryi miecz boleści, który przeszyje Jej serce przede wszystkim z powodu świadomości, że ofiara Jej Syna przez wielu ludzi zostanie wzgardzona. Czas ucieczki do Egiptu i powrót do Nazaretu był doświadczeniem bólu niewoli Izraela i jego buntowniczego dorastania do całkowitego uwierzenia Bogu. Trzy dni szukania dwunastoletniego Jezusa, który przebywał w domu Ojca, były dla Jego Matki zapowiedzią trzech dni Jego pobytu w grobie, z którego wyjdzie jako Zwycięzca.

Matka odrzucanego Cieśli z Nazaretu

Mieszkańcy Nazaretu byli dla Jezusa skałą oporu i studnią niewiary, ale byli również powodem cierpienia dla Jego Matki. Z bólem przyjmowała Ona fakt, że ci, pośród których Jezus wzrastał, są grupą, która najbardziej Nim pogardza. A Jezus przerastał ich i wzywał do nawrócenia. Najwygodniej więc było im przyjąć postawę pogardy i pokazać, że Jezus to ten „nikt”, którego oni dobrze znają. Choć byli zdumieni Jego nauką, uciekali przed prawdą o sobie i odrzucali naukę „Syna Józefa”. Maryja cierpiała nie tyle z powodu odrzucenia Syna, ile z powodu ich niedowiarstwa, które nie pozwalało Jezusowi dokonywać cudów w Nazarecie.

Czy i wy chcecie odejść?

Na drodze apostolskiej działalności Jezusa było wiele etapów, kiedy stawiane przez Niego wymagania oraz otwierane perspektywy nawrócenia i podjęcia wysiłku zmiany myślenia były powodem odchodzenia uczniów, a nawet ich zgorszenia. Jezus wyraźnie mówił, że przyczyną takich postaw jest pielęgnacja niewiary, dlatego stawiał pytania swym najbliższym uczniom, czy i oni chcą odejść. Maryja słyszała te pytania, widziała odejścia uczniów, bolała z tego powodu i na pewno modliła się o ich przemianę. Z pewnością jeszcze mocniej niż Piotr wołała w swym sercu: Panie, do kogo mielibyśmy pójść? Matka Jezusa szła wiernie z Synem, czego świadectwem jest błogosławieństwo wypowiedziane o Niej przez kobietę z tłumu oraz przez samego Jezusa, że jest Mu Ona jeszcze bardziej Matką, gdyż słucha i zachowuje Jego słowo. Cierpienie Maryi niewątpliwie dyskretnie wspierającej swego Syna, którego opuszczały kolejne grupy uczniów, można nazwać cierpieniem Służebnicy Pańskiej, która boleje nad zatwardziałością serc ludzkich. Jest to ewangeliczna Służebnica, która pomaga Słudze Jahwe, by wytrwał na drodze posłania przez Ojca.

Moja dusza jest śmiertelnie smutna

Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus ustanowił Eucharystię, dał siebie uczniom pod postaciami chleba i wina, zapowiedział ich zwątpienie oraz swoje zmartwychwstanie, a potem udał się do ogrodu Getsemani. Tam modlił się żarliwie i przyznał się uczniom, że jako człowiek przeżywa ogromny lęk przed męką i śmiercią. Nie wstydził się im wyznać: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci” (Mk 14, 34). Później uczniowie rozproszyli się, uciekli, a Piotr się Go zaparł. Pozostał jedynie Jan, który trwał z Matką Jezusa aż po Kalwarię. W męce Ogrodu Oliwnego Jezus był sam ze swoją zgodą na wolę Ojca. Smutek ogarniał też duszę Maryi, ale potrafiła wyjść z jego mroku i razem z Synem przyjąć kielich, który był Jego udziałem.

Gdzie wtedy była Matka Jezusa?

Nie mamy żadnego przekazu ewangelicznego o obecności Maryi w pełnych męki godzinach Jezusa. Jesteśmy przekonani, że Ona była gdzieś na zapleczu, była z grupą kobiet w Wieczerniku, szła śladem Syna do Ogrodu Oliwnego oraz towarzyszyła Mu na poszczególnych etapach procesu, skazania i drogi na Kalwarię. Z pewnością pod krzyżem nie pojawiła się nagle, nie stała pod nim, ale trwała „zrośnięta z krzyżem” ciałem i duchem. Była zjednoczona z krzyżem pojętym osobowo, jako najważniejszym znakiem zwycięstwa nad grzechem i śmiercią. Nie wiła się w spazmatycznych bólach, ale mężnie towarzyszyła Synowi. To godna Matka Zwycięzcy, który w Jej Sercu wiary już jaśniał blaskami zmartwychwstania. Na ramieniu Maryi, w oczach ludzi – podeptanej Matki Skazańca, oparł się Jan, a w nim cały Kościół, który rodził się w bólach niewzruszonej wiary Matki Jezusa. Bolesna Matka z Kalwarii objawiła się Kościołowi jako Jutrzenka Poranka Zmartwychwstania oraz Przyjaciółka Ducha Świętego, Pierwsza Ewangelizatorka w Kościele, który będzie głosił światu radosną nowinę nowego życia w zmartwychwstałym Jezusie Chrystusie.

Sobór Watykański II przypomniał, że Maryja stale jest obecna w tajemnicy Chrystusa i Kościoła. Od chwili Zwiastowania, kiedy wypowiedziała swoją zgodę na współpracę z Bogiem, całe Jej życie zostało nierozerwalnie związane ze zbawczą misją Jezusa Chrystusa. Jako Służebnica Pańska w sposób szczególny, pisał w „Redemptoris Mater” św. Jan Paweł II, „nieustannie współpracuje z dziełem zbawienia dokonanym przez Chrystusa – Jej Syna” (nr 49). Nie mogło więc zabraknąć Maryi w najważniejszym momencie zbawczego dzieła Chrystusa, którym były Jego męka, droga krzyżowa oraz śmierć na krzyżu. Choć Ewangelie ukazują Ją dopiero, gdy stała pod krzyżem, to z pewnością była cały czas blisko cierpiącego Syna.

Św. Jan Paweł II wiele razy, zwłaszcza w liście apostolskim „Rosarium Virginis Mariae”, mówił o „szkole Maryi”, która jest uważnym wsłuchiwaniem się w słowa Jezusa, wpatrywaniem się w Jego drogę bezgranicznego zaufania Ojcu, zwłaszcza na etapie cierpienia oraz śmierci. Naśladowanie Maryi winno skutkować wysiłkiem kroczenia drogą Jezusa, jak szła nią Jego Matka. Jeżeli jest nam trudno, jeżeli doświadczamy czasem beznadziei, spójrzmy na Maryję, której Bóg nie oszczędzał, ale zawsze dawał Jej siłę wytrwania. Również my możemy doświadczyć radości zwycięstwa nad bólem i smutkiem, jeżeli razem z Matką Jezusa oddamy wszystko Bogu, który nas pocieszy w każdym utrapieniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Dar na Stulecie” – 18 maja startuje ogólnopolski projekt na 100. urodziny św. Jana Pawła II

2019-04-24 16:27

tk / Warszawa (KAI)

Już 18 maja startuje wielka ogólnopolska akcja „Dar na Stulecie”, która ma upamiętnić przypadającą 18 maja przyszłego roku 100. rocznicę urodzin Jana Pawła II. Pomysłodawca, o. Maciej Zięba, ma nadzieję, że akcja zaowocuje podjęciem szeregu dzieł charytatywnych, modlitewnych, edukacyjnych i kulturalnych oraz, że pomysł zjednoczy wszystkich Polaków.

Biały Kruk/Adam Bujak, Arturo Mari

Zachęcając do podjęcia akcji organizatorzy wymieniają przykłady różnego typu działań. Może to być osobiste zaangażowanie poprzez podjęcie dodatkowych praktyk związanych z modlitwą, postem i jałmużną, zaangażowanie się w pomoc osobom potrzebującym w najbliższym otoczeniu czy systematyczne studiowanie Pisma Świętego lub nauczania Jana Pawła II.

Wśród proponowanych, przykładowych działań wymienia się też m.in. działania w najbliższym otoczeniu na rzecz wzmocnienia pobożności, działań kulturalnych, charytatywnych, samokształcenia czy edukacji.

Uczestnictwo w „Darze na Stulecie” może też polegać na zorganizowaniu nabożeństw i innych form modlitewnych w intencji Ojczyzny i pokoju na świecie oraz wydarzeń promujących i upowszechniających nauczanie Jana Pawła II. Może to być także zaangażowanie duchowe, fizyczne lub materialne w konkretne potrzeby lokalnego Kościoła np. poprzez wolontariat lub wsparcie misji.

„W Polsce jest wielki potencjał społeczny do czynienia dobra, ale nie jest on uruchamiany” – powiedział o. Zięba podczas dzisiejszego spotkania w Centrum Medialnym KAI. Zapowiedział, że w ramach projektu uruchomiona zostanie „mapa dobrych inicjatyw”, na którą nanoszone będą kolejne pomysły i przedsięwzięcia, zgłaszane z całego kraju. „Chodzi o multiplikowanie dobrych inicjatyw” – tłumaczy zakonnik.

O. Zięba zaznacza, że inicjatywa ma być formą odpowiedzi na papieskie wezwanie by „duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjąć z wiarą, nadzieją i miłością”. Stąd pomysł stworzenia pomnika z serc i umysłów tysięcy Polaków, zbudowanego z inicjatyw modlitewnych i charytatywnych, naukowych i artystycznych, edukacyjnych i wychowawczych wspierających pomnażanie owego duchowego dziedzictwa.

Projekt „Dar na Stulecie” zostanie zainaugurowany 18 maja bieżącego roku na Wawelu. Natomiast 18 maja przyszłego roku, w 100. rocznicę urodzin Karola Wojtyły, w sanktuarium Jana Pawła II w Krakowie złożone zostanie wotum – księga ze spisem wszystkich działań duchowych i materialnych podjętych w ramach projektu.

Kilka dni wcześniej, 15 maja w Warszawie odbędzie się konferencja prasowa promująca cały projekt. W trakcie spotkania zostanie uruchomiona specjalna strona internetowa, dziennikarze zobaczą też specjalny spot telewizyjny zachęcający do włączenia się w akcję.

Do włączenia się w inicjatywę zaproszeni są wszyscy Polacy, żyjący w kraju jak i za granicą oraz wszystkie grupy społeczne. „Nauczanie Jana Pawła II nazywam 'odkrywkową kopalnią złota'” – wskazuje o. Zięba dodając, że ta kopalnia „trochę nam zarasta, ale chaszcze są małe i jeszcze można je usunąć”. Temu właśnie, jak tłumaczy, służyć ma "Dar na Stulecie", a jego celem nie jest przekonywanie kogokolwiek, iż papież Wojtyła był „wielki” tylko pokazanie, że może być patronem różnych dzieł „tu i teraz”.

Organizatorzy podkreślają, że wyzwania stojące przed Polską i Kościołem domagają się ewangelicznej odpowiedzi – odważnej i wyrazistej. Ich zdaniem, nie istnieje lepsza inspiracja, aby sprostać tym wyzwaniom niż przesłanie Jana Pawła II do rodaków. Jest to zarazem odpowiedź na apel papieża Franciszka: „Niech ponowne odkrycie świadectwa wierności Bogu i miłości do człowieka mojego czcigodnego poprzednika zachęci wszystkich, zwłaszcza młodych, do tego, by otworzyli na oścież drzwi Chrystusowi na rzecz wielkodusznego zaangażowania dla pokoju, braterstwa i solidarności”.

W ramach akcji do 6 maja rozesłane zostaną pakiety informacyjne do wszystkich, ponad 10. tys., parafii w Polsce. Przewiduje się także uruchomienie strony internetowej i specjalnej aplikacji.

„Dostrzegamy znamiona pełzającej sekularyzacji i element religijnego ożywienia jest niezbędny” – powiedział KAI o. Zięba. Zaznaczył, że Jan Paweł II jest wpisany w wiele polskich serc, dlatego wydaje się, że łatwo będzie wzbudzić takie ożywienie oraz poczucie wspólnoty, które On tworzył przez prawie 30 lat. „Każdy może dołożyć swoją cegiełkę, niezależnie od tego czy jest stary czy młody, prawicowy czy lewicowy, praktykujący czy też nie” – zaznacza zakonnik.

Organizatorami akcji „Dar na Stulecie” są: Stowarzyszenie Lednica 2000, Centrum Myśli Jana Pawła II, Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia, Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II, Stowarzyszenie „Środowisko Ks. Karola Wojtyły - św. Jana Pawła II”, Instytut Tertio Millennio.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: ponad 12 tys. skautów było molestowanych seksualnie

2019-04-25 17:05

pb (KAI/repubblica.it) / Nowy Jork

Od 1944 do 2016 r. w Stanach Zjednoczonych ofiarą molestowania seksualnego padło 12 254 skautów. Sprawcami byli ich opiekunowie w ramach działalności organizacji harcerskiej Boy Scouts of America.

pixabay.com

Dane te ujawniła prof. Janet Warren z Uniwersytetu Wirginii, która przez pięć lat miała dostęp do danych z akt dotyczących opiekujących się skautami wolontariuszy, których usunięto z powodu nadużyć seksualnych, jakich się dopuścili.

Po 109 latach działalności Boy Scouts of America, skupiający 2,4 mln chłopców, są zagrożeni likwidacją z powodu konieczności wypłaty milionowych odszkodowań ofiarom.

Część przypadków wykorzystywania seksualnego wypłynęła na światło dzienne w 2012 r., jednak dotychczas nie była znana ani skala zjawiska, ani liczba ofiar.

Również adwokat Jeff Anderson, obrońca części ofiar, opublikował nazwiska 180 wolontariuszy skautingu oskarżonych o pedofilię w stanie Nowy Jork i zaapelował do nieujawnionych jeszcze ofiar o składanie doniesień do prokuratury.

Ze swej strony władze Boy Scouts of America wydały oświadczenie, w którym zawarły słowa przeprosin wobec ofiar i zapewniły, że „nic nie może być ważniejsze od bezpieczeństwa i ochrony dzieci”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem