Reklama

Wyszli z zakrystii na place

2015-09-15 13:13

Z biskupem diecezji Santa Clara na Kubie – Marcelo Arturo Gonzálezem Amadorem – rozmawia ks. Mieczysław Puzewicz
Niedziela Ogólnopolska 38/2015, str. 20-21

Archiwum autora
Na zdjęciu w środku – bp Marcelo Arturo González Amador i ks. Mieczysław Puzewicz, po bokach – Jakub i Ania – Polacy z grupy „Solidarni z Kubą”, która od 8 lat wspier a środowiska katolickie na Kubie. Zdjęcie wykonano 11 sierpnia 2012 r. w dniu święceń

Papież Franciszek w drodze do Stanów Zjednoczonych odwiedzi Kubę. Pielgrzymka papieska do tego kraju odbędzie się w dniach 19-22 września 2015 r. Rozpocznie się w Hawanie Mszą św. na placu Rewolucji. Ojciec Święty odwiedzi też Holguín i Santiago de Cuba, w tym znajdujące się na jego przedmieściach sanktuarium Matki Bożej Miłosierdzia – Patronki Kuby z El Cobre
Z biskupem diecezji Santa Clara na Kubie – Marcelo Arturo Gonzálezem Amadorem – rozmawia ks. Mieczysław Puzewicz

KS. MIECZYSŁAW PUZEWICZ: – Zbliża się wizyta Ojca Świętego Franciszka na Kubie. Jakie są oczekiwania tamtejszego Kościoła w związku z tym wydarzeniem?

BISKUP MARCELO ARTURO GONZáLEZ AMADOR: – Informacja o wizycie Ojca Świętego Franciszka była niespodzianką dla naszego Kościoła i narodu. Przypomnijmy, że będzie to trzeci papież na Kubie – wcześniej byli u nas Jan Paweł II i Benedykt XVI, a teraz Franciszek wyraził wolę odwiedzenia naszego kraju przy okazji pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych. Nasz naród jest zmęczony, a kolejna wizyta papieska to znak nadziei na lepszą przyszłość.

– Jak wyglądają przygotowania do wizyty?

– W Kościele natychmiast zaczęliśmy przygotowania do wizyty Ojca Świętego. Konferencja Episkopatu Kuby przygotowała program, który został zaakceptowany przez Stolicę Apostolską. Papież odwiedzi diecezje: Hawana, Holguín i Santiago de Cuba. Chcemy podkreślić w ten sposób, że Papież przyjeżdża do całego narodu. Podjęliśmy misję nagłaśniania tego wydarzenia poprzez wystąpienia lokalnych biskupów w stacjach radiowych, połączone z krótkimi, 10-15-minutowymi katechezami. Wspólnoty chrześcijańskie zorganizowały misyjną akcję odwiedzenia wszystkich rodzin, aby przekazać materiały o wizycie Ojca Świętego, głosić przesłanie o Chrystusie, o Matce Bożej, o Kościele. Ponieważ Papież będzie przebywał na Kubie 3 dni, chcemy zgromadzić w tym czasie jak najwięcej ludzi w kościołach, aby razem mogli słuchać przesłania Franciszka – nie tylko w domach, ale i w świątyniach. Rozdzielono już materiały informacyjne, organizowano spotkania formacyjne i modlitewne. Latem odbywały się konwiwencje młodych, spotkania rodzin, małżeństw, również przygotowujące do wizyty papieża Franciszka.
Chcemy także, aby wizyta Franciszka stała się okazją do wzajemnego wybaczenia, do pojednania i do świadczenia gestów miłosierdzia. Papież przyjedzie na Kubę pod hasłem: „Misjonarz miłosierdzia”, ponieważ wizyta odbędzie się w ramach rozpoczynającego się Roku Miłosierdzia. W tym sensie chcemy zorientować Kościół, wiernych, cały naród, aby ludzie byli w stanie przebaczać sobie wzajemnie, okazywać akceptację, aby zabliźniły się rany – poprzez konkretne gesty wybaczenia i miłosierdzia.

– Przygotowania do wizyty, które trwają obecnie na Kubie, przypominają wcześniejsze misje w diecezji Santa Clara.

– Tak. Chodzi o to, aby odwiedzić każdy dom, aby zanieść ewangeliczne przesłanie, przekazać materiały formacyjne, medaliki, wizerunki, aby uwrażliwiać ludzi. Nie wystarczy, żeby informacja o wizycie papieskiej była podawana w oficjalnych mediach państwowych. Potrzebna jest promocja ze strony Kościoła, z perspektywy wiary, że oto odwiedza nas nie szef państwa, ale Ojciec Święty, głowa Kościoła; że wizyta ta nie ma charakteru politycznego, ale duszpasterski.

– Z jakimi najważniejszymi problemami moralnymi i społecznymi spotka się Papież na Kubie?

– Kościół na Kubie ma przed sobą wielkie wyzwania. Po wizycie Jana Pawła II Kościół stał się bardziej obecny w przestrzeni publicznej. Papież ten wyprowadził nas z zakrystii na place, ponieważ wcześniej działaliśmy w ukryciu. I zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy Kościołem bardzo słabym. Nasi uformowani wierni opuścili kraj, a obecna wspólnota chrześcijańska złożona jest w większości z osób starszych i takich, które mają za sobą mniej niż 10 lat formacji i praktyki religijnej. Brak im więc pogłębionego życia duchowego. Ale ten słaby Kościół czuje się wezwany do tego, aby stać się znakiem miłości i miłosierdzia pośród ludu, który cierpi, jest zraniony i poddany licznym ograniczeniom. Najważniejsze obecnie wyzwania to: promocja godności człowieka, obecność pośród ludzi słabych, ubogich, a konkretnie starszych, chorych i cierpiących, ale także młodych pozbawionych nadziei, pośród osób chorych psychicznie; pomoc dzieciom opuszczonym, praca nad uzdrowieniem rodzin i wzbudzeniem w nich poczucia stabilizacji. Powołaniem Kościoła kubańskiego staje się dziś obecność w tych przestrzeniach i środowiskach, w których nie mógł on działać w ciągu ostatnich 50 lat.

– Czy problemy społeczne, jak ubóstwo, oraz moralne, jak aborcja, są widoczne?

– Problem aborcji na Kubie jest bardzo widoczny. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat naród kubański bardzo się zestarzał, możliwe, że jest to obecnie społeczeństwo z największym odsetkiem ludzi starych na całym kontynencie latynoamerykańskim. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze – w wyniku trwającego dekady exodusu, emigracji ludzi, po drugie – z powodu obawy przed ubóstwem ze strony ludzi młodych, którzy nie decydują się na dzieci, ale również na skutek bardzo rozpowszechnionej mentalności proaborcyjnej wprowadzanej do świadomości ludzi. Aborcja jest dziś bardzo często postrzegana jako rozwiązanie problemu niechcianej ciąży. W wielu przypadkach zalecają ją sami lekarze, co jest szczególnie bolesne. Bez wątpienia jednak dziś państwo jest zaniepokojone tym problemem. W niektórych miejscach władze zgodziły się, aby siostry zakonne odwiedzały miejsca, gdzie dokonuje się aborcji, aby ją odradzać, aby uświadamiać. Obecnie pracujemy na rzecz promocji życia z małą organizacją pro life, która podejmuje działania na rzecz rodziny.

– Wracając do pielgrzymek, Jan Paweł II odwiedził Santa Clara. Po tej wizycie pozostał pomnik. Czy Ksiądz Biskup widzi jakieś pozytywne efekty, jakieś zmiany po wizycie Papieża Polaka na terenie swojej diecezji?

– Jan Paweł II przybył na Kubę jako głosiciel Chrystusowej prawdy i nadziei, co miało fundamentalne znaczenie dla narodu w tamtym momencie. Wypowiedział wówczas bardzo mocne słowa i poruszające nauki. Do tego stopnia, że podczas ceremonii pożegnania z Fidelem Castro stwierdził: „Cieszymy się z wizyty, choć nie podzielamy wszystkiego, co pan zaprezentował”. To były bardzo mocne słowa Papieża dotyczące rodziny, edukacji, ojczyzny, historii, człowieka i wolności. To papieskie przesłanie nie pozostało w zawieszeniu. Stało się dla Kościoła kubańskiego projektem pracy duszpasterskiej. Jakie są więc skutki wizyty Jana Pawła II na Kubie? Po pierwsze – wprowadził nas ponownie w przestrzeń publiczną. Po drugie – pozwolił nam dostrzec, że są miejsca, w których Kościół ma zabierać głos, oświecać serca, głosząc Ewangelię i ukazując prawdę. Budzi zachwyt dzieło, jakiego Kościół na Kubie dokonał po wizycie Jana Pawła II: na misjach, w świątyniach, w więzieniach; praca ze starszymi, z nauczycielami, choć nie są katolikami. Udało nam się wejść w świat, w przestrzenie, o których wcześniej nawet nie śniliśmy.

– Jaki wpływ na społeczeństwo mają zachodzące obecnie na Kubie zmiany, zwłaszcza normalizacja stosunków z USA?

– Od czasu, gdy 17 grudnia 2014 r. ogłoszono, że trwają rozmowy pomiędzy rządami Kuby i Stanów Zjednoczonych, w społeczeństwie kubańskim obudziła się wielka nadzieja. Naród wie, że jest to owoc cichej pracy Kościoła, kolejnych papieży – Jana Pawła II, Benedykta XVI oraz Franciszka. Rząd USA dał dowody dobrej woli, poczynił pewne kroki. Chodzi o to, aby to samo czynił rząd kubański, aby było widać, że jest to współpraca w ramach wzajemnego poszanowania i autonomii państw. Dla Kubańczyków jest to powód do nadziei. Pojawiają się pewne konkrety, drobne inicjatywy: działają małe restauracje domowe, małe spółdzielnie. Ale to nie wystarczy, trzeba szukać nowych przestrzeni dla ludzkiej inicjatywy i kreatywności.

– Ksiądz Biskup bierze udział w pracach Komisji Pojednania pomiędzy diasporą kubańską a władzami. Czy pojawił się tam jakiś kryzys?

– Komisja zajmuje się tworzeniem mostów dla relacji i komunikacji pomiędzy dziećmi tej samej ojczyzny. Wielu Kubańczyków wyjechało ze swego kraju z urazami, zranieniami i uprzedzeniami. Ci, którzy pozostali, również doświadczali podobnej sytuacji. Trzeba więc tworzyć mosty pojednania, a to może uczynić tylko Kościół, wychodzący z założenia, że łączy nas caritas – miłość. Napracowaliśmy się w tym temacie wiele. Obecnie, gdy ogłoszono otwarcie relacji pomiędzy Kubą i USA, pojawiła się nadzieja. To prawda, że na emigracji żyje wielu Kubańczyków, którzy nie chcą przywrócenia relacji pomiędzy tymi oboma państwami, dopóki Castro są u władzy, większość jednak pragnie, aby Kuba otworzyła się już teraz.

– Czy nie ma obaw, że w przyszłości diaspora będzie się domagała zwrotu pozostawionych na Kubie majątków?

– To jest temat, który poruszano w rozmowach wiele razy. Wydaje się, że dzisiaj ludzie myślący w ten sposób stanowią mniejszość w środowisku kubańskiej emigracji. Większość chce wrócić do ojczyzny, aby odbudować kraj, aby uzdrowić antropologiczne zranienia człowieka, zrekonstruować jego wnętrze i jego serce, bardziej niż odzyskiwać majątki, budynki i posiadłości.

– Czy ludzie na Kubie rzeczywiście uwierzyli ideologii komunistycznej? W Polsce było to raczej powierzchowne, wielu ludzi czyniło to dla kariery. Czy komunizm dokonał głębokich spustoszeń na Kubie?

– Myślę, że mały procent naprawdę wierzy w marksizm-leninizm. Większa część społeczeństwa nie ma zaufania do tej ideologii, czuje się przez nią zdradzona, okazuje frustrację. Nie dała ona przecież odpowiedzi na jej oczekiwania. I tu właśnie pojawia się okazja dla Kościoła, aby głosić Ewangelię Chrystusa jako przesłanie niewykluczające nikogo i aby leczyć ludzi zranionych komunistyczną ideologią.

– Każdy człowiek ma marzenia, nadzieje. O czym marzy Ksiądz Biskup jako Kubańczyk i jako duchowny katolicki?

– Marzę, aby Kubańczyk był radosny i szczęśliwy na swojej własnej ziemi. Aby wyróżniały go miłość, poszanowanie dla innych i aby ten głód Boga, którego tutaj doświadczamy, mógł być nasycony przez Chrystusa, który jest drogą, prawdą i życiem.

Przekład z jęz. hiszpańskiego – Cezary Taracha

* * *

Bp Marcelo Arturo González Amador,
ordynariusz diecezji Santa Clara na Kubie. Urodził się 16 stycznia 1956 r., święcenia kapłańskie przyjął 18 grudnia 1983 r., a biskupie – 20 grudnia 1998 r. Był głównym organizatorem wizyty Jana Pawła II w Santa Clara (styczeń 1998 r.). W roku 1999 został ordynariuszem diecezji.
Jego zawołaniem biskupim są słowa: „Zaufaj Panu i czyń dobrze”. Diecezja erygowana została w roku 1995. Na jej terenie są 34 parafie i 45 innych kościołów, ponadto funkcjonuje 207 ośrodków duszpasterskich, które nie mają miejsc kultu, ale prowadzi się w nich katechezę, nabożeństwa Słowa Bożego i od czasu do czasu sprawuje Eucharystię. W diecezji Santa Clara pracuje 32 księży (w tym 9 zakonnych), 30 sióstr i 1 brat zakonny, 9 diakonów stałych. Dwie trzecie duchowieństwa przybyło z krajów Ameryki Łacińskiej i Hiszpanii.

Tagi:
pielgrzymka Franciszek na Kubie i w USA

Piękny jubileusz

2019-12-04 07:37

Maria Fortuna-Sudor
Edycja małopolska 49/2019, str. I

Maria Fortuna-Sudor
Chrześcijańscy przedsiębiorcy w procesji z darami ofiarnymi

Dwa dni trwała XVI Pielgrzymka Przedsiębiorców i Pracodawców Duszpasterstwa „Talent”, a motywem przewodnim był jubileusz 20-lecia działalności. Spotkanie rozpoczęło się w sobotę 30 listopada (w Centrum Jana Pawła II na Białych Morzach) od cyklu konferencji poświęconych tematyce związanej z wartościami chrześcijańskimi w biznesie. Z kolei w godzinach popołudniowych był czas składania świadectw przedsiębiorców i dyskusje wokół tematu: „Zostać liderem, pozostać sługą”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Symbole i zwyczaje Adwentu

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 49/2002

Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to, między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego. Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga i Matki Najświętszej.

Bożena Sztajner

Wieniec adwentowy

W niektórych regionach naszego kraju przyjął się zwyczaj święcenia wieńca adwentowego. Wykonywany on jest z gałązek iglastych, ze świerku lub sosny. Następnie umieszczone są w nim cztery świece, które przypominają cztery niedziele adwentowe. Świece zapalane są podczas wspólnej modlitwy, Adwentowych spotkań lub posiłków. W pierwszym tygodniu adwentu zapala się jedną świecę, w drugim dwie, w trzecim trzy, a w czwartym wszystkie cztery. Wieniec wyobraża jedność rodziny, która duchowo przygotowuje się na przeżycie świąt Bożego Narodzenia.

Świeca roratnia

Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot - duszę, a płomień - światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa - Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: "Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański..." (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.

Roraty

W Adwencie Kościół czci Maryję poprzez Mszę św. zwaną Roratami. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, desuper... (Niebiosa spuśćcie rosę...). Rosa z nieba wyobraża łaskę, którą przyniósł Zbawiciel. Jak niemożliwe jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski. Msza św. roratnia odprawiana jest przed świtem jako znak, że na świecie panowały ciemności grzechu, zanim przyszedł Chrystus - Światłość prawdziwa. Na Roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by zaświecić je podczas Mszy św. i wędrować z tym światłem do domów.
Według podania zwyczaj odprawiania Rorat wprowadziła św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Stały się one jednym z bardziej ulubionych nabożeństw Polaków. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: "Gotów jestem na sąd Boży". W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Adwentowe zwyczaje

Z czasem Adwentu wiąże się szereg zwyczajów. W lubelskiem, na Mazowszu i Podlasiu praktykuje się po wsiach grę na ligawkach smętnych melodii przed wschodem słońca. Ten zwyczaj gry na ligawkach związany jest z Roratami. Gra przypomina ludziom koniec świata, obwieszcza rychłe przyjście Syna Bożego i głos trąby św. Michała na Sąd Pański. Zwyczaj gry na ligawkach jest dość rozpowszechniony na terenach nadbużańskim. W niektórych regionach grano na tym instrumencie przez cały Adwent, co też niektórzy nazywali "otrembywaniem Adwentu". Gdy instrument ten stawiano nad rzeką, stawem, lub przy studni, wówczas była najlepsza słyszalność.
Ponad dwudziestoletnią tradycję mają Konkursy Gry na Instrumentach Pasterskich (w tym także na ligawkach) organizowane w pierwszą niedzielę Adwentu w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. W tym roku miała miejsce już XXII edycja tego konkursu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wspomnienie Matki Bożej Loretańskiej

2019-12-10 07:24

brewiarz.pl

Kult Matki Bożej Loretańskiej wywodzi się z sanktuarium domu Najświętszej Maryi Panny w Loreto. Jak podaje tradycja, jest to dom z Nazaretu, w którym Archanioł Gabriel pozdrowił przyszłą Matkę Boga i gdzie Słowo stało się Ciałem.

Monika Książek

Sanktuarium w Loreto koło Ankony (we Włoszech) jest pierwszym maryjnym sanktuarium o charakterze międzynarodowym i stało się miejscem modlitw wiernych. Wewnątrz Domku nad ołtarzem umieszczono figurę Matki Bożej Loretańskiej, przedstawiająca Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce. Rzeźba posiada dwie charakterystyczne cechy: jedna dalmatyka okrywa dwie postacie, a twarze Matki Bożej i Dzieciątka mają ciemne oblicza. Pośród kaplic znajdujących się w bazylice warto wspomnieć Kaplicę Polską, ozdobioną freskami w latach 1920-1946, przedstawiającymi dwa wydarzenia z historii Polski: zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem oraz cud nad Wisłą.

Zobacz także: Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny

2000 lat temu w ciepłym klimacie Palestyny ludzie znajdowali schronienie w grotach wykuwanych w skałach. Czasem dobudowywano dodatkowe pomieszczenia. I tak pewnie postąpili Joachim i Anna, bo ich dom znajdował się obok groty, zbyt małej dla powiększającej się rodziny. Już pierwsi chrześcijanie otaczali to skromne domostwo opieką i szacunkiem. Między innymi cesarzowa Helena w IV w. zwiedziła je, pielgrzymując po Ziemi Świętej, i poleciła wznieść nad nim świątynię. Obudowany w ten sposób Święty Domek przetrwał do XIII w., chociaż chroniący go kościół był parokrotnie burzony i odbudowywany.

Gdy muzułmanie zburzyli bazylikę chroniącą Święty Domek, sam Domek przetrwał, o czym świadczą wspomnienia pielgrzymów odwiedzających w tym czasie Nazaret. Jednak po 1291 r. brakuje już świadectw mówiących o murach tego Domku. Kilka lat później domek Maryi "pojawił się" we włoskim Loreto. Dało to pole do powstania legendy o cudownym przeniesieniu Świętego Domku przez anioły.

Okazało się, że legenda ta wcale nie jest taka daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty świadczące o tym, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co po włosku znaczy aniołowie. Cała operacja przeprowadzona była w sekrecie ze względu na niespokojne czasy i strach o to, by cenny ładunek nie wpadł w niepowołane ręce. Była to na tyle skomplikowana akcja, że bez udziału Opatrzności i wojska anielskiego wydaje się, że była nie do przeprowadzenia. Nie od razu przewieziony budynek znalazł się w Loreto. Trafił najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach pieczołowicie złożono go w całość w lesie laurowym, stąd późniejsza nazwa Loreto. Nie ulega też wątpliwości, że to ten sam Domek. W XIX w. prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku.

Do Loreto przybywali sławni święci, m.in. Katarzyna ze Sieny, Franciszek z Pauli, Ignacy Loyola, Franciszek Ksawery, Franciszek Borgiasz, Ludwik Gonzaga, Karol Boromeusz, Benedykt Labre i Teresa Martin.

Jest to miejsce szczególnych uzdrowień i nawróceń. Papież Leon X w swojej bulli wysławiał chwałę tego sanktuarium i proklamował wielkie, niezliczone i nieustające cuda, które za wstawiennictwem Maryi Bóg czyni w tym kościele.

Ciekawa jest także historia papieża Piusa IX i jego uzdrowienia, które zawdzięcza właśnie Matce Bożej z Loreto. Według historyków, młody hrabia Giovanni Maria Mastai-Ferretti już od wczesnego dzieciństwa poświęcony był Dziewicy Maryi. Jego rodzice wraz z dziećmi każdego roku jeździli do Świętego Domu. Początkowo ich syn miał być żołnierzem broniącym Stolicy Apostolskiej. Zachorował jednak na epilepsję. Lekarze przepowiadali bliski koniec. Jednak za namową papieża Piusa VIII postanowił poświęcić się całkowicie służbie Bożej. Odbył pielgrzymkę do Loreto, aby błagać o uzdrowienie. Ślubował tam, że jeśli otrzyma tę łaskę, wstąpi w stan kapłański. Gdy Święta Dziewica wysłuchała go, po powrocie do Rzymu został księdzem, mając 21 lat.

To właśnie papież Pius IX ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu. "Oprócz tego, że został mi przywrócony wzrok, to jeszcze ogarnęło mnie ogromne pragnienie modlitwy. To było największe wydarzenie w moim życiu, bo właśnie w tym miejscu narodziłem się z łaski i Maryja odrodziła mnie w Bogu, gdzie Ona poczęła Jezusa Chrystusa".

Warto pamietać, że rejon Marchii Ankońskiej, gdzie leży Loreto, był w lipcu 1944 r. wyzwolony spod władzy hitlerowców przez 2. Korpus Polski pod dowództwem gen. Andersa. Bitwa o Loreto i później bitwa o Ankonę to wielki sukces militarny Polaków w ramach tzw. Kampanii Adriatyckiej. Włosi byli wdzięczni Polakom za uchronienie najcenniejszych zabytków, w tym Domku Loretańskiego. W Loreto, u stóp bazyliki, znajduje się polski cmentarz wojenny, gdzie pochowanych jest ponad 1080 podkomendnych gen. Władysława Andersa. Natomiast wewnątrz bazyliki jest polska kaplica. W jej ołtarzu widać portrety polskich świętych: św. Jacka Odrowąża, św. Andrzeja Boboli i św. Kingi.

Z Loreto związana jest też Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, która rozbrzmiewa również w polskich kościołach i kapliczkach każdego roku, zwłaszcza podczas nabożeństw majowych. Mimo że w historii powstało wiele litanii maryjnych, to powszechnie i na stałe przyjęła się właśnie ta, którą odmawiano w Loreto. Została ona oficjalnie zatwierdzona przez papieża Sykstusa V w 1587 r.

Wnętrze kościoła w polskim Loretto. Święty Domek w Loreto stał się wzorem do urządzania podobnych miejsc kultu w całym chrześcijańskim świecie. Również w Polsce wybudowano kilka Domków Loretańskich (znane miejsca to Gołąb, Głogówek, Warszawa-Praga, Kraków, Piotrkowice, Bydgoszcz).

Bardzo znane jest sanktuarium maryjne w Loretto niedaleko Wyszkowa. Jego początki sięgają 1928 roku. Wówczas bł. Ignacy Kłopotowski, założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek i ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie, zakupił od dziedzica Ziatkowskiego duży majątek - Zenówkę nad Liwcem w pobliżu Warszawy. 27 marca 1929 roku zmieniono urzędową nazwę miejscowości na Loretto, nawiązując w ten sposób bezpośrednio do Sanktuarium Świętego Domku Matki Bożej w Loreto.

Na początku była tu tylko skromna kapliczka w lesie. Z uwagi na wzrastającą liczbę wiernych przychodzących na nabożeństwa, konieczne było wybudowanie dużej kaplicy poświęconej Matce Bożej Loretańskiej. Mimo utrudnień ze strony PRL-owskich władz, prace rozpoczęto w 1952 roku. Pierwsza Msza św. została odprawiona 19 marca 1960 roku. Prace nad wykończeniem kaplicy trwały przez wiele lat.

Ostateczny wystrój nadał kaplicy artysta Jerzy Machaj, a jej poświęcenia dokonał 19 lutego 1984 r. ks. bp Jerzy Modzelewski. Początkowo kaplica była pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej. W 1981 roku sprowadzono z Włoch wierną kopię figury Matki Bożej Loretańskiej. Od tej pory kaplica znana jest pod wezwaniem Matki Bożej Loretańskiej. Obecnie w polskim Loretto mieści się klasztor sióstr loretanek i dom nowicjatu, dom dla osób starszych pod nazwą "Dzieło Miłości im. ks. Ignacego Kłopotowskiego", domy rekolekcyjne, wypoczynkowe i kolonijne. Sanktuarium to jest celem pielgrzymek nie tylko z okolicznych dekanatów i parafii. Odpust w Loretto odbywa się w niedzielę po święcie Narodzenia Matki Bożej, czyli po 8 września. Wierni modlą się przed figurą Matki Bożej Loretańskiej i przy grobie bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem