Oto praktyczny przewodnik po sprawach zarówno oczywistych, jak i zaskakujących, pokazujący, że „życie duchowe jest jak rajd samochodowy”, w którym czasami trzeba ostro zaciągnąć hamulec i „pójść bokiem”, a czasem wrzucić wyższy bieg i wcisnąć gaz do deski.
Poniżej przedstawiamy fragment książki "Świątek, piątek i niedziela. Ks. Boguś dalej wyjaśnia"
Całość do kupienia w naszej księgarni: ksiegarnia.niedziela.pl.

Czy księża na kazaniach powinni mówić o polityce?
Zauważyłem charakterystyczne zjawisko... Mnóstwo ludzi mówi: „Nie chodzę do kościoła, bo za dużo jest polityki w Kościele”. Spotykałem się z tym często w poprzedniej parafii katedralnej. Pewna pani, która mieszkała w sąsiedztwie od pięciu lat, ani razu nie była w katedrze. Sama się do tego przyznała. I tłumaczyła się właśnie tak: – Ja nie chodzę, bo jest polityka w Kościele. – A przepraszam, na której Mszy Świętej? – dopytuję. – W którą niedzielę? Wie pani, bo ja bardzo tego przestrzegam, żeby nie było politykowania. – Nie, ja po prostu nie chodzę, właśnie dlatego, że jest polityka. – Bardzo proszę nie generalizować, proszę oceniać na podstawie konkretów – to wszystko, co mogłem odpowiedzieć. Ludzie poddają się takiemu schematowi myślowemu, że „w Kościele jest polityka”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Często traktują go jako wygodną wymówkę, bez względu na rzeczywistość. Przede wszystkim jednak warto, żebyśmy ustalili, jak właściwie należy rozumieć tę politykę.
Czy polityką jest mówienie o sprawach bieżących, aktualnych wydarzeniach czy problemach, które dotykają wiernych? Oczywiście, nawet mówienie o przykazaniach Bożych można podciągnąć pod politykę.
Reklama
Weźmy na przykład piąte: „Nie zabijaj”. Zarówno w Polsce, jak i na całym świecie różne środowiska spierają się o to, czy aborcja jest dopuszczalna w określonych przypadkach, czy absolutnie nie. I jeśli ksiądz wygłosi kazanie o obronie życia, od poczęcia do naturalnej śmierci, to zaraz mogą odezwać się głosy: „No nie, no w politykę wchodzi. Staje po jednej stronie barykady, ramię w ramię z jakimiś politykami”. A my musimy zupełnie niezależnie od tego, po której stronie barykady politycznej kto jest, głosić: „Nie zabijaj”. Jeżeli w Kościele bronimy małżeństwa – podkreślając, że jest to związek kobiety i mężczyzny – to bez względu na to, jaka opcja polityczna jakiego rodzaju związki popiera, my będziemy głosić Ewangelię, będziemy nauczać prawd zgodnych z Objawieniem. I jeżeli ktoś to potraktuje jako politykę, to co ja mogę zrobić? Co najwyżej rozłożyć ręce i odpowiedzieć: „Nie, po prostu trzymam się Ewangelii i proszę nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków odnośnie do mojego politykowania” – gdy w istocie odnoszę się do życia duchowego, na przykład mówiąc o wierności małżeńskiej, o czci dla ojca i matki. Świętej pamięci ksiądz Piotr Pawlukiewicz przez ładnych parę lat był kapelanem Kaplicy Sejmowej i parlamentarzystów. Opowiedział mi o tym, jak odprawiał tam pierwszą Mszę Świętą. Przyszło może dwadzieścia osób. Dyskutowano wówczas w parlamencie projekty reformy administracyjnej kraju. Chodziło między innymi o województwa – czy ma być ich więcej, czy mniej. W szczegóły już nie wchodzę. Nie wiem nawet, kto za czym się opowiadał. W każdym razie podeszła do niego kobieta i powiedziała: – Przepraszam księdza, czy może być w czasie Mszy Świętej modlitwa spontaniczna, powszechna? – Proszę bardzo – odpowiada ksiądz. – To głośno państwo wypowiadajcie, kiedy przyjdzie ten moment. No i jest pierwsza modlitwa. Jedna z osób mówi: – Módlmy się o to, żeby szczęśliwie udało się przeprowadzić reformę administracyjną w naszej Ojczyźnie – dla dobra Polski. – Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie. Były i inne intencje. Po Mszy Świętej przychodzi mężczyzn, poseł. – Proszę księdza, ja sobie nie życzę takich modlitw, bo ja jestem przeciwny tej reformie. I ksiądz Piotr tłumaczy: – Po raz ostatni była taka spontaniczna modlitwa powszechna w czasie Mszy Świętej w Kaplicy Sejmowe. To przykład, jak można rzeczywiście niewłaściwie wykorzystać przestrzeń sacrum. To nie było głoszenie z ambony, tylko jakby sami wierni weszli w spór polityczny, urządzili sobie małą wojenkę. Księdza Jerzego Popiełuszkę odsądzano od czci i wiary, że uprawiał „agitację polityczną”. Teraz patrzy się na wszystko przez pryzmat jego beatyfikacji, uznając, że to były kazania, owszem, zawierające wątki patriotyczne, ale jednak mówił w nich o wolności, uczciwości, prawości. A więc mówił to, czego Kościół naucza od zawsze. Tylko że w niektórych sytuacjach brzmienie pewnych prawd jest inne, różni się ich wymowa w określonych okolicznościach.
Kiedy kilka lat temu wybuchła pandemia, przyjechali dziennikarze z telewizji, żebym coś powiedział na jakiś temat. Ustawiają kamerę i jeden z nich zagaduje mnie tak prywatnie: – Proszę księdza, co tu ludziom mówić? Jakie wy macie kazania mówić teraz w takiej sytuacji, w jakiej Polska się znalazła, Polska i cały świat? – Proszę pana, to samo – odpowiadam. – Ewangelia się nie zmienia pod wpływem bieżącej sytuacji – czy to przychodzą zarazy, czy są trzęsienia ziemi, czy wybuchają wojny. My cały czas o tym samym mówimy. Tylko niektóre rzeczy wybrzmiewają inaczej.
Kiedy mówimy o przemijalności ludzkiego życia – że jest kruche, delikatne jak kwiat na łące, ledwo go wiatr muśnie, a już ginie, jak mówi psalmista – przecież my to mówimy wciąż. Ale kiedy w rodzinie ktoś umiera, a zwłaszcza umiera nagle, niespodziewanie, to te same słowa inaczej uderzają do głowy, do serca. Dlatego ja nieraz powtarzam, że paradoksalnie na pogrzebach mówi się dużo lepiej kazania niż na ślubach. Bo na pogrzebach ludzie są bardzo skoncentrowani na śmierci, przemijalności. A my cały czas o tym mówimy, tylko zazwyczaj, na co dzień, to tak jakby po ludziach spływa.
Reklama
Weźmy jeszcze na warsztat trzecie przykazanie: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Przecież niejeden może powiedzieć, że jakiś ksiądz, przypominając to przykazanie, zapewne „walczy z handlowymi niedzielami”. Opowiada się przecież przeciwko, tym, którzy wolą, żeby supermarkety były otwarte również w niedziele i święta. Oczywiście, na siłę można to uznać za manifest polityczny. Ale patrząc na to najprościej, najszczerzej, po prostu mamy takie przykazanie Boże. I skoro jest niedziela, lepiej nie pracować. To wszystko, nie potrzeba żadnych politycznych apeli.
Nie sposób jednak uchronić się przed tym, że ktoś po swojemu odbierze jakieś kazanie, podobnie jak może przełożyć samo przykazanie na swoją sytuację, odczytać je „na własną modłę”.
Zawsze też każdy może do księdza przyjść i zwrócić uwagę na coś – myślę, że spokojne, merytoryczne zwrócenie uwagi może jakiegoś księdza przywołać do porządku, pobudzić do refleksji, skłonić do zastanowienia, czy może rzeczywiście się nie zagalopował, nie przesadził.
