Reklama

Warszawa zaoszczędzi na sześciolatkach?

2016-01-28 10:12

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 5/2016, str. 5

Artur Stelmasiak
W tych rejonach Warszawy, gdzie brakuje miejsc w przedszkolach można przywrócić zerówki szkolne, które kilka lat temu władze stolicy skasowały

Stołeczny ratusz będzie namawiał rodziców, aby zapisywali sześciolatki do pierwszych klas

Reforma przeprowadzona przez rząd PO i PSL polegała na obniżeniu obowiązku edukacji w szkołach z wieku 7 lat do 6 lat. Od początku nie zgadzała się na to część rodziców, którzy zorganizowali akcję „Ratujmy Maluchy” oraz założyli stowarzyszenie „Rzecznik Praw Rodziców”. Choć dwukrotnie zebrali kilkaset tysięcy podpisów, to jednak obydwie inicjatywy obywatelskie zostały wrzucone do kosza w Sejmie poprzedniej kadencji.

Po objęciu rządów przez Prawo i Sprawiedliwszość reforma została cofnięta. Od września to rodzice będą decydowali czy ich dzieci pójdą do pierwszej klasy, czy będą kontynuowały edukację w przedszkolu.

Wiceprezydent namawia

Przywrócenie sytuacji sprzed kilku lat nie podoba się jednak władzom Warszawy. W stolicy zaplanowana jest szeroka kampania, która ma przekonać rodziców, by zapisali dzieci do pierwszych klas.

Reklama

– Jeżeli stołeczne sześciolatki nie pójdą do I klasy, to nie będzie miejsc w przedszkolach dla trzylatków, a ponad tysiąc nauczycieli może mieć problem ze znalezieniem pracy. Miasto będzie zachęcać rodziców do posyłania sześciolatków do szkół – mówił na konferencji prasowej wiceprezydent stolicy Włodzimierz Paszyński. – Będziemy organizować spotkania, będziemy pokazywać rodzicom szkoły. W ostatnich latach włożyliśmy mnóstwo pieniędzy w modernizacje, remonty, nie mówiąc o budowie całkiem nowych placówek.

Jest jednak inne wyjście z tej sytuacji. W tych rejonach Warszawy, gdzie brakuje miejsc w przedszkolach ratunkiem może być przywrócenie „zerówek” w szkołach, które kilka lat temu zostały skasowane. Choć jest to jedyne logiczne wyjście z sytuacji, bo miasto zaniedbało budowy przedszkoli, to jednak władze Warszawy wolałyby, aby dzieci poszły jednak do I klasy. – Mam nadzieję, że uda nam się namówić rodziców, żeby posłali dzieci do szkoły. Naprawdę nasze dzieci 6-letnie w niczym nie są gorsze od swoich rówieśników w Europie i na świecie, znakomicie radzą sobie ze szkołą – argumentował Wiceprezydent.

Zakazane „literki” i „cyferki”

Można się spodziewać, że podobne argumenty zostaną użyte również w kampanii „informacyjnej” miasta. Zasadne jest więc pytanie, dlaczego władzom Warszawy tak bardzo zależy, aby dzieci szły do I klasy, a nie do „zerówki” szkolnej, albo do przedszkola?

– Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Prawda jest taka, że najbogatsze i największe miasto w Polsce chce zaoszczędzić na dzieciach – mówi Małgorzata Lusar, członek zarządu Stowarzyszenia „Rzecznik Praw Rodziców”. – Samorządy walczą też o to, aby dostać pieniądze z subwencji oświatowej, które są znacznie większe na uczniów w szkole niż na przedszkolaki. Chodzi więc wyłącznie o pieniądze, a nie o dobro dzieci i europejskie standardy edukacyjne.

Jest jeszcze jedna oszczędność w reformie PO, o której niewiele osób mówiło. Cały pomysł nie polegał wcale na rozpoczęciu edukacji o rok wcześniej, ale na tym, aby zlikwidować wszystkie klasy „zerowe” zarówno w przedszkolach, jak i w szkołach. Chciano skrócić o rok edukację dzieci, co byłoby gigantyczną oszczędnością w skali budżetu państwa, ale także wielkiej Warszawy. – Nie chodziło o to, by podnieść poziom kształcenia, ale o to, by edukować szybciej i taniej – wyjaśnia przedstawiciel stowarzyszania rodziców.

W 2009 r. minister edukacji całkowicie zakazała nauki liter i cyfr w przedszkolach. O ile prywatne placówki zignorowały rozporządzenie minister i dalej uczyły, to w większości publicznych przedszkoli przestrzegano tego zakazu. – Przekaz był taki: Chcesz, by twoje dziecko rozwijało się i uczyło literek w wieku 6 lat, to zapisz je do I klasy, bo w przedszkolu już niczego się nie nauczy – tłumaczy Lusar.

Powrót do normalności

W roku szkolnym 2016/2017 rodzice będą mieli pełne prawo wyboru, gdzie zapiszą swoje dzieci. Jednak wiceprezydent Paszyński zapowiedział, że miejska kampania promująca sześciolatków w szkole ma ruszyć tuż po zimowych feriach. – Moim zdaniem rodzice nie dadzą się nabrać na argumenty stołecznego ratusza, bo wszystkie są już nieaktualne – mówi Luser.

Obecna minister edukacji Anna Zalewska już zapowiedziała, że nauczyciele w przedszkolach znów będą uczyć liter i cyfr. Sześcioletnie dzieci rozpoczną edukację – będą się uczyć czytać i liczyć, ale nie na sztywno w ławkach, tylko poprzez dostosowaną do swojego wieku zabawę.

Tagi:
szkoła

Archidiecezja szczecińsko-kamieńska podarowała szkołę i kościół dla Madagaskaru

2019-12-15 16:04

pk / Szczecin (KAI)

Już w październiku przyszłego roku ma być gotowy nowy kościół i szkoła w Misokitsy w diecezji Morondava na Madagaskarze. Ma to być dar archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej na 50-lecie powstania diecezji.

Paulina Fryszka
Te dzieci potrzebują naszej pomocy

Koszt budowy samego kościoła w stanie surowym to 15 tys. euro. Pieniądze na budowę były zbierane w kościołach diecezji od początku roku. Trwa zbiórka na koszty wyposażenia i na szkołę.

Szczecińska misja wróciła z Madagaskaru. Przedstawiciele Kościoła na Pomorzu Zachodnim zawieźli sprzęt medyczny, szkolny a także pieniądze na budowę szkoły i kościoła w Misokitsy.

Biskup Marie Fabien z diecezji Morondava na Madagaskarze dziękował za wsparcie. - Ta działalność misyjna to odpowiedź na wezwanie Franciszka, żeby wychodzić na obrzeża i nieść Dobrą Nowinę i pomoc tym ludziom – mówił biskup Marie Fabien z diecezji Morondava.

Ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, zapowiada, że to początek współpracy z ojcami oblatami, którzy już od 40 lat posługują wśród ubogich w Afryce. Dalej w planach jest adopcja na odległość, która pozwoli na utrzymanie i edukację dzieci w Misokitsy.

- Wzruszającym momentem było to, że zobaczyłem małe dzieci przy budowie szkoły. Pracuje cała wioska. Dzieci przerzucają cement, wożą cegły. Oni mówią, że budują dla siebie i czekają na tą szkołę. Daliśmy im nadzieję i perspektywę rozwoju. I to była potęga wiary, że widzą, że mogą zmienić przyszłość, a potem pomagać lokalnej społeczności – powiedział ks. dr Płaczek.

Dużą część społeczeństwa stanowią animiści, którzy wierzą w wierzenia swoich przodków, bóstwa przyrody. Niektórzy nigdy nie słyszeli o Jezusie.

Ludzie, którzy tam żyją, odwiedzają czarowników. - Znaczące rolę mają lokalni katechiści, którzy przyjęli chrzest i są po lekturze Ewangelii . Oni przedstawiają nową perspektywę. Jeśli nastąpi przełamanie guru, czyli szamana danej wioski i pozwoli dotrzeć do ludzi misjonarzowi, to dalej można ewangelizować – podkreśla ks. dr Płaczek.

W takich osadach Msza św. jest czasem raz na pół roku, ale codzienność to katechizacja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Brat Marek z Taizé: Wątpliwości są znakiem, że nasza wiara jest żywa

2019-12-15 09:07

mp / Warszawa (KAI)

- Wątpliwości w wierze są zaproszeniem do szukania Boga oraz do dalszego rozwoju - odpowiedział brat Marek z Taizé wczoraj podczas spotkania u jezuitów w Warszawie. Prowadził je Piotr Żyłka, redaktor naczelny portalu Deon.pl. Było ono poświęcone promocji książki: „Bóg. Cisza. Prostota”, która jest wywiadem-rzeką z bratem Markiem, przeprowadzonym właśnie przez Piotra Żyłkę. Ukazała się ona w tych dniach nakładem Wydawnictwa WAM.

www.spotkaniegrebocin.pl

- Młodych ludzi w Kościele powinno się przede wszystkim słuchać – powiedział brat Marek pytany jaka jest tajemnica sprawiająca, że do Taizé, tej skromnej burgundzkiej wioski, przyjeżdżają od lat setki tysięcy młodych z całego świata. Przypomniał, że brat Roger (założyciel wspólnoty) uczył braci, że w kontakcie z młodymi ludźmi nie należy stawiać się w roli mistrzów mających gotową odpowiedź na każde pytanie. Twierdził, że bracia powinni być ludźmi, którzy będą cierpliwie i życzliwie wysłuchiwać wszystkich, a w pierwszym rzędzie tych, którzy mają wątpliwości w wierze.

Zdaniem brata Marka, wątpliwości w wierze to sprawa, której nie powinniśmy się obawiać. Oznaczają one, że żyjemy i że szukamy. - A jeśli jesteśmy ludźmi, którzy zmierzają do Boga, to jest o co pytać do końca życia - podkreślił. - Wątpliwości są więc znakiem, że nasza wiara jest żywa. Ostrzegł, że jeśli w wierze operować będziemy tylko pewnikami, to nikt taką wiarą nie będzie zainteresowany. Wątpliwości są bowiem zaproszeniem do szukania.

Spotkania z młodymi – przyznał brat Marek – są też przynagleniem do zmiany czegoś w dzisiejszym świecie, do budowania pojednania i budowania więzi zaufania. „Dla mnie spotykanie się z młodymi jest nieustannym obdarowaniem świeżością powołania” - skonstatował.

Brat Marek wyjaśnił, że współczesny człowiek, w tym wielu młodych, jest głęboko zranionych i obarczonych często poważnym cierpieniem duchowym. Musimy więc starać się coraz lepiej rozumieć to wewnętrzne cierpienie. A tym, co najbardziej pomaga ludziom cierpiącym jest wysłuchanie i zaufanie.

Brat Marek mówił wczoraj nie tylko o relacjach ekumenicznych, które są codziennością wspólnoty z Taizé, ale także o nowym wyzwaniu, jakim jest obecność muzułmanów. Zapytany o weekend przyjaźni chrześcijańsko-muzułmańskiej, jaki odbył się przed dwoma miesiącami w Taizé, powiedział, że bracia mają kontakt z muzułmanami już od dawna, gdyż ich fraternie istnieją w niektórych krajach muzułmańskich np. w Bangladeszu. Tam kontakt z muzułmanami jest codzienny.

- Ze strachów przed wyznawcami islamu już się uleczyliśmy, gdyż poznaliśmy, że muzułmanie są to często prości, zwyczajni i Boży ludzie, głęboko traktujący swą wiarę – oświadczył. Opowiedział, że bracia doznają tam bardzo wiele życzliwości. Ostrzegł przed tendencją do odgradzania się od muzułmanów – jaka często nas charakteryzuje - gdyż znacznie lepszym wyjściem jest zacząć się nawzajem poznawać, spotykać i rozmawiać. - A wtedy odkryjemy, że ten kto swe życie opiera na wierze, ten nie szuka wojny. Natomiast wojny szuka ten, kto wiarą manipuluje, ale dotyczyć to może zarówno muzułmanów jak i chrześcijan – wyjaśniał.

Na pytanie jak rozumieć prostotę w naszym życiu, brat Marek odpowiedział, że prostota nie oznacza ucieczki od nowych wynalazków technicznych ale jest poszukiwaniem tego, co naprawdę jest mi potrzebne. - Prostota nie jest to więc odrzucanie tego, co człowiek wynalazł, ale korzystanie w taki sposób aby to służyło innym - wyjaśnił. Dodał, że powinna temu towarzyszyć podstawa samoograniczenia, ale nie może być ona przeżywana w smutku lecz w radości.

Brat Marek opowiadał też o swojej drodze do Taizé. Kiedy był studentem ekonomii w Poznaniu w latach 60-tych ubiegłego wieku, wielką rolę w jego życiu odegrało duszpasterstwo akademickie. Przeżył tam szczególną fascynację rozwijającym się wówczas ruchem ekumenicznym. Swego rodzaju objawieniem dlań była książka „Taizé i Kościół jutra”, która zawierała też regułę wspólnoty z Taizé. Reguła ta stała się wyznacznikiem dalszych jego poszukiwań duchowych, do tego stopnia, że wraz z przyjaciółmi z duszpasterstwa chciał w Polsce założyć wspólnotę na niej opartą. W końcu – po spotkaniu z bratem Clementem, który przybył do Polski - udało mu się uzyskać zaproszenie do Taizé.

W 1972 r. po raz pierwszy mógł udać się do Taizé. A kiedy jechał tam po raz drugi w 1975 r., miał już wewnętrzne przekonanie, że chce wstąpić na stale do wspólnoty. Bracia zgodzili się na to, ale postanowił jeszcze wrócić do Polski, aby załatwić niezbędne formalności. Przez kolejne 3 lata nie dostawał paszportu. W końcu, w 1977 r. po długich perypetiach go otrzymał. Zaraz po przybyciu został przyjęty jako brat do wspólnoty. A w drugiej połowie lat 90-tych – za namową brata Rogera oraz ks. Stanisława Dziwisza, wówczas sekretarza Jana Pawła II – przyjął święcenia kapłańskie.

Przez wiele lat brat Marek zajmował się Polakami przyjeżdżającymi do Taizé i był jednym z głównych organizatorów Europejskich Spotkań Młodych. Obecnie opiekuje się uchodźcami i migrantami przyjętymi przez wspólnotę.

Spotkanie u oo. jezuitów było organizowane przez warszawskie środowisko związane ze wspólnotą Taizé. Przy jezuickim duszpasterstwie DĄB co środa odbywają się modlitwy w duchu Taizé, a w ostatnią środę miesiąca tego typu spotkanie modlitewne ma miejsce w kościele św. Marcina na Piwnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pleszew: ponad 300 osób na wigilii dla ubogich i samotnych

2019-12-15 19:44

ek / Pleszew (KAI)

Ponad 300 osób wzięło udział w spotkaniu wigilijnym dla ubogich i samotnych w Domu Parafialnym im. ks. Piotra Skargi w Pleszewie. Do wieczerzy wigilijnej zasiadł biskup kaliski Edward Janiak.

Wigilia w Pleszewie w takiej formie organizowana jest od 15 lat, ale początki sięgają 1994 roku, kiedy to z inicjatywy Edwarda Horoszkiewicza, Olgierda Rusinka i Jana Piaseckiego w Sali Rzemiosł w Pleszewie odbyła się wigilia dla kilkudziesięciu osób. W 2005 roku Towarzystwo Pomocy św. Brata Alberta i Akcja Katolicka parafii Ścięcia św. Jana Chrzciciela w Pleszewie postanowiły z ogromnym wysiłkiem i poświęceniem przygotować wigilię dla 88 osób. W przygotowaniu pomagała Barbara Kraszkiewicz, która sama przyrządziła potrawy wigilijne.

Rok później Akcja Katolicka tej parafii wyszła z inicjatywą, aby łącząc siły z pleszewskimi władzami i instytucjami organizować wigilię dla osób samotnych z całego miasta. 20 grudnia 2006 roku przy wigilijnym stole w Domu Parafialnym zasiadło ok. 230 osób. - Zwróciliśmy się z propozycją do władz miasta, które odpowiedziały na nasz apel i obecnie organizujemy jedną wspólną wigilię w mieście dla ponad 300 osób. Ludzie przychodzą na to spotkanie bardzo chętnie, więc staramy się stworzyć jak najlepszą atmosferę – powiedział w rozmowie z KAI Kryspin Kuberka, prezes Akcji Katolickiej.

Od 2007 roku wigilię swoją obecnością zaszczycają biskupi diecezji kaliskiej. Sześć razy gościł bp Stanisław Napierała, trzy razy bp Edward Janiak, dwa razy bp Łukasz Buzun i jeden raz bp Teofil Wilski. Stałym elementem wigilii były jasełka i inscenizacje przygotowywane przez dzieci z przedszkoli i uczniów szkół podstawowych w Pleszewie, a kolędy śpiewały: Chór z parafii Ścięcia św. Jana Chrzciciela, Chór Lira i Chór Schroniska św. Brata Alberta w Pleszewie.

Tegoroczne spotkanie rozpoczął koncert kolęd w wykonaniu dzieci i młodzieży z Domu Kultury w Pleszewie.

Biskup kaliski Edward Janiak przekonywał, że do świąt Bożego Narodzenia trzeba dobrze się przygotować. - Żeby radośnie przeżyć Boże Narodzenie trzeba należycie przygotować się poprzez uczestnictwo w Roratach, spowiedź świętą. Tylko wtedy będziemy mieć radość wewnętrzną – mówił duchowny.

Życzył, aby każdy na swojej drodze spotykał dobrych ludzi. – Najważniejsze jest to, żeby z nikim nie być skłóconym, nikomu źle nie życzyć, żeby być dobrym człowiekiem. Życzę, aby każdy spotkał na swojej drodze życia dobrego człowieka i żebyście dla innych byli jak anioły przez uśmiech, podanie ręki, życzliwe odezwanie się do sąsiadów. Życzę też, żeby radość kolęd tej wielkiej tajemnicy Bożego Narodzenia przenieść do domów rodzinnych – powiedział bp Janiak.

W imieniu organizatorów życzenia złożył burmistrz miasta i gminy Pleszew Arkadiusz Ptak.

Po przełamaniu się opłatkiem wszyscy zasiedli do stołów i spożyli kolację wigilijną. Każdy uczestnik otrzymał także upominek świąteczny.

Organizatorami wigilii w Pleszewie są: burmistrz miasta i gminy Pleszew, proboszcz parafii pw. Ścięcia św. Jana Chrzciciela w Pleszewie, Akcja Katolicka tej parafii, Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta, Dom Kultury w Pleszewie oraz Towarzystwo Miłośników Ziemi Pleszewskiej.

W uroczystości wzięli udział przedstawiciele pleszewskich władz, proboszczowie trzech pleszewskich parafii: ks. prał. Henryk Szymiec, ks. kan. Krzysztof Guziałek i ks. kan. Henryk Lemke oraz ks. Mariusz Giwerski, kapelan Towarzystwa im. św. Brata Alberta w Pleszewie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem