Reklama

Korespondencja z Kijowa

Nowa polityka historyczna

2015-12-23 09:08

Adam Sosnowski
Niedziela Ogólnopolska 1/2016, str. 44-45

PAP/Paweł Supernak

Na Ukrainie prezydent Andrzej Duda zapoczątkował nową politykę historyczną i przedstawił Polskę jako partnera wspierającego, ale równocześnie wymagającego

Polakom mieszkającym na Ukrainie nie raz i nie dwa przychodzi cierpieć z powodu polskości i przywiązania do dawnej Ojczyzny. – Tylko prawda o historii, trudnej czy nawet strasznej, może być trwałym fundamentem – powiedział prezydent Andrzej Duda w czasie swej wizyty w Kijowie. Myślę, że ta deklaracja była jeszcze ważniejsza dla Polaków mieszkających nad Wisłą, gdyż wielu z nas – szczególnie tych, którzy czują się przywiązani do tradycyjnych wartości – żywi wobec Ukrainy mieszane uczucia. Chcielibyśmy pomóc naszym wschodnim sąsiadom, cierpiącym z powodu rosyjskiej agresji i licznych podziałów wewnętrznych – to odruch naturalny u ludzi przywiązanych do tradycji chrześcijańskiej. Towarzyszy nam jednak obawa, że taka pomoc może być strzałem we własną stopę, bo okaże się, że wesprzemy ukraińskich nacjonalistów, którzy nowo odzyskane siły skupią na zwalczaniu każdego elementu nieukraińskiego, w tym także – a może przede wszystkim – polskiego. O ludobójstwie dokonanym przez Ukraińską Powstańczą Armię na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej nie trzeba chyba nikomu przypominać.

Prezydent Andrzej Duda doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Ale w przeciwieństwie do swego poprzednika, który najchętniej zagłaskałby Rosjan czy Niemców, zapomniawszy o II wojnie światowej czy okresie PRL, pragnie odbudować relacje, nie uciekając do przodu, lecz wyciągając wnioski z przeszłości. W wymiarze polityki historycznej wizyta Prezydenta RP na Ukrainie głównie temu była poświęcona. Pod tym kątem też ułożony został cały jej program.

Bykownia – miejsce trudnej pamięci

Do Kijowa polecieliśmy w poniedziałek wieczorem (14 grudnia) i pierwsze swe kroki prezydent Andrzej Duda i jego małżonka Agata skierowali na cmentarz w Bykowni. Ten kilkuhektarowy leśny areał, dziś znajdujący się na obrzeżach Kijowa, jest wielką zbiorową mogiłą, w której komuniści zakopali, a zarazem ukryli, ponad 100 tys. ciał ofiar mordów dokonanych w latach 1930-40, z czego w większości w latach 1937-38, w okresie tzw. wielkiego terroru na Ukrainie. Leżą tam Ukraińcy, zabici najczęściej strzałem w tył głowy, ale także przedstawiciele innych narodów, m.in. blisko 3,5 tys. Polaków.

Reklama

Jest to więc miejsce wspólnej pamięci. To Ukraińcy stali się w dużej mierze ofiarami Lenina i Stalina, ale jednak pośród nich, jak wiemy, byli i ci, którzy pragnęli przyłączenia się do Rosji, do „wielkiego brata”, i aktywnie współpracowali z bolszewikami. Cmentarz w Bykowni jest zatem miejscem pamięci nie tylko w sensie kultu czy religii, ale także w sensie historycznym, pokazuje bowiem, że relacje między krajami w naszym regionie bywały i nadal bywają bardzo skomplikowane.

Sam cmentarz robi wielkie wrażenie, szczególnie podczas zimnej, mroźnej ukraińskiej nocy, gdy prószy lekki śnieg. Jechaliśmy w orszaku prezydenckim w głębię ciemnego lasu, a snopy światła samochodowych reflektorów oświetlały migających tam co jakiś czas żołnierzy z karabinem na ramieniu i psem u nogi. Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak ogromna cisza. Gdziekolwiek pojawia się głowa państwa, zazwyczaj panuje wielki harmider, ale tu wszyscy dostosowali się do miejsca i okoliczności. Kiedy para prezydencka podchodziła do miejsca pamięci, zanim dostrzegłem w ciemnościach sylwetki, wcześniej usłyszałem ich kroki.

Prezydent i pierwsza dama złożyli najpierw wieniec na Wspólnej Mogile Ofiar Totalitaryzmu, ułożonej z kamieni, w którą wetknięte są wielkie białe krzyże, a później na Polskim Cmentarzu Wojennym oddali hołd naszym zamordowanym rodakom. Specjalnie w tym celu wraz z parą prezydencką przyleciała tu z Warszawy jednostka Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, która oprawą muzyczną i wojskową uświetniła ten moment. Tyle zachodu dla piętnastu minut pamięci – powie ktoś złośliwy. Ja patrzę na to inaczej. Wystarczy tak niewiele, aby wysłać jasny przekaz – pamiętamy o swoich!

Hołd Bohaterom Majdanu

Dzień później Andrzej Duda potwierdził to, mówiąc: – Prawda o rzeczach, które są trudne czy nawet straszne w historii naszych dwóch narodów, może stać się trwałym fundamentem dla naszych wzajemnych relacji. Tylko prawda. I na tej prawdzie nasze relacje będą budowane, choćby miała to być prawda najtrudniejsza. Nie przekreśla to w żaden sposób współpracy między Polską a Ukrainą. Wręcz przeciwnie, rozmawiałem o tej trudnej kwestii z prezydentem Petrem Poroszenką i nie ma między nami żadnych rozbieżności. Tylko na prawdzie zbudujemy wspólny fundament.

Prof. Krzysztof Szczerski, minister w kancelarii Andrzeja Dudy, strateg prezydenckiej polityki zagranicznej, uzupełnił wypowiedź prezydenta Dudy: – Zaczęliśmy od wizyty w Bykowni, aby pokazać, jak bardzo losy narodów polskiego i ukraińskiego są splecione i blisko ze sobą powiązane. Dialog historyczny jest niezwykle istotny, ale może odbyć się tylko poprzez prawdę, która z kolei prowadzi do pojednania – powiedział.

O prawdzie historycznej jako jedynej możliwości i warunku współpracy polsko-ukraińskiej Andrzej Duda mówił w Kijowie wielokrotnie. W 1973 r. na łamach paryskiej „Kultury” Józef Mackiewicz napisał słynną dziś sentencję: „Jedynie prawda jest ciekawa”, a trzeba wziąć pod uwagę, że był on świadkiem ekshumacji katyńskich w 1943 r. Prezydent Andrzej Duda przypomniał te słowa 72 lata później. Bykownia to miejsce pochówku kilku tysięcy ofiar z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej, których groby do tej pory nie zostały oficjalnie zidentyfikowane.

Ostatnim punktem programu prezydenckiej wizyty w Kijowie było upamiętnienie ofiar Majdanu przed Krzyżem Bohaterów Niebiańskiej Sotni, który stoi pośrodku szerokiej alei, ciągnącej się w dół do Majdanu, a w górę ku miejscom okupowanym dwa lata temu przez rosyjskich snajperów. Przed krzyżem ustawiono portrety poległych oraz części barykad, za którymi chowali się powstańcy. Ten wymiar pamięci przeniósł nas bezpośrednio do teraźniejszości, pokazując, że tak jak dawniej, i dziś oba państwa powinny zabezpieczać się przed zagrożeniem ze wschodu. W tym duchu Andrzej Duda i Petro Poroszenko podjęli też konkretne kroki, uzgadniając swoje stanowisko wobec gazociągu Nord Stream 2 i jednoznacznie odrzucając ten niemiecko-rosyjski projekt godzący w interesy Polski i Ukrainy. Można powiedzieć, że Rosjanie i Niemcy odwiecznym zwyczajem ściskają sobie dłonie ponad naszymi głowami. Podobnie szefowie Polski i Ukrainy chcą przedłużenia sankcji wobec Rosji i bezwzględnego wypełnienia mińskich porozumień.

Piszę o tym również dlatego, żeby pokazać, jak ważne w świecie dyplomacji i protokołów są pewne gesty. Swoją pozycję za zamkniętymi drzwiami buduje się w twardych negocjacjach i za pomocą przemyślanej strategii. Ale na zewnątrz to stanowisko można znacząco wzmocnić poprzez odpowiednie działania w sferze symboliki. Czy nie pamiętamy do dzisiaj o tym, że Micheil Saakaszwili wbrew wszelkim okolicznościom i przeszkodom przybył wraz ze swoją żoną na pogrzeb Lecha i Marii Kaczyńskich? Polacy i jemu, i Gruzinom zapamiętają to na zawsze.

Wizyta pary prezydenckiej na Ukrainie nie ograniczyła się oczywiście tylko do sfery symbolicznej. – Dzisiejszy etap naszych relacji oznacza już konkretne formy współpracy. Z Ukrainą łączy nas partnerstwo, a to oznacza: wspieram, ale także wymagam – podkreślił minister Krzysztof Szczerski. W wymiarze polityki historycznej oznacza to, że została odnowiona praca Komitetu Konsultacyjnego Prezydentów RP i Ukrainy, który ma zostać sformalizowany i działać w imieniu obu państw. Na jego czele staną prof. Krzysztof Szczerski oraz jego ukraiński odpowiednik.

Tagi:
prezydent Duda Andrzej

Reklama

Prezydent Duda: Ten szczyt to sukces Sojuszu Północnoatlantyckiego

2019-12-04 19:17

wpolityce.pl

Ten szczyt to sukces NATO. (…) Można powiedzieć, że ten szczyt jest zwycięstwem Polski – powiedział prezydent Andrzej Duda podczas konferencji prasowej na koniec szczytu NATO w Londynie.

Krzysztof Sitkowski/KPRP

Wszystkie czarne scenariusze rozpadu NATO (…) okazały się nieprawdziwe. (…) Mówiono o imperializmie rosyjskim, o zagrożeniach terrorystycznych. (…) Bardzo mocno akcentowano zasadę 360 stopni, a więc tego, że Sojusz musi patrzeć wszędzie, wokół siebie i w związku z tym właśnie w taki sposób dookoła dbać o bezpieczeństwa wszystkich państw członkowskich (…) Bardzo istotny element dla nas to pełna zgoda na aktualizację planów kolektywnej obrony Polski - to było dla nas bardzo ważne, o tym się dużo mówiło, to jest tzw. GPR – tłumaczył prezydent.

Andrzej Duda spotkał się z prezydentem Turcji, Erdoganem. Mogę ujawnić, że także my włączyliśmy się w te negocjacje bardzo mocno. Moja rozmowa telefoniczna z panem prezydentem Turcji, panem prezydentem Erdoganem, gdzie właśnie mówiliśmy o tym, ja bardzo mówiłem, jak to jest potrzebne dla jedności Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale także dla bezpieczeństwa naszej części Sojuszu Północnoatlantyckiego, czyli Polski i państw bałtyckich – powiedział Duda.

Bardzo się cieszymy, że wszyscy opuszczają szczyt NATO z zadowoleniem. Odnowienie zasad kolektywnej obrony, dostosowanie ich do obecnych realiów, jest realizowane i jest pełna zgoda sojuszu – dodał.

Głowa państwa polskiego rozmawiała również z Emmanuelem Macronem i Donaldem Trumpem.

Mieliśmy dzisiaj dłuższą rozmowę z prezydentem Donaldem Trumpem. (…) Mieliśmy dyskusję nt. przyszłości – mówił polski prezydent. To jest sukces NATO i to jest zwycięstwo Polski – dodał.

Pytany o to, czego oczekuje prezydent Turcji, Duda odpowiedział: Istotnym elementem dla pana Erdogana było to, że dużo mówiono o zagrożeniach dla Turcji. (…) Należy się spodziewać, że te tematy, jak oczekuje Turcja, wśród państw Sojuszu będą omawiane. Następnie poruszono sprawę stosunku państwo Sojuszu do Rosji. Nie ma wroga, żadnego wroga dzisiaj nie ma. NATO nikt nie atakuje. Wrogiem możemy być może nazwać podmioty o charakterze nie państwowym. (…) Nie możemy mówić o wrogu na poziomie międzypaństwowym — powiedział Duda.

Rosja to nasz sąsiad, z którym w wielu rzeczach się nie zgadzamy (…) i niektóre działania ze strony Rosji są nieakceptowalne. Ale nie ma mowy o wrogości – dodał.

Niestety Rosja przedsięwzięła takie zachowania w ostatnich latach. Mówię o inwazji na Gruzję, okupacji Krymu, Ukraina nie ma pełnej kontroli nad częścią swojego terytorium. (…) Rosja ma w tym swój udział. Chcemy by sytuacja była przywrócona do stanu poprzedniego. (…) Trzeba realizować politykę bezpieczeństwa i odstraszania, by pokazać, że kolejne próby działań imperialnych czy zaczepnych, spotkają się z odpowiedzią Sojuszu – mówił.

Nie wolno żadnego kraju w sposób bezwzględny izolować – stwierdził prezydent.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Dec: ideologia gender zmierza do zniszczenia rodziny

2019-12-07 19:50

ako / Toruń (KAI)

- Ideologia gender zmierza do zniszczenia rodziny – powiedział bp Ignacy Dec. W pierwszą sobotę grudnia, ordynariusz diecezji świdnickiej wygłosił katechezę z cyklu “ Z Kościołem w III Tysiąclecie” w studiu Radia Maryja w Toruniu. 7 grudnia rozgłośnia świętowała 28. rocznicę powstania.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Podczas katechezy hierarcha mówił m. in. o przemianach ostatnich dziesiątków lat. - Obserwacja bieżących wydarzeń wskazuje, że walka z prawdą i dobrem nie ustała. Szatan nie opuścił ziemi, nie wyjechał na urlop, wcielił się w nowych ludzi, którzy pod pozorem wzniosłych haseł chcą budować nowy świat bez Boga. Obrali sobie za cel dechrystianizację Europy. Widać, że w świecie ma miejsce zorganizowana i zaplanowana akcja zmierzająca do zniszczenia naszej cywilizacji chrześcijańskiej, zwłaszcza łacińskiej, poniekąd też i całej kultury euroatlantyckiej.

- Wiemy, że wszelkie poprawianie Pana Boga kończy się tragiczne dla ludzi. Nie udało się zniszczyć rodziny przez aborcję i antykoncepcję i podejmuje się próbę zniszczenia tradycyjnej rodziny przez legalizację związków partnerskich, przez seksualizację dzieci i młodzieży. Marksistowską walkę klas zamieniono na walę płci. To co dotąd uznawano za dewiację i patologię usiłuje się uznawać za obowiązującą normę - mówił bp Ignacy Dec.

Biskup świdnicki wskazał także na rolę Radia Maryja w dziele ewangelizacji. - Niesiemy wdzięczność Panu Bogu za ten niezwykły, niecodzienny dar, jaki otrzymaliśmy na trudne czasy życia Kościoła, naszej Ojczyzny, Europy i świata. Przybywamy do kolebki tego radia, by w adwentowym klimacie za Maryją powtórzyć słowa Jej dziękczynienia, uwielbienia i radości: “Wielbi dusza moja Pana, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny”. Radio Maryja uczy nas przede wszystkim modlitwy, pomaga nam w nawiązywaniu i pogłębianiu kontaktu z Bogiem - wskazał bp Ignacy Dec.

“Z Kościołem w III Tysiąclecie” to cykl cotygodniowych, sobotnich katechez głoszonych na antenie RM przez biskupów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem