Reklama

Studniówka rządu Beaty Szydło

2016-02-24 08:47

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 9/2016, str. 22-23

Artur Stelmasiak

Upłynęło 100 dni od zaprzysiężenia rządu Beaty Szydło.
Nadszedł więc czas na pierwsze podsumowanie politycznych zysków i strat

Rząd Prawa i Sprawiedliwości nie wszystkim się podoba, bo taka jest natura demokracji. Jednak jakość rządzenia można sprawdzić po tym, jak realizowane są obietnice wyborcze. – Gdzie te szuflady pełne ustaw, które PO, będąc w opozycji, miała czas stworzyć? Platforma jest nieprzygotowana do rządzenia – zgodnie twierdzili w 2008 r. przedstawiciele opozycji po 100 dniach pierwszego rządu Donalda Tuska. A jak wygląda na tym tle pierwsze 100 dni rządu Prawa i Sprawiedliwości?

Premier Beata Szydło nie zapomniała o swoich obietnicach wyborczych. W ciągu 100 dni udało się jej wprowadzić kilka sztandarowych zmian. Wystarczy spojrzeć w kalendarz, by zobaczyć, że już po 40 dniach 6-latki zostały uwolnione od przymusu pójścia do pierwszej klasy oraz że praca nad wprowadzeniem w życie programu „Rodzina 500+” zajęła rządowi 80 dni. Oczywiście, nie wszystkim projekty PiS przypadły do gustu. Nie zmienia to jednak faktu, że Beata Szydło stoi na czele jednego z najskuteczniej działających rządów ostatnich dwóch dekad.

Trudne początki

Rząd PiS nie mógł liczyć na „miesiąc miodowy” i kredyt zaufania opozycji. Był krytykowany, jeszcze zanim się ukonstytuował. Najgorsze nadeszło jednak w pierwszym miesiącu władzy, gdy świeżo upieczeni ministrowie zajęli się rekonesansem w swoich resortach, a w Sejmie toczono ostry spór o Trybunał Konstytucyjny. Ustawa przygotowana przez Platformę Obywatelską i niekonstytucyjny wybór dodatkowych sędziów okazały się tykającą bombą z opóźnionym zapłonem. Politycy PiS-u we współpracy z prezydentem próbowali ratować sytuację. Odbywały się nocne posiedzenia Sejmu, powstały uchwały odwołujące sędziów i powołujące nowych. To wszystko sprawiło, że zwykli ludzie pogubili się w tym politycznym sporze, a napiętą sytuację wykorzystały niechętne Prawu i Sprawiedliwości media i opozycja.

Reklama

To były najtrudniejsze dni obecnej władzy, bo przeciwnikom udało się zbudować narrację sugerującą, że PiS przeprowadza „zamach stanu”. Na fali rozhuśtanych nastrojów środowisko związane z „Gazetą Wyborczą” wyprowadziło kilkanaście tysięcy osób na ulice. Stało się więc coś, czego liderzy PiS-u nie przewidzieli.

W pierwszych tygodniach popełniono wiele błędów, przez które rząd oraz większość sejmowa znalazły się pod obstrzałem. To wówczas ujawnił się problem koordynacji polityki informacyjnej pomiędzy trzema ośrodkami władzy – prezydentem, premierem i tzw. Nowogrodzką, czyli siedzibą PiS-u. Zabrakło spójnych komunikatów, którymi można było wytłumaczyć zawiłości sporu o Trybunał i przekonywać do swoich racji. Efektem tych błędów były pierwsze demonstracje i powstanie Komitetu Obrony Demokracji. Dzięki temu środowisko związane z „Gazetą Wyborczą” może bojkotować niemal wszystkie strategiczne decyzje partii rządzącej. I choć pierwotny impet KOD-u wyhamował, to jednak w przestrzeni publicznej znów pojawiła się koniunktura, aby skutecznie straszyć PiS-em.

Z jednej strony nawet część prawicowych publicystów wskazuje, że nie warto było aż tak ostro walczyć o Trybunał Konstytucyjny. Z drugiej – pojawiły się opinie chwalące polityczny „blitzkrieg”, dzięki któremu nowa władza zyskała strategiczne przyczółki, a teraz będzie mogła zająć się skutecznym rządzeniem.

Sukces normalności

Na przełomie grudnia i stycznia przegłosowano nową ustawę medialną, dzięki czemu minister skarbu mógł powołać nowych szefów Telewizji Polskiej oraz Polskiego Radia. I znów pojawiły się protesty KOD-u. Tym razem protestujący zostali jeszcze mocniej zmanipulowani przez „Gazetę Wyborczą”. O ile zawiła sytuacja z Trybunałem Konstytucyjnym może być osią sporu pomiędzy prawnikami i politykami, to jednak zmiany w TVP nie są czymś nadzwyczajnym. To, co zrobiła partia rządząca, wpisuje się w „tradycję” polskiej demokracji ostatnich 20 lat. Przynajmniej od 1995 r. każda zmiana władzy oznaczała wymianę szefostwa mediów publicznych. Trzeba również pamiętać, że TVP od kilku lat bezpardonowo atakowało PiS. Polacy wybrali tę partię na fali sprzeciwu wobec tego, co widzieli m.in. w telewizji publicznej. Tym samym społeczeństwo pokazało czerwoną kartkę nadawcy, a więc wymiana zarządów TVP i PR była konsekwencją oczekiwań społecznych.

Na przełomie 2015 i 2016 r. opinii publicznej umknęło bardzo nietypowe zdarzenie. Po raz pierwszy od wielu lat powitaliśmy Nowy Rok bez problemów związanych z rozkładem jazdy PKP i bez strajku lekarzy. I choć trudno ocenić, ile w tym zasługi świeżo upieczonych ministrów, to jednak premier Beata Szydło mogła ogłosić, że wreszcie widać „dobrą zmianę”.

Po dwóch miesiącach rządów sytuacja wewnętrzna zaczęła się stabilizować, jednak echo grudniowej awantury zyskało rezonans wśród unijnych instytucji. Z inspiracji m.in. polityków Platformy Obywatelskiej spór o Trybunał Konstytucyjny przeniósł się do Brukseli. Zaskoczeniem dla zdezorientowanej opozycji była europejska debata nt. praworządności i wolności słowa w Polsce. Świetne wystąpienie premier Beaty Szydło na politycznym forum Europy wzmocniło jej pozycję na arenie międzynarodowej oraz w Polsce. W kuluarach europarlamentu mówi się, że debata była przede wszystkim klęską przewodniczącego PE Martina Schulza. Najprawdopodobniej nie będzie już więcej takich spektakli, bo dyskusja bardziej zaszkodziła Unii niż Polsce.

Wyborcze obiecanki

Po zaprzysiężeniu nowego rządu od razu można było przewidzieć strategię opozycji. Celem ataków są i nadal będą min. Antoni Macierewicz – za to, że zajmował się m.in. badaniem katastrofy smoleńskiej – i min. Zbigniew Ziobro – bo w poprzednim rządzie PiS starał się łapać przestępców. Połączenie stanowisk prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości nie jest pomysłem Ziobry, ale spełnieniem kolejnej obietnicy wyborczej. Politycy PiS zawsze krytykowali rozdzielenie prokuratury od rządu, bo – ich zdaniem – rozwiązanie takie było nieskuteczne. Spełnioną obietnicą jest również powołanie Komisji ds. Zbadania Katastrofy Smoleńskiej. Jednak sam fakt powołania zespołu ekspertów nie jest jeszcze sukcesem, bo przed komisją stoi arcytrudne zadanie. To przedsięwzięcie będzie najtrudniejszym wyzwaniem, ponieważ nie wszystko zależy od polskich instytucji. Bezdyskusyjnie, zbadanie katastrofy jest dla naszego państwa sprawą honoru, ale nie wystarczy tylko poznać prawdę. Trzeba jeszcze uczynić wszystko, by polska i międzynarodowa opinia publiczna tę prawdę przyjęły. Nie ulega wątpliwości, że po 6 latach zohydzania tematyki smoleńskiej będzie to bardzo trudne. Dlatego też komisja musi zadbać o komunikację ze społeczeństwem, dzięki której będzie można skutecznie wytłumaczyć meandry skomplikowanego śledztwa.

Wymierne osiągnięcia rządu widać też w polityce społecznej i gospodarczej. W ramach realizacji obietnic zniesiono – jak już wspomniałem – przymus posyłania 6-latków do pierwszej klasy, ale także rozpoczęto konsultacje MEN-u ws. szerszej reformy szkolnictwa. Konserwatywną część społeczeństwa już teraz cieszą zapewnienia min. Anny Zalewskiej o tym, że szkoła będzie uczyć historii i tradycyjnych wartości, a system edukacji zostanie skutecznie oczyszczony z ideologii gender.

Sporo dzieje się również w sektorze ekonomiczno-gospodarczym. Do Sejmu i KNF-u trafiła ustawa prezydencka ws. kredytów frankowych, a 1 lutego br. wprowadzono podatek bankowy. Finalizowane są także prace nad podatkiem handlowym, który ma przynieść zyski i chronić małe sklepy. Tu pojawił się pierwszy zgrzyt, bo swój sprzeciw zgłosili właściciele tzw. sklepów franczyzowych. Ogłoszono także założenia największego projektu strategicznego, tzw. planu wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Jest to najważniejszy program rządu PiS, który ma stać się kołem zamachowym polskiej gospodarki w najbliższym ćwierćwieczu.

Symboliczne 100 dni rządu to czas ciężkiej pracy nad realizacją obietnic. Do tej pory udało się ich zrealizować bardzo dużo, ale wciąż czekają kolejne. Beata Szydło obiecała jeszcze obniżenie wieku emerytalnego oraz podwyższenie kwoty wolnej od podatku. Oczywiście, wszystkiego nie da się wprowadzić od razu, ale Pani Premier zapewniła, że ogłosi harmonogram realizacji wszystkich obietnic wyborczych.

Jak ryba w wodzie

Kilka lat temu min. Radosław Sikorski mówił, że boi się bierności Niemiec, a nie ich siły. Był to szczytowy etap polityki płynięcia w tzw. głównym nurcie, która zakładała realizację tego, co wskaże kanclerz Niemiec. Wówczas „Der Spiegel” pisał o Sikorskim, że jest wielkim wizjonerem znad Wisły.

Teraz wiele się zmieniło, bo niemiecka prasa pisze o rządzie populistów, nacjonalistów, a polskie standardy sprawowania władzy porównuje do putinowskiej Rosji. Tak właśnie wygląda kara za prowadzenie suwerennej polityki zagranicznej. I choć pewnie nie wszystkim podoba się nasza dyplomacja, to jednak jest ona samodzielną polityką państwa, które na pierwszym miejscu stawia interesy swoich obywateli. Różnicę można dostrzec już w pierwszych słowach. Podczas wizyty w Berlinie Beata Szydło jasno i wyraźnie powiedziała, że silna Europa potrzebuje silnej Polski, a dopiero później silnych Niemiec.

Na zakończenie wróćmy do historii sprzed 8 lat. Po pierwszych 100 dniach rządów Donalda Tuska mówiono, że Kancelaria Premiera zajęła się polityczną wojną z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim, zamiast zabrać się za spełnianie obietnic wyborczych. W tym okresie po obiecane podwyżki zaczęli przychodzić lekarze, pielęgniarki, górnicy, celnicy i nauczyciele. Wówczas jednak pieniędzy nie dostali i po 100 dniach Platforma doczekała się strajków. Teraz też mamy protesty, ale nie da się ukryć, że KOD jest projektem politycznym, którego spoiwem jest niechęć do PiS-u.

Dwie kadencje rządów PO złośliwi nazywają okresem sprawnego PR-u, którym przykryto czas nierządzenia. I choć można znaleźć obietnice, które PO i PSL zrealizowały, to jednak strategiczne założenia pozostały tylko na papierze. W tym zestawieniu rząd Beaty Szydło wypada jak powyborczy ekspres. Trudno dziś oszacować, na ile rządowi starczy pieniędzy i determinacji, ale start jego członkowie mają bardzo dobry. To właśnie dlatego realizowane projekty wywołują tak wielki popłoch w szeregach opozycji.

I jeszcze jedno. Premier Beata Szydło przyczyniła się do dwóch triumfalnych zwycięstw wyborczych w 2015 r. Początkowo śmiano się z niej, że jest malowanym kandydatem na szefa rządu. Nawet politycy PiS-u zastanawiali się, czy poradzi sobie na fotelu premiera, bo wcześniej nie piastowała nawet ministerialnych stanowisk. Jarosław Kaczyński wrzucił ją jednak na bardzo głęboką wodę. Dziś trzeba przyznać, że Beata Szydło z każdym dniem radzi sobie coraz lepiej. Na czele ministrów czuje się jak ryba w wodzie... A prezes Kaczyński musi dbać o to, aby woda nie była mętna.

Tagi:
polityka rząd

Szef KPRM: rząd przyjmie dziś projekt ws. komisji ds. pedofilii i zostanie on "niezwłocznie skierowany do Sejmu"

2019-07-16 09:53

lk / Warszawa (KAI)

Rząd powinien dziś przyjąć projekt ustawy o powołaniu komisji ds. zbadania przypadów pedofilii, po czym zostanie on "niezwłocznie skierowany do Sejmu" i na najbliższym posiedzeniu przyjęty - powiedział we wtorek rano w TVN24 Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

WWW.SEJM.GOV.PL/KRZYSZTOF BIAŁOSKÓRSKI

Jak poinformował Michał Dworczyk, Rada Ministrów powinna dziś przyjąć projekt ustawy o powołaniu komisji, który "zostanie niezwłocznie skierowany do Sejmu i - to oczywiście są już decyzje Marszałka Sejmu i prezydium - mam nadzieję, że jeszcze na tym posiedzeniu Sejmu zostanie przeprocedowany".

Komisja powołana ustawą "będzie badała przypadki przypadki pedofilii niezależnie od środowiska i czasu, kiedy te skandaliczne, przestępcze sytuacje miały miejsce" - poinformował szef KPRM.

Pytany przez prowadzącego rozmowę, czy tak szeroki zakres prac komisji nie oznacza, że "rząd Prawa i Sprawiedliwości pozbawia Kościół w Polsce możliwości oczyszczenia się, wyeliminowania ze swojego środowiska księży pedofili", Dworczyk odpowiedział, że "absolutnie tak na to nie patrzy".

- Uważam, że Kościół musi zmierzyć się z tym problemem, który jest problemem realnym, ale uważam również, że we wszystkich innych grupach zawodowych - jeżeli ten problem istnieje - także powinien być on rozwiązany i również nie powinno się go zamiatać pod dywan, nawet jeśli to dotyczy celebrytów, osób znanych, czy takich, które można by sobie wyobrazić, że powinny być chronione jakimś immunitetem".

W opinii rządu, powstanie komisji ma zapewnić "skuteczną i adekwatną" reakcję organów państwa, a także organizacji pozarządowych, instytucji prowadzących działalność edukacyjną, opiekuńczo-wychowawczą, kulturalną i związaną z wypoczynkiem i leczeniem, a także samorządów zawodowych, Kościołów oraz związków wyznaniowych, w tym kościelnych osób prawnych, na przypadki zgłaszania przestępstw pedofilskich.

W ub. tygodniu KPRM poinformowała, że powstająca komisja z uwagi na charakter swoich zadań ma być niezależna od organów władzy publicznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jedziemy!

2019-09-16 22:34

Agnieszka Bugała

Krzysztof Wowk/Wowk Digital

Wielu osobom, nawet zaangażowanym w życie Kościoła, katolickie tygodniki wciąż kojarzą się z nudnym i trudnym przepowiadaniem, nawracaniem na siłę, wytykaniem życiowych błędów i szczegółowym relacjonowaniem długich, kościelnych uroczystości. W dodatku bez polotu i inwencji, w starym, nie zawsze dobrym graficznie, stylu.

Czy tak jest? Tak, tak niestety też bywa. Czy tak jest u nas? Staramy się, by było inaczej.

W tym roku Niedziela kończy 93 lata. Słuszny to wiek, zasługuje na pochwałę – że przetrwała niejedno i widziała niejedno i wiele mogłaby opowiedzieć młodszym, gładszym na licu koleżankom z prasowej półki. I choć – z racji wieku – kojarzona raczej z powłóczystą suknią mocno wciętą w talii i z kapeluszem ocieniającym pomarszczone czoło z innej epoki (i kapelusz i czoło) to jednak, Drogi Czytelniku, pomyliłbyś się bardzo, gdybyś uległ tej powierzchownej refleksji! Niedziela ma swój wiek, to prawda, ale silnik nowoczesnego motoru, w cztery sekundy rozpędza się do setki i jedzie  tam, gdzie czeka na nią wydarzenie, opowieść, ale przede wszystkim człowiek!

W niedzielę Środków Masowego Przekazu wrocławska redakcja Niedzieli kłania się nisko wszystkim Czytelnikom. Dziękujemy za ogromną życzliwość, serdeczność i gościnność w czasie spotkań w parafiach. Kapłanom, Księżom Proboszczom dziękujemy za pomoc w docieraniu do Czytelników. Jesteście wszyscy częścią ogromnej rodziny Niedzieli - zacnej pani lat 93 z sercem i duszą młodej dziewczyny pędzącej nowoczesnym motorem. Dokąd? Tam, gdzie człowiek, tam, gdzie Bóg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Przybylski do ceremoniarzy: w liturgii najważniejsze jest to, że Bóg jest tutaj

2019-09-21 22:09

Ks. Mariusz Frukacz


Ks. Mariusz Frukacz

To, co w liturgii jest najważniejsze, to mieć pełne przekonanie, że Bóg jest tutaj – mówił w homilii bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej, który 21 września przewodniczył w Niższym Seminarium Duchownym w Częstochowie Mszy św. z udzieleniem błogosławieństwa nowym 17 ceremoniarzom Liturgicznej Służby Ołtarza w archidiecezji częstochowskiej.

Zobacz zdjęcia: Nowi cremoniarze Liturgicznej Służby Ołtarza w archidiecezji częstochowskiej.

Na początku Mszy św. ks. dr Jerzy Bielecki, rektor seminarium wskazując na słowa „Pójdź za Mną” podkreślił, że Niższe Seminarium Duchowne jest szczególnym miejscem realizacji słów Jezusa.

Mszę św. z bp. Przybylskim koncelebrowali m. in. ks. Paweł Wróbel, duszpasterz LSO w archidiecezji częstochowskiej oraz kapłani z parafii nowych ceremoniarzy. Na uroczystości zgromadzili się także rodzina i bliscy ceremoniarzy.

– Każde powołanie w Ewangelii zaczyna się od modlitwy. To nie są tylko ludzkie decyzje i wybory. Bóg wybiera do wielkie bliskości z sobą – mówił bp Przybylski, rozpoczynając liturgię Mszy św.

W homilii biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej za św. Grzegorzem Wielkim zaznaczył, że „czasy, w których żyjemy, to czasy jakby zorzy porannej. Już Chrystus nas zbawił, za każdego z nas oddał życie na krzyżu. Jednak jeszcze tego wszystkiego dokładnie nie widzimy. Widzimy to w liturgii, w znakach”.

– To co w liturgii jest najważniejsze, to mieć pełne przekonanie, że Bóg tutaj jest. Dla każdego człowieka, ministranta, ceremoniarza i księdza jest bardzo ważne to wszystko, czego się nauczyliśmy, ale pierwsze i zawsze najważniejsze jest to, żeby mieć pełna świadomość i mocno w to wierzyć, że tu obecny jest Bóg – podkreślił bp Przybylski i dodał: „To jest najważniejszy powód dlaczego Kościół tak bardzo się troszczy o liturgię. Jeśli chcemy, żeby być blisko Jezusa i żeby On był blisko nas, to jest tylko jeden sposób - to jest Msza św.”.

– Kiedy św. Jan Maria Vianney był już bardzo schorowany i nie miał sił na mówienie wielu słów w kazaniu, to wskazywał na tabernakulum i mówił: „On tu jest”. I to było najważniejsze kazanie – kontynuował bp Przybylski.

– Obrzęd ustanowienia Was ceremoniarzami w Liturgicznej Służbie Ołtarza jest bardzo ważny. Bardzo ważna jest duża wiedza o liturgii, ale to wszystko na nic by się zdało, gdybyście poszli do ołtarza i zapomnieli, że to wszystko dla Pana – przypomniał biskup ceremoniarzom i zachęcił ich, aby będąc przy ołtarzu pokazywali ludziom żywą obecność Boga.

Biskup przypomniał również, że bardzo ważne, aby posłudze ceremoniarza, ministranta, lektora towarzyszyła modlitwa. ¬– Bardzo ważne jest to, abyście mieli czas na adorację Najświętszego Sakramentu. Służcie świętej obecności Boga – zachęcił bp Przybylski.

W rozmowie z „Niedzielą” ks. Mariusz Bakalarz, wicekanclerz Kurii Metropolitalnej w Częstochowie podkreślił, że „podczas kursów ceremoniarzy chodzi o to, by to nie było tylko takie techniczne przygotowanie do posługi liturgicznej, ale uczyło zrozumienia tego, co się dokonuje podczas liturgii”.

Dla Jakuba Klimasa z parafii Świętych Pierwszych Męczenników Polski w Częstochowie, który w Liturgicznej Służbie Ołtarza jest już dziesięć lat „kurs ceremoniarza oprócz całej ważnej teorii na temat liturgii pozwala też w piękny sposób jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga”. W rozmowie z „Niedzielą” podkreślił również, że czymś ważnym dla samego tygodnika mogłyby być prezentacje poszczególnych grup ministranckich.

Natomiast Maciej Szymczykiewicz z parafii św. Lamberta w Radomsku powiedział nam, że bycie ministrantem, lektorem zawsze traktował jako Boże wezwanie. – Faktycznie bardzo mocno poczułem, że to Pan Bóg mnie powołuje, żeby być przy Jego ołtarzu. A to posługiwanie rzutuje na moją codzienność, tę szkolną i w rodzinie. Liturgia wzywa mnie do tego, żebym także udoskonalał się w stosunku do drugiego człowieka. Liturgia jest znakiem Bożego miłosierdzia i ja to miłosierdzie powinienem również przekazać drugiemu człowiekowi – powiedział „Niedzieli” Maciej Szymczykiewicz.

– Myślę, że potrzebna jest nie tylko wiedza o liturgii, ale doświadczenie liturgii, to doświadczenie wspólnotowe. Aby zachęcić innych to służenia przy ołtarzu, to potrzebne jest braterstwo z tymi, którzy już przy tym ołtarzu są. Nie wystarczy powiedzieć, że tego lub innego dnia jest zbiórka ministrancka, ale trzeba młodych ludzi spotkać, wyjść do nich i dać świadectwo – dodał Maciej Szymczykiewicz.

Adrian Barczyk i Maciej Ciszewski z parafii św. Stanisława Kostki w Zawierciu ministrantami zaczęli być już od Pierwszej Komunii Świętej. Adrianowi podobało się to, co robili starsi koledzy, a Macieja do bycia ministrantem zachęcił ksiądz z parafii – Początkowo bałem się, ale potem zobaczyłem, że to fajne doświadczenie – powiedział Maciej. Zarówno Adrian, jak i Maciej uważają, że do bycia ministrantem trzeba już zachęcać od Pierwszej Komunii Świętej.

To już piąty kurs ceremonarza zorganizowany w archidiecezji częstochowskiej. Kursy te odbywają się co dwa lata. Już ponad stu chłopców zostało przygotowanych i pobłogosławionych do pełnienia posługi ceremoniarza w archidiecezji częstochowskiej.

W tym roku kurs odbył się w dniach 19-23 sierpnia 2019 r. w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie. Celem jego było pogłębienie duchowości liturgicznej i znajomości przepisów liturgicznych oraz przygotowanie do prowadzenia grup ministranckich i organizacji od strony liturgicznej różnego rodzaju przedsięwzięć w parafii.

Nowi ceremoniarze odbyli również dzień skupienia w Domu Ruchu Światło-Życie w Częstochowie, który odbył się 20-21 września br.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem