Reklama

Nawróceni przez miłosierdzie

2016-04-13 08:22

Jerzy Grzybowski
Niedziela Ogólnopolska 16/2016, str. 44-45

Antonioguillem / Fotolia.com

Dbając o bardzo naturalne więzy miłości męża i żony, czynimy miejsce Panu Bogu w naszych relacjach. „Miłość jest z Boga” – pisał św. Jan

Wiedziałem, że nasze życie leży w gruzach, a relacja z Panem Bogiem to jedno wielkie kłócenie się z Nim. Termin rekolekcji zbiegł się z Niedzielą Miłosierdzia. Liczyłem na to. Po rekolekcjach w naszym życiu dużo się zmieniło. Przed nami wiele pracy, ale już teraz dziękuję Bogu... – powiedział Tomasz kilka tygodni po zakończeniu Spotkań Małżeńskich, a Magda dodała: – Czytałam wiele razy, że błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Tu przeżyłam te słowa Pana Jezusa jakby od drugiej strony. To my dostąpiliśmy miłosierdzia i czujemy się jak błogosławieni... Cóż takiego dzieje się na tych rekolekcjach, że małżeństwa wyjeżdżają odmienione, z nadzieją, z przysłowiowym światełkiem w tunelu ich kryzysu? Co te rekolekcje mówią o miłosierdziu Pana Boga szerzej, w dzisiejszej rzeczywistości, w innych wydarzeniach?

Impuls nawrócenia

Wyjazd na dwie doby, proste zasady dialogu, podstawy psychologii komunikacji, atmosfera życzliwości, świadectwa małżeństw, które dzielą się tym, jak wychodzą z zaułków niezrozumienia i jak „odkurzają” miłość, wywołują zainteresowanie uczestników od początku tych rekolekcji. Nie teoria, ale „samo życie” przemawia ze świadectw prowadzących. Kapłan mówi o swoim dialogu z Bogiem, z ludźmi, którym służy. Jego życzliwość i autentyzm w dzieleniu się więzią z Panem Bogiem i ludźmi sprawiają, że nawet małżeństwa, które są daleko od Pana Boga, mówią często, iż popatrzyły na świat, Pana Boga i Kościół zupełnie innymi oczyma.

– Przyjechałam z nadzieją na cud. I cud się stał. Bardzo często mówiliśmy tym samym językiem, ale zupełnie się nie rozumieliśmy. Mam wrażenie, że coś we mnie zasiano, że zaczął się jakiś proces, że mogę wyjść ze ślepych zaułków, a co najważniejsze, że będziemy mogli zacząć wspólnie przeżywać i starać się zrozumieć sprawy wiary – powiedziała Beata. Ludwik jakby ze wstydem, ale i z radością w głosie wyznał cicho: – Po raz pierwszy od 27 lat przystąpiłem do spowiedzi. Czuję się wolny. Naprawdę. Miesiąc po rekolekcjach napisała Agata: „Pragniemy podzielić się z Wami wielką radością. W nasze życie po ponad 20 latach małżeństwa wróciła radosna, pogodna i ufna miłość”. A Rafał po uczestniczeniu w Spotkaniach Małżeńskich pisał: „Od czasu naszych rekolekcji zauważam zmianę w sposobie porozumiewania się z żoną, więcej słucham, rozumiem, akceptuję, chociaż czasem nadal reaguję impulsywnie; więcej też ufam Bogu”. Kilka lat po rekolekcjach przyszedł list od Ewy: „Kiedy zaczęliśmy potykać się o nasze słabości, grzechy, a życie w domu stawało się coraz trudniejsze, zaczęłam szukać pomocy. Powiedziałam moim przyjaciołom, że zwątpiłam w miłość. Oni zaproponowali nam wyjazd na Spotkania Małżeńskie. To był początek trudnej szkoły miłości, przede wszystkim zaufania Bogu, że On czyni rzeczy dobre”.

Reklama

Jest to więc nie tylko chwilowe przeżycie emocjonalne, nie „słomiany zapał” – choć nie możemy się przed tym zupełnie ustrzec – ale trwała przemiana, rozwój procesu nawrócenia. Większość uczestników przeżywa na tych rekolekcjach swego rodzaju nawrócenie. To przede wszystkim nawrócenie do dialogu w ich małżeństwie. Nawrócenie do wzajemnej miłości. Ale czyż nie jest to zarazem nawrócenie do Pana Boga? Dbając o bardzo naturalne więzy miłości męża i żony, czynimy miejsce Panu Bogu w naszych relacjach. „Miłość jest z Boga – pisał św. Jan. – Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała” (por. 1 J 4, 7-12). To „miłowanie wzajemne” wyraża się w przemianie życia, w budowaniu relacji opartych na wzajemnym słuchaniu, rozumieniu, dzieleniu się i przebaczaniu, na wzajemnej życzliwości, miłości cierpliwej, która nie szuka swego, nie pamięta złego i wszystko przetrzyma (por. 1 Kor 13). I nawet jeżeli małżeństwa cywilne, w powtórnych związkach po rozwodzie, po specjalnie dla nich przeznaczonych rekolekcjach podejmują decyzje o powstrzymaniu się od współżycia seksualnego – a nawet decyzje o rozstaniu – to czynią to... we wzajemnej miłości, wzajemnej życzliwości, w budowaniu relacji, której wzór czerpią od Jezusa.

Niewidomi wzrok odzyskują...

Jakże wiele małżeństw podkreśla, że taka przemiana w ich życiu po ludzku byłaby niemożliwa. Gdy słucham i czytam wypowiedzi uczestników Spotkań Małżeńskich, przypominają mi się niewidomi, sparaliżowani i trędowaci, którzy przychodzili do Jezusa, by ich uzdrowił. Przypomina mi się kobieta cierpiąca na krwotok, która pragnęła tylko dotknąć szaty Jezusa i zdeterminowana przecisnęła się do Niego przez tłum. Wszyscy oni potrzebowali pomocy w swoich ludzkich chorobach, kalectwie. Ale ich uzdrowienie okazywało się znakiem czegoś więcej niż tylko przywrócenia do zdrowia. „Twoja wiara cię uzdrowiła” – powiedział Jezus chorej kobiecie i mówił podobnie wielu innym. Litował się nad nimi, okazywał im miłosierdzie. Podobnie dzieje się na naszych rekolekcjach. Przyjeżdżają małżeństwa zdeterminowane, by szukać pomocy. Wiele z nich jedzie czasem przez pół Polski do domu rekolekcyjnego, bo w swoich relacjach małżeńskich czują się jak ślepi, chromi i trędowaci... Zresztą po rekolekcjach często sami o sobie mówią, że byli jak ślepi. Ale potem rozpoznawali, że sprawcą odkrycia miłości na nowo, za posługą małżeństw i kapłana, był sam Jezus. Czyż to nie On okazał im miłosierdzie?

Kiedy ogarniam myślą dziesiątki tysięcy świadectw uczestników Spotkań Małżeńskich, zmiany w ich wzajemnym odnoszeniu się do siebie, kiedy wspominam setki rozmów, które prowadziłem z małżonkami, setki listów, które z nimi wymieniłem, widzę wyraźnie, że wyjazd na te rekolekcje był dla wielu z nich momentem przełomowym w życiu, impulsem nawrócenia, przyjęcia miłości od Jezusa. Uczestnicy nie zawsze rozpoznają to od razu, ale czyż wszyscy uzdrowieni przez Jezusa od razu stali się Jego uczniami? Rekolekcje otwierają na miłość poprzez uleczenie z choroby niezrozumienia, z oskarżeń, wymówek i pretensji, poniżania i grożenia rozwodem. To wyzwolenie ze wzajemnej negacji; pójście tą drogą byłoby jednak niemożliwe bez znajomości podstaw psychologii komunikacji i bez otwarcia się na łaskę Bożą.

– Na tych rekolekcjach tak mało mówiliście o Panu Bogu, ale były one tak bardzo pełne Boga – powiedział Radek, a Maciej wyraził to podobnie: – Można mówić dużo o Panu Bogu, a być daleko od Niego. Tutaj było odwrotnie. Dzięki temu, że na Spotkaniach Małżeńskich mówimy mało o Panu Bogu, a tak dużo o miłości, tej, która „jest z Boga”, pomagamy uczestnikom pokonać stereotypy w ich myśleniu o Bogu i Kościele. Pomagamy im odkryć Boga w ich sercu. Oczyszczamy ich serca na przyjęcie Pana Boga. To ułatwia, umożliwia przyjęcie Jego miłości w ich życiu codziennym, w ich małżeństwie, rodzinie. Nie wszyscy doznają tej łaski, ale czyż Pan Jezus uzdrowił wszystkich? Żalił się czasem, że w wielu ludziach za mało jest wiary.

Dzieło miłosierdzia

Od początku istnienia Spotkań Małżeńskich jesteśmy głęboko przekonani, że są one dziełem miłosierdzia Bożego. Te rekolekcje stały się takim miejscem odkrycia nowej miłości, tej, która „jest z Boga”. Odkrywają ją na nowo nawet zagrożeni rozwodem i wycofują z sądów sprawy rozwodowe. A dla tych, którzy nie przeżyli tak trudnych doświadczeń, miłosierdzie Boże przejawia się tym, że znajdują punkt oparcia dla swojego małżeństwa, drogowskazy miłości, porozumienia, dialogu. Rekolekcje pomagają wielu z nich uniknąć sytuacji dramatycznych bądź przynoszą umiejętność przezwyciężenia ich, gdy się pojawią.

Jeszcze w 2002 r. w Łagiewnikach Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział, że miłosierdzie Boże polega na tym, iż człowiek może odzyskać godność dziecka Bożego. Na Spotkaniach Małżeńskich Pan Bóg wielu taką godność przywraca. Mówią o tym same małżeństwa – czasem pośrednio, a czasem wprost. Gdy patrzę na obraz Miłosierdzia Bożego, doświadczam wyraźnie, że dar dialogu niejako spływa na uczestników Spotkań Małżeńskich w strumieniu łask z serca Jezusa. Zwróciłem uwagę na słowa papieża Franciszka w bulli „Misericordiae vultus”, że „Miłosierdzie Boga jest Jego odpowiedzialnością za nas. On czuje się odpowiedzialnym, to znaczy: pragnie naszego dobra i chce nas widzieć szczęśliwymi, napełnionymi radością i pokojem”. Większość uczestników Spotkań Małżeńskich wyjeżdża napełniona radością i pokojem. Doświadczyli miłosierdzia Bożego. A kiedy słowami modlitwy na Rok Święty Miłosierdzia proszę za Kościół, by „z odnowionym entuzjazmem mógł nieść Dobrą Nowinę ubogim, głosić wolność więźniom i uciśnionym oraz przywracać wzrok niewidomym”, to widzę radosne twarze uczestników Spotkań Małżeńskich, którzy byli więźniami trudności w swoich małżeństwach, „uciśnieni” wzajemnym niezrozumieniem, a wyjeżdżają z rekolekcji z nadzieją i ufnością. Pan Bóg przywrócił im wzrok miłości. Dlatego przede wszystkim dziękuję Panu Bogu za Jego miłosierdzie okazane tylu małżeństwom. Ale przecież każdy z nas doświadczył w swoim życiu miłosierdzia Bożego w różnych sytuacjach. Warto przypomnieć sobie te wydarzenia i dziękować Panu Bogu za miłosierdzie, którego doświadczyliśmy w sprawach, których rozwiązanie po ludzku byłoby niemożliwe.

* * *

Autor artykułu i jego żona Irena są założycielami Spotkań Małżeńskich. Mają dwie córki. Dr Jerzy Grzybowski pracował m.in. jako redaktor i redaktor naczelny miesięcznika „Misjonarz” (1990 – 2008), wydawanego przez Zgromadzenie Księży Werbistów. W latach 1996 – 2004 był członkiem Zespołu Koordynacyjnego Ogólnopolskiej Rady Ruchów Katolickich, a od 2004 r. jest członkiem jej Rady Programowej. Od 2009 r. Irena i Jerzy Grzybowscy są członkami Rady Duszpasterskiej przy Arcybiskupie Warszawskim. Są autorami licznych publikacji dotyczących małżeństwa, przygotowania do małżeństwa i duchowości małżeńskiej.

Tagi:
wiara

Reklama

O. Cantalamessa: moc sługi Bożego jest wprost proporcjonalna do jego wiary

2019-12-06 17:16

Łukasz Sośniak SJ/vaticannews.va / Watykan (KAI)

„Moc sługi Bożego jest wprost proporcjonalna do jego wiary. Zadaniem kapłana jest nie tylko udzielanie sakramentów, ale także rozpalanie wiary i bycie jej świadkiem”. To słowa o. Raniero Cantalamessy OFMCap skierowane do papieża Franciszka i członków Kurii Rzymskiej. Kapucyn wygłosił dziś pierwsze z serii kazań adwentowych w kaplicy Redemptoris Mater w Pałacu Apostolskim. W tym roku ich tematem jest Matka Boża. Dzisiejsza medytacja oparta była na scenie Zwiastowania i dotyczyła wiary Maryi.

Vatican News / ANSA
o. Raniero Cantalamessy OFMCap

Ojciec Cantalamessa zaznaczył, że nikt nie może nas lepiej przygotować do świętowania Bożego Narodzenia niż Maryja. To jej zgoda na propozycję Boga, wyrażoną słowami Archanioła Gabriela, była najbardziej decydującym aktem wiary w historii. Kapucyn zachęcił do ofiarowania się Bogu z ufnością na wzór Matki Bożej.

"Co zatem powinniśmy zrobić? Odpowiedź jest prosta: po modlitwie, aby nasza decyzja nie pozostała powierzchowna, powiedzmy Bogu to samo, co Maryja, używając tych samych słów: Oto jestem sługą Pana, niech mi się stanie według Twego słowa! Oddaję ci samego siebie! Mówię «amen», dla całego Twojego planu, «tak» mój Boże" - wskazał kaznodzieja.

Podkreślił, że sukces apostolski każdego głosiciela Ewangelii zależy właśnie od jego wiary. "«Ciężar właściwy» kapłana zależy od jego wiary. Również jego wpływ na innych od tego zależy. Zadaniem kapłana jest nie tylko udzielanie sakramentów i służba, ale także rozpalanie wiary i bycie jej świadkiem. Będzie on prowadził dusze do Boga w takim stopniu, w jakim wierzy i w jakim oddał swoją wolność Bogu na wzór Maryi. Istotną rzeczą, którą wierni odczuwają w kapłanie lub w pastorze, jest to, czy wierzy, czy też nie; czy wierzy w to, co mówi i w to, co celebruje. To, co może sprowokować do zmiany życia, to nie są najlepsze nawet dyskusje na temat wiary, ale sama prosta wiara" - stwierdził o. Cantalamessa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

2016-12-08 06:54

mlk / br, Warszawa / KAI

Kościół katolicki 8 grudnia obchodzi uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Wydarzenie Niepokalanego Poczęcia Maryi jest zasługą specjalnej Bożej łaski. Tajemnica ta pokazuje szczególną rolę Maryi a także, że każdy z nas cieszy się Bożą pomocą w zadaniach, które Bóg stawia na drodze naszego życia.

Niepokalana wg. bł. Urszuli Leduchowskiej/fot. Graziako

Czym jest niepokalane poczęcie? Wyraża prawdę o tym, że rodzice Maryi - Joachim i Anna - poczęli swoją córkę, która została przez Boga zachowana od zranienia grzechem pierworodnym. Poczęcie nieskalane przez grzech pierworodny dotyczy tylko Maryi, która w wyjątkowy sposób została zachowana od grzechu ze względu na to, że stała się Matką Syna Bożego.

Niepokalane poczęcie jest czymś innym od dziewiczego poczęcia Jezusa Chrystusa przez Maryję z Ducha Św. Boża interwencja w wypadku początku życia Maryi nie polegała na zastąpieniu działania rodziców, ale na ochronie jej duszy przed skutkami grzechu pierworodnego. Oczywiście Syn Boży w swoim człowieczeństwie również nie był dotknięty grzechem.

Prawdę o niepokalanym poczęciu Maryi można przyjąć jednie rozumem oświeconym wiarą. Kościół uroczyście ogłosił ją jako dogmat wiary w środku epoki racjonalizmu i scjentyzmu w połowie XIX w. Dokonał tego papież Pius IX w 1854 r. w bulli "Ineffabilis Deus" (Niewyrażalny Bóg). Czytamy tam następującą formułę: "Powagą Pana Naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz Naszą ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia - mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmocnego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego - została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć".

Dogmat ukazuje niezwykłość i wolność Bożego działania. Chociaż zbawienie ludzkości dokonało się przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, na mocy przewidzianych zasług Zbawiciela Maryja już uprzednio została odkupiona i tym samym zachowana od grzechu pierworodnego. W ten sposób Bóg przygotował ją do niezwykłego zadania w historii zbawienia.

Według wiary katolickiej każdy człowiek przychodzący na świat jest naznaczony grzechem pierworodnym. Grzech ten jest "przenoszony" wraz z przekazywaniem natury ludzkiej, która u Prarodziców, ze względu na ich nieufność i nieposłuszeństwo Bogu - o czym mówią pierwsze rozdziały Biblii - została pozbawiona pierwotnej świętości i sprawiedliwości. Grzech pierworodny - jak wyjaśnia Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 404) - nie jest popełniany lecz zaciągany, nie jest aktem ale stanem, w jakim poczyna się człowiek. Z grzechu pierworodnego uwalnia człowieka dopiero chrzest święty.

Maryja natomiast od tego dziedzictwa grzechu została zachowana, dlatego też Pismo św. nazywa Ją "Pełna łaski" (Łk 1,28). Kościół naucza, że wypadało aby Ta, która miała stać się "Matką swojego Stworzyciela" i Zbawiciela świata była w sposób szczególny przygotowana przez Boga. "Niepokalanie poczęta" oznacza nie tylko, że Maryja była wolna od grzechu pierworodnego, ale też wyraża Jej szczególną bliskość z Bogiem, całkowite zawierzenie Bogu, wewnętrzną harmonię i pełnię człowieczeństwa.

Wolność od grzechu i doskonałość nie sprawia, że Maryja staje się daleka ludziom. Wręcz przeciwnie, Jej wspólnota z każdym człowiekiem jest nieporównywalna z niczym, ponieważ to co ludzi dzieli, co oddala ich od siebie, to przede wszystkim wyrastający z grzechu egoizm, którego w Maryi nie było. Dlatego jest Ona Matką nie tylko kochającą, ale też rozumiejącą i współczującą. Prawda o niepokalanym poczęciu jest również dla wszystkich chrześcijan znakiem ukazującym, jak wielkie rzeczy Bóg może zdziałać w człowieku, i jakie ma plany wobec każdego: doprowadzić do pełni człowieczeństwa i świętości.

Wiara w niepokalane poczęcie Najświętszej Maryi Panny ma wielowiekową tradycję. Teologiczny spór na ten temat toczył się już od pierwszych wieków. Za uznaniem niezwykłego przywileju Maryi opowiadali się już św. Justyn (100-167), św. Ireneusz (ok. 140-200), a zwłaszcza św. Augustyn (354-430) natomiast przeciwny mu był w późniejszym czasie m.in. św. Tomasz z Akwinu (1224-1274). W XV stuleciu istniały już pierwsze orzeczenia Kościoła na ten temat, choć nie miały one jeszcze rangi dogmatu. W 1617 r. papież Paweł IV zakazał wygłaszania publicznie opinii sprzecznych z wiarą w Niepokalane Poczęcie. W 1661 r. na prośbę króla Hiszpanii Filipa IV papież Aleksander VII wydał bullę, w której streszcza dzieje kultu Niepokalanego Poczęcia używając tam słów, które Pius IX powtórzył w swojej formule dogmatycznej. Papież Klemens XI ustanowił w 1708 r. dzień 8 grudnia świętem obowiązującym w całym Kościele powszechnym. Wreszcie 8 grudnia 1854 r. Pius IX ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Dogmat jest to obiektywna prawda wiary zawarta w objawieniu Bożym, którą nauczycielski urząd Kościoła (papież lub sobór) przekazuje w powszechnym nauczaniu zwyczajnym lub uroczystym. Dogmaty są niezmienne, mogą natomiast być coraz głębiej przez Kościół poznawane, dlatego też ich formuła może być uściślana. Jak pisze św. Tomasz z Akwinu, dogmat ujmuje prawdę, która przekracza zdolność naszego poznawania i pojęciowania. Ukazuje prawdę, która nie jest w ten sposób wyczerpana, ale do poznania której dążymy.

Jak dotąd ostatni dogmat ogłosił w 1950 r. papież Pius XII. Zawarty on jest w konstytucji apostolskiej "Munificentissimus Deus" i głosi, że Maryja została wzięta do nieba z ciałem i duszą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: niech Maryja uczy nas zawsze mówić Bogu „tak”

2019-12-08 12:23

st (KAI) / Watykan

Do wielkodusznego odpowiadania Bogu na Jego plany i propozycje na wzór Niepokalanej Maryi Dziewicy zachęcił Franciszek wiernych w swoim rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański” 8 grudnia na Placu św. Piotra w Watykanie.

Vatican Media

Papież zauważył, że uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny jest umieszczona w kontekście Adwentu, który jest okresem oczekiwania na wypełnienie się Bożych obietnic. Jednak w dzisiejszej uroczystości rozważamy już część tego, co z Bożych obietnic się wypełniło w życiu Maryi Panny. Zanim się zaczęła poruszać w łonie swej matki, była już tam obecna uświęcająca miłość Boga, chroniąc ją przed skażeniem złem, które jest wspólnym dziedzictwem rodziny ludzkiej.

Franciszek nawiązał do czytanego dziś fragmentu Ewangelii według św. Łukasza (Łk 1, 26-38), opisującego scenę zwiastowania. Podkreślił pełne zaufanie Maryi Bogu i całkowite oddanie się Jemu do dyspozycji. „Odpowiadając doskonale na plan Boga względem niej, Maryja staje się «cała piękna», «cała święta», bez najmniejszej oznaki samozadowolenia. Jest arcydziełem, ale pozostając pokorną, maluczką, ubogą. Odzwierciedla się w Niej piękno Boga, który cały jest miłością, łaską, darem siebie” – podkreślił Ojciec Święty.

Zauważył, że dyspozycyjność Maryi wobec Boga znajduje swój wyraz w Jej postawie dyskretnej służby i nawiedzeniu Elżbiety. „Również w naszych wspólnotach jesteśmy wezwani do podążania za przykładem Maryi, praktykując styl dyskrecji i ukrycia” – wskazał Franciszek. „Niech uroczystość naszej Matki pomoże nam uczynić z całego naszego życia «tak» dla Boga, «tak» składające się z adorowania Go i codziennych gestów miłości i służby” – powiedział Ojciec Święty przed odmówieniem modlitwy „Anioł Pański” i udzieleniem apostolskiego błogosławieństwa.

(Rozszerzymy)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem