Maria Czerska (KAI): 20 lutego obchodzimy Dzień Modlitwy i Solidarności z Osobami Skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym. Jak siostra będzie przeżywać ten dzień?
S. Scholastyka Iwańska: To będzie dla mnie zwyczajny dzień pracy, przeplatany jednak modlitwą w intencji osób skrzywdzonych. Tu w klasztorze Ecce Homo św. Brata Alberta w Krakowie, gdzie mieszkam i pracuję o 6.30 sprawowana będzie Msza św. w intencji Osób skrzywdzonych. Również podczas naszych codziennych zakonnych modlitw będziemy chciały skrzywdzonych otoczyć troską O 16.30 odprawimy Drogę Krzyżową, również w tej intencji – będzie to nabożeństwo otwarte dla wszystkich. Dlatego, że w naszym Sanktuarium modlą się również Ubodzy, korzystających z Jadłodajni prowadzonej przez siostry i oni, podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, w swoim gronie będą łączyć się duchowo ze skrzywdzonymi.
To siostra jest autorką tegorocznych rozważań Drogi Krzyżowej na ten dzień. Jak to się stało?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
- Każdego roku modlitwy i rozważania na ten dzień przygotowują różne osoby zaangażowane w pomoc i towarzyszenie skrzywdzonym. Ja również jestem w tym gronie. Otrzymałam taką propozycję i podjęłam ją w poczuciu, że jest to też służba tym osobom. Chciałam, by rozważania wpisywały się w to, co oni przeżywają. Konsultowałam tekst z nimi. Ufam, że udało mi się choć trochę dotknąć i ponazywać to, co czują, czego nie potrafią poczuć, co jest ich codzienną walką.
Na czym polega Siostry zaangażowanie?
Reklama
- Zaczęło się ok. 5 lat temu. Podczas spotkania wyższych przełożonych żeńskich zgromadzeń zakonnych pojawiła się informacja i zachęta do włączenia się w systemie pomagania i towarzyszenia osobom skrzywdzonym. Wynikało to między innymi z potrzeby zaangażowania w system pomocowy kobiet, sióstr zakonnych. W naturalny sposób wiele kobiet skrzywdzonych potrzebuje wyboru, czy woli porozmawiać z inną kobietą, czy mężczyzną. Ten wybór jest szczególnie istotny, gdy to mężczyzna jest sprawcą, a przeważnie tak bywa.
Moja przełożona generalna zaproponowała mi to zaangażowanie. Trudno mi było odpowiedzieć od razu ale tak się złożyło, że właśnie w tym czasie zgłosiła się do mnie jedna z osób skrzywdzonych. To pomogło mi podjąć decyzję.
Jestem z wykształcenia psychologiem (choć nie terapeutą). Należę do zgromadzenia, którego charyzmatem jest służba ubogim. Doświadczenie takiej krzywdy jest dla mnie rodzajem ubóstwa – człowiek zostaje okradziony, coś cennego zostaje mu zabrane. Co gorsze – skutków tej sytuacji nie da się odwrócić w pełni. Są jednak możliwe inne działania naprawcze. Jeśli moja wiedza, czy doświadczenie może się na coś przydać – chcę pomagać.
Podejmowałam różne projekty w ramach Fundacji Świętego Józefa. Teraz jest to przede wszystkim telefon „Siostry dla Skrzywdzonych”. Pełnię funkcję delegatki ds. Ochrony Małoletnich w Zgromadzeniu Sióstr Albertynek a także towarzyszę kilku osobom skrzywdzonym.
Jak działa telefon „Siostry dla Skrzywdzonych”?
- Jest to jeden z projektów Fundacji Świętego Józefa, prowadzony przez siostry zakonne, telefon zaufania, na który można anonimowo zadzwonić i porozmawiać, opowiedzieć o tym, co się wydarzyło.
Reklama
Na numer 798 009 615 można zadzwonić w każdą środę od godz. 19 do 21. W sprawne funkcjonowanie tego dzieła zaangażowanych jest kilka sióstr zakonnych, z różnych zgromadzeń, z różnymi zasobami wiedzy i doświadczenia. To, co wszystkie siostry łączy to chęć pomocy. Na stronie Fundacji Świętego Józefa można sprawdzić, która z nas w danym dniu dyżuruje przy telefonie, kim jesteśmy, jakie mamy doświadczenie i przygotowanie. Dzwoniący mogą być anonimowi ale wiedzą, z kim rozmawiają.
Dlaczego, zdaniem Siostry, ten telefon jest potrzebny?
- Myślę, że to bardzo ważne, by osoba skrzywdzona miała przestrzeń, w której może powiedzieć coś na głos w czyjejś życzliwej obecności I w jakimś sensie ma kontrolę nad tym – to znaczy nie musi się legitymować, rozmowę może przerwać w każdej chwili.
Dopóki człowiek przeżywa wszystko w sobie – czasem przez lata – jest to często niejasne kłębowisko myśli i emocji, odczuć i braku czucia. Wypowiedzenie czegoś na głos, opowiedzenie o tym, co się wydarzyło, nazwanie pewnej rzeczywistości – trochę ją porządkuje. To może być punkt wyjścia, by ruszyć z miejsca, by rozpocząć jakiś proces w stronę zadbania o siebie, o sprawiedliwość.
Czy mogłaby Siostra coś powiedzieć o tych rozmowach?
- Są bardzo, bardzo różne. Tak samo jak różne są Osoby Skrzywdzone. Każda jest inna. Zdarza się, że ktoś dzwoni, opowiada swoją historię i nagle się rozłącza. Nie potrzebuje żadnego słowa pociechy, informacji, komentarza, czy porady. Celem było jedynie powiedzenie. . Czasem ktoś wprost mówi, że to jest właśnie to, czego na dziś potrzebuje – by ta historia mogła po prostu wybrzmieć.
Reklama
Czasem ktoś dzwoni z pytaniami o swoją sytuację, próbuje ponazywać to, co się kiedyś wydarzyło. Zadaje pytanie, czy to była krzywda, czy takie przekroczenie granic jest do przyjęcia, czy w ogóle można przekraczać jakiekolwiek granice. Bywają również dylematy i obawy dokrzywdzające, np.: czy samemu się nie sprowokowało pewnych sytuacji? Bo takie komentarze można niekiedy usłyszeć w mediach Często po latach działają już takie mechanizmy obronne, że trudno samemu ponazywać, co właściwie się wydarzyło, co zatarło się w pamięci, a co pamięć w te luki wprowadziła.
Czasem pytam, czy ktoś np. potrzebuje jakiejś porady prawnej czy prawno – kanonicznej. W Fundacji Świętego Józefa oferowana jest taka pomoc. I w tym przypadku można zachować pełną anonimowość. Czasem ktoś potrzebuje psychoterapii. Ja nie udzielam porad prawnych, nie prowadzę terapii ale mogę zostać tym pierwszym życzliwym kontaktem. Kimś, kto może pokierować dalej, do osób sprawdzonych i odpowiednio przygotowanych, takich, które przyjmą ze zrozumieniem.
Jeśli ktoś ma trudną historię do opowiedzenia, potrzebuje do tego bezpiecznej przestrzeni, poczucia, że ta druga osoba tę historię przyjmie i że ją udźwignie. Bywam „testowana” pod tym kątem. Czasem dzwoni ktoś, kto na wstępie mówi bardzo mocne zdanie i czeka, jak zareaguję, czy się tego wystraszę, czy podejmę temat
Czasem jest tak, że dzwoni osoba, która już wcześniej ze mną rozmawiała. Niekiedy ten kontakt jest mailowy. Mój adres jest dostępny, można napisać; mówię też o tym dzwoniącym. Niektórzy zakładają specjalne adresy do tej korespondencji i piszemy.
Warto dodać, że dzwonią nie tylko osoby skrzywdzone. Czasem są to świadkowie krzywdy, osoby, które coś niepokoi, które coś widziały, potrzebują, by ktoś to z nimi ponazywał, wyjaśnił, pomógł.
Czy zdarza się, że dzwonią sprawcy?
Reklama
- Nie miałam jeszcze telefonu od sprawcy, choć zdarzył mi się taki kontakt w ramach innej inicjatywy. Młody człowiek, uzależniony od pornografii, który uświadomił sobie, że przekroczył pewne granice wobec jednej z osób. Zgodził się na rozmowę z seksuologiem, podjęcie różnych działań.
Jeśli chodzi o nasz telefon – jak najbardziej jest on otwarty również na sprawców. Jeśli o mnie chodzi, gdyby ktoś taki zadzwonił, starałabym się m.in. pokazać, z jakich form pomocy może skorzystać. Oczywiście, jeśli doszło do przestępstwa, zobowiązana jestem do konkretnych działań. Natomiast bardzo ważne jest, by wiedzieć, że można zapobiegać albo, gdy zło już się wydarzyło, zatrzymać się, by nie doszło do recydywy. Są terapie, są specjaliści, seksuolodzy, są różne formy pomocy.
Znam sytuację, gdy ksiądz sam zawczasu zgłosił się na terapię, bo zauważył, że reaguje seksualnie na dziecko. Przestraszył się. To jest przykład poczucia odpowiedzialności. Umiał szukać pomocy i zadziałać na czas. Bez niuansowania, intelektualizowania. Odpowiedzialnie.
Jak rozmowy w ramach telefonu „Siostry dla Skrzywdzonych” wyglądają w kontekście obowiązującego prawa?
Reklama
- Niektóre sytuacje z samego faktu zaistnienia wymagają zgłoszenia. Jeśli osoba dzwoniąca, nawet anonimowa poda konkretne dane krzywdziciela, fakty, a sytuacja będzie miała znamiona wiarygodności, trzeba działać zgodnie z obowiązującymi procedurami. Informuję też o tym osoby dzwoniące, by miały tę świadomość i pewną kontrolę nad tym procesem, by mówiły tyle, ile chcą ze świadomością istniejącego prawa. Zwykle osoby skrzywdzone dobrze przyjmują taką informację. Czują się dzięki temu bezpieczniej. Nie zawsze każdy gotowy jest do zgłoszenia krzywdy w danym momencie, bywa, że potrzebuje więcej czasu, a sytuacja nie wymaga bezwzględnego reagowania.
Z iloma osobami już Siostra rozmawiała?
- Bardzo trudno to oszacować. Mogę powiedzieć tyle: gdy zaczynałyśmy, bywało, że nie dzwonił nikt; zdarzały się „puste” dyżury. Teraz moje dyżury nigdy nie są puste. Ostatnio całe dwie godziny bywają zapełnione. Ludzie dzwonią.
Jakie znaczenie ma to, że telefon odbierają Siostry zakonne?
- Pierwszy temat, to ten, o którym już mówiłam – jesteśmy kobietami. Dzwonią głównie kobiety. Raz zdarzyło mi się rozmawiać z mężczyzną. Kobiety często wolą porozmawiać z drugą kobietą.
To, że jesteśmy siostrami też może mieć znaczenie. Siostry „dobrze się kojarzą” – ze słuchaniem, z opiekuńczością, z troską.
Czasem dzwonią też do nas siostry zakonne. W takiej sytuacji zrozumienie pewnych uwarunkowań i realiów życia w zgromadzeniu może być dużą pomocą.
Siostry też dzwonią anonimowo?
- Tak. Mówią, że są siostrami. Ja nie pytam o imię ani o zgromadzenie. Czasem chcą się przedstawić ale i tak zapewniam, że rozmowa jest między nami. Bywa, że w zgromadzeniu nie mają osoby, którą mogą obdarzyć zaufaniem w takiej sprawie. Bywa, że już rozmawiały ale to nie wystarczyło.
Reklama
Czasem coś się dzieje we wspólnocie i potrzeba, by ktoś, kto również zna realia życia zakonnego spojrzał na to z boku, wysłuchał, podpowiedział, przedstawił możliwości działania. Bywa i tak, że młoda dziewczyna wstępuje do zakonu z jakąś niedomkniętą historią z przeszłości i w życiu zakonnym to potem bardzo mocno daje o sobie znać…
Chciałam właśnie spytać o siostry zakonne, które też bywają w gronie skrzywdzonych. Jak wygląda ich sytuacja? Czy mają gdzie szukać konkretnej pomocy?
- Myślę, że nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Nie ma prostej odpowiedzi. Znam sytuacje, w których Siostra otrzymała ogromną i bardzo mądrą pomoc w swojej Wspólnocie. Znam takie, kiedy Siostra tę pomoc uzyskała poprzez działania zewnętrznych instytucji pomocowych i znam niestety też takie, że na wołanie o pomoc nie było reakcji. Albo była, ale zdecydowanie nie taka, która niosłaby pomoc. Doświadczenie podpowiada mi, że tu kluczowe są nie tyle rozwiązania systemowe – chociaż też ogromnie ważne - co nasza ludzka dojrzałość i to, jaką mamy gotowość do słuchania, do powstrzymywania się od szybkich i skrajnych sądów. Znam przełożone, które, gdy dowiedziały się o krzywdzie, podejmowały niesamowite działania, z ogromną troską, bez najmniejszego zrzucania odpowiedzialności na daną siostrę, ale uczciwie, z prawdziwą siostrzaną pomocą. Uwierzyły, sięgnęły po pomoc specjalistów. Są też jednak i te sytuacje, gdzie wspólnota czy przełożona nie dopuszcza do siebie możliwości zaistnienia takiego wydarzenia.
To jest tak samo, jak w rodzinie. Też funkcjonują mechanizmy wyparcia, gdy może się okazać, że np. sprawcą jest ktoś bliski.
Reklama
To, co jest bardzo ważne – to wiedza. Wiedza dotycząca kwestii psychoseksualnych, dotycząca naszych granic, tego, co jest właściwe a co stanowi przekroczenie norm, przestępstwo.
Znam historię młodej kobiety, która dopiero pod koniec szkoły podstawowej dowiedziała się, że „spanie w jednym z łóżku z tatą” nie jest ok. W takim środowisku żyła od urodzenia. Wyobraźmy sobie, że tak kształtowane dziecko odkrywa powołanie. Przychodzi do zgromadzenia i tam dopiero dowiaduje się, że to czego doświadczała to była krzywda i że to w ogóle nie powinno się w jej życiu wydarzyć. Czy jej motywacja wstąpienia do zgromadzenia może być podświadomie podyktowana właśnie tym doświadczeniem, chęcią ucieczki przed małżeństwem, przed seksualnością, bliskością? To w którymś momencie z niej „wyjdzie”. Dlatego bardzo ważna jest wiedza, edukacja, spotkania z fachowcami, otwarte rozmowy w formacji. Powinno to być stałym elementem naszej formacji ludzkiej, na której może być budowana formacja zakonna.
Przykład innego rodzaju. Siostra zakrystianka przygotowała kościół przed Mszą św. Ksiądz ją w podzięce przytulił i pogłaskał. Nie. Siostra to nie jest mała dziewczynka. To jest dorosła kobieta. Przytulanie i głaskanie to nie jest właściwa forma podziękowania w tym przypadku. Zdrowa asertywność. Znajmy te granice i umiejmy je stawiać.
Na ile sprawy, o których ludzie mówią w telefonie zaufania znajdują ostatecznie konkretne rozwiązania, np. w podjęciu terapii, zgłoszeniu przestępstwa itp.?
Reklama
- Wiem o osobach, które podjęły terapię. Wiem np. o siostrach, które podjęły konkretne rozmowy z przełożonymi i ich sprawy „ruszyły z miejsca”. Jestem świadkiem takich historii, w których udało się pomóc, udało się przerwać cierpienie związane z krzywdą. Albo przynajmniej zaopiekować się człowiekiem, tak, by wydobył „na zewnątrz” swoją historię i otworzył się na jej przepracowywanie.
Gdyby ta nasza rozmowa miała być okazją do przekazania czegoś Osobie Skrzywdzonej, to co by jej Siostra chciała powiedzieć?
- Że żyje. Chociaż nosi w sobie jakąś śmierć, jakiś brak nadziei, brak wiary, brak miłości to wciąż żyje i może coś zmienić. Nie przeszłość, bo to niemożliwe. Ale teraźniejszość, przyszłość, by czuć wolność. By czuć, że nie jest KRZYWDĄ, ale Osobą, która krzywdy doznała. Chciałabym powiedzieć: są osoby, które chcą Ci pomóc, są osoby, które są do tego przygotowane, które nie wystraszą się Twojej historii, a będą wraz z Tobą szukać najlepszych rozwiązań.
Życie z krzywdą jest bardzo trudne, ale trudniejsze, kiedy się idzie z nią samotnie. Możliwe jest towarzyszenie – taka sytuacja, że ktoś jest w zasięgu ręki, można do niego zadzwonić, napisać. Chciałabym przekazać, że doświadczenie życzliwej, wspierającej obecności naprawdę jest realną pomocą w przeżywaniu tego cierpienia. Dla mnie to jest właśnie zawsze taki obraz Drogi Krzyżowej. Nie jestem w stanie czuć cierpienia niosącego krzyż, nigdy go nie poczuję, ale mogę być gdzieś obok.
Reklama
Możliwe są małe gesty. Razem niesiemy krzyż przez kilka kroków, gdy pójdę z kimś, by zgłosić krzywdę. Ocieram twarz jak Weronika, gdy, ktoś się może przy mnie wypłakać, wykrzyczeć, a nawet używać wulgarnych słów a ja się tym nie zdziwię, bo wiem jak to jest potrzebne.
Jak pisała Siostra swoje rozważania do Drogi Krzyżowej?
- Spisałam je w czasie moich rekolekcji zakonnych. To było 9 dni milczenia i modlitwy. Wtedy przypominały mi się historie, które poznałam. Starałam się kontemplując kolejne stacje widzieć tam osoby, których wysłuchałam. Zależało mi też, by te rozważania były skoncentrowane na Chrystusie, bo to o Niego chodzi, o to co dla nas zrobił i o to, że możemy Go spotkać w naszym cierpieniu.
Droga Krzyżowa zaczyna się od pocałunku, od rzeczywistości, która powinna być piękna, powinna być wyrażeniem miłości a może się okazać początkiem dramatu. „Pocałunek Judasza” może doprowadzić nawet do śmierci. Przy jednej ze stacji myślałam o dzieciach, które nie powiedziały do końca, jakiej doświadczyły krzywdy, chcąc w pewnym sensie chronić przed tą wiedzą swoich rodziców. Wzięły to całkowicie na siebie, aż przyszedł taki moment, gdy jedynym wyjściem z tego przytłaczającego cierpienia okazało się dla nich odebranie sobie życia.
Jedna stacja opowiada o krzyżach, które mogą być wszędzie - i na ścianie i na szyi ale to mogą być tylko oznaki zewnętrzne; sama obecność krzyża nie chroni, to nie sprawia, że te miejsca stają się bezpieczne.
Reklama
W rozważaniach pojawia się też wątek fałszywego oskarżenia i fałszywych świadków. To może być dramat osób, którym nikt nie wierzy, że doświadczyły takiego dramatu ze strony osoby powszechnie uznanej za autorytet, ale też cierpienie tych, którzy zostali fałszywie oskarżeni.
Poruszające jest spotkanie Jezusa z kobietami. Płaczą nad skazańcem a nie widza, co się dzieje w życiu ich dzieci.
Może się zdarzyć, że ktoś nie będzie gotów przejść całej Drogi Krzyżowej. Coś mu się przypomni, nie będzie w stanie tego udźwignąć. Może wyjść z kościoła, może przerwać. Piszę o tym też we wstępie do rozważań. Jestem pewna, że Panu Bogu to nie przeszkadza. Nic nas nie może oderwać od Jego miłości. A takiej osobie chciałabym powiedzieć, że efekty w procesie zdrowienia zwykły nie być nagłe, spektakularne, z dnia na dzień. To jak wchodzenie po krętych schodach: wydaje się, że człowiek jedynie kręci się w kółko lecz w istocie wspina się coraz wyżej. Na tej drodze jest nadzieja.
Jakie znaczenie, zdaniem Siostry, ma ten Dzień Solidarności dla całej wspólnoty Kościoła?
- To jest sprawa nas wszystkich, jako mistycznego Ciała Chrystusa. To nie jest jednoznaczne z tym, że wszyscy ponosimy odpowiedzialność. Jednak dramat cierpienia naszych sióstr i braci w Chrystusie każdego z nas jakoś dotyczy. Jesteśmy połączeni – czy sobie z tego zdajemy sprawę czy nie. Jeśli jeden członek cierpi, całe ciało w jakimś wymiarze to odczuwa.
W tym sensie wszyscy jesteśmy zaproszeni do przeżywania tego dnia. Nie musimy robić wielkich rzeczy. Wystarczy mały gest, wstąpienie do Kościoła, krótka modlitwa w intencji skrzywdzonych. A może czasem chodzi o milczenie i powiedzenie sobie, że nie wiem wszystkiego, nie podważam czyjegoś bólu, bo dla mnie to niewiarygodne.
