Reklama

Wiadomości

Porządek kochania

O wkładaniu głowy do paszczy lwa i ekonomii terroryzmu z Witoldem Gadowskim rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 41/2015, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

gospodarka

rozmowa

faceboook/Witold Gadowski

Witold Gadwowski

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Powołując się na książkę Jeana Raspaila „Obóz świętych” – wydaną niedawno w Polsce, a napisaną 40 lat temu – w jednym ze swych tekstów zwrócił Pan uwagę na profetyczny charakter literatury z gatunku political fiction; mamy oto problem zdesperowanych uchodźców… Na naszych oczach spełnia się i to, co przewidzieli autorzy „Zwierzchnika”, książki o rosyjskim ataku na kraje ościenne, a chyba całkiem niewiele brakuje, by ziścił się – oby nie! – scenariusz „Blackoutu”, czyli zamachu terrorystycznego na infrastrukturę energetyczną świata zachodniego, co prowadzi do kompletnego załamania się cywilizacji… Nie panikujmy?

WITOLD GADOWSKI: – To się naprawdę może zdarzyć! Już od czasów „Latającej gospody” Chestertona pojawiają się dzieła literackie trafniej przewidujące przyszłość niż nauka, która myli się nieustannie. Nie ziściła się np. metarefleksja nad dziejami Francisa Fukuyamy, który z naukową powagą wieszczył „koniec historii”, tymczasem historia radykalnie przyspieszyła. Nie sprawdzają się prognozy socjologiczne, natomiast niemal dokładnie spełnia się dziś właśnie proroctwo Chestertona z początku XX wieku o przejęciu władzy na Wyspach Brytyjskich przez islamistów. W latach 70. pokpiwano sobie z apokaliptycznej wizji Raspaila przedstawionej w „Obozie świętych”, wyśmiewał tę książkę nawet prezydent Chirac... Wydana w ubiegłym roku „Uległość” kontrowersyjnego Michela Houellebecqa mówi o władzy islamistów we Francji.

– I też – mimo że wydano ją w dzień zamachu na „Charlie Hebdo” – pokpiwano z tej literackiej fantazji... Mówi się nam dziś, że niepotrzebnie ulegamy antyislamskiej histerii. Nie niepotrzebnie?

– Kilka miesięcy temu, gdy około kwietnia wróciłem z Kurdystanu, zacząłem pisać, że Europa powinna natychmiast zainteresować się Bliskim Wschodem, bo on już tu nadchodzi. Wtedy mówiono mi: Gadowski, znowu nakręcasz jakąś histerię. A dziś tenże Bliski Wschód zaczyna zmieniać europejską rzeczywistość w sposób gwałtowny.

– Tak szybko, że nie zdołamy nad tym zapanować?

– Właśnie tak. Nie możemy być już spokojni. Popatrzmy tylko na liczby: ok. 4,5 mln uciekinierów z Syrii przebywa obecnie w Libanie, Kurdystanie oraz w południowej Turcji, gdzie 2-milionowa rzesza uchodźców wywołuje kompletną destabilizację. Dążący do dyktatury wojskowej prezydent Erdoğan z pewnością wyrzuci ich stamtąd – wtedy dopiero ta naprawdę potężna fala ruszy na Europę!

– Dopiero wtedy zaczną się prawdziwe kłopoty Europy?

– Tak, teraz mamy zaledwie ich pierwsze podmuchy. Należy się spodziewać, że wkrótce ruszy także centralna Afryka, bo biedni ludzie stamtąd z pewnym opóźnieniem dowiadują się, że jest taka możliwość. Ruszy wielka lawina.

– Kiedy spadł jej pierwszy kamyk? Na Bliskim Wschodzie destabilizacja trwa już od kilkunastu lat, w samej Syrii od kilku…

– Właściwie należałoby zadać pytanie, kto ją wywołał, kto jest winny. W Polsce niechętnie mówi się o tym, że sprawcą chaosu na Bliskim Wschodzie są Stany Zjednoczone, wspierające tzw. rewolucje, które w krajach arabskich nigdy nie były i nie będą demokratyczne; tam możliwe są jedynie rewolucje islamskie. To Amerykanie wypuścili tego dżina z butelki! Za czasów Cartera rozpoczęli operację „Cyklop”, której autorem był Zbigniew Brzeziński, a która polegała na ożywieniu ideologii dżihad przeciwko Związkowi Sowieckiemu. CIA nawet opłacało najbardziej agresywnych islamistów, a szczególnie duchownych islamskich, mułłów. Tak więc już od lat 70. mamy do czynienia z rozwojem dżihadu, który z pokolenia na pokolenie – a mamy już trzecie – staje się silniejszy. Dziś dżihad zmienia się w coś, co w Europie z wielkim uproszczeniem możemy opisać jako islamofaszyzm.

– Zachód usiłował uszczęśliwić demokracją odporne na nią kraje islamskie, stało się odwrotnie – islam ma teraz ambicje uszczęśliwiania Zachodu…

– Europa jest już dziś tym przerażona. A ja jestem przerażony przerażeniem Europy. Przerażona Angela Merkel i politycy niemieccy wypowiadają się coraz bardziej agresywnie. Obawiam się, że w końcu może tam dojść do drastycznych scen łącznie z paleniem ośrodków dla uchodźców, że obudzą się nastroje faszystowskie. Taki będzie naturalny odruch samoobrony narodu niemieckiego, który nie pogodzi się z tym, że ktoś może mu zabrać miasta. Francuzi już się pogodzili... W pewnym momencie wszyscy się obudzą: Boże, kto nas teraz uratuje!

– Ale tymczasem europejscy politycy są raczej chyba tylko zdumieni, zaskoczeni tym, że kończy się spokojne życie?

– To dlatego, że przez kilkadziesiąt lat np. w Niemczech wychowano pokolenia kompletnie lewackie; stało się więc coś, co jest całkowicie i od wieków obce kulturze niemieckiej: Niemcy ze swej nazikultury zostali przestawieni na multikulti. Podtrzymywano tam tę ideologię dla wygody – z powodu konieczności importu taniej siły roboczej. Niestety, Niemcy wraz z imigrantami z Turcji zaimportowali sobie także Kurdów i teraz mają już u siebie konflikt kurdyjsko-turecki, a oprócz tego rozwijający się bez kontroli agresywny islam. Są coraz bardziej zaniepokojeni.

– Jak twierdzą, udaje się im jednak oswajać islam poprzez np. katedry islamu na uniwersytetach.

– To wszystko nie sprawdza się, a wynika z naiwności lewicowych intelektualistów, którym się wydaje, że jeśli wymyślą jakąś konstrukcję, to ona znajdzie zastosowanie w praktyce społecznej. To brednia. Można obłaskawiać lwa, ale nikomu nie radziłbym wkładać głowy do jego paszczy.

– Czy Europa już włożyła tę głowę do paszczy islamskiego lwa?

– Moim zdaniem, na razie trwa jeszcze obłaskawianie; wykonujemy różne poprawnościowo-grzecznościowe gesty, które w kulturze islamu są poczytywane jako słabości zachęcające do brutalnej reakcji. Każdy przejaw tzw. humanitaryzmu jest przez Arabów traktowany jako objaw słabości, ponieważ w ich kulturze obcinanie głów, rąk, podrzynanie gardeł, niewolnictwo jest na porządku dziennym. Europa kompletnie nie rozumie tej kultury. Islam, zwłaszcza ten bliskowschodni – ideologia wahabicka i salaficka – ma naturę drapieżną. Dziś już Niemcy są pełne ośrodków salafickich, które propagują powrót do pierwszych wieków islamu…

– Co to może oznaczać?

– Oznacza wskrzeszanie totalitarnej ideologii kalifatu, według której kalif jako pomazaniec Boży stoi na czele państwa, które ma rozszerzać swe terytorium oraz władzę nad całym światem. I nie zatrzyma się, jeśli nie zostanie zatrzymane siłą.

– Europa jest idealnym miejscem do tego rodzaju ekspansji?

– Niestety tak, bo na własne życzenie jest kompletnie obezwładniona; sama sobie już wyhodowała islamską bombę demograficzną, a w tej chwili wpuszcza zapalnik do tej bomby.

– Jak wielkie jest już dziś pole rażenia tej bomby?

– Dobrze widać je w wielu miastach Europy. W samej Francji jest obecnie 7 mln wyznawców Allaha, Marsylia de facto jest już miastem arabskim, Paryż także staje się miastem islamskim, broni się jeszcze północ Francji. Kopenhaga – zalana przez islamistów. Podobnie Bruksela…

–...a niedawno w Polsce gorszono się niepoprawnością Jarosława Kaczyńskiego, który mówił o szariacie w Szwecji!

– Gdyby Kaczyński powiedział, że samochód biały jest ładny, to też by został skrytykowany. Tymczasem prawda jest taka, że Skandynawia jest również zalewana przez imigrantów z krajów islamskich.

– Co z Polską?

– Jesteśmy w komfortowej sytuacji, ale dosłownie do dziś, do decyzji polskiego rządu o poparciu polityki europejskiej w sprawie przyjmowania uchodźców. Broniło nas – i nadal jeszcze chyba broni – tylko to, co jest naszą zmorą, czyli niski status materialny. Można powiedzieć, że uchodźcy wyjeżdżający z Syrii są na podobnym poziomie materialnym jak my tu, w Polsce. To nie jest prawda, że są bardzo biednymi ludźmi.

– Potracili domy, uciekają przed wojną!

– Mają jednak po 10 tys. dolarów na głowę na opłacenie za przeszmuglowanie ich do Europy. Chcą uciec przede wszystkim do bogatych Niemiec. Ale jak znam Niemcy, to wymyślą tam wkrótce regulacje utrudniające tę wielką ucieczkę do niemieckiego raju... Wtedy to my będziemy mieć problem.

– Jesteśmy dziś pocieszani, że te kilka tysięcy przypisanych Polsce uchodźców to kropla w oceanie – nawet ich nie zauważymy.

– Kilku muzułmanów w jakimś miejscu urozmaica je i nie musi być problemem, ale może nim być. Jeżeli przyjmiemy do parafii rodzinę islamską, np. salaficką, to możemy być świadkami dość nietypowych codziennych obrazków. Oto na spacerze arabski mąż nagle kopnie swoją żonę, polscy mężczyźni staną w jej obronie, a we wszystkich gazetach niemieckich i francuskich będzie się pisać o ksenofobii Polaków. Obawiam się, że tak właśnie skończy się ten eksperyment na poziomie parafii. Starcie tych dwu światów jest niemożliwe do pogodzenia.

– Szczególnie w Polsce?

– Polacy nie są aż tak tolerancyjni jak Francuzi czy Belgowie, którzy żyją z tymiż islamistami od kilkudziesięciu już lat. U nas ten eksperyment kulturowy może się skończyć gwałtownym szokiem. W Polsce nawet mała liczba islamistów może być sporym zagrożeniem. Z badań Eurostatu wynika, że aż 70 proc. obecnych uchodźców to islamiści w wersji wahabickiej, którzy nie zamierzają się integrować z zachodnimi społeczeństwami, mają agresywne nastawienie do naszej kultury i religii. Możemy się zatem spodziewać dużych problemów. Z nimi przyjdą do nas też wszystkie dotychczasowe kłopoty Europy Zachodniej.

– Ponoć jesteśmy na nie dobrze przygotowani.

– Bzdura! Przy słabości naszego państwa, słabości służb, korupcji skutki mogą być opłakane. Nie radzimy sobie przecież nawet ze wspólnotami romskimi. A z islamistami będzie znacznie trudniej niż z Romami.

– Jak bardzo zasadne są obawy, że wraz z falą uchodźców może się odbywać „transfer terroryzmu” wprost z tzw. Państwa Islamskiego?

– Można przypuszczać, że Państwo Islamskie wysyła w ten sposób kilkuset swych ludzi, dobrze wyselekcjonowanych, przygotowanych na wszystko, odpowiednio przeszkolonych i ideologicznie pewnych. Na pewno europejskie służby nie będą w stanie ich wyłuskać, nawet niemieckie, które naprawdę potrafią to robić. A polskie służby w ogóle nie są do tego przygotowane. Nie mają żadnej wiedzy dotyczącej terroryzmu, ABW jest na kompromitującym poziomie, gdy chodzi o znajomość problemów Bliskiego Wschodu, jeśli nie brać pod uwagę nielicznych pasjonatów. Dziś nie mamy w Polsce zamachów terrorystycznych tylko dlatego, że tu nie opłaca się robić tego rodzaju „widowisk”, ponieważ świat by się nimi zanadto nie przejmował.

– Inaczej niż w Londynie czy innej metropolii zachodniej?

– Tak. Przed terroryzmem broni nas jeszcze ta właśnie ekonomia terroru, a przed zalewem imigrantów – nasza własna kiepska sytuacja ekonomiczna.

– A religia, polski katolicyzm ma tu jakieś znaczenie?

– Jak najbardziej. Dlatego uważam, że polska polityka imigracyjna powinna być inna niż Orbanowska na Węgrzech i inna niż europejska. Mamy przecież tradycje I Rzeczypospolitej, w której obok siebie istniało wiele różnych religii i ich odmian. Musimy tylko działać w sposób bardzo przemyślany, nie tak, jak rząd premier Kopacz, który wykonuje jedynie polecenia Berlina. Nie możemy na własne życzenie stać się przypadkowym „składowiskiem” niechcianych gdzie indziej uchodźców.

– Pani premier zapewnia, że będziemy przyjmować tylko tych uchodźców, których sami będziemy chcieli.

– Nie wierzę pani premier, której zapewnienia z natury się nie spełniają... Ale, jeśli by tak naprawdę było, to powinniśmy przede wszystkim sprowadzić Polaków ze Wschodu, którzy są przecież uchodźcami jeszcze z lat 40. Ponadto powinniśmy móc wybrać chrześcijan syryjskich – czyli przeważnie Asyryjczyków – którzy na pewno czuliby się dobrze w naszym kraju. Chrześcijaństwo wyznania asyryjskiego to ryt, który nie zmienił się od czasów Chrystusa, odprawiany w języku aramejskim... Mogłoby się pięknie wtopić w naszą kulturę, wzbogacić ją. A wiara asyryjskich chrześcijan jest tak silna, że zmuszałaby nas, katolików, do rekolekcji.

– Dziś polskie lewicowe kręgi bardzo chętnie powołują się na otwartość papieża Franciszka, który każe chrześcijanom przyjmować wszystkich potrzebujących pod swój dach, bez względu na religię…

– Słysząc te argumenty lewicowców, którzy zaczęli nawet cytować Ewangelię, zacząłem sobie przypominać katolicką doktrynę społeczną. Na nowo odnalazłem w niej zasadę „ordo caritatis”, czyli porządek kochania, która wskazuje, że wprawdzie chrześcijanie powinni kochać wszystkich bliźnich, ale zawsze muszą zaczynać od najbliższych.

* * *

Witold Gadowski
Dziennikarz, poeta, autor reportaży, m.in. wraz z Przemysławem Wojciechowskim cyklu o współczesnym terroryzmie pt. „Tragarze śmierci”, autor produkcji filmowych i telewizyjnych, opowiadań, wierszy, piosenek, publikacji internetowych oraz powieści: „Wieża komunistów”, „Smak wojny”. Laureat licznych nagród.

2015-10-07 08:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dworczyk: lada moment ogłoszenie rozszerzenia "tarczy antykryzysowej"

2020-04-07 09:30

[ TEMATY ]

gospodarka

koronawirus

PAP/Wojciech Olkuśnik

Prace nad rozszerzeniem "tarczy antykryzysowej" są na ukończeniu i lada moment możemy spodziewać się ogłoszenia jej rozszerzenia - poinformował we wtorek w TVP szef KPRM Michał Dworczyk. Zapewnił, że rząd nie zamierza zawieszać wypłacania "świadczeń solidarnościowych".

Dworczyk pytany o nowelizację ustaw składających się pakiet antykryzysowy odpowiedział, że "rząd cały czas pracuje nad rozszerzeniem przyjętej tarczy antykryzysowej".

"Jest tam szereg rozwiązań ważnych dla firm, też ważnych ze względu na płynność, która dzisiaj w przedsiębiorstwach, biznesie jest i będzie bardzo istotna" - powiedział szef kancelarii premiera.

Dodał, że prace są na ukończeniu i "tak naprawdę możemy się spodziewać lada moment ogłoszenia tego rozszerzenia tarczy antykryzysowej".

Szef KPRM zaprzeczył, jakoby rząd zakładał zawieszenie wypłacania świadczeń socjalnych takich jak 500 plus.

"W tych wszystkich programach i przygotowaniach, które prowadzimy nie przewidujemy zawieszenia tych świadczeń solidarnościowych. One dały bardzo duży impuls też prorozwojowy gospodarce w ostatnich latach i nie przewidujemy zawieszania świadczeń" - zapewnił Dworczyk. (PAP)

autor: Mateusz Roszak

mro/ mok/

CZYTAJ DALEJ

Biskup w oku cyklonu - rozmowa z biskupem Bergamo

2020-04-06 13:04

[ TEMATY ]

Włochy

koronawirus

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimerz Rędzioch, korespondent "Niedzieli" rozmawia z bpem Francesco Beschim, duszpasterzem diecezji Bergamo w najbardziej dotkniętym epidemią regionie Włoch.

Włodzimierz Rędzioch: Epidemia koronawirusa bardzo dotknęła Lombardię, a zwłaszcza okolice Bergamo. Ekscelencja, jako biskup Bergamo musiał podejmować drastyczne i pod pewnymi względami niepopularne wśród wielu wiernych decyzje. Jak wyjaśnił Ksiądz Biskup ludziom, że kościoły muszą być zamknięte, że trzeba zrezygnować ze sprawowania sakramentów i tradycyjnego przeżywania wiary we wspólnocie?

bp Francesco Beschi: Odpowiedzialność za przestrzeganie przepisów porządku publicznego jest służbą dla dobra wspólnego. Kościoły nigdy nie zostały przez nas zamknięte, jedynie nie ma celebracji z ludem. Msze św. ciągle są odprawiane, tylko kapłan celebruje je sam, bez ludu. W tym Wielkim Poście prosiliśmy nasze wspólnoty o post, o którym nigdy wcześniej byśmy nie pomyśleli - post od Eucharystii! Ale jak mówi się o osobie, którą kochasz i której nie widzisz przez pewien czas – jej nieobecność staje się podwójną obecnością. Być może bardziej doceniamy wartość daru, który zbyt często uważaliśmy za coś pewnego i za należne nam prawo. Ponadto zrozumiemy, że Bóg nie postępuje zgodnie z logiką mediów społecznościowych, gdzie liczy się liczba „followers” - Msza św. nie jest przecież warta więcej, jeśli uczestniczy w niej wiele osób. Kiedy kapłan celebruje sam, to nie oznacza, że nie ma wiernych – odprawia z nimi i dla nich.

Zwykle to my idziemy do Boga, a czy to nie jest piękne, jeśli pomyślimy, że teraz Bóg przychodzi do nas? Jesteś w domu i zdajesz sobie sprawę, że ksiądz, sam przed Bogiem, myśli o tobie.

W tej chwili istnieje wielka potrzeba bliskości. Ta konieczność wywołała imponującą solidarność. Solidarność zrodziła poczucie bliskości. Chorzy przede wszystkim oczekują bliskości tych, którzy ich leczą, a widzę tu ogromną ofiarność ze strony lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników.

- W jaki sposób Ksiądz Biskup pomaga świeckim w przeżywaniu wiary w tych szczególnych czasach?

- Dałem wspólnocie chrześcijańskiej dwa dary, które należą do tradycji i doktryny Kościoła. Pierwszym z nich jest „votum sacramenti”, czyli wyznanie pragnienia: w chwili, gdy nie ma dostępu do sakramentu, wierny, głęboko skruszony za swoje grzechy, może skierować prośbę o przebaczenie do Pana Boga poprzez modlitwę pokutną, obiecując przystąpić do sakramentu jak najszybciej, kiedy to będzie możliwe, i w ten sposób Pan mu przebacza. Potem wskazałem całej diecezji, że każdy chrześcijanin może z łaski chrztu udzielać błogosławieństwa: ojciec może pobłogosławić swoje dzieci, matka może pobłogosławić swoich bliskich, dziadkowie mogą pobłogosławić ich wnuki, ale w przypadku cierpienia szczególnie ważne jest, aby dzieci i wnuki mogły pobłogosławić swoich bliskich.

Z delikatnością i szacunkiem zwróciłem się też z prośbą do lekarzy i pielęgniarek - bardzo często w tych dniach widzą, jak ludzie umierają w samotności, więc jeśli dostrzegliby takie pragnienie u chorego, ich ręce mogłyby również ofiarować błogosławieństwo Pana. Kapłani w parafiach starają się dotrzeć do chorych, ale problem nie polega na tym, że nie możemy się ruszać. Natomiast istnieje obawa o infekcję. Nie chodzi tu o samego kapłana, ale raczej o to, by nie roznosić wirusa razem z Panem Jezusem. Kapłan może być zarażony, i mimo braku objawów choroby może zarażać, a w ten sposób wirus rozprzestrzeniałby się coraz bardziej. Dlatego zalecana jest także ostrożność w pracy duszpasterskiej.

- Czy w tej wyjątkowej sytuacji zachęca Ekscelencja do innowacyjnych metod duszpasterskich?

- Moja diecezja ma około 400 parafii i dostrzegam różnorodne, kreatywne pomysły, aby ukazać bliskość kapłana. Parafie zaczęły działać w sieciach społecznościowych, z celebracjami dostępnymi w streamingu, z propozycjami filmów i tekstów na czacie. Sama Kuria udostępnia materiały pomocnicze na stronach internetowych www.diocesibg.it i www.oratoribg.it, w szczególności dla dzieci pozostających w domu.

Diecezja zobowiązała się również do przyjmowania w niektórych swoich strukturach osób, które są wypisywane ze szpitali i muszą poddać się kwarantanni, a nie mogą mieszkać w swoich domach, ponieważ inni członkowie rodziny są zmuszeni do pozostania w mieszkaniu. Uruchomiliśmy również poradnię telefoniczną dla wsparcia duchowego i psychologicznego z siedemdziesięcioma kapłanami, zakonnikami i zakonnicami, świeckimi, w tym psychologami.

W ten sposób chcemy wspierać rodziny, które doświadczają szczególnie bolesnych sytuacji z powodu choroby lub śmierci bliskich, ale także pielęgniarki, lekarzy, tych wszystkich, którzy heroicznie pracują na różne sposoby w tej sytuacji. Dysponujemy też pocztą elektroniczną, gdzie rodziny mogą przesłać swoje intencje modlitewne, które następnie przekazywane są zakonnicom klauzurowym. Robimy to wszystko, aby ludzie poczuli i uświadomili sobie, że Bóg jest z nami także w czasie próby, że nas nie opuszcza.

- Wielu kapłanów diecezji Bergamo zachorowało i zmarło. Dlaczego tak wielu? Czy to rezultat ich bliskości z wiernymi?

- Od 6 marca do końca miesiąca zmarło na wirusa 25 księży, a około 20 zostało hospitalizowanych, niektórzy są w bardzo poważnym stanie. To także jest przejaw wielkiego poświęcenia. Dla pocieszenia muszę dodać, że stan sześćdziesięciu kapłanów znacznie się poprawił, a niektórzy już opuścili szpital. Podzielamy nasz ból z bólem naszych wspólnot, w których jest wielu zarażonych, chorych i zmarłych.

Niestety, tutaj zgony mnożą się i na razie nie zmniejszają się, ale nawet rosną. W szpitalach umierają ludzie, którzy są w poważnym stanie. Wielu jednak umiera w swoich domach i nie figurują w oficjalnych statystykach. Doprawdy nie wiemy już, gdzie umieszczać zmarłych. Niektóre kościoły są również używane do tego - jest to gest życzliwości wobec ludzi, którzy umierają w samotności, gdyż inaczej ich ciała prawdopodobnie pozostałyby w magazynach.

- Dla Ekscelencji musi być to bardzo trudny czas, szczególnie gdy te dramaty dotykają kapłanów, dla których biskup jest ojcem...

- Temu wszystkiemu co się dzieje towarzyszą bardzo głębokie uczucia. Dzwonił do mnie odbywający kwarantannę ksiądz, który stracił ojca. Również jego mama przebywa sama w kwarantannie w innym domu, podobnie jak i jego bracia. Nie będzie więc pogrzebu, a zwłoki ojca zostaną zabrane na cmentarz i pochowane - nikt nie będzie mógł uczestniczyć w tym geście miłosierdzia ludzkiego i chrześcijańskiego, który teraz, gdy go brak, okazuje się tak ważny. Ponadto, gdy pacjent jest zabierany z domu karetką i hospitalizowany na oddziale chorób zakaźnych lub intensywnej terapii, członkowie rodziny nie mogą go zobaczyć ani usłyszeć, nie mogą nawet z nim rozmawiać przez telefon. Ból jest ogromny.

- Jakich rad udziela Ksiądz Biskup swoim kapłanom w tym trudnym okresie?

- Jestem w stałym kontakcie ze wszystkimi moimi kapłanami i przesyłam im zapewnienia o ojcowskiej miłości, bliskości, wsparciu, ale także refleksje i wskazówki, jak wspólnie stawić czoła sytuacji. Jest nas wielu, ponad 700, dlatego kanały dojścia do nich są różne, ale chcę dotrzeć do wszystkich. Najważniejsza jest zawsze wdzięczność, miłość, wsparcie, które staje się modlitwą i błogosławieństwem.

Wyczuwam, jak żyją nasze wspólnoty pośród tak wielu ograniczeń, dzięki ich wierze, ich posłudze i pasji duszpasterskiej. Jestem przekonany, że niedostatki, których doświadczamy, otwierają nasze serca na światło i siłę Ducha Świętego, który wprowadza nas na nowe drogi, nowe formy działania, nowe możliwości. Nie możemy się bać ani zachowywać nadmiernej dyskrecji w dzieleniu się naszymi doświadczeniami ze światem. Powinna nas zadziwiać wyobraźnia Ducha Świętego oraz odwaga i poświęcenie jego duchownych. Księża, którzy zmarli, pobudzają nas do jeszcze większego poświęcenia się Panu i człowiekowi.

- Teraz wielu chorych cierpi i umiera z dala od ciepła rodziny i przyjaciół, wspomaganych tylko przez personel medyczny. O co w tym okresie prosi Ekscelencja lekarzy i pielęgniarki?

- Już w pierwszych dniach „burzy”, widząc ich heroizm i szlachetność, poczułem potrzebę przesłania na telefony komórkowe wszystkich lekarzy i pielęgniarek, pracowników służby zdrowia i osób zaangażowanych w opanowanie tej sytuacji kryzysowej, jak policjantów i urzędników administracji, mojego przesłania z błogosławieństwem i zapewnieniem o modlitwie. Chcę jednak pamiętać także o tych wszystkich, którzy w ciszy i anonimowości gwarantują dziś niezbędne usługi.

- Czy teraz, w czasie kryzysu spowodowanego pandemią można myśleć o przyszłości?

- Przeszliśmy przez wiele kryzysów. Kryzys gospodarczy i finansowy nie był żartem. Kryzys środowiskowy nie jest żartem. Istnieje także kryzys kościelny. Wiele razy mówiliśmy: nie będzie już tak, jak wcześniej, musimy uczyć się na błędach, nie wolno nam ich powtarzać.

Pytanie brzmi: czy jesteśmy gotowi się uczyć? Rodziny staną w obliczu poniesionych strat, pustych miejsc pozostawionych po zmarłych. Nie mam odpowiedzi co do przyszłości ale są dwa decydujące elementy niezbędne do wyjścia z obecnej sytuacji: solidarność międzyludzka oraz osobista odpowiedzialność każdego z nas. Jeśli staniemy się bardziej „dojrzali”, to ta straszna historia wyda przynajmniej owoc.

CZYTAJ DALEJ

Czy od Niedzieli Wielkanocnej wzrośnie z 5 do 50 limit osób na mszach i pogrzebach?

2020-04-07 12:41

[ TEMATY ]

Wielkanoc

Adobe. Stock

Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 31 marca, w uroczystościach i obrzędach religijnych, w tym mszach czy pogrzebach, w okresie od 1 kwietnia do 11 kwietnia może uczestniczyć do 5 osób (oprócz osób sprawujących).

Od Niedzieli Wielkanocnej 12 kwietnia "do odwołania" ma być przywrócony limit 50 osób - wliczając w to wszystkich uczestników i osoby sprawujące kult religijny lub osoby dokonujące pochówku. Przypomnijmy, że kilka dni temu rzecznik rządu Piotr Müller zapowiedział, że decyzje co do świąt Wielkiej Nocy będą podejmowane w tym tygodniu.

Wśród wielu zaostrzonych zasad postępowania w czasie stanu epidemii wprowadzonego na terenie całego kraju znalazły się także obostrzenia dotyczące uroczystości o charakterze religijnym.

Pierwsze ograniczenia związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa SARS-CoV-2 i wywołanej nim choroby COVID-19 polskie władze wprowadziły po tym, jak Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła 11 marca stan pandemii.

Pierwotnie, w rozporządzeniu z dnia 13 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu zagrożenia epidemicznego zapisano, że "od dnia 14 marca 2020 r. do odwołania" na obszarze całego kraju obowiązują m.in. ograniczenia "sprawowania kultu religijnego w miejscach publicznych, w tym w budynkach i innych obiektach kultu religijnego" (par. 5 ust. 1 pkt. 4).

Powyższe ograniczenia - uściślono w par. 6 - polegają na "konieczności zapewnienia, aby w trakcie sprawowania kultu religijnego na danym terenie lub w danym obiekcie nie znajdowało się łącznie, zarówno wewnątrz i na zewnątrz pomieszczeń, nie więcej niż 50 osób, wliczając w to uczestników i osoby sprawujące kult religijny".

Tydzień później na obszarze całej Polski wprowadzono stan epidemii, który wiąże się z dalszym zaostrzeniem zasad przemieszczania się i gromadzenia ludności cywilnej.

Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 20 marca w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii wciąż jednak nie wprowadzało konkretnych ram czasowych dla uczestnictwa w zgromadzeniach religijnych. Obowiązywało nadal określenie "do odwołania", jeśli chodzi o czasowe ograniczenia "sprawowania kultu religijnego w miejscach publicznych, w tym w budynkach i innych obiektach kultu religijnego".

Bez zmian była także zasada mówiąca o zakresie ograniczeń: zarówno wewnątrz i na zewnątrz pomieszczeń nie więcej niż 50 osób, wliczając w to uczestników i osoby sprawujące kult religijny.

W związku z dalszym rozprzestrzenianiem się epidemii rząd był zmuszony zaostrzyć wiele zasad w kolejnym rozporządzeniu Ministra Zdrowia - z 24 marca 2020 r.

Zmiany polegały m.in. na wprowadzeniu ram czasowych dla nowych obostrzeń - od 25 marca do dnia 11 kwietnia. W tym okresie zakazano przemieszczania się osób przebywających na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby m.in. w celu "sprawowania lub uczestniczenia w sprawowaniu kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych" (par. 3a, ust. 1 pkt 4).

Wprowadzono także ograniczenia polegające na obowiązku zapewnienia, aby w trakcie sprawowania kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych, na danym terenie lub w danym obiekcie znajdowało się łącznie, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz pomieszczeń, nie więcej niż:

- 50 osób, wliczając w to uczestników i osoby sprawujące kult religijny lub osoby zatrudnione przez zakład pogrzebowy w przypadku pogrzebu – w okresie od dnia 20 marca 2020 r. do dnia 24 marca 2020 r. oraz w okresie od dnia 12 kwietnia 2020 r. do odwołania;

- 5 uczestników, oprócz osób sprawujących kult religijny lub osób zatrudnionych przez zakład pogrzebowy w przypadku pogrzebu – w okresie od dnia 25 marca 2020 r. do dnia 11 kwietnia 2020 r.

Zasady te zostały podtrzymane w specjalnym rozporządzeniu Rady Ministrów z 31 marca w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Zapisano w nim, że od dnia 1 kwietnia 2020 r. do dnia 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu wykonywania czynności zawodowych, zaspokajania niezbędnych potrzeb życiowych (takich jak zakupy w sklepie spożywczym lub aptece), wolontariatu na rzecz przeciwdziałania epidemii oraz "sprawowania lub uczestniczenia w sprawowaniu kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych".

Ograniczenia dotyczące uroczystości religijnych nadal obejmować mają 5 osób w okresie od 1 kwietnia do 11 kwietnia, a "od dnia 12 kwietnia do odwołania" 50 osób. W ten ostatni limit wlicza się "uczestników i osoby sprawujące kult religijny lub osoby dokonujące pochowania lub osoby zatrudnione przez zakład lub dom pogrzebowy w przypadku pogrzebu".

Podstawą prawną dla wydania powyższych rozporządzeń jest ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję