Libański hierarcha podkreśla, że w obecnej sytuacji większość młodych Libańczyków nie ma szans na kontynuowanie nauki, nie może nawet myśleć o ślubie i usamodzielnieniu się. „Staramy się dać im nadzieję i zachęcić do pozostania w ojczyźnie, ale nie jest to łatwe zadanie” - mówi biskup diecezji Baalbek-Deir El-Ahmar na wschodzie kraju. Zauważa, że mimo obowiązującego zawieszenia broni Liban wciąż jest ostrzeliwany.
Dramat trwa, brakuje pomocy
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Bp Rahmé przypomina, że kraj, w którym co piąty mieszkaniec jest obecnie przesiedleńcem, cały czas dźwiga na swych barkach pomoc uchodźcom syryjskim i palestyńskim. „O tym się zapomina, ale ich liczba jest katastrofalnie wysoka, jak na tak maleńki kraj, który w dodatku przeżywa ogromny kryzys gospodarczy” - wskazuje libański hierarcha. Zauważa, że nowa sytuacja w Syrii pozwala mieć nadzieję na powrót syryjskich uchodźców do ojczyzny, jednak działania władz tego kraju wciąż budzą obawy. „Sunnici czują się bezpiecznie pod nowym rządem, ale wielu alawitów, szyitów i chrześcijan woli pozostać na obczyźnie, ponieważ nie czują się bezpiecznie” - stwierdza biskup. I dodaje: „Wszyscy chcemy położyć kres terroryzmowi, ale przemoc nie jest odpowiedzią. Prosimy Organizację Narodów Zjednoczonych o nadzorowanie dialogu”. Bez tego, jak mówi, trudno będzie przywrócić pokój na Bliskim Wschodzie.
Potrzeba modlitwy i konkretnego wsparcia
Bp Rahmé podkreśla, że sytuacja w Libanie pozostaje katastrofalna. Dociera coraz mniej pomocy zagranicznej, a lokalne organizacje nie dysponują wystarczającymi funduszami. Stąd jego apel: „Nie zapominajcie o Libanie! Potrzebujemy waszej modlitwy i waszego wsparcia”. Do tego apelu przyłącza się wikariusz apostolski Bejrutu dla katolików obrządku łacińskiego, przypominając, że nie będzie szansy na normalne życie, dopóki zawieszenie broni będzie łamane. „Ostatnio w wioskach na południu zniszczone zostały ujęcia wody i panele fotowoltaiczne zapewniające energię, to wyraźnie pokazuje, że coś nie działa” - mówi bp César Essayan, podkreślając, że żadne interesy narodowe nie uzasadniają dobrobytu opartego na nędzy innych.
Pokolenia Libańczyków znają tylko wojnę
Bp Essayan wspomina, że miał 13 lat, kiedy w Libanie wybuchła wojna domowa i, podobnie jak wielu innych w jego kraju, jest to jedyna rzeczywistość, jaką zna. „Często zastanawiamy się nawet, czy będziemy w stanie żyć w kraju, w którym w końcu zapanuje pokój” - wyznaje. Jak mówi, bardziej niż w politykę Libańczycy wierzą w życie: w nasze życie, w życie naszych współobywateli, naszych przyjaciół. „Czujemy obowiązek pozostać wiernymi temu życiu. Dlatego będziemy dalej walczyć” - mówi libański hierarcha. Podkreśla, że każde życie jest warte przeżycia i ochrony. „Dlatego - mówi - angażujemy się, by uczynić je piękniejszym, by dać mu nadzieję, niezależnie od tego, czy uda się osiągnąć ostateczne pokojowe rozwiązanie, czy nie”.
