Reklama

Jan Paweł II

Kto chciał zabić Papieża

Zamach na Papieża jest jedną z największych zagadek XX wieku.
Od 35 lat rozpatrywany jest w aspekcie historycznym, politycznym oraz religijnym

Niedziela Ogólnopolska 19/2016, str. 12-13

[ TEMATY ]

zamach

Adam Bujak, Arturo Mari/Biały Kruk

Mehmet Ali Ağca w 1983 r. miał 25 lat i spore „doświadczenie” życiowe. Już wcześniej, w 1979 r., został skazany za zabójstwo redaktora lewicowej gazety w Turcji. Zorganizowano mu ucieczkę z najpilniej strzeżonego więzienia, aby powierzyć mu o wiele ważniejsze zadanie: zabójstwo Jana Pawła II. Dziś nikt nie ma wątpliwości, że młody przestępca nie działał sam i był tylko narzędziem w rękach swych mocodawców.

Dwóch zamachowców

Tydzień przed zamachem Jan Paweł II odwiedzał jedną z rzymskich parafii. Jego osobisty fotograf Arturo Mari, gdy przeglądał zdjęcia z tego miejsca, zobaczył na jednym z nich Papieża ze swoim niedoszłym zabójcą. Obok Alego Ağcy stał Oral Çelik, jego znajomy z tureckiej organizacji nacjonalistycznej „Szare Wilki”. Na filmie francuskich dziennikarzy z 2007 r. Çelik przyznaje się, że to on zorganizował ucieczkę Alego Ağcy z pilnie strzeżonego więzienia w Turcji.

Choć od zamachu upłynęło 35 lat, to nadal oficjalnie uważa się, że na Placu św. Piotra padły 2 strzały z pistoletu Ağcy. – Ja zapamiętałem 4 strzały – wspomina Arturo Mari w rozmowie z TVP. – Jestem przekonany, że było 2 zamachowców. Z jednej strony strzelał Ağca, a z drugiej – Oral Çelik. Sam Papież miał przecież 3 rany w różnych miejscach, ale rannych było także dwoje pielgrzymów uczestniczących w audiencji generalnej.

Reklama

Potwierdzają to także zeznania we włoskim śledztwie. Świadkowie widzieli drugą osobę uzbrojoną uciekającą z Placu św. Piotra. Choć ludzie słyszeli też więcej strzałów, to jednak przebadano tylko 2 kule z pistoletu Ağcy. – Trzecia kula jest w koronie figury Matki Bożej w Fatimie. Dałbym wiele, abyśmy mogli tę kulę dokładnie zbadać – mówił kilka lat temu sędzia Ilario Martella. Twierdził on, że Çelik był po drugiej stronie alei, którą przejeżdżał Papież, i strzelał z innego kierunku.

Taka relacja wydaje się logiczna, bo – według oficjalnego śledztwa – mamy 2 strzały, 3 osoby ranne i aż 5 różnych ran. – Nie da się tego inaczej wytłumaczyć niż strzałami z różnych miejsc – uważa Arturo Mari.

Narzędzie komunistycznych służb

Włoskie śledztwo było prowadzone bardzo nieudolnie. Nie zabezpieczono podstawowych dowodów i nie udało się zrekonstruować dokładnego przebiegu zdarzeń. Na fotografiach z 13 maja 1981 r. widać, jak młody mężczyzna ucieka z Placu św. Piotra. Nawet schwytanie Alego Ağcy było raczej dziełem przypadku. Niedoszły zabójca mógłby uciec z Placu św. Piotra, gdyby nie akcja pewnej krewkiej i postawnej siostry zakonnej, która go szarpnęła, chwyciła i przygniotła, aż zamachowca ujęli karabinierzy.

Reklama

Podczas przesłuchania w Instytucie Pamięci Narodowej sędzia Ferdinando Imposimato przyznał, że proces został celowo zniszczony. Gdy pod koniec 1982 r. śledczy postawili zarzuty jednemu z Bułgarów – Sergiejowi Antonowowi, sędziowie dostali notatkę od premiera Włoch, że posunęli się zbyt daleko.

Dokładnego przebiegu zdarzeń z 1981 r. pewnie nie da się ustalić. Jednak dziś wiemy o wiele więcej na temat tego, co działo się w komunistycznych służbach specjalnych w tamtym okresie. Wnikliwa analiza zeznań Alego Ağcy wraz z dokumentacją tajnych służb NRD oraz Bułgarii wskazują trop, który pośrednio prowadzi do Moskwy.

– Celowo posłużono się osobami z tureckiego świata przestępczego. Tamtejsza mafia była bowiem pod kontrolą wywiadu bułgarskiego i stała się wygodnym narzędziem do realizacji planu, którym był zamach na Papieża – mówi prokurator Michał Skwara z katowickiego oddziału IPN, który prowadził śledztwo w sprawie zamachu na Papieża.

To właśnie Polakom udało się usystematyzować i pogłębić wiedzę na temat zamachu sprzed 35 lat. Dzięki wnioskom o pomoc prawną do wymiarów sprawiedliwości: włoskiego, niemieckiego i bułgarskiego prokuratura pozyskała wiele cennych dokumentów i mogła przesłuchać świadków. Zwieńczeniem tej pracy jest m.in. publikacja „Ağca nie był sam. Wokół udziału komunistycznych służb specjalnych w zamachu na Jana Pawła II”. Jej autorami są prok. Michał Skwara oraz historyk i dziennikarz Andrzej Grajewski.

Ağca został zastraszony

Zamach na Papieża był bardzo długo przygotowywany i niemal perfekcyjnie zaplanowany, tak, aby całe podejrzenie padło na środowisko tureckich nacjonalistów. Operacja została przygotowana przez mafię, a finansowanie było zapewnione ze strony tureckich radykałów z Niemiec Zachodnich. Nawet broń, której użył Ali Ağca na Placu św. Piotra, specjalnie wędrowała europejską ścieżką islamskich emigrantów, aby nie było wątpliwości, że motywy zamachu mogły być religijne albo narodowościowe. – Wszystkie dowody nie pozostawiają złudzeń, że zamach zorganizowały komunistyczne służby bułgarskie. Dziś wiemy, że to oni przygotowali dla zamachowca broń i pieniądze – podkreśla Ewa Koj z katowickiej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN.

W pierwszych miesiącach włoskiego śledztwa również Ali Ağca zaczął mówić i zdradził swych mocodawców. Zaczął zmieniać zeznania i udawać osobę niewiarygodną dopiero po kluczowym dla zniszczenia całego śledztwa wydarzeniu. Dokładnie 20 października 1983 r. w rzymskim więzieniu Ağcę odwiedziło dwóch „sędziów” z Bułgarii: Jordan Ormankov i Stefan Petkov. Była to wizyta w ramach realizacji wniosku o międzynarodową pomoc prawną, bo Bułgarzy twierdzili, że prowadzą śledztwo ws. posługiwania się przez Ağcę fałszywym paszportem. W rzeczywistości żadnego śledztwa nie było, a celem „odwiedzin” było zastraszenie tureckiego terrorysty.

Choć podczas spotkania obecny był włoski sędzia Ilario Martella, to jednak w pewnym momencie ogłosił on przerwę na kawę. Z zaproszenia skorzystał tylko Ormankov, a Petkov został sam na sam z Ağcą. „Sędzia” doskonale znał język turecki i te 30 minut wystarczyło mu, aby przekonać Ağcę. Od tej pory turecki zamachowiec zaczął zmieniać zeznania i konfabulować. Udawał osobę niespełna rozumu i w efekcie rozłożył całe rzymskie śledztwo.

Akcja komunistycznych wywiadów

Cofnijmy się jednak jeszcze o kilka miesięcy. W marcu 1983 r. w siedzibie enerdowskiej bezpieki STASI pojawia się także Jordan Ormankov, ale tym razem nie jest „sędzią”, tylko pułkownikiem bułgarskiej bezpieki. Oficer z Sofii prosi swych niemieckich towarzyszy, aby pomogli mu zorganizować akcję dezinformacyjną, której celem jest przykrycie „bułgarskiego śladu” w zamachu na życie Jana Pawła II. Enerdowski wywiad uruchamia swoją siatkę w zachodnich Niemczech i Austrii oraz zaczyna preparować informacje, a nawet dokumenty. Rzekomi nacjonaliści z mniejszości tureckiej zasypują międzynarodowe redakcje, konsulaty i włoskie sądy groźbami, w których domagają się m.in. uwolnienia Alego Ağcy.

– Podczas naszego śledztwa w IPN przesłuchaliśmy ppłk. Güntera Bohnsacka z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego NRD. Był on jednym z koordynatorów działań dezinformacyjnych, podejmowanych w ramach operacji „Papież” na terenie Włoch oraz Niemiec – mówi prok. Skwara. Bohnsack zeznał, że Bułgarzy prosili Niemców o pomoc, aby połączyć prawicowe środowiska polityczne w RFN i Turcji z osobą Ağcy.

Była to część wielkiej akcji komunistycznych wywiadów o nazwie „Erozja 81”. Istnieje wiele przesłanek mówiących o tym, że rozkaz jej wykonania przyszedł z samej centrali KGB. Co ciekawe, akcja rozpoczęła się, zanim Ali Ağca ujawnił tzw. wątek bułgarski. Komuniści zaczęli się więc bronić, zanim padło na nich podejrzenie.

W świetle obecnie dostępnych dokumentów, zeznań oraz analizy historycznej nie ma praktycznie wątpliwości, że za zamachem na Papieża bezpośrednio stoją komunistyczne służby bułgarskie. Ta konstatacja musi prowadzić jeszcze dalej na wschód. Choć jeszcze nie odnaleziono bezpośrednich rozkazów Moskwy czy dowodów na zlecenie zabójstwa Papieża, to jednak nikt nie ma złudzeń, że służby bułgarskie nie mogły działać na własną rękę. Przecież nawet sam Ali Ağca spotkał się w 1980 r. z oficerem KGB Władimirem Kuziczkinem w Teheranie.

Jako typowy dowód poszlakowy przytacza się również rozkaz Komitetu Centralnego KPZR z 1979 r., nakazujący KGB wykorzystanie „wszelkich dostępnych możliwości, by zapobiec nowemu kierunkowi w polityce, zapoczątkowanemu przez polskiego papieża, a w razie konieczności – sięgnąć po środki wykraczające poza dezinformację i dyskredytację”.

Zamach na historię

Watykan nie ma swoich własnych ustaleń, a jeżeli je ma, to ich nie ujawnia. Św. Jan Paweł II do końca życia nie chciał, aby rzucano oskarżenia, które mogły obciążać całe narodowości. Doskonale wiedział, że został uratowany cudem przez Matkę Bożą Fatimską. To w Jej koronie kryje się relikwia św. Jana Pawła II, ale także jedna z zagadek śledztwa.

Po ludzku 13 maja 1981 r. Jan Paweł II powinien zginąć. Na pytanie: Dlaczego przeżył?, nie potrafią odpowiedzieć ani kryminolodzy, ani lekarze, ani zamachowiec. – Zamach na Jana Pawła II jest fundamentalną sprawą dla zrozumienia XX wieku. Gdyby się udał, historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej. Dziś żylibyśmy w innej rzeczywistości – mówi prof. Wojciech Roszkowski z Instytutu Studiów Politycznych PAN.

Wydarzenie sprzed 35 lat było więc nieudaną próbą zamachu na najnowszą historię świata i skierowania jej na zupełnie inne tory. – Śledztwo IPN jednoznacznie wskazuje, że za zamachem stoją służby bułgarskie, ale także ich mocodawcy w Moskwie – uważa Roszkowski.

2016-05-04 10:33

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież modli się za ofiary zamachu w Hanau

[ TEMATY ]

modlitwa

Niemcy

zamach

papież Franciszek

Vatican News/AFP

Papież modli się za ofiary zamachu w Hanau

Ojciec Święty modli się za ofiary masakry w Hanau w Niemczech.

Przedwczoraj wieczorem zamachowiec zamordował tam 9 przedstawicieli społeczności tureckiej, po czym zabił też własną matkę i sam popełnił samobójstwo.

Najprawdopodobniej kierował się względami rasistowskimi.

W watykańskim telegramie kondolencyjnym do biskupa Fuldy kard. Pietro Parolin napisał, że

Franciszek z głębokim przejęciem przyjął wiadomość o tym strasznym akcie przemocy, który spowodował śmierć niewinnych osób.
Ojciec Święty uczestniczy w bólu krewnych ofiar i zapewnia ich o swej bliskości. W swej modlitwie Papież Franciszek zawierza zmarłych miłosierdziu Boga i prosi Chrystusa, Pana życia, aby osoby pogrążone w żałobie zostały pocieszone i nabrały ufności.

CZYTAJ DALEJ

Małopolskie: Brak podejrzenia przestępstwa ws. śmierci księdza chorego na Covid-19

2020-04-08 08:22

[ TEMATY ]

kapłan

zmarły

kapłan

Radio Em

Ks. Roman Kopacz

Prokuratura Rejonowa w Bochni, która bada sprawę śmierci proboszcza Drwini (Małopolskie) Romana Kopacza, zakażonego koronawirusem, wciąż nie ma uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa.

Zgodnie z informacjami przekazanymi PAP przez zastępcę prokuratora rejonowego Barbarę Grądzką, śledztwo wciąż się nie rozpoczęło w powodu braku podejrzenia przestępstwa w sprawie śmierci proboszcza Drwini. Nie prowadzono też przesłuchań osób.

„Dalsze czynności zostaną podjęte po analizie dokumentów uzyskanych z Państwowego Powiatowego Inspektora Nadzoru Sanitarnego w Bochni” – zapowiedziała zastępca prokuratora rejonowego w Bochni.

W toku dotychczasowych czynności prokuratura próbowała ustalić m.in. prawidłowość postępowania dotyczącego umieszczenia księdza w izolacji domowej.

Zgodnie z informacjami biura wojewody małopolskiego, podanymi za małopolskim sanepidem, przyczyną śmierci księdza Romana Kopacza nie był Covid-19. Mężczyzna przebywał w izolacji domowej, ponieważ lekarz nie stwierdził konieczności hospitalizacji.

Jak informowała policja, 59-letni ksiądz zmarł 24 marca podczas próby przetransportowania go do szpitala. Wcześniej służby medyczne wezwane przez policjantów bezskutecznie reanimowały kapłana.

Dzień wcześniej, w poniedziałek, policja poinformowana o przebywającym w izolacji księdzu dwukrotnie była z wizytą na plebanii. "Ksiądz się pokazał, nie zgłaszał problemów" – powiedział PAP rzecznik prasowy bocheńskiej policji Łukasz Ostręga.

We wtorek sanepid zadzwonił na policję z informacją, że nie może się skontaktować z proboszczem i poprosił funkcjonariuszy o sprawdzenie, czy z chorym wszystko w porządku.

Wysłanemu na plebanię patrolowi nikt nie otwierał drzwi. Funkcjonariusze ustalili, kto może mieć klucze do budynku. Odpowiednio zabezpieczony policjant wszedł do środka i zastał księdza leżącego w łóżku. "Jego stan był ciężki, był tak osłabiony, że nie mógł mówić. Wezwano pogotowie" – relacjonował rzecznik prasowy policji w Bochni.

Medykom nie udało się uratować życia proboszcza – zmarł w trakcie próby przetransportowania do szpitala, po bezskutecznych reanimacjach.

Roman Kopacz był proboszczem parafii Matki Bożej Królowej Polski w Drwini od 2007 r., był także kapelanem strażaków gminy Drwinia. Pogrzeb duchownego odbył się 26 marca w Trzcinicy koło Jasła – w ograniczonym (by zapobiegać szerzeniu się epidemii) gronie rodzinnym.(PAP)

CZYTAJ DALEJ

Abp Kupny: Czy my, kapłani, dajemy ludziom Jezusa?

2020-04-09 13:07

A. Bugała/ screen z tarnsmisji kanału katedry wrocławskiej

Msza Krzyżma we wrocławskiej katedrze pod przewodnictwem metropolity wrocławskiego abp. Józefa Kupnego.

Msza Krzyżma świętego, nazywana również mszą olejów to uroczysta Eucharystia sprawowana w Wielki Czwartek przed południem. W czasie tej Mszy świętej biskup błogosławi oleje chorych i katechumenów oraz poświęca krzyżmo. Liturgia odprawiana jest przez biskupa, zazwyczaj w katedrze, gdzie gromadzą się kapłani z całej diecezji, aby sprawować liturgię razem ze swoim ordynariuszem.

- Kapłani wezwani będą dziś do publicznego odnowienia przyrzeczeń złożonych w dniu święceń – zaznaczył we wstępie do liturgii diakon.

W tym roku abp Józef Kupny sprawował Mszę Krzyżma w pustej katedrze, a kapłani byli zaproszeni do udziału przez transmisję internetową kanału YouTube wrocławskiej katedry i radiową Radia Rodzina. W koncelebrze w katedrze wzięło udział czterech kapłanów: ks. Paweł Cembrowicz, ks. Bartosz Trojanowski, ks. Rafał Kowalski i ks. Michał Mraczek.

Modlitwę rozpoczął ks. Cembrowicz, proboszcz katedry. Podkreślił istotę Mszy Krzyżma, ale też odniósł się do symptomatycznej sytuacji, gdy liturgia sprawowana jest w pustej katedrze.

- Przeżywany przez nas dramat pobudza nas do tego, aby brać na serio to, co jest poważne, by nie zagubić się w rzeczach błahych. Do ponownego odkrycia, że życie do niczego nie służy, jeśli nie służymy – ponieważ życie jest mierzone miłością. Przeżywając Mszę Krzyżma prośmy naszego Pana i Mistrza Jezusa Chrystusa, abyśmy nie zapomnieli, że jesteśmy na świecie, by miłować. Abyśmy nigdy nie zwątpili w tę miłość objawioną w Jezusie, w wieczerniku, na Golgocie i w pustym grobie – mówił ks. Cembrowicz.

Nawiązał do przygotowanej na dziś dla wszystkich księży archidiecezji „Reguły życia prezbiterów archidiecezji wrocławskiej”.

https://wroclaw.niedziela.pl/artykul/51467/Regula-zycia-kaplanow


- Dziękuję Księdzu Arcybiskupowi, naszemu pasterzowi, za „Regułę”, która będzie pomocą w przeżywaniu naszej kapłańskiej codzienności i przyczyni się do pogłębienia więzi z Chrystusem – mówił.

- Nigdy nie przypuszczałem, że kiedykolwiek będę sprawował Mszę Krzyżma w pustym kościele – mówił w homilii abp Józef Kupny. - Patrzę na tę katedrę i mam w pamięci nasze poprzednie Eucharystie w czasie których odnawialiśmy nasze przyrzeczenia kapłańskie, wypełnialiśmy tę świątynię niemal do ostatniego miejsca – dziś nie jest to możliwe. I po raz kolejny przekonujemy się, że nie wszystko jesteśmy w stanie zrealizować z tego, co sobie wcześniej zaplanowaliśmy, sami doświadczamy tego, że musimy poszukiwać innych form świętowania, innych form wyrażania naszej wiary i innych sposobów budowania wspólnoty – podkreślał pasterz.

Wskazał też, że treść i istota Wielkiego Czwartku pozostają niezmienne.

- Chcemy po raz kolejny przeżyć chwilę, w której powiedzieliśmy Jezusowi swoje „tak”. Chcemy myślami wrócić do momentu, w którym biskup nałożył na nas ręce. Zawsze robiliśmy to razem. Nawet podczas święceń kapłańskich swoje „chce” wypowiedzieliśmy wspólnie z innymi braćmi. Dziś łączymy się wprawdzie duchowo, lecz tak naprawdę każdy z was musi sam, indywidualnie, odpowiedzieć Panu Bogu na te pytania, które każdego roku On sam stawia wam za pośrednictwem biskupa. One określają kim jesteśmy i jakie zadania mamy do wypełnienia w tym świecie – mówił abp Kupny.

Zwrócił też uwagę, że co roku w czasie Mszy Krzyżma Kościół czyta fragment Apokalipsy św. Jana Apostoła. Jest to zapis pierwszych słów, które Jezus, przez tego Ewangelistę, kieruje do siedmiu kościołów.

- Dziś nabierają one szczególnego znaczenia, a choć sytuacja w jakiej się znaleźliśmy, choć jest radykalnie różna od tej, którą przeżywał św. Jan, pisząc te słowa, może pomóc nam zrozumieć tę obecną naszą misję – mówił w homilii.

- Apostoł pisze swój tekst pośród prześladowań, cierpienia, niepewności jutra i braku możliwości składania Bogu ofiary. Jan jest na wygnaniu, a jednak to nie wygnanie i nie cierpienia stanowi główny temat jego listu, który kieruje do kościołów. Owszem, ma on świadomość, że sytuacje kryzysowe mogą przesłonić Boga, że w takich chwilach człowiek pyta: Gdzie jesteś i dlaczego milczysz? Tymczasem z listów płynie zupełnie inne przesłanie. O prześladowaniach mówi mało, ale pokazuje, że prześladowanie odsłoniło problemy, które są w Kościele. To może być trudne do przyjęcia, być może wolelibyśmy, żeby św. Jan, pisząc do wspólnot doświadczających kłopotów i cierpienia raczej je umacniał, pocieszał, czy znalazł słowo wspierające. Tymczasem nie znajdujemy tutaj nic z banalnego mówienia: Jakoś to będzie, czy musimy to przetrwać. On zauważa, że pewne wydarzenia ujawniły pewne słabości Kościoła, które w innej sytuacji nie zostałyby odkryte. Główny problem – na który Jan zwraca uwagę – to to, ze tamte wspólnoty przestały być znakiem obecności Jezusa. Przez swoje grzechy zasłoniły Boga zamiast Go objawiać. Dlatego pierwsze pytanie, które stawia nam dziś Słowo Boże brzmi: Czy w tej trudnej sytuacji, w jakiej znalazły się nasze wspólnoty, dajemy ludziom Jezusa. W tej materii jesteśmy dłużnikami wszystkich i nikt nas z tego obowiązku nie zwolni i my siebie także nie zwolnimy z tego obowiązku. Po to przyjęliśmy święcenia kapłańskie, by dawać ludziom Jezusa. Każdy ma prawo domagać się od nas tego, byśmy pokazali mu Jezusa w obecnym świecie – mówił do kapłanów abp Józef.

W rozważaniu przywołał też cztery pytania, które padają w czasie odnowienia przyrzeczeń kapłańskich. Podkreślił, że w świecie objętym epidemią obecny jest Bóg i Jego mają głosić kapłani, Jego ukazywać.

- Źle, jeśli Go sobą zasłaniamy. Dlatego jedno z pytań, które dziś usłyszymy podczas przyrzeczeń kapłańskich brzmi: Czy chcesz pilnie i mądrze spełniać posługę Słowa głosząc Ewangelię i wykładając pełnie katolickiej wiary? Posługę Słowa spełniamy tylko wtedy, kiedy głosimy Ewangelię, a nie własne teorie, a tym bardziej coś, co nie znajduje oparcia w Piśmie świętym. I może się wydawać, że możliwości dawania Jezusa zostały nam ograniczone, bo w kościele nie powinno być więcej, niż pięć osób, bo nie wolno organizować rekolekcji, spotkań grup parafialnych. Być może dlatego szczególnie dziś przemawia do nas św. Jan słowami Apokalipsy – bo to, co pisze, nie jest jedynie teorią, ale mową świadka. Na wyspie Patmos, na którą został zesłany był odcięty od świątyni i dlatego jest tak przekonujący, kiedy uświadamia nam, że możliwość złożenia Bogu ofiary nie zależy od miejsca, w jakim się znaleźliśmy i od okoliczności. Wszystko, czego potrzebujemy, mamy w sobie. Co więcej – Apostoł przekonuje, że gdy jesteśmy zjednoczeni z Jezusem Chrystusem mamy w sobie moc, której nas nikt nie jest w stanie pozbawić – żadne cierpienie, żadne prześladowania. Nic i nikt. Gdy jesteśmy zjednoczeni z Jezusem nigdy nie jesteśmy przegranymi, stąd kolejne pytanie, które dziś usłyszycie: Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem Najwyższym Kapłanem i razem z Nim samego siebie poświęcić Bogu za zbawienie ludzi? – pytał kapłanów abp Kupny.

Nawiązując wciąż do osoby św. Jana, który składa w ofierze Bogu siebie samego i swoje życie, przypomniał, że być kapłanem Jezusa Chrystusa to ofiarować Bogu i ludziom, do których jest się posłanym, ofiarować siebie samego.

- To nie ludzie mają nam się ofiarować, ale my im – bo na tym polega bycie kapłanami Jezusa Chrystusa. Innej drogi nie ma - mówił pasterz.

- W przeszłości opisując życie człowieka posługiwano się opisem dwóch dróg. Na tej podstawie zrodziło się wiele starożytnych katechez, a obraz ten pojawił się jeszcze przed narodzeniem chrześcijaństwa. Uświadamiano ludziom, że często stają niejako na rozdrożu i muszą wybierać – iść w jedną, albo w drugą stronę, od tego wyboru zależało ich życie, lub śmierć, błogosławieństwo, czy przekleństwo. Tym obrazem posłużył się też Mojżesz, ale wtedy nie chodziło o wybór drogi w sensie fizycznym, bo cały naród osiągnął właśnie cel swojej długoletniej podróży – dotarli do kraju, który Bóg im dał – a jednak Mojżesz przestrzegał ich, że często będą stawali na rozdrożu, wszystko będzie zależało od nich, a właściwie od tego, czy będą zjednoczeni z Jahwe, czy będą Go słuchać, czy nie będą służyć obcym bogom. Mówił im wtedy: Jeśli się odwrócisz, jeśli nie będziesz słuchał, jeśli będziesz się kłaniał obcym bogom, oświadczam wam – na pewno zginiecie.

- To bardzo mocne słowa - mówił biskup. - One pokazują, że samo miejsce, w którym człowiek się znalazł jeszcze nie zapewni mu zbawienia. Okoliczności, w których żyje nie decydują o błogosławieństwie, lub przekleństwie, ale wybory, których człowiek dokonuje. Same święcenia kapłańskie nie zapewniają nam automatycznie zbawienia. Do zbawienia idziemy wtedy, gdy jesteśmy zjednoczeni z Jezusem, słuchamy Go i kłaniamy się tylko Jemu, nie bożkom, bożkom współczesnym. Od tego zależy nasze życie i nasza śmierć. Dlatego trzecie pytanie, które za chwilę padnie brzmi: Czy chcesz naśladować przykład Jezusa Dobrego Pasterza i nie szukając własnej korzyści troszczyć się o zbawienie ludzi? Własna korzyść może być bożkiem, który zniweczy wszystko. I nie musimy myśleć tutaj jedynie o rzeczach materialnych. Szukanie własnych korzyści to coś, co często paraliżuje nasze życie duszpasterskie i duchowe. Tą korzyścią może być własny pomysł na kapłaństwo, wygoda, komfort, pozycja, kariera – tego wszystkiego nie da się pogodzić z naśladowaniem Chrystusa, nie da się kłaniać Bogu i bożkom. To Jezus ma dla nas być pierwszym i ostatnim – jak pisze św. Jan. Pierwszym nie tylko w tym sensie, że w naszym życiu wszystko od Niego się zaczyna, ale także pierwszym w znaczeniu fundamentu, zasady, pewnego wzoru, do którego wracamy i który chcemy realizować. Ostatnim – to znaczy tym, do którego będzie należał ostatni głos w naszej osobistej historii i historii całego świata. To właśnie w sytuacji prześladowania i zła było w ustach św. Jana Dobrą Nowiną. Tę Nowinę mamy dziś głosić ludziom, że zło nie mam prawa trwać wiecznie, ale żeby w tym głoszeniu być przekonującym, Jezus musi mieć pierwszy i ostateczny głos w naszym życiu, w naszych wyborach, których codziennie dokonujemy – napominał metropolita.

Zakończył rozważanie czwartym pytaniem, które pojawia się podczas odnowienia przyrzeczeń kapłańskich: Czy chcesz pobożnie i z wiarą odprawiać misteria Chrystusa na chwałę Boga i uświęcenia ludu chrześcijańskiego, zgodnie z tradycją Kościoła?

- Wydawać by się mogło, że te słowa powinny paść na początku, przecież na tym polega nasza posługa. Tymczasem stawiamy je na końcu i nie jest to przypadek, bo zanim zaczniemy wypełniać zadania wynikające z przyjętych święceń, musimy najpierw stać się tym, kim Jezus chce nas mieć, zanim będziemy pełnić funkcje kapłańskie, musimy stać się kapłanami zjednoczonymi z Jezusem. W przeciwnym wypadku nie da się na to pytanie odpowiedzieć "chcę", bo bez tego utożsamienia się z Jezusem, bycia jedno z Nim, można co najwyżej ładnie sprawować czynności liturgiczne, ale nie będzie to odprawianie misteriów zbawienia, pozostanie jedynie jakiś religijny teatr, ale nie liturgia sprawowana na chwałę Boga – co najwyżej na swoją chwałę. W tym pytaniu kryje się też wezwanie do ogromnej pokory – czy w spełnianiu posługi chcemy pamiętać o tradycji Kościoła, tzn., że nie wszystko w parafii, czy we wspólnocie Kościoła rozpoczyna się od nas, nie my jesteśmy punktem odniesienia. Tradycja Kościoła każe nam widzieć siebie jako ogniwo w pewnym łańcuchu, domaga się uznania i przyjęcia, wpisuje się w nią także nasze posłuszeństwo przepisom liturgicznym i pokorne przyznanie, że to nie my tworzymy liturgię w naszych wspólnotach, że liturgia nie jest naszym dziełem. Jesteśmy szafarzami świętych tajemnic, a nie ich właścicielami. Misteria, które sprawujemy, są misteriami Chrystusa, a nie naszymi prywatnymi. Jeśli teraz, drodzy Bracia, jesteśmy gotowi odnowić przyrzeczenia złożone w dniu święceń, to pozostaje nam modlić się i prosić Boga, aby dziś spełniły się te słowa, które za chwilę wypowiemy – zakończył homilię abp Kupny i rozpoczął się obrzęd odnowienia przyrzeczeń kapłańskich.

W dalszej części liturgii Mszy świętej - zgodnie ze zwyczajem – abp pobłogosławił oleje. Błogosławieństwo oleju chorych odbyło się przed zakończeniem Modlitwy eucharystycznej, zaś błogosławieństwo oleju katechumenów i poświęcenia krzyżma po Komunii.

Wspólną modlitwę zakończyły życzenia, które arcybiskupowi, w imieniu wszystkich kapłanów, złożył ks. Paweł Cembrowicz. Abp Kupny podkreślił w końcowej mowie, że w czasie błogosławieństwa powierzy Bogu i pobłogosławi wszystkim kapłanom.

- Dla mnie to dodatkowo dzień ważny, bo ja przyjmowałem święcenia kapłańskie właśnie w Wielki Czwartek – mówił na zakończenie Mszy Krzyżma abp Józef Kupny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję