Ogromne oburzenie opinii publicznej wywołały decyzje ministerstwa, które ostatnio opisały Siostry w mediach społecznościowych.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
W rozmowie z Łukaszem Brodzikiem opowiadają, dlaczego propozycje urzędników i polityków mogą być zgubne dla wieloletniej działalności zakonnic:
Reklama
Łukasz Brodzik: Od jak dawna pomagają siostry niepełnosprawnym chłopcom?
Siostra Eliza z Domu Chłopaków: Dom prowadzimy od 75 lat, bo taka jest ciągle potrzeba. Naszą misją jest wspieranie rodzin, które sobie nie radzą z niepełnosprawnościami ich synów. W ostatnich latach w siedemdziesięciu procentach przychodzą do naszego domu osoby ze specjalistycznych rodzin zastępczych, gdzie ta niepełnosprawność przerasta nawet wyspecjalizowane rodziny.
Bardzo byśmy chciały nie musieć tu pracować, bo to by świadczyło o tym, że rzeczywiście są fajne polskie rodziny, które są w stanie udźwignąć każdą niepełnosprawność.
Jakie Siostry widzą zagrożenie w nowych przepisach?
W kontekście proponowanych regulacji widzimy, że jesteśmy wkładane w taką narrację, iż walczymy o instytucję. Nie walczymy o instytucję, bo nie o nią tutaj chodzi. Tak naprawdę to jesteśmy domem, który ma wesprzeć rodziny, które już w pewnym momencie nie są w stanie sobie poradzić. I miały taki azyl, taki wentyl bezpieczeństwa dla swojej świadomości, swoich serc, że jest taki dom bezpieczny - nie tylko nasz - w którym to dziecko dożyje godnie do swojej śmierci.
Reklama
Jeżeli rzeczywiście nowa ustawa przygotuje mnóstwo rodzin do opieki nad tymi chłopakami, to się cieszymy. Nie będziemy walczyć na siłę o instytucję. Byłyśmy do tej pory potrzebne. Chyba wynika z tego, że skoro ten dom istnieje, a my nie jeździmy po rodzinach "wydzierać" im dzieci, tylko to rodziny proszą nas i jest kolejka do tego domu. I tu się rodzi pytanie: dlaczego coś co jest potrzebne przestaje być uznawane za potrzebne. Jesteśmy w bardzo wielkim szoku.
O co chodzi tak naprawdę w pomysłach ministerstwa?
Boimy się, że rodziny, które się zgłoszą o pomoc, nie będą już miały miejsca. Bo rodziny będą teraz miały tylko siebie, ewentualnie na nową instytucję, która jest tworzona w ramach "deinstytucjonalizacji". Powstaną trzydziestoosobowe ośrodki do 18-roku życia. Przy czym u nas dzieci żyją w 14-osobowych mieszkaniach. Nasz dom prowadzimy od 1951 r., więc w trakcie systemu komunistycznego nawet mieliśmy taką możliwość. I wówczas rzeczywiście byłyśmy domem do 18-roku życia. Po skończonej pełnoletności siostry musiały znaleźć dom dla tych dzieci, ale wtedy to było często jak zamach na ich życie, bo nie przeżywały tych zmian. Ustawodawca 30 lat temu wprowadził taki mądry zapis, że mogą zostać aż do swojej śmierci pomimo osiągnięcia pełnoletności.
Jesteśmy otwarte. Myślałyśmy trzy tygodnie, zanim napisałyśmy ten słynny już post w mediach społecznościowych, nie wiedząc czy naprawdę jesteśmy potrzebne, czy nie. Według narracji obecnego, współczesnego państwa nie jesteśmy potrzebne i byłoby super, gdyby dzieciaki nie potrzebowały tego typu placówek, domów. Naprawdę życzymy tego szczerze, żeby każde dziecko było w rodzinie do swojej śmierci.
Jak wygląda opieka nad dziećmi w Domu Chłopaków?
Reklama
Dzieci mają tutaj każdą opiekę. Rechabilitacja jest na najwyższym poziomie - bo jest wyśrubowana przez państwo. Opiekę pielęgniarską i terapeutyczną - też na najwyższych poziomach. Przede wszystkim jednak dzieci zaopiekowane są tutaj całodobowo i do końca ich życia, bez względu na ich trudne niepełnosprawności. Nie mówimy tutaj o ślicznie uśmięchniętych dzieciach z Zespołem Downa. Wzrasta, a nie maleje liczba dzieci z autyzmem, z agresją, z niepełnosprawnościami intelektualnymi, z czterokończynowym porażeniem. To nie są choroby, które się wyleczy. Więc naprawdę świetnie, jeśli będą mogły być w rodzina.
Chyba nie bez znaczenia pozostaje to, że dom prowadzony jest przez zakonnice?
To, że ten dom prowadzą siostry zakonne, to też coś oznacza. Oczywiście nie naznaczamy siebie, jako najfajniejsza instytucja dzięki temu, że jest prowadzona przez siostry. Na to w Polsce nie możemy za bardzo liczyć, ale też nie chcemy. Natomiast, jeżeli kolejki do tego domu się ustawiają, a to miejsce jest marzeniem wielu rodziców, żeby ich syn tutaj trafił, to być może jednak ma to znaczenie, że prowadzą to siostry. Jeszcze dajemy jakieś poczucie bezpieczeństwa.
Chcemy bardzo podziękować za ten odzew społeczny, bardzo nas to cieszy. Bo zszokowane chodzimy. Jesteśmy w głębokim szoku, że nagle okazuje się, iż nie będziemy potrzebne.
Czy głos Sióstr, tak doświadczonych w opiece nad niepełnosprawnymi jest wysłuchany przez urzędników?
Trwają konsultacje, w których nie czujemy się wysłuchane. Jesteśmy bardziej oceniane jako grupa interesu. Bardzo bym się chciała dowiedzieć, jaki my mamy w tym interes. Najwyżej dwutygodniowy urlop, bo na więcej nie można liczyć za bardzo - trudno się wymienić z siostrami. Proszę pytać urzędników, bo jesteśmy naprawdę zaskoczone ich pomysłem. I to, że my jakoś podniosłyśmy głos, to naprawdę, żeby się ująć za rodzinami. Ktoś kto jest myślący wie, że gdyby były rodziny, które przyjmą dzieci, nasz dom nie byłby potrzebny. Nas by tu nie było.
Reklama
Czyli te zmiany są nielogiczne?
Niech każdy sobie oceni po swojemu te pomysły. Jesteśmy zszokowane. Nie wiemy o co chodzi. Naprawdę nie wiemy, gdzie trafią dzieci, z którymi rodziny już sobie nie radzą. Nie wiemy. Do nas już nie...
Dziękuję za rozmowę.
