Reklama

Niedziela Małopolska

Nie jest dobrym wyjściem

W Polsce obecnie można dokonać aborcji w trzech przypadkach: 1. Gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej; 2. Badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu; 3. Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. Jak do tych „wyjątków” odnosi się bioetyka? Zapytaliśmy Justynę Gajos z Fundacji Jeden z Nas

MAŁGORZATA CICHOŃ: – Jak etycznie postąpić w sytuacji, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia kobiety?

JUSTYNA GAJOS: – Tym problemem zajmowano się już w starożytności. Tertulian (II wiek) stanął przed dylematem, co zrobić w sytuacji, kiedy kobieta umiera wskutek niewłaściwego ułożenia płodu. Twierdził, że należy najpierw ratować matkę, określając działanie lekarza jako „okrutną konieczność” („necessaria crudelitate”). Podobnie twierdził św. Tomasz z Akwinu. Podkreślmy: mamy tu do czynienia z sytuacją niedobrowolną i nie ma innego wyjścia: albo ratować matkę, albo dziecko. Oczywiście, matka może uczynić heroiczny akt, zrzekając się swojego prawa na rzecz dziecka, jak zrobiła to np. św. Joanna Beretta Molla czy polska siatkarka Agata Mróz.
Jeszcze trudniejsza sytuacja jest wtedy, gdy dziecka uratować się nie da – w przypadku ciąży pozamacicznej, np. w jajowodzie. Wtedy alternatywa jest inna: albo matka, albo nikt. Teologowie usprawiedliwiają wówczas zabieg salpingektomii częściowej, który polega na usunięciu części jajowodu zawierającej dziecko. Samego dziecka wówczas się nie „dotyka”, lecz pozwala na jego wyjęcie; można je nawet wówczas ujrzeć i ochrzcić. Po jakimś czasie, niestety, dziecko umiera, lecz jego śmierć nie jest bezpośrednio następstwem działania medycznego ani nie jest zamierzona. Do usprawiedliwienia takiego działania stosuje się zasadę o podwójnym skutku: ratuje się matkę, zezwalając na śmierć dziecka. Pierwszy skutek jest zamierzony, drugi nie, choć nieunikniony. Być może już w niedalekiej przyszłości będzie można uratować dziecko zaimplantowane w jajowodzie lub w jajniku, przenosząc je do sztucznej macicy, w której będzie mogło nadal żyć i kontynuować swój wzrost.

Reklama

– Co robić, gdy dowiadujemy się, że dziecko urodzi się nieuleczalnie chore, upośledzone? Nieraz załamuje się nasz świat, nie wiemy, czy podołamy takiemu wyzwaniu...

– Wiadomość o nieuleczalnej chorobie dziecka jest dla rodziców dużym wstrząsem. W tej trudnej sytuacji trzeba zapewnić im szczególną opiekę i troskę oraz udzielić natychmiastowego wsparcia. Chodzi o pomoc psychologiczną i duchową, towarzyszenie, ale także o udzielenie wszelkich informacji medycznych na temat choroby dziecka i jej przebiegu – czy i jakie są możliwości leczenia w fazie prenatalnej, jak długo i w jakiej kondycji dziecko będzie mogło żyć po porodzie.
Aborcja – jako działanie uśmiercające dziecko – nie jest z pewnością dobrym wyjściem. Etyczna jest natomiast opieka nad dzieckiem, troska o jego urodzenie, podtrzymywanie jego życia np. w inkubatorze, nadanie mu imienia, ochrzczenie i pożegnanie z nim. Równocześnie należy łagodzić jego cierpienia poprzez podawania środków uśmierzających ból.
Miejscem, w którym rodzice mogą otrzymać kompleksowe wsparcie w tej szczególnej sytuacji, są hospicja perinatalne. Specjaliści zapewniają opiekę lekarską i psychologiczną, mogą pomóc rodzicom przygotować się na śmierć dziecka, przeżyć żałobę, a także przygotować wszelkie formalności związane z chrztem i pogrzebem.
Są choroby, jak np. zespół Downa, z którymi można dożyć nawet starości. Wszystkie rodziny opiekujące się osobami z niepełnosprawnością powinny mieć zapewnione stałe wsparcie.

