Włoskie media szeroko komentują domniemane nadprzyrodzone zjawisko, do którego doszło w parafii Matki Bożej Łaskawej w Casalbie. Jest to niewielka wioska, zamieszkana przez czterysta osób, położona w gminie Macerata Campania i należąca do archidiecezji Capua.
Odkrycie
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Wszystko zaczęło się 18 kwietnia, gdy jedna z wiernych poinformowała proboszcza, że na policzku ojca Pio „jest jakaś plama”. Jego naturalnych rozmiarów figura stała na kamiennym podmurowaniu w zadaszonej kapliczce przed kościołem. Ponieważ do wieczornej Mszy brakowało jeszcze trochę czasu, ks. Girolamo Capuano wziął miotłę na kiju i próbował wyczyścić twarz Świętego, plama jednak pozostała. Proboszcz postanowił, że zajmie się tym następnego dnia. Rankiem wziął drabinę i szmatką bezskutecznie próbował wyczyścić plamę na lewym policzku ojca Pio. Przyglądając się z bliska, zdał sobie jednak sprawę, że nie jest to plama, ale „krwawa łza”. Po tym odkryciu proboszcz przejrzał klatka po klatce nagrania z kamery skierowanej na figurę świętego z Pietrelciny, by mieć pewność, że nie doszło do manipulacji. Dla pewności sprawdził nagrania z całego miesiąca. Ustalił, że w poprzednich dniach wiele osób podchodziło do figury, by dotknąć stóp Świętego, ale nikt nie dotykał jego twarzy. 20 kwietnia proboszcz powiadomił o zdarzeniu arcybiskupa Capui, Pietro Lagnese.
Wątpliwości
Reklama
Kapłan zachował dyskrecję i nie nagłaśniał wieści o możliwym „cudzie ojca Pio”. Do parafii wraz z arcybiskupem przyjechała specjalna komisja z kurii, która po wstępnym oględzinach zdecydowała o zabraniu figury i poddaniu „krwawej łzy” dalszym badaniom przez specjalistów. Dalsze postępowanie przebiegać będzie zgodnie z nowym dokumentem Dykasterii do spraw Nauki Wiary nt. rozeznawania domniemanych zjawisk nadprzyrodzonych, który wszedł w życie 17 maja 2024 roku. Dokument ten stwierdza, że ani biskup, ani Stolica Apostolska nie będą się wypowiadać w sprawie orzeczenia o nadprzyrodzonym charakterze danego zjawiska, a ograniczą się do zezwolenia na kult i pielgrzymki oraz ich promowania. Potrzebne jest do tego „Nihil obstat” dykasterii, które nie wyraża pewności co do nadprzyrodzonej autentyczności zjawiska, lecz rozpoznaje znaki działania Ducha Świętego. A co za tym idzie zachęca biskupa miejsca do docenienia wartości duszpasterskiej, a także do poparcia dla rozpowszechniania danego zjawiska.
Maleńka Casalba
Proboszcz czeka na wynik prac komisji, nie ucieka jednak od rozmów na ten temat z wiernymi czy ludźmi przybywającymi obecnie do parafii z wielu włoskich miejscowości. Nie odmawia też komentarzy dla mediów, które szeroko komentują „domniemany cud ojca Pio”. W rozmowie z dziennikiem „Il Messaggero” ks. Capuano powiedział, dlaczego jego zdaniem wydarzyło się to w maleńkiej i nieznanej Catalbie. „Ogólnie rzecz biorąc, Bóg preferuje małe miejsca. Nie chcę dokonywać lekceważących porównań, ale Fatima, Lourdes, Medziugorje były miejscami mniej lub bardziej nieistotnymi dla historii ludzkości” - mówi kapłan. Wskazuje, że parafia jest bardzo oddana ojcu Pio, który zawsze powtarzał, iż chce być zapamiętany tylko jako modlący się ksiądz. „Nie zdziwiłbym się, gdyby chciał nam pomóc w powrocie do modlitwy, w czasach, gdy współczesny człowiek o niej coraz częściej zapomina” - podkreśla proboszcz. W rozmowie z włoską telewizją RAI UNO wyznaje, że Casalba może być małą szkołą modlitwy: „Przez cały rok, za wyjątkiem wakacji, codziennie wieczorem spotykam się z wiernymi na modlitwie w ich domach, a to przekłada się na życie sakramentalne”.
Znak od Boga
Parafianie wskazują na ogromne zaangażowanie proboszcza, który jak może wychodzi do ludzi. W miesiącu maryjnym, ale nie tylko, ksiądz Capuano przenosi odmawianie różańca i Mszę na ulice, odprawiając je w bramach prywatnych domów, z kalendarzem wywieszonym na tablicy ogłoszeń parafialnych. Kapłan podkreśla, że „łzy w historii Kościoła są zawsze zaproszeniem do pokuty i modlitwy, a w obliczu trwających wojen doświadczamy, czym jest świat bez Boga”. Pomimo ostrożności, ks. Girolamo wierzy w głębokie znaczenie tej „łzy”: „Wierzę, że jest to znak Boga, ponieważ widziałem nagrania monitoringu, a także ze względu na wszystko, co robimy, na to, czym jest moje życie i moja pobożność, ponieważ jest to spójne z moją drogą wiary. Oczywiście ostatecznie to eksperci wyjaśnią sprawę”. Tymczasem „tajemnica łzy” budzi ciekawość i modlitwę. Pojawiły się też opinie, że „krwawa łza” może być rdzą, która wryła się w policzek Świętego, spływając z metalowego daszku nad kapliczką. Według kościelnych standardów prace komisji badającej sprawę mogą potrwać nawet rok.
