Dz 9, 1-20 <- KLIKNIJ
Saul idzie do Damaszku z listami od arcykapłana. Chce pojmać uczniów Jezusa i sprowadzić ich do Jerozolimy. Łukasz nazywa chrześcijaństwo „Drogą”. To jedna z najstarszych nazw Kościoła. Mówi nie tylko o nauce, ale o stylu życia i kierunku, w którym idzie człowiek. Na drodze do Damaszku Saul zostaje zatrzymany przez światło z nieba. Upada na ziemię i słyszy powtórzone imię: „Saulu, Saulu”. Tak w Biblii brzmią chwile powołania. Jezus pyta: „Dlaczego Mnie prześladujesz?”. To zdanie odsłania jedność Pana z Kościołem. Cios wymierzony w uczniów dotyka samego Chrystusa.
Saul widzi światło, ale traci wzrok. Do miasta wchodzi prowadzony za rękę. Przez trzy dni nic nie widzi, nie je i nie pije. To czas wewnętrznego załamania i nowego rodzenia. W Damaszku żyje Ananiasz, uczeń posłuszny Bogu. Słyszy polecenie, by pójść na ulicę Prostą, do domu Judasza. Łukasz zachowuje konkret miejsca i imion. Opowiada wydarzenie, nie tylko symbol. Ananiasz boi się Saula i ma do tego powód. Zna jego przemoc wobec „świętych” w Jerozolimie. Bóg jednak nazywa Saula „narzędziem wybranym”. Ma on nieść imię Jezusa poganom, królom i synom Izraela.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Najpiękniejsze słowo tej sceny pada z ust Ananiasza: „Bracie Saulu”. Tak zaczyna się powrót prześladowcy do wspólnoty. Ananiasz kładzie na nim ręce. Saul odzyskuje wzrok, zostaje napełniony Duchem Świętym i przyjmuje chrzest. „Jakby łuski” spadają z jego oczu. Obraz jest prosty. Bóg nie tylko przywraca widzenie. Daje nowe spojrzenie. Saul przyjmuje pokarm, odzyskuje siły i od razu zaczyna głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym. Idzie do miejsc, które miały stać się przestrzenią aresztów, i wypowiada imię, które chciał uciszyć.
J 6, 52-59 <- KLIKNIJ
Ta część mowy Jezusa pada w synagodze w Kafarnaum. Jan przypomina wcześniej, że blisko jest Pascha. W tle stoją więc manna, baranek i pamięć wyjścia z Egiptu. Spór zaczyna się od pytania: jak Jezus może dać swoje ciało do jedzenia. Użyte tu słowo sarx oznacza konkretną cielesność. Nie chodzi o symbol bardzo ogólny. Chodzi o Jezusa w Jego realnym człowieczeństwie, oddanym za świat.
Trzeba pamiętać, że dla Żydów krew oznaczała życie, a Prawo zakazywało jej spożywania. Krew należała do Boga. Dlatego słowa Jezusa brzmią dla słuchaczy jak zgorszenie. Połączenie ciała i krwi wskazuje zarazem na życie wydane aż do śmierci. Jezus jednak tych słów nie łagodzi. Przeciwnie. Powtarza je z większą siłą. Mówi o jedzeniu ciała Syna Człowieczego i o piciu Jego krwi. W środku tej mowy Jan zmienia nawet czasownik „jeść” na bardziej dosadny. Chce podkreślić realizm daru. Nie chodzi o samą metaforę. Chodzi o rzeczywiste uczestnictwo w życiu Jezusa.
Jezus łączy ten pokarm z życiem wiecznym i ze zmartwychwstaniem w dniu ostatecznym. Kto przyjmuje ten dar, trwa w Nim, a On trwa w nim. To nie jest chwilowe wzruszenie. To stałe zamieszkanie. Jan używa czasownika menein, bardzo ważnego w całej Ewangelii. Na końcu Jezus wraca do porównania z manną. Ojcowie jedli i umarli. Ten chleb daje życie, którego śmierć nie zatrzymuje. Jan nie podaje przy Ostatniej Wieczerzy słów ustanowienia w formie znanej z synoptyków. Zamiast tego daje tę mowę po znaku chleba. Pokazuje w ten sposób, że Eucharystia jest pokarmem drogi i realnym udziałem w życiu Chrystusa.
