Często wracam do słów Abrahama Heschela, które zapadły mi w serce: „Bóg nie chce być sam, zaś człowiek nie może pozostawać na zawsze nieczuły na to, co On pragnie mu pokazać. Ci, którzy nie potrafią poskromić swego upartego dążenia, dostają się czasem w obręb wzroku niewidzianego i zaczynają błyszczeć skąpani światłem promieni.
Niektórzy z nas rumienią się, inni wkładają maskę. Wiara to rumieniec wywołany Bożą obecnością”. Bóg usiłuje powiedzieć nam o sobie coś najważniejszego, co uwolni nas od nieposkromionego skupiania się na sobie i zwróci nasze oczy ku Niemu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Chce nas tak sobą zadziwić, byśmy skąpani światłem Jego promieni, już więcej nie odrywali wzroku od Niego. Chce nam pokazać coś, co radykalnie zmieni nasze patrzenie na Niego i na siebie.
Co pragnie pokazać nam Bóg? Co sprawi, że aż się zarumienimy na Jego widok? Odpowiedź jest w nas. Jest od dawna, od momentu naszego zaistnienia. Została zapisana w każdej komórce naszego jestestwa od pierwszej chwili naszego zaistnienia, gdy Bóg tchnął w nas tchnienie życia (hebr. Nišmat hajjim) (por. Rdz 2, 7) i powołał do uczestniczenia w Jego boskiej naturze (por. 2 P 1, 4). Nasza dusza pamięta, kto ją stworzył, kto wybrał nas jeszcze przed założeniem świata (por. Ef 1, 4) i nosił w swoim łonie.
Reklama
W naszej człowieczej naturze pulsuje poznanie Boskiej prawdy. Jest to prawda najpierwsza, którą często powtarzamy na głos. Jednak chociaż jest dla nas najświętsza, chociaż mówi o Bogu i o nas coś najistotniejszego, co przekonuje o naszej godności, wielkości i wartości w Jego oczach, ciągle zbyt mało nią żyjemy i zbyt mało się nią nasycamy. Wciąż nie porusza nas wystarczająco, nie wywołuje rumieńca na duszy, nie rozpala serca. A przecież na głębinach naszego jestestwa żyje nieodparte pragnienie nasycania się nią.
Owszem, często jest na naszych ustach, wyznajemy ją uroczyście i publicznie co najmniej w każdą niedzielę, a także zwyczajnie codziennie w intymności, osobiście.
Jest obecna w naszym Credo od pierwszych słów: „Wierzę w jednego Boga, Ojca…”. Jest obecna od początku modlitwy Ojcze nasz… Tymczasem zachowujemy się, jakbyśmy o niej nie słyszeli, jakby była przed nami zakryta, jakbyśmy jej nie zauważali albo nie wierzyli, że jest prawdą, wątpili w nią. Bywa i tak, że zakładamy maskę, by nie spotkać się z nią twarzą w twarz. Tymczasem chodzi o prawdę, która może diametralnie zmienić nasze patrzenie na siebie, naszą relację z Bogiem i z innymi.
Jaka to prawda? Prawda, że Bóg jest OJCEM. Skąd to wiemy? Skąd pewność, że Bóg jest Ojcem? Wiemy to z Biblii. W Biblii Ojciec objawia nam swoje oblicze i odsłania swoje serce.
Objawia się bezpośrednio przez Syna. Jezus jest najdroższym Słowem Ojca, bardzo bliskim. Wcielił się w nasze człowieczeństwo. Bliżej już być nie może. A nam trudno nieraz spotkać się z Ojcem z bliska.
Spotkać i zarumienić się ze szczęścia. Coś niedobrego dzieje się z naszymi oczami, uszami i sercem. Czytamy Biblię, lecz nie słyszymy bicia Jego serca, brakuje nam serdecznej więzi z Bogiem. Nasza wiara nierzadko jest przeintelektualizowana, racjonalna i karmi jedynie abstrakcyjny rozum, ale nie serce.
Gdy recytujemy Credo, wydaje się, że oddzielamy wiarę w jednego Boga od wiary w Boga Ojca. Mówimy: „Wierzę w jednego Boga”, po czym robimy pauzę lub stawiamy przecinek, a dopiero potem kontynuujemy: „Ojca Wszechmogącego…”.
To symptomatyczne. Jakbyśmy najpierw wyznawali Boga jako takiego, a dopiero potem dopowiadali, że jest Ojcem.
Reklama
Ten fakt nie pozostaje bez znaczenia, gdyż w naszej wierze zasadniczo wyznajemy, że Bóg jest, lecz trudniej nam wyznawać, że Bóg jest „moim” Ojcem, że ma „dla mnie” miłosierne serce, że On pragnie mojej, a ja Jego bliskości.
To powoduje, że nasza wiara w Boga dryfuje na powierzchni głębi, pozostaje na poziomie ogólników, zamrożona w świecie abstrakcji, wyobcowana, istniejąca poza naszym światem ziemskim, poza domem rodzinnym, poza własną izdebką. Tak jakby Bóg był jedynie jakąś „praktykowaną ideą”. Jakby nie był Bogiem osobowym, jakby nie był ojcowski. Zaczynamy wtedy abstrahować od Bożego ojcostwa. Relacja z Bogiem abstrakcyjnym staje się oziębła, umiera z zimna przed drzwiami serca.
Serce instynktownie zamyka się na zimne relacje. I wtedy dzieje się tak, że Ten, który stworzył nasze serce, który słyszy każde jego uderzenie, czuje każde drgnienie, spędza całe dni, miesiące i lata poza naszym sercem. Jest Bogiem eksmito- wanym, Bogiem na progu. Stojącym i kołaczącym u drzwi (por. Ap 3, 20). Jakby nie był dla nas Ojcem, jakbyśmy nie byli Jego dziećmi, co najwyżej sąsiadami. Bóg nie chce sąsiadów, chce w nas domowników.
Reklama
Zimno jest Bogu pozostawionemu „za drzwiami”; zimno i samotnie. Bóg nie chce być sam! Skąd się bierze owo powątpiewanie w ojcostwo Boga? Skąd ten dystans do Boga Ojca? Jeden z powodów tkwi w kryzysie ojcostwa w ogóle. Mówienie o Bogu, że jest Ojcem, dla wielu jest drażniącą abstrakcją, gdyż nie mają wyobrażenia ojcostwa ludzkiego. „A tam, gdzie tego ojcostwa już nie ma – rozważa Joseph Ratzinger – gdzie rzeczywiste ojcostwo jako zjawisko nie tylko biologiczne, lecz zarazem ludzkie i duchowe nie jest już doświadczane, tam również mówienie o Bogu Ojcu jest czymś pustym.
Gdzie zanika ojcostwo ludzkie, tam o Bogu nie sposób już mówić ani myśleć. To nie Bóg jest martwy, lecz w człowieku obumarło w znacznym stopniu to, co stanowi warunek, aby Bóg żył w świecie”.
Bóg jednak pozostaje ojcem par excellence, niezależnie od kryzysu ludzkiego ojcostwa. „Ojciec biblijny nie jest niebiańską repliką ojcostwa ludzkiego, lecz stanowi coś nowego, jest Boską krytyką ludzkiego ojcostwa. Bóg ustanawia własną miarę”.
Otwórzmy więc Biblię i pozwólmy Bogu mówić o sobie, o swoim ojcostwie. Pozwólmy się zaskoczyć przez Ojca, zadziwić Nim. Niech zarumieni się nasza dusza Jego ojcowskim sercem.
Słuchajmy Go z wiarą. Słuchać z wiarą znaczy coś więcej, niż tylko wierzyć, że On jest, że jest Ojcem. Nie wystarczy wierzyć w Boga. Trzeba wierzyć Bogu. Kiedy uwierzymy Bogu, będziemy czytali Biblię i słuchali Jego wyznań z wypiekami na duszy. Poczujemy się skąpani w świetle Jego obecności i się zarumienimy. Starajmy się podążać tą właśnie drogą. Jest Ktoś jeden, kto tą drogą może nas poprowadzić. Tylko Ktoś, kto zna Ojca – Jego Syn, Jezus. Poprośmy Go z wiarą i wewnętrzną pasją: „Pokaż nam Ojca”.
Artykuł na bazie fragmentu z książki ks. Krzysztofa Wonsa SDS Pokaż nam Ojca. Lectio Divina z Jezusem o Ojcu, wyd. Salawator. Sprawdź książkę: ksiegarnia.niedziela.pl.

