Agata Kowalska: Jak trafiłaś do pracy w zakrystii? Czy to był przypadek, czy świadoma decyzja?
Kamila Suchańska: Zaczęło się po prostu od tego, że… potrzebowałam pieniędzy. Może brzmi to śmiesznie, ale zepsułam wówczas okulary. Byłam w klasie maturalnej, musiałam się uczyć, więc stwierdziłam, że zakrystia będzie dobrym miejscem do pracy. Po pierwsze, żeby móc pogodzić ten obowiązek z nauką, ale również, żeby być bliżej Pana Boga poprzez służbę.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Agata Kowalska: Pamiętasz swój pierwszy dzień? Co było dla Ciebie najtrudniejsze, a co zaskakujące?
Kamila Suchańska: Pierwszy dzień był zaskoczeniem. Nie miałam pojęcia, jak to wszystko będzie wyglądać. Najtrudniejsze było nauczenie się wszystkich nazw typu korporał, palka itp., kolejności wykonywania zadań. Trzeba było nauczyć się nawet włączania świateł w kościele, bo trochę ich jest :) Pamiętam, że założyłam sobie zeszyt, w którym wszystko rozpisałam, żeby się nie zgubić. Dziś to już łatwizna, ale na początku było trudno.
Karol Porwich/Niedziela
Parafia św. Melchiora Grodzieckiego, w której na co dzień posługuje Kamila
Agata Kowalska: Czy ktoś Cię do tej posługi zachęcił?
Kamila Suchańska: Mój ksiądz proboszcz. Wiedział, w jakiej jestem sytuacji i zaproponował mi pracę.
Agata Kowalska: Jak więc wygląda Twój typowy dzień w zakrystii? Które obowiązki lubisz najbardziej?
Reklama
Kamila Suchańska: Godzinę przed Mszą św. jestem już w kościele, do moich obowiązków na początek należy jego otwarcie. Muszę naszykować kielich, ampułki, ornaty w odpowiednim kolorze. Przygotowuję czytania, jeśli chodzi o Mszał to jeszcze ciągle się go uczę. Przed samą Eucharystią zapalam świece, jeśli są ministranci to również im troszkę pomagam. Później albo idę na Mszę św., albo jestem w zakrystii i w razie jakiegokolwiek problemu czuwam. Ulubione zajęcie to przygotowanie ornatów :) wiadomo, różne kolory, sprawdzanie, który najbardziej odpowiada jakością to miłe kobiece zajęcie :)
Agata Kowalska: Czy praca w zakrystii zmieniła Twoje spojrzenie na Liturgię?
Kamila Suchańska: Zdecydowanie! Od początku pracy zaczęłam zauważać szczegóły, których nie widziałam wcześniej siedząc w ławce. Przygotowanie do Mszy i później uczestniczenie w Eucharystii daje całościowy ogląd na to, co dzieje się na ołtarzu. Wielkie jest to, że komunikant, który przygotowuję i kładę na patenę, staje się chwilę później Ciałem Chrystusa. To jest dla mnie do dziś coś niewyobrażalnego. Dzięki pracy w zakrystii zauważam jeszcze więcej szczegółów w życiu codziennym, które pokazują mi, jak blisko nas jest Jezus.
Agata Kowalska: Jak to jest być młodą kobietą pracującą „za kulisami” Kościoła? Spotykasz się z niezrozumieniem albo stereotypami? Czy czujesz, że Twoja praca jest zauważana?
Kamila Suchańska: Ta praca „za kulisami” Kościoła na początku była zdziwieniem dla wielu ludzi, przede wszystkim dla starszych osób z parafii. Dziś już przyjęły mnie na zakrystii i jest wszystko w tej materii dobrze, jednak potrzebowali trochę czasu.
Reklama
Kobieta w kościele, i to jeszcze młoda, zbierająca na tacę, czasem przyjmująca też intencje na Mszę świętą była dla ludzi wielkim zaskoczeniem. Na początku było mi też trudno, ponieważ trochę się wstydziłam, jednak jeśli robi się coś dla Boga i dla ludzi, którzy potem też doceniają cię, to warto, po prostu zawsze warto. Oczywiście, że spotykam się ze stereotypami. Na początku słyszałam, że zakrystia to nie jest miejsce dla kobiet, albo że jestem „pomocą księdza”. Czasem mówi się, że to łamanie tradycji. Jednak ja uważam, że idziemy również jako Kościół do przodu, więc kobieta może być w zakrystii, może być też przy drugim człowieku właśnie w taki sposób. Kobiety mają swoją ważną rolę w Kościele. Mamy też to damskie oko, które widzi to, co nie wszyscy są w stanie dostrzec :)
Czuję, że moja praca jest zauważona. Widzę, że są ludzie, którzy wolą przyjść do świeckiej osoby coś załatwić, czy np. nawet kiedy sprzedajemy Niedzielę przy wyjściu z kościoła, niektórzy zagadują mnie, parafianie mają różne pytania dotyczące wiary czy posługi.
Agata Kowalska: Jak ta posługa wpłynęła na Twoją wiarę?
Kamila Suchańska: Podczas Mszy św. siedzę w ostatniej ławce, bo wiem, że sercem jestem blisko, jako zakrystianka mogę być przy tabernakulum, przy ołtarzu i też dzięki temu bliżej Boga. Pracując w kościele mogę jeszcze mocniej świadczyć o Jezusie. Jeszcze raz muszę to powiedzieć – ten komunikant, który ja przed Mszą św. przygotowuję, w rękach kapłana staje się Bogiem schodzącym do nas, na ziemię. To dla mnie największe świadectwo Bożej miłości.
Karol Porwich/Niedziela
Parafia św. Melchiora Grodzieckiego, w której na co dzień posługuje Kamila
Agata Kowalska: Zapewne bywały momenty zwątpienia albo zmęczenia, więc co pomaga Ci trwać w tej pracy już tyle lat?
Kamila Suchańska: Takich momentów było naprawdę sporo. Zwątpienie przychodzi nawet wtedy, kiedy trzeba rano wstać i otworzyć kościół, czasem się po prostu, po ludzku, nie chce, każdy z nas dobrze to wie, że i tak w życiu bywa. Prawdą jest też to, że praca może stać się monotonna. Wiara jednak daje mi dalszą motywację, żeby iść dalej i po prostu iść za Jezusem.
Agata Kowalska: A czego wierni zazwyczaj nie wiedzą o pracy zakrystianki?
Reklama
Kamila Suchańska: Tego, że żeby tu pracować trzeba było się wielu rzeczy nauczyć. Sama na początku nie miałam dużej wiedzy. Nie wiedziałam, że jest Agenda liturgiczna, rubrycela, czyli kalendarz liturgiczny itp. Za tym idzie nauka przygotowania wszystkich nabożeństw, np. fatimskich, przygotowania obrzędów takich jak np. święcenie samochodów, nauka o odpustach. Za chwilę wejdziemy w czas Wielkiego Postu, przyjdzie Triduum Paschalne. Tego, w jaki sposób liturgicznie przygotować się do tego czasu także dowiedziałam się na zakrystii. Wierni, i również ja kiedyś, jako osoba siedząca w ławce podczas Mszy św., wielu rzeczy nie zauważałam, nie miałam takiej wiedzy, jaką mam dziś. Ale to wszystko przyszło z czasem, z nauką. Często to, co widoczne na zakrystii, jest niewidoczne dla osób uczestniczących w Liturgii.
Agata Kowalska: Czy masz jakąś historię z zakrystii, która szczególnie zapadła Ci w serce, może zdarzyło się coś, co mocno Cię poruszyło duchowo?
Kamila Suchańska: Mocno zapadają w serce pogrzeby. Pożegnanie bliskich ludzi to moment, na który wielu z nas nie jest gotowych. Poruszyła mnie niegdyś niepełnosprawna kobieta, która żegnała swojego męża. Widziałam w jej oczach wielką miłość do tego człowieka, sama wówczas uroniłam łzy. Nie wiem, czemu aż tak mnie ta historia dotknęła, ale modliłam się za tego mężczyznę i tę panią. Do dziś mam ten dzień w pamięci.
Agata Kowalska: Czy traktujesz tę pracę jako swoje powołanie?
Kamila Suchańska: Jest to w pewien sposób moje powołanie. Czuję w tym Boże prowadzenie, to miejsce, w którym chcę być. To, co też często powtarzam, to poczucie bliskości Kościoła, które mam pracując w zakrystii. Bycie bliżej ludzi, poznawanie ich historii, świadomość tego, że mogę też z tego miejsca pomagać – słowem, gestem, czynem. To moja wielka radość.
Agata Kowalska: Co powiedziałabyś młodej dziewczynie, która szuka swojego miejsca w Kościele?
Reklama
Kamila Suchańska: Idź za Panem Jezusem i za Matką Bożą. Niech właśnie Maryja będzie dla Ciebie kobiecym wzorem. Choć czasem jest trudno to pojąć, to pamiętaj, że dla nas, kobiet, również jest wiele przestrzeni w Kościele – czytanie, śpiewanie, czy nawet praca w zakrystii. Rób to, co kochasz, odważ się. To nie są tylko sprawy, które są niejako „z tyłu” kościoła. To ważne posługi, w których można się realizować.
Agata Kowalska: Kamila, na zakończenie, gdybyś miała opisać swoją pracę jednym zdaniem, co by to było? Co daje Ci największą radość w byciu zakrystianką?
Kamila Suchańska: Radość przynoszą mi ludzie i to, że mogę stąd służyć właśnie człowiekowi i Panu Bogu.
