Reklama

Polska może stać się niepokonana

2015-09-15 13:13

O warunkach skutecznej obrony terytorium kraju z prof. Romualdem Szeremietiewem rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 38/2015, str. 36-37

Dominik Różański

O warunkach skutecznej obrony terytorium kraju z prof. Romualdem Szeremietiewem rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Minister obrony narodowej wyraził niedawno nadzieję, że nowy zwierzchnik Sił Zbrojnych po rozpoznaniu sytuacji na pewno doceni skuteczne starania jego rządu o dobry stan armii. Jaki jest dziś, według Pana oceny, stan polskiej armii?

PROF. ROMUALD SZEREMIETIEW: – Rzeczywiście, bardzo wiele w tej dziedzinie zdziałano, ponieważ od wielu już lat z wielkim zaparciem buduje się armię, która może wykonywać misje zagraniczne. Minister może być zadowolony z tego, że mamy dziś przeszkolonych żołnierzy, którzy już uczestniczyli w różnego rodzaju operacjach zbrojnych poza granicami kraju. Mamy też odpowiednie uzbrojenie i do dziś jego zakupy są dokonywane właśnie pod kątem tej „misyjnej” zdolności polskiej armii.

– Z lekceważeniem potrzeb – coraz bardziej przecież realnych – obronności terytorium własnego kraju?

– Faktycznie tych potrzeb nie dostrzegano. W stabilnej Europie miało po prostu nie być wojen. Sygnałem skłaniającym do myślenia o potrzebach polskiej obronności powinna być wojna Rosji z Gruzją w 2008 r. Trudno mi zrozumieć, dlaczego tamto ostrzeżenie przed możliwością rosyjskiej agresji w Warszawie zbagatelizowano. Dopiero wojna na Ukrainie doprowadziła do pewnego otrzeźwienia.

– Pewnego? Nie do końca uwierzono w możliwość zagrożenia?

– W mediach mamy obecnie mniej informacji o walkach na Ukrainie, więc strach zmalał. Można tak wnioskować, sądząc po rodzaju podejmowanych działań w sferze przygotowań do obrony kraju. Wciąż mamy instrument militarny, który nie może spełnić funkcji, do których Siły Zbrojne RP zobowiązuje konstytucja, czyli obrony niepodległości. To zaniedbanie obrony własnego kraju widać najwyraźniej, gdy chodzi o obronę przestrzeni powietrznej i morskiej.

– W tej sprawie liczymy głównie na pomoc sojuszników?

– Nie mamy na terytorium Polski żadnego sojuszniczego rakietowego systemu obrony przed atakiem z powietrza, jedynym naszym zabezpieczeniem ma być kilkadziesiąt samolotów
F-16...

– Mogło być lepiej?

– Z pewnością, tyle że w ostatnich latach, gdy podejmowano decyzje, w jakim kierunku powinna iść modernizacja armii, ignorowano problem zagrożenia kraju. Wyposażano armię w transportery kołowe, przydatne na pustynnych misjach, rozbudowywano lotnictwo transportowe itd., itp. Nawet przy niedawnym zakupie śmigłowca, który wzbudził tyle kontrowersji, decydowało to, ilu żołnierzy może zabrać na pokład. A przecież już od dość dawna wiadomo, że bardziej potrzebny byłby śmigłowiec uderzeniowy do zwalczania celów pancernych. Można więc powiedzieć, że program modernizacji armii jest wciąż podporządkowany kryteriom jej sprawności ekspedycyjnej.

– Wydaje się, że wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę w Polsce powinno już dojść do bardzo radykalnego przeformatowania celów i zadań Sił Zbrojnych. Nie doszło?

– Doszło, ale głównie w formie słownych deklaracji. Konkretne i sensowne działania trudno dostrzec. Mówi się np. dużo o potrzebie zorganizowania Obrony Terytorialnej z prawdziwego zdarzenia, ale tylko mówi, i to głównie w mediach. Trudno natomiast zrozumieć, co w tej sprawie zamierza robić MON. Zakłada się tam, że w ramach Narodowych Sił Rezerwowych – a takie „zwierzę” wciąż nie istnieje – w ciągu najbliższych 8 lat powstanie jakaś formacja Obrony Terytorialnej, licząca 2,5 tys. etatów. To nieporozumienie...

– Dlaczego?

– Sąsiednia Białoruś, kraj o czterokrotnie mniejszej liczbie obywateli, zaczyna tworzyć Obronę Terytorialną, która w czasie pokoju będzie liczyła 120 tys. żołnierzy. Podjęto bardzo konkretne działania; odpowiedzialność za tworzenie jednostek OT przejmują gubernatorzy (odpowiednik naszych wojewodów), którym nawet nadano stopnie generalskie.

– W Polsce taki model OT jest chyba raczej mało możliwy?

– Gdybyśmy chcieli stworzyć podobną strukturę wojskową, to potrzebowalibyśmy w czasie pokoju 490 tys. przeszkolonych żołnierzy OT, tymczasem, jak wspomniałem, ma być 2,5 tys., w tym 500 żołnierzy zawodowych.

– Narodowe Siły Rezerwowe narzekają na brak ochotników. Czy możliwe byłoby zebranie pół miliona chętnych do służby w OT?

– Na pewno byłoby możliwe, ale nie zapominajmy, że to na obywatelach ciąży obowiązek obrony Ojczyzny. Może należałoby przywrócić pobór do wojska. Paradoksem jest, że patriotyczny obowiązek obrony Ojczyzny, zapisany w art. 85. Konstytucji RP, został przekształcony w przekonanie, iż obywatel tego obowiązku wykonywać nie musi. Wystarczy, że płaci podatki, z których państwo utrzymuje „agencję ochrony” pod nazwą Siły Zbrojne RP, której „pracownicy” (zawodowi żołnierze) z wysokimi kwalifikacjami nas obronią...

–... a to dziś nie wystarczy?

– Wiadomo, że nie wystarczy. Powinniśmy zbudować powszechny system wojskowy zdolny do obrony całego kraju. Trzeba odwołać się do rozwiązań zastosowanych w innych krajach, nie tylko na Białorusi, ale też np. w Szwajcarii, Danii, Norwegii czy Finlandii. Te kraje dysponują odpowiednią liczbą przeszkolonych wojskowo obywateli, którzy są prawdziwymi żołnierzami, doskonalącymi się w czasie cyklicznych szkoleń i zdolnymi do obrony kraju. Są gotowi bronić swych domów mimo braku tak konkretnego zagrożenia jak w przypadku Polski.

– Na jakim etapie formowania OT jesteśmy dziś w poważnie zagrożonej Polsce?

– Na etapie dyskusji. Przy czym, w moim przekonaniu, ludzie, którzy dziś na ten temat rozmawiają, tak naprawdę nie wiedzą, o czym dyskutują.

– Jak to?!

– Wielu wydaje się, że OT to formacja pomocnicza dla armii zawodowej, wykonująca raczej funkcje obrony cywilnej, działająca w sytuacjach kryzysowych. Inni z kolei sądzą, że to ma być jakieś przedłużenie partyzantki w rodzaju współczesnej Armii Krajowej. Ten chaos myślenia przekłada się, niestety, także na dość chaotyczne kroki MON w tej sprawie.

– Czy w MON zostały już podjęte jakieś konkretne kroki?

– Zdaje się – niezbyt fortunne. Już na wstępie zaprzepaszczono potencjał tkwiący w ruchach proobronnych, cieszących się dziś w Polsce sporą popularnością. Zawsze byłem zwolennikiem włączenia tych organizacji w zadania obronne poprzez wspieranie ich rozwoju. Przestrzegałem jednak przed próbami uczynienia z tych organizacji jakiejś namiastki OT. Tymczasem MON ruszył w tym kierunku i postanowiono stworzyć federację; w kongresie ruchów proobronnych uczestniczyło ponad 140 grup, a tylko 7 z nich wyraziło ochotę podporządkowania się MON.

– Dlaczego większość odmówiła?

– Jeden z liderów wyraził obawę, że MON ma koncepcję, by „karabin zastąpić łopatą” – to nawiązanie do istniejących w latach PRL jednostek Obrony Terytorium Kraju, nazywanych z racji tego, co robiły, „wojskami łopata-ziemia-powietrze”.

– A MON nie chce tego zrobić?

– Pewnie nie chce, ale działa tak, jakby nie rozumiano, czym powinna być współczesna OT. Wciąż w świadomości urzędników MON funkcjonuje obraz wojsk OT, które nie mają wiele wspólnego z prawdziwym wojskiem, uzbrojonym w rakiety, czołgi, samoloty. Zresztą właściwe dla OT działania nieregularne też kojarzą się z wojną partyzancką, prowadzoną w warunkach okupacji, w której najbardziej cierpi ludność cywilna. Zapewne stąd bierze się ten dzisiejszy – także odgórny – opór i brak przekonania do formowania tego rodzaju wojska. Wśród decydentów dominuje pogląd, że bezpieczeństwo może zapewnić tylko NATO z ograniczonym udziałem naszej armii.

– Pan Profesor kwituje obecną sytuację stwierdzeniem, że za PRL wojsko przynajmniej wiedziało, co ma robić, a teraz nie wie...

– Tak. W PRL rozkazy w tym zakresie wydawano w Moskwie. Sytuacja była jasna – należało te rozkazy wykonać. Teraz wojsko już wie, że powinno bronić kraju, tylko nie bardzo wiadomo jak i czym. I chodzi nie tylko o mgławicowe podejście do OT. Wystarczy spojrzeć na rozlokowanie jednostek wojskowych – dwie z trzech naszych dywizji znajdują się przy zachodniej granicy, czyli w odległości 400-500 km od miejsca najbardziej prawdopodobnego zagrożenia lądowego.

– To taka sobie beztroska?

– Może po prostu nie przewiduje się obrony w rejonie wschodniej Polski, a zamierza stawić opór na linii Odry. Pamiętam wypowiedź Donalda Tuska o tym, jak wiele się zmieniło, bo zrozumiano wreszcie, że siły NATO powinny się bronić na linii Wisły. Nie wiem, czy to rzeczywiście nastąpiło, skoro dyslokacja naszych wojsk nie uległa zmianie.

– W obecnej zapalnej sytuacji powinno już do tego dojść?

– To, w jaki sposób i kiedy zostaną użyte siły NATO, w tym Wojsko Polskie, określają tzw. plany ewentualnościowe. Nie znam ich, więc trudno mi powiedzieć, na ile są realne i jakie siły w jakim czasie są przeznaczone do działań w obronie Polski; mówi się o dziewięciu dywizjach. W każdym razie już dziś prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego powinno sprawdzić, jakie są wojskowe gwarancje NATO zapisane w tych planach. Obecny zwierzchnik Sił Zbrojnych RP powinien to wiedzieć.

– A co tak naprawdę wiemy o stanie naszej obronności?

– Oficjalnie wiemy tyle, ile wynika z rządowych przekazów służących budowaniu korzystnego wizerunku dokonań rządu. Paradoksalnie jedynym pozytywem jest świadomość, że obecnymi siłami nie obronimy granic. I stąd wyciągnięto wniosek: trzeba zrobić wszystko, aby NATO mocniej się w Polsce zakorzeniło. To dziś rzeczywiście jedyna gwarancja naszego bezpieczeństwa, co jednak nie unieważnia potrzeby zbudowania Obrony Terytorialnej. Niedawno amerykański strateg – prof. Edward Luttwak w wywiadzie dla polskiej gazety powiedział: „Po raz pierwszy w historii Polska może stać się niepokonana, jeśli wprowadzi powszechną obronę terytorialną i uzbroi zdolnych do tego obywateli”. Profesor twierdzi też, że nie warto wydawać pieniędzy na supernowoczesne ofensywne uzbrojenie, które nigdy nie będzie miało takiego znaczenia dla naszego bezpieczeństwa narodowego, jak dobra OT.

– Dobra, czyli jaka?

– OT powinna być normalnym wojskiem. Wojska OT należy sformować jako piąty rodzaj sił zbrojnych – obok Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej oraz Wojsk Specjalnych. Wojska OT należy przygotować do obrony kraju, także przy pomocy działań nieregularnych. Taka siła odstraszy nieprzyjaciela i wojny, także partyzanckiej, nie będziemy musieli prowadzić. „Si vis pacem para bellum” – Jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny.

– Szacuje Pan, że na przebudowę i modernizację polskiej armii trzeba co najmniej 9 lat. Ile czasu potrzeba, by stworzyć dobrą formację OT?

– Pytanie, ile czasu mamy, skoro zmarnowano ponad 20 lat... W każdym razie, gdy chodzi o OT, sądzę, że w ciągu 2-3 lat można już zorganizować taki wojskowy komponent, który mógłby poważnie stanowić o naszym bezpieczeństwie.

– Wiąże Pan Profesor duże nadzieje z nowym Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, wierzy, że uporządkuje on myślenie o polskiej armii i obronności, że może np. zarządzić stworzenie OT?

– Obawiam się, że dziś niewiele będzie mógł zdziałać, ponieważ jego poprzednik, jak się zdaje, dość skutecznie zablokował mu możliwość wymiany kadr w podległych urzędach. Mam jednak nadzieję, że w przyszłym roku zostanie opracowana sensowna strategia obrony narodowej, prawidłowo definiująca zagrożenia i sposób przeciwstawienia się im. Liczę też na audyt sił zbrojnych, który powinien odpowiedzieć, jakimi siłami można będzie strategię wykonać. Dopiero wtedy będzie wiadomo, jakie uzbrojenie będzie nam potrzebne. A jeśli zapadnie decyzja o zbudowaniu OT, będzie wiadome, że uzbrojenie dla niej wyprodukują polskie fabryki.

– Czy nie prostsze jest jednak zainstalowanie stałych baz sojuszniczych? Wtedy odpadłoby wiele kłopotów.

– Pozostaje jednak kłopot podstawowy: nasze bezpieczeństwo nie zależy od nas. Ale, oczywiście, trzeba robić wszystko, aby te stałe bazy w Polsce się pojawiły. Są one nie tylko garnizonami, magazynami uzbrojenia, ale przede wszystkim elementami infrastruktury systemu obronnego całego Sojuszu. Na nich opiera się konstrukcja obrony, co wymusza konieczność odpowiedniego ich zabezpieczenia. Jeżeli baz na jakimś terytorium nie ma, to oznacza, że NATO nie widzi tam zagrożenia albo nie przewiduje obrony danego terytorium. A to dla nas dziś kiepska wiadomość. Musimy więc zbudować Obronę Terytorialną!

* * *

Romuald Szeremietiew
Publicysta, więzień polityczny PRL, poseł na Sejm III kadencji, były wiceminister i p.o. ministra obrony narodowej, dr hab. nauk wojskowych, prof. Akademii Obrony Narodowej.

Tagi:
wywiad społeczeństwo

Reklama

Bp Andrzej Jeż: Dobre wychowanie jest gwarancją istnienia zdrowego społeczeństwa

2019-04-02 12:11

Halina Węgrzyn

21 marca 2019 w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie odbyło się 27. Forum Rodziny Szkół im Jana Pawła II diecezji tarnowskiej. Uczestniczyło w nim 132 przedstawicieli z 29 szkół należących do Rodziny. Byli to dyrektorzy szkół, nauczyciele, rodzice, uczniowie, katecheci i proboszczowie parafii na terenie których znajdują się papieskie szkoły. Swoją obecnością zaszczycili uczestników bp Leszek Leszkiewicz, ks. prof. Andrzej Michalik – Rektor Seminarium oraz przedstawiciel Małopolskiego Kuratora Oświaty Bożena Nowak.

Ks. Marian Kostrzewa/diecezja tarnowska
Biskup tarnowski Andrzej Jeż

Forum było organizowane w ramach przyjętego do realizacji programu pracy Rodziny.

Program ten ma na celu realizacje testamentu św. Jana Pawła II, a także wychowanie młodego człowieka w oparciu o chrześcijański system wartości, propagowanie nauczania Papieża, głoszenie jego kultu i integrację szkół. Najważniejszymi miejscami, w których spotykają się przedstawiciele Rodziny jest Tarnów, Stary Sącz, Szczepanów i Gródek nad Dunajcem. Szczególnie bliski jest społeczności szkół papieskich ośrodek rekolekcyjny „Arka” w Gródku nad Dunajcem, gdzie odbyło się pierwsze Forum 23 Marca 2006r. Jesteśmy bardzo wdzięczni ks. Ignacemu Klucznikowi – dyrektorowi ośrodka za pomoc w tworzeniu i wsparcie w bieżącej działalności.

27. Forum organizowała Społeczna Rada Rodziny wraz z ks. Czesławem Paszyńskim – asystentem kościelnym (i proboszczem parafii pod wezwaniem Matki Bożej Niepokalanej w Nowym Sączu), ale najwięcej wkładu pracy wniosła Maria Lupa – dyrektor Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Męcinie i ks. Antoni Piś – proboszcz parafii pod wezwaniem św. Antoniego Opata w Męcinie.

W czasie Forum mogliśmy uczestniczyć w „Drodze Krzyżowej”, której rozważania oparte były o nauczanie Papieża Polaka. Uczniowie szkoły z Męciny zaprezentowali koncert pod tytułem: „Święty Niepodległej”. Dobór tekstów utworów i ich wykonanie oraz piękne stroje regionalne z okolic Limanowej dostarczyły uczestnikom głębokich doznań artystycznych i religijnych. Podsumowaniem Forum była Eucharystia. Mszy św. przewodniczył bp Leszek Leszkiewicz, który także wygłosił do zgromadzonych homilię. Na zakończenie Forum ks. Czesław Paszyński odczytał list ks. Andrzeja Jeża – ordynariusza diecezji. Ks. biskup przypomniał społeczności szkół papieskich najważniejsze zadania, za które odpowiadają: „Zawiązana przed laty Rodzina Szkół noszących imię św. Jana Pawła II stanowi wyjątkową pod względem formacyjnym wspólnotę wychowawcza w diecezji tarnowskiej. Szereg organizowanych cyklicznie na przestrzeni minionych lat spotkań tejże Rodziny Szkół, a także podejmowanie wspólnych inicjatyw, zaowocowało wytworzeniem się swoistego poczucia „tożsamości Szkół im. Jana Pawła II”. Moim wielkim pragnieniem jest, aby ta „tożsamość” była nadal umacniana i przekazywana kolejnym pokoleniem uczniów, ich rodzicom i nauczycielom”. List kończył się słowami: „Gorąco życzę , aby Rodzina Szkół im. Jana Pawła II odkryła na nowo wartość bycia taką właśnie wspólnotą, zbudowaną wokół jednego Świętego Patrona i czerpiącą z ogromnego bogactwa jego życia i osobowości, radującą się wzajemnymi mocnymi więzami. Życzę Bożego entuzjazmu, który niech pobudza do dalszego twórczego działania, rozwoju i rozrastanie się Rodziny Szkół pod patronatem św. Jana Pawła II”. Za list i przekazane w nim błogosławieństwo serdecznie ks. biskupowi dziękujemy!

Halina Węgrzyn, Przewodnicząca Społecznej Rady Rodziny Szkół im Jana Pawła II Diecezji Tarnowskiej

Poniżej publikujemy w całości treść listu Biskupa Tarnowskiego do społeczności Szkół noszących imię św. Jana Pawła II:

Szanowni Dyrektorzy, Nauczyciele i Katecheci, Rodzice i Uczniowie!

Zawiązana przed laty Rodzina Szkół noszących imię św. Jana Pawła II stanowi wyjątkową pod względem formacyjnym wspólnotę wychowawczą w diecezji tarnowskiej. Szereg organizowanych cyklicznie na przestrzeni minionych lat spotkań tejże Rodziny Szkół, a także podejmowanie wspólnych inicjatyw, zaowocowało wytworzeniem się swoistego poczucia „tożsamości Szkół im. Jana Pawła II”. Moim wielkim pragnieniem jest, aby ta „tożsamość” była nadal umacniana i przekazywana kolejnym pokoleniom uczniów, ich rodzicom i nauczycielom.

Mam świadomość faktu, iż Rodzina Szkół im. św. Jana Pawła II pomniejszyła się w związku z wdrożeniem nowej reformy szkolnictwa, która m.in. wygasza gimnazja, a szereg z nich w naszej diecezji miało za patrona św. Jana Pawła II. Tym bardziej dostrzegamy potrzebę dodatkowego pobudzenia Rodziny Szkół im. św. Jana Pawła II, by wypracowana przez minione lata tożsamość nie rozmyła się w fali dokonujących się przemian. Zwracam się zatem z gorącym apelem i zachętą zarówno do Dyrekcji i Nauczycieli szkół noszących imię św. Jana Pawła II, do Rodziców i Uczniów tychże szkół, jak również do Księży Proboszczów parafii, na terenie których takie szkoły się znajdują, by dołożyli wszelkich starań, aby nadal mocno zwracać uwagę na zobowiązania edukacyjne wynikające z faktu przyjęcia przez szkołę takiego właśnie Patrona.

W każdej epoce dobre wychowanie było gwarancją istnienia zdrowego społeczeństwa. Obecnie, w świecie pełnym burzliwych przemian, zadanie to, w porównaniu z przeszłością, wydaje się o wiele trudniejsze. Relatywizm etyczny jest jednym z podstawowych problemów współczesnej kultury. Indywidualizm, konsumizm, zerwanie z tradycją, nihilizm wartości, kryzys poczucia sensu, niepewność, a nawet utrata własnej tożsamości, boleśnie drążą nasze społeczeństwo.

Wielu rodziców, nauczycieli, wychowawców, katechetów i ludzi dobrej woli zadaje sobie pytanie: Co robić, by podejmowane przez nich wysiłki wychowawcze były owocne? Bez wątpienia potrzeba dobrych i szlachetnych wzorców do naśladowania, z którymi można się utożsamiać. Szkoły, które przyjęły imię św. Jana Pawła II, obrały Go za swój wzór i przewodnika na drodze wychowania. Z faktu przyjęcia tego patronatu wynika też propagowanie kultu Świętego Patrona oraz odpowiedzialność za kształtowanie w uczniach postaw w oparciu o nauczanie Patrona. Oprócz tego, aby wzmocnić tożsamość Rodziny Szkół im. Jana Pawła II, gorąco zachęcam do podejmowania wspólnych działań na rzecz integracji społeczności tychże szkół – chociażby poprzez wspólnie organizowane konkursy wiedzy, konkursy artystyczne, wydarzenia kulturalne czy sportowe. Zachęcam do organizowania i udziału w okresowych spotkaniach dyrektorów szkół, nauczycieli, katechetów, rodziców i uczniów w ramach Rodziny Szkół, a także udziału w uroczystościach regionalnych i krajowych upamiętniających życie i działalność Papieża Polaka. Szczególnym rysem szkół im. Jana Pawła może być także aktywne włączenie się w tworzenie i pracę Szkolnych Kół Caritas, wolontariatu misyjnego oraz innych dzieł dobroczynnych.

Głęboko wierzę, że zawiązana przed laty w naszej diecezji Rodzina Szkół noszących imię św. Jana Pawła II ma w obecnym kontekście społeczno-kulturowym ważną misję przed sobą do spełnienia. Wszyscy potrzebujemy trwałego, mocnego rdzenia, wokół którego można by osadzić proces wychowania. Piękne, dobre i święte życie Jana Pawła II, a także wielka spuścizna jego nauczania, są jak podziemna rzeka wydobywająca na powierzchnię rzeczy znane i mniej znane, a czasami całkiem nowe, bo odczytane w innym kontekście życia. Św. Jan Paweł II ukazywał ideały i szanse na budowanie lepszego świata, bardziej sprawiedliwego i solidarnego. Uczył wymagać od siebie, nawet gdyby inni od nas nie wymagali.

Gorąco życzę, aby Rodzina Szkół im. Jana Pawła II odkryła na nowo wartość bycia taką właśnie wspólnotą, zbudowaną wokół jednego Świętego Patrona i czerpiącą z ogromnego bogactwa jego życia i osobowości, radującą się wzajemnymi mocnymi więzami. Życzę Bożego entuzjazmu, który niech pobudza do dalszego twórczego działania, rozwoju i rozrastania się Rodziny Szkół pod patronatem św. Jana Pawła II. Z wyrazami serdecznej więzi i pamięci w modlitwie oraz pasterskim błogosławieństwem

† Andrzej Jeż BISKUP TARNOWSKI

Tarnów, 19 marca 2019 r.

Nasz znak: OH.II – 3.2/6/19

CZYTAJ DALEJ

Reklama

"Śladami Jezusa” – multimedialna wystawa na Jasnej Górze

2019-07-15 19:36

AKW

Bożena Sztajner/Niedziela

Multimedialna wystawa pt. „Śladami Jezusa” zorganizowana na parkingu nieopodal Domu Pielgrzyma przy Jasnej Górze została oficjalnie otwarta. W symbolicznym odsunięciu kotary prowadzącej do wystawowych przestrzeni uczestniczyli bp Andrzej Przybylski – biskup pomocniczy w Częstochowie, o. Waldemar Pastusiak, paulin, kustosz Jasnej Góry, Krzysztof Noworyta – pomysłodawca i realizator wystawy, o. prof. Narcyz Klimas – franciszkanin, opiekun merytoryczny wystawy, dr Artur Dąbrowski – prezes Akcji Katolickiej w archidiecezji częstochowskiej.

Zobacz zdjęcia: Otwarcie wystawy "Śladami Jezusa"

Twórcy ekspozycji zastosowali nowoczesne środki wyrazu, aby ukazać zwiedzającym historię Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa, ale jak podkreśla Krzysztof Noworyta, wykorzystali przede wszystkim wyniki badań naukowych. Nowoczesny kształt wystawy: wykorzystanie filmów, animacji komputerowych, a nawet zapachów, stworzonych na podstawie biblijnych opisów pozwala zwiedzającym na odbycie podróży do źródeł chrześcijaństwa.

- Jeżeli ambicją każdego wierzącego człowieka jest naśladowanie Jezusa, to nie da się tego zrobić bez poznania tych miejsc, w których Jezus żył i kształtował swoje człowieczeństwo – podkreślił podczas otwarcia bp Andrzej Przybylski. Dodał, że liczy, że wystawa będzie dla każdego zwiedzającego osobistym kontaktem z przestrzenią Bożego Grobu, Wieczernika i Góry Oliwnej, a także przypomnieniem o chrześcijańskiej obecności w tym miejscu, obecności, która dziś jest ciągle zagrożona. Wystawa ma też swój wymiar kulturowy – przypomina, że nasza cywilizacja polska, europejska, jest zbudowana na fundamencie judeo-chrześcijańskim. Ziemia Święta i to co się w niej wydarzyło jest w sporej odległości od Europy, ale duchowo są to nasze fundamenty.

O. Waldemar Pastusiak – kustosz Jasnej Góry pogratulował twórcom pomysłu. - Wystawa to dobry moment, aby spotkać się z Ziemią Świętą – powiedział. - Mam nadzieję, że przyniesie dobre owoce, a pielgrzymi zostaną ubogaceni zarówno spotkaniem z Matką Bożą na Jasnej Górze, ale też poznaniem Ziemi Świętej.

Wystawa zajmuje ok. 900 m. kw. Narratorem prowadzącym widza jest aktor Piotr Fronczewski. Dopełnieniem jego narracji jest śpiew syryjskiej artystki mieszkającą w Polsce - Myrne Kbbeh. Wystawa będzie dostępna w Częstochowie do 27 października br.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zakopane: marianie zapraszają do zwiedzania kaplicy na Jaszczurówce

2019-07-16 19:06

jg / Zakopane (KAI)

W te wakacje z inicjatywy księży marianów wprowadzono nieodpłatną profesjonalną usługę przewodnicką w kaplicy Najświętszego Serca Pana Jezusa na Jaszczurówce. Można także w jej podziemiach zobaczyć wystawę twórców lokalnych pt. "Oto drzewo krzyża".

zakopedia.pl

Inicjatorem oprowadzania bezpłatnego po Kaplicy na Jaszczurówce był proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego na Cyhrli, marianin ks. Grzegorz Belczak. Z oprowadzania można skorzystać codziennie (z wyjątkiem niedziel) w godzinach 9.30 – 14.30.

- Prelekcja dotyczy również historii Jaszczurówki, parku narodowego, budownictwa regionalnego oraz wybitnych postaci związanych w tym miejscem - podkreśla ks. Belczak.

Jednocześnie w okresie wakacyjnym w podziemiach kaplicy będzie czynna codziennie w godzinach 10.00 – 17.00 wystawa z pracami lokalnych artystów. Tym razem tematem wiodącym wystawy, organizowanym po raz 32 jest sentencja "Oto drzewo krzyża". Wstęp na wystawę jest bezpłatny. Wśród twórców wystawiających swoje prace jest m.in. Anna Liscar. Artystka od wielu lat wykonuje dla abp. Marka Jędraszewskiego obrazki, które potem hierarcha rozdaje w czasie spotkań z wiernymi.

Wystawa gromadzi obrazy malowane na szkle, które są jednym z rodzajów sztuki ludowej Podhala. Galeria zrzesza wspólnotę kilkunastu artystów nadal tworzących oraz rodzin artystów już zmarłych. Sztuka malowania na szkle, którą oni się trudnią, zorientowana jest przede wszystkim na tematy związane z religią, choć przejawia różnorodność form i stylów.

Kaplicę Najświętszego Serca Pana Jezusa na Jaszczurówce zaprojektował Stanisław Witkiewicz. Rozpoczęto ją budować w 1904 r., a poświęcono w 1907 r. Administracyjnie leży w granicach parafii pw. Miłosierdzia Bożego na zakopiańskiej Cyrhli, prowadzonej przez księży marianów. Stanowi bardzo ważny zabytek stylu zakopiańskiego. Jest bardzo chętnie i licznie odwiedzanym miejscem przez turystów.

Obecnie jest to kościół filialny parafii pw. Miłosierdzia Bożego na Cyhrli, gdzie posługę duszpasterską sprawują Księża Marianie, a kaplica jest pod ich opieką od 1984 roku. Msze Święte w kaplicy sprawowane są o godzinie 17.00 (dni powszednie), o godzinie 10.00 i 17.00 (niedziele i święta).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem