Od białego obrusa do „małego wesela”
Pierwsza Komunia Święta była kiedyś wydarzeniem przede wszystkim domowym i duchowym. Przyjęcie odbywało się w mieszkaniu, przy stole przykrytym białym obrusem, z rosołem, ciastem drożdżowym i może jedną fotografią na pamiątkę. Prezenty też były inne. Zegarek – pierwszy w życiu, trochę za duży na rękę, ale noszony z dumą. Rower – niekoniecznie nowy, ale „na zawsze”, przynajmniej w dziecięcym wyobrażeniu. Te rzeczy miały swoją wagę. Były znakiem wejścia w świat odpowiedzialności.
Dzisiaj zegarek zastąpił smartwatch, a rower – elektryczna hulajnoga. Jeszcze częściej – koperta. Gruba, elegancka, bezpieczna. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że coraz częściej prezent staje się ważniejszy niż sakrament. Hulajnoga zaczyna wygrywać z Hostią.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Red.
Andrzej Sosnowski
"Nowy standard komunijny"
Nie chodzi o to, by narzekać na czasy. Każde pokolenie ma swoje zwyczaje i własne symbole. Problem zaczyna się jednak tam, gdzie symbol przestaje prowadzić do sensu. Jeśli zamiast pytać: „Kogo przyjmujesz?”, pytamy: „Co dostałeś?”, to znaczy, że Komunia wymknęła się spod kontroli — ale niewielu dostrzega w tym problem.
Reklama
W tym roku wyraźnie zmieniło się podejście do prezentów. Coraz rzadziej nie liczy się symbol, a coraz częściej coś konkretnego i użytecznego. Hitem stały się rowery elektryczne oraz różnego rodzaju pojazdy — najtańsze zaczynają się od około 1,5 tys. zł, a najlepsze modele kosztują nawet 4–6 tys. zł. Klasyczne rowery wciąż są popularne, ale coraz częściej wybierane są ich elektryczne wersje.
Hulajnogi powoli wypadają z gry, m.in. dlatego, że dzieci poniżej 13. roku życia nie mogą legalnie poruszać się nimi po ulicy. Największą zmianę widać jednak w elektronice — dziś większość osób stawia na nowoczesne urządzenia, zwłaszcza laptopy, które stały się nowym „standardem komunijnym”. Dalej pojawiają się telefony i tablety, natomiast gotówka wręczana jest coraz rzadziej.
Biżuteria, książki czy ubrania niemal zniknęły z listy prezentów. Tradycja zeszła na dalszy plan. Komunia stała sie nade wszystko wydarzeniem towarzyskim. To teraz „małe wesele”.
Złoty środek
Nie chodzi o to, by wracać do przeszłości w sposób naiwny. Świat się zmienia i zmieniać się będą także zwyczaje. Ale pewne rzeczy nie powinny się zmieniać nigdy: istota sakramentu. Komunia to nie wydarzenie społeczne, lecz spotkanie z Bogiem. To moment, w którym dziecko – po raz pierwszy – przyjmuje Chrystusa do swojego serca.
To moment spotkania z Bogiem – pierwszy świadomy krok w stronę czegoś, co przekracza świat rzeczy, pieniędzy i atrakcji.
A przecież dzieci bardzo dobrze rozumieją, co jest naprawdę ważne – jeśli tylko im to pokażemy. Najważniejsze rzeczy są niewidzialne – jak mawiał Mały Książę. Biała suknia może być piękna, ale jeszcze piękniejsza jest czysta dusza. Przyjęcie może być wystawne, ale najważniejsze jest to, co wydarzy się w ciszy serca.
Pytanie, które naprawdę trzeba zadać
Może więc warto, przygotowując Komunię dziecka, zadać sobie jedno proste pytanie: czy wszystko, co robimy, pomaga mu spotkać Chrystusa? Jeśli odpowiedź brzmi „tak” – reszta naprawdę ma drugorzędne znaczenie.
I może właśnie o to dziś toczy się cicha walka: między tym, co wieczne, a tym, co tylko nowe. Między sacrum a konsumpcją. Między Hostią a hulajnogą.
Bo Komunia nie jest wydarzeniem jednego dnia. To początek drogi.
