Księdza Amortha wyróżniały bowiem siła oraz wytrwa łość w mówieniu prawdy o Bogu. Jego niezłomny duch, zamknięty w zbroi wojownika walczącego przeciwko siłom zła, kazał mu z jasnością myśli i logiką nieprzerwanie demaskować obłudę i blichtr tego świata. Z całą stanow czością piętnował ograniczenia, nadużycia i wypaczenia wiary, jak wówczas, gdy uświadamiał brak odpowiedniej formacji seminaryjnej kapłanów w dziedzinie znajomości aniołów i demonów oraz walki z tymi ostatnimi. Był pod tym względem dalekowzrocznym prekursorem.
W książce ks. Gabriele wskazuje na konieczność „rechrystianizacji” chrześcijan, bo według niego igno rancja wiary doprowadza do tego, że ludzie ulegają zwod niczemu działaniu złego ducha. Posługa egzorcystatu ukształtowała tego człowieka – chrześcijanina, kapłana – do wiary w miłosierdzie Boga i w Jego moc, ale także w matczyne działanie Najświętszej Maryi Panny.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Innym aspektem, jaki wyłania się z jego słów, jest właśnie niezachwiana wiara w Boga i opiekę Matki Bożej. Był żarli wym mariologiem, a z jego nabożeństwa do Maryi wypływały posłuszeństwo Kościołowi oraz miłość do cierpiących braci. Książka jest pomocą katechetyczną i duchową. Sposób mówienia ks. Gabriele, często używającego żartobliwych i ironicznych powiedzonek – jako że jego serce było ra dosne – może stanowić wzorzec tam, gdzie porusza za gadnienia związane z wiarą i kierownictwem duchowym. Jako egzorcysta dziękuję Ci, Drogi Bracie. Pomogłeś nam zrozumieć, że tylko trwanie z Jezusem pozwala od nosić zwycięstwa, usuwa lęk, nieporządek, strach przed śmiercią, obecność Złego w naszym życiu. Dałeś nam świadectwo, że egzorcysta nie jest magiem ani szaleńcem, ale jest człowiekiem, chrześcijaninem, kapłanem oraz sługą Boga i Jego Kościoła.
Módl się za nami, wstawiaj się za Międzynarodowym Stowarzyszeniem Egzorcystów, które Bóg pozwolił Ci jeszcze zobaczyć jako oficjalnie zatwierdzone przez Stolicę Apostolską, aby zawsze służyło Bogu i Jego Kościołowi. „Czytajcie Ewangelię! Żyjcie Ewangelią, działajcie z wielką pokorą, pamiętając, że wszystko zależy od Boga, sami uwa żając się za niezdolnych do niczego! Jestem pokorny, po korny, pokorny… i chlubię się tym!” (ks. Gabriele Amorth).
o. Paolo Carlin OFMCap egzorcysta, rzecznik prasowy, delegat krajowy na Włochy Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów.
PONIŻEJ FRAGMENT ARCHIWALNEGO WYWIADU Z KSIĄŻKI "Tajemnice egzorcysty", wyd. Edycja Świętego Pawła. Książka do kupienia w naszej księgarni!: ksiegarnia.niedziela.pl.

Większość ludzi myśli, że przystąpienie do walki z demonem może budzić spory strach…
Reklama
Ks. Gabriele Amorth: Nigdy! Ja nigdy się nie bałem, nawet na początku! Nigdy! Zawsze powtarzam, że to demon boi się mnie. Wielokrotnie mówiłem w telewizji: „Kiedy demon mnie widzi… robi w gacie!”. Na początku towarzyszył mi o. Candido, a więc miałem mocne wsparcie. Potem zawarłem żelazny układ z Matką Bożą! Wiele razy Szatan mi mówił: „Tobie nie mogę nic zrobić, bo ty jesteś zbyt strzeżony”. Mam mojego Anioła Stróża, mam św. Gabriela, który jest moim patronem, i mam płaszcz Matki Bożej! Czuję się jak basza, zawsze czułem się bezpieczny!
Mam wielu pomocników z wysoka, ale ci przed chwilą wymienieni to podstawa! Otoczony płaszczem Maryi niczego się nie boję. Nigdy też nie miałem żadnych nękań, podczas gdy o. Candido ich doświadczył. Ojciec Candido był pasjonistą i działał przy Scala Santa. Kiedyś wyjechał poza Rzym, a tymczasem przybył jakiś jego współbrat i umieszczono go w jego celi. Następnego dnia wrócił o. Candido, a ten współbrat zapytał go: – Jak ojciec może spać w tym pokoju? Bez przerwy jakieś hałasy, bez przerwy… – Nie zwracam na to uwagi! – odpowiedział.
Poza tym co noc wstawał i szedł do kaplicy na godzinę adoracji. Ojciec Candido był człowiekiem wielkiej modlitwy! Dowiedziałem się od kogoś, kto był przy nim blisko, że w ostatnich chwilach na łożu śmierci doświadczył ataków demona: sztywniał, stawał się poważny i zdrętwiały… Cóż, nie wiemy, jak będziemy umierać! Nie przypadkiem powtarzamy tak wiele razy: „Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”. W życiu ważne są dwa momenty: ten obecny i moment śmierci. Potrzeba pomocy Matki Bożej!
Trudno sobie wyobrazić, jak można prowadzić dialog z demonem, co i jak można komunikować. Jaką formację Ksiądz otrzymał?
Reklama
Otrzymałem wspaniałe nauki. Te, które uważam za najważniejsze, dotyczą Matki Bożej. Pewien zaprzyjaźniony ze mną egzorcysta, nieżyjący już od dawna, dużo starszy ode mnie, z którym byliśmy przyjaciółmi, zanim jeszcze zostałem egzorcystą, zapytał diabła: – Powiedz mi, jakie przymioty Najświętszej Maryi najbardziej wprawiają cię we wściekłość, jakie sprawiają ci najwięcej bólu!?
Odpowiedź brzmiała: – Ona jest najczystsza ze wszystkich stworzeń, a ja jestem największym świntuchem; Ona jest najpokorniejsza ze wszystkich, a ja jestem najbardziej zbuntowany; Ona jest najbardziej posłuszna, a ja nigdy nie jestem posłuszny!
Pewnego dnia podczas egzorcyzmu zapytałem: – Pewien twój kolega dał taką odpowiedź na temat Matki Bożej mojemu koledze. Teraz powiedz mi: jaki jest czwarty przymiot Matki Bożej, który wprawia cię we wściekłość. Nie mogłem wpłynąć na niego, ponieważ nie miałem w głowie żadnej myśli!
– Ona mnie zawsze pokonuje, ponieważ nigdy nie została nawet muśnięta przez najmniejszy cień grzechu – odpowiedział. Cóż za słowa! Wystarczy jedno spojrzenie Matki Bożej, aby demon uciekł. Również w czasie tego epizodu w Lourdes, kiedy w pewnym momencie jakieś głosy wołały do Bernadetty: „Uciekaj, uciekaj…” – były to głosy demona – wystarczyło, że Matka Boża skierowała ku nim swój wzrok, a natychmiast znikły!
Reklama
Pamiętam pewną lekcję, której kiedyś demon udzielił o. Candidowi. Uwalniając jakąś osobę, mówił do demona: – No idź już, Pan ci przygotował dobrze ogrzany domek, w którym nie będzie ci zimno, w którym będziesz się wygrzewał… Na to diabeł odpowiedział stanowczo: – Ty nic nie rozumiesz! Kiedy diabeł przerywa, mówiąc: „Ty nic nie wiesz, ty nic nie rozumiesz”, znaczy to, że Pan każe mu dać lekcję egzorcyście. Słowa: „To nie On stworzył piekło!”, znaczą, że Bóg stworzył tylko rzeczy dobre. – Istnienie piekła nie było w planach Boga. To my to zrobiliśmy, Jemu nawet to do głowy nie przyszło – mówił dalej diabeł.
W żadnej książce teologicznej nie znajdziemy informacji, że piekło zostało stworzone przez demony, ale również w żadnej książce nie mówi się, że stworzył je Bóg. Nie znajdziemy tego naprawdę nigdzie. Cóż za niesłychana lekcja dla kogoś, kto – jak o. Candido – uczył teologii, Pisma Świętego!
Co w posłudze Księdza jest powodem rozgoryczenia, a co przynosi radość?
Największą przykrość sprawia mi widok ludzi, którzy są związani tylko z ziemią, a nie z niebem, kiedy stwierdzam, że pociągają ich jedynie sprawy materialne. Gdy interesuje ich tylko uzdrowienie fizyczne, ale nie są gotowi zrobić nawet jednego kroku w stronę uzdrowienia duchowego. Z kolei tym, co daje mi największą satysfakcję, jest widok osób, które się łączą z Bogiem, które się nawracają, które wracają do sakramentów, a potem włączają się w jakąś grupę modlitewną.
Reklama
Zawsze byłem przyjacielem wolności! Mówię: „Dobrze robicie, włączając się w grupę modlitewną, jednak nie przywiązujcie się do niej zbytnio, ponieważ tam, gdzie są ludzkie stworzenia, tam też są ludzkie wady. Jeśli w pewnym momencie zauważycie, że w danej grupie nie czujecie się już dobrze, z całą wolnością odejdźcie do innej! Zawsze czujcie się wolni, również w dobru”. Bardzo często się zdarza, że w jakiejś grupie ktoś bierze górę, chce dominować nad innymi, chce rządzić, i wówczas grupa nie jest już taka jak dawniej, nie ma już pogody ducha, miłości, pokoju, jakie były wcześniej. Znaczy to, że pora ją zmienić.
Wsparcie ze strony grupy modlitewnej jest zawsze korzystne. Życie zakonne we wspólnocie, czyli w grupie, sięga korzeniami św. Pachomiusza. Wcześniej było życie eremickie, później stało się ono cenobickie; najpierw każdy żył na własny rachunek, ale potem zaczął się łączyć ze swoim kierownikiem duchowym, a następnie zrodziły się wspólnoty zakonne. Święty Pachomiusz na początku żył jako pustelnik, później pomyślał, że lepiej byłoby to zmienić, ponieważ wielu przychodziło do niego po radę i decydowało się wieść życie w jego pobliżu. Wówczas zbudował cenobium z murem dookoła. Kiedyś jeden z jego braci powiedział mu: – Zobacz, ten mur jest zbyt ciasny, musisz go poszerzyć. Święty Pachomiusz dał mu taką szorstką odpowiedź: – Nic nie rozumiesz! Później jednak, rozmyślając nad tym, zdał sobie sprawę, że odpowiedź udzielona bratu była niestosowna. Zrozumiał, że miłość praktykuje się wówczas, gdy się jest w grupie, w rodzinie, w pracy – krótko mówiąc, gdy się ma kontakt z innymi, ponieważ w ten sposób jest więcej okazji do wprowadzania jej w życie.
Również w grupach jest wiele okazji, by praktykować miłość, bardzo jej w nich potrzeba i okazji tam nie brakuje.
Wracając do tematu zła: naprawdę trudno jest zrozumieć, dlaczego jakaś część osób konsekrowanych nie przyjmuje za możliwe nadzwyczajne działanie złego ducha.
Reklama
Wielu kapłanów nie wierzy w demona! Również do biskupów my, egzorcyści, mówimy: „Ekscelencja nie wierzy w Ewangelię!”, kiedy nie chcą mianować egzorcystów albo kiedy nie wierzą w nadzwyczajne działanie demoniczne. A przecież Ewangelia jasno o tym mówi!
Wspomnijmy choćby tylko o egzorcyzmach, których Jezus dokonywał na ulicy, w synagodze, gdzie popadło, w miejscach publicznych, a potem udzielił władzy apostołom i oni kontynuowali. A teraz my musimy to robić w ukryciu, prywatnie! Dla mnie najbardziej wymowny jest fragment Mk 16, 17-18: „Tym, którzy wierzą, takie znaki będą towarzyszyć: W moje imię będą wyrzucać demony, będą mówić nowymi językami (…). Będą na chorych kłaść ręce, a ci zostaną uzdrowieni”.
Na mocy tych słów w pierwszych latach chrześcijaństwa wszyscy wykonywali egzorcyzmy. Później, kiedy niestety w Kościele łacińskim próbowano wszystko uporządkować, zostało ustanowione sakramentalium egzorcystatu, zarezerwowane dla samych biskupów, a więc tylko oni mają władzę mianowania egzorcystów spośród kapłanów albo dokonywania egzorcyzmów osobiście. Katolickie Kościoły wschodnie nigdy nie zaakceptowały tego faktu. U nich każdy, kto czuje się na siłach, może je odprawiać.
Reklama
Ja widzę to tak: ponieważ po ustanowieniu sakramentalium przekazano monopol biskupom, aby móc trzymać się mandatu Jezusa – „Ci, którzy uwierzą, w moje imię będą wyrzucać demony” (por. Mk 16, 17) – można obejść tę przeszkodę przez modlitwy o uwolnienie, które mają ten sam cel, ale nie są oficjalnymi modlitwami Kościoła. Podczas gdy egzorcyzm jest modlitwą publiczną, modlitwa o uwolnienie ma charakter prywatny, odmawia się ją zwyczajnie na mocy własnej wiary w słowo Jezusa Chrystusa. Zwracając się do krajów, gdzie nie ma egzorcystów, zawsze mówiłem, żeby odmawiać modlitwy o uwolnienie, przede wszystkim powinni to robić kapłani. Również świeccy mogą je odmawiać i istnieje wiele miejsc, gdzie czynią to grupy modlitewne, zwłaszcza te związane z Odnową w Duchu Świętym. Jeśli modlitwy są odmawiane z prawdziwą wiarą, przynoszą rezultaty. Kiedyś podczas międzynarodowego kongresu egzorcystów wysłuchaliśmy konferencji na temat egzorcyzmów u Żydów. Punktem wyjścia było zdanie Jezusa: „Czyją mocą wyrzucają je wasi synowie?” (Mt 12, 27). Można stąd wywnioskować, że także Żydzi mieli egzorcystów, choć wspomina się o nich tylko w tym miejscu.
Powiedziałbym, że egzorcyzm we właściwym znaczeniu tego słowa został ustanowiony przez Jezusa, który przyszedł w celu zniszczenia dzieł Szatana. Oznacza to, że Jezus chce zniszczyć także dzieło diabelskie, które przejawia się przez dręczenie ludzi, opętanie, nękanie i tak dalej. Jezus chce zniszczenia tego wszystkiego. Jezus chce wolności, chce wyzwolenia. Potem jednak patrzy na poszczególne przypadki, potrzeby danej osoby, biorąc pod uwagę, że potrzeby duchowe są ważniejsze od tych doczesnych.
Powtarzam więc, że to od Jezusa zaczynają się egzorcyzmy, choć ktoś mógłby zwrócić uwagę, że także poganie je odprawiali dużo wcześniej przed Nim, przy pomocy swoich guru, wieszczków czy czarowników, stosując dziwne obrzędy… ale w tych przypadkach to wszystko jest dziełem Szatana. Ludzie, którzy zapadali na różne choroby, cierpieli z powodu rozmaitych zaburzeń, uciekali się do tych osób, które działały przez odpowiednie rytuały, często związane z ofiarami, niestety także z ludzi, nawet dzieci. Przytaczam ten przykład, aby podkreślić, że zło zawsze istniało, a szukanie, odkrywanie sposobu, w jaki można by je zwalczyć, jest czymś wpisanym w ludzką naturę. Stosowana metoda zależała od kontekstu społeczno-kulturowego, w jakim żyły dane osoby. Powtórzę jednak, że egzorcyzm we właściwym sensie zrodził się właśnie dzięki Jezusowi Chrystusowi, aby zniszczyć dzieło Szatana. Niewątpliwie dręczenie ludzi jest dziełem Szatana.
