Reklama

Putin zaskakujący

2016-03-29 14:04

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 14/2016, str. 50-51

Archiwum prywatne
Anna Łabuszewska

O osamotnieniu jednoosobowej władzy, lojalności elit i telewizorze w pustej lodówce z Anną Łabuszewską rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Wydaje się, że świat zachodni dobrze już poznał politykę zimnowojenną Rosji Władimira Putina, a mimo to Rosja pozostaje dla Zachodu tajemnicą, wciąż czymś zaskakuje. A ostatnio chyba staje się coraz to większą zagadką?

ANNA ŁABUSZEWSKA: – Tak jest od czasu aneksji Krymu, której Zachód nie uznał za zgodną z prawem międzynarodowym; między Rosją a Zachodem powstało pole fundamentalnych kontrowersji, które pogłębiły się po interwencji Rosji na wschodzie Ukrainy. Można przypuszczać, że od tego czasu pogrążony w izolacji Władimir Putin wciąż szuka sposobu, by zmusić dyplomację Zachodu do kontaktów z Rosją. Jesienią ubiegłego roku, uderzając w Syrii, by wesprzeć reżim Baszara al-Asada, Rosja wróciła do gry. A teraz nagle Putin podjął decyzję, że wycofuje większość sił z Syrii...

– I nikt nie wie dlaczego?

– Prawdopodobnie nikt, poza samym Putinem. Oglądałam w rosyjskiej telewizji relację ze spotkania Putina, ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa i ministra obrony Siergieja Szojgu, podczas którego został przekazany komunikat o wycofaniu większości sił rosyjskich z Syrii – panowie mieli miny jak na własnej stypie. Wcale nie wyglądało na to, że ta operacja zakończyła się zwycięsko, mimo zapewnień Putina, że założone cele – czyli pokonanie Państwa Islamskiego – zostały osiągnięte. A z pewnością osiągnięto tylko przerwanie izolacji Putina na arenie międzynarodowej.

– Tylko tyle?

– Aż tyle! Może jeszcze to, że obecność rosyjskich samolotów w Syrii znacznie wzmocniła pozycję prezydenta Al-Asada. Czy natomiast osłabiła Państwo Islamskie, można mieć wątpliwości. Doniesienia z Syrii wskazywały na to, że Putin kazał atakować opozycję antyasadowską, a tylko od czasu do czasu również Państwo Islamskie.

– Co może oznaczać to nagłe uspokojenie rosyjskich działań w Syrii?

– Warto pamiętać, że Rosja nie wycofuje się z Syrii całkowicie, zostawia tam sobie bazę lotniczą, bazę morską. A to nagłe wyciszenie działań to jest właśnie ten charakterystyczny rys polityki Putina, który lubi zaskakiwać; kilka miesięcy temu zaskoczył świat wejściem do Syrii, teraz zaskakuje wyjściem i każe się domyślać, co to może oznaczać. Można się domyślać, że Putin chce zmusić partnerów do gry na zasadach, które sam dyktuje.

– A może wiąże się to z pogarszającą się sytuacją gospodarczą Rosji?

– Trudno się tu doszukiwać prostej zależności, ale na pewno wydatki na operację w Syrii były niebagatelne. A rosyjska gospodarka przeżywa kryzys. Warto przy tym zaznaczyć, że zanim doszło do aneksji Krymu, a więc jeszcze przed zachodnimi sankcjami, rosyjska gospodarka co najmniej przez 2 lata (2008-09) mocno odczuła skutki kryzysu światowego, mimo że ceny ropy były przecież jeszcze wówczas wysokie. Potem w Rosji nastąpił maleńki wzrost gospodarczy, ale wkrótce – mimo ciągle utrzymujących się wysokich cen ropy – rosyjska gospodarka zaczęła łapać już poważną zadyszkę.

– Ale zawsze wydawało się, że Putin dość skutecznie buduje potęgę gospodarczą Rosji…

– W latach „tłustych”, przypadających na pierwszą i połowę drugiej kadencji Putina nie przeprowadzono reform usprawniających gospodarkę, mimo że na początku był taki zamiar; w instytutach pracujących na rzecz administracji prezydenta powstawały nawet bardzo śmiałe strategie, ale w większości pozostały na papierze. Putin wraz ze swojm otoczeniem bardzo szybko podjął decyzję, że będą „doić” gospodarkę, pozostając przy modelu surowcowym, który przynosi bardzo duże i łatwe pieniądze. Strumień płynących do Rosji petrodolarów został skierowany do do kieszeni wysokich urzędników, na wille, na futra ich żon, świetne samochody, jachty. Pieniądze gdzieś się rozeszły i częściowo tylko zostały zmagazynowane w 2 państwowych funduszach – w funduszu rezerwowym i funduszu dobrobytu narodowego – i teraz przydają się w drugiej fazie kryzysu, znacznie poważniejszej niż ta sprzed sześciu lat. Tempo wydawania tych rezerwowych pieniędzy jest bardzo duże.

– Można mówić o chwianiu się budżetu Federacji?

– Rok 2016 może być pierwszym, w którym budżet państwa może się nie dopiąć, a dziura budżetowa może być bardzo duża. Oczywiście, nie oznacza to natychmiastowego bankructwa Rosji, choć rzeczywiście, spadek cen ropy okazał się wręcz zabójczym ciosem w rosyjską gospodarkę. W tegorocznym budżecie założono średnią cenę ropy na poziomie 50 dolarów za baryłkę, tymczasem w połowie marca mamy tylko 33 dolary, przy czym większość ekspertów nie przewiduje dużego wzrostu ceny ropy w tym roku. Tę niewesołą sytuację dodatkowo potęgują słaba pozycja rubla oraz duże nadzwyczajne wydatki, m.in. właśnie na wojnę w Syrii.

– Może więc jednak stąd ta decyzja o ograniczeniu aktywności militarnej w Syrii?

– Możliwe, że tak. Warto tu jednak zauważyć, że jednocześnie z wiadomością z Kremla o ograniczeniu aktywności w Syrii nadeszła też wiadomość z Brukseli, iż Unia Europejska rekomenduje europejskim bankom, aby nie lokowały pieniędzy w rosyjskich euroobligacjach. A zatem możliwość pozyskiwania przez Rosję pieniędzy z Zachodu coraz bardziej się kurczy.

– Dotychczasowe ograniczenia związane z zachodnimi sankcjami nie były zbyt dotkliwe?

– Przeciwnie, okazały się nawet bardzo dotkliwe. Najdotkliwsze było to, że rosyjskie podmioty gospodarcze nie mogą otrzymywać kredytów w zachodnich bankach. Rosyjskie przedsiębiorstwa, zwłaszcza te duże, niezreformowane, nie dają sobie rady bez tych pieniędzy. Nie zreformowano też w odpowiednim czasie rosyjskiego systemu bankowego, który teraz okazuje się niewydolny. Dosłownie co parę dni czyta się o bankructwie rosyjskich banków. Kryzys zaczyna w sposób coraz bardziej widoczny ogarniać wiele sektorów rosyjskiej gospodarki.

– Rządzący proponują jakieś plany ratunkowe, czy raczej wszystko zamiatają pod dywan?

– Oczywiście, przede wszystkim zamiatają pod dywan, ale są też i jakieś próby podejmowania akcji ratunkowych. Kilka tygodni temu przyjęto oficjalny plan postępowania w sytuacji kryzysowej, przewidujący cięcia w wydatkach.

– Oczywiście, nie ma mowy o cięciu wydatków na armię?

– Przycinane są wydatki na transport, infrastrukturę drogową, na edukację, kulturę, medycynę, emerytury – czyli w istocie na te obszary, które wymagałyby raczej zwiększenia nakładów. Natomiast wydatki na media i obronność pozostają bez zmian lub są obcinane w znacznie mniejszym stopniu. W tych dziedzinach Putin nie zamierza oszczędzać.

– Mimo wszystko chyba nie można jeszcze jednak mówić o kurczeniu się rosyjskiego potencjału?

– Jest to wciąż duże państwo i wciąż ma ogromne możliwości, nawet w sytuacji kryzysowej.

– I nawet w tak niekorzystnej sytuacji aspiracje mocarstwowe Putina pozostają w mocy?

– Rosja jako wielkie państwo – choć nie mocarstwo – położone na dwóch kontynentach, ma wielkie ambicje i wciąż także wielkie możliwości. Te ambicje są nieustannie rozgrzewane przez rosyjskie media i politykę informacyjną; utrzymuje się mit, że Rosja jest szalenie ważna i wszyscy muszą się z nią liczyć.

– Ów mit jednak ciągle nie przybiera zbyt realnych kształtów...

– Obrażona na politykę Zachodu Rosja zwróciła się ku Wschodowi; próbuje budować partnerskie stosunki z Chinami. Jednak już po 2-3 latach usilnych prób widać, że Chiny nie potrzebują Rosji w takim stopniu, w jakim ona chciałaby być potrzebna... Nie jest więc tak, by Rosja odwrócona plecami do Zachodu mogła cokolwiek sama rozgrywać – raczej można powiedzieć, że jest rozgrywana.

– Jak można dziś określić relacje rosyjsko-amerykańskie?

– Rosja cały czas mierzy wysoko, stawia się na równi ze Stanami Zjednoczonymi, które uważa za jedynego godnego swej wielkości partnera. Teraz czeka na zmianę w Białym Domu. Po wypowiedzi Donalda Trumpa, że Putin to „fajny gość i można się z nim dogadać”, na Kremlu zapanowała wręcz euforia. Teraz – co widać w rosyjskich mediach – wszyscy bardzo mocno trzymają kciuki za Trumpa, buduje się narrację, że po odejściu Obamy będzie można faktycznie zrobić rosyjsko-amerykański reset. To nieco naiwne myślenie, bo Trump już się zdystansował od tego swojego entuzjazmu wobec Putina. Te przymiarki będą miały znaczenie, o ile to Trump wygra wybory, bo to wcale nie jest oczywiste.

– Tymczasem Rosja czuje się ze wszystkich stron coraz bardziej odizolowana?

– Tak. Bardzo liczono na zbudowanie mocnego sojuszu z Chinami, tymczasem na razie z Pekinu wieje raczej chłodem. Wprawdzie Chiny nie przyłączyły się do Zachodu i nie potępiły aneksji Krymu, nie wprowadziły też sankcji wobec Rosji, jednak chińskie banki nie kwapią się do udzielania kredytów bankom rosyjskim. Z doktryny polityki zagranicznej Rosji wynika też, że Moskwa chce mieć wyłączność na obszar postradziecki, tymczasem na tym obszarze coraz większe są wpływy Chin.

– Skoro Putin ma poczucie odrzucenia – zarówno ze strony Wschodu, jak i Zachodu – czy nie oznacza to, że trzeba się przygotowywać na jakieś coraz bardziej desperackie działania Kremla?

– Rosji w tej chwili najbardziej zależy na zniesieniu sankcji. Aby to osiągnąć, robi wszystko, żeby skruszyć europejską solidarność, korzystnie dla siebie rozjątrzyć wewnątrzunijne kłopoty. Ale – moim zdaniem – coraz bardziej niepokojące jest to, że właściwie zupełnie nieznany jest mechanizm podejmowania decyzji w tym państwie. Nawet najbliższe otoczenie Putina było zaskoczone decyzją o wycofaniu większości sił militarnych z Syrii. Potwierdził to rzecznik prasowy, mówiąc, że prezydent z nikim nie konsultował tego kroku. A zatem decyzja zapadła jednoosobowo.

– O czym to może świadczyć?

– Być może o tym, że niezmienna lojalność otaczającej Putina elity władzy jest jedną z podstaw jego silnej pozycji. Mimo że to właśnie ludzie z jego otoczenia tracą teraz konkretne pieniądze, gdyż większość tego „dworu” Putina jest finansowo zintegrowana z zachodnim systemem: poprzez ulokowane w zachodnich bankach pieniądze, nabyte tam nieruchomości, mieszkające tam ich rodziny, dzieci kształcące się na zachodnich uniwersytetach. Ci ludzie myślą w zachodnich kategoriach i nie w smak im powrót do domu, utrata majątków.

– I pozostają lojalni, mimo że to właśnie Putin naraził ich dobrobyt, wywołując zachodnie sankcje?

– Pozostają lojalni prawdopodobnie z powodu jakichś bliżej nieokreślonych, bardzo mocnych powiązań. Taka lojalność jest tym bardziej niezbędna w sytuacji, gdy zachodnie organy ścigania ujawniają, że transakcje zawierane ostatnio przez wiele osób z rosyjskiej wierchuszki były nielegalne, że odbywało się pranie brudnych pieniędzy, że istnieją mafijne związki. Rosyjskie elity poczuły się niepewnie na zachodnim gruncie.

– Za to w Rosji czują się pewnie.

– Potwierdzają to sondażownie, które dostarczają sprawującym władzę bardzo korzystnych wyników badań opinii. Badania podatności na protesty, fermenty społeczne nie wykazują tego rodzaju niebezpieczeństw. Nic nie wskazuje na to, by w Rosji w najbliższym czasie jakieś masowe protesty miały wysadzić kogoś z siodła.

– Bo telewizor jest w Rosji wciąż ważniejszy od lodówki?

– Tak, ludzie wciąż karmią się propagandowo spreparowanym przekazem telewizyjnym. Ale widziałam już w „rosyjskim” Internecie żart dobrze opisujący tę sytuację: telewizor z napisem „Macie pełną lodówkę” wypełnia pustą lodówkę! W Rosji spadły dochody ludności, bardzo podrożała żywność, coraz więcej rosyjskich rodzin znalazło się już w kategorii ubogich. Coraz więcej Rosjan wydaje wszystkie pieniądze wyłącznie na jedzenie. Jeśli taki stan potrwa dłużej, to może mieć jakieś znaczenie polityczne, ale na razie nie ma. Przeciętny Rosjanin uważa, że dobrze jest, jak jest.

Tagi:
wywiad rozmowa Rosja

Rosjanie boją się Bańki

2019-11-08 18:05

Zespół wPolityce.pl

- Były sprinter z Polski, który obiecał trudne decyzje wobec Rosji - tak opisuje Witolda Bańkę po jego wyborze na szefa Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) dziennikarz rosyjskiego portalu Fontanka.ru.

Katarzyna Cegielska

Fontanka.ru, popularny portal informacyjny z Petersburga, przypomina, że Bańka w przeszłości wielokrotnie komentował skandal dopingowy w Rosji i wzywał do trudnych decyzji, jeśli znalezione zostaną istotne dowody przeciwko konkretnemu krajowi. Portal, podobnie jak inne media rosyjskie, zaznacza, że Polak był jedynym kandydatem na szefa WADA. W Rosji wskazuje się także, że o jego wyborze na szefa WADA było już wiadomo od dłuższego czasu.

W portalu gazeta.ru poświęcono nowemu szefowi WADA obszerny materiał opublikowany w czwartek wieczorem. Zaznacza, że Bańka nie ukrywał swojego zmartwienia kwestią rosyjską i zaznacza, że WADA będzie gotowa zastosować szerokie sankcje wobec Rosji w przypadku, jeśli uda się udowodnić manipulacje z próbkami dopingowymi. Dziennikarze są zdania, że Bańka raczej nie oszczędzi sportowców z tego kraju.

Jednocześnie przypomniano opinię o Bańce wyrażoną przez szefa Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego (OKR) Stanisława Pozdniakowa. W maju, gdy stało się jasne, że Polak będzie jedynym kandydatem na szefa WADA, Pozdniakow powiedział, że Rosja zdoła z nim znaleźć wspólny język. Ocenił, że nie można stanowiska polskiego ministra wobec sportu rosyjskiego uznać za negatywne czy agresywne.

W obecnym momencie jest to bodajże decydujące dla Rosji, biorąc pod uwagę, jakie problemy ma nasz sport z historią dopingową - czytamy w gazeta.ru.

Z kolei Jurij Ganus, który stoi na czele Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA) wypowiedział się ostrożnie na temat nowego szefa WADA - relacjonuje portal. Ganus zauważył, że Rosję czeka poważna próba, a WADA jest obecnie pod wielką presją, po tym jak we wrześniu 2018 roku przywróciła status rosyjskiej agencji.

Kołobkow skomentował spodziewany wybór Bańki na szefa WADA w środę.

Jego program przedwyborczy i wystąpienia publiczne świadczą o tym, że jest poważnym specjalistą i gotów jest do tego, by orientować się w tym problemie; jest nastawiony na rozwijanie polityki antydopingowej. Mam nadzieję, że znajdziemy z nim wspólny język. Spotykałem się z nim niejednokrotnie i sądzę, że będziemy owocnie współpracować - powiedział rosyjski minister.

Kołobkow wypowiedział się dla mediów rosyjskich po powrocie z kongresu WADA w Katowicach, gdzie - jak relacjonował - poruszano kwestię przekazania do dyspozycji WADA bazy danych z moskiewskiego laboratorium antydopingowego. Minister kwestionował słowa szefa RUSADA o tym, że informacje o próbkach dopingowych zostały z tej bazy usunięte. Kołobkow powiedział, że „nie może komentować słów Ganusa” i zapewnił, że strona rosyjska odpowiedziała na wszystkie pytania WADA dotyczące materiałów z moskiewskiego laboratorium.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gwatemala: jutro beatyfikacja brata szkolnego Jakuba A. Millera – męczennika

2019-12-06 19:13

kg (KAI) / Huehuetenango

W sobotę 7 grudnia w mieście Huehuetenango w zachodniej Gwatemali biskup diecezji David w Panamie kard. José Luis Lacunza Maestrojuán ogłosi błogosławionym brata Jakuba Alfreda Millera, który poniósł tam śmierć męczeńską w wieku 37 lat. Był on amerykańskim bratem szkolnym, który ponad 10 lat swego życia zakonnego spędził w Ameryce Środkowej, głównie w Nikaragui, potem w Gwatemali i tam zginął z rąk niewykrytych do dzisiaj sprawców.


Brat Santiago czyli Jakub Alfred Miller

Oto krótki życiorys nowego błogosławionego.

Jakub (James) Alfred Miller urodził się 21 września 1944 w miasteczku Stevens Point w amerykańskim stanie Wisconsin. Był wcześniakiem i zaraz po urodzeniu ważył zaledwie nieco ponad 1,8 kg, później jednak szybko się rozwijał i jako dorosły mierzył prawie 2 metry i ważył 100 kg. W dzieciństwie i wczesnej młodości był bardzo porywczy, a nawet niesforny i rubaszny, co nieraz budziło lęk w jego otoczeniu.

Wielki wpływ na zmianę jego zachowania i na całe późniejsze jego życie wywarła nauka w szkole średniej, prowadzonej przez braci szkolnych w mieście Winona w sąsiednim stanie Minnesota. W 1959, mając 15 lat, rozpoczął juniorat w tym zgromadzeniu zakonnym, w 3 lata potem został postulantem, a następnie nowicjuszem. Przyjął wówczas imiona zakonne Leo William, później jednak powrócił do swych imion chrzestnych i tylko ich używał.

Jeszcze przed złożeniem ślubów wieczystych w sierpniu 1969 zaczął pracować jako nauczyciel języków angielskiego i hiszpańskiego i jako katecheta w szkole średniej Cretin w St. Paul – stolicy Minnesoty; uprawiał też amerykański futbol i trenował drużynę szkolną.

Po ślubach władze zgromadzenia wysłały go do pracy w mieście Bluefields w południowo-wschodniej Nikaragui, skąd w 1974 przeniesiono go do Puerto Cabezas na północny wschód kraju. Pracował tam nie tylko jako nauczyciel, ale również przy rozbudowie miejscowego kompleksu przemysłowo-kościelnego, a szkoła na jego terenie pod jego kierunkiem rozrosła się z 300 do 800 uczniów. Aby bardziej zbliżyć się do miejscowej ludności, zaczął używać hiszpańskiej wersji swego imienia – Santiago (Jakub) i pod nim był powszechnie znany.

Tę pomyślnie rozwijającą się działalność przerwało w lipcu 1979 polecenie władz zakonnych, aby opuścił Nikaraguę, gdy zwyciężyło tam lewicowe ugrupowanie sandinistów. Brat Santiago pozostawał bowiem w dobrych i bliskich kontaktach z dotychczasowym dyktatorem Anastasio Somozą, widząc w tym szanse na wypełnienie przez rząd zobowiązań co do rozbudowy szkolnictwa w tym regionie, złożonych jego poprzednikowi i współbratu zakonnemu Francisowi Carrowi. Ale niektórzy miejscowi mieszkańcy uważali te więzi za zbyt bliskie i to zaniepokoiło przełożonych zakonnika, tym bardziej że nowe władze umieściły jego nazwisko na liście tych, których należy „sprzątnąć”.

Brat Santiago wrócił więc bardzo niechętnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie znów zaczął uczyć w swej pierwszej szkole w St. Paul, nie przestając jednak marzyć o powrocie do Ameryki Środkowej. Robił tak wiele dla tej placówki, że uczniowie nazwali go „Bratem Złotą Rączką”.

W styczniu 1981 znów znalazł się w Ameryce Środkowej, tym razem w Gwatemali – w Huehuetenango na zachodzie kraju i tam od pierwszej chwili zaangażował się jako nauczyciel zawodu w poprawę położenia ludności tubylczej, uciskanej przez panujący w tym kraju reżym. Działania te z jednej strony zyskały mu wielką sympatię miejscowych mieszkańców, z drugiej ściągnęły nań nie mniejszą wrogość rządzących wojskowych i bardzo szybko zaczął otrzymywać ostrzeżenia i pogróżki, których jednak nie uląkł się i nadal prowadził swą działalność na rzecz najuboższych.

Już w rok później – wieczorem 13 lutego 1983 do prowadzonej przez braci szkolnych Szkoły Indiańskiej im. De La Salle wdarło się trzech zamaskowanych i uzbrojonych mężczyzn, oddając serię strzałów do brata Millera, zajętego pracami budowlanymi. Zakonnik zginął na miejscu, zabójcy natomiast od razu odjechali, a wszelki ślad po nich zaginął. Do dziś pozostali niewykryci i nieukarani.

Amerykańska diecezja La Crosse, na której terenie urodził się przyszły błogosławiony, ustanowiła nagrodę jego imienia za działalność na rzecz sprawiedliwości społecznej, a po jego śmierci powstała także fundacja, również nosząca jego imię, w celu kontynuowania jego dzieła na rzecz biednych i uciskanych. Brat Santiago nazywany jest „męczennikiem edukacji”.

Jego proces beatyfikacyjny toczył się w Huehuetenango w latach 2009-10, a w Watykanie zakończył się podpisaniem przez Franciszka dekretu o męczeństwie 7 listopada 2018.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem