O tej sprawie piszemy tutaj: DPS-y dla niepełnosprawnych dzieci pod znakiem zapytania? Siostry alarmują: „Nazywają nas betonem”.
Głos w sprawie zabiera o. bp Damian Muskus OFM, biskup pomocniczy krakowski
CUDOWNE LEKARSTWO PANI MINISTRY?
Dobro dziecka, zwłaszcza najsłabszego, z głęboką niepełnosprawnością, zawsze powinno być na pierwszym miejscu. To najważniejsze kryterium, którym powinny kierować się kolejne rządy i ministerstwa planujące zmiany w systemie opieki nad osobami chorymi, niepełnosprawnymi, wymagającymi profesjonalnej, empatycznej opieki przez całą dobę.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Chciałbym wierzyć, że takim kryterium kieruje się Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które planuje deinstytucjonalizację dotychczasowego systemu. On nie jest idealny, często okazuje się niewydolny. Ale czy wprowadzenie zakazu kierowania dzieci z niepełnosprawnościami do DPS-ów ten system cudownie uleczy? Wszyscy wiemy, że dziecko powinno rozwijać się w rodzinie, ale czy przerzucenie na nią ciężaru całodobowej opieki, wymagającej specjalistycznej wiedzy, kosztownego sprzętu i często nadludzkich sił, rzeczywiście służy dobru dziecka? Ile jest w Polsce rodzin, które w walce o normalną codzienność swoich dzieci są osamotnione i porzucone przez państwo? Skąd więc pewność, że rodziny – biologiczne i zastępcze – poradzą sobie z ciężarem niepełnosprawności dziecka, który jest często nie do udźwignięcia? Skąd to niezachwiane przekonanie, że mające powstać ośrodki terapeutyczne rzeczywiście będą skutecznie wspierały rodziców i dzieci z niepełnosprawnościami?
Założenie, że dziecku z niepełnosprawnością najlepiej będzie w rodzinie, brzmi dobrze, ale… jest idealistyczne. Domy pomocy społecznej powstały właśnie dlatego, że rodzice nie potrafili unieść ciężaru opieki nad często złożonymi niepełnosprawnościami swoich dzieci. Nie znaleźli też wsparcia środowiskowego i instytucjonalnego, które byłoby wystarczające dla zapewnienia im normalnego funkcjonowania. „Ubogich zawsze macie u siebie” (Mk 14, 7). Dzieci z najcięższymi niepełnosprawnościami potrzebują opieki, dachu nad głową, bezpiecznej przestrzeni.
System rzeczywiście wymaga reformy. Wiedzą to wszyscy, których codzienną misją jest opieka nad osobami dotkniętymi krzyżem niepełnosprawności. Ale czy ta reforma ma polegać na likwidacji Domów, w których te osoby znajdują bezpieczeństwo, profesjonalną opiekę, poszanowanie osobistej godności i – nie bójmy się tego słowa – miłość?
Reklama
W szeroko pojętej sieci instytucji, rodzin, ośrodków i domów służących najsłabszym powinno znaleźć się miejsce dla różnych form pomocy - od wspierania rodzin począwszy na przejęciu opieki przez wykwalifikowane instytucje w najcięższych przypadkach skończywszy. To jednak wymaga dialogu i porozumienia, w którym to nie emocje i idealistyczne założenia powinny grać główne skrzypce, ale wieloletnie doświadczenie, wiedza ekspertów i dobre praktyki wypracowane przez ludzi, którzy pracy z najsłabszymi poświęcili całe życie.
PS. Pragnę przekazać moje wielkie słowa uznania i podziwu dla rodzin, które podporządkowały całe swoje życie opiece nad dzieckiem dotkniętym niepełnosprawnością, oddając mu swój czas, siły, własne zdrowie, a nade wszystkim miłość.
Niemniejsze słowa uznania i wdzięczności kieruję pod adresem instytucji opiekuńczych, które przejęły na siebie obowiązek troski o tych, którym dom i rodzina, z różnych, często niezależnych od nich przyczyn, nie były w stanie zapewnić bezpieczeństwa i rozwoju.