– Najmniej przypadków aborcji w Polsce wiąże się z „trzecim wyjątkiem”.

– Według opublikowanych przez Resort Zdrowia sprawozdań, w 2014 r. na 977 zarejestrowanych zabiegów przerwania ciąży, tylko 3 przypadki dotyczyły czynu zabronionego (ciąża w wyniku gwałtu, pedofilii lub kazirodztwa). Rok wcześniej na 744 tzw. legalnych aborcji, odnotowano 2 zabiegi z tego powodu. Aborcja w takim przypadku byłaby tylko dokładaniem kolejnego zła do poprzedniego. Należy otoczyć wszechstronną opieką kobietę skrzywdzoną, podtrzymać ją w decyzji urodzenia dziecka (np. w domu samotnej matki). Następnie ona sama winna zadecydować, czy chce takie dziecko wychować (wówczas nie wolno jej pozostawić samotnej, lecz wspierać ją we wszelki możliwy sposób) czy też oddać do adopcji.

Fundacja Jeden z Nas wraz z Instytutem Bioetyki przy Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II prowadzi w Krakowie przy ul. Bernardyńskiej 3 Poradnię Bioetyczną. Odwiedź: www.jedenznas.pl oraz www.poradniabioetyczna.pl.

2016-04-14 09:18

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do… dr hab. Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego

2020-10-24 09:54

[ TEMATY ]

wywiad

5 pytań do...

pl.wikipedia.org

Przemysław Żurawski vel Grajewski

Przemysław Żurawski vel Grajewski

Piotr Grzybowski: Minione 5-6 lat to czas intensywnych działań dla wzmocnienia naszego bezpieczeństwa. Które uznałby Pan za kluczowe?

Przemysław Żurawski vel Grajewski: Przyczyną uruchamiającą cały ciąg wydarzeń była rosyjska agresja przeciwko Ukrainie. Natomiast z polskiej strony działania, które zostały podjęte, rozpoczęły się poprzez konsolidację wschodniej flanki NATO w ramach Bukaresztańskiej 9. Z końcem 2015 r. doszło do tak zwanego mini-szczytu NATO. Mini ponieważ to nie był szczyt całego Sojuszu, tylko właśnie 9 państw jego wschodniego pogranicza: Estonii, Litwy, Łotwy, Polski, Słowacji, Czech, Węgier, Rumunii i Bułgarii. Wtedy w Bukareszcie (stąd nazwa Bukaresztańska 9) te państwa wystąpiły z postulatem pod adresem całości Sojuszu prosząc o wzmocnienie wojskowe – rozmieszczenie sił wiodących mocarstw NATO na terytorium państw frontowych, które miały granicę lądową, bądź morską z Rosją - czyli tej samej grupy, minus Czechy, Słowacja i Węgry.

Ten postulat został przyjęty jako decyzja ogólnosojusznicza, a nie tylko prośba wschodniej flanki na szczycie NATO w Warszawie w 2016 roku i do wiosny 2017 r. został wdrożony w postaci znanego jeszcze z zimnej wojny systemu odstraszania, czyli systemu słabszego szczebla: wysuniętej obecności, a nie wysuniętej obrony. Różnica jest taka, że w przypadku wysuniętej obrony, jak to miało miejsce w latach zimnej wojny na obszarze Niemiec Zachodnich, mieliśmy do czynienia ze zmasowaną obecnością wojskową takich sił operacyjnych, które byłyby w stanie powstrzymać w sensie czysto wojskowym ewentualną inwazję sowiecką. Wysunięta obecność był to natomiast system stosowany np. w Berlinie Zachodnim, gdzie oczywiście wielkość jego alianckiego garnizonu nie mogła być taka, aby obronić się czy pokonać w centrum bloku sowieckiego Narodową Armię Ludową NRD i Grupę Wojsk Sowieckich w Niemczech, w związku z czym tworzono problem polityczny dla potencjalnego agresora, bo oczywiście wszyscy rozumieli, że otwarcie ognia do policji zachodnioberlińskiej jest innego rodzaju aktem politycznym, niż otwarcie ognia do żołnierzy amerykańskich, brytyjskich i francuskich. To nie ilość żołnierzy, tylko fakt, że byli to żołnierze wiodących mocarstw powodował, że decyzja polityczna o rozpoczęciu operacji zajęcia Berlina Zachodniego nigdy nie została podjęta.

Nie mogąc w tej chwili uzyskać odstraszania wyższego szczebla w postaci zmasowanej sojuszniczej obecności wojskowej, uzyskaliśmy odstraszanie szczebla niższego, czyli politycznego, poprzez rozmieszczenie kontyngentu amerykańskiego w Polsce, niemieckiego na Litwie, kanadyjskiego na Łotwie i brytyjskiego w Estonii oraz wielonarodowej brygady w Rumunii.

PG: A czy mamy dalsze scenariusze dla wzmacniania naszego kraju?

P ZvG: Jesteśmy w możliwie najgorszym momencie do prognozowania, bo tuż przed wyborami w Stanach Zjednoczonych, które będą miały miejsce 3 listopada, a od których bardzo wiele zależy. Moim zdaniem, sytuacja oceniana z punktu widzenia interesów Stanów Zjednoczonych (bo to ostatecznie one przecież skierują, bądź nie swoje kontyngenty w taki czy inny rejon, w tym do Polski) wskazywałaby na to, że Amerykanie powinni inwestować w Polskę i w region. To wynika z faktu, że jak zwykle osłona wojskowa podąża za biznesem, czy przyciąga biznes: inwestorzy chętnie inwestują na obszarze, który ma osłonę wojskową supermocarstwa.

Jedną z trzech płaszczyzn Inicjatywy Trójmorza jest przecież rozwój infrastruktury tranzytu surowców energetycznych, a w istocie chodzi o gaz ciekły LNG z amerykańskich złóż łupkowych, który jest już dostarczany do Polski. Już są kontrakty na 25 lat podpisane na dostawy do Świnoujścia, skąd będzie on rozprowadzany po całym regionie, nie tylko dla Polski. 31 sierpnia 2019 roku mieliśmy trójstronną deklarację polsko- ukraińsko- amerykańską, a teraz ponownie ten temat wrócił w czasie wizyty Prezydenta w Kijowie.

Myślę, że gdybyśmy chcieli kalkulować to bez emocji, a jedynie z punktu widzenia twardych interesów amerykańskich, to ekspansja na rynek energetyczny Europy Środkowej i wypieranie z tego rynku surowców rosyjskich wymaga osłony wojskowej amerykańskiej i ta osłona powinna rosnąć.

Stany Zjednoczone prowadzą w tej chwili politykę promowania regionalnych sojuszników wiodących. Na Dalekim Wschodzie skłoniły Japonię - po raz pierwszy od II wojny światowej -do zmiany konstytucji i odejścia od konstytucyjnej zasady narzucającej ograniczenie zbrojeń japońskich wyłącznie do sił samoobrony. Japonia stworzyła w tej chwili regularną armię, zdolną do operacji ekspedycyjnych i przejęła część ciężarów bezpieczeństwa i stabilności na Dalekim Wschodzie od Amerykanów. Na Bliskim Wschodzie próba stworzenia sojuszu sunnicko- izrelskiego, gdzie wiodącym sojusznikiem w regionie jest oczywiście Arabia Saudyjska, która jest bogata i w miarę ludna oraz Izrael - z uwagi na wszystkie możliwe parametry technologiczne, polityczne i wojskowe.

Ten sam system usiłowano zastosować wobec Europy, gdzie wymarzonym przez Amerykanów sojusznikiem były Niemcy. Niemcy odmówiły jednak wejścia w tę rolę, więc jedynymi kandydatami o potencjale innym niż symboliczny, zdolnymi do uczestniczenia w tej konstrukcji są Polska i Rumunia. Ktokolwiek będzie prezydentem Stanów Zjednoczonych powinien to wziąć pod uwagę oraz inwestować i w Polskę, i w Rumunię.

PG: Jesteśmy po kolejnym, V Szczycie Inicjatywy Trójmorza w Tallinie. Na ile jest to realny projekt do realizacji?

P ZvG: To właśnie jest dlatego ciekawe, że jest skomplikowane… Po pierwsze Trójmorze nie jest międzymorzem. Jest projektem infrastrukturalnym dlatego, że łączy 12 państw członkowskich UE o bardzo różnych interesach, kulturze politycznej, tradycjach i postrzeganiu rzeczywistości, od Bułgarii po Austrię, Słowenię, Estonię, Rumunię. Więc to nie jest blok polityczny, to nie jest blok militarny. Podstawą współpracy Trójmorza jest najmniejszy wspólny mianownik, czyli uzgodnienie, że będziemy razem rozwijali infrastrukturę transportowo- komunikacyjną (autostrady, koleje, kanały, szlaki wodne), infrastrukturę tranzytu surowców energetycznych: gazu, ropy, tranzyt samej energii oraz infrastrukturę obiegu informacji.

Przypomnę, że cały ten obszar w sytuacji skoku technologicznego cywilizacji ludzkiej w XIX wieku i pierwszej połowie XX należał do imperiów rosyjskiego, austro-węgierskiego i niemieckiego. To ich centra polityczne i gospodarcze decydowały o układzie sieci infrastrukturalnych. Po 2004 roku, także z uwagi na interesy gospodarcze wiodących państw centrum Unii, rozwijano infrastrukturę transportowo- komunikacyjną w układzie wschód- zachód, z Niemiec do Rosji. Nie ma natomiast połączeń północ- południe, a to jest olbrzymi rynek. Sama Polska jest większa niż rynek rosyjski, Czechy są większe dla Polski niż rynek rosyjski. Grupa Wyszehradzka jest dla Niemiec największym rynkiem na świecie, większym niż Stany Zjednoczone, niż Francja, niż Rosja, niż Chiny. A co dopiero 12 państw, bo jeśli one są takim świetnym rynkiem dla wiodącej w Europie gospodarki niemieckiej, to potencjalnie są świetnym rynkiem również nawzajem same dla siebie, tylko nie mają infrastruktury i ją trzeba oczywiście zbudować. W tym zakresie myślę, że to się powiedzie.

PG: Czy widzi Pan jakiś scenariusz dla dalszych relacji polsko-rosyjskich?

P ZvG: Prowadzimy aktywną politykę względem Rosji, tylko niestety jest to z uwagi na rosyjskie cele strategiczne, polityka konfliktu, ponieważ Rosja w ten sposób sytuację międzynarodową ustawia. Nie przewiduję możliwości polepszenia stosunków. Rosja prowadząca politykę aktywnej agresji zbrojnej na sąsiadów stanowi zagrożenie dla Polski i w tym charakterze jest i będzie traktowana zarówno przez Polskę, jak i przez innych naszych partnerów w regionie: Rumunię, państwa bałtyckie, także państwa skandynawskie, czy Ukrainę i Gruzję. Z tego będzie wynikała natura relacji polsko- rosyjskich. Jak długo Rosja będzie chciała być imperium, jak długo będzie uważała, że ma interesy państwowe czy narodowe poza granicami Federacji Rosyjskiej, przed którymi powinny ustępować interesy narodowe państw tam położonych, tak długo będziemy w konflikcie. Jak swego czasu powiedział jeszcze minister Waszczykowski: rosyjska część Europy znajduje się wewnątrz granic Federacji Rosyjskiej, a nie na zewnątrz i dopóki Rosja nie uzna tej zasady, to niestety nasze relacje będą właśnie takie, albo jeszcze się będą pogarszały. Zależy to od drastyczności rosyjskiej polityki imperialnej, a nie widać perspektyw, żeby ona się zmieniła.

PG: Niedawna wypowiedź wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego, Katariny Barley o zagłodzeniu Polski, wydaje się być „szczerą” emanacją tego, co salon niemiecko-francuski sądzi o swojej roli, ale też o roli innych państw w UE. Czy nie grozi nam przez to zmarginalizowanie przez dominium Niemiec i Francji?

P ZvG: Na szczęście nie. Polska jest już dostatecznie silna, ale dotyczy to nie tylko Niemców i Francuzów. Ten opisany przez Pana stosunek do Polski, ale nie tylko, ująłbym znowu szeroko i historycznie, ale tego nie da się inaczej zrozumieć, jak to naprawdę działa. Proszę pamiętać, że Czechy jako podmiot polityki międzynarodowej, zniknęły po bitwie pod Białą Górą w 1620 roku, Węgry po bitwie pod Trenczynem w 1708, Zaporoże – czyli emanacja Ukrainy - po bitwie pod Połtawą w 1709, Polska, a w istocie Rzeczpospolita - po Sejmie Niemym w 1717. Później, przynajmniej do Wiosny Ludów (wyjątek stanowiła Polska, która się czasem burzyła) reszty tych narodów w sensie ich woli politycznej, decyzji, które wpływały na grę innych uczestników, stosunków międzynarodowych nie było. Nikt tego na uniwersytetach zachodnich jako zwykłych, a nie specjalistycznych kursów historii powszechnej nie uczy. Państwa naszego regionu, jako historycznie zakorzenione ośrodki woli politycznej, w mentalności Zachodu nie istnieją.

Takim klasycznym przykładem na czym polega to zjawisko była sytuacja tuż po upadku bloku sowieckiego. Jeszcze istniał Związek Sowiecki, Niemcy się jednoczyły i Berlin z Moskwą się umówił, co do tranzytu wojsk sowieckich z byłego NRD, przez Polskę, do Związku Sowieckiego. Jak eszelony wojskowe stanęły na granicy polsko- niemieckiej, to się Niemcy z Sowietami zdziwili, że ich polskie służby graniczne nie puszczają, bo rządu polskiego nikt o zdanie nie raczył zapytać, no bo jak? Przecież zawsze się uzgadniało z Moskwą, a wcześniej z Petersburgiem… Nikt się nie musiał przejmować jakimiś Polakami… - tak było między 1717 a 1989 z przerwami na powstania i II Rzeczpospolitą – zbyt krótkimi, by to zapamiętano. Później było 13 lat procesu akcesyjnego, kiedy to nasze kraje znów - nie tylko Polska - występowały w charakterze petenta. Jak chciały wejść do klubu, to było to naturalne, ale miało swoją cenę. Ta cena warta była zapłacenia, ale jej skutki nadal są. Te skutki są właśnie takie, że wszyscy się przyzwyczaili, że tam są Robinsonowie Crusoe, a tu Piętaszki, które mają być zachwycone, że będą oświecone kagankiem cywilizacji europejskiej. I teraz następuje zdziwienie. Na dodatek wyrastamy na silną konkurencję. Więc im się wydawało, że tu będzie rynek zbytu i poza tym będziemy cicho siedzieć i cieszyć się, że możemy wykonywać projekty, które oni wymyślą. Tymczasem my zaczęliśmy wymyślać: a to Trójmorze, a to zablokowaliśmy Porozumienie o Partnerstwie i Współpracy UE- Rosja, a to trzymamy się zasady jedności transatlantyckiej, jesteśmy oparciem dla Stanów Zjednoczonych. Nie podoba się konserwatyzm obyczajowy ... To oczywiście będzie wywoływało spory, ale trzeba pamiętać, że obecnie np. to Włosi i Hiszpanie potrzebują funduszu odbudowy po koronawirusie, a nie my. My sobie bez tego damy radę i jeśli zawetujemy teraz budżet unijny, w sytuacji, kiedy chciano by uzależnić ten budżet od tzw. przestrzegania praworządności, to my bez tego przeżyjemy. Prowizorium budżetowe jest dla nas lepsze niż nowy budżet. To Włosi i Hiszpanie muszą naciskać na centrum unijne o pomoc, a to jest przecież trzecia i czwarta gospodarka Unii, po niemieckiej i francuskiej…

CZYTAJ DALEJ

Fundacja Małych Stópek: wyrok TK powinien mobilizować do działań dla osób niepełnosprawnych i ich rodzin

2020-10-24 10:35

[ TEMATY ]

aborcja

aborcja eugeniczna

Adobe.Stock

Pustelnia w Poletyłach k. Brańska

Pustelnia w Poletyłach k. Brańska

Trybunał Konstytucyjny stwierdził niezgodność przesłanki eugenicznej do aborcji z ustawą zasadniczą. - Ten wyrok to nie tylko milowy krok w ochronie życia poczętego. Powinien nas on również zmobilizować do działań pomocowych dla osób niepełnosprawnych i ich rodzin - podkreśla ks. Tomasz Kancelarczyk, prezes Fundacji Małych Stópek.

Duchowny zaznacza, że bardzo liczył na to, że właśnie taka decyzja zostanie podjęta. - Nigdy nie rozumiałem, jak może istnieć zapis w konstytucji, który chroni życie od poczęcia, a jednocześnie działa kompromis aborcyjny. To, co się stało w czwartek to odważne zmierzenie się z prawdą i dostrzeżenie, że życie ludzkie, także chore, wymaga szacunku i obrony - ocenia.

Wskazuje przy tym, że istnienie kompromisu aborcyjnego na pewno przyczyniło się do zmiany mentalności ludzkiej w Polsce i to w niedobrą stronę. - Prawo ma wymiar normatywny. Jeśli coś jest w prawie zakazane to oznacza, że to jest złe i tego robić nie wolno. W tym przypadku można dostrzec pewien niepokojący trend. Na początku XXI w. aborcji z przesłanek eugenicznych w Polsce nie było więcej niż 100. Później już nikt nie przejmował się, aby zabijać setki nienarodzonych chorych dzieci, na przykład z zespołem Downa. Istniało więc ryzyko, że w dobie takiego myślenia, prawo aborcyjne zostanie poszerzone. Ta decyzja to zahamowała - przyznaje.

Ks. Kancelarczyk zaznacza, że ciąża i urodzenie chorego dziecka nie jest łatwym wyzwaniem. - Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób może być to życiowy dramat. Ale w tym miejscu jest właśnie miejsce na kolejne działania obrońców życia, państwa oraz w zasadzie całego społeczeństwa. Podejmowanie szybkich i konkretnych form pomocy, wspierających matki i ojców w czasie takiej ciąży i po porodzie, by nigdy nie zostali sami z wyzwaniami związanymi z opieką nad chorym dzieckiem - podkreśla.

Dodaje, że wiele organizacji prowadzi już taką pomoc, ale to kropla w morzu potrzeb, które teraz będą jeszcze większe. - Ten wyrok to nie tylko milowy krok w ochronie życia poczętego. Powinien nas on również zmobilizować do działań pomocowych na rzecz osób niepełnosprawnych i ich rodzin. Traktuję go więc zadaniowo i dobrze, by było gdyby coraz więcej jednostek pozarządowych, jak i rządowych zintensyfikowało swoje działania w tym zakresie - podsumowuje.

Jak przykład wyjątkowej postawy w trosce o dzieci, także chore, podaje Klarę Carbello Petrillo, Włoszki, która urodziła dwóję niepełnosprawnych dzieci - jedno z bezmózgowiem, które zmarło godzinę po porodzie - drugie z poważnymi wadami wrodzonymi, które także zmarło po urodzeniu. - To, co ważne ona zdecydowała się ze swoim mężem na to, gdyż nie chcieli wspominać swojego rozstania z dzieckiem jako strasznego zabiegu aborcji, ale jako chwile przepełnione miłością i godne człowieka. O takim postrzeganiu sytuacji ciąży z chorym dzieckiem przypomina również ten wyrok - uwypukla prezes Fundacji Małych Stópek.

Bractwo Małych Stópek to nieformalna grupa osób, które łączy idea obrony wartości ludzkiego życia od samego poczęcia aż do naturalnej śmierci oraz godności jego przekazywania. Jego działania sformalizowało powołanie do życia 5 kwietnia 2012 r. Fundacji Małych Stópek. Misją fundacji jest ochrona każdego nienarodzonego dziecka, bez względu na warunki i okoliczności w jakich się poczęło oraz promocja odpowiedzialnego rodzicielstwa. Szczegółowe informacje o organizacji dostępne są pod adresem www.dlazycia.info oraz www.fundacjamalychstopek.pl.

CZYTAJ DALEJ

W służbie Bogu i ludziom

2020-10-24 22:03

Ks. Wojciech Kania

Bp pomocniczy senior Edward Frankowski poświęcił strój duchowny czterem alumnom roku III oraz włączył do grona kandydatów do święceń diakonatu i kapłańskich 11 alumnów roku V.

Na zakończenie jesiennych rekolekcji w Wyższym Seminarium Duchownym, które prowadził ks. Grzegorz Lipiec, ojciec duchowny z seminarium w Radomiu, czterech alumnów trzeciego roku przyjęło strój duchowny, a do grona kandydatów do kapłaństwa włączono jedenastu kleryków piątego rocznika. Ze względu na obostrzenia epidemiczne w uroczystości uczestniczyła tylko wspólnota seminarium duchownego.

Uroczystej Mszy św. w kościele seminaryjnym pw. św. Michała Archanioła przewodniczył bp pomocniczy senior Edward Frankowski. Koncelebrowali: przełożeni, wychowawcy, profesorowie seminarium.

Podczas homilii biskup E. Frankowski mówił o cechach dojrzałości kandydata do kapłaństwa, które pozwalają w pełni oddać się na służbę Chrystusowi w Jego Kościele. Przypomniał alumnom, że nauka i formacja w seminarium jest czasem szczególnego dialogu między Bogiem a człowiekiem. Celem seminarium jest wychować ludzi w pełni dojrzałych, nie ulegających nieuporządkowanym emocjom, potrafiących dobrze wybierać w świetle Ducha Świętego. I te wybory konsekwentnie realizować – mówił bp Frankowski. Odnosząc się do słów wypowiedzianych w trakcie niedawnej inauguracji roku akademickiego bp Edward przypomniał, że seminarium jest miejscem szczególnego dialogu między Tym który powołuje, a tym który odpowiada. – Z tego dialogu Bosko ludzkiego wyszły całe zastępy świętych i gorliwych kapłanów, oddanych Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Zapatrzonych w Chrystusa Pana – Najwyższego Kapłana – podkreślał bp E. Frankowski.

Zachęcał także kandydatów do święceń diakonatu, prezbiteratu oraz alumnów, którzy przyjęli strój duchowy, aby wpatrywali się w Maryję mistrzynię życia kleryckiego i kapłańskiego.

Poświęcenia sutann alumnom trzeciego rocznika bp Frankowski dokonał po homilii.

W specjalnym obrzędzie pięciu kleryków z V kursu publicznie wyznało swoją gotowość do przyjęcia święceń diakonatu i prezbiteratu. Przyjęcie kandydatury jest ostatnim etapem poprzedzającym włączenie w hierarchię kościelną oraz na wyłączną służbę Bogu i ludziom. Poprzez dwukrotne wypowiedzenie „chcę” alumni podkreślili wiarę w Boże powołanie i nadzieję w należyte przygotowanie do święceń.

Strój duchowny przyjęli: Albert Bujak z par. św. Marcina w Kopkach, Łukasz Michalczyk z par. św. Jana Chrzciciela z Janowa Lubelskiego, Mateusz Rogoziński z par. św. Kazimierza z Ostrowca Świętokrzyskiego oraz Jan Siudak z par. Trójcy Przenajświętszej z Samborca.

Ks. Wojciech Kania

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję