Reklama

Początki akademickiego Wrocławia

2015-10-08 09:42


Edycja wrocławska 41/2015, str. 6-7

Archiwum UWr
Prof. Ludwik Hirszfeld wygłosił wykład inauguracyjny przed studentami Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Wrocławskiego

Jakie były początki powojennego Wrocławia? Jaką rolę w jego odbudowie miało środowisko akademickie? Kim byli pierwsi profesorowie i studenci oraz co zawdzięcza im Wrocław? To ważne pytania, które warto postawić w 70. rocznicę rozpoczęcia działalności polskiego szkolnictwa wyższego w stolicy Dolnego Śląska

W wyniku ustaleń zwycięskich mocarstw w Jałcie i Poczdamie granice Polski zostały znacząco przesunięte na zachód. Na Ziemiach Zachodnich i Północnych rozpoczął się jeden z największych ruchów migracyjnych w nowożytnej Europie – napływu ludności polskiej, która w dużej mierze pod przymusem musiała opuścić swoje domy i deportacji ludności niemieckiej. Zrujnowany wojną Wrocław czekał na zapisanie zupełnie nowego rozdziału swojej historii.

Pierwsze koncepcje

Pomysł, aby we Wrocławiu po wojnie powstał ośrodek akademicki, zrodził się w głowach uczonych lwowskich, którzy zatrzymali się w styczniu 1945 r. w Warszawie. Z Wrocławiem – jako zupełnie nowym miejscem – wiązano plany zachowania tożsamości i ciągłości tradycji Uniwersytetu Jana Kazimierza. Ważnym ośrodkiem, w którym kształtowały się koncepcje rozwoju nauki w powojennej Polsce, był Kraków. Pierwsze skrzypce grał tutaj późniejszy rektor Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu prof. Stanisław Kulczyński. Wraz z prof. Stanisławem Lorią byli animatorami koncepcji przeniesienia całego lwowskiego ośrodka akademickiego. Wrocław m.in. po Toruniu, Krakowie, Bytomiu i Gliwicach był jedną z opcji – jak przyznawał w swoich wspomnieniach Kulczyński – opcją ostatnią, gdyż na początku 1945 r. trwała tu wciąż wojna, nie do końca było też pewne, czy miasto będzie polskie. Inną ważną postacią w układance był Bolesław Drobner. Jego mianowanie na urząd prezydenta Wrocławia – 14 marca – oraz organizacja w Krakowie wrocławskiej administracji wskazywały, że miasto będzie jednak w polskich rękach. Sytuacja wyjaśniła się kilka tygodni później. 20 kwietnia Kulczyński został oficjalnym delegatem ministerstwa oświaty ds. zabezpieczenia majątku i urządzeń wyższych uczelni Wrocławia oraz innych instytucji naukowych, bibliotek, zbiorów, itp. Rozpoczęły się przygotowania do przenosin.

Pierwsza wizyta

Wizyta grupy rozpoznawczej w płonącym Wrocławiu, wzmocniona poprzednim nieudanym rekonesansem, nie dawała zbyt dużych nadziei. Wrażenia wieceprezydenta Wrocławia Kazimierza Kuligowskiego były jednoznaczne. Płonęły całe dzielnice, zwały gruzu na ulicach uniemożliwiały poruszanie, elektrownie, gazownie i wodociągi nie działały, nie kursowała komunikacja, a większość domów nie miała szyb w oknach. Mimo tak trudnych warunków polska czołówka – 26 osób, w tym kilku członków grupy naukowo-kulturalnej prof. Kulczyńskiego, m.in. dr Antoni Knot – wyruszyła z Krakowa 9 maja. Ich zadaniem było znalezienie i przygotowanie kwater dla pozostałej części grupy. Jeszcze tego samego dnia na kamienicy przy ul. Poniatowskiego 25-27 powiewała biało-czerwona flaga. Dzień później dołączył Kulczyński i Drobner z pozostałą częścią współpracowników.

Reklama

Pierwsze kroki

Podstawowe zadania grupy naukowo-kulturalnej polegały na zabezpieczaniu tego, co ocalało z majątku wrocławskich uczelni. Każdy z członków grupy wiedział, w jaką część miasta ma się udać i co robić. Już w Krakowie studiowano plany miasta, część profesorów znała też Wrocław z przedwojennej działalności naukowej. Nie była to jednak łatwa praca. Stanisław Kulczyński w liście do Stanisława Lorii, który w tym czasie kierował ekspozyturą grupy naukowo-kulturalnej w Krakowie pisał: „Dopiero od wczoraj (od 18.05.1945r. – dop. aut.) udało nam się stworzyć coś w rodzaju zawiązku biura. Dotychczas stosunki w mieście przypominały raczej front bojowy niż miasto. Bezpieczeństwo przypominało Meksyk, a życie Clondike. Mimo to zebraliśmy bardzo wiele informacji i zabezpieczyli jako tako niektóre obiekty. Organizujemy prace porządkowe przy pomocy brygad robotników niemieckich, których można doskonale wyzyskać, ale których trzeba pilnować. Jak widać z załączonego sprawozdania zniszczenia są olbrzymie, ale majątek Uniwersytetu, Politechniki i Agronomii tak ogromny, że nawet ta pozostała część pozwalałaby na uruchomienie szkół wyższych i zabezpieczenie warunków pracy lepszych niż gdzie indziej w Polsce”.

Ogrom zniszczeń

Skala pożogi była ogromna. Według różnych szacunków, same tylko uczelnie ucierpiały w blisko 70%. Zniszczone były biblioteki, archiwa państwowe i miejskie, domy akademickie, budynki kilkudziesięciu zakładów naukowych uniwersytetu oraz ogród botaniczny, w którym Niemcy podczas Festung Breslau rozmieścili artylerię. Zniszczony był również gmach główny Uniwersytetu, o którym pisał prof. Kulczyński: „Wspaniały budynek barokowy rozcięty został uderzeniem bomby na dwoje. Ocalałe skrzydła spoglądają na nas szeregiem ogromnych czarnych otworów, ze szczątkami futryn i ram okiennych. Ruinę pokrywa korona cierniowa zwichrzonych i częściowo zwęglonych belek olbrzymiego rusztowania dachowego. Dostęp do gmachu zamyka barykada z książek zamokłych i zaatakowanych pleśnią. Przez rozgrodzoną bramę wchodzimy na klatkę schodową i pniemy się na pierwsze piętro. Stąpamy ostrożnie, spoglądając w górę, gdzie spękane sklepienia budzą niepokój, i pod nogi, gdzie wyglądające spod gruzu pięści pancerne i ukryte wśród śmiecia granaty ręczne nakazują przezorność”. W dużo lepszej sytuacji była infrastruktura Politechniki, która w znacznym stopniu ocalała z wojennej zawieruchy. Nie mniej ogromny – w dużej mierze rozproszony – majątek akademicki wymagał zabezpieczenia nie tylko przed pożarami, ale także zakusami armii sowieckiej oraz szabrownikami. Sposobów było wiele, m.in. z przyszłych studentów powstała Akademicka Straż. Jednym z oryginalnych pomysłów było rozebranie schodów w jednym z budynków na terenie dzisiejszych Klinik, aby uniemożliwić jego plądrowanie. Nie wszystko udało się uratować. Zaraz po przyjeździe spłonęła znaczna część księgozbioru Biblioteki Uniwersyteckiej oraz księgozbiór złożony w kościele św. Anny na Piasku, który spłonął wraz z budynkiem Instytutu Wschodniego (oba budynki dziś już nie istnieją – dop. aut.). Swoje zrobili też czerwonoarmiści i zwykli złodzieje.

Jedna uczelnia

Pomysł połączenia dwóch największych wrocławskich uczelni wyszedł od prof. Stanisława Kulczyńskiego, który tłumaczył go następująco: „Skoro nie można uruchomić Politechniki z powodu braku profesorów i sił naukowych, a Uniwersytetu z powodu braku pomieszczeń i zakładów eksperymentalnych, postanowiliśmy zespolić Uniwersytet i Politechnikę, podeprzeć Politechnikę uniwersyteckimi ludźmi, a Uniwersytet politechnicznymi zakładami doświadczalnymi”.

Koncepcja wydawała się spójna. Baza materialna Uniwersytetu w ostatnich dniach wojny mocno ucierpiała, natomiast budynki Wyższej Szkoły Technicznej oraz Kliniki i gmachy dzisiejszego Uniwersytetu Przyrodniczego zachowały się w znacznie lepszym stanie. Z drugiej strony trzon grupy naukowo-kulturalnej stanowili przedstawiciele nauk uniwersyteckich. Połączenie sił wydawało się więc rozsądnym rozwiązaniem. Kulczyński tłumaczył: „Małżeństwo Uniwersytetu z Politechniką było typowym małżeństwem z rozsądku, podyktowanym trudną sytuacją personalną Politechniki i równie trudną sytuacją materialną Uniwersytetu. Politechnika, wspierając Uniwersytet środkami materialnymi w pomieszczeniach i laboratoriach, dała mu potrzebny czas na stopniową odbudowę. Uniwersytet, podpierając personalnie Politechnikę i osłaniając jej nadmierne szczupłe siły naukowe, dał Politechnice potrzebny oddech na zorganizowanie się personalne w ciągu kilku lat”. Przyszły rektor Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu chciał, aby Uniwersytet obejmował 7 wydziałów: teologii katolickiej, teologii ewangelickiej, prawniczy, humanistyczny, matematyczno-przyrodniczy, lekarski i rolniczy, a ponadto studium wychowania fizycznego. Natomiast Politechnika miała składać się z 4 wydziałów: hutniczo-górniczego, chemicznego, budowlanego oraz mechanicznego z oddziałem elektrotechnicznym. Taki projekt przekazany został także Ministerstwu Oświaty. Ostatecznie na Uniwersytecie utworzono sześć wydziałów: prawno-administracyjny, humanistyczny, matematyczno-przyrodniczy, lekarski, medycyny weterynaryjnej oraz rolnictwa. Politechnikę dekret dzielił na wydziały: chemiczny, mechaniczno-elektrotechniczny, budownictwa oraz hutniczo-górniczy. Nie zgodzono się na powołanie wydziałów teologicznych – teologii katolickiej ani protestanckiej.

Pierwsze wykłady

Formalnie Uniwersytet i Politechnika we Wrocławiu zostały powołane dekretem z dnia 24 sierpnia. Jednak już 6 września 1945 r. Ludwik Hirszfeld – nie czekając na oficjalną inaugurację – wygłosił przy ul. Chałbińskiego pierwszy wykład o współczesnych prądach w bakteriologii skierowany do członków Straży Akademickiej – przyszłych studentów medycyny. Prof. Hirszfeld w swoim sprawozdaniu z okresu organizacyjnego Wydziału Lekarskiego pisał: „Mimo widoków zniszczonych warsztatów, porwał mnie ogrom możliwości dydaktycznych i naukowych, jakie Wrocław ma dla Polski. (...) Za środki, za które w innych miastach adaptuje się kilka pokojów, tutaj można odbudować zakłady. Za pieniądze, za które gdzie indziej kupuje się kilka książek, tutaj uporządkowuje się biblioteki naukowe. Zrozumiałem, że we Wrocławiu da się stosunkowo najłatwiej odbudować polską naukę”. Od 6 września wykłady dla młodzieży odbywały się co kilka dni, a czasem nawet codziennie. Profesorom chodziło głównie o młodzież, która nie mogła doczekać się systematycznej nauki, presję na władze uczelni wywierali także decydenci i lokalna prasa. Dopiero kilka tygodni później przyszedł czas zapisów na studia, egzaminy. Formalne zajęcia rozpoczęły się 15 listopada 1945 r. Na Uniwersytecie wykład inauguracyjny przed studentami Wydziału Lekarskiego wygłosił prof. Ludwik Hirszfeld, natomiast na Politechnice rok akademicki otworzył prof. Kazimierz Idaszewski.

Przy opracowaniu tekstu korzystałem z audycji „Początki Akademickiego Wrocławia” emitowanej na antenie RR z udziałem: Kamilli Jasińskiej i dr. Marka Buraka

Tagi:
historia Wrocław

Reklama

Nauka bezwarunkowej miłości

2019-10-08 14:19

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 41/2019, str. 4-5

Na cmentarzu wojennym w Banachach – w związku z 80. rocznicą wybuchu II wojny światowej oraz bitwą pod Banachami – miały miejsce uroczystości w dniu 22 września

Joanna Ferens
Poświęcenie i odsłonięcie pomnika

W okresie działań wojennych we wrześniu 1939 r. Banachy należały do powiatu biłgorajskiego. Tutaj osiemdziesiąt lat temu toczyły się walki związane z bitwą o Biłgoraj i osłanianiem wycofywania się Armii „Kraków” i Armii „Lublin” w kierunku wschodnim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kenia: zamordowano katolickiego księdza

2019-10-16 17:53

tom (KAI) / Nairobi

Tydzień po zaginięciu katolickiego księdza w Kenii znaleziono jego ciało. Sprawcy zabójstwa pochowali ks. Michaela Maingi Kyengo w pobliżu rzeki w mieście Makima, 100 km na północ od stolicy Nairobi. Jak informują kenijskie media policja prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa.

Unsplash/pixabay.com

„Ekshumujemy ciało w celu przeprowadzenia śledztwa, abyśmy mogli rzucić więcej światła na okoliczności zbrodni” - słowa rzecznika miejscowych władz cytuje gazeta "Daily Nation". Zabójstwo kapłana nazwał „nikczemnym aktem”.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że ks. Kyengo był ostatnio widziany tydzień temu, kiedy odwiedził swoich rodziców. Po tym, jak podrzucił do domu swego współpracownika, późno w nocy, udał się do swojej parafii. Tam nieznany człowiek porwał ks. Kyengo, a później obrabował jego konto bankowe. Jak dotychczas dwóch podejrzanych zostało aresztowanych i to wskazali śledczym miejsce, gdzie zostało pochowane ciało kapłana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Proponowane w Polsce standardy edukacji seksualnej WHO

2019-10-17 11:44

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

W związku z toczącą się obecnie dyskusją, przypominamy materiał o standardach edukacji seksualnej WHO, które wedle woli licznych środowisk i samorządów powinny być prezentowane dzieciom i młodziezy w polskich szkołach na zajęciach prowadzonych przez tzw. edukatorów seksualnych. W poniższej analizie prezentujemy ich główne założenia.

candy1812/fotolia.com
Rodzice mają prawo do informacji dotyczącej tego, co się dzieje na terenie szkoły, do której uczęszczają ich dzieci, a także tego, co propagują organizacje pozarządowe

Wytyczne te zostały przedstawione w dokumencie „Standardy edukacji seksualnej w Europie”, będącym wspólną publikacją Biura Regionalnego Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy i niemieckiego Federalnego Biura ds. Edukacji Zdrowotnej. Publikacja ta, wydana w 2010 r., zawiera zalecenia dla osób i instytucji odpowiedzialnych za zdrowie i edukację seksualną. Jej polskie tłumaczenie zostało wydane w dwa lata później.

Dokument ten - jak czytamy we wstępie - opiera się na tzw. podejściu "holistycznym" do seksualności człowieka i ma za cel „pomóc dzieciom i młodym osobom w rozwinięciu podstawowych umiejętności umożliwiających im samookreślenie ich seksualności i związków na różnych etapach rozwoju, (...) w przeżywaniu swojej seksualności oraz partnerstwa w sposób satysfakcjonujący i odpowiedzialny”.

Autorzy dokumentu zaznaczają, że podejście „holistyczne” ma zastąpić modele edukacji seksualnej obowiązujące dotąd w wielu krajach. Informują, że pierwsza ich grupa – promowana szczególnie silnie przez Republikanów w USA – bazowała na zapoznaniu dzieci i młodzieży z biologicznymi kwestiami dotyczącymi płci i życia seksualnego, co jednak było połączone z promocją wstrzemięźliwości seksualnej do momentu zawarcia związku małżeńskiego. Druga grupa programów, realizowanych dotąd w większości krajów europejskich, abstynencję seksualną traktuje jako zachowanie opcjonalne, a obok niej przedstawiane są zasady antykoncepcji i tzw. bezpiecznego seksu.

Natomiast program WHO ma charakter znacznie bardziej liberalny, uwzględnia również orientację homoseksualną, a płeć – zgodnie z teoriami gender - traktuje jako zjawisko bardziej społeczne niż biologiczne. Na równi z małżeństwem definiowanym jako związek mężczyzny i kobiety, stawia na równym poziomie inne rodzaje związków.

Konkretne propozycje w zakresie edukacji

Dokument „Standardy edukacji seksualnej w Europie WHO” prezentuje „Matrycę” która stanowi przegląd tematów, które powinny zostać omówione w poszczególnych grupach wiekowych: 0–4 lata, 4–6 lat, 6–9 lat, 9–12 lat i 12-15 lat. Zakłada się, że zajęcia te powinny być obowiązkowe (niezależnie od woli rodziców) już od wieku przedszkolnego, a powinni je prowadzić różni specjaliści, niekoniecznie wychowawcy czy nauczyciele. Przewiduje się zatem możliwość prowadzenia edukacji seksualnej przez organizacje pozarządowe mające taki zapis w statutach, a szkoła pełniłaby rolę koordynacyjną.

0–4 lata

Program przewiduje, że szkolni seksedukatorzy powinni przekazywać dzieciom w wieku poniżej 4 lat podstawową wiedzę o ludzkim ciele i narządach płciowych, o różnicach płciowych oraz pochodzeniu dzieci, czyli ciąży i porodzie.

Ma być również kształtowane „pozytywne nastawienie do własnej płci biologicznej, jak i społeczno-kulturowej” oraz wiedza, że związki natury seksualnej mogą być różnorodne, a tej różnorodności powinna towarzyszyć akceptacja.

Niezależnie od tego mają być przekazywane takie treści jak „radość i przyjemność z dotykania własnego ciała” czy wiedza o „masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa”.

4–6 lat

Dzieci w wieku od 4 do 6 lat mają dalej zgłębiać tę tematykę, włącznie z pozytywnym podejściem do masturbacji pojmowanej jako „radość i przyjemność”.

Zarazem mają być omawiane różnorodne emocje, w tym „pierwsza miłość” jako rodzaj zauroczenia, a także przygotowywanie do radzenia sobie w sytuacji, w której uczucie nie zostaje odwzajemnione.

Dziecko w tym okresie ma być również zapoznawane ze „związkami osób tej samej płci” oraz kształtowane w pozytywnym podejściu do własnej tożsamości płciowej. Kształtowana być winna postawa, że „moje ciało należy do mnie”, więc mam określone prawa z tym związane. Towarzyszyć temu ma świadomość, że są osoby, które „mogą posunąć się do przemocy oraz, że muszę nauczyć się jak należy się przed nimi chronić”.

6–9 lat

U dzieci w wieku od 6 do 9 lat ma być pogłębiana wiedza o rozwoju fizjologicznym, z uwzględnieniem miesiączkowania, ejakulacji itp. Duży nacisk ma być położony na antykoncepcję. Jest ona proponowana jako jedyna możliwość planowania rodziny. Prezentowane mają być także różnorodne techniki współżycia płciowego. Zaznacza się tylko, że „akceptowalne współżycie/seks, winien być odbywany za zgodą obu osób, ma być on dobrowolny, równy i stosowny do wieku i kontekstu, zapewniający szacunek do samego siebie”. Żadne inne etyczne normy i zasady dotyczące podejmowania współżycia seksualnego nie są proponowane. Za to ma być uświadamiany „pozytywny wpływ seksualności na zdrowie i dobre samopoczucie”.

Prezentowane mają być również „prawa seksualne”, rozumiane jako prawo do informacji i edukacji seksualnej, jak i cielesnej integralności.

Podobnie jak na poprzednich etapach – wobec dzieci w wieku 6–9 lat - proponowana jest masturbacja i autostymulacja seksualna. Mowa ma być również o „seksie w mediach” (włącznie z internetem), oraz o „radzeniu sobie z obrazem seksu w mediach”. Nie pojawia się w tym kontekście pojęcie pornografii jako zjawiska mającego negatywny wpływ na rozwój człowieka.

Jest też mowa o małżeństwie, ale pojęcie to pojawia się wyłącznie w kontekście możliwości rozwodu. Prezentowane mają być także „różne związki rodzinne” w kontekście umiejętności „negocjowania kompromisów, wykazywania tolerancji i empatii”.

9–12 lat

Na etapie od 9 do 12 lat przedmiotem nauczania ma być szczegółowe poznanie różnych (skutecznych i nieskutecznych) metod antykoncepcji oraz „zrozumienie, że antykoncepcja to odpowiedzialność obu płci”. Wiele ma być mowy o przeżywaniu ciąży i poszczególnych jej etapów, włącznie z ciążą „w związkach między osobami tej samej płci”.

Uczniowie mają być również uświadamiani z zakresie niebezpieczeństwa przemocy seksualnej i konieczności obrony przed nią.

Prezentowane mają być różne orientacje seksualne oraz „miłość wobec osób tej samej płci”. Tym dzieciom, które odkryły swą odmienność seksualną - proponowany ma być «coming out», czyli publiczne ogłoszenie tego faktu jeszcze przed ukończeniem 12. roku życia. Zgodnie z teorią gender ma być przekazywane także przekonanie o „różnicach między tożsamością płciową i płcią biologiczną”.

Cel edukacji ma być osiągnięty wraz z ukończeniem 15. roku życia, kiedy młody człowiek powinien już osiągnąć pełną „akceptację, szacunek i rozumienie różnorodności dotyczącej seksualności i orientacji seksualnych”. Nigdzie natomiast nie ma mowy o potrzebie opanowywania popędu seksualnego, nie pojawia się więc pojęcie wstrzemięźliwości. Nie istnieje pojęcie „uczyć wyższych” rozumianych jako rozwój miłości, którym powinny być podporządkowane „uczucia niższe”, w postaci pożycia seksualnego.

Zaznaczyć należy, że tak zarysowany program edukacji seksualnej pozostaje w diametralnej sprzeczności nie tylko z chrześcijańską koncepcją rozwoju osoby ludzkiej, ale także z „integralną wizją ludzkiej seksualności” zawartą w obowiązującej w Polsce podstawie programowej, wprowadzonej rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 14 lutego 2017.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem